Dom 30 października 2015

Tekst na bloga

W założeniu to miał być głęboki, przemyślany tekst poruszający ważny temat. Myślałam o nim od niedzieli, wysuwałam argumenty i podważałam samą siebie, poczytałam różne opinie w internecie. We wtorek wieczorem uznałam, że jestem gotowa do pisania. Tylko, że w środę pobudka o 6.15… Pomyślałam, że pójdę spać, a w środę postaram się wykroić trochę czasu na pisanie.

„To była zwykła środa, jeden z tych dni…” – kto pamięta czyje to? Dla nas to była zwykła środa, dziecko do szkoły a ja do komputera, zleceniodawca jest hojny ale deadline to dla niego rzecz święta. Nie ma zmiłuj, poranek spędziłam na pisaniu. Miło było nie powiem, bo sama w domu, w tle dyskretna muzyka, a ja zawzięcie stukałam w klawisze. Z tyłu głowy myśl: trzeba napisać tekst na bloga. No trzeba tylko, że zbliżała się pora pójścia po Duśkę. I o ile w przedszkolu można było pójść kwadrans wcześniej lub później, o tyle szkoła wymusza punktualność również na rodzicach. Musiałam przerwać pracę i wymaszerować do szkoły. Nie powiem, te 3km to akurat gimnastyka, na którą nigdy nie mam czasu.

Środowa aura  była łaskawa, ciepełko przypominało początek września. Idealna pogoda na zakupy! A kiedyś przecież muszę dziecku buty na zimę kupić, prawda? No więc kolejne półtorej godziny „zmarnowałyśmy” w poszukiwaniu idealnych zimówek w różowym kolorze.

Dotarłyśmy do domu, Duśka stwierdziła, że najpierw lekcje, potem obiad. Dobrze, niech i tak będzie. Nieprzekraczalną granicą była godzina 16.00, później nie mogłam podać obiadu, bo o 17.00 trzeba wyjść na tańce. Duśka lekcji nie skończyła. Trudno, skończy jak wróci.

Dopadło mnie zmęczenie, ale takie z gatunku „jak usiądę to usnę”. Musiało być naprawdę potworne bo nawet kupiony w pobliskim sklepie Tiger nie dał rady postawić mnie na nogi. Może co najwyżej unieść powieki. Trzeba było jednak RedBulla poszukać. Czas oczekiwania na Duśkę umilałam sobie piłowaniem paznokci. Dobrze wiem, że ani to kulturalne ani eleganckie, ale trudno, ja naprawdę nie mam czasu w domu na takie przyjemności. Tekst na bloga trzeba napisać!

Powrót o godzinie 19.00. W domu standardowe zajęcia: kolacja, zmywanie, ścielenie łóżek, kąpiel, końcówka lekcji Duśki, pakowanie tornistra. Ufff, wreszcie mogę skończyć moje zlecenia. Niestety jest północ. Miałam napisać tekst na bloga, ale nie dam rady. Mąż ogląda jakiś bzdurny serial z jednym mało przystojnym aktorem, którego bardzo lubię, ale niestety, nie mam siły mu towarzyszyć. Padam w locie. W czwartek napiszę, przecież żadnych zleceń już nie mam, do piątku luz.

Plan na czwartek był mniej więcej taki: Duśka do szkoły, ja na cmentarz bo to obok, posprzątam, małe zakupy, potem wrócę do domu ogarnę kuchnię bo już bardzo tego potrzebuje, potem odbiorę Duśkę ze szkoły i ona odrobi swoje lekcje a ja wreszcie napiszę tekst na bloga. Diabli wzięli plany już rano, bo Duśka obudziła się z takim kaszlem, że o szkole nie mogło być mowy. O zakupach też, bo przecież samej jej nie zostawię. Cmentarz także musi poczekać. Mąż zdecydował, że w takim razie zrobi te zakupy a do pracy pojedzie później. Jupi! Jeden problem mniej.

Tekst na bloga miałam pisać? No to może zacznę? Nie, nie zacznę bo przyszło zlecenie z agencji, która się tak dawno nie odzywała, że już przestałam na nich liczyć. A tu proszę, niespodzianka. Miło, będą pieniądze. No ale znowu, zlecenie ma pierwszeństwo. Wertuję internet w poszukiwaniu niezbędnych danych. Piszę. Sprawdzam. Wysyłam. Dzwoni chrześnica, że jest u mamy i może byśmy wpadły. Byśmy nie, bo Duśka chora (niby nie groźnie, ale chrześnica w ciąży, nie będziemy ryzykować), ale ja tak, bo mąż jednak do pracy nie poszedł. Chrześnicę widuję tak rzadko, że postanawiam iść. Na chwilę, bo przecież tekst na bloga nie napisany i kuchnia czeka na posprzątanie.

Chwila rozmowy zamienia się w godzinę.

Wracam. Sprawdzam pocztę, potem loguję się do dziennika szkolnego. Niespodzianka, informacja o zadanych lekcjach. Usadzam Duśkę nad ćwiczeniami, a sama wreszcie biorę się do pracy.

Decyduję się zacząć od kuchni, bo więcej roboty. Glazura do umycia, armatura do umycia, szafki do umycia, blat do posprzątania, podłoga do umycia, tu przetrzeć, tam przestawić, to przy okazji schować. W międzyczasie wstawiam kolację, bo coś trzeba zjeść. Duśka przychodzi i melduje, że jest głodna. Tak rzadko to słyszę, że można by gdzieś to zapisać ku pamięci. Odrywam się od pracy i robię jej omleta.

Kuchnia niby nieduża a posprzątanie jej zajęło mi trzy godziny i wykończyło zarówno fizycznie jak i psychicznie. Tekst na bloga? A w życiu, nie złożę zdania po polsku, a przecież to ma być ważny tekst na poważny temat. Mamma mia, a jutro już piątek!

No nic, może rano dam radę.

Piątek. Duśka zdeterminowana, żeby iść do szkoły, bo będzie klasowe oglądanie filmu. No i dobrze, ona do szkoły, ja na bazar. Trzeba kupić kwiaty i znicze, a oprócz tego zrobić normalne „warzywne” zakupy, wszak w sobotę mamy mieć gości. Ciasto trzeba upiec. Ciekawe kiedy. Przecież trzeba tekst na bloga napisać, ludzieee, kto mi czas podaruje?

Z zakupów na cmentarz, groby się same nie posprzątają, nie ma na co liczyć. Z cmentarza po Duśkę bo to blisko. Obok szkoły plac zabaw, kto to wymyślił?! Wymarudziła, bawi się blisko godzinę. Facebook musi sobie poradzić beze mnie, trudno. Tekst na bloga? Dziewczyny mnie zabiją, ale nie dam rady. No nie dam.

Wracamy do domu, obiad, i… powinnam opublikować mój tekst, najwyższy czas. Tylko kiedy ja go miałam napisać?

 

Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy, bardzo Was przepraszam, ale naprawdę nie miałam czasu, nowego tekstu dziś nie będzie.

Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Danuta Joanna
5 lat temu

znam to :) aż do bólu. Niestety zlecenia mają priorytet, choć… też je lubię (nie tak jak bloga, bo to „moje królestwo”, ale…)

Maria Ciahotna
5 lat temu

Tekst miał być na poważny temat? I udało się – bo w końcu my to sobie możemy coś zaplanować, nawet raz czy dwa czy trzy zmienić plany, dostosować je do życia podążającego swoim torem, a tu jednak klops – czasami po prostu i tak będzie inaczej :) trzeba w tym wszystkim się odnaleźć i raz po taz próbować zgrać wszystko na ile się da – tego życzę zresztą nam wszystkim ;)

Wspolczesna_mp
Wspolczesna_mp
5 lat temu

:-)

Ewa Plummer
5 lat temu

Taaak. Praca w domu. Znam to…

Emocje 29 października 2015

Halloween czy Zaduszki?

Zbliża się 31 października, a z nim Halloween. W Polsce chyba jest tylu samo zwolenników, co przeciwników obchodzenia tego dnia. Sklepowe półki zapełniają się i uginają od upiornych kostiumów i dekoracji, a młodzież prześciga się w koncepcji na najlepszą hallowenową imprezkę. Ekscytuje i intryguje nas mocno to amerykańskie święto – jest zabawne, kojarzy się pozytywnie z dynią w oknie i wizytą „strasznych” przebierańców. Elementy mistycyzmu i oswajania strachu przed śmiercią przeplatają się od wieków istnienia różnych cywilizacji. Sorry, taka już nasza ludzka natura i ciągnie nas  do ciemnej strony mocy.

Niektórzy przeciwnicy mylnie stawiają Halloween na równi z kultem wszelkiego zła, jako oponenta chrześcijańskiego Dnia Wszystkich Świętych. Nic bardziej mylnego! Nie wiem czy pamiętacie, że w naszej kulturze istniał zwyczaj Dziadów zanim na naszych ziemiach zawitało Halloween, ba nawet Zaduszki czy Dzień Wszystkich Świętych!  Dla niewtajemniczonej młodzieży (która może przeczyta ten tekst) nazwa Dziadów bynajmniej nie wzięła się od dziadowania (żebrania) o słodkości, bo mieliśmy taka biedę z nędzą :D

Dziady były pogańskim zwyczajem ludowym, wywodzącym się z przedchrześcijańskich obrzędów Słowian i Bałtów. Jego zasadniczym celem było nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i pozyskanie ich przychylności. Wędrującym duszom oświetlano drogę do domu, rozpalając ogniska na rozstajach, aby mogły spędzić tę noc wśród bliskich. Ogień miał jednak również uniemożliwić wyjście na świat upiorom – duszom ludzi zmarłych nagłą śmiercią, samobójców itp. W tym celu rozpalano go na podejrzanej mogile. Dziady obchodzono dwa razy w roku – wiosną i jesienią. Obrzędy z okazji Dziadów odbywały się w miejscach związanych z dawnymi ośrodkami kultu – na wzgórzach, wzniesieniach, pod świętymi drzewami, w miejscach uważanych za święte. W późniejszym okresie z racji swojego charakteru Dziady często odbywały się również przy grobach przodków, na cmentarzyskach. Taki opis Dziadów jest Wam zapewne znany z Mickiewiczowskiego dramatu. Kultywowanie pogańskiego zwyczaju było jednak nie w smak Kościołowi Katolickiemu. Polska, kraj chrześcijański więc nie  wypadało pielęgnować pogańskich zabobonów. To, czego nie udało się wyprzeć surowymi zakazami i karami, Kościół wprowadził fortelem. Zastąpił Dziady  doskonale znanymi nam Zaduszkami, które jak wiele innych chrześcijańskich świąt, opierają się na zaadaptowanych, pogańskich zwyczajach, odzianych w nowe szaty. Jakie to praktyczne nieprawdaż?  W Zaduszki odwiedza się cmentarze, groby zmarłych z rodziny; zapala znicze na grobach oraz składa kwiaty, wieńce symbolizujące pamięć o nieżyjących. Nie wiem czy wiecie, że tradycja stawiania zniczy na grobach wywodzi się z dawnego pogańskiego zwyczaju rozpalania ognisk na mogiłach.

Jest mi to obojętne czy ktoś będzie się bawił w dekorowanie domu, robienie psikusów i przebieranki czy nie. Może zamiast tego wybierze się na cmentarz czy do kościoła i ten czas poświęci na modlitwę. Jeszcze inni, którym zabawa, kościół i cmentarz zupełnie jest nie po drodze, niech sobie spędzą ten czas w gronie rodzinnym, na wyjeździe lub samotnie w domowych pieleszach. I nic nikomu do tego. Wolny kraj, wolny wybór – nie krytykujmy, nie wściubiajmy nosa w życie innych. Wkurza mnie krytyka Halloween przez niektórych duchownych i ludzi wierzących.  Wynika ona z racji pogańskiej genezy tego święta. Zupełnie tego nie rozumiem, czyżby nie znali historii? Co ciekawe – uznanym przez Kościół Katolicki odpowiednikiem Halloween jest Dzień Zaduszny (obchodzony 2 listopada, a nie Dzień Wszystkich Świętych – 1 listopada), który także ma pogańskie korzenie (wywodzi się z tradycji Dziadów). A nazwa jakże pogańskiego Halloween jest najprawdopodobniej skróconym All Hallows' Eve – wigilia Wszystkich Świętych. Nie rozumiem całej negatywnej nagonki na motyw śmierci pojawiający się podczas Halloween. Przecież śmierć to nieodzowny element naszego życia, jedyna pewna rzecz, która nas czeka. Jeśli komuś łatwiej się z nią oswoić nadając jej humorystyczny, przerealniony obraz to proszę bardzo – bawcie się, straszcie i świętujcie. Jeśli jesteście wierzący po hallowenowym szaleństwie nie zapomnijcie o chwili zadumy i modlitwie za zmarłych.

Subscribe
Powiadom o
guest
29 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Karolina Bylina
5 lat temu

Dla mnie to zadbe swieto. To super zabawa. Dynie zrobilismy juz 3 i dziecko nialo z tego powodu wielka radoche. Nie obchodzi mnie zdanie kosciola na ten temat. Czarnych mszy nie odprawiam takze nic im do tego. A jesli sa tacy swieci to czemu na czas postu nie tezygnuja z wina podczas mszy??? Dla mnie kazda okazja do spedzenia czasu z dzieckiem jest dobra i tez jestem za.

W roli mamy - wrolimamy.pl

Z chęcią zobaczę zdjęcie dyń.

Karolina Bylina
5 lat temu

Tylka jedna mam a jestem u tesciowej na wypoczynku ;)

Edyta Kiełtyka
5 lat temu

Karolina Bylina znasz znaczenie wina na mszy??Chyba nie!!

Karolina Bylina
5 lat temu

Znam ale nie zmienia to faktu ze to alkohol

Magdalena Romańczuk

No to chyba jednak Pani nie zna…

Edyta Kiełtyka
5 lat temu

A jaka jest historia?Z checia poznam z dziecmi przebieram sie w karnawale i bez okazji a 1 listopada ide na groby z kwiatami poswiecajac czas swoim dzieciom kultywujac nie tradycje ale pamiec moim zmarłym;-)

Karolina Bylina
5 lat temu

Hallowin jest 31 pazdziernika a nie 1 listopada

W roli mamy - wrolimamy.pl

Po krótce historia jest taka, że my Słowianie mieliśmy jeszcze przed Anglosasami zwyczaj Dziadów. Ot take nasze pradawne Halloween. Kościół zmodyfikował to pogańskie święto wg. swoich zasad wprowadzając Dzień Zaduszny. W związku z powyższym współczesne Zaduszki to dostosowane do chrześcijaństwa pogańskie Dziady.

Edyta Kiełtyka
5 lat temu

Ja z dyni robie pyszna zupe a jaki jest sens przebierania dzieci za trupy ,wampiry bo tacy zawitali do mnie rok temu??Jesli mama spedza czas z dziecmi na robienie stroju kosciotrupa albo wycina w dyni zeby i wylupiste oczy to gratuluje takiej mamusi!

Monika Karpińska
5 lat temu

To mojemu synowi musisz pogratulowac mamusi, bo wlasnie dzis zrobilismy dynie z zebami i rozwieszalismy kosciotrupy, pajaki i nietoperze w domu :) ja to swieto traktuje jako zabawe nic wiecej :)

Edyta Kiełtyka
5 lat temu

No wlaśnie dzisiaj czytałam dzieciom w pracy bajki terapeutyczne aby nie bały się duchow i innych zjaw pod łóżkiem i maly chłopczyk 6 letni mowi do mnie”A moja mamusia mówi ,że są duchy nawet robilem je z mamusia to są w koncu czy nie??Bo ja jutro idę z mamusią do bawialni na Swięto Duchów będzie super i będziemy się straszyć !!!!!!!!!!!!!!!!”Fajne jest Hallowen nie??Super bawcie się dobrze!!!!Pozdrawiam

Monika Karpińska
5 lat temu

Wszystko zalezy od podejscia i przekazu. Moje dziecko nie boi sie duchow bo wie ze to tylko wytwor naszej wyobrazni :) my traktujemy to jak zabawe i tak samo jak w bajce samochody mowia tak u nas sa duchy, ktore sa smieszne, zabawne i nikt sie ich nie boi ;) Wszystko z umiarem i nawet z tak przerazajacego wedlug Ciebie dnia mozna zrobic super zabawe ;)

Weronika Kunicka
5 lat temu

A na prawdę trzeba wybierać? Jednej rzeczy nie rozumiem.. To jest zabawa dla Dzieciaków, okazja do przebieranek i ciekawej przygody. Jeśli obchodzenie Halloween sprawi, że rodzice poświęcą dodatkowe pół godziny dzieciom by zrobić z nimi dynię, to super! Jestem w 100% „za”! I mam to w nosie że to zwyczaj Amerykanów. Dla mnie to powód do tego żeby sprawić radość mojemu Dziecku. Czy przebieranki Maluchów TEŻ muszą wywoływać falę nienawiści i kontrowersji? Zazdroszczę ludziom, którzy nie mają innych problemów.

W roli mamy - wrolimamy.pl

Mi to zupełnie nie przeszkadza, o czym wspomniałam w tekście. Każdy robi jak uważa.

Weronika Kunicka
5 lat temu

Tak, czytałam tekst. Chodzi mi o ludzi, którzy uważają to za nie wiadomo jakie zło.. Odnoszę wrażenie że żyjemy w kraju gdzie wypada się tylko smucić i obrzucać obelgami.. a ci, którzy dobrze się bawią powinni zostać spaleni na stosie i bardzo mnie to martwi. Nie ma z czego robić afery, a niestety u nas się nie da.

W roli mamy - wrolimamy.pl

U nas często robi sie z igły widły.

Weronika Kunicka
5 lat temu

A szkoda.. Pozdrawiam :)

Karolina Kałuska
5 lat temu

Na jutro zamówione dynie – kolejny rok z rzędu wycinamy lampiony dzieci maja radochę co nie miara…

W roli mamy - wrolimamy.pl

Czekam na efekty pracy :)

Karolina Kałuska
5 lat temu
Sylwia Wnuk
5 lat temu

Ozdoby mamy ale jakoś specjalnie nie świętujemy

Martyna Bednarczyk
5 lat temu

ja nie obchodzę i nie lubię tego święta. Ale moja córcia miała impreze w przedszkolu z tej okazji i co miałam jej nie puścić? to już byłaby przesada :P

W roli mamy - wrolimamy.pl

Zgadzam się z tym. Sama również nie świętuje tego dnia, ale nie przeszkadza mi. Kto lubi niech się bawi :) A synka gdyby w przedszkolu była zabawa też bym przebrała i życzyła mu udanej zabawy.

Martyna Bednarczyk
5 lat temu

dokładnie :)

Danuta Joanna
5 lat temu

dla mnie jednak te dni są przede wszystkim czasem zadumy i refleksji o tych, których już nie ma – Halloween nie obchodzę…

Anna Stefanek
5 lat temu

Tych co już nie ma należy wspominać okrągły rok, a nie z okazji święta zmarłych…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Anna Stefanek

DOKŁADNIE!!

Andrzej Heppa
5 lat temu

Pierwsza dynię wydrążyl dla mnie Dziadek w 1965.Dopiero rok poźniej zobaczył telewizor(Turkus) ale amerykańskich programówt am nie było przez kilkadziesiąt następnych lat…Sam to drążenie dyni pamietał ze swego dzieciństwa czyli tak jakos z roku 1910-15.Czyli precz Amerykanom od naszej polskiej dyni!

Kulinaria 28 października 2015

Cukinia – dlaczego warto ją polubić?

Cukinia, nazywana również kabaczkiem – choć niektórzy twierdzą, że to inne warzywo, lecz z tej samej rodziny; należy do odmiany dyni zwyczajnej. Jej zastosowanie jest szerokie, można podawać ją surową, smażoną, pieczoną, gotowaną oraz grillowaną. Świetnie nadaje się do zup, sałatek, zapiekanek, ciast, a także jako przekąska podawana z różnymi dipami. Ze względu na swoje liczne właściwości zdrowotne oraz fakt, iż jest niskokaloryczna i lekkostrawna, dobrze jest włączyć ją do codziennej diety i czerpać z niej to co najlepsze.

Wartości odżywcze cukinii

Cukinia jest dobrym źródłem witamin: A – niezbędnej dla prawidłowego widzenia, B – odpowiadających m.in. za prawidłową pracę układu nerwowego, C – znaną ze swych właściwości wzmacniających odporność, a także K – zapewniającą krzepliwość krwi oraz hamującą rozwój raka (piersi, jajnika, okrężnicy, żołądka, wątroby i nerek).  

Oprócz tego, cukinia zawiera składniki mineralne,takie jak: fosfor, wapń, żelazo, sód, potas, magnez oraz jod, odpowiadające za prawidłowe funkcjonowanie organizmu człowieka.Należy jednak przy tym pamiętać, iż ludzki organizm nie jest w stanie sam ich wytwarzać, a więc muszą być systematycznie dostarczane wraz z pożywieniem.

Ponadto cukinia jest również źródłem błonnika, węglowodanów, białka i niewielkiej ilości tłuszczu.

Zalety cukinii

Nie odkładają się w niej metale ciężkie, odkwasza organizm, pozytywnie wpływa na procesy trawienia oraz usuwanie z organizmu zbędnych produktów przemiany materii. Na dodatek jest niskokaloryczna oraz lekkostrawna, a zawarty w niej potas zapobiega gromadzeniu się wody w organizmie. W związku z powyższym, polecana jest osobom odchudzającym się, cierpiącym na wrzody żołądka, zgagę lub nadkwaśność oraz chorym na cukrzycę.

Cukinia jako naturalny lek

Cudowne właściwości sprawiają, iż cukinia stanowi świetną broń w profilaktyce nowotworów, w tym: żołądka, trzustki, jelita grubego i jamy ustnej. Ponadto zawarte w niej barwniki chronią siatkówkę oka, zmniejszając ryzyko chorób, prowadzących nawet do ślepoty.

Cukinia w kosmetyce

Ze względu na zawartość składników o działaniu nawilżającym i odżywczym, warzywo to polecane jest do pielęgnacji skóry suchej, dojrzałej, zmęczonej i wymagającej odświeżenia.

Najprostszym sposobem na jej wykorzystanie jako domowego kosmetyku, jest okład z plasterków cukinii – podobnie postępuje się z zielonym ogórkiem. Wystarczy warzywo pokroić na cienkie plastry i nałożyć na skórę twarzy, szyi oraz dekoltu na około 15 minut, ot cała filozofia!

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Moniakowska
5 lat temu

Nie to nie to samo.

Karolina Bylina
5 lat temu

Oczywiscie ze to co innego ;) tak jak melon i arbuz

Milena Kamińska
5 lat temu

DZIĘKUJĘ JA NAJCZĘŚCIEJ ROBIĘ LECZO PRZEPYSZNE, I JAK JEST MŁODA TO KROJĘ W CIENKIE PLASTERKI BEZ OBIERANIA OBTACZAM W JAJKU I BUŁCE I SMAŻĘ TAKIE KOTLECIKI PYCHOTKA

Monika | Kamperki
Monika | Kamperki
5 lat temu

jeżeli chodzi o cukinie, to uwielbiam z grilla :)

kaja
kaja
4 lat temu

nadziewana cukinia z pirkarnika pychaaaaaa

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close