Co zabrać na wycieczkę rowerową?


Planujesz wycieczkę rowerową i zastanawiasz się co na nią zabrać, poza oczywistym, czyli rowerem?
Poniżej przedstawiam moją osobistą, podstawową listę, którą stworzyłam na własne potrzeby, tj. na jednodniowe przejażdżki, średnio (+/-) dwudziestokilometrowe, z rodziną (2+1), poza miastem.

  1. Na wypadek awarii:
    – dętka + łyżeczki do opony + klucz do zdejmowania koła,
    – łatki,
    – pompka.
  1. W co się ubrać…
    Z jednej strony, strój nie ma znaczenia, na rowerze można jeździć właściwie we wszystkim, byle było wygodne i nie krępowało ruchów.
    Z drugiej strony, polecam jednak inwestycję w odzież termoaktywną, która doskonale odprowadza wilgoć (pot) na zewnątrz, dzięki czemu skóra pozostaje sucha, nawet podczas intensywnego wysiłku, ponadto chroni przed utratą ciepła – w chłodnie dni (wczesną wiosną, późną jesienią), a także odbiera nadmiar ciepła – w gorące dni (latem), co zapobiega przegrzaniu organizmu.

Dodatkowo:
– na wypadek zmiany pogody, warto spakować ciepłe i przeciwdeszczowe okrycie,
– czapkę z daszkiem / kask (!),
– okulary przeciwsłoneczne – ochronią Twoje oczy nie tylko przed szkodliwym promieniowaniem UV, ale również przed wiatrem i owadami.

  1. Prowiant:
    – woda lub napój izotoniczny,
    – czekolada/batonik,
    – kanapki.
  1. Apteczka:
    – preparat do dezynfekcji ran,
    – gaziki,
    – bandaż,
    – plastry,
    – krem przeciwsłoneczny,
    – preparat na komary,
    – pomadka lub krem nawilżający do ust,
    – tabletki przeciwbólowe,
    – witaminy/minerały (by uzupełnić ich niedobory, utracone wraz z potem),
    – maść rozgrzewająca (na zmęczone mięśnie lub problemy ze stawami).
  1. Dodatkowo:
    – telefon,
    – mały ręcznik i/lub chusteczki nawilżane (przydadzą się do wycierania rąk, buzi, etc.),
    – mapa,
    – koc (jeśli zechcesz zrobić przystanek na mały piknik),
    – termos z ciepłym napojem, np. herbatą (jeśli podróżujesz w chłodniejsze dni i/lub z dziećmi).

Ponadto, udając się na jakąkolwiek wycieczkę rowerową koniecznie pamiętaj o:
– dobrym oświetleniu swojego jednośladu,
– oraz o odblaskach lub kamizelce, by być widocznym na drodze!


Jeśli uważasz, że zapomniałam o czymś istotnym lub przydatnym, napisz proszę w komentarzu, z góry dzięki!
Szerokości!

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Milena kamińska

    Oczywiście trzeba zabrać ze sobą dobry humor. Ja dorzucilabym telefon, woreczek na śmieci, papier toaletowy, portfel. Poza tym mam taką zasadę którą nauczyli mnie moi rodzice że gdy się gdzieś wybieramy mówimy o tym najbliższym.

    1. Zdecydowanie masz rację!

  2. Aparat fotograficzny :)

    1. Jeśli ktoś nie ma lub nie używa w swoim telefonie to owszem.. ;)

  3. Nikt na całym świecie nie używa już wody utlenionej. Badania dowodzą, że nie jest to dobry środek do odkazania, poza tym szczypie. Zdecydowanie zamiast wody utlenionej octanisept.

    1. A właśnie, że nie “nikt”, bo ja używam! ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Gdy kobieta zamiast bawić wnuki, rodzi dzieci…


Długo myślałam, czy w ogóle mam prawo wypowiadać się w kwestii cudzych decyzji odnośnie macierzyństwa. Każda z nas ma własne sumienie, zgodnie z którym postępuje. Niestety nie każda ma też rozum, z którego korzysta.

Poczułam głębokie oburzenie, gdy w wiadomościach zobaczyłam newsa o starszej kobiecie, która przedwcześnie urodziła dzieci. 65 letnia Niemka, urodziła w 26 tc. czworaczki, trzech chłopców i dziewczynkę… Biedne, małe kruszynki, które już na starcie mają trudniej, bo sprowadziła je na świat bezmyślna, starsza pani. W Niemczech nie ma zgody na in vitro u kobiet w takim wieku, więc aby spełnić swą egoistyczną zachciankę, w ciążę zaszła ona na Ukrainie, omijając niemieckie przepisy.

Dla mnie zupełnie niepojęte jest to, że mając swoje dzieci (łącznie ma ich 17), które w większości rodziła, gdy zegar biologiczny jeszcze na to pozwalał, zrobiła coś takiego. To niemoralne, że w ten sposób można realizować chore pomysły swoje i 10 – letniej córki, która zażyczyła sobie mieć młodsze rodzeństwo. Zdecydowanie macierzyństwo po 60 – tce nie jest czymś normalnym. To czas na bycie babcią, a nie kobietą ciężarną. Ja nie każę tym wszystkim lekko starszym paniom, siadać z drutami w fotelu, ale na litość boską, zachodzenie w ciążę?

Psa niech sobie kupią, królika, kota, ale nie pakiet in vitro. Nie uwierzę, że można podejmować takie decyzje i ryzyko, z myślą o dzieciach. Zabawiła się ona w Pana Boga, fundując dzieciom stan zagrażający ich życiu – narodziny w 26 tc. to skrajne wcześniactwo. To niełatwa walka o życie i zdrowie dziecka, a co dopiero całej czwórki, której waga wynosiła w momencie narodzin od 655 do 960 gramów. Jeśli przeżyją, jeśli będą zdrowe, to czy będą miały normalne życie u boku mamy-babci? Ile wspólnego czasu im zostało, 10 – 20lat ??? Czy jako nastolatki nie będą zmuszone prowadzić tej kobiety przy balkoniku, lub co gorsza zmieniać jej pampersy, gdy zniedołężnieje? Czy dzieci zamiast wpadać z rodzinami na obiad do mamy, będą płakać nad jej trumną? Napiszę to krótko – dla mnie taka sytuacja to głupota i patologia!

Jeśli chodzi o in vitro, to tak potężnie odpowiedzialna decyzja, że jej podjęcie powinno być ostro określane i wspierane przez prawo. Własne sumienie, zasobne konto i fanaberia egoistki, jedynie w ułamku powinny wpływać na możliwość planowania przez kobiety powyżej 50 r.ż. potomstwa. Mam nadzieję, że taki przypadek nigdy nie stanie się uznawaną przez prawo i społeczeństwo normą!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Podpisuję się pod tym w 100%!

  2. W pełni zgadzam się z Zaklina. Pluszaka trzeba było Córeczce kupić bo nawet szczeniak nie może być podarować w ramach zachcianki. Kompletny brak odpowiedzialności.

  3. Wg mnie nie ma sztywnej granicy ale trzeba trochę rozsądku odpowiedzialności

  4. W tym przypadku dużo lepszym rozwiązaniem byłaby adopcja, jak już koniecznie musiała mieć jeszcze małe dzieci.

  5. a potem co z tymi dziecmi jak się ta Pani za 10 lat zawinie? np tez dlatego ze przez ciaze podupadła na zdrowiu . Nie ma sie co oszukiwac ,kazda ciąża zabiera kobiecie zdrowie

  6. Co to nas obchodzi? Polska kraj zaludniowy istotami – specjalizacji wtykanie nosa w cudze sprawy …

  7. Merzyństwo za wszelko cenę, jestem za in vitro…ale wszystko ma swoje granice ….Uważam, że dzieci po 40 -ce to wyzwanie …ale po 50-ce to już nie godzi się ze mną …Mam 53 lata , jestem szcześliwą babcią 4 wnuczat i tak powinno być..

  8. Dla mnie to jest wbrew naturze. Dzieciom nikt nie dal prawa wyboru ale czu wy chcielibyscie w wieku 10 lat matkę ponad 70- letnia i perspektywę pogrzebu ??? To jet trauma dla dzieci czy ona pomyślała co będzie dalej. Ona się teraz na cieszy dziećmi a czy dzieci będą miały szanse się nacieszyc matką?

  9. jestem przed 30, już teraz obawiam się, że mój czas na kolejne dziecko już powoli dobiega końca- jeśli nie biologicznie to mentalnie. Po skończeniu 35lat na pewno nie zdecydowałabym sie na ciążę, to moje (bardzo już naciągnięta) górna granica wieku.

  10. Każda z nas może umrzeć w dowolnym momencie nie zależnie od wieku więc ten argument do mnie nie przemawia…

    1. Nie przemawia? a to że kobieta po 60-tce w normalnych warunkach umrze wcześniej niż kobieta po 30-stce?

    2. A jaką masz pewność, że nie wpadniesz jutro pod auto? Albo, że w nocy nie będziesz miała zawału?

    3. A kobieta po 60tce ma większąszansęna przeżycie zawału niżTy…

    4. O matko ale chyba logiczne jest ze statystycznie kobieta będąca w wieku mojej babci ma większe szanse na wcześniejsza śmierć niż moja mama. No sorki ale jak ktoś inaczej uważa to staje okoniem naturze

  11. Wszyscy wynosili na piedestał Agatę Mróz, że mimo nowotworu zdecydowała się na ciążę… ona też świadomie osierociła dziecko. W czym kobieta po 60tce jest gorsza od niej?

    1. Zgadza się ale ona była już w ciąży a nie in vitro

    2. Zgadzam się!
      Ludzie zmieniają zdanie na pewne tematy tak jak im wygodnie (krytykować) – Agata Mróz była bohaterką mimo że osierociła swoje dziecko, a kobieta po 50-tce jest nieodpowiedzialna bo NARAŻA swe dziecko/i na osierocenie….

  12. moja mama zmarła w wieku 29 lat i osierociła nas trójkę (5,3,2 lata) i jakoś daliśmy radę chociaż było nam ciężko bez niej więc argument że osieroci wcześnie dzieci do mnie nie przemawia ale już ten o wieku jak najbardziej tak. Ja nie zdecydowałabym się na dziecko po 40 a co dopiero po 60.

    1. Zostając mamą w wieku lat 18-25-35 w większości ma się jeszcze rodzinę-partnera, mamę, tatę, teścia, teściową, rodzeństwo swoje czy partnera… decydując się na in vitro w wieku lat 60 nie masz rodziny swojej ani partnera(bo go po prostu nie ma domniemam) więc dziecko w razie czego zostaje zupełnie samo a przynajmniej w +-90% przypadków – taka sytuacja ;)

  13. Ja bym tak nie postąpiła. Wydaje mi się, że wiek był powodem, dlaczego kobieta pojechała bodajże na Ukrainę, aby zrobic invitro. Myślę, ze żaden normalny lekarz w Europie nie chciał sie tego podjąć…

  14. Poza tym, że jestem przeciwna in vitro to uważam, że nie mam prawa oceniać moralności ani tej matki, ani żadnej innej. Patrząc z boku widzę głupotę, ale nie znam powodów takiej a nie innej decyzji.

    Człowiek jest istotą ułomną i popełnia różne błędy, oczywiście konsekwencje tych błędów często spadają na innych, ale nadal każdy ma prawo te błędy popełniać.

    1. Wybacz, że zapytam, w końcu każdy ma prawo do własnego zdania, ale co trzeba mieć w głowie, żeby być przeciwko in vitro?

    2. Wystarczy mieć odrobinę wiedzy na czym to polega i jak przebiega.

      Można też mieć pustkę i być zwolennikiem różnych odchyleń i nazywać to tolerancją i prawem wyboru.

    3. Owszem można tez mieć trochę wiedzy i być za in vitro.

    4. W takim razie, skoro masz tak dużo wiedzy, to wyjaśnij na czym to polega. Ale tak ze szczegółami.

    5. Wiesz, ile par, kobiet byłoby nieszczęśliwych, gdyby nie to “straszne” in vitro? Łatwo powiedzieć, że jest się przeciwnym , jeśli to nie Ciebie natura pokarała brakiem możliwości posiadania potomstwa. In vitro to lekarstwo na to, co dla ludzi bywa prawdziwą życiową tragedią. Ale spoko, można być przeciwnym…

    6. Wiesz ile dzieci byłoby szczęśliwych gdyby te pary je adoptowały? Ta sama waga argumentu. Jeśli dla kogoś brak możliwości przekazania genów jest tragedią to chyba powinien się leczyć.
      Dziecko to nie towar. Nie można pójść do sklepu i kazać zapakować na wynos kilka sztuk.

    7. Adopcja a własne dziecko to są dwie różne kwestie. Jakże odległe od siebie. Rozumiem ze jedno zaadoptowalas skoro takie mądrości głosisz. Dziękuj Bogu za gen płodności bo mało widzę wiesz o życiu. Nikt nie mówi o braku możliwości przekazania genów i nie czyni z tego tragedii tylko o braku posiadania tych genów. Skoro dziecko to nie towar powstaje z miłości to dlaczego taki odłamek społeczeństwa nie może cieszyć się ta miłością? Argument przeciwko argumentowi. Pozostawmy ta kwestie w moralności indywidualnej każdej z osób. Osobiście jestem osobą wierząca i popieram in vitro.

    8. Być wierzącym i popierać sprzeczne z Biblią pomysły to tak jak być wegetarianinem i jeść mięso tylko w piątki. No chyba że wierzysz w coś zupełnie innego, ewentualnie nie bardzo wiesz w co wierzysz.

      Ja nikomu nie narzucam mojej moralności. Gen płodności? Tego jeszcze nie słyszałam. Możesz mi wyjaśnić różnicę między dzieckiem, które wychowuję chociaż urodziła je inna kobieta a tym, które urodzę i wychowuję? A gen płodności to jakaś farsa.
      Znam kilkoro dzieci adoptowanych, niektórzy rodzice mogli mieć własne, niektórzy nie mogli, ale nie dostrzegam różnicy między adoptowanymi a urodzonymi przez matkę.

      Właśnie traktujecie niepłodność jak życiową tragedię, bo przecież jak to tak nie mieć WŁASNEGO dziecka, A dzieci nie są własnością rodziców. Dzieci biorą się z seksu, który niekoniecznie wiąże się z miłością. Nie jest to dobre, ale tak jest. Zatem skoro już są powołane na świat dzieci to czemu nie obdarzyć ich miłością, tylko za wszelką cenę uparcie dążyć do przekazania własnych genów? Bo takie dziecko będzie lepsze? Bo będzie bardziej mojsze?

    9. Ojej to współczuję w takim układzie stwierdzam,że mało oczytana jesteś czego natomiast nie można powiedzieć o ciętym języku. Proponuje przejrzeć parę najnowszych publikacji i poczytać o genie regulującym płodność. Dalej dziwisz się ze coś takiego jest? No jeżeli z nauką polemizujesz to już twoja sprawa. Chyba mocno życie Cie skrzywdziło? Ja nie mówię o dzieciach z przypadków tylko o milionach kobiet które pragną być w ciąży i przeżyć ten błogosławiony stan, staram się zrozumieć ich tragedię.I na tym koniec naszej konwersacji. Myślę że nie ma co się wdawać w dalszą pyskowke. P.s bardzo Cie proszę znajdź mi w Ewangelii fragment który mówi ze in vitro jest zabronione a adopcja dozwolona…..

    10. Nauka to także wiele błędów i niepotwierdzonych teorii. Te teksty o skrzywdzeniu przez życie to zwyczajna projekcja. Naukowe pojęcie, ale pewnie znasz przy takim oczytaniu. Znacznie dłużej funkcjonujące w nauce, z którą w wielu przypadkach polemizuję, bo oczekuję, że coś będzie bezspornie potwierdzone a nie tylko ktoś wysnuje teorię.

      Zresztą wiele odkryć powstało w wyniku polemiki z nauką, przy takim oczytaniu powinnaś o tym wiedzieć.

      A Biblia to jednak trochę więcej niż Ewangelia, ba więcej niż 4 Ewangelie. Jakbyś przeczytała chociaż jedną to byś wiedziała o czym mówią Ewangelie. Przeczytaj całą Biblię ze zrozumieniem a znajdziesz tam odpowiednie fragmenty.

      Zatem Twoje oczytanie jednak nie jest tak wspaniałe jak Ci się wydaje.

      A ja nie łykam wszystkich bzdur i teorii tego świata. Mi nie wystarcza, że ktoś coś wymyśli, czekam aż mi to udowodni.

      P.S. W naukową teorię ewolucji też wierzysz? Bo to jakby kłóci z się z wiarą w Boga.

    11. Wolę wierzyć w teorię ewolucji, niż w Boga, jeśli o mnie chodzi.

    12. Nie chodzi o Ciebie, nie deklarowałaś się jako “wierząca” cokolwiek by to nie oznaczało. Możesz wierzyć w co lubisz, albo Boga nie ma i wtedy wygrałaś, albo jednak jest i wtedy czeka Cię wieczność w piekle. Ale nie zamierzam absolutnie namawiać Cię do zamiany wiary w ewolucję na wiarę w Boga.

      Ja bym nie zdecydowała się na in vitro, niezależnie od wiary, po poznaniu szczegółów tego zabiegu. Nie skreślam i nie potępiam kobiet, które się zdecydowały, każdy podejmuje decyzję w zgodzie z własnym sumieniem. Co nie zmienia faktu, że ja osobiście jestem przeciwna samemu zabiegowi. Tak samo jak aborcji, eutanazji i paru innym rzeczom.

  15. Bez przesady! Przecież każdy ma jakieś granicę, o ile ma rozum

  16. Bez przesady! Przecież każdy ma jakieś granicę, o ile ma rozum

  17. To czy urodzi mając 18 czy 60 nie ma znaczenia bo nawet taka 18tka może umrzeć zanim dziecko będzie mieć 18lat ….

    1. Zgadza się, jednak “według ostatnich dostępnych kompleksowych danych Eurostatu za 2011 rok , przeciętny Europejczyk od momentu narodzin mógł przeżyć w zdrowiu 61,8 lat, a Europejka – 62,2 lat (średnia dla całej UE).(…)W Polsce średnia długość życia w zdrowiu dla mężczyzn wynosi 59,1 lat, a dla kobiet – 63,3 lata. To odpowiednio 81,4 proc. i 78 proc. oczekiwanej długości życia.”. Poza tym chyba zgodzisz się, że prawdopodobieństwo śmierci 18latki w stosunku prawdopodobieństwa śmierci 60latki jest nieporównywalnie niższe?

    2. Taka 60 latka lepiej zajmie się dzieckiem jak połowa 18 które myślą o imprezach a nie dzieciach i zachodzą w niechcianą ciążę . A taka ciąża z in vitro jest przemyślana przez kobiety

    3. To jak wychowa jest sprawą indywidualną, nie jest to determinowane przez wiek (choć przyznaję, że im człowiek straszy tym mądrzejszy). Sedno sprawy leży tu, że może nie mieć okazji zbyt długo swojej mądrości przekazywać. Daj Boże żyć jej do 100 i dłużej :)

    4. Każdy może umrzeć w wypadku samochodowym , ktoś go może zabić , że starości wiec moim zdaniem wiek nie gra takiej roli

    5. to o czym piszesz może spotkać każdego, również 60latkę, czyli jest podwójnie “zagrożona” jeśli już mamy brać ten argument pod uwagę. Jeszcze bardziej działa to na jej niekorzyść ;)

    6. Lepiej planująca ciążę 60latka niż 18latka która zajdzie z byle kim i zostawi to dziecko lub usunie . I vitro pomaga ludziom którzy naprawdę pragną dzieci i chcą je kochać

    7. Ja nie jestem przeciw in vitro, wręcz przeciwnie – jestem jak najbardziej za. Ale to “za” nie oznacza akceptacji każdego przypadku, tu konkretnie braku granicy wieku.
      Znów generalizujesz – znam kilka kobiet dorosłych, nawet bardzo dorosłych, które usunęły ciążę żeby ich “wybryk” nie wyszedł na światło dzienne…
      Można się tak licytować i popadać w skrajności, lepiej jednak odrzucić te skrajności i skupić się na tym co jest pomiędzy i do tego stawiać granice, tworzyć zasady, normy społeczne i moralne.

  18. To czy urodzi mając 18 czy 60 nie ma znaczenia bo nawet taka 18tka może umrzeć zanim dziecko będzie mieć 18lat ….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Wewnętrzne dziecko


W głębi duszy każdy dorosły jest dzieckiem. Czasami to wewnętrzne dziecko tłumi szara rzeczywistość, bagaż doświadczeń i liczne obowiązki. Kiedyś byłam spontaniczną dziewczynką z tysiącem pomysłów na zabawę, teraz jestem bardziej opanowana i stateczna. Z upływem czasu, dorastając coraz głębiej chowałam na dnie swojej duszy dziecięcą beztroskę.

Będąc dzieckiem nie raz chciałam być już dorosła, sama o sobie decydować. Bycie dorosłym było dla mnie czymś intrygującym. Pamiętam jak zawsze w dniu urodzin odliczałam czas do osiemnastki, w przekonaniu dziecka wyznacznika dorosłości. Teraz coraz częściej wspominam ten beztroski okres i z chęcią, choć na jeden dzień zmieniłabym się z powrotem w tę małą roześmianą dziewczynkę grającą w gumę z koleżankami przed blokiem.

Dużo bym dała, by znów poczuć smak gałkowych lodów truskawkowych sprzedawanych w małym osiedlowym sklepiku, czy napić się napoju z torebki (kto pił, ten wie o czym mowa). Za parę uzbieranych grosiaków kupić gumę Kaczor Donald czy zwykłą prostokątną piankę. To jedne z najwyraźniejszych smaków mojego dzieciństwa.

Powspinałabym się na drzewa w ogrodzie u dziadków, nie patrząc na liczne otarcia czy pobawiła na ich podwórku serwując potrawy z mchu lub trawy udając ich konsumpcję.

Nie potrzebowałam drogich zabawek by razem z siostrą aktywnie i pomysłowo spędzać czas. Pochłonięte zabawą nie raz i nie dwa spóźniałyśmy się na obiad. Ciągle gdzieś gnałyśmy przed siebie, wszędzie było nas pełno a najlepsza zabawa była poza zasięgiem wzroku rodziców. Ileż razy samotnie wybierałyśmy się nad rzekę obserwować łabędzie i kaczki. Czasem brałyśmy nogi za pas gonione przez łabędzia, któremu nie w smak było nasze towarzystwo. Nieobce były nam wycieczki do lasu na poziomki zjadane prosto z krzaczka.

Chciałabym znów, choć na chwilę powrócić do okresu swojego dzieciństwa. Przeżyć ponownie jeden dzień, dzień dziecka żyjącego w kolorowej rzeczywistości lat dziewiędziesiątych. Zapomnieć o problemach i z dziecięcą ufnością chwytać każdą uciekającą chwilę. Pozwolić obudzić się mojemu wewnętrznemu dziecku.

Zastanawialiście się choć raz czy wasze wewnętrzne dziecko, jakim byliście kiedyś, żyje i czy wróciłoby, choć na krótką chwilę do czasów dzieciństwa?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Moje dziecko wraca codziennie, gdy bawię się z synem Lego :)

  2. Milena kamińska

    Żyje ale gdzieś głęboko z chęcią wrociłabym choć na chwilę wspaniałe czasy

  3. Za zabawy na trzepaku, grę w gumę podchody, smak gumy turbo i Donald, smak babcinego omletu obiadki mamy wspólne wyjazdy z rodzicami

  4. Zupełna beztroska. Jak ja zazdroszczę dzieciom. Czasami moje wewnętrzne dziecko się przypomina, kiedy pokazuję zabawę lub uczę czegoś mojego szkraba. Dlatego też tak ważne dla mnie, by miał rodzeństwo jak ja, bo wtedy dzieciństwo wspomina się o wiele milej. :)

  5. guma donald i album z historyjkami . Skakanie przez gume czasami w 10cioro, podchody, chowanego i odwieczne MAMO JESZCZE 15 MINUT :D

  6. Jeszcze był napój w szklanych odkręcanych butelkach – Ptyś się nazywał :)

  7. Och dzieciństwo… Omlet babci pyszne obiadki domowe guma donald turbo i z pierścionkiem kolekcja karteczek z obrazkami na wymiane złote mysli pamietniki do ktorych inni sie wpisywali zabawy na trzepaku itd.. ..

  8. jeeeej, one były pyszne!!! mmmmm mniaaaamm :D

  9. lody orzechowe takie w zlotku jak masło,oranzada w woreczkach:)

  10. Oczywiście guma turbo i obrazki z samochodami

  11. PAMIETAM JE!!! :) kosztowaly 2000 i byla nawet o nich piosenka ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Otyłość wśród dzieci


Miałam około dwunastu lat kiedy od swoich “koleżanek” ze szkolnej klasy otrzymałam tajemniczy list. List,w którym wyzywana byłam od grubasów, tłuściochów, a także jasno w nim zaznaczyły, że z “taką krową nie chcą mieć nic wspólnego” i najlepiej jeśli przeniosę się do innej klasy. Wróciłam do domu z zapłakaną twarzą. Załamałam się. Chwyciłam żyletkę taty i zamknęłam się w łazience. Chciałam umrzeć.

Wg najnowszych badań Instytutu Żywności i  Żywienia w Warszawie polskie dzieci tyją najszybciej w Europie. Już co piąte dziecko w wieku szkolnym i gimnazjalnym ma nadmierną masę ciała. To nie jest już problem, który możemy zawinąć pod dywan i tłumaczyć, że nasze dziecko z tego wyrośnie. Niestety nie każde.

Prof. Mirosław Jarosz, dyrektor Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie zaznacza, że wciąż nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że otyłość jest główną przyczyną takich chorób przewlekłych, jak: cukrzyca typu 2., choroby układu krążenia (zawał serca, udar mózgu), nadciśnienie tętnicze, nowotwory złośliwe (rak jelita grubego, sutka, gruczołu krokowego), kamica żółciowa, niealkoholowe stłuszczenie wątroby, zaburzenia hormonalne, np. zespół policystycznych jajników, zmiany zwyrodnieniowe układu kostno-stawowego czy nocny bezdech*.

Oczywiście możemy oczekiwać od naszego Państwa by zapewniło edukację dla dzieci nt. zdrowego stylu życia, by objęło specjalistyczną opieką dzieci z otyłością. Jednak nie tu leży sedno.

Moim zdaniem odpowiedzialność leży na nas – Rodzicach. To nikt inny jak My od małego uczymy dziecko nawyków żywieniowych, jak również aktywnego odpoczynku. Dziecku z nadwagą wcale nie jest do śmiechu – często jest wyśmiewane w szkole, obrażane czy też wytykane palcami, przez co szybko traci wiarę w siebie. Jest ono nieszczęśliwe, ma problem w relacjach z rówieśnikami. Odtrącenie przez rówieśników jest bardzo bolesnym doświadczeniem, które może rzutować także na budowanie przez niego relacji w dorosłym życiu.To nie tylko problem z fizycznym wyglądem, ale także psychiką dziecka.

Jako rodzice mamy wiele narzędzi dzięki, którym możemy kontrolować wagę i rozwój fizyczny i umysłowy naszych dzieci. Przede wszystkim wizyty kontrolne u pediatrów, które mogą wskazać na nadmierny przyrost wagi, czasem zdarza się, ze otyłość ma podłoże hormonalne i konieczne są badania laboratoryjne. Warto także dociec dlaczego dziecko tak dużo je, jak również sprawdzić co je, w jakich sytuacjach np. by zabić nudę, ze stresu, bądź poczucia braku akceptacji przez rówieśników. Dieta powinna być dobrana dla każdego dziecka indywidualnie, gdyż musi ona pokryć zapotrzebowanie jego organizmu.

Naprawdę nie trzeba mieć góry pieniędzy, wystarczy kierowanie się  zdrowym rozsądkiem i wspólnie, jako rodzina zmienić styl życia – np. zamiast chipsów jeść pokrojone w słupki marchewki i ogórki. Do i ze szkoły pokonywać drogę na rowerze. Wspierajmy nasze dziecko i bądźmy dla niego ostoją miłości.

*źródło: GW

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Moim zdaniem we wszystkim trzeba znać umiar. Kawałek czekolady, batonik czy rogalik słodki nikomu nie zaszkodzi. Zakazany owoc smakuje najlepiej. Osobiście niestety znam przypadek gdzie rodzice absolutnie zakazywali słodyczy, soków, czegoś nie zdrowego raz na jakiś czas i jak się to skończyło? Szkoła, własne kieszonkowe wydane na tony słodyczy, frytek czy hamburgerów w sklepiku szkolnym i totalny potem bunt w stosunku do rodziców. We wszystkim trzeba znać umiar, dużo też robią uwarunkowania genetyczne, czy niedostateczny ruch, albo pory żywienia. I nie,nie nie jestem matką dziecka otyłego,a wręcz przeciwnie, niejadka.

  2. Wcześniak i co dalej

    Ja nigdy nie byłam otyła. Zawsze byłam trochę powyżej górnej granicy zdrowej figury. I jest tak jak mówisz. Byłam z tego powodu wyśmiewana. I wiem też, że muszę uważać na siebie, ale wiele osób wokół widząc grubiutkiego bobaska mówi jaki śliczny. Jak trochę chudsze to zaraz szukają chorób. A przecież dobre nawyki trzeba kształtować już od małego.

    1. Ja także nie byłam otyła, tak jak ty miesciłam się w górnych granicach normy. To jednak wystarczyło by być wyrzutkiem w szkole podstawowej. Naukę trzeba rozpocząć od małego idąc zgodnie z zasadą czym skorupka za młodu nasiąknie…

  3. Wspieram wiem że rówieśnicy potrafią być okrutni ale bardziej okrutni są rodzice którzy na to pozwalaja i doprowadzają do takiego stanu swoje dzieci

  4. Dokładnie popieram … to nie dziecko winne, a rodzice pozwalając na słodycze, fast food, dużo słodkich napojów itp.

  5. W sumie najlepiej powiedzieć że rodzic najbardziej winny. Rodzic może wspierać starać się dbać o odpowiednie odżywianie dziecka a tak naprawdę może dziecko kupować po kryjomu chipsy batony itd. to dużo zależy od dziecka czy chce współpracować

  6. Miały słodycze zniknąć że szkolnych sklepików itd jak jest to wiemy wszyscy że słodycze są i będą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku