Zdrowie 20 maja 2022

Małpia ospa. Możesz się zarazić od… wiewiórki

Małpia ospa nie jest nową chorobą, mieszkańcy Czarnego Lądu znają ją od wielu lat. Niedawno jednak pojawiła się w Europie, siejąc postrach i grożąc widmem nowej pandemii. Przekopałam internet, żeby sprawdzić, co w trawie piszczy. 

Małpia ospa – brzmi jak żart, ale taka choroba naprawdę istnieje 

O małpiej ospie pierwszy raz usłyszałam od rejestratorki w naszej przychodni i szczerze mówiąc, potraktowałam trochę jak żart. Ot, rzuciłam w luźnej rozmowie:

– Ciekawe, czym nas teraz internet będzie straszył, jak moda na koronę mija.

I usłyszałam:

– No jak to czym, małpią ospą, już o niej piszą.

 

Druga z rejestratorek o małpiej ospie w ogóle nie słyszała, czyli sama choroba i wiedza o niej nie jest taka powszechna. Niemniej już pobieżne przeszukanie internetu pozwala się dowiedzieć, że zagrożenia może i nie ma, ale tak całkiem spokojnie spać to też nie powinniśmy. W internecie dzień bez straszenia to najwyraźniej dzień stracony. 

 

Jak można się zarazić małpią ospą?

Małpia ospa to choroba odzwierzęca i wbrew nazwie nie tylko małpy ją przenoszą. Sama terminologia wzięła się stąd, że mieszkańcy Afryki faktycznie zarażali się nią od małp. Jednak to, że w Polsce małp nie ma, nie oznacza, że możemy spać całkiem spokojnie. Okazuje się bowiem, że tę chorobę mogą przenosić też wiewiórki, co nie powiem, trochę mnie zaniepokoiło. Na moim podwórku są stałymi gośćmi, a czasem nawet porywają jakieś resztki z kompostu. Niedawno przyłapałam wiewiórkę na ogryzaniu skórki z banana. Coś je najwyraźniej łączy z małpami. 

W każdym razie wiewiórek lepiej nie głaskać. Nawet tych oswojonych jak w warszawskich Łazienkach.  Małpią ospę mogą przenosić też inne gryzonie, na przykład oposy albo szczury. O myszach internet milczy, ale niby czemu mają być gorsze? 

 

Coraz częściej mówi się o przenoszeniu małpiej ospy z człowieka na człowieka, ale twardych danych brak. Są tylko różnorakie podejrzenia, np. że potrzebny jest długi kontakt skóra do skóry. Niektórzy specjaliści idą dalej i mówią coś o przenoszeniu małpiej ospy drogą płciową, ale nie ma na to dowodów. Tak naprawdę, ponieważ choroba pojawiła się w Europie niedawno, wiele z teorii opiera się raczej na spekulacjach. Mówi się też o tradycyjnej metodzie zarażania ospą – drogą kropelkową, ale potrzebny jest długotrwały kontakt twarzą w twarz. 

 

Małpia ospa – objawy 

Objawy małpiej ospy przypominają klasyczną wiatrówkę:

– gorączka,

– osłabienie,

– ból głowy,

– bóle mięśniowe,

– powiększenie węzłów chłonnych,

– dreszcze,

– charakterystyczna wysypka.

 

Niestety internet nie był łaskaw powiedzieć, czym różni się zewnętrznie małpia ospa od wietrznej. Wiadomo natomiast, że wywołują ją dwa różne wirusy, przy czym wirus małpiej ospy jest bliskim kuzynem wirusa ospy prawdziwej. Udało mi się jedynie znaleźć informację, iż małpia ospa nie jest tak zakaźna jak wietrzna, co w sumie jest dobrą wiadomością. Ale żeby nie było różowo, zła też się znalazła. Ponoć po odpadnięciu strupów po małpiej ospie zostają blizny na kilka lat i to niezależnie od tego, czy się drapało, czy też nie. 

 

Czy małpia ospa jest groźna? 

Przebieg małpiej ospy jest podobny do ospy wietrznej, zaczyna się wysoką gorączką, później przychodzą wykwity skórne, które mogą utrzymywać się do czterech tygodni. 

Choroba może mieć jednak ostry przebieg, który kończy się śmiercią. I tu pojawia się zła wiadomość: im młodszy pacjent, tym większe ryzyko. 

 

Jak się leczy małpią ospę?

Nie ma specjalnego lekarstwa na tę chorobę. Leczenie ogranicza się do łagodzenia objawów i podawania leków przeciwwirusowych. 

 

Czy szczepionka na ospę chroni przed jej małpią wersją? 

Pytanie z gatunku podchwytliwych, chociaż nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. 

W internecie można przeczytać, że osoby szczepione na ospę są też w osiemdziesięciu pięciu procentach chronione przed małpią ospą. Ale jest jeden haczyk – mowa tu o szczepionce na ospę prawdziwą, którą przestano podawać w 1980 r. WHO uznało, że już nie ma takiej potrzeby. Nie znaczy to jednak, że osoby, które urodziły się przed 1980 r., mogą czuć się bezpiecznie. Nawet jeśli były szczepione na ospę prawdziwą, to ich odporność dawno wygasła. 

Natomiast szczepionka na ospę wietrzną w żaden sposób nie chroni przed małpią. Podobnie przechorowanie wietrznej ospy nie daje odporności na inne warianty. 

 

Czy małpia ospa jest w Polsce?

W tej chwili (mamy połowę maja 2022) nie stwierdzono przypadków małpiej ospy w Polsce. Odnotowano natomiast zachorowania w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Portugalii, USA i Kanadzie. No i w Afryce oczywiście, ale tam ta tropikalna choroba nie jest żadnym novum. 

 

Epidemiolodzy uspokajają: obecnie nie ma zagrożenia epidemią ani tym bardziej pandemią małpiej ospy. Niemniej warto wiedzieć, że taka choroba istnieje. 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Nowa Gwinea – rewelacyjna rodzinna gra autora PAPUI i UBONGO

Nowa Gwineato najnowsza propozycja rodzinnej gry Grzegorza Rejchtmana, autora PAPUI i serii UBONGO. Gdybym miała zwięźle ją ocenić, napisałabym tak: jasne zasady, krótka instrukcja, uproszczona wersja dla młodszych graczy i świetna zabawa zmuszająca do logicznego myślenia. Dla mnie bomba! 

Tyle w wielkim skrócie, jeśli jednak ciekawi jesteście szczegółów, to już śpieszę z wyjaśnieniem.

Cel gry Nowa Gwinea

Rolą graczy jest budowanie chatek i tworzenie nowych wiosek dla plemion zamieszkujących Nową Gwineę. W tym celu układamy na swoich planszach kafelki przedstawiające chaty w różnych kształtach – łudząco podobne do klocków komputerowej łamigłówki Tetris 😊

Owych kafelków nie układamy jednak, jak nam się żywnie podoba. Naszym zadaniem jest zakrywanie nimi widniejących na planszach oczek wodnych, krzewów i jednego kamienia z symbolem zwierzęcia – wylosowanego kostką.

Przebieg gry Nowa Gwinea

Właściwie od losowania symbolu świętego zwierzęcia (totemu) rozpoczynamy rundę i budowanie wioski.

Przykładowo: jeśli rzut kostką wskaże płaszczkę, to znaczy, że wszyscy gracze zaczynają układanie swoich kafelków chat od zakrycia kamienia z wizerunkiem płaszczki – ono jest polem startowym. Pozostałych kamieni z wizerunkami innych zwierząt nie wolno zasłaniać.

Następnie gracze w tym samym momencie starają się jak najszybciej zakryć wszystkie oczka wodne i jak najwięcej krzewów owocowych. Jednym kafelkiem można zasłonić kilka punktów np. zwierzę totemiczne, oczko wodne i krzew. Wystarczy odpowiednio dobrać kształt kafelka. Można je też dowolnie obracać – we wszystkie strony – byleby nie ułożyć go na symbolu zwierzaka, którego nie wylosowaliśmy kostką.   

Przy tworzeniu wioski należy jednak pamiętać o tym, że nasze chatki mogą stykać się ze sobą tylko narożnikami, nie bokami (krawędziami)  i każda taka chatka musi łączyć się przynajmniej z jednym kafelkiem.

W momencie kiedy któryś z graczy zasłoni 5 oczek wodnych, woła „Gwinea!” i kończy się runda. Cała partia z kolei kończy się po rozegraniu 9 rund. Wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów, a one przyznawane są za zakryte oczka wodne i krzewy.

Ot cała filozofia 😊

Jak widzicie, zasady są naprawdę banalne. Przed przystąpieniem do pierwszej rozgrywki wystarczy dosłownie chwila na zapoznanie się z instrukcją, która mieści się na jednej stronie i od razu można zacząć zabawę.

Zawartość pudełka gry Nowa Gwinea

Elementów gry nie jest dużo, co pozwala szybko przygotować się do rozgrywki i niewątpliwie stanowi to kolejny atut planszówki.

Do dyspozycji mamy:
– 32 dwustronne plansze zadań,
– 48 kafelków chat,
– 4 pionki,
– 1 tor punktacji,
– kostkę,
– i 4 żetony punktów.

Każdy z graczy otrzymuje jedną planszę i 12 kafelków chat, nic więcej – nie licząc oczywiście pionka, który służy jedynie do zaznaczania liczby punktów na torze punktacji.

Gra Nowa Gwinea – ogólne wrażenia

Długość całej rozgrywki bywa oczywiście różna, ale generalnie uważam, że to szybka gra, niezajmująca zbyt wiele czasu – pod warunkiem, że zakończycie zabawę po rozegraniu przepisowych 9 rund, a to bywa trudne, bo Nowa Gwinea wciąga! Moje dzieciaki chętnie po nią sięgają, nawet wtedy, kiedy ja w danym momencie nie mogę z nimi zagrać. :-)

Za co polubiłam Grę Nowa Gwinea?

Pomijając wspomniane już jasne zasady i krótko sformułowaną instrukcję, bardzo spodobało mi się to, że z pozoru zwyczajne układanie klocków, zmusza do logicznego myślenia i kombinowania – choć wielokrotnie wspominałam, że gra jest prosta, nie oznacza to jednak, że jest banalna i nie przysporzy nam pewnych trudności w rozwiązaniu zadania ;-)

Doceniam również w niej możliwość dostosowania stopnia trudności, co pozwala na zabawę całej rodzinie – w naszym przypadku również przedszkolakom. Ponadto dzięki temu, że w pudełku znajdują się 32 dwustronne plansze i każdą możemy rozegrać na kilka sposobów – losując różne totemy – w ogólnym rozrachunku mamy do dyspozycji mnóstwo zadań i różnych kombinacji. Dzięki temu gra po prostu nie może się (z)nudzić! 😊

Na marginesie jeszcze dodam, że gra przeznaczona jest dla maksymalnie czterech graczy, choć śmiało można bawić się w pojedynkę, wówczas skupiamy się na rozwiązywaniu łamigłówek, nie na rywalizacji. Zalecany przez autora wiek graczy to 8+ lecz moim zdaniem sześcioletnie dzieci też mogą próbować swych sił – Pola radzi sobie bardzo dobrze. 

Szczerze polecam! 

 

 

Zdjęcia: Fizinka
Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Gra w kotka i pyszczek – imprezowa gra zręcznościowa

Całkiem niedawno trafiła do nas Gra w kotka i pyszczek. I choć może wydawać się, że to propozycja raczej dla młodszych dzieci (7+), bez wahania polecam ją także starszym, a zwłaszcza fanom gier zręcznościowych

Jako rodzic lubiący wszelkiego rodzaju planszówki, znam też ich nieco ciemniejszą stronę: zazwyczaj ktoś w nich przegrywa. Często problemem jest różnica wieku między graczami, inne doświadczenia czy po prostu inny poziom wiedzy. Kto z Was nie dawał forów swojemu dziecku robiąc mu frajdę lub najzwyczajniej ratując się przed histerią z powodu przegranej? Z Grą w kotka i pyszczek nikt nie musi naginać zasad ani dostosowywać się do poziomu przeciwnika. Tutaj wszyscy mają szansę, choć przyznam, że początkowo wydawało mi się, że poziom uczestników powinien być dopasowany. 

Gra w kotka i pyszczek

Zawartość pudełka:

  • rozkładana plansza/pudełko
  • 2 magnetyczne kocie łapki
  • 17 gumowych piłeczek: 2 czarne, 5 białych, 10 żółtych
  • plastikowy koci pyszczek 
  • ścianki planszy
  • naklejki (nie są elementem gry)
  • instrukcja

 

Cel i zasady gry:

Cel jest bardzo prosty: pozbyć się piłeczek ze swojej połowy planszy. Tylko tyle i aż tyle.

Zanim jednak zaczniecie pojedynek, rozłóżcie walizkę, która jest naszą planszą. W odpowiednie miejsce włóżcie ścianki, uniemożliwiające wypadanie piłeczek, oraz koci pyszczek w otwory na środku. Czarną piłeczkę umieśćcie w miejscu nosa, a trzy białe we wgłębieniach koło kłów. Następnie każdy z graczy bierze cztery żółte kulki, pozostałe są piłkami zapasowymi. Umieśćcie magnetyczną łapkę w odpowiednim kolorze w wyznaczonym miejscu na planszy. Pozostaje ustawić liczniki punktów w pozycji zerowej i można zaczynać.

Gra w kotka i pyszczek

3… 2… 1… START! 

 

Każdy z graczy próbuje przerzucić wszystkie piłeczki na stronę przeciwnika, jednak nie jest to wcale takie proste, bo otwór jest niewielki, do tego z dwoma kłami utrudniającymi to zadanie.

 

Jak wygrać?

  1. Rundę wygrywa ten gracz, który nie ma żadnej piłki na swojej połowie.

lub

       2. Trzy białe piłki są u przeciwnika. 

lub          

      3. Udało się trafić w czarną kulkę, która wpadła do naszego rywala.

Gracz, który spełni jeden z powyższych warunków, może naliczyć sobie jeden punkt. Zdobywając 5 punktów, wygrywamy rozgrywkę. 

 

Wskazówka: 

Jeśli piłeczka wypadnie poza planszę, gracz krzyczy “STOP-A!”. Wyrzucona piłeczka trafia do osoby, która ją wystrzeliła i po odliczeniu do trzech wracamy do zabawy. 

 

Gra w kotka i pyszczek to pełen emocji dwuosobowy pojedynek, w którym strzelamy kulkami na stronę przeciwnika, przy pomocy łapek, które trzymają się planszy dzięki magnesom. Ten prosty mechanizm wyklucza wyuczenie się precyzyjnych, celnych strzałów — łapki choć trzymają się dość mocno, przesuwają się, co uniemożliwia bycie wyborowym “strzelcem”. To właśnie dzięki temu szanse są wyrównane! 

 

Każdy z graczy może wypracować własną technikę i zastosować indywidualną strategię: strzelanie na oślep, byle jak najszybciej pozbyć się piłeczek, próbować przerzucać swoje żółte “pociski”, strzelać w kulki białe, czy celować w czarny nosek. Każda metoda jest dobra, jeśli zbliża nas do zwycięstwa. Po prostu użyj magnetycznej łapki jako procy, działaj szybko i ciesz się wygraną. 

Gra w kotka i pyszczek

Gra w kotka i pyszczek zdobywa 10/10 za jakość wykonania. Pudełko jest solidne, z grubej tektury, łapki i pyszczek wykonane są z mocnego plastiku, a kuleczki ze stosunkowo lekkiej gumy, która nie zrobi krzywdy, jeśli będą używane zgodnie z przeznaczeniem. Gdybym miała się jednak do czegoś przyczepić to…. nie mam do czego. Serio. Szukałam choć najmniejszego minusa i muszę przyznać, że gra została dobrze przemyślana. Instrukcja zawiera nawet informacje jak złożyć elementy, by wszystko zmieściło się w walizce. 

 

Typ gry: imprezowa gra zręcznościowa

Czas gry od 5 do 15 minut

Ilość graczy: 2

Wydawca: Rebel

 

Dziękuję Wydawnictwu Rebel za egzemplarz do recenzji.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close