Gry 8 października 2022

W krainie baśni – MUDUKO

Świat baśni poznajemy już od najwcześniejszych lat. Rodzice czytają nam je na dobranoc, na dzień dobry i zupełnie bez okazji. Baśnie obfitują zwykle w wielobarwne ilustracje, dzięki którym przenosimy się w magiczny świat księżniczek, krasnali, smoków i innych zaczarowanych postaci. Gra od MUDUKO W krainie baśni to wspaniała podróż do naszych dziecięcych wspomnień. Wybierzcie się w nią razem z nami – zapraszamy!

W krainie baśni – co otrzymujesz i widzisz na starcie:

Biorąc grę MUDUKO do ręki pomyślisz: “Jaka ciężka i solidna. Jak piękne i kolorowe jest jej pudełko, zadrukowano każdy zakamarek”. A gdy otworzysz wieczko, zobaczysz 18 niesamowitych, dwustronnych plansz, które zdobią ilustracje wykonane mistrzowską ręką Nikoli Kucharskiej. Każda plansza przedstawia inną bajkę, znajdziemy tu m.in. Kopciuszka, Trzy świnki, Królową śniegu, Śpiącą królewnę i wiele, wiele innych. Ilustracje są perfekcyjne, zawierają mnóstwo szczegółów, a w dodatku są bardzo śmieszne.  Plansze są grube, sztywne i matowe, dzięki czemu podczas gry nie odbija się od nich światło i skupiając wzrok zauważamy najmniejsze szczegóły. Zestaw zawiera również 30 kart z ilustracjami pojedynczych przedmiotów. Tu mamy tylko grafikę na białym tle, co pozwala graczom skupić się na tej konkretnej rzeczy, którą trzeba odszukać na planszach.

W krainie baśni – jak grać:

Już delikatnie podpowiedziałam, o co chodzi w grze W krainie baśni, jednak ta gra, pomimo swojej prostoty, skrywa całe spektrum możliwości, a graczom nie pozwala się nudzić. Tu spostrzegawczość odgrywa największą rolę, czas staje się groźnym przeciwnikiem, a wyobraźnia przybliża do zwycięstwa.

Twórcy zadbali o to, abyśmy mogli grać na różne sposoby i pomimo prostej konstrukcji gry mamy tu 5 wariantów:

WARIANT Kto pierwszy ten lepszycelem graczy jest jak najszybsze odnalezienie ukrytych na ilustracjach przedmiotów. Tek, kto zrobi to najszybciej, zdobywa kartę, a wygrywa osoba, która pierwsza zbierze 5 kart. To wersja, w której może grać od 1 do 18 graczy:) Wariant ten rozwija spostrzegawczość i koncentrację, uczy działania pod presją czasu, trenuje refleks, ale również umiejętność hamowania reakcji.

WARIANT Każdy sobie rzepkę skrobie – w tym wariancie wszyscy gracze poszukują przedmiotu na jednej planszy umieszczonej przed nimi. Kto pierwszy go wypatrzy, zabiera kartę, a zwycięzcą jest osoba, która uzbiera 5 kart. To wersja, w którą może grać do 5 graczy. Uczestnicy potyczki trenują tu spostrzegawczość i koordynację wzrokowo-ruchową, rozwijają selektywność, stabilność i zakres uwagi. Wariant ten pozwala na zdrową rywalizację.

WARIANT Gdzie to jest – celem graczy jest odszukanie przedmiotów na jednej planszy, na podstawie słownego opisu ich położenia. To trudniejsza wersja, która rozwija percepcję wzrokową i koncentrację uwagi. Uczy orientacji w przestrzeni na kartce papieru (niezbędnej w przyszłości do nabywania umiejętności poprawnego pisania). Trenuje umiejętności językowe związane z określeniem położenia przedmiotów. W tej potyczce może brać udział od 2 do 6 uczestników.

WARIANT Wszyscy razem – tutaj wszyscy gracze wspólnie odnajdują przedmioty na planszach. Naszym przeciwnikiem są nie tylko gracze, ale również czas. Wariant ten rozwija umiejętność pracy w limicie czasowym, kształtuje umiejętność planowania działania oraz przestrzegania kolejności. Trenuje funkcje wzrokowe i funkcje uwagi. Maksymalna liczba graczy to 5 uczestników.

WARIANT Wielka kraina – w tym wariancie wszyscy gracze wspólnie odnajdują przedmioty w jednej, wielkiej krainie baśni. To wersja, w której przyda się stoper:) To wersja dla 1 lub 18 graczy.

Każdy z powyższych wariantów można zmodyfikować np. jeśli w grze uczestniczy więcej graczy, można odkrywać więcej kart jednocześnie. Gra ta oferuje duże pole do manewru, możecie również stworzyć własny sposób zabawy. Tak też zrobiliśmy my – wymyśliliśmy WARIANT Opisz i znajdź. Jedna osoba opisuje przedmiot z karty, a pozostali gracze odgadują, czego szukamy i starają się odnaleźć na planszy.

Dla dodatkowego urozmaicenia gry plansze do poszukiwań mają dwie strony – kolorową i czarno-białą z kolorowymi przedmiotami z kart bazowych. Ciemna strona to opcja dla nieco młodszych poszukiwaczy, tu szukanie jest po prostu łatwiejsze.

My mamy jeszcze kilka sposobów na zabawę – prowadzimy rozmowy dotyczące poszczególnych baśni, sytuacji, które przedstawiono na planszach. Po prostu dajemy się ponieść naszej wyobraźni:)

Podsumowanie:

Gra W krainie baśni od MUDUKO rozwija nie tylko spostrzegawczość i refleks, uczy dzieciaki radzić sobie z emocjami związanymi z rywalizacją i presją czasu. Nadaje się dla dzieci od 5 roku życia i świetnie sprawdzi się na spotkaniach rodzinnych oraz w przedszkolu i szkole, ponieważ w grę może grać nawet 18 osób. Dzięki różnym wariantom gra ta jest ponadczasowa, ponieważ można wybierać różne wersje gry, dopasowywać je do wieku i ilości graczy, umożliwiając co rusz nowe sposoby na wspólną zabawę.

Serdecznie dziękuję MUDUKO za możliwość zrecenzowania gry.

 

Dodam jeszcze, że jestem tym bardziej dumna, że jako portal W Roli Mamy jesteśmy patronem tego pięknego wydania.

Subscribe
Powiadom o
guest

1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Natalia Gierszewska
Natalia Gierszewska
2 miesięcy temu

Wyglada przecudnie jako pierwsza gra dla dzieci :)

Dom 7 października 2022

Jak oszczędzać pieniądze bez odejmowania sobie od ust? Moje sprawdzone patenty

Jak oszczędzać pieniądze w czasie inflacji? Niektórych wydatków nie da się uniknąć, nawet jeśli ceny są szokująco wysokie. Są jednak takie obszary, w których da się zaoszczędzić kilka groszy bez odejmowania sobie od ust. Zebrałam dla Was te sztuczki, które sprawdzają się u nas w domu.

 

Jak oszczędzać pieniądze i nie odejmować sobie od ust?

Jakby się tak dobrze zastanowić, to w niektórych obszarach życia zwyczajnie przepłacamy. Nie są to duże kwoty, więc nie zwracamy na nie uwagi. No ale ziarnko do ziarnka i na koniec miesiąca uzbiera się kilkaset złotych. Nie wierzycie? To przeczytajcie poniższą listę.

 

Sprzęty elektroniczne nie muszą być włączone non stop

Wyłączamy wszystkie nieużywane sprzęty, nawet jeśli przy okazji resetują się ich zegary. Naprawdę ich nie potrzebujemy. Co prawda różnorakie telewizory i dekodery w czasie czuwania nie pobierają dużo prądu, no ale ziarnko do ziarnka…

Telewizor nigdy nie gra dla samego grania. Jeśli jest niepotrzebny, jest wyłączony. Bardzo polecam to rozwiązanie. Do zagłuszania ciszy wystarczy radio.

Wyłączamy niepotrzebne światła, nawet jeśli wychodzimy z danego pomieszczenia na krótki czas. Dziwnym trafem często ten krótki czas to godzina lub więcej, bo akurat tak wyszło. No ale jeśli macie stuprocentową pewność, że to będzie na krótką chwilę, to nie wyłączajcie, bo wyjdzie drożej. 

W naszym domu najwięcej prądu zużywa terma, która grzeje ciepłą wodę. Na to też znaleźliśmy patent. Nie trzymamy jej włączonej cały dzień i nie pozwalamy się dogrzewać. Naprawdę nie ma takiej potrzeby, a oszczędność jest spora.

 

Jak oszczędzać pieniądze na jedzeniu? Wbrew pozorom nie trzeba głodować

Planujemy posiłki na cały tydzień i kupujemy dokładnie to, co jest potrzebne, według listy. Nie ma zachciewajek i gotowizny. Nie ukrywam, że dużą pomocą jest tu mój pomysł na odchudzanie i gotowa dieta rozpisana na tydzień, łącznie z listą zakupów. No ale rodziny na tej diecie nie trzymam, kupujemy też inne rzeczy spoza listy. Mimo to jest łatwiej.

Nie robimy dużych zapasów produktów świeżych, bo wiemy, jak często musieliśmy je wyrzucać. Oczywiście można kupić zapas jabłek czy ziemniaków, ale już pomidory lub banany tak długo nie poleżą. Na szczęście warzywniak jest blisko. Nabiał kupujemy raz na tydzień.

Robimy zakupy przez internet. Ceny marketowe, a żadne kosze z przydasiami znane z paru najpopularniejszych dyskontów i promocje nie wpadają w oko. Dzięki bazowaniu na świeżych produktach i żywności nieprzetworzonej (produkty mrożone i gotowe już nie goszczą w naszej lodówce albo zdarza się to bardzo okazjonalnie) udało nam się utrzymać zeszłoroczny poziom wydatków na cotygodniowe zakupy. Myślę, że jest to jakiś sukces ;-) Tylko jakby gotowania jest więcej, no ale coś za coś.

Szukamy okazji na portalach typu Allegro i kupujemy w hurtowych ilościach to, co może poleżeć, np. papier toaletowy albo sucha karma dla kota. Obstawiam, że niebawem znajdziemy sobie jakąś hurtownię chemiczno-kosmetyczną. Dzięki temu nie będziemy musieli rezygnować ze swoich przyzwyczajeń, a będzie taniej.

Zwracamy uwagę na ceny i gramaturę, bo ostatnio można się dać oszukać na stale kupowanych produktach. Choćby ta karma dla kota. Nie dość, że zdrożała, to nagle jest w opakowaniach 1,8 kg. Jeszcze niedawno to były 2 kg, a dobrze pamiętam, że parę lat temu 2,5 kg. Podobnie konserwy, masło, nawet chleb tostowy.

 

Jak oszczędzać pieniądze na dziecku?

Prowokacyjne pytanie, ale – o ironio losu – tu też się da to i owo uszczknąć i to wcale nie przy pomocy obcinania kieszonkowego.

Zapłaciliśmy z góry za cały rok za zajęcia dodatkowe tam, gdzie było to możliwe i gdzie oferowano rabaty. Uważam, że nawet te 300 zł, które udało się oszczędzić, ma sens. Tym bardziej że nie wiadomo jak się potoczą dalsze losy inflacji i naszych finansów, więc takie zabezpieczenie naprawdę ma rację bytu. Co by nie było, to dziecko z zajęć nie będzie musiało rezygnować.

 

Jak oszczędzać pieniądze na luksusach?

Najpierw trzeba te luksusy w życiu mieć, no ale powiedzmy, że luksus to pojęcie względne. Niemniej chyba w każdym domu znajdzie się wydatek, który jest robiony wybitnie dla przyjemności. Na przykład moje ukochane sushi nie jest zamawiane tak często, jak kiedyś. Trudno się mówi, może z czasem… Co nie znaczy, że w ogóle go nie jem, chociaż na diecie raczej nie powinnam. No ale jeszcze nie muszę być masochistką, mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.

Taksówkarze przestali na nas zarabiać. Swojego auta nie mamy, bo już dawno uznaliśmy, że wygodniej nam wozić się taksówkami w razie potrzeby. I taniej, serio. Teraz więcej chodzimy piechotą, co wychodzi nam na zdrowie. Naszym portfelom też.

Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, kiedy trzeba, dzwonimy po taksówkę. Ale nie wtedy, kiedy to lenistwo chce wziąć górę.

 

Zero waste też pozwala sporo zaoszczędzić

Korzystamy z grup typu „Uwaga śmieciarka jedzie” – oddaliśmy mnóstwo rzeczy, sami też kilka przyjęliśmy. Powoli rozstajemy się z narzuconą przez ostatnie lata mentalnością, że jak nie stać cię na nowe, to jesteś biedny. Kiedyś ludzie bez oporu puszczali w obieg niepotrzebne rzeczy i wszyscy byli szczęśliwi. Najbardziej nasza planeta.

Wyhaczyłam na takiej grupie poduszkę ciążową, która ratuje moje plecy przy pracy. Niby nie jest to produkt pierwszej potrzeby, ale za serię masaży zapłaciłabym pewnie jak za zboże, a bez tej poduszki tym by się to skończyło.

Na takich grupach krążą przede wszystkim ubranka i zabawki dla mniejszych dzieci, więc rodzice naprawdę mają szansę oszczędzić. Czasem widuję też wózki i łóżeczka, wyposażenie domu, ubrania dla dorosłych, książki itp.

 

Nie na wszystkim jest sens oszczędzać

Niektóre oszczędności są pozorne, inne budziłyby – naszym zdaniem – duże poczucie krzywdy. Dopóki więc nie musimy, na kilku rzeczach nie oszczędzamy.

Ubrania i buty nadal kupujemy dobrej jakości (co nie znaczy, że wyłącznie firmówki, bo bez przesady), bo uważamy, że w dłuższej perspektywie to oszczędność. No i jakość jednak robi robotę.

Kawa do najtańszych nie należy, ale nie uznajemy zamienników, ma być dobra, podobnie różnorakie herbaty, które sobie parzymy w dzbanku, bo lubimy.

Jeśli uda nam się kupić węgiel (tak, nadal go używamy), to na pewno nie będzie tani, za to będzie dobry. Nie ma sensu oszczędzać i palić kamieniami. Ostatecznie byśmy na tym stracili.

Kotu kupujemy takie żarcie, jakie łaskawie chce jeść, chociaż wcale nie z najwyższej półki. Niemniej te najniższe też omijamy. W końcu co kot winny?

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Ciąża i dziecko 6 października 2022

Poród lotosowy. W jaki sposób przebiega i czy jest bezpieczny?

Poród lotosowy to sposób przywitania dziecka na świecie, który nie jest jeszcze szeroko u nas znany, ale wzbudza ciekawość przyszłych mam. Choć można usłyszeć o zaletach takich narodzin, to jednak poród lotosowy budzi w środowisku lekarskim kontrowersje, a często i krytykę. Jak przebiega poród lotosowy i czy jest on bezpieczny? 

Czym jest poród lotosowy?

Poród lotosowy to z założenia poród naturalny, najczęściej domowy, z ograniczeniem ingerencji medycznej (np. bez nacinania krocza). W zasadzie przebieg porodu lotosowego nie różni się niczym od przebiegu normalnego porodu siłami natury, natomiast tuż po przyjściu dziecka na świat nie dochodzi do przecięcia pępowiny. Pępowina zostaje przy dziecku do czasu jej zasuszenia i samoistnego odpadnięcia, co może trwać od 3 do 10 dni. Łożysko, którego również się nie usuwa, jest konserwowane i okrywane gazą lub wkładane do specjalnie przygotowanego worka. 

Porody lotosowe tradycyjnie praktykowane są w krajach, gdzie opieka medyczna dla ciężarnych jest ograniczona i kobiety najczęściej rodzą w domach. Polskie szpitale państwowe zazwyczaj nie praktykują porodów lotosowych, ponieważ nie są ujęte one w standardach opieki okołoporodowej. Zdarzają się jednak wyjątki. Pierwszy poród lotosowy miał miejsce w 2019 r. w Olsztynie. Wtedy też szpital uszanował wolę i przekonania rodziców, którzy jednak musieli podpisać oświadczenie, że przyjmują do wiadomości, że szpital zrzeka się odpowiedzialności za konsekwencje pozostawienie pępowiny i łożyska przy dziecku.  

Czy poród lotosowy jest bezpieczny?

Zdania temat zasadności praktykowania porodów lotosowych są podzielone. Można usłyszeć zarówno opinie popierające ten rodzaj porodu, jak i podkreślające pewne ryzyko, które jest z nim związane. 

Zwolennicy podkreślają, że jest to zgodny z naturą i najłagodniejszy dla dziecka sposób przejścia z łona matki na świat zewnętrzny. Można usłyszeć opinie, że dzieci rodzące się w ten sposób unikają traumy porodowej, wynikającej z gwałtownych zmian i interwencji medyków, dzięki czemu mają być spokojniejsze. Poza tym pada argument, że dzięki temu więcej cennej krwi z łożyska wraca do organizmu dziecka, co chroni je przed anemią. 

Medycy jednak podkreślają, że poród lotosowy niesie pewne zagrożenia. Nieodcięta pępowina z towarzyszącym jej łożyskiem może nieść ze sobą ryzyko zakażenia, które jest bardzo niebezpieczne dla noworodka. Zarejestrowano także przypadki zapalenia wątroby nieznanego pochodzenia u dzieci urodzonych tą metodą. Ponadto w łożysku znajduje się duża ilość tromboplastyn odpowiedzialnych za krzepnięcie krwi, co może tworzyć ryzyko zakrzepicy u noworodka. Choć takie przypadki nie zdarzają się często, ponieważ porody lotosowe są rzadko praktykowane, to jednak nie można wykluczyć potencjalnego ryzyka. 

Opieka nad dzieckiem i łożyskiem

Podjęcie decyzji o porodzie lotosowym niesie ze sobą zmiany w opiece nad noworodkiem. Do czasu zaschnięcia pępowiny przy podnoszeniu malucha trzeba też pamiętać o podniesieniu łożyska. Zaleca się unikania moczenia łożyska, dlatego, zamiast kąpać dziecko w wanience, należy ograniczyć higienę do przemywania jego ciała wilgotną myjką. Trzeba także przygotować ubranka zapinane z przodu, aby pępowinę swobodnie odprowadzać do łożyska. Istnieje również możliwość pojawienia się niemiłego zapachu z obsychającego łożyska, mimo jego zakonserwowania (tradycyjnie solą lub ziołami). 

Źródło: mamotoja.pl
źródło zdjęcia: Isaac Hermar/Pexels

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close