Jak się nie kłócić, czyli gdzie popełniasz błąd


Nawet w najzgodniejszych związkach czasem iskrzy. Nie da się przejść przez małżeństwo bez konfliktów i sprzeczek – czasem albo najczęściej – o bzdury. To że powodem są drobiazgi widzimy dopiero po czasie, bo w trakcie kłótni te absurdy urastają do rangi mega ważnych problemów. Znacie te małe, codzienne, drobne sprawy, które działają jak płachta na byka?

Umiejętność kłócenia się, jest bardzo przydatna. Dziś o trzech błędach, które często popełniamy i które nie wnoszą niczego, oprócz negatywnych emocji.

Jak zdarta płyta… Też tak macie, że co jakiś czas kłócicie się o to samo? Pewne tematy powracają jak bumerang, są wywlekane z szafy, jako ciężka amunicja i towarzyszą im znienawidzone przez każdego słowa „bo Ty zawsze”, „bo Ty nigdy”, “bo jak zwykle”.

Każdy związek ma swoje własne dyżurne problemy, choć część z nich powtarza się w wielu domach – walające się skarpetki, śmieci, które same się nie wyniosą, „prawie” puste pudełko mleka w lodówce, źle włożone naczynia w zmywarce, otwarte/zamknięte okno… W kółko to samo.

Albo kłótnia o to, czy to kłótnia, czy wcale nie.
– Przestań na mnie krzyczeć!
– Ja krzyczę? Tylko mówię podniesionym głosem.

– Po co my się w ogóle kłócimy?
– My się nie kłócimy! Ja tylko próbuję Ci uzmysłowić, że nie masz racji. W każdym razie, ja się na pewno nie kłócę.

No i jeszcze – ciśnienie podnosi nasza rozczarowanie, że druga osoba nie potrafi czytać w myślach.
Nieumiejętność domyślania się, co mamy na myśli, gdy same cierpimy w milczeniu jest straszna, ale dla osoby „ciepiącej”. Nawet jeśli Twój mąż jest wyjątkowy i bardzo inteligentny, a Twoim zdaniem gołym okiem widać, o co Ci chodzi, to nie ma co czekać na cud i trzeba jak krowie na rowie, bo inaczej nie ma szans – nie domyśli się. Dla obu stron jest łatwiej, gdy mówi się wprost i jasno komunikuje swoje potrzeby.

A przecież kłócąc się chcemy znaleźć rozwiązanie problemu, a nie sobie nawzajem dokopać, prawda? I zamiast to robić miotamy się posługując oskarżeniami, utartymi schematami, urażoną dumą – robi się z tego wojna na słowa. Jeśli w powyższych opisach odnaleźliście siebie, to zachęcam do refleksji i pozbycia się słów i myśli, które w niczym nie pomogą, a tylko zaostrzą konflikt – kłóćmy się z głową. W kłótni ma wygrać związek, a nie racja jednej z osób.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Kaczka Susie czyli najlepsza zabawka na prezent


Gdybyście zapytali mnie o ulubioną zabawkę Duśki bez wątpienia wskazałabym małą żółtą kaczuszkę-pacynkę. I co pomyśleliście? Biedne dziecko, które nie ma prawdziwych zabawek? Biedni rodzice, których nie stać na prawdziwe zabawki?

Spieszę Was uspokoić, rodziców na zabawki stać, a dziecko ma ich tyle, że się w naszym niewielkim mieszkaniu nie mieszczą. Nie są to zabawki renomowanych firm z Fisher Price na czele (chociaż ze dwie sztuki pewnie by się znalazły), za to wszystkie mają prawidłowe certyfikaty (po tekście (nie)Magda(leny) Duśka wpadła w szał sprawdzania), a ich zakupy były przemyślane. Nie brakuje różnego rodzaju klocków, puzzli, układanek, pluszaków, lalek, wózka dla nich, kuchni z akcesoriami, samochodów i drewnianej kolejki (a kto powiedział, że takie rzeczy tylko dla chłopców?). Są też zabawki kupione z myślą o rozwoju zdolności manualnych, a więc wszelakie „liny” – ciastolina, pucholina, piankolina. Są też małe, płaskie plastikowe figurki z dziurkami, służące do przewlekania przez nie kolorowych sznurków. Ot, taki mały wstęp do szycia, wyrabiający precyzję ręki.

Rozglądam się po domu, co jeszcze… Planszówki oczywiście! Cała masa gier. A która jest ulubiona? Szachy :P Nie żeby moje dziecko opanowało tajniki tej gry, aż tak bardzo zaawansowana nie jest, ale umie ustawić figury na planszy i pamięta, która w jaki sposób się porusza, więc w jej pojęciu, umie ;) Nie zaprzeczam, trzeba budować w dziecku wiarę we własne umiejętności, coś tam w końcu załapała.

Co do lalek i pluszaków jest ich zdecydowanie za dużo. Większość to oczywiście prezenty, nie wiem dlaczego każdemu gościowi wydaje się, że trzeba dziecku misia przynieść. A może to najłatwiej kupić? Tak czy inaczej wybór moje dziecko ma ogromny. A jednak to pacynka mianowana kaczką Susie jest najważniejszą towarzyszką życia. Dlaczego? Nie wiem, pewnie mojego dziecka nie obchodzi, że to „tylko pacynka”, która kosztowała „tylko 15zł” – wiem bo sama kupowałam. I chyba w tym tkwi sekret – nie cena zabawki świadczy o jej atrakcyjności. Dzieci kupują oczami i sercem, nie pieniędzmi.

Zbliżają się święta, pewnie większość z Was stoi przed dylematem co kupić dziecku „od Mikołaja” (w zależności od regionu kraju, od Gwiazdki, Gwiazdora, Aniołka i nie wiem co jeszcze, wstawcie swoją wersję). Najprościej jest zapytać dziecko jaka zabawka na prezent byłaby najlepsza. Tak wiem, to ryzyko, dzieci mają różne marzenia, czasem drogie, a czasem… zaskakujące. Duśka zapytana o co poprosi w liście Mikołaja odpowiedziała: o brokatowe naklejki z Krainą Lodu. Teraz mam dylemat gdzie czegoś takiego szukać ;)

Cena to ostatnia rzecz na jaką należy zwracać uwagę, choć niestety często jest koronnym argumentem, szczególnie przeciw. Jednak w pierwszej kolejności należy sprawdzić czy zabawka jest bezpieczna, (certyfikat CE lub TUV). Druga rzecz, którą warto przemyśleć, to czy zabawką nie okaże się „pięciominutówką” czyli czy po pięciu minutach nie wyląduje w kącie. Nie wszystko co interesujące dla nas jest równie atrakcyjne w oczach dziecka. Po trzecie zabawka powinna być dopasowana do wieku dziecka. Kupowanie pięciolatkowi gry dla dwunastolatków najczęściej mija się z celem. To tak jakby przeciętnemu zjadaczowi chleba podarować podręcznik do fizyki kwantowej dla studentów studiów doktoranckich. Warto też zastanowić się czy zabawka chociaż trochę wpisuje się w aktualne zainteresowania dziecka. I dopiero na końcu, jeśli cena nie odstrasza, dokonać zakupu.

A gdybyście mnie zapytali o najbardziej nietrafiony prezent odpowiedziałabym: laptop edukacyjny dla dzieci. Kosztował około 100 zł, ma mały wyświetlacz, skomplikowane i kompletnie nieintuicyjne menu i dźwięki, od których muchy w locie padają. Zawartość też nie powala atrakcyjnością. Typowy przykład zabawki o której można powiedzieć: skoro tyle kosztuje to pewnie jest coś warta. Niestety, w tym wypadku były to wyrzucone pieniądze.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Mojej cory ulubiona zabawka to też misiu a na drugim miejscu rozklekotany wózek (wraz z kuzynem postanowili wozić siebie na wzajem tam ;d)

    1. To ciekawe, że te zniszczone zawsze najlepsze, nie wiem po co my nowe kupujemy, trzeba jakieś używki brać :P

  2. Biedne dziecko i rodzice PiS mają w domu!

    1. Prawo i Sprawiedliwość ????hahaha

    2. noooo i jeszcze wolność, równość i braterstwo :P

  3. na pewno bym tak nie pomyślała

  4. ulubioną zabawką mojego syna jest papier i nozyczki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Syrop z cebuli


Pamiętam jego smak, słodki i zarazem ostry. Jako dziecko bardzo go lubiłam, wręcz uwielbiałam mimo intensywnego zapachu (wiem, że niektórzy mają inne odczucia). Ile razy przygotowuję ten syrop przypomina mi się okres dzieciństwa. Mowa o syropie z cebuli, naturalnym tanim domowym leku na przeziębienie, z racji swoich wykrztuśnych właściwości niezastąpionym także przy kaszlu.

Cebula jako warzywo, tak samo jak jej “brat” czosnek, jest naturalnym antybiotykiem. Swoją skuteczność w walce z przeziębieniem zawdzięcza wielu składnikom. Zaliczyć do nich należy przede wszystkim związki siarki, glikozyty, pektynę i glukokininy o działaniu bakteriobójczym. A także bogate zasoby potasu i jodu zapewniające działanie przeciwinfekcyjne. Podstawą leczniczego sukcesu cebuli jest jednak zawartość witamin: A, B1, B2, PP, C i fitoncydy.

Tak wszechstronne działanie antybakteryjne i wzmacniające cebuli zostało dostrzeżone wiele lat temu. Dlatego też przepis na syrop z cebuli, przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Syrop ten to najpopularniejsza, wywodząca się z medycyny ludowej, metoda walki z przeziębieniem. Jest na tyle łagodny dla organizmu, że może być podawany również małym dzieciom. Lekarze zalecają podawanie syropu dzieciom powyżej 1 roku życia.

Sposób przyrządzenia syropu jest bardzo prosty. Wystarczy pokroić na talarki lub w kostkę cebulę i warstwowo ułożyć w słoiku naprzemiennie z cukrem lub miodem (o ile dziecko nie jest alergikiem). Zakręcić szczelnie słoik i zostawić na noc w ciepłym miejscu by cebula puściła drogocenny nektar. Następnego dnia otrzymany sok wystarczy odsączyć (za pomocą sitka lub gazy) od pokrojonej cebuli. Uzyskany w ten sposób syrop jest gotowy do podania.

Dawkowanie:

Syrop podajemy 2-3 razy dziennie po jednej łyżce.

Przechowywanie:

Lek można przechowywać nawet 2 tygodnie, pod warunkiem, że będzie stał w chłodnym miejscu. Syrop stojący w temperaturze pokojowej najlepiej spożyć w przeciągu  2 – 3 dni.

Syrop z cebuli

Syrop z cebuli

Przepisy na inne leki z domowej apteki:

Syrop z kwiatów dzikiego bzu

Syrop z czosnku, miodu i cytryny 

Syrop z pędów sosny

Miód z mlecza 

Zdjęcia: Sylwia

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Mamusia Lolusia

    Uwielbiałam go w dzieciństwie.. ale z tego co pamiętam mój tato przygotowywał go w trochę inny sposób. I kurczę nie pamiętam jaki.. muszę to o to zapytać.

  2. Dominika Jaśkowiak

    Pamiętam go z dzieciństwa. Zapach mnie odrzucał, ale skuteczny był.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Czemu tak biegniesz przez życie?! Zwolnij i chwytaj dzień!


Mówi się, że okres okołoświąteczny, to idealny moment na zwolnienie tempa życia, rachunek sumienia, głębokie refleksje i poświęcenie swego czasu rodzinie, którego mamy tak mało…

Drogi Czytelniku,

Nie znam Cię, nie wiem ile wiosen stuknęło Ci w tym roku i jaki niesiesz na plecach bagaż doświadczeń, ale założę się, że tak jak zdecydowana większość społeczeństwa, biegniesz przez życie. Nie idziesz, tylko biegniesz. Gonisz jutrzejszy dzień, pieniądze, karierę, marzenia… W najgorszym przypadku biegniesz ślepo za tłumem, nie wiedząc dokąd zmierzasz lub odwrotnie – stoisz w miejscu. Stoisz i rozkładasz na części pierwsze przeszłość. Rozpamiętujesz, rozdrapujesz stare rany…

Założę się też, że cokolwiek robisz na co dzień, nie doceniasz tego co masz. Ta gonitwa i chęć bycia lepszym (od innych) tak bardzo mąci Ci w głowie, że wciąż czujesz niedosyt. Nie dostrzegasz plusów otaczającego środowiska, promieni słońca, ciepłego deszczu dającego życie, uśmiechu bliskiej osoby, zdrowia i wielu innych, być może drobnych, acz ważnych powodów do radości.

Biegniesz przez życie, łapiąc czasem zadyszkę, potykając się o własne nogi, lecz mimo to nie zwalniasz, nie podnosisz ręki w górę prosząc o przerwę, o czas dla samego siebie i dla własnej rodziny. Dla rodziny, która bardzo Cię kocha. I potrzebuje. I czeka na Ciebie, każdego dnia.

Zapomniałeś o nich, prawda? Myślisz, że skoro spędzili już tyle czasu bez Ciebie, to spędzą sami kolejne dni, tygodnie. Trudno, takie życie. Przecież nie robisz tego specjalnie, po prostu idziesz do celu (po trupach do celu). A oni, zrozumieją i zaczekają, w końcu świat się jutro nie kończy. Dzieci co prawda rosną, ale kiedyś Ci podziękują za…. duże mieszkanie, dobry samochód, markowe ciuchy i mnóstwo zabawek. Wierzysz w to, prawda?

Ale uważaj, bo los lubi czasem spłatać psikusa, wywrócić wszystko do góry nogami! Co byś zrobił gdybyś usłyszał teraz, że Ty lub bliska Ci osoba jest śmiertelnie chora, że miała wypadek, że jutro może już jej nie być, a nowy dzień nie nadejść?! 
Żal, rozpacz, gniew, wyrzuty sumienia, poczucie zmarnowania czasu i danej Tobie oraz Wam jako rodzinie, szansy… to tylko początek emocjonalnego koszmaru.

Wiem o czym mówię, bo całkiem niedawno, zupełnie niespodziewanie, przyszło mi się zmierzyć z podobnymi uczuciami i potwornym strachem, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Bo zaistniało wysokie ryzyko, że zostanę młodą (niespełna 30-letnią) wdową, samotną i na dodatek – ciężarną, matką.

I choć niejednokrotnie o tym rozmyślałam, to tak naprawdę dopiero wtedy, w obliczu wielkiej tragedii, zdałam sobie sprawę jak dużo czasu marnujemy każdego dnia na niepotrzebne złości, kłótnie i z jaką wprawą oraz precyzją, z błahostek tworzymy przerastające nas problemy. Przykre to i głupie!

Nie prowokuj więc losu, nie ściągaj na siebie złego. Zwolnij, a może nawet zatrzymaj się na chwilę i doceń to co masz! Postaw świat wartości na nogach, nie na głowie! Dbaj o siebie i bliskich. Ciesz się z małych rzeczy. Chwytaj każdy dzień i idź przez życie rozglądając się dookoła, w biegu niestety wszystko się rozmywa, ulatuje, bezpowrotnie…

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Piękny i prawdziwy przekaz gonitwy XXI w

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku