Lifestyle 26 maja 2019

Góry Izerskie i sprawdzone miejsca na wycieczki z dziećmi

Niedawno  wraz z dziećmi, spędziliśmy parę dni w położonych w paśmie Sudetów Zachodnich Górach Izerskich. Ta część Polski oferuje tak różne atrakcje, że trudno nie zadowolić dziecka, czy dorosłego. Tych parę dni pokazało nam piękno naszego kraju i nie sposób zawrzeć wszystkich wrażeń w jednym wpisie.Góry Izierskie są warte, by poświęcić im trochę czasu, a nie uciekać do zagranicznych kurortów.

Szklarska Poręba – atrakcje i poszukiwanie ametystów

Udając się do Szklarskiej Poręby, warto wybrać trasę, prowadzącą przez Zakręt Śmierci, z którego roztacza się przepiękny widok na góry. Sam zakręt ma bardzo ciekawą i smutną historię. W czasie Drugiej Wojny Światowej stanowił jedno z niewielu przejść przez góry, dlatego w jego konstrukcji można było odnaleźć wiele dziur, miejsc na ładunki wybuchowe, które w jednej chwili miały wysadzić całą trasę. Po wojnie zakręt zyskał złą sławę z powodu licznych śmiertelnych wypadków. Dziś to miejsce, gdzie trzeba zdjąć nogę z gazu i uważać na pieszych, których w sezonie jest pełno na drodze.

W samej Szklarskiej Porębie na dzieci i dorosłych czeka wiele atrakcji, ale ja chciałabym podzielić się z Wami pewną tajemnicą. Okolice słyną z różnych minerałów i skał, lecz najbardziej znanym i powszechnym kamieniem jest ametyst. Oczywiście można pójść na łatwiznę i kupić kawałek ametystu na straganach w mieście, ale ja proponuję Wam inną drogę. Samodzielnie znaleziony ametyst, a nawet szczotka ametystu, to nie lada gratka i zdecydowanie najlepsza pamiątka z wakacji. Gdzie zatem można je znaleźć?

góry izerskie

Najpierw udajcie się do Muzeum Mineralogicznego (przy ul. Kilińskiego 20) i zobaczcie jego zbiory i eksponaty, bo niektóre z nich zapierają dech w piersi. Po drugiej stronie ulicy, nieco wyżej, zobaczycie drogę gruntową, która prowadzi do lasu. Podążajcie tą drogą aż do kładki i rzeki. Już w tym miejscu można skręcić i iść w górę rzeki, w której znajdziecie kwarce, ametysty, kamienie z domieszką miki. Idąc dalej, zauważycie pod swoimi stopami różne kamienie, które przypominają kwarc, a niektóre mają lekko fioletowy lub różowy odcień – to właśnie są ametysty. One dosłownie leżą na tej drodze. Owszem, nie są tak wypucowane jak u sprzedawców, ale zebrane przez Was samodzielne i to się najbardziej liczy.

Góry Izerskie, a szlaki rowerowe

Góry Izerskie, jak i całe Sudety to miejsce, w którym zimą warto wyciągnąć narty, a w pozostałe pory roku, to idealne tereny na piesze wycieczki po górskich szlakach.  Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie jednak nawierzchnia, nawet w tych mniejszych miejscowościach. Odnajdziecie tam całą masę ścieżek rowerowych, czy to na samodzielną jazdę wyczynową, czy na rodzinną wycieczkę. Czasem z górki, czasem pod górkę, tu zakręt, tam zakręt i piękne widoki sprawiają, że człowiek nie chce schodzić z roweru. Przyznam, że wcale nie tak łatwo rowerzystom przyzwyczajonym  do płaskich terenów jeździć po wzniesieniach. Niejeden raz dzieci schodziły z roweru, “bo kolana bolą”, by potem zjechać z uśmiechem na twarzy z górki. Jeśli lubicie rowery, polecam tę formę aktywności w tamtych rejonach. Naprawdę warto!

Zamek Czocha

Dla fanów rycerzy i księżniczek przygotowano szlaki turystyczne, dzięki którym odkryjecie przepiękne zamki, pałace i dwory. Nieopodal Gryfowa Śląskiego odnajdziecie Zamek Czocha. Niestety trafiliśmy właśnie na przerwę techniczną i nie mieliśmy szans zwiedzić tego zamku, jego tajnych korytarzy, stylowych komnat, czy pięknych ogrodów. Ciekawość musieliśmy zaspokoić w Internecie i w opowiadaniach znajomych. Na pewno kiedyś tu wrócimy.   

Dla pocieszania dodam, że to niejedyny zamek w Górach Izerskich. Wśród perełek województwa dolnośląskiego odkryjecie najpiękniejszy i jeden z największych Zamków – Książ, który słynie z tajemniczych podziemi oraz legendy o złotym pociągu. Warto również zobaczyć zamki: Chojnik, Wleń, Grodno, Kliczków, Grodziec, itd.

Ponadto blisko już do uzdrowiskowego miasta Świeradów Zdrój, czy nad wodne zapory.

góry izerskie

 

Zgorzelec / Goerlitz

Od Zamku Czocha niedaleko już do Zgorzelca i granicy z Niemcami. Zgorzelec jest podzielony przez rzekę na dwie części – polską i niemiecką. To, co nas urzekło po niemieckiej stronie, to pięknie zachowana starówka miasta, ukazująca bogactwo architektury. W samej niemieckiej części jest prawie cztery tysiące zabytków z ponad pięćsetletnią historią. To miasto przyciąga jak magnes. Warto zarezerwować więcej czasu lub zawczasu zdecydować, co chcecie zwiedzić. My wybraliśmy spacer uliczkami tego pięknego miasta, a w drodze powrotnej zawitaliśmy do Bolesławca, by podziwiać najdłuższy wiadukt kolejowy.

góry izerskie

góry izerskie

góry izerskie

Góry Izerskie a agroturystyka

Planując wakacje, urlop warto przywiązać uwagę do miejsca, w którym będziemy odpoczywać po całodziennych wycieczkach oraz gdzie oddamy się w ręce Morfeusza. Nocleg jest bardzo ważny, bo sen pomaga nam się zregenerować, nabrać nowych sił. Z całego serca w okolicach Gór Izerskich polecamy Wam miejscówkę u Ani i Pawła,  w Dom w Domu. To wyjątkowe miejsce. Wyśpicie się jak należy na najwygodniejszych materacach, nie będzie Wam przeszkadzał uliczny wieczorny zgiełk, bo jesteście wystarczająco daleko od miasta. Nocą możecie podziwiać gwiazdy, gdyż ich blask nie przyćmią liczne latarnie. Rankiem posilcie się na śniadaniu, na którym znajdziecie wiele różnorodnych specjałów z regionu. Planując wakacje w tych rejonach, aż grzech nie skorzystać z oferty Dom w Domu. Więcej o nim przeczytacie w moim wcześniejszym wpisie tutaj.

góry izerskie

góry izerskie

 

Zobacz inne wpisy o tej tematyce:

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Gra Głębia. Idealna karcianka dla dwóch osób

Niewiele jest fajnych, intrygujących gier planszowych dla dwóch osób. Moim skromnym zdaniem Wydawnictwo Nasza Księgarnia wyszło temu mu naprzeciw i w ostatnich miesiącach rozpieszcza nas grami, właśnie dla dwójki. Gra “Głębia” jest jedną z nich.

Graficznie jest bardzo doprecyzowana, aż przyjemnie się na nią patrzy i w nią gra. Najzabawniejsze są karty z nurkami, a dzieciom wpadł w oko nurek z kaczuszką. W niewielkim pudełku zmieściły się karty, woreczek z kolorowymi skarbami-kosteczkami oraz instrukcja. Na zewnętrznych częściach pudełka wydawnictwo przygotowało dla graczy zabawę, przez co zachęcają do rozgrywek w różnych porach dnia itd.

gra głębia

Zasady gry

“Głębia” to gra dla dzieci już od 8 roku życia, a jej rozgrywka zajmie zaledwie 30 minut. Zasady są bardzo proste i czytelne, a mimo tego przed graczem stoi nie lada wyzwanie, by wypracować jak najlepszą strategię, która zaprowadzi go do zdobycia skarbów z dna morza.

 gra głębia

Kafelki morza są dwustronne. Z jednej strony mamy płytkie morze, a z drugiej głębokie. Ustawiamy przed sobą 4 kafelki morza na zmianę, raz płytkie, raz głębokie, a następnie wybieramy losowo kosteczki (skarby) z woreczka i umieszczamy je na płytkach. Na każdej płytce jest informacja, ile skarbów można maksymalnie na niej położyć.

Każdy z graczy otrzymuje 8 kart z nurkami, które kolejno wykłada się przed płytkami morza. Jeśli walczymy o skarby z płytkiej wody, wartość kart po naszej stronie powinna być jak najmniejsza. Przy głębokiej wodzie musimy zebrać jak największą liczbę punktów. Niby proste i łatwe. Mechanika tej gry przypomina mi “Zaginione Miasta”, jednak tutaj wzbogacono ją o dodatkową, ciekawą zasadę. Swoje karty możemy położyć po swojej stronie lub przeciwnika, przez co możemy się upewnić, że to my zgarniemy skarby. Zebranie odpowiedniej ilości kosteczek w danym kolorze, wcale nie jest takie łatwe. Początkowo gra może się dłużyć, ale im bliżej końca, tym rodzą się coraz ciekawsze strategie. Przy niektórych rozgrywkach było naprawdę ostro, gdyż każdy walczył o skarb.

gra głębia

Plusem tej gry są proste, przejrzyste zasady oraz grafika. Ponadto gra wspiera w rozwijaniu strategicznego myślenia, spostrzegawczości. Przyda się również umiejętność liczenia w pamięci w zakresie do 100.

Grę oceniam na piątkę z plusem. Zdecydowanie pozostanie na naszej półce, obok takich gier, jak “Lisek urwisek”, “Ślimaki to mięczaki”, czy “Budowa Miasta”.

 

Wpis powstał przy współpracy z  wydawnictwe Nasza Księgarnia 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Rozwój 24 maja 2019

Nie zazdroszczę rodzicom sześcioraczków. Ale szczerze im gratuluję

W miniony poniedziałek w krakowskim szpitalu na świat przyszły sześcioraczki. Sześć maleńkich istotek, przed którymi długa droga do domu. To niewątpliwie cud natury i duża radość dla rodziców. Mimo to cieszę się, że mnie to ominęło.

Sześcioraczki – sześć razy 500+

Od tego się zaczęło w „internetach”. Nie wiem, co ludzie mają w głowach, ale pierwsze, co policzyli, to ileż to kasy „zarobią” na sześcioraczkach rodzice. No tak, rodzice zarobią, bo pieluchy jednorazowe pewnie z nieba spadną. Z ciekawości policzyłam sobie, ile kasy pójdzie na najbardziej popularną markę owych jednorazówek. No prawie cała! A gdzie chusteczki do kompletu? O zasypkach, kremach itp. nie wspominam, bo na to już 500+ nie wystarczy. Na mleko modyfikowane też nie, a wykarmienie dwiema piersiami sześciu głodomorków może być problematyczne, chociaż życzę mamie maluszków, by dała radę. To by dopiero było coś!

Przed rodzicami ogromne wyzwanie finansowe. I to umówmy się, na początku źle nie będzie, gorzej będzie potem. Początek jest do przewidzenia, zaraz się znajdą sponsorzy, potencjalni reklamodawcy, którzy chętnie obdarują sześcioraczki tym czy tamtym z nadzieją, że będą mogli ogłosić to światu. Norma. Ciekawe tylko, co będzie za kilka lat, gdy dzieci pójdą do przedszkola, a potem do szkoły. Tak naprawdę to wtedy zaczynają się mega wydatki. Ale skoro rodzice maluchów takie szczęście mają, to może i w Lotto powinni zacząć grać?

Tak na marginesie: pamiętacie, że w 2006 roku w Polsce urodziły się pięcioraczki?

Sześcioraczki – sześć razy okres niemowlęcy

Rany koguta, z jednym dzieckiem można przysłowiowego diesla dostać, a co dopiero z szóstką?! Te wszystkie odparzenia, nocne płaczki, kupki, które nie chcą wyjść, ząbkowania, szczepienia (!), pierwsze raczkowanie i pierwsze kroczki. A potem: weź człowieku upilnuj taką szóstkę, która idzie w sześć stron świata! O la la! No i do tego karmienie, przewijanie, kąpanie – to przecież będzie praktycznie non stop. Oby dzieci były na tyle miłe i przynajmniej spały w tych samych godzinach, to i rodzice sobie odpoczną, bo jak będą się wymieniać, to przecież masakra jakaś. Może za pięć lat ci rodzice się wyśpią, przy dobrych wiatrach. Właściwie teraz powinnam im życzyć takiego dziecka jak Duśka, które przez pierwszy rok było właściwie bezobsługowe. No więc Drodzy Rodzice Sześcioraczków: właśnie takich dzieci Wam życzę. Skoro mnie się trafiło jedno, to chyba nic nie stoi na przeszkodzie, by Wam się trafiło sześcioro? Oby!

Sześcioraczki – sześć razy przedszkole

A jak przedszkole to wiadomo, co dalej. Nie tylko trzeba będzie ubrać rano i ogarnąć siódemkę dzieci (mają starszego synka, ma teraz dwa latka), ale i dowieźć na miejsce. Zwykły pięcioosobowy samochód odpada. Zresztą już na starcie trzeba o jakiejś furgonetce pomyśleć, bo wózek dla sześcioraczków byle gdzie się nie zmieści. Ale ten większy samochód to i tak pikuś. Zmorą rodziców sześcioraczków są choroby wieku dziecięcego. Nie chcę być złym prorokiem, ale… w najgorszym wypadku będą wychodzili z chorób przez trzy lata. Masakra normalnie.

Sześcioraczki – sześć razy szkoła

I tu to dopiero zaczną się wydatki. Szkoła nie jest darmowa, to mit. Zawsze trzeba zapłacić za to czy tamto, ogarnąć jakąś zrzutkę, opłacić wycieczkę no i zajęcia dodatkowe. Te to dopiero potrafią kosztować! Ja wydaję miesięcznie 200 złotych. Niedużo. No, ale gdybym tak musiała wydać 1400?? O matko i córko, skąd na to brać? Tata tych dzieciaków ma naprawdę duże wyzwanie przed sobą, bo nie wyobrażam sobie, że mama przy siódemce takich maluchów pójdzie do pracy, nawet w rodzinnej firmie.

Sześcioraczki – sześć razy okres dojrzewania

To będzie prawdziwa jazda na maksa i prawdziwy sprawdzian cierpliwości. Ale myślę, że po wszystkim, co przejdą na starcie, to już będzie pikuś. Niech te pierwsze lata po prostu szybko miną. Dzieci i tak ich nie zapamiętają, a i rodzice będą chcieli mieć to za sobą. No to niech czas płynie szybko!

Sześcioraczki – sześć razy ludzka głupota

I tego właśnie rodzicom tych słodkich szkrabów współczuję najbardziej. Bo już się pojawiły głosy, że to po hormonach, że pewnie in vitro, że to nienaturalne. No cóż, ponoć właśnie naturalne i bez wspomagaczy. Szkoda tylko, że młody tata musiał się publicznie tłumaczyć. No może nie musiał, może chciał, ale sam fakt, że taki temat wypłynął, kiepsko świadczy o kondycji naszego społeczeństwa.

O 500+ już wspomniałam. Wiem, że są szykowane też inne formy pomocy i nie mam złudzeń, wszystkie zostaną przez złośliwych hejterów skrzętnie odnotowane.

I jest jeszcze coś – są tacy, którzy postanowili na tym zarobić, ogłaszając zbiórki pieniędzy na potrzeby sześcioraczków. Ot tak, bez porozumienia z rodzicami. Mama maluchów oficjalnie poprosiła, żeby nic nie organizować i na żadną nie wpłacać. Ale podejrzewam, że już ktoś na tym zarobił.

Sześcioraczki – szczęście razy sześć

Tak, tego mogłabym pozazdrościć. Ale ja z zasady nie zazdroszczę ludziom szczęścia. Skoro los dał, widocznie miał powód. Mnie też kiedyś dał, chociaż mniej. Widać tak miało być.

 

Rodzicom Zosi, Neli, Kai, Malwinki, Filipka i Tymonka z całego serca gratuluję. Trzymam za Was kciuki!

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close