Boże Narodzenie 2 grudnia 2011

Nadchodzi świąteczny czas…

Już po Andrzejkach więc najwyższy czas zacząć myśleć o przygotowaniach do świąt! Zwłaszcza, jeśli ma się w domu małego urwisa, uczepionego maminej nogi, który wydaje piskliwe dźwięki jak alarm w samochodzie, gdy tylko oddalę się od niego na zbyt dużą odległość.

Tegoroczne święta będą dla mnie wyjątkowe – przede wszystkim dlatego, że będą to pierwsze święta Adrianka, ale też dlatego, że będziemy w Dublinie, a mąż po raz pierwszy nie zobaczy się z rodzicami. Przyleci do nas za to moja Mama i brat, no i będzie też siostra. Chciałabym, żebyśmy spędzili je w miłej rodzinnej atmosferze zajadając się smakołykami, które każdemu kojarzą się właśnie z tym okresem.

Zapytacie czemu tak wcześnie zaczynam przygotowania? Otóż przepisy, które zaraz Wam przedstawię wymagają czasu, choć należą do niezwykle prostych.

Pierwszy z nich to przepis na pyszne pierniczki, które poza tym, że chętnie zjemy, można powiesić na choince albo np. zapakować w ozdobne pudełeczka i przewiązane wstążką podarować rodzinie i przyjaciołom jako wspaniały słodki prezencik :)

Pierniczki świąteczne

Składniki:
30 dag mąki
10 dag cukru
1 łyżka masła
1 jajko
1 łyżka sody
1 łyżka przyprawy piernikowej
1/2 szklanki miodu
1 jajko do smarowania (białko)

Sposób przygotowania:

Miód zagrzać w rondlu. Wymieszać razem mąkę, cukier, sodę i przyprawę. Wlać miód, dodać jajko i masło. Zagniatać (10min). Rozwałkować ciasto na grubość ok. 2mm. Wykrawać różne kształty pierniczków, posmarować białkiem (można ozdobić przed pieczeniem orzechami, migdałami). Piec ok. 15-20 min. Można również pokrojone orzeszki wrzucić do wyrobionego ciasta – będą wtedy w środku. Zaraz po upieczeniu pierniczki są miękkie ale jak wystygną mocno twardnieją, dlatego trzeba je upiec kilka tygodni wcześniej a po wystygnięciu zamknąć w szczelnych pojemnikach (ja wkładam do plastikowych) ze skórką okrojoną z pomarańczy (po kilka kawałków na pojemnik). Pierniczki w pojemnikach utrzymują bardzo długo świeżość (mąż ciasteczka z ubiegłych świąt skończył jeść w pracy po wielkanocy :P jakoś zapomniał o nich i znalazł je w szafce przy okazji porządków, nadal smakowały wybornie!)

Drugi przepis to ciasto piernikowe i ono również wymaga wcześniejszego przygotowania i leżakowania:

Piernik

Składniki:
1 kg mąki pszennej
20 dag cukru pudru
1 szklanka oleju
1/2 kg miodu sztucznego
2 cukry waniliowe
2 łyżki kakao
3 dag sody rozpuszczonej w 3/4 szklanki mleka
3 jajka
2 opakowania przyprawy do piernika
lub
-1 łyżkę cynamonu
-1 łyżkę zmielonego anyżu
-1 łyżkę zmielonej kolendry
-1 łyżeczkę zmielonych goździków
-1 łyżeczkę zmielonego imbiru
-1 łyżeczkę zmielonej gałki muszkatołowej

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki razem zagnieść, przykryć i pozostawić w temperaturze pokojowej przez 2 tygodnie. Po 2 tygodniach ciasto podzielić na 4 równe części i upiec na wysmarowanych blaszkach. Piec w nagrzanym piekarniku 170′ około 10-15minut. Po upieczeniu każdy placek podzielić na pół, jedną połówkę posmarować marmoladą i przykryć drugą (ja każdy placek smaruje inną marmoladą bądź powidłami żeby troszkę inaczej smakowały). Wierzch posmarować czekoladą bądź polewą. Wychodzi tego dość dużo więc można schować do pojemniczków i może sobie tak poleżeć do nowego roku, nadal będzie pysznie smakować :)

Zarówno pierniczki jak i piernik pachną cudownie i równie dobrze smakują, są ozdobą świątecznego stołu i przywołują na myśl święta z dzieciństwa. Obydwa przepisy dostałam od koleżanki i osobiście wypróbowałam, więc w czystym sumieniem mogę polecić.

 

Jak już pisałam na początku te święta będą wyjątkowe, dlatego chciałabym żeby na naszym stole pojawiły się jakieś nowe dania. Tutaj prośba do Was – naszych czytelników.

Zapraszam do umieszczania przepisów na Wasze sprawdzone i ulubione ciasta i dania świąteczne. Chciałabym też dowiedzieć się jakie tradycje związane z tym okresem pojawiają się w Waszych domach? Będzie nam bardzo miło jeśli podzielicie się z nami swoimi świętami!

Wklejajcie przepisy w komentarzach albo  wraz ze zdjęciem lub rysunkiem przysyłajcie na naszą skrzynkę mailową. Zbierzemy je razem do naszej wspólnej książki kucharskiej, którą będzie można pobrać sobie ze strony bloga. Nie zwlekajcie z dzieleniem się z nami swoimi sprawdzonymi przepisami, bo zależy nam żeby książka – nasze wspólne dzieło pojawiło się jak najszybciej!

Każda osoba zamieszczająca w komentarzu lub w e-mailu przepis jednocześnie oświadcza, że zapoznała się z niniejszym oświadczeniem i akceptuje je w pełni:

Oświadczam, że nadesłane przeze mnie zdjęcie/rysunek oraz przepis jest moją własnością/ jest mojego autorstwa  i nie narusza praw autorskich osób trzecich. Jednocześnie wyrażam zgodę na ich publiczne rozpowszechnianie, utrwalanie lub zwielokrotnianie w każdy dostępny sposób przez blog „W roli mamy”.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez blog  “ W Roli Mamy” swoich danych osobowych uzyskanych w związku publikacji mojego przepisu kucharskiego zgodnie z przepisami ustawy z dnia 29 sierpnia 1997r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002r. Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Przesyłając do nas przepis umieśćcie pod nim ww adnotację.

A więc zróbmy sobie nawzajem, wspólny prezent na te Święta Bożego Narodzenia!

34
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
8 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
SylwiaPatrycja ZychFiilco-maniaFilco-maniaAsiersa Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
divette
Gość
divette

Też mam takie pierniczki do lezenia. I też wcześniej robię liste. W tym roku święta u teściowej, ale, że mają inne zwyczaje to też musze sama gotować. Dzięki za mobilizację. Muszę nastawić zakwas na barszcz. Dam. Znac. Jak pojawia się przepisy na moim blogu ;)

Fizinka
Gość
Fizinka

A jak bym chciała poznać jakiś sprawdzony przepis na kruche ciasteczka :) Może któraś mama się pochwali?? :)

Fiilco-mania
Gość
Fiilco-mania

Troszkę niżej przepis :)

M&Msy
Gość
M&Msy

Dla mnie Święta Bożego Narodzenia od kilku lat są bardzo tragiczne :( Dokładnie 3 lata mam za sobą „czarnych” świąt :( ten czas nie jest dla mnie łaskawy :( ubiegłe święta jak i czas przed i po świąteczny spędziłam w szpitalu blisko 3 tygodnie „wyjęte” z życiorysu. A były to pierwsze święta mojego Syna leczone szpitalnie :( Nie szykowaliśmy potraw, nie było gruntownych porządków, nie było strojenia choinki, nie było kolęd, nie było wigilii :( nie było NIC :( Tylko Ja i Mój Maluszek z wenflonem w malusieńkiej rączce :( przytuleni w ponurej chłodnej szpitalnej sali, słuchając kolęd w ekranie… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Człowiek wytrzyma o wiele więcej niż mu się czasem może wydawać…

Życzę Ci żeby nadchodzące święta były cudowne :*

Daria
Gość
Daria

Ja za to z wypiekami jestem na bakier, nigdy jeszcze nie nie udalo mi sie upiec czegos tak jak chcialam :( takze pieczenie slodkosci pozostawie rodzinie a ja przygotuje inne potrawy, bigos, barszcz i salatki :) Wesolych Swiat!

Paulina Garbień
Gość

to prosimy o inne przepisy, wszak święta to również inne potrawy, zwłaszcza wigilijne, a na każdym końcu kraju inne potrawy się zjada :)

Daria
Gość
Daria

W takim razie podaje kilka prostych przepisow, wymieniam skladniki dostepne w Polsce bo to typowo polskie przepisy aczkolwiek ja we Francji czesto nie moge dostac selera czy np twarogu wiejskiego a wiem ze sa tu mamy tez zza zagranicy takze podpowiem ze seler mozna zastapic kalarepka a twarog wiejski serkiem zageszczanym :) Salatka warzywna Skladniki: – puszka groszku zielonego – puszka kukurydzy – jedna duza cebula – 2 twarde jablka (rodzaj bez znaczenia) – 4 jajka – 4 duze ziemniaki – 5 marchewek – sloik ogorkow konserwowych (moga byc tez kiszone) – seler – majonez – sol, pieprz Przygotowanie: Jajka… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
Gość

uwielbiam łososia, więc na pewno zrobię :)

Marta
Gość
Marta

Pierniczki już mamy :)A Święta w tym roku będą wyjątkowe bo robię je u siebie w domciu i przyjdzie cala moja rodzinka no i Vanesska będzie sama otwierała prezenty :)

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Zainspirowana wpisem Pauliny – będę i ja piekła z Aleksem pierniki. Tylko poproszę o przetłumaczenie: „30 dag mąki i 10 dag cukru” na jednostki typu łyżki, szklanki… ;)

divette
Gość
divette

2 niepełne szklanki mąki, 1/2 szklanki cukru
Polecam świetny przelicznik http://piekarzynek.pl/

Magda Kupis
Gość

no i zaczyna to brzmieć zupełnie prościej ;)
może i my się skusimy, ale muszę zaopatrzyć się w potrzebne składniki i sprzęty :)

Aldona Seemann-Gnida
Gość

W zeszłym roku robiłam z Oleńką nasze pierwsze pierniczki, także i w tym też trzeba zrobić. Miałyśmy przy tym świetną zabawę :) Ja osobiście nie mogę się już doczekać moczki i makówek- to słodkie ‚dania’ z kuchni śląskiej. A makówki w moim rodzinnym domu robiło się tak: Mak mielimy ze trzy razy. Czerstwą pszenną bułkę (ale nie starą- taką np z dnia poprzedniego) kroimy w plastry. W garnku gotujemy wodę i słodzimy ją. Zamaczamy w tej wodzie bułkę. I tak- w miseczce warstwami układamy- mak, namoczoną bułkę. Każdą warstwę słodzimy cukrem, możemy dodać np. rodzynki, orzechy. Każdą też warstwę polewamy… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Moczka i makówki – mniam :)
PS. Też jestem Ślązaczką.

Anonimowo
Gość
Anonimowo

Czytając… zrobiłam się głodna!!!

divette
Gość
divette

Na prośbę twórców dodaję przepis na żeberka miodowo-piernikowe :) 2 łyżki oliwy 2 łyżki majeranku 2 łyżki miodu 1 łyżka octu balsamicznego 1 łyżka przyprawy do piernika kotani (bo jest bez cukru i mąki- same przyprawy) 2 łyżeczki słodkiej papryki 1 łyżeczka ostrej papryki 1/2 łyżeczki imbiru w proszku Jeśli gotujecie dla siebie a nie dzieci dodajcie sól. Wszystko trzeba dokładnie połączyć i wsmarować w żeberka. Może być też inna wieprzowina, a jeśli macie w domu wino czerwone to zamiast octu dodajcie wino w ilości podwójnej, a nawet potrójnej (wino w czasie pieczenia traci %, więc można je dodawać do… Czytaj więcej »

Hanna Szczygieł
Gość
Hanna Szczygieł

Pyszny mięciutki piernik- oczywiście prosto od Babci!

Piernik

1/2 szkl.śmietany
1/2 szkl.miodu
1/2 szkl.cukru
120 g tłuszczu(MR lub masło)
3 jaja
2szkl.mąki poznańskiej
1 łyzka sody
1 przyprawa do piernika

Żółtka + cukier + tłuszcz utrzeć,dodać, miód-utrzeć.Stopniowo dodawać mąkę zmieszaną z sodą, dodać śmietanę i na końcu przyprawę do pierników.
Ubić pianę z białek dodać ostrożnie do ciasta.Wlać do formy.
Piec około 1 godz. w średnio nagrzanym piekarniku.
Po wystudzeniu przełożyć dżemem lub galaretką z czarnej porzeczki,ozdobić polewą i orzechami,migdałami itd.Do ciasta można tez dodać bakalie.

Ja osobiście preferuję w środku warstwe powideł śliwkowych :)
Mniam!

Agnieszka Jelinek
Gość

Ciasteczka PARYSKIE

1 białko
11 dkg cukru pudru
11 dkg orzechów mielonych – laskowych
1 łyżeczka marmolady (brzoskwiniowej, morelowej)

Białka wraz z cukrem pudrem ubić na sztywną pianę. Odłożyć 1/3 tej piany do osobnej miseczki. Do pozostałej części dodać orzechy mielone i marmoladę. Formować jak kopytka – część ciasta uformować w długi pasek, na wierzchu rozprowadzić odłożoną pianę i pokroić w prostokąty.

Piec nagrzać do 200C (ciastka powinny się suszyć w ciepłym piekarniku)

Paulina Garbień
Gość

Sernik prosty :) Składniki: 1,2 kg białego sera (najwygodniej wiaderkowy mielony dobrej jakości) 10 dużych jaj 1,5 szklanki cukru kostka miękkiego masła (najlepiej wyciągnać je wcześniej z lodówki) 2 budynie śmietankowe aromat pomarańczowy Sposób przygotowania: Ucieramy cukier z masłem, dodajemy po jednym żółtku dalej ucierając, następnie dodajemy ser, przekładając go po jednej łyżce, bo wtedy dokładnie się wymiesza. Dodajemy łyżeczkę aromatu pomarańczowego i budynie (można użyć innego smaku budyniu i wtedy sernik będzie miał lekko zmieniony aromat, np budyń krówkowy, truskawkowy, malinowy). Ubijamy białka z odrobiną soli i cukru na sztywno i mieszamy to z masą serową. Jeśli ktoś lubi… Czytaj więcej »

Asiersa
Gość
Asiersa

dzisiaj zaczynam piec pierniczki :D

Filco-mania
Gość
Filco-mania

ZUPA GRZYBOWA Z MAKARONEM -20 dag suszonych borowików -1,5 łyżki masła -2 marchewki -jedna pietruszka -1/4 bulwy średniego selera -mały por (tylko biała część) -2 cebule -kilka ziaren pieprzu -1/2 szklanki mąki -jajko -sól -natka pietruszki Grzyby zalej 2 l wody, dodaj łyżkę masła i gotuj 30 minut. Dołóż obraną włoszczyznę , cebulę, pieprz, gotuj aż grzyby będą miękkie. Wywar przecedź, grzyby pokrój-kapelusze w paski, nóżki posiekaj. Z mąki i reszty masła, jajka, soli i 5 łyżek wody zagnieć ciasto, dodaj posiekane ogonki grzybów i ponownie zagnieć. Rozwałkuj, zwiń jak naleśnik, pokrój w paski. Wrzuć na osolony wrzątek, ugotuj do… Czytaj więcej »

Fiilco-mania
Gość
Fiilco-mania

PASZTET Z KACZKI Z ŻURAWINĄ
-1 kaczka
-1 kg boczku surowego
-4 marchewki
-3 pietruszki
-1/4 bulwy selera
-3 jajka
-4 cebule
-bułka tarta
-tłuszcz do formy
-sól, pieprz, ewentualnie vegeta.

warzywa obieramy i myjemy. Kaczkę i boczek myjemy i razem z warzywami gotujemy do miękkości. Odcedzamy, studzimy (z kaczki usuwamy kości) i mielimy.
Masę mięsno-warzywną mieszamy z jajkami i taką ilością bułki tartej, aby nie była zbyt rzadką. Doprawiamy do smaku. Wkładamy do natłuszczonych foremek o wymiarach 15×32 cm.
Pieczemy godzinę w temperaturze 200 °C.

Podajemy np. jako przystawkę do świątecznego obiadu.
Kroimy 2 plastry ok. 1 cm grubości układamy na talerzu, polewamy sosem żurawinowym.
Smacznego!

Fiilco-mania
Gość
Fiilco-mania

KRUCHE CIASTECZKA Składniki: (około 45 sztuk, czas przygotowania 45 minut) 180 gram mąki (1 szklanka) 100 gram masła (temperatura pokojowa) 1 jajko 3 łyżki cukru pudru 1 łyżeczka cukru waniliowego Wszystkie sypkie składniki łączymy z masłem, chwile wyrabiamy, dodajemy jajko. Zagniatamy do uzyskania gładkiej konsystencji i odstawiamy na 30 minut do lodówki. Ciasto należy zawinąć w folie spożywczą żeby nie pochłaniało zapachów. Schłodzone ciasto wałkujemy na grubość około 5mm. i wycinamy dowolne kształty. Pieczemy około 15 minut we wcześniej nagrzany piekarniku w temperaturze 180 st.na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. (nie smarujemy żadnym tłuszczem). Dekoracje według własnego upodobania. Ja użyłam… Czytaj więcej »

Patrycja Zych
Gość

Przepis wypróbowałam i szczerze polecam!!!

Fiilco-mania
Gość
Fiilco-mania

PRZEPIS NA LUKIER

15 dag cukru pudru
1 białko jaja kurzego
1 łyżka zimnej wody

Białko ubijamy na sztywną pianę, dodajemy wodę z cukem i mieszamy na gładką masę.
Gotowe.

Fiilco-mania
Gość
Fiilco-mania

PIEROGI RUSKIE Składniki (na 4 porcje) -2 szklanki mąki -2 jajka -3/4 szklanki letniej wody -30 dag twarogu -2 duże ziemniaki -2 cebule -1 łyżka masła -2 łyżki oleju -sól, pieprz Ziemniaki ugotuj w mundurkach, ostudź, obierz. Z mąki, 1 jajka, szczypty soli oraz wody zagnieć elastyczne ciasto. Uformuj w kulę i przykryj ściereczką. Cebulę posiekaj, połowę zeszklij na maśle. Ziemniaki i twaróg przepuść przez maszynkę lub praskę. Dodaj połowę zeszklonej cebuli i jedno jajko, wymieszaj. Dopraw solą i sporą ilością pieprzu. Ciasto cienko rozwałkuj, wytnij z niego krążki szklanką. Każdy nadziej farszem, zlep. Ugotuj w osolonej wodzie, polej reszta… Czytaj więcej »

Fiilco-mania
Gość
Fiilco-mania

WIGILIJNA ( i nie tylko) RYBA

-1-1,5 kg sprawionej ryby (dorsz, morszczuk, halibut, dorada, karp, pstrąg)
-1-2 cytryny
-sól, pieprz
-suszone zioła:tymianek, oregano, bazylia, natka pietruszki, koperek
-maka
-bułka tarta
-olej rzepakowy do smażenia (ważne!)

Rybę umyj, osusz. Skrop sokiem z cytryny, natrzyj sola i pieprze oraz pokruszonymi ziołami, zawiń w folię, włóż do lodówki, najlepiej na cała noc.
Wymieszaj mąkę z bułka tartą (pół na pół), panieruj rybę z dwóch stron, dobrze dociskając.
Rozgrzej mocno spora ilość oleju rzepakowego, kładź rybę i smaż na średni ogniu z obu stron na złoty kolor.

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Pięknie przybywa przepisów :)

divette
Gość
divette
Sylwia
Gość
Sylwia

PLEŚNIAK Składniki: •200 g masła •4 duże jajka lub 5 małych (osobno białka i żółtka) •3 szklanki mąki •1,5 łyżeczki proszku do pieczenia •2/3 szklanki + 2 łyżki drobnego cukru •szczypta soli •2 łyżki kakao •słoik gęstego dżemu (najlepiej z kwaśnych owoców)np, z czarnej porzeczki Zimne masło posiekać z mąką i proszkiem do pieczenia, 2 łyżkami cukru, szczyptą soli, 4 żółtkami. Szybko zagnieść ciasto (będzie bardzo kruche i sypkie, ale dacie radę ;). Podzielić je na 3 części, jedną z nich zagnieść z kakao. Uformować 3 kule i włożyć do lodówki do stwardnienia. Białka ubić na sztywno, pod koniec ubijania… Czytaj więcej »

Dom 28 listopada 2011

Miłość na talerzu, a talerz na ścianie – czyli o byciu mamą niejadka

Jestem wypoczęta i uśmiechnięta, jak zwykle Królowa w swojej kuchni… z gracją obracam się między naczyniami, piękne i lśniące ingrediencje z łatwością przemykają miedzy moimi palcami niczym nuty w symfonii, zgrane i z polotem wpadają do garnka, łącząc się nie  w  potrawę … a istną poezję …

…ten sen prysł wraz z pojawieniem się małej rozkrzyczanej mini-plujki. Kiedyś zakochana w smakach kucharka-amatorka, przeistoczyła się w sfrustrowaną Panią z domowej stołówki… Wbrew wyidealizowanym wyobrażeniom wraz z pojawieniem się Dziecka, zmieniło się wszystko – nawet tak prozaiczne czynności jak gotowanie. Powodem takiej rewolucji  jest chroniczny brak czasu, sił i często brak docenienia… Coś co kiedyś sprawiało wiele radości, dziś często staje się koniecznością wynikającą z piramidy potrzeb.

Ale abstrahując od codziennych zgryzot młodej mamy, powrócę teraz do tematu przewodniego…

…  Gdy wyobrażałam sobie siebie jako mamę, wiedziałam już że bardzo ważnym elementem naszego nowego życia  będą posiłki – wymarzyłam sobie gdzieś po drodze, że moje dziecko będzie chętnie próbowało różnych rzeczy, a my jako rodzice będziemy umożliwiali zabawę smakiem i odkrywanie kulinarnych sekretów. Może wynikało to po części z moich kaprysów i fanaberii kulinarnych (sama od małego brzdąca miałam swoje wymysły, z którymi nie umiem wygrać nawet jako dorosła kobieta – nie jestem w stanie przekonać się do spróbowania rzeczy, których nawet nigdy nie jadłam – ale gdzieś w głębi jestem przekonana o ich obrzydliwości – choć nie nie mam pojęcia jak smakują :P)

Chcąc wychować małego Kosmopolitę, godnego XXI wieku – zapragnęłam dbać o rozwój talerzowych podróży mojego Szkraba…

… Jak się jednak domyślacie, potem przyszedł czas weryfikacji i choć pierwsze „łyżeczki” czegoś nowego wyglądały naprawdę obiecująco, bardzo szybko wyszło szydło z worka…

… Klara okazała się być Niejadkiem – i to nie pierwszym lepszym, ale zatwardziałym fanatykiem tego ruchu! Poniekąd przyniosło to przyspieszenie rozwoju mowy – bo zaskakująco szybko, jako ledwo gęgający bobas, donośnym głosem potrafiła wykrzyczeć idealnie wyartykułowaną wiązankę do rodziców: ” NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE !!!!!! ( pomnożyć przez  nieskończoność)

A my… no cóż, zamieniliśmy się w poczciwych zatroskanych staruszków…

Mimo wielu starań Mamusi i Tatusia kolejne posiłki kończyły się tak samo – czyli się nie kończyły…

Słoiczki – NIE !
Kaszki- w życiu!
Owocki- phi!
Obiadki- Ble!

Mamusia do garów! – jarzynki, kolorki, duperelki, wzorki i kisielki – talerzyk, a  może łyżeczka w innym kolorze, a może konik do zabawy, a może bajka odwróci uwagę i trochę się uda wepchnąć? Terefere-  chlast—> ŚCIANA!!!

Mamusia się uśmiecha (choć nie wiedzieć czemu zęby jej się jakby ścisnęły)- przecież ma tyle czasu i chęci, że ze śpiewem na ustach umyje tą ścianę, a potem i podłogę…

I jaki z tego morał?! Choćbym z ziemniaków ulepiła replikę Pałacu Kultury i postawiła na cukierkowej ulicy – jak Klara nie ma ochoty jeść to nie zje!

I bynajmniej nie jest to kwestia rozkapryszenia – czasem ma ochotę i ładnie zjada- a czasem (ta opcja niestety występuje nieco częściej) nie ma i choć potrawa sama w sobie jej smakowała, to nie otworzy nawet paszczy!

Szczęście w nieszczęściu….

  • Z pozytywów jakie nas spotkały, można kilka wymienić:

·          Klara nie rozsmakowała się w pluciu :)

  • Dyscyplinę olimpijską rzutu talerzem udało się ukrócić – choć rzut w dal sztućcami nadal występuje – to taki sposób na próbę zakończenia posiłku – no przecież sami ciągle trujemy, że z ziemi się nie je!

  • Dużym powodzeniem cieszy się ostatnio samodzielne jedzenie – choć Mama po zakończeniu robienia zdjęć Małego brudasa, ma ochotę uderzyć kilka razy głową w ścianę na myśl o sprzątaniu, przebieraniu….

Rodzicu, co włosy z głowy też rwiesz:

  • W miarę możliwości – wyluzuj :) Zdrowy Maluch, który ma dostęp do jedzenia z głodu nie umrze – tak to czasem bywa – nasza córa jest zdrowa i choć od początku jest na wagowym szarym ogonku siatki centylowej, nikt na to nic nie poradzi!

  • Nie rób wokół „jedzenia” domowego końca świata – stanowczo odradzam wpychanie na siłę i awantury – tudzież kłótnie o jedzenie – to tylko utrwali u Niejadka negatywne sygnały, które dziecko powiąże z jedzeniem – a w efekcie będzie dopiero katastrofa!

  • Pamiętaj, że dziecko jak każdy ludzik stąpający po tym świecie może nie mieć akurat na coś ochoty!

Bycie rodzicem Niejadka, to ciężki kawałek chleba, bo choć wiem o wszystkim co sama powyżej napisałam, nie raz i nie dwa przemyka mi przez głowę – „przecież ona musi coś zjeść ” i na chwilę, choć na szczęście w myślach, zamieniam się w „babcię – nadskakiwaczkę”: „a może by tak siamto i owamto…”

Ale uwierzcie, nie sądziłam że tyle radości może przynieść, od czasu do czasu opróżniony talerz!

15
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paulina Garbień
Gość

Adrianek ma 8 miesięcy i jak narazie (odpukać w niemalowane) zjada praktycznie wszystko co mu przygotuję, jedzeniem słoiczkowym raczej gardzi, choć od czasu do czasu zje jak Mama zrobi sobie dzień wolnego i nic nie ugotuje ;) ciekawa jestem czy tak zostanie czy może będę musiała się równie mocno gimnastykować aby mały opróżnił talerz? Oby nie…

Magda Kupis
Gość

U nas etap „niejadka” występuje od czasu do czasu, lub niechęć do danego posiłku- czasem przez kilka dni mleko jest bee, czasem obiadki. Ale jako doświadczony niejadek z długim stażem, wiem „z czym to się je” ;) i chyba dzięki temu nie panikuję. Z resztą zasada „jak zgłodnieje to zje” nie jest nam obca.

divette
Gość
divette

Brawo za radę ‚ wyluzuj’. Zawsze zal mi było rodzicow którzy dawali dzieciom co do grama jedzenie, skakali z nim wokół wagi i przeżywali, że w ciągu tygodnia nic lub niewiele przybrało, ‚a bo siatka centylowa’. Moje dziecko dostaje wybór zgodnie z BLW z mojego talerza. I pewiem szczerze latwiej mi zebrać kawałek kalafiora czy ziemniaka już miałabym sprzątać papke. Zresztą co to za przyjemnosc jeść coś co wygląda i w większości smakuje tak samo? Nie dam dziecku nic czego ja bym nie zjadła( no dobra. Awokado dałam ;) a sama nie przepadam,a córce smakuje). I co najważniejsze nie dotuje… Czytaj więcej »

divette
Gość
divette

Mialo być osobno ;) glupi słownik ;)

Magda Kupis
Gość

I mam nadzieję, że nie przyszło Wam do głowy kupić syropku, by niejadek zjadł obiadek :P

Paulina Garbień
Gość

Madziu dobrze, że o tym piszesz… Jakież było moje zdziwienie gdy pierwszy raz usłyszałam tą reklamę??? w kraju w którym lekarze trąbią na alarm bo pierwszoklasiści mają już ogromną nadwagę – swoją drogą co będzie jak dorosną – a im starsze osoby tym statystyki są gorsze, ktoś wpada na pomysł podawania syropku na zwiększenie apetytu…

Magda Kupis
Gość

Niestety, ale mam nadzieję, że ten syrop jest na receptę :)
A swoją drogą spora część rodziców uważa swoje dzieci za niejadków, a jakby zrobili eksperyment i za każdym razem taką samą porcję proponowaną dziecku w ciągu dnia odkładaliby, to uzbierałoby się pewnie pół sklepu i w rezultacie okazałoby się, że dziecko jest przekarmiane : Polecam, jeśli ktoś ma wątpliwości :D

Marysia
Gość
Marysia

Ja również wychodzę z założenia, że dziecko ” zje jak zgłodnieje”. Nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś umarł z głodu po jedzeniu tylko wybiórczych potraw, albo ich mniejsze ilości. Choć nie powiem- to miłe uczucie, gdy talerzyk mojego synka pustoszeje w ciągu minuty :)

Magda Kupis
Gość

u nas w ciągu minuty to talerzyk pustoszeje tylko w jeden sposób :D

Aldona Seemann-Gnida
Gość

My też mieliśmy etap ‚niejadka’ i mam nadzieję, że już nie wróci. Myślę, że była to reakcja na pojawienie się młodszego braciszka w naszym domu- co potwierdziła też lekarka. Trochę to trwało, zanim córcia zaczęła znów jeść. Też skakaliśmy- a może to zjesz, a może tamto… Wszystko było na NIE. No czasem był wyjątek i na spacerze zjadła kromkę chleba czy suchą bułę. Siedząc ‚pod domem’ na ławce, czasem i kilka łyżek obiadu zjadła. Jadek…Niejadek…w efekcie końcowym wylądowaliśmy u lekarza bo córcia dziwnie też zaczęła się zachowywać- jak nie ona (a jest wulkanem energii). Nagle ucichła, ciągle by spała, nie… Czytaj więcej »

Magda Kupis
Gość

Czasem takie „nadskakiwanie” daje zupełnie inny efekt, takie troche „za złość mamie odmrożę sobie uszy”

Sylwia
Gość
Sylwia

My jesteśmy na etapie „niejadka” zacząło się wraz z górnymi 1. Wyszły kilka dni było ok i znów mamy marudzenie przy talerzu i chęć ucieknięcia z krzesełka. Teraz idą nam górne 2 :( Nie wciskam na siłe, synek zje kilka łyżek niechce to nie jak zgłodnieje da znać jak nie to sama za jakiś czas robie podejście nr 2. Nadrabia mlekiem, kaszką i wcinaniem chleba (masuje sobie nim dziąsła ;P) Niekiedy wciągnie cały obiad bez marudzenia a nie raz na sam widok jedzenia juz zaczna kombinowac jak tu zwiac mamie. Wtedy mały bawi się a ja z doskoku w ruchu… Czytaj więcej »

Sylwia
Gość
Sylwia

jednym słowem zjada wszystko, tylko nie obiad :P

Kobiecym_okiem
Gość
Kobiecym_okiem

Przez długi czas byłam dumna ze starszego syna, że jadł wszystko. Nie było potrawy, która mu nie smakowała. Zgodnie z filozofią, że jedyne, co u dziecka jest pewne, to zmiana – to się zmieniło. Początkowo byłam tym trochę sfrustrowana, ale potem „odpuściłam”. Spodobało mi się pewne zdanie, zaprezentowane w książeczce, która wpadła mi kiedyś w ręce „Rodzice w akcji”: „to dziecko ma mieć interes w tym, aby zjeść, a nie rodzice.” A co a tym idzie – konsekwencja rodziców, czyli: zero podjadania między posiłkami i wspólne pory posiłków. Mieliśmy etapy jedzenia tylko kanapki z serem żółtym i keczupem albo tylko… Czytaj więcej »

Emocje 26 listopada 2011

Rewolucja na życzenie

Żyjesz sobie spokojnie z dnia na dzień, planujesz wydatki miesięczne, żeby spokojnie zmieścić się w domowym budżecie i wygospodarować jakieś środki na tzw. czarną godzinę, aż tu nagle dostajesz wiadomość, która może całkowicie odmienić Twoje życie. Właśnie tak było w moim przypadku…

Pewnego słonecznego, letniego dnia rozmawiałam z siostrą przez Skype’a (mieszka od kilku lat w Dublinie) i przypadkowo z rozmowy wynikło, że u jej chłopaka w pracy są wakaty. Od słowa, do słowa okazało się, że to dokładnie to, czym zajmuje się obecnie mój mąż, tyle że płaca jakieś 4x wyższa od obecnej a znajomość języka wymagana w niewielkim stopniu. Pewnie nie zaprzątalibyśmy sobie tą informacją głowy, gdyby nie fakt, że nie potrafiliśmy sobie wyobrazić, jak mamy zostawić naszego synka z kimś innym (czyt. Pani w żłobku, niania, mama lub teściowa) kiedy wrócę do pracy czyli całkiem niedługo bo w listopadzie. Żadna z dostępnych opcji nie była dla nas do przyjęcia, więc spędzało nam to sen z powiek. Niestety nie mogliśmy pozwolić sobie na zostanie w domu tak po prostu, bo przecież kredyt mieszkaniowy sam się nie spłaci… Możliwość dalszego wychowywania synka była dla mnie nie lada pokusą, dlatego podjęliśmy z mężem dyskusję na ten temat. No i się zaczęło… zastanawialiśmy się co zrobić, w głowach kłębiły się pytania, a żadne z nas nie potrafiło podjąć konkretnej decyzji. Przecież  taka decyzja odbije się potem na całym naszym życiu,  już nic nigdy nie będzie takie samo.

W końcu zmęczeni tym kołowrotkiem w głowach usiedliśmy i na spokojnie wypisaliśmy wszystkie za i przeciw, tabelka się powoli zapełniała, a my podświadomie czuliśmy, że sami szukamy jak najwięcej powodów na tak… Oczywistym stał się fakt, że chcemy zaryzykować, spróbować i wywrócić nasze życie do góry nogami… dla nas, dla naszej przyszłości i przede wszystkim dla naszego synka.

Kilka dni później wysłaliśmy siostrze potrzebne dokumenty, a ona złożyła je w firmie. Pozostało tylko czekać na zaproszenie na rozmowę rekrutacyjną i lecieć… “Tylko czekać” – to wydaje się takie proste… każdego dnia pytałam męża gdy wrócił z pracy: I jak? doskonale wiedział o co pytam i zawsze odpowiedź była taka sama: I nic…  Byliśmy już nastawieni na wyjazd i z niecierpliwością czekaliśmy na ten jeden ważny telefon, ale nikt nie dzwonił…

Trwało to kilka tygodni, w końcu pewnego czwartkowego popołudnia mąż zadzwonił, że w niedzielę musi lecieć, bo w poniedziałek ma rozmowę. Wszystko potoczyło się niezwykle szybko. Niby spodziewaliśmy się tego w każdej chwili, ale kiedy przyszło się pakować… trochę to nas przerosło… patrzyłam na męża i łzy same płynęły mi do oczu, bo wiedziałam, że przez kilka tygodni go nie zobaczę, nie przytulę się (oczywiście można zadzwonić, porozmawiać ale przecież to nie to samo). Było mi ciężko ale wiedziałam, że nie mogę się  tak rozklejać, bo Adiemu będzie jeszcze trudniej, on będzie odczuwał brak jeszcze bardziej… Niedziela nadeszła szybko i mąż odleciał… Było nam ciężko bo przez ponad trzy tygodnie byliśmy osobno – on tam z moją siostrą, ja tutaj sama z Adriankiem… Musiałam sobie sama z wszystkim poradzić, a czekało mnie nie lada wyzwanie – spakowanie wszystkiego co potrzebne nam do życia w nowym domu. Spakowanie rzeczy dla siebie było błahostką, o wiele trudniejsze okazało się przygotowanie wszystkiego co będzie potrzebne synkowi oraz pozostałych rzeczy, których znalazło się mnóstwo.  Te kilka tygodni  upłynęło mi głównie na pakowaniu kolejnych paczek i wysyłaniu do męża.

Nadszedł dzień wylotu. Chyba nie do końca docierało do mnie to wszystko co się dzieje. Drżącymi rękoma przekręcałam klucz w zamku… I wtedy zrozumiałam, że właśnie na swoje życzenie  wywracamy życie do góry nogami.

Od niedawna jesteśmy znów wszyscy razem! W Dublinie :) Układamy sobie życie na nowo, dostosowując się do nowej rzeczywistości. Czy było warto? Czas pokaże… ale na pewno nie będziemy żałować, bo to nasza dewiza życiowa – ryzykujemy i podejmujemy czasem szalone decyzje ale nigdy nie żałujemy.  Życie jest jedno i trzeba żyć chwilą… Po prostu Carpe Diem :)

Jak jest wasza życiowa dewiza? Czy dziecko coś zmieniło? Jesteście ostrożni czy odwrotnie żyjecie na tzw. krawędzi?  Jestem ciekawa jak postąpilibyście w podobnej sytuacji… A może byliście w podobnej?

7
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marysia
Gość
Marysia

Marzę o takiej szansie dla Nas… Masz rację mieszkaniowy kredyt ani sam się nie zaciągnął, ani sam się nie spłaci :/

Annasrokosz
Gość
Annasrokosz

Obecnie jestem w podobnej sytuacji… 5 lat temu wyjechaliśmy do Exeter – szansa dla męża by popracować jako farmaceuta w wielkiej firmie (cóż u nas już dawno nie szanuje się tego zawodu traktując go jako zwykłego sprzedawcę). Było super, ja w ciąży on nieco zestresowany nową pracą, ale co tam… tam się urodziła nasz Asia, było nam dobrze, aż do momentu kiedy zachorowała… miała wtedy 10 mc… OIOM, miesiąc w szpitalu, a potem wychodzimy do domu z dzieckiem – warzywko. Wszyscy stawali na głowie by nam pomóc, najlepsi lekarze próbowali postawić diagnozę. Byliśmy nawet w najlepszym dziecięcym szpitalu w Anglii…… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
Gość

Życzę zatem by tworzenie własnego życia stało się wspaniałą przygodą i aby udało się je wykreować zgodnie z zamierzeniami :) trzymam mocno kciuki :)

Natalia Smykowska
Gość

My byliśmy w podobnej sytuacji. Choć kilka istotnych szczegółów się różni. Mianowicie…wyjechaliśmy dwa lata temu z dala od rodziny, znajomych, dotychczasowej pracy 400 kilometrów ale nie poza granice Polski…Mimo, że to ten sam kraj, są tu inni ludzie, inne obyczaje, inne życie! I przede wszystkim – wtedy nie mieliśmy dzieci! Więc gdy mąż dostał propozycję dużo lepszej pracy (czyt. lepiej płatnej), nie zastanawialiśmy się długo…dłużej rodzina próbowała nas od tego odwieźć. Ja zostawiłam pracę na pół etatu i jeszcze przez rok dojeżdżałam te 400 km na studia raz lub dwa razy w miesiącu. Mieliśmy zostać kilka miesięcy, gdybym nie znalazła… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
Gość

przypomina mi sie cytat z pewnego polskiego filmu: „Pieniądze to nie wszystko ale wszystko bez pieniędzy to…” cóż aby zapewnić sobie i dzieciom spokojny byt nie da się żyć bez pieniędzy, nie zawsze godne życie jest możliwe tam gdzie mieszkamy i trzeba się przeprowadzić, ważne żeby być szczęśliwym :)

divette
Gość
divette

Trzymam kciuki za życie na obczyźnie

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close