Ogórek, ogórek, ogórek…….

Ogórek, ogórek, ogórek…….


Agnieszka Jelinek

13 lipca 2014

Lato w pełni – w szklarni powoli dojrzewają pomidory, a zdecydowanie szybciej mogę się cieszyć z ogórków, które lubię wcinać nie tylko latem. Tak dziś tematem mojej kulinarnych podbojów będzie tradycyjny ogórek, zielony, świeży ogórek. 

To najlepszy czas (lato), by spróbować zachować ile i co się da w słoiku, a jak mamy w dodatku sprawdzony przepis to dlaczego nie spróbować?

Dziś chętnie podzielę się z wami przepisem na ogórki – korniszony – z nutą papryki i cebuli.

Składniki:

5 kg ogórków
½ kg cebuli
2 szt. papryki (1 czerwona i 1 żółta)
1 mały seler

1.  Ogórki myję i kroję  na ćwiartki, a  cebule i papryki kroję w plasterki. Seler najlepiej zetrzeć na tarce.

2. Wszystkie składniki mieszam razem, najlepiej w dużym garnku, lub misce (dla ułatwienia podpowiem: żeby nie robił się bałagan, cebulę, papryki i seler zawijam w gazę).

3. W dalszej kolejności posypuję szklanką soli, dodaję 8 szklanek wody. Całość należy dobrze wymieszać i odstawić na ok.3 godz.

4. Po 3 godzinach odlewam całą wodę  i ciasno układam ogórki w przygotowanych wcześniej słoikach.

5. Pozostało jeszcze  przygotowanie zalewy.

Składniki na zalewę:

3 szklanki wody
2,5 szklanki octu
2 łyżeczki gorczycy
1 łyżeczka ziela angielskiego
1 łyżeczka kolendry
70 dkg cukru

6. Te wszystkie składniki zagotowuję razem i zalewam nimi ogórki. Tak gotowe słoiki z ogórkami i zalewą pasteryzuję ok 4 min. (w piekarniku lub specjalnym garnku).

Pasteryzacja jest najlepszym sposobem na utrwalenie domowych przetworów. Polega na podgrzaniu w naszym przypadku zamkniętego słoika z ogórkami do temperatury ok 85-95 stopni Celsjusza. Dzięki niej giną wszelkie drobnoustroje, które mogłyby zepsuć naszą pracę, a tak nasze przetwory spokojnie doczekają przyszłego lata.

Podzielcie się swoimi przepisami  na ujarzmienie ogórków!

ogórki 7

ogórki 6

ogórki 1

ogrórki 2

ogórki 3

ogórki 4

ogórki 5

Zdjęcia: Rachela

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Żaklina Kańczucka

    Ogórki uwielbiam od każdą postacią- korniszone, kiszone, małosolne czy z papryczką chili :) I nieskromnie napiszę, że dobrze spod mojej ręki wychodzą, bo zawsze gdy mam gości, proszą mnie abym zapakowała im na drogę słoiki z ogórkowymi pysznościami.

  2. Magdalena Marczuk Romanowska

    Oj, uwielbiam ogóreczki. Sezon się rozpoczął i u mnie przybywa słoiczków;)

  3. Ogórki małosolne z Beskidów
    kamionkowy słój lub zwykły z jasnego szkła
    koper ogrodowy

    czosnek

    chrzan
    po ok 6 sztuk: liście dębu, liście czarnej porzeczki i liście wiśni
    na litr wody- duża łyżka soli
    Na spód koper, pomiędzy nim czosnek i chrzan pokrojony w słupki

    Potem ogórki ciasno ułożyć a na górę liście. Zagotować wodę, wsypać sól, odstawić na 10min i ciepłą wodą, ale już nie wrzątkiem zalać ogórki.

    koniec:)

  4. Ja zawsze nawet jak robię kiszone odcinam końce

  5. Jak liscie od ogorkow sa zdeptane to beda gorzkie albo obierane z ciemniejszej strony tez goszkie beda

  6. Zależy od której strony jest obierany

    1. A jak nie jest obierany?

  7. Podobno obiera się od ciemnej strony do jasnej

    1. A to dobrze wiedziec😂 właśnie nie byłam pewna

  8. Jak jest im za dużo słońca, to wtedy będą gorzkie. No i jeszcze trzeba podlewać, żeby nie było za sucho.;) Tak mówi moja mama).

  9. Ciemna strona ogórka jest gorzka a jasna nie, jeśli ogórek jest obierany od ciemnej czyli od ogonka w stronę jasną od kwiatka to będzie gorzki. Na odwrót nie powinien być gorzki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Lato leśnych ludzi

Lato leśnych ludzi


Mirella

10 lipca 2014

Ile razy już Wam pisałam, że mieszkam w lesie? Może nie wygląda to tak, że tylko mój dom i nic więcej, ale jednak więcej drzew niż domów, ulice też często-gęsto przypominają leśne drogi. Na zdjęciach satelitarnych mojej okolicy widać po prostu las, dopiero w zbliżeniu można zauważyć zabudowania.

Jak się mieszka w lesie? Przyjemnie! Rano budzi śpiew ptaków, w dzień obserwujemy ganiające się wiewiórki, słuchamy stuku dzięcioła, wieczorem podnosimy głowy by zobaczyć nietoperze, a w nocy obserwujemy gwiazdy ;)

Jeżeli jednak jesteście mieszczuchami i wybieracie się na wakacje do lasu, musicie pamiętać o kilku rzeczach.

  • Las to nie tylko ptaki i zwierzęta (tym ostatnim lepiej w drogę nie wchodzić), to również owady, nie wszystkie przyjazne człowiekowi. Lepiej nie wabić os, pszczół, bąków, trzmieli, szerszeni i nie wiem czego jeszcze ubraniem w kolorach kwiatów. Szczególnie lecą do żółtego, sprawdziłam.
  • Z tych samych powodów lepiej nie używać kwiatowych lub owocowych kosmetyków i perfum, a ubrania płukać w płynach o neutralnych zapachach.
  • Jeżeli nie macie pewności czy tam, gdzie jedziecie będą moskitiery w oknach, zabierzcie je ze sobą, do tego parę pinesek lub plaster, czymś je trzeba tymczasowo przyczepić.
  • Spray przeciwko osom i szerszeniom dużo miejsca w bagażu nie zajmuje, a może się okazać równie przydatny, co trudny do zdobycia.
  • Nigdy nie wypróbowałam, ale mądrość ludowa głosi, że po ukąszeniu przez osę trzeba wycisnąć to co nam zostawiła i przyłożyć w to miejsce przekrojoną na pół cebulę, lub korzeń pietruszki.
  • Na obrzęki po ugryzieniach dobry jest okład z sody oczyszczonej, ale trzeba uważać bo można łatwo poparzyć skórę, szczególnie u dzieci. Dobrze działa też Altacet, najlepiej w żelu, najłatwiej nałożyć ;)
  • Na komary nie ma skutecznej metody, przynajmniej ja nie znam. Oczywiście jeśli mówimy o przebywaniu wieczorem na dworze. Olejek waniliowy jest przereklamowany, aplikacja antykomarowa na smartfona też nie spełnia zadania, za to szybko zjada baterię. Najlepiej działa smarowidło o nazwie Autan, ale po pierwsze nie dam głowy czy jeszcze można je kupić, po drugie zupełnie nie nadaje się dla dzieci.

Basia podpowiada: polecam http://mugga-polska.pl/ zawiera deet – związek chemiczny stworzony przez chemików ze Stanów Zjednoczonych dla potrzeb wojska , walczącego w wilgotnych lasach i innych terenach gdzie występują owady.

Hanna podpowiada: tani i całkiem niezły jest produkt dla dziec z ziajki „anty bzzz”.

  • Z powyższych powodów jasno wynika, że jeżeli jedziecie na wakacje z małym dzieckiem, moskitiera do wózka powinna być na pierwszym miejscu na liście Waszego niezbędnika.
  • Ponoć zdrowo jest chodzić boso, szczególnie dzieciom jest to polecane, ale cóż… jak widzę ile robactwa chodzi mi po podwórku to zdecydowanie każę dziecku zakładać buty.
  • Owocowa przekąska na dworze? Tylko jeśli macie pewność, że dziecko ją pochłonie zanim dowiedzą się o niej wszelkie owady słodkolubne.
  • Absolutnie i pod żadnym pozorem nie wolno bezmyślnie jeść czy pić nie patrząc na talerz lub do kubka. I to nie tylko będąc na dworze! Do dziś mnie ciarki przechodzą na wspomnienie takiej sytuacji: byłam w domu, na ekspresie do kawy stała moja filiżanka z resztką napoju (filiżanka 750ml więc ta resztka to całkiem sporo ;) ), sięgnęłam po nią żeby się napić i zobaczyłam żywą osę! Pływała sobie małpa jedna! Gdybym nie miała wyrobionego odruchu patrzenia co jem i piję nie pisałabym dziś do Was.
  • Oprócz owadów latających macie szansę spotkać kleszcza, lepiej mieć coś do wyjęcia go. Nie zawsze do szpitala jest blisko, a wyjęcie kleszcza wcale nie jest trudne.
  • O apteczce i jej zawartości pisała niedawno Fizinka, więc nie będę się powtarzać, zajrzyjcie tutaj ;)
  • Pamiętacie ze szkoły, że piorun wali tam gdzie najwyżej, prawda? W lesie wali w drzewa, więc wiadomo – zbliża się burza, uciekacie do domu, na kwaterę, czy gdzie tam akurat stacjonujecie.
  • Grzybobranie polecam tylko znawcom tematu ;) Amatorzy lepiej niech sami nie gotują tego co zbiorą ;)
  • Owoce leśne… temat rzeka. Sporo się mówi, że zwierzęta na nie siusiają i lepiej nie zbierać. Nigdy nie chorowałam po leśnych jagodach czy jeżynach, ale nie gwarantuję, że to zbieranie jest bezpieczne.

Basia podpowiada: bardzo niebezpieczne! Bąblowica – śmiertelna choroba, której można się nabawić jedząc NIEUMYTE owoce leśne

Hanna podpowiada:  bardzo pilnujcie swoje dzieci, które na widok „jagód” mogą bez zastanowienia się poczęstować, nie wszystkie owoce z rodziny jagód są jadalne ;)

  • W lesie łatwo zabłądzić, dobrze jest patrzeć na oznakowania szlaków i zapamiętywać charakterystyczne miejsca, typu sosna o szesnastu pniach (mamy taką, jest pomnikiem przyrody ;) ), powalone drzewa, duże głazy czy mrowiska.
  • W lesie obowiązują podobne zasady co w górach, jeśli wybieracie się na wyprawę w nieznane lub w kompletną dzicz koniecznie poinformujcie kogoś gdzie się wybieracie i kiedy planujecie wrócić.
  • I na koniec, żeby nie było że Mirella nie powiedziała: NIE WOLNO ŚMIECIĆ W LESIE!!!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Też mieszkamy przy lesie więc….piąteczka!

    1. Piąteczka!

  2. Maria Ciahotna

    U nas do lasu trochę dalej, mieszkamy praktycznie w mieście, ale dzieci lubią wyprawy do lasu :) młoda już nie raz przytachała kleszcza, więc poważnie myślimy o jej zaszczepieniu (i tak samo pozostałych dzieci..). Jednak nic nas nie zraża i wyruszamy na poszukiwanie grzybów i owoców leśnych, a czasami po prostu fajnych przygód. A jeśli chodzi o apteczkę – mamy taką „podróżną” – gdy wyruszamy „w świat” zabieramy ją ze sobą i wiemy, że wszystko niezbędne jest pod ręką ;)

    1. Prawdziwi z Was turyści ;)

  3. Żaklina Kańczucka

    Podpisuję się pod powyższym :)

    1. Dziękuję ;)

  4. Ja raz znalazłam ogromnego pająka krzyżaka w swojej kawie!! A innym razem prawie połknęłam pszczołę która wpadła mi do piwa, w butelce!!
    Także potwierdzam – zaglądajcie do tego co jecie i pijecie!!

    1. Brrrrrr, aż ciary przechodzą!

  5. Kiedy byłam mała mojej koleżance na lizaku usiadła osa. Całe szczęście użądliła ją „tylko” w wargę…

  6. Barbara Heppa-Chudy

    Dla mnie spacerowanie po lesie to największy relaks. Uwielbiam.

    A propos leśnych zwierząt – pochwalę się jednym sąsiadem zza płota:

  7. Ja wspaniale mieszkać tak przy lesie :) Ja mam już tak bardzo dość miejskiej gonitwy, że zupełnie poważnie myślę o zostaniu leśniczym.

    1. Pięć lat mieszkałam w Warszawie, z prawdziwą ulgą wróciłam do mojego lasu, więc świetnie Cię rozumiem ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Dziewczyny! Zarost zostawcie facetom

Dziewczyny! Zarost zostawcie facetom


Żaklina Kańczucka

8 lipca 2014

Ostatnio na blogu pojawił się tekst mojej redakcyjnej koleżanki Hani, która z przymrużeniem oka opowiedziała o wstydliwych sekretach matek. Miał on ogromne powodzenie, widać mamy mocno się z jego treścią identyfikowały i same uchylały rąbka własnych tajemnic.

Z zaciekawieniem i uśmiechem czytałam komentarze pod wpisem, i uderzyło mnie to, jak wiele z Was zakrzyknęło, że zna to z autopsji, i że czasem to masakra, a te gatki zakupkane w torebkach noszą i że w ogóle i w ogóle… Można i tak, nie neguję tego, jednak ja nie mogę się pod tym podpisać, bo dla mnie zupełnie naturalne jest poświęcanie czasu nie tylko dzieciom, ale również własnej osobie. Tekst ten dedykuję więc tym, które uważają że jedyny i słuszny  system funkcjonowania to “dla dzieci wszystko, dla siebie nic”.

Sama dobrze wiem, że CZASEM można nie znaleźć chwili na zadbanie o siebie, ale bez przesady. I to nie tylko moja opinia, choć kiedy pojawiła się ona w komentarzach, od razu siła złego na jednego, że pewna morderczyni “też była ładna i zadowolona z siebie”. Co prawda nic mi o tym nie wiadomo, ale nóż w kieszeni się otworzył. Bo gdybym ja dzieci nie miała – a mam dwójkę, gdybym nie zajmowała się domem – a zajmuję się na piątkę z plusem (ocena męża) i gdybym miała kogoś do pomocy oraz dobę z gumy (litości), to mogłabym siedzieć cicho w gąszczu “owłosionych” komentarzy na blogu. A tak nie jest.

I wnerwia mnie, że moc głosów zaczyna cichaczem kreować negatywny obraz matki zadbanej dla odmiany. Bo pewnie coś musi być nie halo, skoro taką fryzurę ma, oko pomaluje, nogi zawsze ogoli. Kobieta to nie osławiona Conchita, żeby z zarostem chodziła. I przy tej okazji chciałabym zaznaczyć że wbrew temu co pewnie ktoś zdążył pomyśleć, nie mam gosposi, babci ani super ekstra sąsiadki, która by mnie w obowiązkach odciążyła. Nie mam i już. Mimo tego mam czas dla dzieci, którymi opiekuję się w domu, czas na pisanie nowych tekstów, chęci i siły na bieganie, któremu poświęcam się coraz bardziej. I można? Można!

Co więcej, żeby wkurzyć te co szczególnie zadbanych nie znoszą, nie tylko jestem zadbana mama, ale i mam też ogarniętą chatę z ogarniętym psem, bo śmierdziuch sam się nie naumiał wyprowadzać. Pomoc męża jest skromna, bo On pracuje, więc nie ma takiej siły, żeby mnie na co dzień odciążał w obowiązkach w domu i przy dzieciach.

I zanim ktoś rzuci we mnie wirtualnym pomidorem, uchylę rąbka tajemnicy, że tyle ile mogę, zazwyczaj w ratach, odczyniam kiedy dzieci śpią, a raczej w przerwach pomiędzy ich wstawaniem. Nocki u nas rządzą się dziwnymi prawami. Ale dzięki dobrej organizacji i chęciom czucia się zadbaną dziewczyną, nóżki mam ładne i bez włosia, i paznokietki trzaskam na różne kolory. Nawet jak trzeba cztery razy poprawić, poprawiam, nie lubię roboty na odwal się. A jak już naprawdę nie mam opcji na kolor,  opiłować je i machnąć bezbarwnym, to żadna filozofia. Wystarczy chcieć, a nie szukać stu tysięcy wymówek.

A! Zapomniałabym o imprezach. One też się u nas dzieją, życie towarzyskie nie umiera wraz z narodzinami dzieci, gdyby ktoś jeszcze tego nie wiedział ;) Tyle, że pić – nie piję, bo raz – za kacem nie tęsknię, a dwa – karmię piersią.

Proszę Was dziewczyny, spójrzcie tak uczciwie na swoją dobę i “z ręką na sercu” powiedzcie mi, że naprawdę ani minuty nie wyskrobiecie żeby zrobić coś dla swojego ciała, a nie tylko dla dziecka? Wierzyć się nie chce. No, chyba że jesteście w domu same, bez mężczyzny który zechciałby lub miałby możliwość w czymkolwiek Wam pomóc. Choć to akurat smutne, bo chyba to naszym mężczyznom powinno najbardziej zależeć, by mieć u boku piękne, zadbane i szczęśliwe kobiety. Niech moc będzie z Wami, kosmetyki na półkach a bóbr niechaj zniknie na zawsze :)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. :) Super artykuł :) I dostarczył mi jeszcze więcej motywacji – dziś strzele sobie Dwa kolorki na pazurkach :)

    1. Żaklina Kańczucka

      Ajlajkyt :D Bez żartów, wystarczy kilka-kilkanaście minut w ciągu wieczora, żeby zrobić coś tylko dla siebie :)

  2. Marta Sobczyk-Ziębińska

    Ja jestem raz na 8 tygodni u fryzjera, u kosmetyczki to roznie, ale na regulacji brwi. Zima raz w tygodniu chodzilam na BPU i raz na zumbe, zawsze mam pomalowane paznokcie i zeby nie bylo mieszkam z mezem i corka sama. Moi rodzice pracuja i widzimy sie raczej w niedziele, a do tesciow mam dwie godziny drogi. Moja corka ma rok, chodzi, sama je czesc rzeczy, pomaga mi w tym co jest w stanie zrobic, rozumie wszystko co do niej mowie i potrafi zakomunikowac swoje potrzeby, pokazac gdzie ma poszczegolne czesci ciala, jako tako umyc zeby i czesac wlosy. Do tego mieszkamy w domu z ogrodkiem, gdzie tez cos trzeba robic, pracuje tylko maz, czasami corka go nie widzi przez dwa, trzy dni. Da sie? Wystarczy sie zorganizowac odpowiednio. Zwlaszcza kiedy dziecko w ciagu dnia spi tylko godzine i sila rzeczy wszystkie czynnosci domowe wykonywane musza byc w jej asyscie.

  3. Haha no właśnie, ale skoro kobiety chcą być jak mężczyźni….if you know what I mean :).

    1. Żaklina Kańczucka

      A to tak z przymrużeniem oka ;)

  4. Ludzie, a w szczególności kobiety zawsze będą obgadywać i krytykować inne.
    No bo… jedna chodzi w dresach, nieumalowana i gustownie nieuczesana więc na bank o siebie nie dba, nie chce, nie potrafi i w ogóle jest daremna bo na piedestale stawia dzieci!
    A druga jest tak ładnie ubrana, z delikatnym makijażem, zrobionym manicurem i elegancko ułożonymi włosami, a przy tym jest po prostu piękna, więc na bank zaniedbuje dzieci, albo ma kogoś do pomocy (gosposię, babcię, sąsiadkę,….) i na dodatek jest płytka bo przykłada zbyt dużą uwagę do swego wizerunku zewnętrznego, a nie do……. hmmm no właśnie do czego?!
    Kobiety, odpuśćcie gorzkie żale, niech Wam już nie ściskają tak tyłków! W zamian zróbcie coś dobrego i pożytecznego, zarówno dla siebie jak i dla innych!
    Nie bądźcie zołzy!
    I dbajcie o siebie! ;-)

  5. Magda Koziróg

    popieram, ja też mam dwójkę (5 lat i 2 miesiące) i też mam nóżki ogolone, paznokietki pomalowane i dwa tygodnie temu spędziłam u fryzjera 3 godziny, a potem imprezka i też karmię piersią , po prostu jak się chce to można zrobić wszystko :)

    1. Żaklina Kańczucka

      Kwestia dobrej organizacji i wszystko można :)

  6. Popieram!!!! :) Jestem mamą dwóch szalonych chłopaków, sama ogarniam dom, robię dodatkowe kursy,żeby się rozwijać zawodowo,czasami popołudniami pracuję, kończyłam nawet studia będąc w ciąży, w przerwie wakacyjnej rodziłam i od jesieni juz byłam z powrotem na uczelni. Obroniłam się w dwójką dzieci, sama…bez niczyjej pomoc bo mąż akurat ciężko pracował i nie mógł mi tyle pomóc. I mimo wszystkich obowiązków znajduję min 2 razy w tygodniu czas na taką dłuuuuuugą kąpiel z leżeniem w wannie, z pianą i muzyką, paznokcie maluję min 2 razy w tygodniu, codziennie rano maluję się sama dla siebie, co 3 tygodnie chodzę do fryzjera, nóżki i nie tylko zawsze bez włosia….owszem to wszystko najczęściej gdy dzieci już spią ale trzeba mieć chwilę dla siebie. Bez tego można czuć się źle ze samą sobą a smutna i przygnębiona mama to smutne dzieci.

    1. Żaklina Kańczucka

      Brawo :) Kobietom powinno zazdrościć się wyglądu i rodzinki, a nie współczuć z tego powodu ;)

  7. Ja bym chyba umarła gdybym nie ogoliła tego i owego… Zarost zdecydowanie dla panów ;)

    1. Ja tez sobie nie wyobrazam pozostawienia wlosow ;) wole depilacje dluzej spokoj

  8. Ja latem to. czesto ale zima mi sie nie chce i raz w tyg

  9. ohyda- zero włosów poza tymi na głowie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Oczy szeroko zamknięte

Oczy szeroko zamknięte


Fizinka

6 lipca 2014

Ku przestrodze…
Dwie różne sytuacje, które pokazały mi strach i emocje, jakich jeszcze nie znałam. Sytuacje, które mogły zakończyć się tragicznie. Wreszcie sytuacje, które otworzyły mi na pewne sprawy oczy…

….

Lipiec 2013r.

Urlopujemy się właśnie nad jeziorem. My, z dwu i pół letnim wówczas Jaśkiem i nasi znajomi – małżeństwo, z trzy miesiące starszą od Janka, córką.

Jest ciepło, siedzimy przed stanicą wędkarską, którą wynajmujemy, tuż przy brzegu jeziora. Roześmiani, wystawieni do słońca, plotkujemy. Odpoczywamy. Zuza bawi się koło nas, robi babki z piasku. Jasiek siedzi z Tatą na pomoście, na turystycznym krześle. Z dumą i zaciekawieniem obserwuje jak Tata zarzuca raz po raz wędkę i próbuje złowić rybę.

Nagle słyszę plusk wody, zerkam na pomost, na Jaśka – czy jeszcze tam siedzi?!

Nie ma Go!! Krzesła też nie ma!!

I w mgnieniu oka Tata znika mi z oczu, skacząc za dzieckiem do wody!

Zrywam się z miejsca, biegnę na ten cholerny pomost i czuję jak całą oblewa mnie strach! Zimny! Potworny! Nogi mi się uginają, ręce trzęsą, serce wali jak szalone, jakby za chwilę miało wyskoczyć przez gardło albo eksplodować!

Głowa szaleje, myśli buzują i tylko ta jedna krzyczy – wyciągnij Go, PROSZĘ!!

I wynurzył się Tata, z wysoko uniesionym Dzieckiem. Biorę Go łapczywie w swoje objęcia, jak wtedy, w szpitalu, kiedy przyszedł na świat. Przytulam tak mocno, jak tylko mogę.

Cztery dorosłe osoby, wszystkie na wyciągnięcie ręki, a mimo to moje dziecko prawie się utopiło!

….

Lipiec albo sierpień 2012r., nie pamiętam już dokładnie, w każdym razie na pewno było lato.

Mieszkanie na czwartym piętrze, duży balkon z betonowym murkiem, zamiast tradycyjnej barierki.

Ja i mój półtoraroczny wówczas Jasiek.

Był upalny dzień, więc okna i balkon miałam szeroko otwarte. Siedzieliśmy razem w salonie, bawiliśmy się. W pewnym momencie wstałam i poszłam po coś do kuchni, po coś do picia, chyba.. ?

Nie wiem ILE mnie nie było, 30 sekund, może minutę? No chwilę dosłownie!

Wracam i co widzę??  Moje dziecko, mały odkrywca – alpinista, stoi na swoim plastikowym pudełku z zabawkami i próbuje wyjrzeć przez balkon, przez ten nieszczęsny murek, który przesłania mu cały świat!

To nie jego pierwsza wspinaczka, każdego dnia podsuwa pudło pod stół czy szafę i próbuje wgrzebać się jak najwyżej. Tego dnia jednak nieco poniosła go fantazja i choć murek (na szczęście!) jest dość wysoki, tak że ledwo nos mu za niego wystawał, to mało brakowało do nieszczęśliwego wypadku!

….

Gdyby te dwa przypadki zakończyły się tragicznie i ujrzały światło dziennie, daję sobie rękę uciąć, że w sieci posypałyby się miliony krwiożerczych komentarzy: że jestem głupia, nieodpowiedzialna i  bezmyślna, że zamordowałam własne dziecko i jak w ogóle mogłam dopuścić do takich sytuacji?!

Przecież to niemożliwe!

A jednak możliwe! Mówię Wam to – JA, (nie)zwykła, w pełni świadoma i kochająca matka. Matka która za własnym dzieckiem skoczyłaby w ogień!

Stety niestety, ale dzięki tym zdarzeniom wiem, że z dziećmi nie można wszystkiego przewidzieć, a wypadki się zdarzają, nawet najlepszym rodzicom, najmądrzejszym ludziom, nie ma znaczenia.

Wystarczy moment, chwila nieuwagi…

Ale czy Wy, jesteście w stanie to zrozumieć? Wy – anonimowi komentatorzy, wszechwiedzący, idealni, święci,..?! Ci, którzy bez mrugnięcia okiem oskarżają o najgorsze!

Jakim prawem?!

Wy, którzy zapewne nigdy w życiu, na Wasze szczęście, nie mieliście JESZCZE okazji przeżyć czegoś podobnego?! Wy, którzy być może nawet nie posiadacie dzieci i najzwyczajniej w świecie nie macie pojęcia O CZYM prawicie?!

Gwoli ścisłości, nie bronię rodziców, którzy z premedytacją wyrządzają krzywdę swym dzieciom, bo im przeszkadzają…  np. w libacji. Mówię o tych, którym zdarzył się WYPADEK, najstraszniejszy, ale po prostu – wypadek.

Oceniać jest łatwo, (próbować) zrozumieć znacznie trudniej. Smutne to.

„Co roku w Polsce w różnego rodzaju wypadkach ginie tysiąc dzieci, a ponad 300 tysięcy doznaje urazów. Z ubiegłorocznego raportu UNICEF „Dzieci w Polsce” wynika, że najczęściej do nieszczęśliwych zdarzeń dochodzi pod opieką rodziców, w domu. Wystarczy chwila nieuwagi.”

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Wypadek wypadkowi nierówny. Dziecko wpada do wody i natychmiast jest reakcja rodzica a dziecko wpada do wody a rodzic zauważa po jakimś czasie, że nie ma dziecka.

    Otwieram drzwi na balkon, wiedząc że dziecko nie pokona samo barierki i wtedy mogę na chwilę wyjść z pokoju a zostawiam dziecko samo na dłużej i potem nie wiem jak ono mogło wypaść.

    Jest wiele wypadków, które naprawdę było trudno przewidzieć a jeszcze więcej wynikających ze skrajnej głupoty i nieodpowiedzialności dorosłych.

    Generalnie nie komentuję w sieci tragedii, po co kopać leżącego. Nawet jak była wina rodzica to poniósł straszną karę za to. A jak wypadek to po co obwiniać, sam się pewnie obwinia i zastanawia czy to mógł przewidzieć.

    Ale chyba robisz błąd, zakładając że wszystkie wypadki dzieci to wypadki, którym się nie dało zapobiec. Każdy wypadek jest inny.

    Mam już nastolatkę i popełniłam w ciągu jej życia mnóstwo błędów, ale zawsze starałam się przewidzieć największe zagrożenia.

    Kiedy w kuchni pryskał olej, był prodiż włączony to młoda była informowana, że teraz nie wolno wchodzić. Po zakupach najpierw dziecko do samochodu a dopiero potem zakupy, chyba że dziecko siedziało w wózku. Nigdy nie biegała po parkingu sama. Nigdy nie zostawiłam dziecka w wózku pod sklepem. Jak nie mogłam z wózkiem to brałam dziecko na ręce, nawet jak spało. Nad wodą byłam zawsze obok, żeby móc zareagować. Nigdy nie pozwoliłam kąpać się w nieznanej wodzie.

    Wypadki zawsze będą się zdarzały. Chodzi o to, żeby nie miały tragicznych skutków, a temu w wielu przypadkach można zapobiec albo zminimalizować skutki.

    Obawiam się, że takim artykułem usprawiedliwiasz także tych rodziców, którzy sami narazili życie swoich dzieci przez swoją bezmyślność. Inna sytuacja jest kiedy dziecko Ci się wyrwie i wpadnie pod samochód a inna, kiedy wpadnie pod samochód bo zostawisz je na parkingu bez opieki i zajmiesz się zakupami, nieprawdaż?

    Co nie zmienia faktu, że ani jednej ani drugiej sytuacji nie skomentuję negatywnie. Tragedia to tragedia, niezależnie czym spowodowana.

    1. Joanno, ale ja przecież niczego nie zakładam („…że wszystkie wypadki dzieci to wypadki, którym się nie dało zapobiec.”), skąd taki wniosek?
      Poza tym, nikogo nie usprawiedliwiam, co z resztą zaznaczyłam.
      Chodzi mi raczej o to by OTWORZYĆ LUDZIOM OCZY – jednym na to, że trzeba bardziej na dzieci uważać i, jak sama napisałaś, starać się zapobiegać zagrożeniom.
      A innym na to, że wypadki czasem, mimo największym chęciom i próbom zapobiegania, się zdarzają. Bo choć to przykre i głupie – takie jest życie.
      I jak się komuś zdarzy już taki tragiczny w skutkach wypadek to nie wolno nam oceniać, krytykować i bluzgać! Wyzywać od najgorszych!
      Pamiętam jak swego czasu pewna kobieta napisała (na łamach naszego bloga) że jej syn będąc pod opieką Jej rodziców, wypadł z okna. Dziadkowie go kochali i nie chcieli wyrządzić mu krzywdy. A jednak stało się…… I jakie pojawiały się najczęściej komentarze?? No oczywiście pełne oburzenia i niezrozumienia -„Jak można dopuścić do tego że dziecko wypadło z okna?!”
      ….
      Tak jak napisałam w tekście – oceniać jest łatwo, zrozumieć trudno – i ten kto dzieci nie ma, ten kto nie stanął w obliczu tragedii, ten kto nie ujrzał na własne oczy swego dziecka w jakimkolwiek stanie zagrożenia i ten co ma dziecko, z natury bardzo spokojne, które potrafi pół dnia spędzić przy jednej zbawce, siedząc grzecznie na kocyku.. podczas gdy inne ciągle się gdzieś wspina, wtyka paluszki, kombinuje, ucieka rodzicom…. – ten nie rozumie i nawet nie próbuje zrozumieć – jak może dojść do wypadku.

    2. Hanna Szczygieł

      A ja trochę nie rozumiem Twojego komentarza, odnoszę wrażenie, że jest on tym, czego się wypierasz. Po prostu osobiście nie widzę związku, bo według mnie tekst traktuje o wręcz przeciwnych sytuacjach.

  2. Maria Ciahotna

    Wiele, bardzo wiele w tym artykule jest prawdy – właśnie o to chodzi, że nawet przy największych staraniach i uwadze po prostu może się coś zdarzyć – sama tłumaczę dzieciom (mamy trójkę) przy każdej okazji, co może się wszystko stać, staram się ich pilnować (czasami wydaje mi się że nawet przesadzam z opieką),a jednak całkiem nie dawno synek (prawie 2,5 latka) zjechał z chodniku na drogę. A gdzie ja byłam? 5 kroków za nim, trzymając za rączkę siostrę i pchając drugą ręką wózek. Od razu rzuciłam się za nim (chodnik w miarę równy, więc wózeczek nigdzie nie odjechał) i porwałąm go, jak to zwykle bywa auto już nadjeżdżało, naszczęście i tak zwalniało przed skrzyżowaniem, ale z punktu widzenia kierowcy pewnie zachowywałam się „bezmyślnie” i okropnie. A jeszcze kilka dni wcześniej starsza córka (prawie 5 lat) dosłownie spadła na jezdnię – a pół minuty wcześniej prosiłam ją, by szła bliżej mnie, bo jak się kręci koło krawężników, to może jej się nóżka powinąć i wleci pod auto – i bęc, dokładnie to się stało za kilka sekund… Całe szczęście że Cieszyn jest akurat (no właściwie od dłuższego czasu…) tak rozkopany, że nie da się jechać szybciej niż 5km/godzinę, więc było dużo czasu by zareagować i pomóc córce wstać.
    Dwa podobne incydenty, dziecko uciekające/wpadające na drogę – czy gdyby coś się stało to byłaby to moja wina? Pewnie tak, nawet teraz myślę, czy nie mogłam jeszcze bardziej ich pilnować, ale przecież nie kupię im smyczy albo nie zamknę w domu, bo nie o to chodzi. Ważne, by teraz one i ja bardziej jeszcze uświadamiały sobie niebezpieczeństwo.
    A jeżeli już kogoś innego spotka takie czy inne nieszczęście, to ja tego nie komentuję, nie przystoi mi osądzać, gdyż nie wiem, jak było – może informacje podane są tendencyjnie, by wzbudzić sensację, może nikt nie zapytał rodziców, jak to się stało, może … Właśnie – może to się zdarzyć każdemu z nas, na tym właśnie polega „przypadek”. Tak więc przewidujmy, uważajmy i troszczmy się z miłością o nasze pociechy każdego dnia :)

    1. Mój syn (3l.) też niedawno PRAWIE wyjechał na drogę bo się rozpędził na rowerze i po pierwsze nie zwrócił uwagi gdzie jedzie, a po drugie nie umiał (tak od razu) zahamować – a wołałam za nim żeby wcisnął hamulec i biegłam co sił w nogach by go zatrzymać!

      Co do innych wypadków o których pojawiają się informacje w prasie czy telewizji, tak to właśnie zazwyczaj jest, że media nie podają konkretów i całej prawdy. Tak sprzedają temat, by wzbudzić sensację i oburzyć ludzi, a co za tym idzie sprawiają że artykuł zaczyna żyć własnym życiem! Ludzie nie wiedzą co się wydarzyło na prawdę, na komentują i oceniają! Często mylnie i niesprawiedliwie…

    2. Hanna Szczygieł

      W pełni się z Tobą zgadzam! Nie zostawiam dzieci nawet gdy śpią jak susły, żeby wyrzucić śmieci do zsypu -15 m od drzwi mieszkania. I prawdę mówiąc za każdym razem na spacerze drżę – bo gdy jestem z wózkiem, a starsza (4l) jedzie na rowerze, w końcu trzeba przejść przez jezdnię. Ręce mam tylko dwie, więc wypracowałyśmy system, że jedną ręką trzymam wózek, drugą rowerek, a Klara chwyta zamiast mojej ręki rower i przechodzimy. I chociaż jest mega układna jeżeli chodzi o bezpieczeństwo na ulicy itp. wręcz boi się, nie wejdzie bez trzymania za rękę, to nigdy nie wiem kiedy może być ten pierwszy raz – bo np się zagapi, coś ją zaaferuje… a wtedy, gdyby się wyrwała, nie chwycę jej w sekundzie

  3. Każdego wieczora dziękuję za kolejny bezpiecznie przeżyty dzień. Wiem, że nie sposób mieć oczy dookoła głowy 24h na dobę, że nie da się ciągle o tym myśleć i bać, że spokój usypia czujność, że czasem to mgnienie oka…

  4. Żaklina Kańczucka

    Dziś miałam przykład, że nawet będąc obok, można otrzeć się o nieszczęście- starszy 4latek odkręcił z własnej butelki dużą nakrętkę i dał ją małemu(9 mcy) Nie widziałam tego, mimo że chłopaki siedzieli za moimi plecami (obierałam ziemniaki na obiad), po chwili usłyszałam odgłos charczenia, a mały miał korek głęboko wetknięty w buzi. Krok ode mnie, i nie wiem jakim sposobem aż tak głęboko on się tam znalazł. Dobrze że człowiek potrafi w oka mgnieniu działać bo inaczej mogłaby zdarzyć się tragedia.

    1. I teraz wyobraź sobie, że idziesz do toalety – przecież nie jesteś cyborgiem i te ludzkie potrzeby jak choćby oddawanie moczu, też masz! Dziecko wkłada do buzi korek, ty z racji tego, że jesteś w ubikacji, nie reagujesz natychmiast. Kiedy wychodzisz jest już za późno….
      Następnego dnia media piszą – dziecko będąc pod opieką swojej matki, udusiło się korkiem z butelki!
      Nikt nie dodaje szczegółów JAK do tego doszło, za to inni – komentatorzy, zdążą już dorobić własną historię temu zdarzeniu, a tobie opinię złej matki ;/

      A tak poważniej – współczuję przeżycia! Dobrze, że byłaś blisko!

      1. Żaklina Kańczucka

        Hmmmm…. jeśli już wybieram się do toalety, to tylko przy jej otwartych drzwiach :/ nie wierzę moim dzieciom i chyba jeszcze długo tak będzie.

  5. Agnieszka Prajsnar

    Idealnie powiedziane.
    My właśnie mamy małego alpinistę – Staś 15 miesięcy. Co chwilę znajduje go na stoliku w pokoju swoich sióstr. Wchodzi tam w ułamku sekundy.

  6. Zawsze trzeba uważać, tak niewiele brakuje do tragedii :( Ale pozytywny aspekty tych historii jest taki, że udało się w porę zareagować i nic się nie stało :) Oby jak nejmniej takich przygód w przyszłości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku