Jak zachęcać do sportu córkę, a jak syna? Psycholog dziecięca radzi


Czy piłka nożna to faktycznie męska gra, a na lekcje baletu powinniśmy zapisywać tylko dziewczynki? Jak zachęcić syna lub córkę do ruchu i jaką rolę powinien odgrywać rodzic? Na te i inne pytania odpowiada Magdalena Chorzewska, psycholog dziecięca, specjalistka ds. żywienia oraz ekspert akcji „Rusz się z Kubusiem!”.

Rozmawiamy w wakacje, które kojarzą nam się z odpoczynkiem. Jak w tym okresie zachęcać dzieci – dziewczynki i chłopców – do ruchu i zabawy na świeżym powietrzu? Bo że warto, chyba nikogo przekonywać nie musimy!

Magdalena Chorzewska: – W przypadku młodszych dzieci jest to wbrew pozorom dość proste. Maluchy w wieku od 3 do 6 lat mają aktywność fizyczną wpisaną w swoją naturę i najczęściej nie trzeba ich dodatkowo zachęcać do ruchu, wystarczy tylko umożliwić im spożytkowanie tej naturalnej energii. Jeśli jednak z jakiegoś powodu dziecko nie chce się ruszać, biegać i skakać, to pokażmy mu, że sami to lubimy i zachęcajmy dając dobry przykład.

Czy te aktywne zabawy mogą być wspólne, czy może jest coś, co będzie lepsze dla dziewczynek albo dla chłopców?

– Nie dzieliłabym sportu ze względu na płeć. To oczywiste, że dziewczęta mają inną wytrzymałość, a co za tym idzie zazwyczaj w sportach takich jak bieganie osiągają gorsze wyniki niż chłopcy. Ale to nie powód do eliminowania dziewczynek z uprawiania np. gry w piłkę nożną.

Ale z drugiej strony, już w „podstawówce” chłopcy chcą grać na WF-ie w piłkę nożną, a dziewczynki namawiają nauczycieli raczej na siatkówkę i inne aktywności.

– Tu dotykamy kwestii stereotypów i procesu socjalizacji. Kiedy kobieta dowiaduje się, że będzie mamą dziewczynki, raczej preferuje róż. Mama chłopca wybiera błękit i… tak to się zaczyna. To my sami wytwarzamy sytuację, gdy wrzucamy chłopców do worka pt. „cięższe dyscypliny”, a dziewczynki np. do worka “siatkówka”. Można by pokusić się o eksperyment i zaproponować dziewczynkom „nogę” lub unihokej podczas lekcji WF-u. Zapewniam, że świetnie dałyby sobie radę.

Czy rodzice powinni kierunkować w tym zakresie swoje dzieci? Chyba wszyscy spotkaliśmy w dzieciństwie dziewczynki, które grały w „nogę” z chłopakami i świetnie sobie radziły, ale tylko do czasu, kiedy rodzice nie zakazali im uprawiania tego „męskiego” sportu.

– Tak jak podkreślałam, warto sprawdzić co nasze dziecko lubi i w czym czuje się dobrze. Jeśli ma uprawiać sport, to dobrze by było, żeby robiło to z własnej potrzeby i z radością. Miałam ostatnio w gabinecie dziewczynkę, która po 8 latach uprawiania pływania zrezygnowała, bo ilość treningów była dla niej wykańczająca i przytłaczająca. Dwa razy dziennie musiała być na basenie, przy czym pierwszy trening zaczynał się o 6 rano. W końcu coś w niej pękło, bo zwyczajnie nie była szczęśliwa.

Dużo mówi się o potrzebie zachęcenia najmłodszych do aktywnego spędzania czasu. Pytanie czy w stosunku do chłopców i dziewczynek powinniśmy używać tych samych argumentów, czy może potrzebne jest indywidualne podejście?

– Argumenty powinny być zależne od tego z jakim dzieckiem rozmawiamy i w jakim jest ono wieku, a nie z tym jaką płeć reprezentuje. Motywacja musi wynikać z wnętrza. Nie ma argumentów dla chłopców i dziewczynek. Warto zastanowić się, co jest dla dziecka ważne: wygląd, zdrowie, lepsze wyniki w nauce, budowanie relacji z rówieśnikami? Kiedy już to przemyślimy, powinniśmy spróbować odwoływać się właśnie do tych najważniejszych wartości.

To rodzice mają największy wpływ na swoje dzieci, dając im odpowiedni przykład. Jak zatem przekonać rodziców do aktywnego spędzania czasu?

– Każdy dorosły człowiek powinien mieć świadomość tego, jak ważna jest aktywność fizyczna. Problemem jest często brak umiejętności wygospodarowania czasu na sport lub ogólna niechęć do jego uprawiania. A przecież sport warto traktować jak mycie zębów, coś co robimy dla własnego zdrowia i wręcz „z automatu”. Żeby tak było, musimy zrobić pierwszy krok. Zachęcam do tego wszystkich pacjentów, rodziców moich małych pacjentów, a także znajomych i przyjaciół. Sport ma bardzo pozytywne skutki w leczeniu wielu zaburzeń psychicznych, takich jak choćby depresja czy lęki. Jest też istotny dla budowania poczucia własnej wartości, a także pobudza produkcję serotoniny i endorfin, znanych jako hormonów szczęścia, dzięki którym poprawia się nasze samopoczucie.

Podsumowując, chyba możemy powiedzieć, że aktywność fizyczna jest dla każdego. Właśnie w myśl tego hasła realizowane są akcje promujące ruch wśród dzieci i edukujące rodziców, jak realizowana przez markę Kubuś kampania „Rusz się z Kubusiem!”, w którą Pani się zaangażowała.

– Aktywność fizyczna nie ma płci i nie jest determinowana przez płeć, sport jest absolutnie dla każdego. Z badań psychologicznych jasno wynika, że im wcześniej zaszczepimy w dziecku chęć i potrzebę jego uprawiania, tym większe prawdopodobieństwo, że w dorosłym wieku sport będzie dla niego oczywistością i higieną życia codziennego. Jako rodzice jesteśmy autorytetami dla naszych dzieci i mamy ogromny wpływ na to, w jaki spędzają one czas. Pamiętajmy, że najlepszą formą zachęcania dziecka do aktywności jest pokazanie mu, że my też lubimy biegać, jeździć na rowerze i że czerpiemy z tego przyjemność.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. U nas króluje karate :)
    Zarówno córka i syn uwielbiają te zajęcia. Ale jeśli chcieli by iść razem na tańce nie widzę problemu.

  2. Na zajęciach u mojego syna są zarówno dziewczynki, jak i chłopcy, ale i same dyscypliny sportowe są raczej nie obciążone stereotypami (pływanie i łucznictwo)

  3. Moja córka chodzi na karate i jakiś czas chodziła na treningi piłkarskie. A druga córka ma perkusje.

    1. I zapomniałam dodać że młodsza córka pod choinkę chciała duży garaż i uwielbia się min bawić. Ma także całe mnóstwo aut i pociągów.

    2. Czyli żadnych stereotypów. Super!

  4. Córka przerobiła tańce, BJJ, basen, piłkę nożną a od 1,5 roku zawzięcie ćwiczy biathlon

  5. Mój syn nie interesuje się piłką, za to chętnie by poszalał w break dance tylko nie ma tu takich zajęć w okolicy…

    1. Znam to. Długo szukaliśmy klubu karate, gdzie byłyby zajęcia dla przedszkolaków. Najgorzej z dostępnością różnych zajęć

  6. U nas z kolei króluje piłka nożna i basen. Wychodzę z założenia, że jeśli moi synowie tylko będą chcieli, to i na balet pójdą. Nie trzymamy się utartych schematów, najważniejsze, by dzieci miały frajdę i nie wisiały przy komputerze.

  7. przerobilismy kilka zajec dodatkowych, córka na chwilę obecna od 3 lat pływa, od roku chodzi na Tekwondo,od 6 miesięcy szachy, a od 3 miesiecy uprawia wspinaczkę skałkową < lat 7> syn lat 3,5 ma identyczne zajęcia jak siostra < pływanie od roku, tekwondo tak samo, a wspinaczkę od 3 miesięcy> dodatkowo jeszcze chodzi na zajęcia plastyczne. ani jedno ani drugie nie chciało iść w ślady taty i wybrać piłkę.

    1. Bardzo fajnie, że tak wiele różnych rzeczy próbują. A i kto wie, może i kiedyś piłkę pokopią ;-)

    2. mejmy taką nadzieję, choć oboje próbowali i po miesiącu zrezygnowali :(

    3. pozostało im wspólne wędkowanie ;)

  8. Dla mnie istnieje tylko jedna zasada ;) dzieci chodza na takie zajecia, na ktore same chca chodzic ;) to ich wybor nie moj ;)

  9. mój syn bardzo długo nie chciał chodzić na zajęcia dodatkowe, nie zmuszałam go. rok temu mając 8 lat zdecydował się na piłkę nożną. Córka ma 5 lat i coś zaczęła wspominać o tańcach albo gimnastyce

    1. Potrzebował widocznie czasu. A jak mu się podobają treningi?
      Trzymam kciuki byś dla córeczki znalazła (najlepiej blisko) fajne zajęcia – dobry moment, by od września zacząć.

    2. mu treningi podobają się bardzo. Niestety rodzicom mniej :-(

    3. jest zła współpraca rodzice-trener

  10. Mój syn ma w poważaniu piłkę i sporty walki. Woli szachy :)

  11. dzieci powinny iść w kierunku w którym mają jakieś zainteresowania. Na siłę nie ma co zmuszać. Mój synek mały jeszcze- dziś kończy 4 latka, ale lubi tańczyć i co, miałabym mu tego zabronić, jeśli chciałby się uczyć ? Zmuszać na siłę do czegoś to żadna przyjemność :)

  12. niestety, przykre. ostatnio odważyłam się na rozmowę ale załamałam się jeszcze bardziej. :-( Gdy powiedziałam mu o kulturze i szacunku, o mówieniu dzień dobry zapytał się czy ma każdemu z osobna mówić dzień dobry :-) po czym na następnym treningu powiedział dzień dobry mi i innym mamusiom a odchodząc skomentował głośno do kolegów ” muszę mówić dzień dobry bo podobno nie mówię”. Kolejna sprawa podzielił grupę na dwie “gorszych” i “lepszych” i ci gorsi nigdy nie mieli możliwości zagrać w turnieju nawet gdy to ich klub był organizatorem gdy zapytaliśmy czemu odpowiedział :Nikt państwa dzieciom nie broni być lepszym” ” poza tym ciekawe czy Państwo chcieliby marnować czas na wyjazdy z dzieckiem bo to przecież weekend” – szok przecież to moje dziecko i czas dla niego poświęcony nie jest dla mnie strata czasu. :-( po treningu skończonym wcześniej niż planowana godzina zostawił bez opieki dwóch chłopców, gdy to usłyszał ode mnie powiedział że nie jest nauczycielem i nie odpowiada. :) Mój syn podczas treningu chciał skorzystać z toalety, która nie zostałą mu otworzona :-( miał przy wszystkich rodzicach robić pod drzewko. Usłyszałam że nie ma papieru. zadeklarowałam że kupię dla całego rocznika t o usłyszałam że nie można spuścić wody bo jest zepsuta a prezydent z tym nic nie robi. Zaproponowałam że pójdziemy z rodzicami i załawimy sprawę – usłyszałam że możemy pójść ale gdy pójdziemy to przez nas klub dostanie mniejszą dotację :-( treningi często 4 godz przed rozpoczęciem sa odwoływane, przekładane. i wiele wiele innych spraw. Po rozmowie usłyszałam że jest też inny klub i mogę syna przepisać. O to taka nasza współpraca. SZKODA

  13. Mój syn chodzi na piłkę basen i gimnastyke. Występuje tez w teatrze. Kiedys nie chciał grać w nogę, teraz zmienił zdanie moze dlatego ze wiekszosc jego kolegów gra. Ale za to chodzi z koleżankami na teatr ;)

  14. Moja córeczka bardzo lubi tańczyć, ma poczucie rytmu. We wrześniu ubiegłego roku zapisałam ją na zajęcia taneczne, prowadzone w Gminnym Ośrodku Kultury. Okazało się, że z zajęć na zajęcia było coraz gorzej z organizacją. Co rusz dołączały nowe dzieci, aż okazało się, że grupa liczy aż 30 dzieci W tym były tak dzieci w wieku 4 lat jak i 10-ciu. Efekt był taki, że pani zupełnie nie panowała nad dzieciakami, nie mówiąc a możliwości nauczenia się czegokolwiek. Nie mam nic przeciw chodzeniu małych dzieci na tańce, wręcz przeciwnie. Pomimo zwracania uwagi organizatorowi, na panujący na zajęciach chaos, że może by zrobić dwie grupy, niestety nie przyniosła to efektu. Koniec końców córeczka (wówczas 7 lat) sama stwierdziła, że nie chce chodzić na takie zajęcia… I jak tu rozwijać zainteresowania dziecka, w niewielkich miejscowościach jest to bardzo trudne, praktycznie niemożliwe.

  15. Mój starszy syn gra w piłkę, a młodszy od września idzie na hip hop, bo woli tańczyć

  16. nic na siłę, ale jak dziecko czuje ze coś mu się podoba …zachęcać niech spróbuję, jak nie stwierdzi samo ze to nie to ,to nigdy w zyciu nie nauczy się samo podejmować kluczowych decyzji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Suche i wtórne utonięcie zagraża szczególnie dzieciom! Rodzice muszą to wiedzieć, aby chronić pociechy


Wakacje nad morzem czy jeziorem, to dla wielu z nas wymarzona opcja na spędzenie letniego czasu z dziećmi. Perspektywa jest kusząca – bryza znad wody, powietrze przesycone wilgocią i specyficznym zapachem, urokliwe wschody i zachody słońca, które na długo zapadają w pamięci. Do tego chłodzące kąpiele, szaleństwa z piłką czy dmuchanymi zabawkami, budowanie zamków z piasku oraz beztroskie wylegiwanie się na plaży, to jest to, o czym wielu z nas marzy przez cały rok.

Gdy już pojawiamy się nad wodą, przede wszystkim pamiętamy o zasadach bezpieczeństwa. Nie ma możliwości, by dzieci bawiły się na linii brzegu bez nadzoru osoby dorosłej, nikt też o zdrowych zmysłach nie wpuszcza kilkulatków do wzburzonej wody. Obawa zaostrza rodzicielską uwagę, sprawia, że odpuszczamy alkohol, gdy pod opieką mamy dzieci, pilnujemy, by nie wchodziły rozgrzane do wody, aby uniknąć w szoku termicznego. Jednym słowem, nie narażamy zdrowia swojego i dzieci w imię beztroskiej zabawy.

Nawet w momencie, gdy wydaje się nam, że nasze pociechy są bezpieczne, może przydarzyć się przykry wypadek. Dziecko może się zachłysnąć wodą w morzu, czy też zbyt ciekawskie, może poślizgnąć się i spaść ze śliskiego kamienia czy pomostu. Nie potrzeba głębokiej wody, by stało się nieszczęście. Gdy wyciągacie malca z wody i udzielacie mu pomocy, może się wydawać, że sytuacja jest opanowana i nic złego się nie stało. Jednak to bywa złudne z dwóch powodów, o których najczęściej rodzice nie mają pojęcia:

Wtórne utonięcie:

Wynika z masywnego obrzęku płuc, który może wystąpić do 72 godzin od próby ratowania dziecka. Sytuacja na brzegu wygląda, jakby wszystko wróciło do normy, ale w drogach oddechowych pozostaje sól z wody morskiej. Drażni ona płuca, powodując ich obrzęk i zaburzenia wymiany tlenu w płucach. Następnie dochodzi do zaburzeń równowagi kwasowo-zasadowej, kwasicy metabolicznej i ostatecznie do zatrzymania krążenia i zgonu.

Suche utonięcie:

Wynika z obecności niewielkiej ilości wody w nosogardzieli, która pobudza nerw krtaniowy. W efekcie kurczy się głośnia, czego konsekwencją jest niedotlenienie i utrata przytomności i zgon.

Dzieci umierają po cichu we własnych łóżkach, dokąd odkładają je rodzice, z troską o ich wypoczynek po przykrym doświadczeniu.

Suche i wtórne utonięcie to nawet 15% wszystkich utonięć i najczęściej dotyczą dzieci, ponieważ to maluchy bawią się w wodzie z otwartymi buziami. Dlatego tak niebezpieczne jest przyjmowanie po zachłyśnięciu lub topieniu się dziecka, że sytuacja jest opanowana. Jeśli pojawiają się objawy takie jak:

  • kaszel,
  • problemy z oddychaniem,
  • ból w klatce piersiowej,
  • dezorientacja,
  • uczucie wyczerpania,
  • senność,
  • zmiany w zachowaniu,

należy zgłosić się na pogotowie lub wezwać pomoc. I koniecznie obserwujcie poszkodowanego przez 24 do 72 godzin po wypadku.

Bezpiecznych wakacji wam życzę, oby nikt nie musiał w praktyce wykorzystywać tej wiedzy!

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Słyszałam.. I od tego czasu po szaleństwach w wodzie mam nieprzesaną noc. Wstaje co chwile i sprawdzam czy z dzieciakami wszystko ok…

    1. Ja też mam obawy. Niby 15% to nie porażająca liczba, a jednak to się dzieje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Muffiny z porzeczkami


Właśnie mamy połowę najsmaczniejszego miesiąca w roku – czas dojrzewania przeróżnych owoców. Cieszą oko i podniebienie zarówno własne zbiory balkonowe i ogródkowe, jak i zakupy na pobliskich targach i warzywniakach. Część owoców dostępnych jest przez chwilę, dlatego warto nie przegapić tego momentu. Ja dziś sięgam po porzeczki i do tego Was też namawiam.

Pieczenie muffinek to ogromna frajda – mają kilka ewidentnych plusów. Robi się je ekspresowo z tego, co zawsze ma się w domu i poradzi sobie z nimi nawet posiadacz dwóch lewych rąk. Super jest też to, że można, a nawet trzeba zaangażować do ich przygotowywania dziecko – u mnie generalnie specjalistą od muffin jest Aleks (i bynajmniej nie mam tu na myśli tylko zjadania).

Składniki na 12 muffin z porzeczkami:

1,5 szklanki mąki pszennej
¾ szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 szklanka mleka (lub maślanki, kefiru itp.)
½ szklanki oleju
1 jajko

porzeczki – ja dodałam 1 szklankę nazbieranych wcześniej owoców

Przygotowanie:

Zasada pieczenia muffinek jest jedna – suche i mokre składniki mieszamy osobno, a potem łączymy.

  1. Rozgrzewam piekarnik do 180°C i przygotowuję foremki.
  2. Do pierwszej miski wsypuję mąkę, cukier, proszek do pieczenia.
  3. W drugiej zaś mieszam olej, mleko i jajko.
  4. Mokre i suche składniki łączę (zwyczajnie – łyżką).
  5. Dodaję porzeczki i delikatnie mieszam.
  6. Nakładam ciasto do foremek (do około 3/4 ich wysokości) i piekę 18 minut.

Muffiny z porzeczkami zawojowały ostatnio mój wypiekowy świat. Kwaskowatość porzeczek i słodycz ciasta komponuje się idealnie, więc korzystam latem z tych sezonowych owoców co chwila, przygotowując kolejną porcję tego deseru. Spróbujcie i Wy :)

Zdjęcia: Basia Heppa-Chudy

Zajrzyj do innych naszych przepisów:

muffiny z jagodami

muffiny z serem i szynką

muffiny cynamonowe

muffiny sernikowe

muffiny cynamonowo – jabłkowe

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ja mam przepis gdzie wszystko od razu razem się miesza i zawsze mi wychodzą ☺️ ale w drugim przepisie jest suche do mokrych..A muffiny że zdjęcia cudne i przepyszne wyglądają, chociaż ja osobiście porzeczki lubię w innym wydaniu?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Sentymentalna podróż do przeszłości – magiczne Muzeum PRL’u


Podróż do przeszłości – kto o niej choć raz w życiu nie marzył? Do czasów beztroskiego dzieciństwa, szalonej młodości, do miejsc, smaków i zapachów, które na stałe wpisały się w naszą pamięć. Kto nie chciałby przeżyć pewnych chwil jeszcze raz lub doświadczyć tych, które zna tylko z opowiadań lub filmów? 

Zdradzę Wam sekret – to jest możliwe i to bez specjalnej kapsuły czasu! Wystarczy udać się do Rudy Śląskiej, do Muzeum PRL’u, gdzie raptem za 12.00 zł możecie odbyć niesamowitą podróż do przeszłości. Dotknąć to, czego już dawno (lub wcale) nie widzieliście, powspominać z uśmiechem na ustach, a może i nawet z łezką w oku, stare dzieje…. ;-)

W owym Muzeum PRL’u jest np. mały sklep, co prawda z niewielką ilością towaru (jak to kiedyś było), ale znaleźć w nim można m.in. Pepsi w szklanej butelce, wódkę Żytnią, szary papier toaletowy na sznurku, czy starą, poczciwą wagę szalkową, której już nie uświadczymy w żadnym markecie ;-)

Jest też kawałek urządzonego mieszkania – kuchnia i tzw. duży pokój. A tam meblościanki – na wysoki połysk, witryny z kryształami, porcelaną i innymi figurkami czy wazonikami w kształcie rybek. Jest tapczan przesłonięty ciężkimi kocami – żeby się nie brudził (u mojej babci do dzisiaj stosuje się takie praktyki, z tymi samymi kocami co 20-30 lat temu ;-))  

Ściany zdobią liczne proporczyki, obrazy i plakaty. Są lampy z frędzlami, telefony stacjonarne, obrusy, telewizory z wypukłymi ekranami i guzikami na obudowie zamiast pilota. Są radia, gramofony i płyty winylowe. Stare wózki zabawkowe, plastikowe lalki…

W kuchni stoi mała lodówka i popularna wówczas pralka Predom. Jest też syfon, ręczny młynek do kawy, maszynka do mielenia mięsa i krajalnica do chleba. Są metalowe gary i szklanki z koszyczkami. 

W zasadzie jest tam wszystko to co pamiętam z rodzinnego lub babcinego domu :-)

W całej aranżacji nie zapomniano również o służbie zdrowia, a konkretnie bardzo skromnym, zimnym i ponurym gabinecie lekarskim, z częścią dentystyczną, w której metalowy fotel dla pacjenta, rodem z horroru, przyprawił  mojego syna o gęsią skórkę! Dobrze, że teraz mamy inne realia i u (naszego) stomatologa można się poczuć prawie jak w salonie SPA ;-)

Część muzeum stanowi wystawa ze starymi zdjęciami i mini kinem, gdzie wyświetlany jest czarno-biały film, ukazujący życie w czasach PRL’u.

Fani motoryzacji znajdą tam m.in. stare wozy milicji, i straży pożarnej, Malucha, Fiata, Poloneza, Syrenkę, Warszawę, Mikrusa, Żuka, a także motorowery – popularnego Komara – oraz inne motocykle czy rowery – sķładaki i kolażówy. 

Na terenie muzeum znajduje się również kiosk ruchu, w którym zobaczyć można stare gazety, szare zeszyty, kredki, mydła w kostkach, dezodoranty i wody kolońskie (Brutal), proszki do prania (Ixi), zabawkowe żołnierzyki, gry planszowe, bierki, stare banknoty i wiele wiele innych.

Wymieniać można by długo, ale po co, lepiej się wybrać i zobaczyć to na własne oczy. Muzeum wbrew pozorom nie jest duże, nie trzeba więc rezerwować na zwiedzanie całego dnia. Raczej jest to krótka, lecz bardzo sentymentalna wycieczka. Myślę więc, że warto wybrać się tam przy okazji jakiś wydarzeń – zlotów, pikników, itp. Szczególnie jeśli nie mieszka się w okolicach Rudy Śląskiej.

Muzeum czynne jest od środy do niedzieli, w godzinach 10.00-18.00. Bilety ulgowe kosztują 8.00 zł, normalne 12.00 zł – choć podczas ostatniego pikniku aerolotniczego, były w jednej, promocyjnej cenie – 5.00 zł.

Więcej szczegółów znajdziecie na stronie Muzeum PRL’u lub ich fanpejdżu.

P.s. Mam nadzieję, że muzeum będzie wzbogacać się o nowe eksponaty – może macie coś do oddania? :-) I, że będzie się rozrastać, aż powstanie tam prawdziwe PRL’owskie miasteczko! ;-) 

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nadal mam takie czerwone fotele w domu :p

  2. Trochę wstyd, 5 km od domu a nie byłem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku