3 miesiące z Legimi – jak to działa? Ile kosztuje? Moje wnioski

3 miesiące z Legimi – jak to działa? Ile kosztuje? Moje wnioski


Agnieszka Jelinek

5 marca 2018

Lubisz czytać książki, ale nie masz na nie miejsca w domu? Może niekoniecznie chcesz kupować książki, bo nie wiadomo, czy ci się spodobają? A gdyby tak przejść na ebooki i audiobooki? Co o tym myślisz?

Trochę ponad rok temu dostałam w prezencie czytnik ebooków Kindle, bo mój mąż nie mógł już patrzeć, jak się męczę i czytam książki na telefonie. Zakochałam się w nim od razu. Początkowy szał trwał krótki czas. W pewnym momencie stanęłam przed koniecznością zakupu ebooka. Od razu przyznam, że nie mam czasu szukać i szperać po różnych stronach w poszukiwaniu promocji. Kupiłam może ze dwa razy i niestety tytuły były nietrafione. Wściekałam się na siebie za wydaną kasę.

Wtedy na mojej drodze stanęła aplikacja Legimi, która w swojej internetowej bibliotece zawiera ponad 25 tysięcy tytułów ebooków i audiobooków. Ponadto aplikacja ma wersję na chyba każde możliwe urządzenie, jak komórka, komputer, czy tablet. Działa zarówno na systemie iOS, Android, Windows Phone czy Windows. Od kilku miesięcy jest także kompatybilna z czytnikami Kindle.

Na czym polega to całe Legimi? To nic innego jak jedna wielka internetowa biblioteka, z której śmiało można korzystać w ramach dostępnych opcji abonamentowych (od ok. 7 zł do 45 zł). Na początku warto spróbować przetestować przez tydzień za darmo, a później albo złapiesz bakcyla, albo nie. Dobrym rozwiązaniem jest także możliwość wykupienia dostępu tylko na jeden miesiąc, a nie od razu deklarowanie się na cały rok. Ponadto, co odkryłam niedawno, na swoim koncie zgarnia się dodatkowo punkty, które można wykorzystać na zakup jakiegoś konkretnego tytułu. Bo muszę dodać, że w momencie, gdy skończy ci się abonament, ściągnięte książki, nawet jeśli są na Kindle, czy w telefonie, nie dadzą się już otworzyć, więc czasem warto mieć “tę” wybraną książkę dla siebie.

W ramach najwyższego abonamentu miałam nieograniczony dostęp do ebooków, audiobooków, które dowolnie mogłam słuchać lub czytać na telefonie, tablecie.  W opcji abonamentu mogłam korzystać z czterech urządzeń, więc przetestowałam tę bazę nie tylko ja, ale i mój szanowny małżonek, który wtrąci później kilka słów od siebie. Ponadto mogłam wypożyczyć dodatkowo do 10 książek miesięcznie na czytniki Kindle

Początkowo myślałam, że 10 ebooków na Kindle w miesiącu, to za mało. Jednak czas zweryfikował moje plany. Najczęściej czytam w drodze do  i z pracy oraz wieczorami, gdy domownicy już śpią. Chyba tylko na przełomie grudnia  i stycznia pochłonęłam 8 książek. Książki pobrane na “półkę” można przesłać na czytnik po jego podłączeniu kablem usb do komputera, na którym zainstalowana jest aplikacja Legimi.  Niestety tylko książki zakupione w Legimi można przesłać mailem na czytnik. Może w przyszłości to się zmieni. Czas pokaże.

Początki korzystania z programu nie były dla mnie najłatwiejsze, ale z biegiem czasu okazuje się, że obsługa aplikacji jest funkcjonalna i prosta. Miałam też dość spory problem z pierwszym pobranym z Legimi ebookiem na Kindle, który często się zawieszał i konieczne było restartowanie całego urządzenia, co niestety było uciążliwe. Pomogło dopiero usunięcie książki z czytnika i ponowne wgranie jej. Trudno powiedzieć, czy to wina danej książki, czy urządzenia.

Przez ostatnie trzy miesiące pochłonęłam łącznie 15 książek. Wśród nich znalazły się najnowsze powieści Steve’a Berry’ego (Stan zagrożenia, Czternasta kolonia), ale sięgnęłam także po wcześniej nie znanych mi autorów jak Piotr C. i jego dwie książki Pokolenie IKEA i Pokolenia IKEA.Kobiety. Ponadto sięgnęłam po książki Alex Kavy, czy Guillaume Musso i wiem, że chcę więcej.

Zatem, czy do dobry pomysł zainwestować w taką formę wypożyczania książek?

Zanim się zdecydujesz, warto przejrzeć dostępne tytuły pod kątem zainteresowań, bo dla jednych wybór będzie wystarczający, a dla innych nie.

Plusy

  • Największym dla mnie plusem jest fakt, że nie muszę zapisywać się w bibliotece na najnowsze książki i czekać na swoją turę. W Legimi mam od razu dostęp do nowości i tysiąca innych tytułów. Dzięki takiej internetowej wypożyczalni nie tracę czasu na przejście do biblioteki – bo niestety nie jest mi po drodze. 
  • Kolejnym plusem jest także oszczędność – masz do wyboru kilka opcji abonamentu, więc dostosowujesz je pod siebie.
  • Dużym plusem jest to, że czytasz LEGALNIE!

Minusy

  • Dużym minusem jest czytelność strony – czasem trudno się połapać, czy książka jest na Kindle i zdarzyło mi się z uporem maniaka ściągać jedną książkę, aż nawet pisałam w tej sprawie do techników.
  • Pozostając przy stronie www, fajna byłaby opcja sortowania książek, np. po dacie dodania nowych pozycji do serwisu.
  • Niestety,  niektóre książki nie są dostępne w abonamencie, trzeba dodatkowo za nie zapłacić, ale tutaj można skorzystać z punktów, które się zbiera.

Mały bonus na koniec

Na zakończenie mam dla Ciebie jeszcze kilka słów od mojego męża, któremu oddaję głos:

Gdy po raz pierwszy zainstalowałem program Legimi na swoim telefonie (Huawei p8) miałem sporo kłopotów technicznych. Zwykle sprowadzały się do zbyt małej pamięci, która szybko zapełniała się dużą ilością czytanych i słuchanych przeze mnie książek. Tak stałem się audiobookoholikiem – jeśli taka przypadłość istnieje. Słuchałem i słuchałem. Po skończeniu pierwszych pięciu tomów Evana Currie (Odyssey one) wypożyczyłem  następne (Hayden War), potem następne… i następne. W ciągu trzech miesięcy przeczytałem i przesłuchałem wszystkie książki trzech autorów. Teraz muszę zgłosić protest – skończył mi się abonament, a ja chcę więcej!

To jest bardzo uzależniające. Chodziłem do pracy słuchając książki science fiction, odrywając się od pracy wkładałem słuchawki do uszu, by odpłynąć przy głosie lektora wciągającego mnie w fabułę książki, gdzie główną bohaterką była dziewczyna…

I skończyło się. To niesprawiedliwe. Uważam, że takie rzeczy powinny być dla wszystkich, powszechnie dostępne. Jeśli mamy wspierać czytelnictwo w Polsce, to to jest najlepsza forma.

Więcej Legimi. Legimi dla ludu. Legimi limity bez granic. Tak będą wyglądać moje transparenty, gdy dowiem się o takiej manifestacji.

Po dwóch tygodniach bez abonamentu, bez audiobooków, nowych książek zdecydowaliśmy się na kolejny miesiąc. To jest już uzależnienie, ale siedzimy w tym razem, czego i Tobie życzę.

Wpis powstał we współpracy z Legimi.pl

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Uwielbiam książki w wydaniu tradycyjnym, ale ostatnio Szkodniki poszukują lektur do szkoły. Niektóre lektury naprawdę trudno zdobyć. Możesz mi powiedzieć jak z ofertą lektur na Legimi, dla podstawówki oczywiście :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Dziecko w szpitalu? Rodzicu sprawdź, jakie masz prawa

Dziecko w szpitalu? Rodzicu sprawdź, jakie masz prawa


Mirella

2 marca 2018

Szpitale dziecięce niestety nie świecą pustkami. Dzieci trafiają do nich codziennie. Wraz z dziećmi w szpitalu pojawiają się rodzice lub opiekunowie i… no właśnie. Tak naprawdę nie do końca znają swoje prawa i nie zawsze potrafią je wyegzekwować.

Pobyt rodziców w szpitalu z chorym dzieckiem jest regulowany prawami pacjenta i Europejską Kartą Praw Dziecka. Zgodnie z nimi chore dziecko ma prawo do opieki i pielęgnacji przez osoby najbliższe. Prawo to może być realizowane przez całą dobę. I na tym w zasadzie pewniki się kończą.

Kto może przebywać z dzieckiem w szpitalu?

Nigdzie nie jest określone, ile osób może przebywać z dzieckiem w szpitalu. I wbrew pozorom tu nie działa zasada, że co nie jest zabronione, jest dozwolone. Nietrudno sobie wyobrazić, co by było, gdyby przy łóżku każdego dziecka czuwało jednocześnie kilka osób. Nie tylko sparaliżowałoby to pracę personelu medycznego, o komforcie małych pacjentów także nie mogłoby być mowy. Dlatego szpitale regulują te sprawy wewnętrznymi rozporządzeniami. Na ogół w dzień z dzieckiem mogą być oboje rodzice, w nocy jedno z nich. Zamiast rodziców przy dziecku mogą czuwać osoby przez nich wskazane lub inni opiekunowie prawni.

Warto wiedzieć, że rodzice mają prawo być obecni także przy badaniach i zabiegach, które nie wymagają sterylnych warunków. W praktyce: rodzic może być obecny przy pobieraniu krwi, ale już przy operacji chirurgicznej nie.

Na co mogą liczyć rodzice?

Najkrócej rzecz ujmując: na nic. Szpital ma obowiązek umożliwić rodzicom pobyt z dzieckiem na oddziale, ale nie jest jasno określone, na czym to umożliwienie ma polegać. Stąd w różnych szpitalach wygląda to bardzo odmiennie. W jednym na rodziców czekają wygodne łóżka, w drugim trzeba się zadowolić postawionym przy łóżeczku dziecka krześle. Szpital nie ma obowiązku zapewniać miejsc do spania dla rodziców. Warto o tym wiedzieć i nie próbować walczyć z wiatrakami. Ponadto szpital ma prawo do pobierania opłat za pobyt rodziców na oddziale (wyjątkiem są matki karmiące na oddziałach noworodkowych). Na ogół nie są to duże kwoty i mają za zadanie pokrycie kosztów wody i prądu. Rodzic w szpitalu nie może liczyć na wyżywienie.

Komunikacja na linii szpital – rodzice

To jest prawdopodobnie powód, dla którego rodzice nie są na oddziale mile widziani. Nie wszędzie oczywiście, ale z doniesień medialnych wiem, że zdarza się to i to wcale nie tak rzadko. Otóż rodzice mają prawo do rzetelnej informacji medycznej. Czyli po polsku mówiąc: mają prawo zadawać pytania przy każdej okazji i bez okazji. Lekarz ma obowiązek wyjaśnić, na czym polega choroba dziecka i dlaczego stosuje takie, a nie inne leczenie. Pielęgniarka nie ma prawa odmówić odpowiedzi na pytanie, jaki zabieg w danej chwili wykonuje, czy jakie lekarstwo podaje. Na każdy zabieg i podanie lekarstwa rodzice powinni wyrazić zgodę. Wyjątkiem są sytuacje bezpośrednio zagrażające życiu dziecka.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Chciałam tylko nieśmiało przypomnieć, że rodzice mają również w szpitalu obowiązki… I przyniesienie na patologię noworodka przypadek nr 1 GRYPY przypadek nr 2 ZAPALENIA PŁUC, przypadek nr 3 ROTA WIRUSA jest skrajną nieodpowiedzialnoscią i prawo do pobytu z dzieckiem tego nie tłumaczy…

    1. Oczywiście masz rację. W sumie to jest tak oczywiste, że nawet nie przyszło mi do głowy podkreślać, że tylko zdrowy rodzić ma prawo przebywać na oddziale…

    2. Niestety to nie jest oczywiste… I w ogóle dla ludzi nie jest oczywiste, że jak się jest chorym to nie zakłada się wizyt w szpitalu znajomy….
      I tak samo na czas reanimacji swojego czy cudzego dziecka rodzić ma obowiązek opusici salę A nie awanturować się, że ma prawo przebywać z dzieckiem…
      To takie kwiatki ode mnie z pracy…

    3. A tak z ciekawości, o co chodzi z tą reanimacją? Tzn. czemu rodzic ma wyjść?

    4. Bo po pierwsze to nie widok… A po drugie przeszkadza i zabiera miejsce… personel nie może odbija się od stojącego rodzica jak musi przejść po coś, wziąć leki czy sprzęt przyciągnąć…

    5. Oki, rozumiem, trudne ale do zaakceptowania.

    6. Przeciez przy kazdej „ceremonii” przyjecia na oddzial rodzic czy osoba odpowiedzialna podpisuje zgode na leczenie wiec jesli w Polsce wymagana jest jeszcze zgoda „detaliczna” to jest to prosze szanownego kolezenstwa „letkie” przegiecie.

    7. Wiesz, jak trafiłam z Duśką na SOR to pani doktor przepisała antybiotyk, którego moje dziecko nie może przyjmować i ja to zgłosiłam. Ot, takie przeoczenie. Więc może jednak lepiej, jak za każdym razem zapytają, czy mogą podać konkretny lek?

    8. U mnie w Klinice absolutnie na wszystko pacjent podpisuje osobne zgody…

    9. W roli mamy – wrolimamy.pl U mnie w ormulazu podpisywanym przy przyjeciu jest wyszczegolnionych kilka sytuacji, miedzy innymi kwestia alergii. Dooobrze, przyjmijmy, ze jest to „osobniczo zmienne” :P – co kraj to…

    10. Ja też wypisywałam leki na które dziecko jest uczulone, po prostu nikt do tego nie zajrzał :(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

8 przejawów łamania praw rodzica przez dzieci ;) Śmiało dorzucajcie własne!

8 przejawów łamania praw rodzica przez dzieci ;) Śmiało dorzucajcie własne!


Żaklina Kańczucka

1 marca 2018

Tyle się mówi o tym, że na całym świecie łamane są prawa dziecka. I słusznie, bo nadal zbyt wiele jest przypadków małych dziecięcych trosk i nieszczęść, nad którymi nie można przejść obojętnie. Ale są takie momenty w życiu, że to nie prawa dziecka są naginane i łamane. Cierpimy także my, rodzice, torturowani za dnia i w nocy. Bez ustanku i bez litości. Pozwólcie, że przytoczę kilka bolesnych przykładów.

1.Jesteśmy pozbawieni prawa do snu

Chyba nie jesteście zdziwieni? Ja od przeszło 7 lat nie przespałam jednej całej nocy. Co 3 lata rodziłam kolejne dziecko, tak więc mam sporo nocek w plecy, choć staram się nie dramatyzować zanadto i np. przysypiam na siedząco przy pracy na kompie ;)

2. Zakłóca się nasz samotny odpoczynek bez pytania, czy mamy ochotę na towarzystwo

Klasyka. Aż mnie trzęsie, gdy zasiadam z arcyciekawą książką i jeszcze ciepłą (?!) kawą w ręku, zanurzam się w fabule, a nad uchem zaczyna mi brzęczeć jak nie jeden, to drugi, jak nie drugi, to trzeci. Jak nie trzeci, to znów pierwszy i w dodatku każdy z czym innym.

3. Odbiera się nam prawo do ciepłej kawy i herbaty

Do czego? Nie znam, nie pamiętam z praktyki. Piję zimne zlewki, często też z tego, co zostanie w kubku męża. Jestem wstrętnym uzależniuchem i piję tyle zimnej kawy, że zaczęłam do niej dorzucać kostki lodu, sama siebie okłamując, że przecież lubię kawę mrożoną!

4. Narzuca się nam konieczność wypełniania stu milionów obowiązków. Za darmo!

To jest praca przymusowa pod wezwaniem pracy dobroczynnej, wręcz wolontariatu na rzecz małoletnich. Robię, bo lubię? Aj tam. Robię bo muszę, w dodatku za frajer i bez sensu. Przykład prosty – wieczorem cisnę po domu z mopem, aby rano pochylać się nad klejącą się plamą soku na podłodze. No i komu to wszystko? Taaak, wszystko dla dzieci…

5. Zakłóca się nam prawo do niezmąconej posiadówki w kibelku

Nie wiem, czy to nie powinien być nr 1? Zamykam za sobą drzwi, a następnie oczy, opieram ciężką głowę o ścianę i słyszę skrobanie w drzwi, przerywane szarpaniem klamki, ewentualnie wpychaniem palców dzieci do otworów wentylacyjnych w drzwiach. Dobrze, że jem dużo błonnika, inaczej w życiu bym się nie wy****a ;)

6. Wyjada się nasze śniadania, obiady i kolacje. O ile mamy w ogóle czas je zrobić

Jestem szczęśliwa, gdy uda mi się zrobić coś do żarcia specjalnie dla mnie. Najlepiej niezdrowego. Wtedy najczęściej jem w kuchni, w biegu, żeby ONI mnie nie zauważyli (to dotyczy również wyjadania słodyczy z ich szafki:). Bo jak zauważą, zaczyna się – “a co masz”, “a dasz?”. Nosz kurde, dam, bo jak inaczej! A że sama nie zjem… Nic dziwnego, że ważę 54 kg. Najczęściej dojadam po dzieciach. Dziś np. pozbierałam ich kanapki z talerzy po kolacji. Trochę poprzysychały, a że matka nie marnuje, obtoczyłam je w jajku, usmażyłam i zjadłam to coś na kolację. Zjadłam nie tylko cały, ale i ciepły posiłek. Robię postępy ;)

7. Zabiera się nam wiadomości kosztem durnych bajek na kanałach dla dzieci

Wiadomości? Czytam je na Pudelku albo jak mi się na fejsie TVN 24 o oczy obije. Czuję się wyróżniona, gdy moje dzieci przerzucają się pilotem i któryś nagle rzuca w eter – włączmy mamie na 6 (tam mam swoje tefałeny). Praktycznie wcale już nie oglądam TV, ale też nie tęsknię za nim i nie płaczę.

8. Odbiera się nam ciało i urodę. A już na pewno funduje mocny uszczerbek na zdrowiu psychicznym

Ekhmmm…. Chciałam to mam. Ucieka mi czas, “ucieka” też moje dawne ciało. Niech każda z nas po sobie spojrzy i dokona samodzielnego rachunku zysków i strat.

Myślę, że to nie wszystkie przejawy łamania praw człowieka na rodzicach przez ich potomstwo. Jak nic jest tego więcej. Ale rachunek pięknie się zgadza. Ten kto ma dzieci, zawsze wyjdzie na plus. Najważniejsze zawiera się w słowie MAMA i TATA :) Życzę każdemu takiej niewoli.

Kiedyś to my poużywamy sobie kosztem naszych dzieci ;)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zgadzam się w 100%z tym co napisałaś moja kawa od 11 jeszcze stoi i czeka na mnie
    Dorzucam jeszcze że jak planuje wyjście sama dla siebie to moje dzieci to wyczuwają i chorują po co matka ma mieć chwilę oddechu
    Kiedy ostatni raz byłam w kinie nie na filmie dla dzieci nie pamiętam a kiedy pójdę też nie wiem bo oni ciągle mają filmy które chcą zobaczyć z rodzicem

  2. Odbiera się prawo do spokojnego prysznicu :p

  3. incucinaconcarla

    Dziękuję Żaklina Kańczucka! :* Bardzo się cieszę! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Mróz za oknem i wiosna w sercu. O tym, jak zaprosić wiosnę

Mróz za oknem i wiosna w sercu. O tym, jak zaprosić wiosnę


Basia Heppa-Chudy

27 lutego 2018

Przychodzi taki moment, że nawet największy wielbiciel zimy, ma jej już po dziurki w nosie i wypatruje pierwszych oznak wiosny. U mnie taki stan pojawia się zawsze w okolicy moich urodzin, które przypadają na koniec lutego. Od tego momentu nie tylko tęsknie wyczekuję, ale i wychodzę wiośnie naprzeciw. A jak? Gramolę się spod ciepłego koca, przeciągam i zapraszam wiosnę do… swojego wnętrza.

Zaczynam od wiosennych kwiatów – moje ulubione prymulki i hiacynty można już kupić niemal wszędzie, a wybór jest ogromny. Kosztują niewiele, a włożone do ładnych doniczek, słoików, czy wiklinowych koszyków tworzą piękne kompozycje i cieszą oko żywymi kolorami.

Podpowiem – by kwitły jak najdłużej, wybieram im chłodne, niezbyt nasłonecznione miejsca, koniecznie z dala od kaloryfera. Ważne jest również, by ich nie przesuszyć, pilnuję by ziemia w doniczce była wilgotna.

Zmęczona zimową szarością i burym krajobrazem, wprowadzam do domu pozytywną energię kolorami. Przywołuję wiosenny nastrój za pomocą zielonych, żółtych, pastelowych, różowych dodatków – barw, które już wkrótce pojawią się też za oknem. Dekoracje i tekstylia robią całą robotę – poduchy, zasłony, podkładki, świece, wazony, pudełka na drobiazgi…

Czas też na odmianę sypialni, czyli wybieram pościel w pastelowych kolorach, lub w wiosenne motywy. Zmiana pościeli sprawia, że łatwiej wybudzić się z zimowego letargu.

Im więcej słońca zagląda przez okna, tym bardziej demaskuje zaniedbane zakamarki w domu i odkrywa brudne szyby. Ale to nie jest jeszcze dobry moment na mycie okien. Poczekam jeszcze na bardziej sprzyjające temperatury. Za to zabieram się za porządki w szafkach, szufladkach i kątach. Czyszczę wszystkie lustra i puszczam w nich do siebie oko, bo akurat mi bardzo poprawia nastrój uporządkowane i czyste wnętrze.

Chciałabym żeby na Was też, miały wpływ te różne (choć wcale nie muszą być takie same) drobne zmiany, a widok kwitnących żonkili (nawet jeśli tylko na poduszce) podziałał pozytywnie na Wasze zmysły.

To jak będzie? Zrobicie miejsce kwiatom, kolorom i cieplejszym nie tylko dniom, ale przede wszystkim myślom?

Zdjęcia: Basia Heppa-Chudy

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nie jestem matką (jeszcze), ale jestem nauczycielem i mam do ogarnięcia ponad 10 dzieci od poniedziałku do piątku po 8 godzin dziennie. Wiadomo jest inaczej, bo jestem obcą osobą i nie muszę zajmować się dziećmi 24h na dobę. Ale pamiętam jeszcze swoje dzieciństwo i często wypytuję moją mamę o niektóre szczegóły. Moja mama nie pracowała i w pełni poświęciła się nam. Już w wieku 25lat miała 3 dzieci. Tata pracował całymi dniami więc praktycznie wychowała nas sama. Ale nie było mowy o takich zachowaniach jakie zostały przez Panią wymienione. U mnie w domu panowały ZASADY.Ściśle określone, nieodwoływalne, wręcz święte. Moja mama była dość surowa, ale żadnemu z nas nie zrobiła tym krzywdy. Była konsekwentna – jeśli podjęła jakąś decyzję to przy niej przystawała i nie było dyskusji. Od najmłodszych lat mieliśmy obowiązki i pomagaliśmy mamie w codziennych pracach. Nie widziałam jeszcze żeby piła zimną kawę, jadła resztki po nas, czy nie miała chwili na toaletę. Nie wiem może to kwestia innych czasów i podejścia do dzieci …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku