Zabawa 17 grudnia 2011

Dziecko i pies

    Pies – śliczna mordka, cztery łapki i brzusio do zapełniania i głaskania. Cudowny przyjaciel rodziny i powiernik wielu dziecięcych trosk, pomerda ogonkiem, przyniesie aport i da mokrego „buziaka” gdy twarz pana będzie wystarczająco blisko.    

    Mało kto nie lubi psów. Ja należę do grupy „psiarzy” od zawsze i na zawsze, mój mąż i dziecko również, choć akurat Bartek wielkiego wyboru nie miał. Najpierw był pies, później dziecko.

Mieliśmy oczywiście obawy, jak to będzie, ale odpowiednie szkolenie, świadomość charakteru zwierzęcia, jego potrzeb i naszych możliwości sprawiła, że wszystko zadziałało według planu. No, może nie wszystko, ale większość. Bo ze zwierzakami, to trochę tak jest – najpierw zachwyt i rozczulenie, a później walka z kołtunami sierści na podłodze, błotem na łapach w deszczowe dni, oraz szok, że psu z przedniej i zadniej strony ciała równie dziwnie czasem „pachnie”.

    W naszym przypadku, mała kulka przeistoczyła się w 35 – kilogramowy klocek rasy Hovawart, pożerający 15 kg karmy miesięcznie. To nie mało, aczkolwiek istnieje podejrzenie, że młody systematycznie mu w tym pomaga – wiemy już, że tajemnicze „szuru-buru” w misce psa to sprawka Bartka.

    Zresztą „chłopaki” żyją w dobrej komitywie, co i jednemu i drugiemu wychodzi raczej na zdrowie. Młody najczęściej rekompensuje braki w misce psa, dokarmiając go własnym posiłkiem – chlebek z masełkiem dla Bartusia, szyneczka pieskowi, tak że pies ostatnio jada więcej i lepiej niż my wszyscy razem wzięci. Oczywiście staram się ukrócić ten proceder komendą „nie wolno” dla psa by nie jadł, i dla Bartka by nie dokarmiał. Ale ja swoje, Bartek swoje, z uśmiechem na ustach wciska zdezorientowanemu psu jedzenie wprost do paszczy. No i jak biedny pies ma nie zjeść?

    Inny przykład. Bartek zjada jogurcik i w trybie natychmiastowym zwraca się do pokornie czekającego psa, i nie inaczej, nagradza go za wytrwałość dając do wylizania zawartość kubeczka, po czym jeśli coś zostanie, sam poprawia po psie. I na nic tu okrzyki obrzydzenia, najwyraźniej moje dziecko zarazy się nie boi, a ja sama pocieszam się, że Małemu to i wąglik już nie straszny, tak się na wszystko chłopak uodpornił.

Proszę, oto powstał pierwszy argument za posiadaniem zwierza w domu – wzrost odporności. Oto inny przykład świetnego dogrania na linii dziecko – pies, czyli umiejętność współdziałania w zabawie. Bartek zdążył już zauważyć, że Fokus najbardziej na świecie kocha piłki, nie ważne jakie, ważne, żeby się toczyły. Jak tylko Mały dorwie jedną z nich, od razu biegnie w kierunku psa wciskając mu ją do pyska, i na odwrót, pies zaczepia dziecko, kładąc obok niego piłkę. Obaj wiedzą co robić, żeby było wesoło. Jak tylko ubieram dziecko na dwór, pies dobrze wie, że nie zostanie pominięty. Generalnie posiadanie psa pozytywnie wpływa na rozwój dziecka, co sama na co dzień obserwuję.

    Ale nie polecałabym zostawiania dziecka z psem sam na sam, bo nawet najbardziej ułożony i spokojny pies, może mieć dość ciągania za sierść czy ucho, lub próby wyciągania zdobyczy z paszczy, i może zareagować złością, czego konsekwencją może być ugryzienie malucha. Oczywiście, gdy dziecko robi psu krzywdę, również nie można na to pozwalać, bo to że spróbuje tak z własnym psem, i nic się nie stanie, sprawi że może spróbować tak z obcym zwierzęciem, i wtedy może stać się tragedia!

     A na sam koniec – szczerze nie polecam żadnego zwierzaka osobom, które nie mają zielonego pojęcia, z czym się wiąże jego obecność w domu, a chcą jedynie sprawić (niekiedy czasową) radość dziecku, bo z reguły w pierwszej kolejności cierpi na tym zwierzę. Jedynie dobre chęci nie wystarczą, aby uszczęśliwić i psa i dziecko, potrzeba również wiedzy, czasu i determinacji, aby wszystko się ułożyło.

Subscribe
Powiadom o
guest

172 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Kopeć
10 lat temu

My mamy kotka :) Gdy Kuba miał 1,5 roku przybył do naszego domu, właściwie przybyła. Od samego początku wychowywany był z psem. Staram się by pomagał przy opiece nad zwierzakiem, tłumaczę, że zwierzę to nie zabawka, że także ma uczucia, czuje ból i smutek. Najbardziej lubię jak wracamy do domu (np. po przedszkolu, albo od babci) a Kuba biegnie do kociaka, przytula się do niej i krzyczy „Kucia tęskniłem!”

Marysia
Marysia
10 lat temu

Jeśli rodzice od najmłodszych lat zaszczepią maluchowi szacunek dla „braci mniejszych” to na pewno będzie to procentować. Najpierw wielką radością na widok pupila, a po latach chęcią niesienia pomocy zwierzakom. A poza tym ten widok, dziecka tulącego się do pupila- bezcenny :)

Magda Kupis
10 lat temu

Chciałabym zobaczyć ich wspólne posiłki :D My w domu nie mamy zwierząt, ale mój pies został u rodziców, drugiego ma moja siostra. Pierwszy zaadoptowany kundelek, drugi Cavalier King Charles Spaniel. Gdy tylko Tola wejdzie do domu dziadków, piesek już pilnuje swojej miski (choć ona nawet tam nie zagląda), jeszcze tak szybko nie znikała jej zawartość :D Czasem się razem bawią, tzn Tola się z nim bawi :D Ciociany piesek sam garnie się do zabaw- szczególnie lubi się do Małej długo przytulać (i tylko do niej), oboje lubią lizanie :D Lusia sama wystawia rączki i nóżki, a ten jest w raju.… Czytaj więcej »

Uszi
Uszi
10 lat temu

Tak co prawda to prawda, Fokus i Bartek to dobzi kumple, Ale tak Jak Maryśka napisała nie każdy pies jest tak miły i cierpliwy jak Fokus. Fokusa brat, mój Magnus takiej cierpliwości juz nie ma. Niby Bartkowi krzywdy nigdy nie zrobił, a Bartka ulubioną zabawą swojego czasu bylu zaczepianie Magnusa jak obserwuje osiedle przez okno i śmianie sie jak szczeka i ucieka, to opcja pociągniecia za sierść, czy też wyciąganie smakołyków z ust w gre by nie weszła, mogłoby się to źle skończyć.

Marysia
Marysia
10 lat temu

Magda- większość psów pilnuje miski, ja na wszelki wypadek od małego uczyłam Fokusa, że nie musi michy bronić, bo zawsze jest w niej jedzenie, poza tym wydaje mi się że pies przywykł do tego że Bartek dzieli się swoim jedzeniem, i pies po prostu przyjmuje za oczywistość że Małemu zdarza się grzebać w jego misce. Z resztą od początku przyzwyczajałam psa do faktu, że mamy prawo do miski wkładać pokarm i wyciągać, oraz że to co ma pies w pysku na komendę „zostaw” z tego pyska można spokojnie wyciągać. Oczywiście nie jest tak że pies jest terroryzowany, ale nagradzany smakołykami… Czytaj więcej »

Marcin
Marcin
10 lat temu

Chciałbym dodać, że jest jeden proceder, który Bartek wraz z Fokusem rozpowszechnił, a na który ja nie do końca się zgadzam. Otóż Fokus doskonale wie, że nie ma prawa wchodzić na łóżko tak w sypialni jak w salonie. Zauważyłem jednak ostatnimi czasy, że mój mały synek gramoli się z rzeczoną piłeczką na łóżko w sypialni po czym wyciąga rączkę w kierunku psa. „Posłuszny” Fokus nie daje się długo prosić i…natychmiast dołącza do swojego zabawowego kompana. I teraz wchodzi tata do pokoju…Urzekający jest widok malucha wtulonego w to ogromnę cielsko i czworo oczu, które zauważają Twoją obecność i zdają się zgodnie… Czytaj więcej »

Julia-janeczek
Julia-janeczek
10 lat temu

My mamy shih tzu i tez najpierw byl pies a zas dziecko. Sunia nauczyla sie i malemu rzywdy jeszcze nie zrobila nigdy a jest ciagnieta szarpana czasem nawet nie widze ze maly jej cos robi ale psiak raczej omija Gracjanka szerokim lukiem ;)

Marysia
Marysia
10 lat temu

Marcin- mężu drogi, w tym wypadku jednakowo nie mamy serca psuć „chłopakom” zabawy, choć pod nosem czasem zdarza mi się wymruczeć wiązankę na temat sierści na pościeli. Choć biję się w pierś, że gdybym naprawdę nie chciała aby pies wchodził za dzieckiem, to ukróciłabym to raz na zawsze.

Julia-janeczek, ciekawa jestem, czy podejście suk do dzieci, jest takie samo jak psów, czy może mają one więcej serca i cierpliwości ze względu na płeć? ja od zawsze miałam samce, i nijak mi tego stwierdzić, jak wygląda sprawa w rzeczywistości :)

Sylwia
Sylwia
10 lat temu

Nasz pies (pinczer miniaturowy) Kacper ma prawie 10 lat. Teraz to nasz rodzinny pies, wcześniej tylko mój :P Pamiętam, że jak tylko zaczęłam spotykać się z mężem nie pozwalał mu się do mnie zbliżyć. Zawsze siadał pomiędzy nami. Dopiero jak dobrze poznał przyszłego męża zrezygnował z „pilnowania” mnie. Zastanawaiał się, bedąc jeszcze w ciąży jak zareaguje na naszego synka.Czy będzie zazdrosny. Po porodzie mąż przyniósł do domu pieluszkę tetrową „z zapachem maluszka” KAcper zaciągnął ją do swojego legowiska i z nią spał. Po tyg. wyszliśmy ze szpitala. Weszliśmy do mieszkania i pierwszą rzeczą jaką nasz pies zrobił było przywitanie mnie… Czytaj więcej »

Patrycja Zych
10 lat temu

Hmmm a ja mam odmienne zdanie i nie wyobrażam sobie psa i dziecka razem w domu a już tym bardziej wspólnego jedzenia. Nie potępiam oczywiście ludzi którzy mają dzieci i zwierzaki ale ja bym się nigdy nie zdecydowała…

Marysia
Marysia
10 lat temu

Wspólnego jedzenia tez nie umiałam sobie wyobrazić do momentu gdy to zobaczyłam :) teraz już wiele rzeczy przyjmuję za oczywistość ;) ja wychowałam się w domu z psem i kilkoma innymi futrzakami, i nie wyobrażałam sobie, ani ja ani mąż, że u nas może być inaczej. Choć sama nie potępiam ludzi, którzy nie chcą zwierząt- co innego gdy wezmą 4 łapki pod dach bądź nie potrafią się nimi zajmować.

Sylwia
Sylwia
10 lat temu

U mnie najpierw był pies, którego kupiłam w czasach ogólniaka a później nie było opcji i musiał zostac, gdy zamieszkał z nami mąż. Następnie pojawił się synek i nie mogłabym pozbyć się psa bo mam teraz dziecko i rodzinę. Niektórzy pozbywają się zwierząt, gdy tylko pojawia się maluszek. Zwierzak idzie w odstawkę. U nas żyją sobie w pełnej harmonii :) Jeśłi ktoś decydyje się na psa, nawet w czasie gdy nie ma jeszczze rodziny to musi liczyć się z tym że psy są żywotne i nie znikną za rok czy 2. W momencie pijawienia się zwierzaka w domu o tym… Czytaj więcej »

Patrycja Zych
10 lat temu

U mnie nigdy w domu nie było psa (mieszkamy w bloku i rodzice się nie zdecydowali,tym bardziej,że brat ma alergię) więc może stąd moje podejście…

Marysia
Marysia
10 lat temu

Nawet alergia- oczywiście nie mówię o jakimś hardkorze- nie skreśla od razu posiadanie zwierzaka, u nas w domu rodzinnym- 2 pokoje w bloku , 5 osób w tym siostra alergik- dla psa ( nie tylko )było miejsce. Było tam gwarno i wesoło. Bardzo chciałam, aby moje dziecko mogło powiedzieć to o swoim rodzinnym domu :) zwierzęta pięknie wzbogacają życie, o ile właściciele mają wiedzę, że zwierze nie zabawka, wyprowadzić trzeba nawet przy- 20stopniach w srogą zimę . O ile sama kocham psy, to również rozumiem osoby które nie mają psa, bo nie chcą bałaganu w domu i licznych obowiązków. Na… Czytaj więcej »

Szkolenia
10 lat temu

Też miałem problemy z psem, kiedy urodziło się dziecko i stwierdzono alergię, ale odpowiedni odkurzacz, pranie dywanów i szkolenie psa żeby nie wchodził na kanapy i fotele zdecydowanie pomogło.

Ania
Ania
8 lat temu

Jakbym.moja Lilke widziala na zdjeciu u gory :-D u nas relacja pies-dziecko idealna,mamy Laba ktory poddaje sie czulemu meczeniu :-) kazdy zly humor,smutek naszej corci poprawia wlasnie pies mokrym buziakiem. Jogurty ..u nas jest identycznie xD pies juz czeka na kubeczek :-) chrupki,nie dokonczone jedzenie nagle znika nie wyjasnionym sposobem i zadne sie do.winy nie przyznaje-nie no mamo ja zjadlam siama…:-) uwielbiam psy ! :-)

Żaklina Kańczucka
8 lat temu
Reply to  Ania

Oj tak, tak. Moje dziecko się nie krępuje i z kilometra woła- pieeeeees, chodź, masz jedz :D

Milena Kamińska
7 lat temu

Dbają karmią czeszą i bawią się razem nie wyprowadzają bo mamy podwórko wiec otwieraja tylko balkon

Ciąża i dziecko 14 grudnia 2011

Plan działania

Zapewne nie raz, nie dwa zastanawialiście się – kim jestem? Czym się charakteryzuję? Jakie są moje wady i zalety? Czy jestem dobrym człowiekiem, godnym do podziwiania tudzież naśladowania? Podobnych pytań jest mnóstwo, a jeszcze więcej pojawia się ich gdy przychodzi moment refleksji… gdy staramy się o pracę i musimy napisać „ładne” CV :-) … oraz wtedy (szczególnie WTEDY),  gdy zostajemy RODZICAMI.

W jednej chwili stajemy się odpowiedzialni za inne życie. I to właśnie od nas – rodziców w dużej mierze zależy kim będą nasze dzieci, nowi obywatele?! Mówię „w dużej mierze” bo przecież osobowość kształtują również inne czynniki, jak choćby: temperament, środowisko czy społeczeństwo.

Nie mniej jednak, w myśl teorii mówiącej, że to JA jestem pierwszym i najważniejszym nauczycielem swego dziecka, stworzyłam listę cech charakteru, które są dla mnie ważne, którymi STARAM się kierować w życiu codziennym (idealna przecież nie jestem i też muszę nad sobą nieustannie pracować), oraz które chciałabym wpoić swemu potomstwu.

A oto one:

A jak Ambicja– jest  połową sukcesu,

B jak Bezinteresowność– to najmocniejszy wyraz miłości,

C jak Cierpliwość– jest kluczem do szczęścia,

H jak Honor– to połączenie silnego poczucia własnej wartości z wiarą w wyznawane zasady moralne, religijne lub społeczne,

O jak Odpowiedzialność– każdy powinien ją ponosić, za siebie i swoje czyny,

Odwaga– trzeba ją mieć by żyć zwyczajnie i w zgodzie z samym sobą,

Optymizm– niezbędny dla zdrowia ciała i duszy w otaczającej Nas szarej rzeczywistości

R jak Rozsądek– „ Zdrowy rozsądek to rzecz, której każdy potrzebuje, mało kto posiada, a nikt nie wie, że mu brakuje.”  Benjamin Franklin

S jak Skromność– bywa stratą czasu ;-) bywa oznaką szczerości, ale również oznaką obłudy,

        Szczerość–  najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa!

Szacunek– szanuj bliźniego swego jak siebie samego,

T jak Tolerancja– nie ma lepszych i gorszych; wszyscy jesteśmy RÓWNI; każdy ma prawo do odmienności i nie powinien być z tego tytułu dyskryminowany,

W jak Wierność– winno się być wiernym przede wszystkim- sobie samemu, swoim poglądom i  ideom,

         Wyrozumiałość– jest owocem znajomości własnych błędów.

Nie wiem czy uda mi się w pełni zrealizować mój plan, czy przekażę potomstwu wszystko to, co sobie założyłam i w końcu czy wychowam dzieci na „dobrych” ludzi? Ale grunt to mieć pomysł i cel! A następnie uparcie do niego dążyć!

Czas zweryfikuje moje starania i poczynania. Kto wie, może za kilka lat wrócę TU i podzielę się z Wami swoimi doświadczeniami, sukcesami  bądź też porażkami..? A może nawet moje dzieci pokuszą się o „chwilę prawdy” dla mnie? :-)

Ciekawi mnie, jak to jest w Waszym przypadku? Czy macie jakiś pomysł na swoje życie? Czy macie plan jak wychowywać swoje dzieci? A może w ogóle się nad tym nie zastanawiacie i „idziecie” na żywioł?

 

Subscribe
Powiadom o
guest

9 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Magda Kupis
10 lat temu

Ja dodałabym I jak Intuicja :) myślę, że jest bardzo ważna. Chyba właśnie intuicyjnie staram się wychowywać, choć to jest intuicja oparta na doświadczeniu (oczywiście nie na byciu rodzicem, ale dzięki temu, że pełnię całą masę innych ról) i wiedzy, która pozwala mi zweryfikować swoje wcześniejsze poglądy o wychowaniu. Czy mi się uda wychować dobrego człowieka? Dowiem się za kilkadziesiąt lat :)

Fizinka
Fizinka
10 lat temu
Reply to  Magda Kupis

„…i wiedzy, która pozwala mi zweryfikować swoje wcześniejsze poglądy o wychowaniu.”
Niesamowite jest to jak człowiek/kobieta zmienia się kiedy przychodzi na świat potomstwo :) Ja przyznaję, że w wielu kwestiach dotyczących wychowania miałam inne poglądy zanim zaszłam w ciążę, później kiedy byłam już w ciąży :) no a po porodzie „wyszło” zupełnie coś innego i nowego :) Powiedziałabym – świeższego ;)

Marysia
Marysia
10 lat temu

A ja dodałabym do swojego alfabetu U jak uczciwość, nie tylko względem siebie, ale także innych ludzi :)

Magdalena446
Magdalena446
10 lat temu

Można jeszcze dorzucić D – dobroć, S – szczęście, Z – zasady. Mam nadzieję, że wychowamy szczęśliwych ludzi z zasadami.

Anna Kopeć
10 lat temu

Ja zdecydowanie idę na żywioł. Żyję chwilą, staram się nimi cieszyć jak tylko można. Traktuję życie tak, jak miałoby się zaraz skończyć. Staram się zarazić Kubę tą miłością do życia. Staram się by poznał i zobaczył jak najwięcej, nie zapominam oczywiście także o najważniejszych rzeczach czyli „o ogólnym pojęciu dobrego zachowania”, szacunku dla innych, także braci mniejszych. To kim będzie pokaże czas, ja mogę się tylko starać pokazywać mu właściwą drogę.

Patrycja Zych
10 lat temu

Z jak zaradność w każdej sytuacji :)

Maria Ciahotna
9 lat temu

Może być też E jak empatia – bo warto starać się wczuć w skórę innycj, czasami od nas „zależnych” dzieci czy bliskich, mają przecież swoje rozumienie świata :)

Natalia
Natalia
8 lat temu

hmm… szczerze to nie zastanawiałam sie nad tym, tak naprawdę głęboko. Chyba czas na przemyslenia. :)

Fizinka
Fizinka
8 lat temu
Reply to  Natalia

Na szczęście, na przemyślenia i konstruktywne wnioski nigdy nie jest za późno ;-)

Zabawa 5 grudnia 2011

Spotkanie z Super Nianią – Panią Dorotą Zawadzką

Kto z nas nie widział choć jednego odcinka, bądź fragmentu ”Super Niani” z Dorotą Zawadzką w roli głównej. Jako jedna z wielu osób miałam możliwość spotkać panią Dorotę na spotkaniu organizowanym przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Żyrardowie. Sala Centrum Kultury bardzo szybko się zapełniła, mamami, tatusiami i babciami i dziadkami.

Przyznam, że doznałam niewielkiego szoku. Super Niania – ekspert w sprawach wychowania – kojarzyła mi się z osobą ostrą w swoich wypowiedziach, nawet trochę niemiłą i niesympatyczną – czyżby wykreowany obraz telewizji? Byłam ciekawa, jaka Dorota Zawadzka jest naprawdę, z dala od telewizyjnych fleszy. Przyznam, że od razu podbiła moje serce. Ciepła, sympatyczna, otwarta osoba, będąca na wyciagnięcie ręki. Kobieta taka jak my, która chętnie wysłucha drugiej osoby.

Pani Dorota – psycholog i pedagog z wykształcenia – opowiadała o sobie i o tym, na czym najlepiej się zna – jak sama powiedziała – czyli o rodzinie. Spotkanie rozpoczęła min. od słów, iż “musimy pamiętać, że dziecko to też człowiek”. Podkreślała, że jako mamy, powinnyśmy wierzyć sobie, swojej intuicji, słuchać naszych dzieci, obserwować je, uczyć się ich rozumieć.

„Dziecko ma identyczne potrzeby takie ja my”, chce być kochane, chce czuć się bezpieczne. Maluszka interesują, ramiona mamy i taty, to że będzie nakarmione, a pupa nie będzie odparzona. Dziecko potrzebuje miłości, czułości, dotyku, głaskania. Kto z nas nie lubi głaskania po plecach? Drodzy Rodzice dzieci też to LUBIĄ!

„Tatuś” także jest ważny dla dziecka od samego początku. Tatusiowie korzystajcie z możliwości przebywania z waszymi dziećmi, nie tylko podczas zabawy, ale także podczas pielęgnacji.

„Nie rób tego, bo zobaczysz” – kto z nas nie powiedział tego swojemu dziecku. A czy później nie dziwimy się dlaczego dziecko to zrobiło? To zdanie jest prostym komunikatem, w  umyśle dziecka pojawia się myśl – co zobaczę? – więc to robi. Pamiętajmy, że dzieci potrzebują samodzielności – my także nie lubimy kiedy nam się mówi co mamy robić.

„Dzieci powinny mieć swoje obowiązki” – już trzy latek może po jedzeniu zanieść talerzyk i podać go mamie. Nie czekajmy na moment kiedy będziemy sprzątać talerze po 25 latku.

To tylko kilka ciekawych i cennych porad Super Niani, jednak nie sposób wszystkie tutaj wymienić. Drogie Czytelniczki pozostaje więc, zaproszenie Super Niani do swojego miasta na spotkanie.

W imieniu redaktorek bloga W Roli Mamy pragnę serdecznie podziękować Pani Dorocie za uwagi, rozmowę i spostrzeżenia. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.

A Was drogie Czytelniczki zachęcić, jeśli tylko będziecie miały okazję, do udziału w spotkaniach z Super Nianią. Polecamy też profil Doroty Zawadzkiej na facebooku.

Subscribe
Powiadom o
guest

16 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Mrhepik
Mrhepik
11 lat temu

Patrząc na zdjęcie ,Super Niania powinna zdradzić tajemnicę ,jak mozna sie tak odmłodzić.O ile to tylko fotoszop,nie ma sprawy ale jeśli real to sam jestem zainteresowany ;)

Mrhepik
Mrhepik
11 lat temu

Idąc tym tropem,mozna dojś do wniosku,że wszystkie mamusie z tego forum,były mocno niepełnoletnie ,kiedy rodziły a ich męzowie(partnerzy)mogli by sie spodziewać sporych kłopotów ;)

Fizinka
Fizinka
11 lat temu

W życiu codziennym zawsze staram się działać w myśl zasady – Nie rób drugiemu co tobie niemiłe!
Więc jeśli JA czegoś nie lubię,nie robię „tego” bliźniemu, a jeśli JA coś lubię to biorę pod uwagę fakt że ktoś inny też może to lubić i daję mu TO ;-)
Dla przykładu powiem,że JA – uwielbiam być głaskana po głowie i delikatnie drapana po ramionach czy plecach,….. :-) Uwielbiam się przytulać i być blisko tych których kocham! :-)
Dlatego też od początku oddaję te „uwielbienia” memu dziecku :-) Głaszczę je,drapię,miziam,kiziam…przytulam i całuję – tak często jak tylko mogę!!!! :-)

Gosia1
Gosia1
11 lat temu

Z wielu rad i zasad Doroty Zawadzkiej korzystam. W jednym z programów w którym występowała, zwróciła uwagę, by nie mówić, do dziecka w liczbie mnogiej! A do wtedy zwracałam się do córki – choć zjemy, zrobimy siusiu itp. Od tam tej pory tak nie mówię.
Nie zgadzam się natomiast z teorią, żeby usypiając nie kłaść się z dzieckiem. To przecież taki cudowny czas na przytulanki i wieczorne czułości.

Marysia
Marysia
11 lat temu

Zawsze jak mówię do mojego synka, że idziemy, zjemy, przewiniemy, od razu mam w głowie obraz Super Niani, która kiwa mi palcem, że tak nie wolno ;)

Sylwia
Sylwia
11 lat temu

Moja przylepka uwielbia głaskanie po pleckach, całusy, podrzucanie, bujanie… Często sam podchodzi, np. gdy zmywam naczynia łapie za noge i wspina się by wziąć go na rączki i przytlić czy jak siedzi u mnie kładzie głowke na piersiach i tak wtulony leży lub zasypia. Uwielbiam to :) Czasem też sie łapię na mówieniu w liczbie mnogiej. Z drugiej str. nasi rodzice nie znali rad Super Niani i zapewne nie raz mówil, zjemy, pobawimy się czy nam to zaszkodziło…. nawet nie pamiętamy tego :)

Patrycja Zych
11 lat temu

Mogę tylko pozazdrościć spotkania :) każda mama popełnia błędy…Też jestem mamą która mówi zjemy,idziemy itd…itd..

Magda Kupis
11 lat temu
Reply to  Patrycja Zych

ja (może nawet dzięki pani Dorocie) używam odpowiedniej liczby, ale w przypadku idziemy i zjemy to właśnie tak mówię- bo razem jemy, razem wychodzimy, ale już ja ubieram a nie ubieramy się :D
A jak u Was jest w takim przypadku, np : „co (ty) zrobiłeś?” czy „co Wojtuś zrobił?” ?

Agnieszka Jelinek
11 lat temu
Reply to  Patrycja Zych

staram się mówić poprawnie, ale nie zawsze mi to wychodzi, staramy się także nie zdrabniać słów, a najbardziej nas irytuje jak obcy ludzie na widok małego od razu zaczynają: śrutu tutu, itd =p

Magdalena446
Magdalena446
11 lat temu

Na mnie wszystkie śruty, tuty działają jak płachta na byka!!!

Magda Kupis
11 lat temu
Reply to  Magdalena446

oj, tak! też tego nie rozumiem. dziecko w danym wieku może zapamiętać kilkadziesiąt słów, więc po co „marnować” tę ilość, dziecko 2 razy misi uczyć się danego słowa. pytanie, po co?

Sylwia
Sylwia
11 lat temu
Reply to  Magdalena446

mam dokładnie to samo.

Paulina Garbień
11 lat temu
Reply to  Magdalena446

mnie też to doprowadza do szału, nie potrafię tego wybić z głowy niektórym osobom… oczywiście głównie chodzi o teściową…

Marysia
Marysia
11 lat temu

Oł maj… a mi się zdarza śrutować-tutować mojemu małemu synkowi, choć wiem że ie wolno ;p a moja teściowa jedyne „ale ” które popełnia to słodycze dla roczniaka, który ich tak naprawdę nie potrzebuje ;p

Mrhepik
Mrhepik
11 lat temu

A prawda nie koniecznie leży w pośrodku ;)
http://www.facebook.com/photo.php?fbid=209059335840857&set=a.155832104496914.40385.155767741170017&type=1&theater

Pytanie- co wpływa na wiarygodność Pani od dobrych rad?

Marysia
Marysia
11 lat temu

Ktoś tu nie przepada za p. Dorotą…
Ale spokojnie Super Niania może pomóc i Tobie ;P

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close