Emocje 22 kwietnia 2020

Wirus czy dzieci – kto szybciej wykończy rodziców?

Nie powiem, że wcale nie boję się tego całego koronawirusa, bo prawda jest taka, że go nie znam i nie wiem, co mógłby ze mną zrobić, ale odnoszę ostatnio wrażenie, że szybciej wykończą mnie moje dzieci niż ta cała zaraza.

Może to dziwnie brzmi, szczególnie dla kogoś, kto nie został zamknięty w domu  półtora miesiąca temu z trójką dzieci w wieku dwa, cztery i dziewięć lat. Ale serio, czasem mam wrażenie, że to oni przyczynią się niebawem do mojego uszczerbku na zdrowiu (psychicznym), a nie jakiś tam „kowid”.

Żadnego luzu i odpoczynku, dwadzieścia cztery godziny na dobę razem, na dodatek w pełnej gotowości, by każdemu poświęcić czas, dogodzić i usłużyć wedle indywidualnych potrzeb. I w przeciwieństwie do męża nie mogę szukać chwil wytchnienia w pracy, ponieważ moja branża (kosmetyczna) została zamknięta do odwołania.

Siedzę więc z dziećmi w domu od rana do nocy, nie wychodząc dalej niż na teren naszego ogródka. Swoją drogą ogromnie się cieszę, że mamy mały skrawek swojej prywatnej działki, bo inaczej już mogłabym leżeć gdzieś związana w kaftan na oddziale dla czubków.  

A tymczasem wciąż jestem na wolności, teoretycznie zdrowa, choć z mocno nadszarpniętą cierpliwością. Nie wiem jednak na ile mi jeszcze jej wystarczy. Moje dzieci wszak nie próżnują, a fakt, że muszą teraz siedzieć w domu, w izolacji, sprawia, że całą swoją energię (zarówno dobrą, jak i tą  złą) wyładowują na mnie.

Wrzeszczą, piszczą, płaczą. Kłócą się, biją i popychają. Rozwalają po całym domu zabawki (i nie tylko), wszędzie robią rozpiździel – inaczej się tego ująć nie da. Ciągle mnie wołają, wiecznie czegoś chcą i wszędzie za mną łażą, nawet do kibla! Żałuję, że nie mam tradycyjnego wychodka na dworze, bo może tam mogłabym się przed nimi chociaż na chwilę chować?

Są takie dni, że już o dziesiątej rano mam dość, że chce mi się krzyczeć, płakać, kopać, bić worek treningowy, albo pójść pobiegać, daleko, tak co by rozładować te wszystkie nagromadzone emocje. Czasem mam ochotę odwrócić się na pięcie, pierdyknąć drzwiami i uciec! Ale nie mam gdzie, bo przecież mamy siedzieć w domu!

Miewam takie dni, gdy zastanawiam się, czy już mogę otworzyć sobie zimne piwo, by się rozluźnić, śmiejąc się przy tym sama z siebie, że przez tę całą narodową kwarantannę popadnę w alkoholizm ;-)

Zdarzają się też czasem momenty, kiedy niewiele brakuje, żeby moje dzieciaki rozniosły dom na strzępy, a wówczas nachodzą mnie takie myśli, żeby ich związać i zakneblować. Nie śmiejcie się, ale ja serio nie pamiętam już, co to znaczy cisza, co znaczy mieć czas dla siebie, na własne przyjemności i hobby. Choć jak tak dalej pójdzie, to te krótkie i szybkie wypady do sklepu po niezbędne produkty do życia zacznę celebrować i traktować jako nagrodę ;-)

Ten ciągły hałas i rozgardiasz, którego nie da się opanować, nieustanne wspinanie się na wyżyny własnej kreatywności, by w sposób ciekawy i edukacyjny spędzić z dziećmi dzień,  a do tego przyjmowanie różnych ról, w tym od marca nauczycielki, jest tak absorbujące i męczące, że każdego dnia padam na pysk, jeszcze bardziej, niż to miało miejsce przed kwarantanną.

Generalnie rzecz biorąc, w okresie który wielu ludzi próbuje mądrze wykorzystać na własny rozwój, edukację, realizację planów i marzeń dających się ogarnąć w domowym zaciszu, a także na słodkie lenistwo, ja staram się nie zwariować. Próbuję z całych sił nie ulec pokusie uduszenia własnych dzieci, dotrwać cało i zdrowo do końca dnia i zdążyć się zregenerować, przed kolejnym głośnym i wymagającym dniem.

Wiem jednak, że nie jestem w tym odosobniona, obecnie jest nas całe mnóstwo – zamkniętych w domach z dziećmi, bez możliwości swobodnego wychodzenia, tak co by te małolaty mogły się wyszaleć, a my odetchnąć. Ale trzeba sobie jakoś radzić, dając upust emocjom drzemiącym w środku, chociażby spisując je na (wirtualnym) papierze i dzieląc się nimi zdalnie, z innymi rodzicami.

Dlatego też czynię to dzisiaj przed Wami, wylewam z siebie odrobinę gorzkich żali i zbieram siły by wykąpać dzieciaki, nakarmić a potem uśpić. Jak dobrze pójdzie, może będzie mi dane chociaż z pół godziny poczytać swoją książkę – nie dziecięcą(!) i względnie się wyspać. Choć na to nie liczę, bo mój najmłodszy „ dzieć” nie zna litości i wciąż budzi mnie w nocy (a w najlepszym wypadku robi to skoro świt).

W każdym razie z oczyszczoną nieco duszą wracam do swych obowiązków, a Wam życzę dużo zdrowia i cierpliwości! (Jeszcze) będzie dobrze! ;-)

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
FizinkaAnita Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anita
Gość
Anita

Znam to ale mam juz za soba moje dziewczynki mozns powiedziec sa w wieku 9,11 lat i zajmuja sie soba bez jekow pisku placzu czesciej przesiaduja przed kompem a ja tancze na miotle siedze w garach i w zadaniach. Fakt czasu mam malo dla siebie ale mam cisze i spokoj.

Poradnikowe poniedziałki 20 kwietnia 2020

Forsycja – słoneczny krzew. Jak kwiaty forsycji wpływają na zdrowie?

Forsycja to krzew, który pełnię urody okazuje wczesną wiosną. Od  kwietnia obsypuje się morzem żółtych, drobnych kwiatów, które odznaczają się na jeszcze szarym pozimowym tle przyrody.  

Forsycja – słoneczny krzew

Forsycja znana także jako forsycja pospolita, należy do popularnych krzewów ozdobnych pochodzących z Azji. Charakteryzuje się żółtymi kwiatami, które pozostają na krzewie od kwietnia do maja. Po tym czasie cieszy oczy zielonymi liśćmi, które utrzymuje do późnej jesieni. 

Aby forsycja obficie kwitła, wymaga słonecznego stanowiska. Choć poradzi sobie także w półcieniu, im więcej ma słońca, tym więcej kwiatów wydaje. Krzew ten preferuje glebę wilgotną, żyzną i lekką, a na mniej zasobnym w składniki odżywcze podłożu, roślina po prostu zmarnieje. Forsycja nie przepada także wietrznymi stanowiskami. Krzew należy przycinać po  kwitnieniu, ale jeszcze przed wypuszczeniem przez niego liści, czyli na przełomie kwietnia i maja. Należy również pamiętać o tym, że w przypadku gorącego lata trzeba zadbać o jej podlewanie. Płytki system korzeniowy jest szczególnie narażony na przesuszenie. Nie licząc podlewania oraz nawożenia odpowiednimi specyfikami, forsycja nie wymaga większego zachodu. 

Krzew ten dorasta do 3 m wysokości, jest gęsty, więc doskonale nadaje się jako roślina na żywopłoty. Jej gałązki pięknie wyglądają w kompozycjach roślinnych w wazonach, a kwiaty są cennym składnikiem różnych specyfików pielęgnacyjnych i herbat leczniczych.

forsycja

Fot. Forsycja

Forsycja – właściwości lecznicze 

Kwiaty forsycji warto zebrać ze względu na wspomniane prozdrowotne składniki. Forsycja dobrze wpływa na wątrobę i nerki, obniża poziom glukozy we krwi, działa przeciwzapalnie i  przeciwalergicznie. A to nie jedyne jej zalety.

Kwiaty forsycji zawierają:

rutynę – ta roślina zawiera rekordowe ilości rutyny, czyli związku, który zmniejsza przepuszczalność naczyń krwionośnych. Powinny to szczególnie docenić osoby borykające się z żylakami, rozszerzonymi naczynkami, oraz także o osłabionej odporności i podczas przeziębienia. 

kwercetyny – to substancje o działaniu przeciwalergicznym, hamującym wydzielanie histaminy oraz przeciwzapalnym;

antocyjany – należą do grupy flawonoidów, są naturalnymi barwnikami roślinnymi. Antocyjany chronią wątrobę i układ krwionośny, hamują procesy zapalne w organizmie; 

saponiny trójterpenowe – działają moczopędnie, wykrztuśnie, przeciwzapalnie, przeciwbakteryjne, antygrzybicznie i przeciwwirusowo. Wspierają wydzielanie śluzu, soku żołądkowego i żółci, przyspieszają wchłanianie składników pokarmowych z jelit do krwi;

kwasy fenolowe – to przeciwutleniacze (antyoksydanty) hamujace aktywność wolnych rodników uszkadzających komórki. Są cenne w profilaktyce rozwoju nowotworów.

Jak skorzystać z dobrodziejstwa forsycji?

Można zebrać świeże lub wykorzystać suszone kwiaty i zaparzyć je jak ziołową herbatę. Warto dodać do ostudzonego naparu nieco soku z cytryny, co wzmocni jego działanie. Kwiaty można jeść z powodzeniem na surowo, dodając do kanapek czy zielonych sałatek. 

Można również sporządzić zdrowotną nalewkę:

*Przepis na nalewkę jest niezwykle prosty.

  • 100 g świeżych kwiatów forsycji (zimą można użyć suszonych)
  • spirytus 96% do obfitego spryskania kwiatów
  • 500 ml alkoholu etylowego o mocy 45-50% (użyłam mieszanki spirytusu i wody destylowanej w proporcji 1:1)

Kwiaty forsycji partiami umieszczaj w litrowym słoiku, każdą warstwę dość obficie spryskując spirytusem (pamiętaj, “obficie” to nie znaczy zalać spirytusem – używam atomizera do spryskiwania). Staraj się nie zgniatać kwiatków, na ile to możliwe. Zakręć słoik i pozostaw kwiaty w tym stanie przez około 15 minut. Teraz już możesz dodać do słoika swój alkohol etylowy  – u mnie to rozcieńczony spirytus. Maceruj przez dwa tygodnie, co 2-3 dni wstrząsając słoikiem. Nie znalazłam informacji, czy należy ten nastaw chronić przed słońcem, ale na wszelki wypadek owinęłam słoik folią aluminiową – na pewno nie zaszkodzi. Na koniec przecedź i przefiltruj nalewkę, przechowuj w ciemnym szkle. Zażywaj 2 razy dziennie po 10 ml.

 

*Przepis na nalewkę pochodzi ze strony www.hajduczeknaturalnie.pl 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Emocje 16 kwietnia 2020

Daj szansę seniorowi, by pokazał, na co go stać

Widziałam rano w internetach reklamę sponsorowaną jakiegoś banku. Reklama przykuła moją uwagę, ponieważ młodzi ludzie, ponoć jacyś znani jutuberzy, zachęcali innych młodych, by pomogli dziadkom w ogarnięciu bankowości internetowej.

Osobiście, abstrahując od interesów banku i kasy, jaką ci ludzie zgarnęli za reklamę, takie działanie się chwali, bo warto pomóc osobie starszej w zachowaniu niezależności nie tylko w czasie pandemii. Ale pojawiły się opinie, że to się nie sprawdzi, bo starszy człowiek nie ogarnie bankowości, bo jak nauczył się odróżniania słuchawki czerwonej od zielonej, to max jego możliwości. Ciekawe, czy krytycy już tego próbowali, czy z góry zakładają, że babcia to na mszę, a nie do smartfona czy komputera?

Nie dogodzisz. Typowo polskim obyczajem pojawiło się maruderstwo, punktowanie interesu banku, a nawet prześmiewcze emotki pod komentarzami samych starszych użytkowników Fb. Niektórzy postanowili wyrazić uznanie za pomysł pomocy, pisząc o chęci uściskania takich ludzi, lub przekazując słowa błogosławieństwa tym, którzy chcą pomóc. Oczywiście nawet takie proste, szczere słowa doczekały się “heheszków”. Czasem warto ugryźć się w ozor, czy zdjąć palucha z wybranej emotki, by nie sprawiać przykrości. Polecam.

I zastanawiam się przy okazji, czy stając twarzą w twarz z własną babcią czy dziadkiem, też ktoś wyrazi swoją opinię i zaśmieje się prosto w twarz? Nie sądzę, bo odważni stajemy się przede wszystkim w sieci. 

Chcę jednocześnie podkreślić, że nie był to zmasowany atak wobec starszych w internecie, bo absolutnie nie chodzi mi o wywołanie nieuzasadnionego “shitstormu”. Jednak jakoś gniotą mnie nawet pojedyncze komentarze bez wiary w możliwości osób starszych, z podejściem trochę jak do dzieci, bo, cytując fragment komentarza “starsi wiekiem nie muszą być debilami”. Ale jak napisał ktoś inny, brakuje cierpliwości, żeby tłumaczyć, więc łatwiej jest założyć, że babci to szydełko w rękę, a nie smartfon, czy tablet.

Ja nie zamierzam się wykłócać o to, że każdy senior będzie śmigał po bankowości internetowej, aż miło, bo nie będzie. Żadna to tajemnica, że osoby zaawansowane wiekiem w wielu przypadkach stają się mniej zaradne, mają słabszy wzrok, drżące dłonie, czy kłopoty z pamięcią i koncentracją, boją się nieznanego. Ale jeśli to tylko strach, a dziadek czy babcia nie ustępują lotnością umysłu wnuczkom, to niby dlaczego nie podjąć prób nauczenia seniora krok po kroku obsługi bankowości? Skoro wyśle bez problemu smsa, to jest spora szansa na to, że i przelewu dokona, szczególnie gdy ktoś zaufany najpierw go tego nauczy lub po prostu podpowie to i owo. O bezpieczeństwie w internecie też nie zapominajmy, bo starsze osoby mogą wszystkich zagrożeń nie przewidzieć, więc uczulić zawsze warto. Nie zakładajmy z góry, że dana osoba nie da rady, bo jest starsza.

Na sam koniec, w kontrze do opinii – nie tylko pod wspomnianą reklamą – dotyczących “nieogarnięcia staruszków” przytoczę komentarz 74 letniej użytkowniczki Fb. “ Jejku (…) A mnie zachwyca możliwość robienia przelewów, zleceń i płatności przez internet (…)”. I jeszcze innej “No dobra. Ja, na razie (rocznik w pierwszej połowy ubiegłego wieku) radzę sobie. Co nie znaczy, że to reguła, więc pomagajcie, Ok!” To nie jedyne takie głosy. 

Bądźcie więc uprzejmi nie wrzucać wszystkich do jednego worka i odważniej pomagać tym, którzy tej pomocy chcą lub potrzebują. Nie spróbujecie, to się nie dowiecie, na ile stać Waszego seniora. 

Więcej serdeczności i wiary w drugiego człowieka :)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close