Emocje 14 stycznia 2014

Macierzyństwo bez lukru

Ostatnio na naszym funpage’u zarzuciłyście brak na blogu dzieciowych tematów. Mam nadzieję, że uda mi się zaspokoić Wasz niedosyt w najbliższym czasie, niech to będzie moja obietnica, której postaram się dotrzymać. Pomysłów w głowie mam od groma, teksty w myślach gotowe, tylko kompletny brak czasu na wklepanie ich do komputera.

Jak wiecie mam dwójkę szkarbów: Maja – 2,9 oraz Mati – 9 miesięcy. Roboty przy  nich co nie miara. Na dodatek ostatnio aura sprzyja różnorodnym choróbskom, no i nas te paskudy niestety nie omijają. W związku z czym doba stała się dla mnie zbyt krótka by pogodzić wszystkie sprawy, a o chwili dla siebie nie wspomnę. Takie chwile po prostu nie istnieją.

Zapytacie, a gdzie mąż? W dwójkę przecież raźniej? Otóż mąż jest, ale w pracy.

Aktualnie siedzieć tam będzie 10 dni, bo skoki narciarskie w Wiśle jednak się odbędą, więc dostał takiego bonusa w postaci dodatkowych dyżurów. Nie myślcie sobie, że jest jednym ze skoczków, niestety odgrywa nieco mniej znaczącą rolę ;)

No więc matka została sama na placu boju. Aby uatrakcyjnić jej czas, Maja postanowiła złapać jakąś żołądkową paskudę i ciągle by się na rękach nosiła oraz w tej pozycji spała! Tylko że na dole  – w parterze – jest Mati, który usilnie próbuje wszędzie wstawać, a jak wiadomo przy nogach mamy jest najfajniej (a nóż się zlituje i podniesie jego zacne cztery literki). No więc kobieto, nie pozostaje ci nic innego jak tylko się sklonować! Albo chociaż  wyposażyć w dwie dodatkowe pary rąk. Tak dwie, bo jedna – aktualnie zajęta – dla Maji, druga – zarezerwowana – dla Mateusza, a dla trzeciej zawsze jakaś robótka się znajdzie.

I tak mijają dni, każdy podobny do poprzedniego. Rąk do odrobienia się ciągle mało. W każdym tym dniu daje 200% siebie komuś – dzieciom. I co? Nawet jak jestem styrana, resztkami sił ogarniam dom, żaby następnego dnia znów doprowadzić go do ruiny, to i tak odnajduję w sobie siłę na codzienną walkę, tą siłą są moje dzieci.

Jak już dom wypełnia błoga cisza, wokoło panuje względny porządek, a moje pokłady energii zostały już zupełnie wykorzystane, to spoglądam na te moje małe potworki, które w końcu słodko śpią i zapominam o całej tej codziennej tyradzie. W końcu idę spać i w tych skrawkach snu, które są mi dane, odzyskuje siły by kolejnego dnia dać dzieciom już nie 200 a 300% . Aby w zamian za to dostać 1000% bezgranicznej miłości.

Macierzyństwo nie jest łatwe, nie opływa lukrem i już na pewno nie wygląda tak jak widzimy je w TV, ale z całą pewnością jest wyjątkowe, jest cudowne.

I wiem, że jeszcze nie raz uraczę Was jakimś cięższym tekstem, będę się  skarżyć, że jest mi niedobrze, że mam dość. Jednak wierzę, że będzie on zawsze zakończony happy endem, że warto!

Źródło zdjęcia: Flickr

7
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Maria CiahotnaMagdalena Marczuk Romanowskagosiatomek q (jakchcemy.pl)Agnieszka Prajsnar Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka Prajsnar
Gość
Agnieszka Prajsnar

Tekst jakby pisany moją ręką. Oddający atmosferę dnia każdej wielodzietnej mamy, choć nie wątpię, że niejedną pojedyncza mama by się pod nim podpisała. Dokładnie taką walkę emocjonalną toczę każdego dnia, ba każdej godziny gdy całą moja trójca jest w domu. Na szczęście wszyscy zdrowi i full house jest tylko w weekendy. W tygodniu walczę z najmniejszym wzrostem a największym temperamentem, ząbkuj ącym i przy wszystkim wstającym diabełkiem :-)

Magdalena Marczuk Romanowska
Gość
Magdalena Marczuk Romanowska

Oj, można by pisać i pisać. To i tak bardzo lajtowe ujęcie tematu. Agnieszko łączę się codziennej walce z temperamentem i ząbkowaniu, u mnie to samo.

tomek q (jakchcemy.pl)
Gość

Lukier to zwykle tylko na wierzchu i bez powodu odpada. Coś w tym jest.

Jestem pełen podziwu dla mam (w tym najwyższego dla mojej Justyny of course) zajmujących się dziećmi na pełny etat, tfu na 2-3-4 etaty. Pójście do pracy to jednak łatwizna chyba.

Magdalena Marczuk Romanowska
Gość
Magdalena Marczuk Romanowska

Brawo! Rzadko (niestety) można przeczytać słowa uznania i podziwu dla mam. Z reguły odnoszę wrażenie, że płeć odmienna;) uważa iż my – mamy – nic w domu nie mamy do roboty, to oni – maczo – ciężko pracują i zarabiają pieniądze.
Tak więc Panie Tomku jeszcze raz brawo i dziękuję:)

gosia
Gość
gosia

taka prawda , dobrze mieć rodzicow którzy pomoga , ale coz oni tez musza pracować i tak zostaje się samemu

Maria Ciahotna
Gość
Maria Ciahotna

Oj, tak już to jest – czasami dzieciaki dają nam nieźle popalić, zwykle nie ze swojej winy, bo ząbki czy choroba to dla nich też ogromne wyzwanie, i gdzie tu szukać pomocy jak nie u mamy? Bo od tego jeseśmy, dla nich, każdego dnia, by przytulić, podnieść, wysłuchac ich zwierzeń, zamienić się w budowniczego mostów czy księżniczkę na balu. Do tego jednak dochodzi „zwykłość” dnia, czyli gotowanie, sprzątanie, pranie… Ja też czasami mam lekką schizofrenię, robiąc jedno myślę o czymś innym a na dodatek odpowiadam na mądre pytania naszych świata ciekawych pociech. A wieczorem? Siadam przed komputer i pracuję :)… Czytaj więcej »

Na zakupach 12 stycznia 2014

Reklama dźwignią handlu?

Do czego ma służyć reklama, to chyba jest jasne. Ma ona na celu zachęcić do zakupu towarów lub usług. Aby zadziałała odpowiednio motywująco na potencjalnego konsumenta powinna być pomysłowa, zapadająca w pamięć i wpływająca na pozytywne kojarzenie danej rzeczy. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że powinna wręcz “wyprać mózg” odbiorcy tak, żeby ten uwierzył że koniecznie potrzebuje super extra nowoczesnej (i w dodatku kosztującej krocie) ściereczki do ścierania kurzu wykonanej z materiałów stosowanych przez NASA. I to już kwestia wyboru Pani lub Pana Kowalskiego czy zechce posiadać taką ściereczkę czy też nie. I ok, temu ma to służyć.

A co jeśli reklama działa demotywująco na zakup? Czy w ogóle jest taka możliwość, skoro na jej powstanie wyrzucono zapewne niemałe pieniądze? Moim zdaniem tak. Niestety istnieją reklamy które sprawiają że dzień brzydnie mi od chwili niefortunnego włączenia telewizora, gdzie przemiła starsza pani odpowiada młodzianowi na “proszę Dafi” “ Dafi bardzo”!!! Boże Drogi!!!

Przeraziła mnie również reklama środka przeciwbólowego, gdzie pan w srebrnym wdzianku śpiewa “przed użyciem zapoznaj się, z treścią ulotki dołączonej, do opakowania bądź skonsultuj się, z lekarzem, lub farmaceutą, …” Ktoś musiał się dobrze nałykać tego leku, skoro takie pomysły wpadły do głowy, a co gorsza zostały zrealizowane “z rozmachem”. No chyba że jest to kryptoleklama, jak ktoś słusznie zauważył,  dopalacza, to ok, “jestem na tak” dla podobnej koncepcji.

Oczywiście, nie są to jedyne irytujące mnie niemiłosiernie reklamy. Okropnie wyszczerzone uśmiechy, infantylne teksty oraz “pani Ania z Wrocławia” która ewidentnie po polsku nie mówi, ale co tam, podpis jest, podkład w ojczystym języku też się znalazł.

Chwilami wydaje mi się że pewne reklamy urągają mojej inteligencji, że po ich obejrzeniu raz za razem leci w dół jej poziom… Choć prawdę mówiąc nikt nie zmusza mnie do oglądania takiego chłamu, a jednak coś mnie “przyciąga”, więc oglądam i się wstydzę…Wioska śpiewa, wioska tańczy!

A oto moje TOP 3 najgłupszych reklam:

Na podium

Miejsce drugie

http://www.youtube.com/watch?v=sDm73ND2-Wc

Miejsce trzecie

Macie swoje typy :) ?

 

5
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Asia
Gość
Asia

Mnie wnerwia zdecydowanie większość (idiotycznych i beznadziejnych) reklam!
Ostatnio numerem jeden jest reklama Media Markt z Dodą w roli głównej!

Syl Ada
Gość
Syl Ada

dla mnie bez sensu są: reklamy sieci sklepów z Dodą (nie neguję jej umiejętności wokalnych), Dafi, ostatnia Play, vanisha (dziwne zamaczanie brudnych koszulek i pozostały po wysuszeniu kształt koła), old sipce ….

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Akurat „siedzę na koniu mi się podoba” :D ale za to wkurzają mnie śnieżnobiałe skarpetki od Chajzera ;)

Kulinaria 8 stycznia 2014

Strudel – zapach dawnych Austro-Węgier

Na Śląsku Cieszyńskim, nie od dziś wiadomo, kto był najukochańszym cesarzem. Z opowieści mojej babci jasno wynika, ze to oczywiście Franz Josef, czyli Franciszek – nie mylcie z papieżem :) Podobno były to dobre czasy dla tamtego regionu, wiele kultur, obyczajów i tradycji przenikało się nawzajem. Tym co łączy do dziś to niezwykle kruche ciasto, w nim pyszne jabłka, a wszystko podane na ciepło z lodami, bitą śmietaną albo z sosem waniliowym. Można rzec: niebo w gębie. Pieczenie strudla jabłkowego to już wielopokoleniowa tradycja w wielu domach na cieszyńskich terenach. Przepis powędrował ze mną do centralnej Polski, gdzie gości na naszym stole. Dziś dzielę się z Wami kawałkiem swojej rodzinnej historii.

Składniki

Nadzienie:

0,5 kg drobno pokrojonych jabłek
sok z 1 limonki lub cytryny
2 łyżki cukru
pół szklanki rodzynek
10 łyżek płatków migdałów – lekko podsmażonych
2 kieliszki rumu -opcjonalnie
4 łyżki cukru
2 łyżeczki cynanomu

Ciasto:

1 ½ szklanki mąki
150 ml mleka
1 jajko
1 łyżka oleju
szczypta soli

Ponadto niezbędne będą:

cukier puder na posypkę
bułka tarta lub okruszki do posypania ciasta

Przygotowanie:

  1. W misce mieszam wszystkie składniki na ciasto oraz dokładnie je zagniatam. Przekładam do małej miseczki i smaruję olejem. Tak gotowe ciasto odkładam na 30 min. Można zawinąć je w folię spożywczą dla utrzymania temperatury.
  2. Drobno pokrojone jabłka mieszam z sokiem z limonki lub cytryny, rodzynkami, migdałami, 2 łyżkami cukru oraz rumem. Polecam wcześniej zalać rodzynki rumem, dzięki temu będą one zdecydowanie lepsze.
  3. Na stolnicy rozkładam czystą bawełnianą ściereczkę i posypuję lekko mąką. Dopiero wtedy zaczynam wałkowanie ciasta – czasem pomagam sobie dłońmi i rozciągam do granic jego możliwości. Ciasto ma być cieniutkie.
  4. Następnie smaruję je olejem i posypuję lekko bułka tartą lub okruszkami chleba, oraz wykładam gotowe nadzienie z jabłek.
  5. Przed zwijaniem strudla, posypuję jabłka cynamonem i pozostałym cukrem. Ścierka idealnie się nadaje do zwinięcia strudla i przeniesienia na blachę. Ścierkę możecie położyć na bambusowej macie, podkładce i w ten sposób ułatwić sobie zwijanie strudla.
  6. Na koniec sklejam brzegi strudla, smaruję go roztopionym masłem- lekko ciepłym i wkładam do nagrzanego pierkarnika (220C) na ok 25 min.

Strudel posypuję cukrem pudrem, kroję na grube plasterki – obowiązkowo podaję go na ciepło wraz z lodami… brakuje tylko widoku ośnieżonych Alp.

strudel 2

strudel 3

strudel 4

strudel 5

Zdjęcia: Rachela

2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
tomek q (jakchcemy.pl)
Gość

Może to zabrzmi dziwnie, ale ja z owocami to tak trochę na bakier jestem. Od zawsze.

Jednak jak patrzę na takie coś, na taki sobie strudel to zjadłbym coś takiego i z owocami .. no. :)

Rachela
Gość
Rachela

a ja w drugą stronę – nie mogę się odpędzić od owoców, po prostu je uwielbiam. Zachęcam do wypróbowania :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close