Rozwój 16 stycznia 2023

Wielka elektronika dla małych odkrywców okiem psychologa

Żyjemy w czasach nieustannego i niezwykle szybkiego postępu technologicznego. Smartfon, smartwatch, laptop czy tablet, to już nie tylko modne gadżety czy przedmioty służące rozrywce, ale i narzędzia niezbędne do pracy czy nauki. Rosnąca powszechność urządzeń cyfrowych ma wpływ także na dzieci, które są niezwykle zainteresowane światem dorosłych, naśladują wykonywane przez nich czynności. A ponieważ współcześni rodzice dużo czasu spędzają przy urządzeniach cyfrowych, dzieci także chcą się nimi posługiwać. Na szczęście są zabawki, które wyglądem przypominają urządzenia dla dorosłych, ale są bezpieczne dla maluchów i dodatkowo wspierają ich rozwój! Co to za zabawki i gdzie ich szukać? 

Zauważenie przez rodzica pierwszych prób naśladowania przez niespełna rocznego malucha zachowań zaobserwowanych u mamy czy taty (np. rozmowa przez telefon) jest  naprawdę rozczulające. Często uwieczniamy te pierwsze próby na zdjęciach i wracamy do nich z sentymentem  po latach. Małe dzieci są świetnymi obserwatorami, a naśladownictwo to chyba najważniejszy z mechanizmów, leżących u podłoża wpływów wychowawczych. Pandemia sprawiła, że wielu rodziców zaczęło pracować zdalnie lub hybrydowo, spędzając dużo czasu w domu przed komputerem. Dziecko, które jest regularnie obserwatorem posługiwania się rodzica komputerem czy telefonem również jest zaciekawione tymi urządzeniami (na dodatek wabiącymi zmieniającymi się obrazkami, wydającymi intrygujące dźwięki) i chce się nimi bawić, nie rozumiejąc przecież, że nie jest to sprzęt odpowiedni dla niego.
Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dzieci poniżej 2 roku życia nie powinny mieć ŻADNEGO KONTAKTU z urządzeniami ekranowymi. Zbyt duża liczba wysyłanych przez nie silnych i złożonych bodźców, w sposób mimowolny przyciągających uwagę dziecka sprawia, że urządzenia te nie powinny być dostępne dla tak małych dzieci. Ale nie sposób wytłumaczyć tego maluchowi, płaczem próbującemu zapewnić sobie kontakt z nimi. Dodatkowo wiemy przecież, że komputery mają wiele zalet i nie można odcinać dziecka od technologii, której wykorzystywanie będzie integralną częścią ich życia i cenioną społecznie kompetencją.
Sposobem utrzymania dzieci z dala od urządzeń cyfrowych wykorzystywanych przez dorosłych jest elektronika dla malucha, która wyglądem przypomina urządzenia dla dorosłych, lecz jest skonstruowana w sposób uwzględniający możliwości dziecka, a na dodatek wypełniona treściami edukacyjnymi, dostosowanymi do wieku i etapu rozwoju maluchów. Zabawki marki Fisher-Price idealnie łączą potrzebę dzieci do naśladowania mamy czy taty z bezpieczeństwem, na którym zależy każdemu rodzicowi.
Zabawa w dom czy biuro dla małych fanów wielkich technologii będzie możliwa, dzięki m.in. Edukacyjnemu Laptopowi Malucha czy Interaktywnemu Tabletowi Malucha. Fisher-Price, od ponad 90 lat tworzący zabawki z myślą o tym, by jak najlepiej wspierać rozwój dzieci, korzysta przy ich opracowywaniu ze współpracy z doświadczonymi specjalistami od wczesnego rozwoju dzieci. Daje to gwarancje, że „elektronika dla malucha”, która pozwoli dziecku bawić się robiąc to samo (niemal!), co jego wzór i wyrocznia, czyli – rodzic, będzie nie tylko atrakcyjna i bezpieczna, ale i wzbogacająca środowisko wychowawcze o wartościowe treści edukacyjne.

Interaktywny Tablet Malucha (DHN29)

Mama wieczorem siedzi na kanapie i przegląda wiadomości na tablecie? Tata  sprawdza w nim prognozę pogody? Dziecko może również poszerzać swoją wiedzę o świecie! Tablet Malucha wygląda jak prawdziwy, ale jest zabawniejszy – i można się z niego wiele nauczyć!  Posiada aż 28 kolorowych przycisków, „aplikacji”, które uruchamiają treści edukacyjne (w języku polskim). Tablet pomaga w nauce liter, kolorów, pierwszych słów, nazw zwierzątek, a do tego emituje wesołe dźwięki, odgłosy i zachęca do wspólnego śpiewania! Dzięki wykorzystaniu technologii „Poziomy nauki” treści edukacyjne zabawki można łatwo dostosować do aktualnego etapu rozwoju dziecka, co sprawia, iż rośnie ona wraz z dzieckiem. Malec styka się z treściami wystarczająco trudnymi, aby je zaciekawić, ale jednocześnie wystarczająco łatwymi, aby dało radę sprostać wyzwaniom i miało poczucie sukcesu. A dysponowanie trzema poziomami nauki (wybieranymi jednym ruchem) sprawia, że zabawka szybko się nie znudzi i posłuży mu na długo. Pierwszy poziom to „Odkrywanie” – dziecko może naciskać dowolne przyciski i poznawać np. nazwy zwierzątek. Drugi poziom to „Zachęcanie”-  proste pytania i polecenia np. „Znajdź małpkę”. Trzeci poziom „Naśladowanie” najsilniej angażuje dziecko, rozwija jego sprawność ruchową, pamięć, mowę i wyobraźnię,  zapraszając do wspólnej zabawy w naśladowanie np. „Kwa, Kwa, zakwaczesz jak kaczka”? „Umiesz galopować jak zebra”? „Spróbuj parsknąć jak hipopotam!”.
Tablet Malucha otrzymał Pozytywną Opinię Instytutu Matki i Dziecka. Daje to gwarancję, że jest całkowicie bezpieczny dla dziecka pod względem konstrukcji, staranności wykonania, jakości czy użytych surowców. Jest również dostosowany do etapów rozwoju dziecka i wspiera jego harmonijny rozwój. Tablet Malucha odpowiedni jest dla dzieci już od 12 miesiąca życia.

Edukacyjny Laptop Malucha (HHX33)

Mama ma służbowe spotkanie online? Każdy maluch od 6 do 36 miesiąca życia także jest teraz gotowy do zdalnej nauki czy zabawy! Z Edukacyjnym Laptopem Malucha dziecko może prowadzić „telekonferencje” ze Szczeniaczkiem, przesuwać przełącznik, żeby „włączyć głos”.  „Cześć przyjaciele! Jak się macie”?. Maluch będzie z zapałem pracować, by poznać wszystkie przyciski na klawiaturze i obsłużyć muzyczny kręciołek, który włącza kolorowe światełka. Laptop Malucha posiada aż 55 edukacyjnych aktywacji, wesołych piosenek, dźwięków, które pomogą dziecku w nauce literek np. „ABC ze mną baw się!”. Zabawka pomoże także w nauce cyferek, kolorów, powitań, a nawet pierwszych słów po angielsku! „Hello friends, how are you”? Interaktywny Laptop Malucha również uwzględnia technologię „Poziomy Nauki”, dzięki czemu zabawkę i jej edukacyjne treści można łatwo dostosować do etapu rozwoju dziecka. Zabawkę zamyka się i otwiera jak prawdziwy laptop, można ją łatwo złożyć i przenosić, oddaje nieocenione usługi podczas podróży z dzieckiem.
Początek roku, gdy wiele sklepów oferuje poświąteczne promocje, to czas kiedy wielu z nas decyduje się na zakup nowego sprzętu. Laptopy, tablety, telefony mają wtedy bardzo korzystne ceny.  Pamiętajmy, że maluchy też mogą mieć swoje sprzęty cyfrowe, wartościowe pod względem rozwojowym i edukacyjnym, zaprojektowane z myślą o ich potrzebach. Warto o nich pamiętać planując zakup nowego sprzętu do domu.
Autor tekstu: Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy, ekspert marki Fisher-Price
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Dom 12 stycznia 2023

Jak usunąć kamień z czajnika? Domowe sposoby na usunięcie kamienia

 

„Jak usunąć kamień z czajnika?” to pytanie, które wcześniej czy później zada sobie każdy z nas. Osad w czajniku, potocznie zwany kamieniem, jest zjawiskiem normalnym, co nie znaczy, że pożądanym. Nie tylko może uszkodzić grzałkę, ale powoduje gorszy smak wody. Poniżej znajdziecie proste domowe sposoby na usunięcie kamienia z czajnika.

Co to jest kamień w czajniku?

Wygląda odstraszająco, niemniej nie jest groźny dla zdrowia. Szybciej zrobi krzywdę czajnikowi niż nam. Kamień to nic innego jak osad wapnia i magnezu. Pierwiastki te wytrącają się w czasie gotowania wody i osiadają na dnie czajnika, a czasem też na jego ściankach. Nadmiar kamienia w czajniku sprawia, że kawa i herbata przestają smakować tak, jak lubimy, a i czajnik może szybciej zakończyć swój żywot. Dlatego warto wiedzieć, jak usunąć kamień z czajnika. 

Jak usunąć kamień z czajnika elektrycznego, a jak ze zwykłego?

Przy usuwaniu kamienia nie ma różnicy, w jakim czajniku się odłożył. Natomiast jeśli mamy do czynienia z czajnikiem elektrycznym, a proces czyszczenia nie wymaga gotowania, dla bezpieczeństwa lepiej odłączyć go od prądu. 

Jak usunąć kamień z czajnika? Babcine sposoby 

Jak odkamienić czajnik octem?

Skorzystanie z dobrodziejstwa octu to chyba najprostszy sposób na to, jak usunąć kamień z czajnika. Wystarczy zagotować wodę z octem w proporcji 1:1 i poczekać godzinę przed wylaniem. Ponieważ zapach czajnika może być daleki od ideału, konieczne będzie kilkukrotne przegotowanie w nim czystej wody. 

Jak usunąć kamień z czajnika za pomocą soku z cytryny? 

Bardzo łatwo. Wystarczy wlać do czajnika szklankę soku z cytryny (można wycisnąć lub kupić gotowy) i poczekać godzinę. Jeśli kamień osadził się także na ściankach, są dwa wyjścia – wlać więcej soku (może wyjść drogo) lub natrzeć ścianki plasterkami cytryny. Po godzinie trzeba umyć czajnik. 

Jak odkamienić czajnik kwaskiem cytrynowym?

Kwasek cytrynowy to kolejna rzecz, którą znajdziemy praktycznie w każdej kuchni i która świetnie się sprawdzi przy usuwaniu kamienia z czajnika. Tym razem napełniamy czajnik wodą, wsypujemy pięć łyżeczek kwasku, mieszamy i odstawiamy na kilka godzin. Jeśli osad (kamień) jest duży i oporny, roztwór może stać nawet całą noc. Po takim zabiegu czajnik trzeba kilkukrotnie umyć. 

Jak pozbyć się kamienia z czajnika za pomocą sody oczyszczonej?

Soda oczyszczona to szybki i dość skuteczny sposób na rozbicie osadu w czajniku. Wystarczy wsypać szczodrą ręką dwie łyżki do czajnika, odczekać kwadrans i umyć czajnik. Sposób, mimo iż ekspresowy, warto potraktować jako ostatnią deskę ratunku, soda bowiem ma bardzo charakterystyczny i niezbyt przyjemny zapach. 

Jeśli w domu zabrakło sody, można użyć proszku do pieczenia. 

Obierki ziemniaków też dobrze usuwają kamień z czajnika

Metoda zahaczająca o nurt zero waste – tu nic się nie zmarnuje, nawet obierki znajdą zastosowanie. Jeśli w czajniku zgromadził się kamień, trzeba kilkukrotnie przegotować wodę z obierkami ziemniaczanymi, pamiętając, by za każdym razem wymienić je na nowe. To jeden ze starszych sposobów na usuwanie kamienia z czajnika, ale nadal często wykorzystywany. 

Nowoczesne metody usuwania kamienia z czajnika, czyli napój typu cola w akcji 

Wszelkie napoje typu cola nie mają co prawda tak dużej skuteczności, jak ocet, kwasek czy sok cytrynowy, ale je także można próbować wykorzystać do usunięcia kamienia z czajnika. Colę poleca się zwłaszcza do czajników ceramicznych, które nie mogą być traktowane bardziej radykalnymi środkami. Z całą pewnością zabieg odkamieniania czajnika ceramicznego trzeba przeprowadzać częściej niż czajnika stalowego bądź szklanego. 

Czy można zapobiec tworzeniu się kamienia w czajniku?

Można i nawet nie jest to bardzo trudne. Wystarczy kupić dzbanek do filtrowania wody. Woda filtrowana jest czysta i miękka, więc kamień praktycznie się nie osadza. W ten sposób nie tylko pozbywamy się kłopotu z kamieniem, ale i przedłużamy żywotność czajnika. 

Drugą rzeczą, o której warto pamiętać, jest opróżnianie czajnika z wody. Długotrwałe stanie wody w czajniku bardzo sprzyja osadzaniu się kamienia. 

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Zdrowie 12 stycznia 2023

Wilczy apetyt, a dziecko chudnie: to może być „jedynka”

Pomimo tego, że dziecko je jak wilk, to – nie wiedzieć czemu – niknie w oczach. Pije wodę nie szklankami, ale butelkami. Ciągle biega do toalety, moczy się w nocy. Jest apatyczne i nie ma na nic siły. To może to być bardzo groźna autoimmunologiczna choroba z mylącą nieco nazwą – cukrzyca typu 1. Niewykryta w porę zagraża nawet życiu dziecka.

Łatwo ją zignorować, ale też w prosty sposób wykryć: wystarczy pomiar glukozy we krwi. Osoby, które cierpią na tę autoimmunologiczną chorobę, wykonują takie badanie kilka razy dziennie. Muszą kontrolować poziom glukozy we krwi już do końca życia. Technologia idzie co prawda naprzód i diabetycy korzystają ze sprzętu monitorującego w czasie rzeczywistym ten parametr (ang. CGM – Continuous Glucose Monitoring lub FGM – Flash Glucose Monitoring), ale i tak zaleca się, by przed podaniem insuliny do każdego posiłku lub korygując np. wysoki poziom glukozy skontrolowały cukier „z palca”.  Norma na czczo u zdrowego człowieka to 70-99 mg/dl.

I nikt tu nie jest winny. cukrzyca typu 1 u dziecka

W Polsce na cukrzycę typu 1 choruje blisko 200 tys. osób. Są one zależne od insuliny dostarczanej z zewnątrz. Stąd bardziej trafna nazwa choroby – insulinozależność. Diabetycy wstrzykują insulinę penem lub dostarczana jest ona za pomocą małego urządzenia –  pompy insulinowej na stałe podłączonej do ciała. Wszystko dlatego, że trzustka, a dokładnie wysepki trzustkowe odpowiedzialne za produkcję tego białkowego hormonu zostały zniszczone, z przyczyn jeszcze do końca niewyjaśnionych.

Przypuszcza się, że na rozwój choroby wpływ mogą mieć uwarunkowania genetyczne (choć nie jest chorobą dziedziczną) lub środowiskowe, chociażby przetworzona żywność, stres, niedobór witaminy D3, wczesne wprowadzanie mleka krowiego do diety. Chorobą mogą być obciążone osoby, które mają wśród bliskich chorych cierpiących na schorzenia autoimmunologiczne (np. bielactwo, choroby tarczycy). Jeśli stwierdzona jest u dziecka (czy dorosłego) jedna autoimmunologiczna choroba – wzrasta ryzyko rozwoju kolejnej – na przykład cukrzycy typu 1.

Wciąż jednak nie wiadomo, dlaczego dochodzi do destrukcji komórek beta w trzustce. O ile w przypadku cukrzycy typu 2 brak aktywności fizycznej i niezdrowe odżywianie, a szczególnie zajadanie cukru przyspiesza rozwój choroby, tak w przypadku „jedynki” nie determinuje jej powstania. Wynika ona z autoagresji, czyli defektu w układzie odpornościowym, który zwraca się przeciwko własnym komórkom.

Ten proces niszczenia może trwać latami. Choroba najczęściej wykrywana jest wtedy, gdy pojawiają się typowe dla niej objawy kliniczne. Nie można jej zatrzymać, ani jej zapobiec. Istotne jest jednak zdiagnozowanie jej w porę, bo utrzymywanie się wysokiego cukru zagraża zdrowiu i życiu, głównie dziecka, bo wtedy najczęściej ujawnia się cukrzyca typu 1. Stąd jej kolejna nazwa – cukrzyca młodzieńcza.

Je, chudnie i zapada się w sobie

Gdy w organizmie zaczyna brakować insuliny, bo wyspy trzustkowe ją produkujące sukcesywnie są niszczone, to glukoza nie jest wchłaniana do komórek. Obrazowo rzecz ujmując, nie ma klucza, by odpalić organizm. Człowiek dosłownie słabnie w oczach. Glukoza, która jest paliwem dla naszego organizmu, w tym mózgu, krąży we krwi, pojawia się w moczu. Jest jej coraz więcej, ale nie odżywia tkanek, bo nie ma wytrycha, by się do nich dostać. cukrzyca typu 1 u dziecka

Potrzebna jest woda (stąd pragnienie i częste oddawanie moczu), by usunąć pojawiający się nadmiar glukozy. Przez organizm chorego przewala się prawdziwe tsunami, które wypłukuje wartości odżywcze, minerały, wyjaławia. Chory może mieć skurcze nóg, czuć ogromną niemoc. Podatny jest na zakażenia drożdżakami Candida (zajady, afty w jamie ustnej, drożdżyca narządów płciowych, infekcje sromu). Spada też waga, bo organizm wykorzystuje zapasy tłuszczu, by przeżyć.

Jeśli zauważysz, że twoje dziecko bardzo dużo pije, wstaje w nocy do łazienki lub wręcz się w nocy moczy, udaj się do lekarza!

Efektem jego spalania jest nie tylko aceton, który wywołuje nieprzyjemny zapach z ust przypominający woń kwaśnych jabłek, ale przede wszystkim ciała ketonowe. Bardzo szybko może dojść do zakwaszenia organizmu (tego prawdziwego, a nie rodem z internetowych opowieści o dietach rzekomo odkwaszających organizm) i w konsekwencji do stanu zwanego kwasicą ketonową, która bezpośrednio zagraża życiu pacjenta. Chory wymaga natychmiastowej hospitalizacji. Jeśli kwasica się rozwinie, dziecko zapada w śpiączkę.

Alarmowymi objawami kwasicy ketonowej są też ból brzucha, duszność i wymioty. W takiej sytuacji trzeba wezwać karetkę.

Wielu rodziców na oddziale diabetologicznym czuje się winnych, że przeoczyło symptomy choroby. Po diagnozie łączą już łatwo wszystkie te elementy, które na początku – wydaje im się – nie mają nic ze sobą wspólnego i mogą wskazywać na zwykłe przemęczenie.

Historia jak 200 tys. innych. Cukrzyca typu 1 u dziecka

Mama 12-letniej diabetyczki do dzisiaj przyznaje, że od pierwszych objawów do diagnozy upłynęło co najmniej kilka tygodni, a może nawet miesięcy. Córka była zaś przykładem książkowym.

Pamiętam obraz ze szpitala, gdy trafiliśmy już w stanie zaostrzonym choroby, bliscy kwasicy ketonowej. Córka szła korytarzem, a jej widok nasunął mi scenę z horroru. Wychudzona, z podkrążonymi oczami, blada, prawie przeźroczysta. Intuicja podpowiadała mi już kilka tygodni, może miesięcy wcześniej, że dzieje się coś niedobrego. Myśleliśmy, że to nauka zdalna przez ostatnie miesiące daje się we znaki. Trafiliśmy nawet do psychologa. Przyszły wakacje, ale córka w ogóle nie odżyła. Nadal nie miała na nic siły – opisuje stan swojej córki, która z glukozą we krwi na poziomie 355 mg/dl, a moczu ponad 1000 dl/mg trafiła do jednego z warszawskich szpitali.

Dzień wcześniej odebrała wyniki morfologii córki. Zrobiła ją na wszelki wypadek, by jednak sprawdzić, dlaczego dziecko jest ciągle zmęczone. „Może ma anemię?” – myślała. Wpisała wieczorem w wyszukiwarkę poziom glukozy i podejrzenie, że może to być cukrzyca typu 1 zwaliło ją z nóg. cukrzyca typu 1 u dziecka

Rano pediatra i od razu SOR, a potem dwa tygodnie na oddziale. Uczenie się choroby, oswajanie z nową sytuacją, a przede wszystkim najważniejsze – jedzenie, które dzięki dostarczanej z zewnątrz insulinie w końcu zaczęło odżywiać organizm.

Nie zapomnę uśmiechu córki po dwóch dniach pobytu w szpitalu i zdania, że w końcu nie jest głodna. Zdałam sobie sprawę, że przez te tygodnie praktycznie się nie uśmiechała. Gasła na naszych oczach  – opowiada mama.

Życie z cukrzycą to góry i doliny

Wykrycie choroby w porę jest bardzo ważne, ale okiełznanie glikemii na co dzień to spore wyzwanie. Jeśli glukozy jest za dużo, to dochodzi do przecukrzenia (hiperglikemii) i trzeba ją „zbijać” odpowiednio wyliczoną dawką insuliny. Wyliczać gramy zjadanych węglowodanów, białek i tłuszczy i podawać odpowiednią na to ilość insuliny do każdego posiłku. A na stany hipoglikemii (niedocukrzenia) reagować natychmiast, bo jest to stan o tyle groźny, że szybko może dojść do utraty świadomości czy nawet śpiączki.

Te dwa stany – hipo- i hiperglikemia – u diabetyka typu 1 występują dość często. Wykres ich glikemii przypomina sinusoidę, a wysokie i niskie cukry mogą występować tuż po sobie, nawet w odstępach kilkunastu, kilkudziesięciu minut. Trudno czasem orzec, dlaczego tak się dzieje, bo oprócz czynników, które wymienia literatura jako oddziałujące na glikemię, czyli dawka insuliny, aktywność fizyczna, pożywienie jest jeszcze wiele innych.

Wszystkie je trudno utrzymać w ryzach, bo są to rzeczy, nad którymi trudno zapanować każdemu z nas – infekcje, skrajne emocje – euforia, strach lub stres. Szczególnie trudno może być rodzicom małych diabetyków, bo podjada ono albo nie zjada z talerza wszystkiego, co przeliczono na dawkę insuliny. Jest spontaniczne. Trudno je utrzymać w bezruchu i zapanować nad jego aktywnością, a to też może być kłopotem – z powodu nadmiernej aktywności cukier może gwałtownie spaść.

Nastolatki natomiast często negują chorobę, buntują się, nie chcą żyć w reżimie wymuszonym chorobą. Jednak jest to schorzenie, którym w miarę możliwości i siły trzeba „zarządzać”, by uniknąć poważnych powikłań. Będziemy o tym wszystkim pisać – ten tekst rozpoczyna cykl o cukrzycy typu 1.

cukrzyca typu 1 u dziecka


Źródło informacji: Serwis Zdrowie
Źródło zdjęcia: Shlomaster/Pixabay
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close