Kulinaria 2 stycznia 2020

Zaczyn na chleb z mąki żytniej (bez drożdży)

Zaczyn na chleb czy zakwas? Wiele osób często myli ze sobą pojęcia zakwasu i zaczynu. Można powiedzieć, że zakwas to po prostu sfermentowana woda i mąka – pierwszy stopień do upieczenia chleba żytniego lub mieszanego, a zaczyn na chleb (takie wstępne ciasto, namnożony w dużej ilości aktywny zakwas), to bardziej rozbudowana wersja naszego zakwasu.

Można upiec chleb na samym zakwasie, jak i na zaczynie stworzonym z zakwasu, wody i mąki. Piekłam chleby na oba sposoby i oba działają :). Wszystko zależy od wymogów konkretnego przepisu na chleb.  

Zaczyn na chleb żytni (mieszany). Składniki i wykonanie

Samo przyrządzenie zaczynu jest śmiesznie proste, tylko wymaga pewnego czasu, żeby zaczyn odpowiednio popracował. Żeby przygotować zaczyn na chleb żytni (lub mieszany) z jednej keksówki, potrzeba:

  • 2-3 łyżki gotowego zakwasu żytniego (świeżego lub odstałego, dokarmionego, żeby był aktywny)
  • 150 g mąki żytniej (typ od 720 wzwyż – ja używam typu najwyższego, 2000)
  • 150 ml wody (najlepiej przefiltrowanej lub przegotowanej, ciepłej)

Składniki dobrze ze sobą mieszam, miskę przykrywam np. talerzem i odstawiam w spokojnie, ciepłe miejsce na co najmniej 12 godzin – czasem trzeba więcej, nawet do 16-18 godzin, jeśli zakwas użyty do zaczynu jest bardzo młody.

zaczyn na chleb

Kiedy zaczyn na chleb mocno “zabąbelkuje”, może się także pofalować na powierzchni i zwiększy zdecydowanie swoją objętość, wtedy użyjcie go do pieczenia chleba. 

zaczyn na chleb

Gotowy zaczyn na chleb

Zakwas czy zaczyn na chleb?

Zastosowanie samego zakwasu lub przygotowanie zaczynu zależne jest od danego przepisu na chleb. Znawcy tematu twierdzą, że jest pewna różnica pomiędzy pieczeniem chleba na samym zakwasie, a pieczeniem na zaczynie. Chleb pieczony na zaczynie powinien być bardziej spulchniony i mniej kwaskowaty, niż ten pieczony bezpośrednio na zakwasie. Chleb upieczony na zakwasie będzie bardziej kwaskowy i dłużej świeży. Taki chleb (i z zakwasu i z zaczynu) zawiera zdrowy kwas mlekowy, ten sam, który znajdziemy w kiszonej kapuście, burakach, ogórkach, czyli bardzo pożyteczny dla zdrowia i odporności. 

Mnie osobiście bardziej smakuje chleb upieczony bezpośrednio z aktywnego zakwasu, wyrastający w foremce całą noc. Myślę, że każdy powinien indywidualnie wypróbować obu sposobów i wybrać ten, który daje według uznania najlepszy efekt. Ja raz w tygodniu piekę na zakwasie trzy bochenki chleba żytnio-pszennego z ziarnami (mam swój sprawdzony przepis, wykombinowany z dwóch różnych) i nie wyobrażam sobie, bym miała kupić zwykły “dmuchany” chleb z supermarketu. Człowiek szybko przywyka do tego, co dobre, smaczne i zdrowe. 

zaczyn na chleb

Fot. Ż. Kańczucka. Gotowy domowy chleb

Fot. Ż. Kańczucka. Gotowy domowy chleb

Fot. Ż. Kańczucka. Gotowy domowy chleb

Na koniec gorąco polecam zajrzeć na kanał Tomka Lacha na YT, bo to właśnie od niego uczyłam się robić zaczyn i piec pierwszy chleb pszenno-żytni – wszystko z sukcesem :). 

Myślę, że powinniście na własne oczy zobaczyć, jak łatwo przygotowuje się chleb żytni i mieszany na zaczynie z zakwasu :) 

Powodzenia!

3
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
MikeŻaklinaDorota Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dorota
Gość
Dorota

Proszę o poradę. Zakwas wyszedł mi pięknie, więc zrobiłam zaczyn. Niestety stoi już 2 dni i nie rośnie. Zapach ma kwaskowaty. Czy należy go wyrzucić i zrobić nowy?

Żaklina
Gość
Żaklina

Szczerze mówiąc nigdy nie zdarzyło mi się, by zaczyn nie urósł pokaźnie. Zdecydowanie powinien podwoić objętość. Jeśli zaczyn nie fermentuje i nie rośnie, nie urośnie na nim chleb – tak mi się wydaje. Nigdy nie miałam takiej sytuacji z zaczynem. Mam nadzieję, że kolejny uda się Pani koncertowo.
Pozdrawiam serdecznie 😊
Żaklina

Mike
Gość
Mike

Nie ma co się męczyć. Na Allegro znajdzie Pani niedrogo wieloletnie zakwasy. Kupiłem sobie raz taki i karmie go raz na jakiś czas i trzymam w lodowce. Wszystko rośnie na takim zakwasie jak szalone.

Gry planszowe i nie tylko 30 grudnia 2019

Komnata strachu

Komnata strachu to gra karciana, która tylko “strasznie” się nazywa. I mimo że dzieciaki zazwyczaj nie lubią się bać, nazwa gry spowodowała, że za moimi plecami utworzyła się mini kolejka chętnych, by zobaczyć, co jest w pudełku. Do samej rozgrywki też nie musiałam (i nadal nie muszę) zachęcać, bo to, co zapowiadało się strasznie, okazało się wesołą, wciągającą grą, która znakomicie trenuje refleks i spostrzegawczość dziecka. Na rozgrywkę należy przeznaczyć ok. 20 minut, a do gry potrzeba od 2 do 4 uczestników powyżej 6 roku życia.

Komnata strachu – co znajdziecie w pudełku?

Opakowanie gry jest niewielkie, ale to ogromna zaleta, bo bez problemu zabierzecie ją w podróż, na imprezę, do szkoły, lub po prostu w odwiedziny u kogoś, kto chętnie rozegra kilka partyjek nie tylko z dzieciakami. Niewielkie pudełko z usztywnianej tektury kryje w sobie:

  • żetony strachów w 5 rodzajach,
  • karty z obrazkami w 5 różnych kolorach, odpowiadające umieszczonym obrazkom na żetonach,
  • 3 rodzaje kart specjalnych (inwazja strachów, ucieczka strachów, gość),
  • żeton – włącznik światła,
  • instrukcja.

komnata strachu

Muszę pochwalić przy okazji szatę graficzną, stworzoną przez Macieja Szymanowicza, który kolorami i pięknymi rysunkami odczarował strachy z pudełka :). Tu na szczęście nie ma się czego bać.

Komnata strachu – zasady gry

Aby przygotować się do gry, na środek stołu należy położyć stos zakrytych kart i żeton symbolizujący włącznik światła. Każdy z graczy dostaje 5 różnych żetonów strachów i kładzie je w jednym rządku przed sobą. 

 

A teraz zaczynamy rozgrywkę! Kierując się ilością graczy (2,3 lub 4) i instrukcją, należy ustalić, który gracz ile kart bierze. 

Wszyscy w jednym czasie sięgają po 3 zakryte karty ze stosu i kładą wokół włącznika, jednocześnie je odkrywając. Następnie jak najszybciej wybierają swoje żetony strachów, wysuwając przed siebie z rzędu i kładą rękę na żetonie z włącznikiem światła.

komnata starchu

Wybór żetonów powinien być zgodny z kolorem lub kształtem symboli strachów. Do odkrywania kart i wysunięcia swoich żetonów używa się jednej ręki. Osoba, która dokona najszybciej prawidłowego wyboru, zgarnia dla siebie 3 odkryte karty. Szybka ręka i oko to konieczny warunek, by wygrać.

Wyczerpanie wszystkich zakrytych kart ze stosu kończy rozgrywkę. 

Komnata strachu – wrażenia

Komnata strachu to gra bardzo dynamiczna i wprawiająca w dobry nastrój. Wymaga stuprocentowej koncentracji, bo wcale nietrudno jest pomylić się przy wybieraniu odpowiednich żetonów, by pasowały do odkrytych kart. Gra angażuje uwagę maksymalnie, więc czas przy niej ucieka jak szalony. Ani się gracz obejrzy, a kolejna rozgrywka już w toku. Ostrzegam, może uzależniać!

Ta prosta w zasadach, szybka gra, z pewnością spodoba się miłośnikom karcianek, którzy cenią sobie emocjonujące rozgrywki i dobrą zabawę. 

Dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie egzemplarza recenzenckiego gry.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Lifestyle 27 grudnia 2019

Najlepsze aplikacje na smartfona – lista subiektywna

Najlepsze aplikacje na smartfona – temat rzeka. Każdy ma swoje ulubione i powody, dla których korzysta z tych, a nie innych. Przeglądam czasem takie zestawienia w poszukiwaniu perełek, dziś podzielę się z Wami moimi ulubionymi aplikacjami.

Na poniższej liście nie ma takich oczywistości jak klient pocztowy czy przeglądarka internetowa. Ja akurat korzystam z Google Chrome w wersji mobilnej, bo lubię, jak mi się wszystko synchronizuje, ale ponoć nie jest to najszybsza i najlepsza przeglądarka na smartfona, więc nie będę polecać. Klienta poczty mam wbudowanego i szczerze – nie mam pojęcia jakiego. A na liście moich ulubionych aplikacji na smartfony znalazły się:

 

Facebook Lite i Messenger Lite. Łatwo zgadnąć, do czego służą. To okrojona wersja aplikacji, które słusznie zasługują na miano kombajnów. Te oryginalne są przeładowane, ciężkie, żrą baterię jak głupie i nie dają nic w zamian. Wersje Lite są uproszczone, mniej w nich bajeranckich wodotrysków, za to chodzą szybko, płynnie i wydajnie. Ponieważ ja korzystam z nich sporadycznie, stawiając na wygodę, jaką daje laptop, w zupełności mi wystarczają. Sprawdzą się też na starszych telefonach.

Blue Light Filter – Night Mode – prosta i lekka aplikacja, która automatycznie zmniejsza ilość emitowanego przez ekran tzw. niebieskiego światła. Włącza się i wyłącza o określonej godzinie, można też aktywować ją ręcznie. Taki mały gadżet, który pozwala bawić się telefonem wieczorem, a potem spokojnie spać. Niebieskie światło zaburza wydzielanie melaniny, co w konsekwencji powoduje trudności z zasypianiem. Właśnie dlatego nie powinno się wieczorami siedzieć w internecie ;)

Notatki Keep – aplikacja ze stajni Google. Kto nie lubi giganta, nie musi używać. Ja wychodzę z założenia, że ma on ciekawsze rzeczy do roboty, niż podglądanie moich notatek. Keep lubię za synchronizację. Tworzę notatki w komputerze i już po kilku sekundach mam je na telefonie. I odwrotnie.

Pocket – lepszy niż zakładki. Ta aplikacja co prawda wymaga założenia konta, żeby wszystko się ładnie synchronizowało, ale i tak ją lubię. Odkryłam, że mądre artykuły wolę czytać w telefonie ;) Pocket wymaga wtyczki do Chrome (nie wiem, jak jest na innych przeglądarkach), korzystanie z niego jest niezwykle proste. Jeśli znajdziemy coś, co chcemy przeczytać później, wystarczy kliknąć „Dodaj do Pocket”. Później można spokojnie przeczytać artykuł na telefonie – bez reklam, wyskakujących okienek, dźwięku, który bierze się nie wiadomo skąd, i innych nie zawsze mile widzianych niespodzianek. Korzystam z Pocket głównie przy pracy. Zdecydowanie łatwiej mi się skupić, czytając na smartfonie.

Lithum – czytnik e-booków. Skoro przy czytaniu jesteśmy, to pora na Lithum. Co prawda znawcy twierdzą, że lepiej kupić prawdziwy czytnik, niż korzystać z aplikacji, ale ja czytam e-booki baaaardzo sporadycznie, więc takie rozwiązanie jest dla mnie najlepsze. Lithum lubię za wygodę obsługi i możliwość ustawienia kolorów sepii, co znacznie oszczędza moje zbolałe oczy.

MoBiLET – dla tych, co nie potrzebują biletów miesięcznych. Kto miał niemiłą przyjemność poruszać się komunikacją po obcym mieście, ten wie, jak to wygląda. Gdzie kupić bilet, za ile, jak skasować i czy w ogóle trzeba? Korzystam z tej aplikacji w Warszawie i Trójmieście, ale można też w innych miastach, jest ich całkiem sporo. Zasada działania jest prosta – ładujemy konto, po czym „kupujemy” bilet w telefonie. W czasie kontroli trzeba pokazać kod QR. Aplikacja umożliwia też płatne parkowanie oraz kupno biletu na pociąg, ale tylko kilku przewodników. W ogóle tego typu apek jest dużo, warto poszukać tej, która obsługuje interesujące nas miasta i linie kolejowe. Ja mam jeszcze mPay, bo obsługuje Koleje Mazowieckie, ale nie przepadam za nią, jest mało intuicyjna.

Pogoda&Radar. Moja ulubiona prognoza pogody, która pozwala podglądać przesuwanie się chmur i opadów w czasie rzeczywistym. Prognozy też ma całkiem przyzwoite, te na najbliższe godziny sprawdzają się bardzo dobrze. Czym dalej, tym trudniej, ale to normalne. Natomiast co do godzin – kiedyś „wywróżyłam” mężowi, że jak wysiądzie z pociągu i będzie szedł do domu, to akurat będzie pół godziny przerwy w deszczu, bo w ogóle lało. Miałam rację. A raczej aplikacja miała rację ;)

VLC – prosty odtwarzacz multimediów. Prosty i skuteczny, chciałoby się dodać. Próbowałam kilku i dźwięk z tego najbardziej mi przypadł do gustu. Wbudowany korektor graficzny też jest „z górnej półki”, ma całkiem sporo szablonów. Aplikacja czytelna, aczkolwiek może za bardzo pomarańczowa, ale słuchaniu muzyki to nie przeszkadza. Działa w tle.

KDE Connect – proste przesyłanie plików z telefonu na komputer i odwrotnie. Wymaga zainstalowania odpowiedniej aplikacji w komputerze. Wygodne, jeśli komputer nie ma modułu Bluetooth. Warunek jest taki, że oba urządzenia muszą pracować na tym samym WiFi. Aplikacja zatrzymuje odtwarzanie multimediów na komputerze, gdy dzwoni telefon. Drobiazg, ale przydatny. KDE Connect jest stworzone na system Linux ze środowiskiem graficznym KDE (ponoć działa też na Gnome, ale nie sprawdzałam, nie gwarantuję), ale jestem pewna, że da się coś takiego znaleźć i na inne systemy.

 

Dla uniknięcia jakichkolwiek podejrzeń wyjaśniam: lista jest całkowicie subiektywna i nikt mi za żadną reklamę nie zapłacił. Polecam za darmo i od serca.  

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close