Zabawa 17 grudnia 2011

Dziecko i pies

    Pies – śliczna mordka, cztery łapki i brzusio do zapełniania i głaskania. Cudowny przyjaciel rodziny i powiernik wielu dziecięcych trosk, pomerda ogonkiem, przyniesie aport i da mokrego „buziaka” gdy twarz pana będzie wystarczająco blisko.    

    Mało kto nie lubi psów. Ja należę do grupy „psiarzy” od zawsze i na zawsze, mój mąż i dziecko również, choć akurat Bartek wielkiego wyboru nie miał. Najpierw był pies, później dziecko.

Mieliśmy oczywiście obawy, jak to będzie, ale odpowiednie szkolenie, świadomość charakteru zwierzęcia, jego potrzeb i naszych możliwości sprawiła, że wszystko zadziałało według planu. No, może nie wszystko, ale większość. Bo ze zwierzakami, to trochę tak jest – najpierw zachwyt i rozczulenie, a później walka z kołtunami sierści na podłodze, błotem na łapach w deszczowe dni, oraz szok, że psu z przedniej i zadniej strony ciała równie dziwnie czasem „pachnie”.

    W naszym przypadku, mała kulka przeistoczyła się w 35 – kilogramowy klocek rasy Hovawart, pożerający 15 kg karmy miesięcznie. To nie mało, aczkolwiek istnieje podejrzenie, że młody systematycznie mu w tym pomaga – wiemy już, że tajemnicze „szuru-buru” w misce psa to sprawka Bartka.

    Zresztą „chłopaki” żyją w dobrej komitywie, co i jednemu i drugiemu wychodzi raczej na zdrowie. Młody najczęściej rekompensuje braki w misce psa, dokarmiając go własnym posiłkiem – chlebek z masełkiem dla Bartusia, szyneczka pieskowi, tak że pies ostatnio jada więcej i lepiej niż my wszyscy razem wzięci. Oczywiście staram się ukrócić ten proceder komendą „nie wolno” dla psa by nie jadł, i dla Bartka by nie dokarmiał. Ale ja swoje, Bartek swoje, z uśmiechem na ustach wciska zdezorientowanemu psu jedzenie wprost do paszczy. No i jak biedny pies ma nie zjeść?

    Inny przykład. Bartek zjada jogurcik i w trybie natychmiastowym zwraca się do pokornie czekającego psa, i nie inaczej, nagradza go za wytrwałość dając do wylizania zawartość kubeczka, po czym jeśli coś zostanie, sam poprawia po psie. I na nic tu okrzyki obrzydzenia, najwyraźniej moje dziecko zarazy się nie boi, a ja sama pocieszam się, że Małemu to i wąglik już nie straszny, tak się na wszystko chłopak uodpornił.

Proszę, oto powstał pierwszy argument za posiadaniem zwierza w domu – wzrost odporności. Oto inny przykład świetnego dogrania na linii dziecko – pies, czyli umiejętność współdziałania w zabawie. Bartek zdążył już zauważyć, że Fokus najbardziej na świecie kocha piłki, nie ważne jakie, ważne, żeby się toczyły. Jak tylko Mały dorwie jedną z nich, od razu biegnie w kierunku psa wciskając mu ją do pyska, i na odwrót, pies zaczepia dziecko, kładąc obok niego piłkę. Obaj wiedzą co robić, żeby było wesoło. Jak tylko ubieram dziecko na dwór, pies dobrze wie, że nie zostanie pominięty. Generalnie posiadanie psa pozytywnie wpływa na rozwój dziecka, co sama na co dzień obserwuję.

    Ale nie polecałabym zostawiania dziecka z psem sam na sam, bo nawet najbardziej ułożony i spokojny pies, może mieć dość ciągania za sierść czy ucho, lub próby wyciągania zdobyczy z paszczy, i może zareagować złością, czego konsekwencją może być ugryzienie malucha. Oczywiście, gdy dziecko robi psu krzywdę, również nie można na to pozwalać, bo to że spróbuje tak z własnym psem, i nic się nie stanie, sprawi że może spróbować tak z obcym zwierzęciem, i wtedy może stać się tragedia!

     A na sam koniec – szczerze nie polecam żadnego zwierzaka osobom, które nie mają zielonego pojęcia, z czym się wiąże jego obecność w domu, a chcą jedynie sprawić (niekiedy czasową) radość dziecku, bo z reguły w pierwszej kolejności cierpi na tym zwierzę. Jedynie dobre chęci nie wystarczą, aby uszczęśliwić i psa i dziecko, potrzeba również wiedzy, czasu i determinacji, aby wszystko się ułożyło.

172
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
Milena KamińskaŻaklina KańczuckaAniaSzkoleniaPatrycja Zych Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Kopeć
Gość

My mamy kotka :) Gdy Kuba miał 1,5 roku przybył do naszego domu, właściwie przybyła. Od samego początku wychowywany był z psem. Staram się by pomagał przy opiece nad zwierzakiem, tłumaczę, że zwierzę to nie zabawka, że także ma uczucia, czuje ból i smutek. Najbardziej lubię jak wracamy do domu (np. po przedszkolu, albo od babci) a Kuba biegnie do kociaka, przytula się do niej i krzyczy „Kucia tęskniłem!”

Marysia
Gość
Marysia

Jeśli rodzice od najmłodszych lat zaszczepią maluchowi szacunek dla „braci mniejszych” to na pewno będzie to procentować. Najpierw wielką radością na widok pupila, a po latach chęcią niesienia pomocy zwierzakom. A poza tym ten widok, dziecka tulącego się do pupila- bezcenny :)

Magda Kupis
Gość

Chciałabym zobaczyć ich wspólne posiłki :D My w domu nie mamy zwierząt, ale mój pies został u rodziców, drugiego ma moja siostra. Pierwszy zaadoptowany kundelek, drugi Cavalier King Charles Spaniel. Gdy tylko Tola wejdzie do domu dziadków, piesek już pilnuje swojej miski (choć ona nawet tam nie zagląda), jeszcze tak szybko nie znikała jej zawartość :D Czasem się razem bawią, tzn Tola się z nim bawi :D Ciociany piesek sam garnie się do zabaw- szczególnie lubi się do Małej długo przytulać (i tylko do niej), oboje lubią lizanie :D Lusia sama wystawia rączki i nóżki, a ten jest w raju.… Czytaj więcej »

Uszi
Gość
Uszi

Tak co prawda to prawda, Fokus i Bartek to dobzi kumple, Ale tak Jak Maryśka napisała nie każdy pies jest tak miły i cierpliwy jak Fokus. Fokusa brat, mój Magnus takiej cierpliwości juz nie ma. Niby Bartkowi krzywdy nigdy nie zrobił, a Bartka ulubioną zabawą swojego czasu bylu zaczepianie Magnusa jak obserwuje osiedle przez okno i śmianie sie jak szczeka i ucieka, to opcja pociągniecia za sierść, czy też wyciąganie smakołyków z ust w gre by nie weszła, mogłoby się to źle skończyć.

Marysia
Gość
Marysia

Magda- większość psów pilnuje miski, ja na wszelki wypadek od małego uczyłam Fokusa, że nie musi michy bronić, bo zawsze jest w niej jedzenie, poza tym wydaje mi się że pies przywykł do tego że Bartek dzieli się swoim jedzeniem, i pies po prostu przyjmuje za oczywistość że Małemu zdarza się grzebać w jego misce. Z resztą od początku przyzwyczajałam psa do faktu, że mamy prawo do miski wkładać pokarm i wyciągać, oraz że to co ma pies w pysku na komendę „zostaw” z tego pyska można spokojnie wyciągać. Oczywiście nie jest tak że pies jest terroryzowany, ale nagradzany smakołykami… Czytaj więcej »

Marcin
Gość
Marcin

Chciałbym dodać, że jest jeden proceder, który Bartek wraz z Fokusem rozpowszechnił, a na który ja nie do końca się zgadzam. Otóż Fokus doskonale wie, że nie ma prawa wchodzić na łóżko tak w sypialni jak w salonie. Zauważyłem jednak ostatnimi czasy, że mój mały synek gramoli się z rzeczoną piłeczką na łóżko w sypialni po czym wyciąga rączkę w kierunku psa. „Posłuszny” Fokus nie daje się długo prosić i…natychmiast dołącza do swojego zabawowego kompana. I teraz wchodzi tata do pokoju…Urzekający jest widok malucha wtulonego w to ogromnę cielsko i czworo oczu, które zauważają Twoją obecność i zdają się zgodnie… Czytaj więcej »

Julia-janeczek
Gość
Julia-janeczek

My mamy shih tzu i tez najpierw byl pies a zas dziecko. Sunia nauczyla sie i malemu rzywdy jeszcze nie zrobila nigdy a jest ciagnieta szarpana czasem nawet nie widze ze maly jej cos robi ale psiak raczej omija Gracjanka szerokim lukiem ;)

Marysia
Gość
Marysia

Marcin- mężu drogi, w tym wypadku jednakowo nie mamy serca psuć „chłopakom” zabawy, choć pod nosem czasem zdarza mi się wymruczeć wiązankę na temat sierści na pościeli. Choć biję się w pierś, że gdybym naprawdę nie chciała aby pies wchodził za dzieckiem, to ukróciłabym to raz na zawsze.

Julia-janeczek, ciekawa jestem, czy podejście suk do dzieci, jest takie samo jak psów, czy może mają one więcej serca i cierpliwości ze względu na płeć? ja od zawsze miałam samce, i nijak mi tego stwierdzić, jak wygląda sprawa w rzeczywistości :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Nasz pies (pinczer miniaturowy) Kacper ma prawie 10 lat. Teraz to nasz rodzinny pies, wcześniej tylko mój :P Pamiętam, że jak tylko zaczęłam spotykać się z mężem nie pozwalał mu się do mnie zbliżyć. Zawsze siadał pomiędzy nami. Dopiero jak dobrze poznał przyszłego męża zrezygnował z „pilnowania” mnie. Zastanawaiał się, bedąc jeszcze w ciąży jak zareaguje na naszego synka.Czy będzie zazdrosny. Po porodzie mąż przyniósł do domu pieluszkę tetrową „z zapachem maluszka” KAcper zaciągnął ją do swojego legowiska i z nią spał. Po tyg. wyszliśmy ze szpitala. Weszliśmy do mieszkania i pierwszą rzeczą jaką nasz pies zrobił było przywitanie mnie… Czytaj więcej »

Patrycja Zych
Gość

Hmmm a ja mam odmienne zdanie i nie wyobrażam sobie psa i dziecka razem w domu a już tym bardziej wspólnego jedzenia. Nie potępiam oczywiście ludzi którzy mają dzieci i zwierzaki ale ja bym się nigdy nie zdecydowała…

Marysia
Gość
Marysia

Wspólnego jedzenia tez nie umiałam sobie wyobrazić do momentu gdy to zobaczyłam :) teraz już wiele rzeczy przyjmuję za oczywistość ;) ja wychowałam się w domu z psem i kilkoma innymi futrzakami, i nie wyobrażałam sobie, ani ja ani mąż, że u nas może być inaczej. Choć sama nie potępiam ludzi, którzy nie chcą zwierząt- co innego gdy wezmą 4 łapki pod dach bądź nie potrafią się nimi zajmować.

Sylwia
Gość
Sylwia

U mnie najpierw był pies, którego kupiłam w czasach ogólniaka a później nie było opcji i musiał zostac, gdy zamieszkał z nami mąż. Następnie pojawił się synek i nie mogłabym pozbyć się psa bo mam teraz dziecko i rodzinę. Niektórzy pozbywają się zwierząt, gdy tylko pojawia się maluszek. Zwierzak idzie w odstawkę. U nas żyją sobie w pełnej harmonii :) Jeśłi ktoś decydyje się na psa, nawet w czasie gdy nie ma jeszczze rodziny to musi liczyć się z tym że psy są żywotne i nie znikną za rok czy 2. W momencie pijawienia się zwierzaka w domu o tym… Czytaj więcej »

Patrycja Zych
Gość

U mnie nigdy w domu nie było psa (mieszkamy w bloku i rodzice się nie zdecydowali,tym bardziej,że brat ma alergię) więc może stąd moje podejście…

Marysia
Gość
Marysia

Nawet alergia- oczywiście nie mówię o jakimś hardkorze- nie skreśla od razu posiadanie zwierzaka, u nas w domu rodzinnym- 2 pokoje w bloku , 5 osób w tym siostra alergik- dla psa ( nie tylko )było miejsce. Było tam gwarno i wesoło. Bardzo chciałam, aby moje dziecko mogło powiedzieć to o swoim rodzinnym domu :) zwierzęta pięknie wzbogacają życie, o ile właściciele mają wiedzę, że zwierze nie zabawka, wyprowadzić trzeba nawet przy- 20stopniach w srogą zimę . O ile sama kocham psy, to również rozumiem osoby które nie mają psa, bo nie chcą bałaganu w domu i licznych obowiązków. Na… Czytaj więcej »

Szkolenia
Gość

Też miałem problemy z psem, kiedy urodziło się dziecko i stwierdzono alergię, ale odpowiedni odkurzacz, pranie dywanów i szkolenie psa żeby nie wchodził na kanapy i fotele zdecydowanie pomogło.

Ania
Gość
Ania

Jakbym.moja Lilke widziala na zdjeciu u gory :-D u nas relacja pies-dziecko idealna,mamy Laba ktory poddaje sie czulemu meczeniu :-) kazdy zly humor,smutek naszej corci poprawia wlasnie pies mokrym buziakiem. Jogurty ..u nas jest identycznie xD pies juz czeka na kubeczek :-) chrupki,nie dokonczone jedzenie nagle znika nie wyjasnionym sposobem i zadne sie do.winy nie przyznaje-nie no mamo ja zjadlam siama…:-) uwielbiam psy ! :-)

Żaklina Kańczucka
Gość

Oj tak, tak. Moje dziecko się nie krępuje i z kilometra woła- pieeeeees, chodź, masz jedz :D

Milena Kamińska
Gość

Dbają karmią czeszą i bawią się razem nie wyprowadzają bo mamy podwórko wiec otwieraja tylko balkon

Ciąża i dziecko 14 grudnia 2011

Plan działania

Zapewne nie raz, nie dwa zastanawialiście się – kim jestem? Czym się charakteryzuję? Jakie są moje wady i zalety? Czy jestem dobrym człowiekiem, godnym do podziwiania tudzież naśladowania? Podobnych pytań jest mnóstwo, a jeszcze więcej pojawia się ich gdy przychodzi moment refleksji… gdy staramy się o pracę i musimy napisać „ładne” CV :-) … oraz wtedy (szczególnie WTEDY),  gdy zostajemy RODZICAMI.

W jednej chwili stajemy się odpowiedzialni za inne życie. I to właśnie od nas – rodziców w dużej mierze zależy kim będą nasze dzieci, nowi obywatele?! Mówię „w dużej mierze” bo przecież osobowość kształtują również inne czynniki, jak choćby: temperament, środowisko czy społeczeństwo.

Nie mniej jednak, w myśl teorii mówiącej, że to JA jestem pierwszym i najważniejszym nauczycielem swego dziecka, stworzyłam listę cech charakteru, które są dla mnie ważne, którymi STARAM się kierować w życiu codziennym (idealna przecież nie jestem i też muszę nad sobą nieustannie pracować), oraz które chciałabym wpoić swemu potomstwu.

A oto one:

A jak Ambicja– jest  połową sukcesu,

B jak Bezinteresowność– to najmocniejszy wyraz miłości,

C jak Cierpliwość– jest kluczem do szczęścia,

H jak Honor– to połączenie silnego poczucia własnej wartości z wiarą w wyznawane zasady moralne, religijne lub społeczne,

O jak Odpowiedzialność– każdy powinien ją ponosić, za siebie i swoje czyny,

Odwaga– trzeba ją mieć by żyć zwyczajnie i w zgodzie z samym sobą,

Optymizm– niezbędny dla zdrowia ciała i duszy w otaczającej Nas szarej rzeczywistości

R jak Rozsądek– „ Zdrowy rozsądek to rzecz, której każdy potrzebuje, mało kto posiada, a nikt nie wie, że mu brakuje.”  Benjamin Franklin

S jak Skromność– bywa stratą czasu ;-) bywa oznaką szczerości, ale również oznaką obłudy,

        Szczerość–  najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa!

Szacunek– szanuj bliźniego swego jak siebie samego,

T jak Tolerancja– nie ma lepszych i gorszych; wszyscy jesteśmy RÓWNI; każdy ma prawo do odmienności i nie powinien być z tego tytułu dyskryminowany,

W jak Wierność– winno się być wiernym przede wszystkim- sobie samemu, swoim poglądom i  ideom,

         Wyrozumiałość– jest owocem znajomości własnych błędów.

Nie wiem czy uda mi się w pełni zrealizować mój plan, czy przekażę potomstwu wszystko to, co sobie założyłam i w końcu czy wychowam dzieci na „dobrych” ludzi? Ale grunt to mieć pomysł i cel! A następnie uparcie do niego dążyć!

Czas zweryfikuje moje starania i poczynania. Kto wie, może za kilka lat wrócę TU i podzielę się z Wami swoimi doświadczeniami, sukcesami  bądź też porażkami..? A może nawet moje dzieci pokuszą się o „chwilę prawdy” dla mnie? :-)

Ciekawi mnie, jak to jest w Waszym przypadku? Czy macie jakiś pomysł na swoje życie? Czy macie plan jak wychowywać swoje dzieci? A może w ogóle się nad tym nie zastanawiacie i „idziecie” na żywioł?

 

9
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda Kupis
Gość

Ja dodałabym I jak Intuicja :) myślę, że jest bardzo ważna. Chyba właśnie intuicyjnie staram się wychowywać, choć to jest intuicja oparta na doświadczeniu (oczywiście nie na byciu rodzicem, ale dzięki temu, że pełnię całą masę innych ról) i wiedzy, która pozwala mi zweryfikować swoje wcześniejsze poglądy o wychowaniu. Czy mi się uda wychować dobrego człowieka? Dowiem się za kilkadziesiąt lat :)

Fizinka
Gość
Fizinka

„…i wiedzy, która pozwala mi zweryfikować swoje wcześniejsze poglądy o wychowaniu.”
Niesamowite jest to jak człowiek/kobieta zmienia się kiedy przychodzi na świat potomstwo :) Ja przyznaję, że w wielu kwestiach dotyczących wychowania miałam inne poglądy zanim zaszłam w ciążę, później kiedy byłam już w ciąży :) no a po porodzie „wyszło” zupełnie coś innego i nowego :) Powiedziałabym – świeższego ;)

Marysia
Gość
Marysia

A ja dodałabym do swojego alfabetu U jak uczciwość, nie tylko względem siebie, ale także innych ludzi :)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Można jeszcze dorzucić D – dobroć, S – szczęście, Z – zasady. Mam nadzieję, że wychowamy szczęśliwych ludzi z zasadami.

Anna Kopeć
Gość

Ja zdecydowanie idę na żywioł. Żyję chwilą, staram się nimi cieszyć jak tylko można. Traktuję życie tak, jak miałoby się zaraz skończyć. Staram się zarazić Kubę tą miłością do życia. Staram się by poznał i zobaczył jak najwięcej, nie zapominam oczywiście także o najważniejszych rzeczach czyli „o ogólnym pojęciu dobrego zachowania”, szacunku dla innych, także braci mniejszych. To kim będzie pokaże czas, ja mogę się tylko starać pokazywać mu właściwą drogę.

Patrycja Zych
Gość

Z jak zaradność w każdej sytuacji :)

Maria Ciahotna
Gość

Może być też E jak empatia – bo warto starać się wczuć w skórę innycj, czasami od nas „zależnych” dzieci czy bliskich, mają przecież swoje rozumienie świata :)

Natalia
Gość
Natalia

hmm… szczerze to nie zastanawiałam sie nad tym, tak naprawdę głęboko. Chyba czas na przemyslenia. :)

Fizinka
Gość
Fizinka

Na szczęście, na przemyślenia i konstruktywne wnioski nigdy nie jest za późno ;-)

Ciąża 8 grudnia 2011

Niedziela – czyli jak zaplanować sobie poród

    Jechać? Może pojadę. Albo lepiej nie. Nie jadę. Chociaż… Przecież nigdy nie pisałam egzaminu w drugim terminie, żadnej poprawki, żadnych poślizgów. Jadę. To tylko jakieś 40 kilometrów, po drodze 3 szpitale. Postanowione. W sobotę jadę na egzamin!

Termin porodu mam przecież na środę, ja jestem pierwiastką, więc mamy jeszcze czas. Jedziemy, mamy lekki poślizg czasowy, ale się nie stresuję, bo tak naprawdę jesteśmy przed czasem, ale pewnie cała grupa już zajęła najlepsze miejsca. No tak, ten egzamin niczym się nie różni od poprzednich. Dziękuję za uprzejmość kolegów i koleżanek, że mogłam przynieść sobie sama krzesło w piętra wyżej, bo nie było już wolnych. Egzamin napisany. Jeszcze tylko siusiu na drogę. Oł noł, czop! Tylko spokojnie, to jeszcze nic nie znaczy. Niech tylko Tatuś omija większe dziury. – Córeczko, grzecznie poczekaj, aż dojedziemy do domu. Uff, dojechaliśmy. Dobrze mi idzie to wychowywanie.

– Kochanie tylko dziś nic nie pij, bo będziesz mnie wiózł do szpitala. W niedzielę, najdalej w poniedziałek urodzę.

– No jasne, ale do środy jeszcze czas. Poza tym pewnie urodzisz po terminie.

    Wykąpałam się, przygotowałam na wypadek, gdyby to było dziś to “JUŻ”. Idziemy spać. Taki fajny sen i znów mnie skurcz pozbawił zakończenia. Eh, dziś są jakieś mocniejsze. Skoro się już obudziłam to pójdę do toalety. To chyba nie było siusiu! Tylko spokojnie. Gdzie jest lusterko? O, jest. Ewidentnie to nie było siusiu! Co ja mam robić?! Co teraz! Tylko spokój nas uratuje – tak Tatuś powtarza w trudnych chwilach!

– Wstawaj! Wstawaj, jedziemy do szpitala!
– Ha, ha. No jasne. 
– No wstawaj!
– Nie żartuj tak sobie.  
– To, że się śmieję nie znaczy, że żartuję! Wody mi odeszły.
– Dobra, dobra. Dobranoc.
– Szymon!!!
– O &%#@ ! Tobie naprawdę odeszły wody! Co ja mam teraz robić!!!  
– Jak to co? Zawieź mnie do szpitala!.

Jedziemy. W sumie to już nie boli, ale położna kazała jechać w takiej sytuacji, więc jedziemy.

– Dobry wieczór. Chyba się zaczęło, odeszły jej wody.  
– Zapraszam.

Jedziemy na odział. Gdzie ten lekarz. Idzie. O rany, ale młody. I przystojny! A ja nie zdążyłam się pomalować! Co ja gadam! Przecież przyjechałam tu rodzić! Jak to mam iść na salę, dlaczego Tatuś ma jechać do domu? Przecież mieliśmy rodzić razem. No i mnie zostawił. Skurcze już co 4 minuty. Idziemy na porodówkę. Trzeba zadzwonić po Tatusia. Żeby tylko nie zasnął na dobre. Pierwszy sygnał.

– Przyjeżdżaj, jestem na porodówce.
Przyjechał. Skaczemy na piłce. Już nie chcę skakać. Już tak boli. Wytrzymam. Jak to dopiero 3 cm rozwarcia?! Przecież ma być 10! Kochany masuje mi plecy, bo bóle krzyżowe są nie do wytrzymania. Nie masuj! Głaszcz mnie. Dlaczego nie masujesz?! Ja chcę do domu. Już nie chce rodzić. Nigdy więcej. Co ja mówię. Boże dziękuję Ci, że tu jestem.

– Czy mogę już przeć? Jakoś samo się prze. Już rodzę!
– Jeszcze chwilę trzeba zaczekać.
– Nie! Już rodzę!
– Och, ma pani rację. Rodzimy!

Skąd ich tu tyle się wzięło? Tatuś miał wyjść, ale stoi. Płacze. Jak on wspaniale wygląda z tymi łzami. Ach, przeć! Przecież ta główka jest za duża! Nie dam rady. Czekam na kolejny skurcz. I jeszcze jeden. O rany, ale ulga!

– Jesteś Gladiatorka! Słyszysz! Normalnie Gladiarotka! Kocham Cię!

Jaka ona mała i płacze. Płacze! Całe szczęście! Tatuś też płacze i ja płaczę. Ze szczęścia.

Nasza mała Córeczka chyba będzie politykiem – 21 listopada 2010 roku odbyły się wybory samorządowe. Niedziela. A z egzaminu dostałam 5 :)

19
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Asiersa
Gość
Asiersa

no i się popłakałam :P

Madzia_85
Gość
Madzia_85

Ja również

Iwona Wajs-Gorgoń
Gość

ja też, jak bóbr :) świetnie napisane :)

Magda Kupis
Gość

Dziękuję :)

Asiersa
Gość
Asiersa

to przez te wspomnienia :D

Marysia
Gość
Marysia

A mi od razu przyszło na myśl, kiedy łapały mnie skurcze, że po kilku godzinach, gdy się rozkręciły o pierwszej nad ranem , wysyczałam do męża „wstawaj, dłużej sobie nie pośpisz”. Ale zanim wybraliśmy się na porodówkę, kazałam jeszcze „ubrać” z mężem łóżeczko małego, bo nie mogłam pozwolić, aby ominęła mnie taka przyjemność:)

Magda Kupis
Gość

a ja „bałam się” spakować torbę do szpitala, żeby przypadkiem nie „wywołać” porodu ;)
A łóżeczko już dawno było gotowe- stwierdziłam, że musi porządnie wywietrzeć (mimo, ze była wyprana) :D

Marysia
Gość
Marysia

A ja nie chciałam, żeby się zakurzyła :D

Kobiecym_okiem
Gość
Kobiecym_okiem

Ja przy pierwszym synu z kolei zareagowałam bardzo spokojnie, skurcze zaczęły się powoli ok 2 w nocy, więc stwierdziłam, że przenoszę się na kanapę, bo jeszcze trochę to potrwa, a mąż niech sobie pośpi. Próbowałam zasnąć i chyba udało mi się na jakąś godzinę. Zadzwoniłam do położnej ok. 4:30, ale jeszcze kazała mi czekać na częstsze skurcze. Kolejny telefon ok 7 – umówiłyśmy się w szpitalu na 9:30. Czułam się bardzo spokojna. Ok 8:00 zjedliśmy śniadanie – pamiętam, że konsumowaliśmy serek wiejski. :-) Mąż chciał już jechać, ale ja mu powiedziałam mega spokojnym tonem – poczekaj, zjedz spokojnie. Ale ja… Czytaj więcej »

Sprytna Mama
Gość
Sprytna Mama

Mój pierwszy skurcz dostałam o 2 w nocy, pomyślałam poczekam na następny jak będzie za godzinę to pomału się zaczyna, oczy przetarłam ze zdziwienia jak minęło zaledwie 7 minut:). szybko do szpitala i po 4 h Wojtuś był na świecie:). to było 10 dni przed terminem, w domu remont istne szaleństwo:)
pozdrawiam

ifka
Gość
ifka

a ja się uśmiechnełam a później poplakalam :):P

Patrycja Zych
Gość

Czytałam Twój tekst ze łzami w oczach :) przypomniał mi się mój poród :)
To były piękne chociaż bolesne chwile :)

Madziu tekst super-lekki i z humorem :)

_aga86_
Gość
_aga86_

Super Magda- naprawde wzruszajace :)) Oh… jak milo sobie powspominac ten najpiekniejszy dzien w zyciu!!! :)))

Anonimowo
Gość
Anonimowo

I mi napłynęły łzy do oczu :) Świetny tekst :) I jak miło było wrócić wspomnieniami do dnia porodu:) I proszę kolejny raz okazało się , ze kobieca intuicja nie zawodzi :)
A niedowierzający Tatuś wywołał uśmiech na mojej twarzy :):):):)

Fizinka
Gość
Fizinka

Gratuluję 5 z egzaminu! ;-)

Karolinka61
Gość
Karolinka61

hehe moj porod wygladal podobnie tylko ze skurcze zlapaly mnie rano maz pojechal do pracy a pozniej tylko telefony ze jestem gotowa mozna jechac na porodowke ;d

Anna Cekiera
Gość

Świetna relacja !
Pełna humoru i wzruszająca;)

Iza Kasparek
Gość

ja przenosiłam i miałam wywoływany poród. 2 dni z kroplówkami ale udało sie urodzic nasze „malenkie” szczęście naturalnie mimo iż miało 62cm i 4,5kg ;D

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close