Gry planszowe i nie tylko 13 kwietnia 2022

Sonic i superdrużyny – prosta, wyścigowa gra planszowa

Sonic i superdrużyny” to prosta planszówka inspirowana filmem oraz grą komputerową Sonic.  Tematem przewodnim są wyścigi i na tym polega cała zabawa. Cel gry jest oczywisty – dotrzeć jak najszybciej do mety.

W wyścigach biorą udział cztery dwuosobowe drużyny, które stanowią bohaterzy serii – zapewne znani fanom niebieskiego jeża. W owe postacie oczywiście wcielają się gracze, wybierając sobie konkretny team.

W grze „Sonic i superdrużyny” prawdę powiedziawszy, nie ma żadnej filozofii, zasady są klarowne nawet dla kilkuletnich dzieci. Wystarczy przesuwać pionki do przodu o tyle pól, ile wskazuje wybrana przez nas karta ruchu. Każdy gracz na początku rozgrywki otrzymuje po sześć takich kart, co ciekawe nie tylko z wizerunkiem swojej drużyny, ale wszystkich. W związku z czym nie poruszamy się tylko swoimi figurkami, ale również pozostałych uczestników.

Nie mamy więc dużego wpływu na przebieg wyścigu naszej drużyny – to jak będzie sobie radzić, zależy od wszystkich graczy. Niemniej możemy próbować spowalniać nieco rywali, kierując ich na pola,  oznaczone kolcami. Osoba, która stanie w takim miejscu, nie przesuwa się o tyle pól, ile wskazuje wylosowana karta, a raptem o jedno.

Analogicznie możemy postępować z figurkami naszej drużyny, którymi chcemy jak najszybciej dotrzeć do mety. Wówczas, jeśli staniemy pionkiem na podwójnym polu, możemy wybrać, na którym go ustawimy – zwykłym, czy oznaczonym jakimś symbolem – i tak jak kolce spowalniają zawodników, tak pierścienie dodają im przyśpieszenia. W takiej sytuacji mnożymy cyfrę widniejącą na karcie razy dwa.

Poza tym na planszy rozmieszczone są również pola bonusowe, oznaczone znakiem zapytania. Zawodnik, który na nim stanie, losuje specjalną kartę i wykonuje wyznaczony na niej efekt. Może to być:
– (super)przyspieszenie, które pozwala na pokonanie większej ilości pól, niż wskazuje na to karta,
– rozpęd pozwalający ominąć pętle, która zmusza gracza do cofnięcia się o jedno pole, 
– tarcza broniąca przed spowalniającymi kolcami,
– superskok, dzięki któremu możemy przesunąć figurkę na najbliższe pole z pierścieniami.

Zasad jak widać, nie jest dużo i nie są skomplikowane, instrukcję właściwie wystarczy szybko przelecieć wzrokiem, nie trzeba się nad niczym skupiać i rozmyślać – co autor miał na myśli. Jeśli chodzi o elementy gry, to mamy tylko planszę, karty (4 karty drużyny, 48 kart ruchu i 20 kart bonusów) oraz osiem figurek postaci, które stanowią (dla moich dzieci) największą atrakcję. Pierwszych kilka dni dosłownie zwariowały na ich punkcie i ciągle się nimi bawiły. 😊

W związku z powyższym przygotowanie do gry nie zajmuje dużo czasu. No i przebieg wyścigów oraz cel jest na tyle jasny, że nie trzeba go specjalnie tłumaczyć i rozumieją go dzieci w wieku przedszkolnym.

Jeśli chodzi o ogólne wrażenia, szczerze przyznaję, gra jest na tyle prosta, że wielkiego wrażenia na mnie (osobie dorosłej) nie zrobiła, chociaż muszę przyznać, że moim pociechom się spodobała. Myślę, że nadaje się dla niewymagających graczy, początkujących lub takich, którzy chcą grać z małymi dziećmi (tak jak ja z Polą i Stasiem), ewentualnie by dzieciaki ścigały się same bez rodziców, o ile potrafią mnożyć przez dwa ;-) Mówiąc krótko jest to gra dla tych, którzy nie potrzebują planszówek zmuszających do intensywniejszego myślenia, analizowania i planowania swych ruchów, jak choćby “Kroniki zamku Avel”, które zachwyciły mnie pod wieloma względami.

Niemniej myślę, że gra „Sonic i superdrużyny” spodoba się fanom niebieskiego jeżyka.

 

Zdjęcia: Fizinka
Recenzja gry powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Rebel.

Więcej informacji o grze znajdziesz na stronie GramywPlanszowki.pl | GwP

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Rozwój 11 kwietnia 2022

Kiedy zacząć wprowadzać nowe pokarmy do diety niemowlęcia?

Zastanawiasz się kiedy nastąpi moment aby spróbować urozmaicić dietę dziecka?
Pozwolić mu na spróbowanie nowych potraw? Badania wskazują, że najlepiej jest wprowadzać pokarmy stałe, gdy maluch może sam już trzymać główkę w górze, co najczęściej
zdarza się gdy maluszek osiągnie wiek 5 miesięcy.

Polskie Towarzystwo Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci wydało zalecenia dotyczące wprowadzania pokarmów stałych do diety niemowlaka. Według tych zaleceń rozszerzanie wachlarza podawanych smaków powinno nastąpić pomiędzy 17 a 26 tygodniem życia dziecka.
Jednocześnie zachęcają do wyłącznego karmienia piersią przez pierwsze 6 miesięcy życia dziecka oraz zwracania uwagi na oznaki gotowości niemowlaka do rozszerzania diety.

Istnieją dwie podstawowe szkoły myślenia o wprowadzaniu do diety malucha nowych smaków. Pierwsza z nich sugeruje sporządzenie listy nowych smaków i tekstur, o ile są one dostosowane do wieku i powolne wprowadzanie ich do codziennej diety malucha. Z kolei zaś Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), jak i Amerykańska Akademia Pediatrii jednogłośnie mówią
o tym, że organizm dziecka jest gotowy na rozszerzanie diety dopiero po ukończeniu 6 miesiąca życia.

Wielu rodziców martwi się, jak wprowadzić nowe smaki swoim dzieciom. Badania wykazały, że kiedy preferencja smakowa, zmieniająca się najbardziej z gorzkiego na słodki, ma miejsce między 17 a 30 miesiącem życia. Zasadniczo w tym momencie ich próg smaku goryczy spada, a ich preferencja dla słodyczy wzrasta. Więc śmiało zapoznajmy malucha z różnymi smakami, zanim będzie miał te wszystkie negatywne skojarzenia z dostaniem czegoś nowego do ust.

No ale… od czego zacząć?

Najbezpieczniejsze są produkty „z naszego ogródka”. W przenośni i dosłownie. Warto zadbać o ekologiczne produkty, które miały najmniejszą styczność z nawozami i środkami ochrony roślin. Najlepiej nadają się do tego jabłka, marchewki i ziemniaki z przydomowego sadu lub po prostu zaufanego warzywniaka. Dlaczego akurat te produkty? Bo rosną wokół nas i są stałym elementem naszej diety. Dlatego podając je dziecku najmniej ryzykujemy alergią pokarmową, gdyż dziecko jest „genetycznie” na nie przygotowane.

Tłuszcz ważnym elementem diety

Dziecko już na etapie rozwoju potrzebuje kwasów Omega-3. Są one w składzie mleka matki, a później należy je dostarczać „zewnętrznie”, ponieważ nasz organizm ich nie wytwarza. Najszybciej znajdziemy je w tłuszczach, owocach morza – zwłaszcza tłustych rybach morskich – i w orzechach. Ale nie podamy przecież półrocznemu dziecku orzechów czy owoców morza. Przy rozszerzaniu diety, a na pewno na samym jej początku, też powinniśmy wstrzymać się z rybami. Pozostają nam zatem tłuszcze. A tak się składa, że żyjemy w kraju, gdzie za oknami rośnie nam „płynne złoto” bogate w kwasy Omega – 3 i Omega – 6, które są tak ważne w diecie każdego człowieka. Mowa oczywiście o rzepaku.

Nie jest przypadkiem, że olej rzepakowy został nazwany „oliwą północy”. W swoim składzie zawiera aż 10 razy więcej kwasów Omega-3 niż oliwa z oliwek, a dodatkowo kwasy te występują w nim w idealnej dla nas proporcji w stosunku do kwasów Omega-6 tj. 1:2. Olej rzepakowy uznawany jest jako bogate źródło tych kwasów.

Dlaczego akurat rzepakowy?

Olej rzepakowy jest wręcz oczywistym wyborem. Zawiera najmniej (spośród olejów roślinnych) niekorzystnych dla zdrowia nasyconych kwasów tłuszczowych, przyczyniających się do chorób układu krążenia, jest za to cennym źródłem NNKT (ALA i LA). Kwasy te wspierają prawidłowy rozwój i wzrost – kwas ALA wpływa na rozwój komórek nerwowych i mózgu. Poza tym jest on w naszym organizmie prekursorem kwasu dokozaheksaonowego – DHA, a ten przyczynia się do prawidłowego funkcjonowaniu mózgu – najważniejszego narządu ośrodkowego układu nerwowego. Olej rzepakowy to nie tylko kwasy z rodziny Omega-3. To także źródło witamin E i K. Są one tłuszczorozpuszczalne, co znaczy, że to właśnie tłuszcz pomaga w ich transporcie oraz wchłanianiu do organizmu. Dlatego tak ważne jest, aby warzywa spożywać w towarzystwie tłuszczu – dzięki temu mamy pewność, że to, co najważniejsze w posiłku, zostanie przyswojone przez spragnione nowych smaków brzuszki. Dlatego, jeśli przygotowujemy przecier warzywny dla swoich brzdąców, wzbogaćmy go koniecznie odrobiną oleju rzepakowego.

 

Przepis na przecier warzywny z marchewki i korzenia pietruszki

Marchewkę i pietruszkę gotujemy na parze do miękkości. Następnie ugniatamy lub blendujemy z odrobiną oleju rzepakowego. Gotowe.

Przepis na zupkę pomidorową z mlekiem kokosowym

Marchewkę i pietruszkę gotujemy w małej ilości wody. Jak będą miękkie, dodajmy do garnka dużego świeżego pomidora (obranego ze skórki i pokojonego w kostkę). Gotujemy. Na koniec dodajemy 2 łyżki mleka kokosowego, szczyptę curry i odrobinę oleju rzepakowego.

Więcej informacji można znaleźć na stronie www.olejrzepakowy.com i na Facebooku www.facebook.com/olej.rzepakowy.skarbem.europy

Treść niniejszej kampanii promocyjnej wyraża poglądy wyłącznie jej autora, za którą ponosi on bezwzględną odpowiedzialność. Komisja Europejska ani Europejska Agencja Wykonawcza ds. Badań Naukowych (REA) nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za potencjalne wykorzystanie zawartych w niej informacji.

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Rozwój 7 kwietnia 2022

Bunt nastolatka – czy jest potrzebny i jak go przetrwać

Okres dojrzewania i bunt nastolatka zazwyczaj oznaczają rodzinną burzę z piorunami. Na szczęście są sposoby na złagodzenie tego trudnego czasu. Przede wszystkim trzeba zrozumieć, co dzieje się w ciele i duszy naszego do tej pory słodkiego brzdąca.

 

Jak doprowadzić nastolatka do szału i trzaskania drzwiami?

To proste. Zadaj mu jedno z fundamentalnych pytań:

– Co w szkole?

– Odrobiłeś lekcje?

– Posprzątałeś?

 

Dobrze działa też:

– Co dostałeś z klasówki?

– Poprawiłeś jedynkę?

 

To, że po takim pytaniu nastolatek przewróci oczami, odburknie coś i z trzaskiem zamknie się w swoim pokoju, jest pewne na 99%. Dlaczego? Bo nastolatek to nie przedszkolak, który nie widzi nic złego w ciągłej kontroli przez rodziców i z pokorą akceptuje ich zawężone zainteresowanie jego życiem. On nie chce być odpytywany i kontrolowany, a jego świat nie zaczyna się i nie kończy na szkole. Chce dialogu jak równy z równym. Tego, że równy rodzicom nie jest i jeszcze przez kilka lat nie będzie, jeszcze nie rozumie. Najpewniej zrozumie dopiero wtedy, gdy sam stanie po drugiej stronie barykady.

Póki co to na nas, rodzicach, leży ciężar takiego pokierowania relacjami z nastolatkiem, by nie czuł się traktowany dziecinnie, ale też miał świadomość, że to rodzice w wielu sprawach mają decydujący głos.

 

Dlaczego nastolatkowie twierdzą, że rodzice ich nie rozumieją?

Zacznijmy od tego, że zrozumienie zdaniem nastolatków to po prostu przytakiwanie. Kiedy słyszą, że mają rację, że robią dobrze, to inni są źli i głupi i w ogóle nic nie jest ich winą, czują się zrozumiani i akceptowani. Gorzej, jeśli rodzic śmie im czegoś zabronić lub zanegować ich punkt widzenia. Nastolatkowie niestety rzadko bywają obiektywni. I trudno mieć o to do nich pretensje, są mocno skupieni na sobie i własnych potrzebach. To naturalne zjawisko w okresie dojrzewania i nie ma sensu z nim walczyć.

Ponadto przeciętnemu nastolatkowi trudno pojąć, że zrozumienie nie zawsze oznacza akceptację. Mogę rozumieć, dlaczego moja córka chce słuchać głośno muzyki i zafarbować włosy na fioletowo, co nie oznacza, że wyrażę zgodę na jedno i drugie.

Rodzice mają zwyczaj patrzeć do przodu, troszczą się o przyszłość swoich dzieci, co niestety najczęściej objawia się hasłem: marnujesz czas na głupoty, lepiej się poucz. Tymczasem przeciętny nastolatek jest zainteresowany tym, co dzieje się tu i teraz. Dla niego ważniejsza jest premiera teledysku ulubionego piosenkarza niż fakt, że te słówka z angielskiego to jednak przydałoby się wykuć, bo to inwestycja w przyszłość.

 

Co się dzieje z nastolatkiem w okresie dojrzewania?

Burza hormonów i gwałtowne zmiany w mózgu związane z transformacją kory przedczołowej nie mogą nie przejść niezauważone. Nastolatkiem targają sprzeczne potrzeby i emocje, z którymi sam nie potrafi sobie poradzić. Zewnętrznie objawia się to różnorako: czasem buntem i złością, czasem potrzebą przytulenia się i wypłakania. Właśnie dlatego rodzice „nie nadążają” za swoimi dziećmi. Trudno się temu dziwić, skoro one same nie nadążają za sobą.

Okres dojrzewania to czas formowania się własnego światopoglądu, który często stoi w opozycji do poglądów rodziców. To też czas, w którym nastolatek buduje swoją tożsamość na nowo. Już nie czuje się dzieckiem, oczekuje, że najbliższe otoczenie zaakceptuje jego dorosłość. I chyba to właśnie jest punktem zapalnym: dla przeciętnego rodzica nastolatek to nadal dziecko, któremu można coś nakazać lub czegoś zabronić bez konieczności uzasadniania swojej decyzji.

Tymczasem młody człowiek oczekuje innego, doroślejszego traktowania i ma do tego prawo. Co nie znaczy, że jest równorzędnym partnerem w dyskusji. Nadal jest zależny od rodziców, nie tylko finansowo, ale i prawnie. Z tego wynikają określone skutki – to rodzice poniosą konsekwencje głupich zachowań swojego dziecka, nic więc dziwnego, że czasem czują potrzebę zabronienia mu pewnych rzeczy. Jednak na pewno w chwili, w której dziecko wkracza w okres dojrzewania, relacje w rodzinie powinny ulec zmianie. Jeśli tak się nie stanie, konflikt będzie eskalował. Zresztą umówmy się – trudno do osiemnastki traktować swoją pociechę jak dwulatka, a później nagle zacząć wymagać całkowicie dorosłych i odpowiedzialnych zachowań.

 

Bunt nastolatka – czy da się mu zapobiec?

Nie da, zresztą byłoby to niewskazane. Podobnie jak bunt dwulatka jest skokiem rozwojowym i symbolicznym momentem przecinania emocjonalnej pępowiny między matką i dzieckiem, tak i bunt nastolatka natura wymyśliła po to, by pozwolić młodemu człowiekowi dojrzeć i usamodzielnić się. Co prawda uwarunkowania biologiczne nie idą w parze ze społecznymi, niemniej nie oznacza to, że nastoletni bunt trzeba tłumić w zarodku. To ważny i potrzebny etap rozwoju dziecka. Trzeba się uzbroić w trochę wiedzy i cierpliwości, by go przetrwać.

 

W naszym dziale Książki znajdziecie kilka wartych przeczytania pozycji:

 

Jak wychowywać chłopca. Potęga relacji w kształtowaniu dobrych ludzi – Michael C. Reichert

 

Pięć głębokich oddechów. Moc uważnego rodzicielstwa – Genevieve von Lob

 

Wynaleźć siebie. Sekretne życie mózgu nastolatka – Sarah-Jayne Blakemore

 

Pod presją – Lisa Damour

 

A co robić, gdy dojdzie do awantury ze zbuntowanym nastolatkiem?

Awantury ogólnie, w żadnej sytuacji, nie mają sensu. W złości i negatywnych emocjach nigdy nie słyszymy drugiej osoby, nie przyjmujemy do wiadomości jej argumentów, jesteśmy nastawieni wyłącznie na bronienie własnych racji. Dlatego pierwszą rzeczą, jaką warto zrobić, jest uspokojenie emocji. Dopiero gdy będzie możliwość podjęcia rzeczowej rozmowy, warto wrócić do tematu. Nawet więcej – trzeba to zrobić, bo przemilczanie problemów i udawanie, że nie istnieją, jest tym, czego nastolatkowie nigdy nam nie wybaczą. To otwartą rozmową zyskujemy ich zaufanie i budujemy całkiem nowe, głębsze, doroślejsze relacje.

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close