Listy do M. 2 – nie idźcie do kina…

Listy do M. 2 – nie idźcie do kina…


Basia Heppa-Chudy

15 listopada 2015

…w listopadzie. Zostawcie sobie tę przyjemność na grudzień, by poczuć w pełni magię nadchodzących świąt. W okresie świątecznym Listy do M. 2 to pozycja obowiązkowa.

Czy miałam obawy, że trudno będzie dorównać pierwszej części, która wysoko postawiła poprzeczkę? Oczywiście! Bałam się, że ktoś chciał wykorzystać sukces Listów do M. sprzed czterech lat i ponownie ściągnąć do kin miliony widzów, którzy tym razem nie wyjdą już tak zadowoleni. Część z nich, szczególnie krytyków, których recenzje czytałam w internecie, rzeczywiście nie jest usatysfakcjonowana, ale biorę na to poprawkę – wszystkim się nie dogodzi. Zresztą trzeba być wyjątkowym malkontentem by krytykować tę produkcję. Jestem pewna, że cała reszta – nie tylko kochających komedie romantyczne – nie rozczaruje się.

Od pierwszej części Listów do M. minęło cztery lata – zarówno w rzeczywistości, jak i w życiu filmowych bohaterów. Na przykład – pamiętacie narodziny Kazika? Poznajemy go teraz jako czteroletniego chłopca. Znów jest wigilia i akcja rozgrywa się w ciągu tego jednego zimowego dnia. Maciej Stuhr ponownie ma dyżur przy radiowym mikrofonie i wprowadza zarówno słuchaczy jak i nas – widzów w świąteczny nastrój. Pojawiają się też nowe osoby, których losy zgrabnie krzyżują się z pozostałymi tworząc spójną, ale i zaskakującą całość. Może co poniektóre wątki są przewidywalne, a i bohaterowie nieco stereotypowi, ale nie o ambitne i głębokie historie przecież w tym filmie chodziło.

I choć na ekranie widzimy głównie ładne bogate wnętrza nowoczesnych mieszkań, to bardzo podobało mi się, że akcent jest postawiony na wartości uniwersalne. To miłość, szacunek, obecność bliskich osób, rodzina są w filmie najważniejsza. Zwróćcie uwagę na kwestię „świątecznego prezentu”, która pojawia się w kilku wątkach.

Obsada jest znakomita…wszystkie role są znakomicie i idealnie dobrane. Świetnie też spisały się dzieci, grające w filmie.

Film jest lekki, choć dotyka kilku poważnych spraw, bardzo przyjemnie się go ogląda. Przez większą część seansu miałam uśmiech na twarzy, uroniłam też łzę, ale i wielokrotnie były wybuchy śmiechu na sali. Z pełną odpowiedzialnością namawiam Was gorąco, by wybrać się do kina… ale tak jak wspomniałam na początku – najlepiej w zimowy grudniowy wieczór.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Za długo trzeba by było czekać do grudnia, ale można wybrać się przecież dwa razy :) ja mam taki plan, bo bardzo mi się podobał :)

    1. Basia Heppa-Chudy

      Czyli jest duża szansa by i druga część została tak dobrze przyjęta przez nas – publiczność :)

  2. Sztos ;) Bombowy film! Ciepły, wzruszający, pełen miłości!

  3. Zgadzam się ze wszystkim prócz jednego. Można obejrzeć film w listopadzie. A potem w grudniu jeszcze raz. Ja tak zrobię :)

    1. Basia Heppa-Chudy

      Otóż to :)

  4. Byłam w kinie i moim zdaniem to świetny film. Trochę inny od pierwszej części, bo jest zdecydowanie więcej akcji, bohaterów, wątków, emocji ;) I wzruszeń :) Polecam!

  5. Wreszcie jakaś dobra recenzja! Wszyscy dookoła chyba nie za bardzo zrozumieli sens tego filmu, a to właśnie o te uniwersalne wartości chodzi :)

    Jest świetnie, bardzo miło i sympatycznie. Wielkie polecenie!

    1. Basia Heppa-Chudy

      Dzięki :) Napisałam co czułam i w jaki sposób odebrałam to, co działo się na ekranie. Fajnie, że inni Ty też to właśnie dostrzegłaś.

  6. Piękne wnętrza itp. to zawsze tylko dekoracje w przenośni i dosłownie, a wartości nadrzędne najważniejsze nie zmieniają się, do tego pozytywne przesłanie filmu (obu części) zawsze mi się podobało! Obsada perfekcyjna!!!

    1. Basia Heppa-Chudy

      Nic dodać, nic ująć :)

  7. Zastanawiałam się właśnie czy iść z mężem :)

    1. Basia Heppa-Chudy

      Mam nadzieję, że rozwiałam Twoje wątpliwości :)

      Ja wprawdzie byłam z moją mamą, a mój mąż w tym samym czasie ze swoim tatą na Spectre ;), ale na sali było mnóstwo facetów.

  8. Byłam wczoraj. Nie polecam! Kolejny przereklamowany Polski film. Ani śmieszny, ani ciekawy…

  9. Pewnie, ze warto :) bez dzieci- pelen relaks

  10. Jak dla mnie warto mnie się bardzo podobal

  11. Bardzo fajny, mocno wzruszający :)

  12. Każdy wybiera, to co lubi. :-)

  13. Ja byłam i nie żałuje fajny lekki i przyjemny

  14. Tragedia, odliczalam czas do końca. Biedne to było bardzo:(

    1. Trzeba było wyjść jaki problem

  15. Dobra wiadomość, że 2 część nie odstaje od 1. Zresztą patrząc na sukces obu części, to pozostaje nam czekać na kolejną część. A w sumie kilka historii mogłoby się rozwinąć np. miłość sprzed lat Macieja Zakościelnego. :D

  16. Są ludzie (np. ja ) którym takie jak to stwierdziłeś „gówniane” komedie się podobają nie da się każdemu dogodzić jednak kultura wypowiedzi powinna zawsze obowiązywać

  17. Ja również byłam wczoraj i dla mnie bardzo fajny… uśmiałam się, ale i oczy mi się zaświeciły…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Coś się skończyło

Coś się skończyło


Mirella

14 listopada 2015

Właściwie nie zastanawiam się co rano, co też Duśka dziś w szkole usłyszy. W pierwszej klasie trudno o kontrowersyjne tematy, panią ma fajną i mądrą, dzieciaki uczą się pisać, czytać, coś tam rysują. O ironio losu wczoraj Duśka mnie zaskoczyła.

– Mamooo, a wiesz czego się dziś uczyłam? Dziś pani mówiła nam, co mamy zrobić jak do szkoły wejdzie ktoś niebezpieczny. Bo w Polsce jeszcze nie było takiego wypadku, ale w Ameryce był, wiesz? Taki wypadek, że ktoś wszedł do szkoły i strzelał do dzieci. Ale to było w Ameryce, na szczęście dawno, jeszcze zanim Zuzia pojechała do Ameryki. No i pani nam dziś mówiła, co mamy wtedy zrobić. Wiesz co? Trzeba wtedy szybko zamknąć drzwi do klasy na kluczyk i wszystkie biurka musimy przestawić pod drzwi, żeby utrudnić wejście komuś niebezpiecznemu. I my wszyscy musimy wtedy siedzieć na podłodze pod szafkami i nikt nie może nic mówić. I jak ktoś wejdzie do szkoły to będzie alarm, takie biiip, biiip, biiip i tak przez trzy minuty. I wtedy będziemy wiedzieć, że jest jakieś niebezpieczeństwo.

Słuchałam jej nieskładnej paplaniny z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony dzieci muszą znać procedury, bo wiadomo – różnie bywa. Z drugiej strony w Polsce jeszcze nikt do dzieci nie strzelał, to nie Ameryka. Żyjemy w wolnym kraju, mamy pokój, jest dobrze. Porozmawiałam chwilę z Duśką, żeby ją uspokoić, bo widziałam, że była przejęta tematem. W końcu to tylko dziecko, w dodatku takie, które nie ogląda bajek z przemocą, atak na kogoś to abstrakcja dla niej. Rozmawiałyśmy o tym, że ten alarm to tylko takie ćwiczenia, trzeba się tego nauczyć, tak samo jak trzeba znać numer 112, ale nie ma czego się bać. No przecież nie ma, prawda? Zostawiam dziecko w szkole bez obaw, przecież za klika godzin zabiorę z powrotem. W tym czasie robię zakupy, pracuję, sprzątam, gotuję. Po prostu żyję. Przecież nie ma się czego bać…

A dziś od rana internet i telewizja wręcz bombardują informacjami z Paryża. Ja wiem, nie można porównywać Paryża z małym miastem pod Warszawą, ale przecież oni tam też myśleli, że nie ma się czego bać… chodzili do pracy, zostawiali dzieci w szkołach, spędzali popołudnia w kawiarniach, jak to w Paryżu.

Kiedyś kulturalna stolica Europy a dziś symbol czegoś, czego nawet nazwać nie umiem. Coś się skończyło.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Aż mnie ciarki przeszły, gdy przeczytałam Twój tekst.

  2. o matko ja mieszkam na zadupiu ale dokąd ten świat zmierza mój brat 3 dni tem wrócić z Paryża

  3. Teraz Paryż, a pozniej Włochy, zapewne zamach pójdzie na Watykan… Ale to nie będzie koniec… chcieli uchodźców to ich będą mieć. Chodź za zamachami stoją wyższe instancji, a oni tylko będą to wszysto dopełniac…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Mamo pracuj czyli pomysły na pracę w domu

Mamo pracuj czyli pomysły na pracę w domu


Mirella

13 listopada 2015

Mąż nigdy nie wydzielał mi pieniędzy. Nigdy też nie powiedział, że za dużo wydaję. Ma do mnie zaufanie. Od początku mieliśmy wspólne konto i chociaż ja po urodzeniu Duśki nie pracowałam i nie zarabiałam, jak potrzebowałam to kupowałam sobie ciuchy czy szłam do kosmetyczki. Dlaczego więc zachciało mi się pracować w domu?

Po pierwsze dlatego, że chociaż od pierwszego do pierwszego wystarczało, to jednak wydatki extra nie zawsze były możliwe. Po drugie – życie pisze różne scenariusze, nie zawsze takie jakie chcemy. A mając dziecko po prostu trzeba być przygotowanym nawet na to, co (miejmy nadzieję!) nigdy nie nadejdzie. To się nazywa odpowiedzialność. O tym dlaczego nie mogę pracować poza domem napisałam tutaj. Po publikacji tekstu rozpętała się potężna dyskusja, przyznaję, byłam zaskoczona. Niemniej jednak fakt pozostaje faktem, a osoby, którym się wydaje, że wszystko można jakoś poukładać chciałabym zobaczyć na moim miejscu.

Czy łatwo jest pracować w domu? I tak i nie. Wymaga to żelaznej samodyscypliny, przynajmniej odrobiny wolnego czasu, no i przede wszystkim trzeba tę pracę znaleźć.

Praca chałupnicza, bardzo niegdyś popularna, niestety wyszła już z mody. Nie wiem czemu, bo to było bardzo dobre rozwiązanie. Siedziały sobie kobieciny na wychowawczym, coś tam szyły, coś dłubały, coś składały, przyjeżdżał odbiorca, zabierał, dawał pieniążki i następną partię zlecenia. Czasem trzeba było samemu dostarczyć, ale to i tak się opłacało. Jak to wygląda teraz?

Internet pełen jest ofert pracy chałupniczej, widać nadal jest poszukiwana. Niestety, dziś wygląda to tak, że żeby się czegoś o tej pracy dowiedzieć, trzeba wykupić tajemniczy starter, który kosztuje około 50 złotych. Niby nie majątek, ale przy napiętym budżecie to znacząca kwota. Czego można się dowiedzieć z owego startera? Ano tego, że praca polega na daniu ogłoszenia i wysyłaniu starterów kolejnym naiwnym. Owszem, da się na tym zarobić, ale czy to etyczne? Kiedyś natrafiłam na takie ogłoszenie, telefon sugerował, że to moje miasto. Zadzwoniłam, owszem, miasto moje, więc próbowałam się z panią umówić, ja przyjdę do niej, ona do mnie, albo spotkamy się gdzieś w miejscu publicznym, ustalimy szczegóły i przekaże mi pierwszą partię długopisów. Pani stanowczo odmówiła. I tak to niestety wygląda. Nie polecam.

Jeżeli znasz kogoś kto rzeczywiście pracuje chałupniczo składając długopisy, bransoletki czy cokolwiek innego to jest to szczęściarz, który zna producenta owych gadżetów. Szybciutko się z nim dogadaj, wtedy masz szansę na rzeczywistą pracę chałupniczą i zapłatę za nią.

Nikt nie chce dać pracy? Zostań swoim pracodawcą! No może nie dosłownie, ale prawie. Przede wszystkim ustal, co umiesz robić. Nie mów, że nic nie umiesz, każdy coś umie. Umiesz szyć? Super, już niebawem możesz być znaną na osiedlu krawcową, specjalistką od szycia „od zera” lub wszelkiego rodzaju poprawek krawieckich. Wystarczy szepnąć słówko tu i tam. Oczywiście kolejka nie ustawi się zaraz następnego dnia, ale z czasem przekonasz się, że zleceń przybywa.

Nie umiesz szyć, za to pieczesz fantastyczne ciasta i robisz przepiękne torty? Znałam kiedyś taką dziewczynę, dogadała się w pobliskim sklepiku i zawsze w sobotę rano można tam było kupić domowe ciasto. Schodziło jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. Znałam też inną, która piekła torty na prywatne zamówienia. Jak jesteś bardzo zdolną kucharką, to możesz hurtem opędzić catering na całe przyjęcie. No dobra, spotkanie kilku(nastu) osób.

Bardzo modne ostatnimi czasy są wszelakie Hand-made, czyli po prostu wyroby ręczne. Oczywiście, nie ma gwarancji, że wszystkie szaliki jakie wydziergasz uda się sprzedać, a na klienta na ogromną, ręcznie robioną narzutę być może trzeba będzie poczekać kilka miesięcy, ale tak też można sobie dorobić. Zaletą wyrobów ręcznie robionych jest przede wszystkim ich niepowtarzalność, więc klienteli trzeba szukać wśród snobów :P Z kolei zaletą snobów jest to, że na ogół mają pieniądze.

Podobnie modny jest decoupage. Ponoć każdy może się tego nauczyć, nie wiem, nie próbowałam. Nie mam zdolności do tego typu rzeczy i wolałabym kupić jakieś przepiękne, ręcznie zdobione kieliszki niż zgrzytać zębami przy robocie. Pewnie nie jestem odosobniona.

Wypełnianie ankiet w internecie – na duże zyski nie ma co liczyć, ale nie oszukujmy się, nakład pracy jest w zasadzie żaden. Robię to od czasu do czasu, w sumie chyba już tylko z przyzwyczajenia. Jeśli chcesz się tym zajmować, to pamiętaj – ankietę trzeba wypełnić jak tylko przyjdzie e-mail z propozycją. W innym wypadku ryzykujesz otrzymaniem informacji, że badanie zostało zakończone gdyż osiągnięto docelową liczbę respondentów. Niestety mnie się to zdarza nagminnie. Punkty uzyskane za wypełnienie ankiet można wymienić na różne gadżety lub bony zakupowe. Na gotówkę też można, ale to się nie kalkuluje, odcinają wtedy podatek ;) Z rzeczy większych pojawił się u mnie mop parowy, reszta szła najczęściej na doładowania telefonów.

Niektóre mamy wychodzą z założenia, że skoro i tak „siedzą w domu” z dzieckiem, to równie dobrze mogą siedzieć z dwójką i dorabiają sobie opiekując się dzieckiem bliższych lub dalszych sąsiadów. Jeśli obu stronom taka opcja odpowiada, to czemu nie?

Wiadomo, są zajęcia ambitne, są też mniej ambitne, ale żadna praca nie hańbi, oczywiście pod warunkiem, że jest uczciwa. Znam wysoko postawionego pracownika banku, który po zawirowaniach został parkingowym, oraz księgową, która została sprzątaczką. Może to brzmi abstrakcyjnie, ale różnie w życiu bywa. Jeśli więc droga mamo jesteś perfekcyjną panią domu zastanów się, czy nie możesz trochę dorobić sprzątaniem.

Nie umiesz szyć, piec, gotować, sprzątać nie cierpisz, ale umiesz pisać? Witaj w świecie copywriterów! Ja sobie ten rodzaj pracy bardzo cenię, a i zarobić okrągłą sumkę można bez większego problemu.

Początki nie należą do łatwych, trzeba je po prostu przetrwać. Kiedy zaczynałam pracować zdalnie moje zarobki oscylowały wokół 200zł miesięcznie. Mogłam powiedzieć, że się nie opłaca lub próbować dalej. Przetrwałam. Ten czas niewielkich zarobków to była też nauka samodyscypliny, terminowości oraz… poruszania się po internetowym rynku pracy. Dziś już wiem, że należy szerokim łukiem omijać ogłoszenia, w których ktoś obiecuje złote góry, a jeszcze szerszym pracodawców, którzy proponują pracę „na czarno”. Swoją drogą podziwiam ich odwagę, ciekawe czy urząd skarbowy zainteresowałby się mailem, w którym przedstawiciel agencji reklamowej zaproponował mi „przelew bez faktury” bo mu się nie chce wysyłać umowy i rachunków. Jeżeli komuś się nie chce wypełniać swoich obowiązków, to jaką mam gwarancję, że będzie mu się chciało zrealizować przelew? Niestety facebookowa grupa „Czekam na przelew” nie powstała bez powodu.

W tej chwili zarabiam tyle, że jest to całkiem odczuwalne w domowym budżecie. Warto było pracować za grosze, tworzyć portfolio i wydeptywać ścieżki do hojniejszych pracodawców. Zdalnie można pracować w wielu zawodach, trzeba tylko zacząć ;)

Powyższa lista to jedynie wierzchołek góry lodowej, na pewno jest dużo możliwości, o których nie pomyślałam. Masz inne pomysły na pracę w domu? Będę wdzięczna, jeśli się nimi ze mną podzielisz. A jeśli znasz jakąś mamę, która zastanawia się jakby tu podreperować domowy budżet podeślij jej ten tekst, może ją natchnie ;)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Wcześniak i co dalej

    Bardzo inspirujący post. Myślę, że największym wrogiem kobiet nie jest brak pomysłu, a brak wiary we własne możliwości.

  2. Najgosze jest to ze jest ogrom rzeczy ktore nas odciagaja od roboty

    1. Nie tylko rzeczy ale i ludzi, szczególnie ludzików ;)

  3. Są tak jak w każdej pracy zalety i wady

  4. Mamusia Lolusia

    Ja jestem właśnie na etapie planowania własnej domowej działalności i zgadzam się z przedmówczyniami, ze brak pomysłu i brak wiary we własne możliwości jest najgorszy. No i zawsze mały „ktoś” odciaga od pracy…

  5. Bardzo przydatna lista. Czuję się zainspirowana i chyba zrobię coś w tym kierunku:) Pozdrawiam

    1. Najtrudniejszy pierwszy krok :) Odwagi!

  6. Bardzo motywujący tekst! :-) nawet ostatnio mąż namawiał mnie żebym spróbowała do osiedlowego sklepu swoje ciasta wstawić a ja się zastanawiałam na jakich to działa zasadach, w tym sensie ze jak to zrobić żeby było oficjalnie, legalnie

    1. Chyba najprościej byłoby podpisać umowę zlecenie, albo umowę o dzieło. To drugie jest o tyle lepsze, że nie płaci się ZUS-u, tylko podatki. Powodzenia :) No chyba, że sklep Cię na etat zatrudni ;)

      1. A możesz zdradzić gdzie jesteś zarejestrowana jako respondent? Czy można zaufać pierwszemu lepszemu ogłoszeniu w internecie bez obaw?

  7. Zawsze przed zarejestrowaniem się można „wyguglać” sobie opinię o danym panelu, lepsza taka rekomendacja niż żadna ;)

    Ja jestem zarejestrowana tu → https://panel.smgkrc.com.pl
    i tu → https://www.askgfk.pl Kokosów nie ma, ale nigdy mnie nie oszukali.

  8. Cześć, Ja przerabiałam pracę w domu z dziećmi. Przy pracy terminowej/projektowej pozostają wieczory i noce, a organizm się buntuje, bo też musi się zregenerować. Poszłam więc na etat, rano pobódka przed 6.00, pospiech, dzieci do szkoły, przedszkla, biegiem do pracy. Z pracy wyść punktualnie nie sposób, więc biegiem, bo świetlicę w szkole zamkną, szybko. Potem zabrać najstarszą córkę z treningu poza szkołą, jest już 19.00. Prędko do domu. Zakupy? No to po drodze do sklepu, bo przecież kanapki do szkoły trzeba zrobić, no i może coś zjeść na kolację? Wpadamy do domu jest blisko 20.00, lekcje, mycie, kolacja.. Oj, nie było krasnoludków, nikt nie posprzątał po śniadaniu! Jaki bajzel… Szczerze? MAM DOŚĆ! Mam dość ciągłego pospiechu i tego, że nie mam czasu dla dzieci ani dla siebie. Od poniedziałku do piątku wieczny pospiech, w weekend ogarnianie mieszkania i próba nadgodnienia wszystkich prywatnych spraw.. Siostra, maniaczka zdrowego trybu życia, wprowadziła mnie w produkty z naturalnych składników, zarowno do sprzątania jak i do mycia, również suplementy. Stosuję je od trzech miesiecy i jestem zachwycona. Są skuteczne a przy tym bezpieczne. Przy dzieciach niezastąpione. Jest też program lojalnosciowy i prowizyjny, postanowiłam się w niego zangażować. Skoro lubię te produkty, to mogę je polecać, skoro mogę na poleceniach zarabiać, to jeszcze lepiej.. Jak się uda, to planuję rzucić ten niewolniczy etat i będę życ z promowania produktów, które sama z przyjemnością stosuję. I nie jest to praca terminowa, polega jedynie na kontaktach z ludźmi a ich spotykam i w sklepie, i w szkole i na placu zabaw… Życzcie mi powodzenia! A jeśli ktoś jest zainteresowany, to zapraszam. happygreencows@gmail.com

  9. Dziś można zarabiać z domu naprawdę godne pieniądze. Warto szukać nowych rozwiązań i otwierać serce (i portfel ;)) na te możliwości! http://bit.ly/2zPX53X

  10. Joanna Szczepaniec

    Czesc,
    Kilka miesięcy temu zaczęłam swój biznes i z każdym dniem przekonuje sie że była to najlepsza decyzja w moim życiu. Nareszcie mogę pogodzić biznes z wychowaniem dzieci. Robię to co lubię , mam niesamowitą szansę rozwoju osobistego i zarobienia pieniędzy a poza tym poznania ludzi, którzy dzielą ze mną tę pasję Jeśli chcecie rozwinąć biznes ze mną. Zapraszam do kontaktu mail :j.szczepaniec@btinternet.com

    1. krystyna cygan

      brak mi wiary i odwagi że się mi uda. bardzo się cieszę że trafiłam na twój post

  11. Joanna Szczepaniec

    Witam Cie bardzo serdecznie! Zawsze poczatki sa trudne ale jezeli Tylko zechcesz to mozna zdzialac wiele! Ja tez tam bylam pelna obaw I niewiadomych! A teraz zaluje Tylko,Ze Tak pozno sie zdecydowalam!
    napisz do mnie to moj Mail wtedy bede w stanie powiedziec Ci wiecej o tym biznesie!
    Pozdrawiam Joanna
    j.szczepaniec@btinternet.com

  12. Paulina Romańczuk

    Ja pracowałam w biurze rachunkowym, ale interesuje sie grafikia komputerowa.Teraz jak jestem na urlopie macierzynskim to dorabiam sobie w wolnych chwilach, na eduwebie zrobilam sobie kurs corela, także jestem z nowościami na czasie. Zaproszenia slubne czy winietki, dodatkowo zdobie je recznie wiec nie nudze sie a dodatkowo mam z tego pieniadze

  13. Ola Kwiatkowska

    Przed ciążą zaczęłam zajmować się ubezpieczeniami, mój Piotruś ma 6 miesięcy i od miesiąca uczęszcza do żłobka BeBaby w Krakowie. Teraz mam czas na wszystko, na dojazd do klienta, zajęcie się sprawami papierkowymi i na mojego Malucha, kiedy odbieram go po południu ze żłobka.
    Polecam takie rozwiązanie.
    Żłobek o którym mówię, to kameralny żłobek BeBaby, który wychowuje zgodnie z ideą porozumienia bez przemocy http://bebabyzlobek.pl/

  14. Fajny post. Może którejś mamie pomoże.
    Sama mam nastolatka i teraz 11 miesięczną córcię i zaczęłam współpracę z Organic Life. Pracuję online ok 3h dziennie kiedy mała śpi.I bardzo mi się to spodobało.

  15. Katarzyna Bester

    Praca dla mamy nie musi oznaczać siedzenia w domu. Wiele kobiet chce się po prostu wyrwać z czterech ścian. Dobrym rozwiązaniem jest praca zdalna, ale też taka, gdzie same ustalamy sobie grafik – pracujemy w restauracji przy kawie, podczas spotkania z innymi mamami, przez facebooka, przy rodzinnych spotkaniach, podczas spaceru z maluszkiem. Znam dużo mam, które biorą wózek, idą na szkolenie, korzystają z fb, kiedy maluch śpi, pracują „przy okazji” codziennych obowiązków, a przy tym cały czas mają swoje dziecko na oku. Taką opcję dają przede wszystkim firmy mlm. Można przeanalizować plany marketingowe, obejrzeć ofertę produktową, poznać ludzi działających w tej branży i wtedy wybrać firmę, z którą chcemy zarabiać. My wybraliśmy Forever. Jeśli masz pytania, możesz śmiało zadzwonić 605 664 874

  16. Super wpis! Praca w domu to ekstra sprawa, szczególnie w ciąży albo tuż po porodzie. Fajną opcją są (tak jak napisałaś) ankiety, bo zawsze coś wpadnie do portfela. Ja ze swojego doświadczenia powiem, że epanel jest w porządku.

  17. Zapraszam do współpracy kobiety w ciąży i młode mamy, praca w domu, w wolnych chwilach, zarobki na początek 300-1000 zl, po roku zaangażowania 3000-5000 zł, możliwość ciągłego rozwoju finansowego.
    mamusia042018@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Kuchenne improwizacje – tajska zupa

Kuchenne improwizacje – tajska zupa


Sylwia

12 listopada 2015

Wpadam w pośpiechu do domu a w głowie dźwięczy myśl, co zrobić na obiad?! – odwieczny problem, gdy zabraknie czasu na większe zakupy. Spoglądam na zegarek, zbliża się pora powrotu moich mężczyzn. Wiadomo, nie od dziś, że ciepły posiłek dobrze robi na żołądek, rozgrzewa, dodaje energii i tak dalej – to fakt. Tylko, co zrobić jak nie mam gotowego obiadu?

Pozostają mi dwie możliwości: improwizować lub zamówić coś gotowego. Podejmuję wyzwanie niczym MasterChef i przeprowadzam kuchenne improwizacje.

Szybki przegląd składników z lodówki, zamrażarki i spiżarki daje następujący wynik:

  • kilka marchewek,
  • por,
  • cebula,
  • czosnek,
  • cytryna,
  • podudzia z kurczaka (2 szt.),
  • paczka krewetek koktajlowych,
  • puszka mleka kokosowego,
  • suszone płatki chili,
  • mieszanka przypraw tajskich,
  • makaron ryżowy.

W okamgnieniu dokonuję analizy składników i komponuję potrawę. Na szczęście kobieta ma tę zdolność, że potrafi działać jak robot wieloczynnościowy, więc zamieniam się w tego robota.  Na raz nastawiam mięso z kurczaka by przygotować wywar, w mikrofalówce rozmrażam krewetki i kroję w słupki warzywa (marchew, por, cebula). Nie mija kilka minut i muszę przerwać krojenie, bo mikrofalówka daje znać, że krewetki są już gotowe do oczyszczenia – jak ja tego nie cierpię.

Wracam do dokończenia siekania warzyw zarazem, by się za bardzo nie nudzić wykonywaniem jednej czynności rozgrzewam na patelni trochę masła.  Za chwilę wrzucam na nie pokrojoną marchewkę a następnie pora, cebule i zmiażdżony ząbek czosnku. Działam jak automat, uwijając się w ukropie kuchennych oparów. Do podsmażonych warzyw dodaję krewetki, płatki chili i mieszankę przypraw tajskich a z wywaru wyjmuję mięso.  Jestem na ostatniej prostej, jeszcze chwila i podjęte wyzwanie dobiegnie końca.  Uff, chyba zdążę i nawet coś z tego wyjdzie – wtem rozlega się radosne i donośne:

– Mamooo, jesteśmy! Co dziś na obiad?

– Kuchenna improwizacja – tajska zupa, odpowiadam rozbawiona.

Do wywaru dodaję warzywa i mięso pokrojone na paseczki. Dolewam mleczko kokosowe i wszystko zagotowuję. Finito, mogę na spokojnie podać obiad z nadzieją, że posmakuje moim chłopakom.

O jasny gwint, nie raz taka pomroczność i ograniczenie produktów  jest wskazane w kuchni:

  1.      Zrobiłam na obiad coś nowego – Brawo ja!
  2.      Udało mi się tego dokonać w zawrotnym tempie.
  3.       Moze spróbować swoich sił w MasterChef?

DSC01283a

 Zdjęcia: Sylwia

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Fajny pomysł na szybką i pożywną zupę! Gratuluję pomysłu kochana :* Co do MasterChefa to warto próbować – kto wie ;)

    pozdrawiam

    1. Dziękuję :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku