Pępek w centrum uwagi

Pępek w centrum uwagi


Żaklina Kańczucka

25 października 2014

Gdy rodzi się dziecko, oprócz emocji związanych z tą magiczną chwilą, rodziców dopadają wątpliwości, jak zająć się malcem, zadbać o jego zdrowie i rozwój. My nie byliśmy wyjątkiem, na samą myśl o kąpieli Bartka, nie wspominając już o pielęgnacji pępuszka, robiło mi się słabo, no bo jak się z taką kruszyną obchodzić? Bardzo się tego obawiałam, na szczęście mój mąż był odważniejszy w tej materii, kąpał i wycierał małego, ale o pępek musiałam zatroszczyć się ja. Starałam się być jak najdelikatniejsza, czasami chyba nawet do przesady. Teraz aż śmiech człowieka bierze, jak pomyślę, że bałam się urwania kikuta :) W sumie sam jego widok napawał mnie obawą, bo kikut pępowinowy z zaciśniętą klamrą nie wygląda ładnie, ot taki niepotrzebny kawałek ciała, na którego odczepienie od malucha czekaliśmy z niecierpliwością.

Standardowo – tak zewsząd słyszeliśmy – zanim noworodek będzie mógł się poszczycić ślicznym pępkiem, minie co najmniej kilka dni. Z moim pierwszym synem (4 lata temu) przy wypisie z oddziału kazano nam kąpać dziecko w emoliencie tak, aby nie moczyć nadmiernie kikuta. Następnie po osuszeniu ciałka i skóry wokół kikuta, zakrapiałam go roztworem fioletu gencjanowego, bardzo uważnie, ponieważ buteleczka nie była najporęczniejsza i jak się fiolet rozlewał po ręczniku, to był nie lada wyczyn żeby go doprać. Podobnie rzecz miała się z bodziakami. I tak działo się po każdej kąpieli dopóki pępowina nie zasuszyła się i odpadła, czyli w naszym przypadku długie 4 tygodnie.

Z drugim dzieckiem, czyli jakieś 9 miesięcy temu, już było inaczej. Zalecenia się zmieniły, więc zaopatrzyliśmy się w płyn do odkażania Octenisept. Dalej działanie wg schematu – kąpiel, przy której kazano normalnie myć brzuch dziecka bez obawy przed zamoczeniem kikuta, następnie dokładne osuszenie gazikiem i spryskanie Octenispetem. I tyle. Cała pielęgnacja pępka była łatwiejsza i nie zagrażała czystości ubraniom  i ręcznikom Wojtka. Jednak kikut ani myślał zasuszyć się  i odpaść. Klamra na kikucie  została zaciśnięta zbyt blisko brzucha i  powietrze nie docierało tak jak powinno, a to utrudniało gojenie. Na szczęście z kikutem nie działo się nic złego, nie ślimaczył się, nie pachniał niepokojąco, po prostu był przyczepiony długo za długo. Po 6 tygodniach nasza pani doktor skierowała nas na oddział noworodkowy do zdjęcia klamry z kikuta specjalnym narzędziem tzw. “bociankiem” i zamianę Octeniseptu na fiolet gencjanowy na spirytusie, do stosowania dwa razy dziennie. Dopiero po upływie kolejnych 2 tygodni kikut ostatecznie zasuszył się i odpadł. Uwierzcie mi, wcale za nim nie tęskniłam ;)

Oczywiście w obu przypadkach pilnowaliśmy aby pieluszki i ubranka nie haczyły o klamrę oraz umożliwiały dopływ powietrza. Przyznam że zamiast kupować specjalne pieluchy z wycięciem, po prostu odwijałam górny pasek pieluszki i po kłopocie. Aha, pamiętajcie jeszcze o jednym, jeśli brak Wam odwagi, by dotykać kikuta, pamiętajcie że to malucha nie boli, ani nie sprawia dyskomfortu, czego ja bałam się chyba najbardziej :)

A jeśli interesują Was najświeższe wytyczne dla prawidłowej pielęgnacji kikuta, czekajcie na nowy wpis Hani na blogu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. U nas szybciutko kikut odpadł i u syna i córci. I był ładny :-) nie miałam żadnych obaw. Nawet mamy schowane je w pudełeczku z pamiątkami

  2. My z pępkiem męczyliśmy się aż 6 tygodni. Przez 5 tygodni używaliśmy Octenisept (przy kolejnym dziecku daruje sobie zakup). Później położna poleciła stary sposób ze spirytusem (na dwie miarki wody jedna miarka spirytusu spożywczego) i dopiero ruszyło.
    Pępka nie moczyliśmy i zawsze miał dostęp powietrza (z tego powodu przez ten czas używaliśmy tylko półśpiochy i kaftaniki).

    1. Zgadza się, octenisept to moda apteczna żeby wyciągać kase od rodziców. Jak Melcia się rodziła to wszędzie tego używali (skoro nawet w szpitalu to maja i używają to o czymś to znaczy i niekoniecznie ze to taki hit) jak położna środowiskowa podpowiedziała fiolet, to po ingerencji chirurga meczylismy się tylko dwa tygodnie, a nie dwa miesiące jak wcześniej.

  3. No u ta m nas ten octenisept w ogoleusie nie sprawdził i pomógł nam fiolet, ale nasze przeboje z pepkiem to osobna historia. Źle go zrobili w szpitalu i nie obyło się bez chirurga…

  4. U nas dokładnie takie same zalecenia były. Nigdy nie stosowałam żadnych środków odkazajacych

  5. U nas kazali octaniseptem,ale to nic nie dawało,wiec smarowałam fioletem i po dwuch dniach odpadło.

  6. U nas zalecenie to szare mydlo i octanisept ;)

  7. Niśka? O! Od czego zdrobnienie jeśli mogę spytać?

  8. mydło i woda :) potem osuszałam szybciutko odpadł :D

  9. Za pierwszym razem kikut odpadł po 2 tyg. a używałam raz dziennie octeniseptu. Natomiast drugi raz to był koszmar! Pępowina była gruba i nie chciała odpaść, nic nie pomagało, mycie, odkażanie, dopiero lapisowanie co 2 dni w szpitalu dało radę, a wizyt było prawie 10! Także myślę sobie, że to bardzo indywidualna kwestia i takie samo traktowanie może się w ogóle nie sprawdzić w różnych przypadkach.

  10. U nas kikut byl bardzo gruby i nie odpadl sam. Nic nie pomagalo dostalismy skierowanie do chirurga dzieciecego, ktory zrobil pyk i juz kikuta nie bylo!

  11. Nic sie nie babralo a dopiero po miesiącu odpadł!!! Pielęgniarki były w szoku, mówiły ze pewnie skóra taka gruba

  12. Po naridzinach pierwszego Synka pępek był bardzo oporny (odpadł po 3tyg.) ale mylam tylko octeniseptem. U kolejnych Dzieci po przemyciu octeniseptem osuszalam gazikami spirytusowymi. Goily się bardzo ladnie i juz po kilku dniach było po kłopocie :)

  13. A mieluscieklopot bo octemisept działa odkażająco i rozmiekczajaco a nie osuszajaco :)

  14. U nas problemów nie było. Nawet się zbyt nie przejmowałam gdy się zalał wodą w kąpieli (na szkole rodzenia mówili żeby uważać) odkażałam octeniseptem a potem osuszałam i przy okazji oczyszczałam patyczkiem kosmetycznym – kikut odpadł po kilku dniach a pępuszek piękny :-)

  15. My też normalnie moczylismy w wannie

  16. Octanisept i nic więcej. Pępek dłużej odpada, ale nie ma zakażeń. A kikut dziecku w niczym nie odpada…

  17. W niemczech w szpitalu polozne jazaly zwyklym pudrem lub talkiem obsypywac. Po tygodniu odpadl

  18. U nas pierwszy pepuszek byl na spirytusie odpadl po trzech dniach ale u mlodszego synka byl na octanisepcie i powiem ze zaczol z niego wydobywac sie brzydki zapach trwalo to tydzien az wkoncu polozna przyniosla spirytus i po dwuch dniach smarowania kikutka juz nie bylo. Przypomne ze ten spirytus wypisuje lekarz pierwszego kontaktu gdyz jeszt on na recepte

    1. można go sobie samemu zrobić, ja robiłam ale już nie pamiętam proporcji dokładnych, tak mniej więcej 1/3 spirytusu trzeba było zastąpić wodą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Jak wydawać pieniądze i nie zwariować?

Jak wydawać pieniądze i nie zwariować?


(nie)Magda(lena)

22 października 2014

Kiedy obejrzałam program o łowcach promocji byłam zdziwiona, że można zrobić zakupy i zapłacić za nie tylko kilka procent wartości. Trochę żałowałam, że u nas nie ma takich bonów rabatowych w prasie (w każdym razie nie tylu i nie takich). Skłoniło mnie do przemyśleń jak można oszczędzić na zakupach, ale tak bym nie musiała układać strategii jak w przypadku powyższego programu.

Podczas zakupów kieruję się kilkoma zasadami i może nie osiągam tak imponujących wyników jednak daje mi to trochę oszczędności (i satysfakcji).

Po pierwsze kupuję tylko to, co potrzebuję. Niby banalne, ale często podczas promocji dajemy się skusić na wiele produktów, których tak naprawdę nie zużyjemy.

Sprawdzam też cenę (i gramaturę) produktu w regularnej cenie, by móc ocenić czy ten promocyjny faktycznie da mi zaoszczędzić. Dotyczy to nie tylko zakupów w sklepach stacjonarnych, ale też internetowych.

Przyznaję, że już w ciąży przekonałam się, że dzięki zakupom w sieci zostało nam sporo w portfelu. Żeby mieć jakiś punkt odniesienia wybraliśmy się do sklepów, w których można skompletować całą wyprawkę. Później sprawdziliśmy w internecie ceny dokładnie tych samych produktów i byliśmy zaskoczeni, że są one o wiele niższe! I tak cała wyprawka wyniosła nas 35 % mniej niż kupilibyśmy ją w sklepach w moim mieście, a bywało że oszczędność przy konkretnej rzeczy wynosiła nawet 50 % (rekordowy wynik uzyskaliśmy przy wózku na którym zaoszczędziliśmy 64%!). Od tego czasu zakupy robimy głównie w ten sposób – od drukowania zdjęć po obrączki ślubne.

A czy można zaoszczędzić jeszcze bardziej wybierając ten sposób zakupów, skoro sam w sobie pozwala oszczędzać? Oczywiście!

Wybierając internetowy sklep najpierw szukaj tego, co potrzebujesz w zakładkach typu „wyprzedaż”, „promocja” czy „outlet”, a dopiero później przejdź do innych katalogów.

Jeśli szukasz konkretnej rzeczy, nie ograniczaj się tylko do portali aukcyjnych. Nie raz przekonałam się, że internetowe sklepy mają o wiele atrakcyjniejsze propozycje cenowe.

Korzystaj z newsletter’ów – tam często czekają kody rabatowe na jednorazowe zakupy. Sama dopiero niedawno się do nich przekonałam, ale dzięki mim już udało mi się sporo oszczędzić.

Teraz zanim dokonam zakupu szukam bonów i kodów na portalach z bazą takich promocji, a nie tylko w danym sklepie. Jedną z nich jest Picodi. Odkryłam ją przypadkiem, ale już nieprzypadkowo do niej wracam. Znajduję tam wszystko to, co do tej pory samodzielnie odszukiwałam w sieci, czyli informacje o promocjach (wyprzedażach asortymentu w sklepie internetowym) oraz kody rabatowe (zniżki, dzięki którym można kupować taniej w internecie). Interesującym jest jeszcze to, że można tam znaleźć kody przygotowane specjalnie tylko dla tej strony.

Oczywiście to nie koniec możliwości, by zaoszczędzić. Powstało wiele programów lojalnościowych polegających na zbieraniu punktów za zakupy dokonywane w różnych miejscach, które wymienne są na punkty lub kody z określonym rabatem. Można też skorzystać z zakupów grupowych. Tam również wykupujemy zniżki na zakupy.

Czy zakupy przez internet są bezpieczne? Niosą oczywiście za sobą pewne ryzyko, ale pamiętajmy o kilku zasadach i o prawach konsumenta. Dokonując zakupów on-line mamy prawo do jasnej, pełnej informacji o oferowanych towarach i usługach przed złożeniem zamówienia. Warto wydrukować stronę, na której pojawia się potwierdzenie złożenia zamówienia. Mamy również prawo do odstąpienia od umowy w ciągu (w Polsce) 10 dni kalendarzowych bez ponoszenia dodatkowych kosztów (z wyjątkiem kosztów zwrotu towaru do sprzedawcy). Ponadto sprzedawca powinien udostępnić konsumentom takie dane jak :

  • nazwa i adres przedsiębiorstwa;
  • koszty dostawy, formy dostawy oraz możliwe sposoby zapłaty za zakupy;
  • całkowita cena produktu lub usługi;
  • najważniejsze właściwości i zastosowanie produktu.

Poza tym zawsze dobrze jest poszukać opinii o sklepie w internecie – nie kupuję tam gdzie zdanie co do usług sklepu jest bardzo podzielone.

Fot. Polycart/CCBY

Wpis jest elementem współpracy z Picodi.com/pl.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zawsze obawiam się, że coś pójdzie nie tak, ale może faktycznie warto się przełamać? Jeśli można oszczędzić to dlaczego nie próbować. Często spotykam się z niskimi cenami w internecie i moją pierwszą obawą było to czy to przypadkiem nie jest jakieś oszustwo. Teraz będę przeprowadzała małe śledztwo przed zakupem ;)

  2. Mnie się kiedyś udało kupić brodzik do prysznica, półokrągły z siedziskiem, głęboki na pół metra, do tego deszczownica do wbudowania w sufit z halogenem i głośnikiem(!) za jedyne 300złotych!!!

  3. ostatnio zakup odkurzacza o 200 zł taniej niż w sieciówkach :p

    1. A coś bliżej? Ile zaoszczędziłaś?;)

    2. W sumie była jakaś promocja plus kod rabatowy łączbie od ceny standardowej ba plusie 170 złotych

  4. Mogłabym sporo wymieniać – w sieci kupiłam wózek tańszy o 1300 zł (dotychczasowy rekordzista), fotelik samochodowy o 200 zł, 600 wydrukowanych zdjęć za 114 zł, suknia ślubna – o 1000 zł mniej, obrączki za 47% wartości :)

  5. Bardzo fajne wskazówki, krótko i zwięźle związane do kupy :P ;)

  6. Oj tak korzystam z kodów rabatowych! Tej stronki jeszcze nie znałam – w sam raz tuż przed świętami :)

  7. Tak samo jak kocham Ikee tak jej nienawidzę. Za każdym razem jak jadę tam po lampkę np do pokoiku małej opuszczam sklep z pełnym wózkiem i lżejszym portfelem :)

  8. Jak chodzi o zakupy dzieciowe to często korzystam ze strony http://promobaby.pl/ gdzie znajduje się spis promocji we wszystkich sklepach z podziałem na działy/sklepy/firmy.

  9. ja nie mam pieniędzy na ikeę i tego typu sklepy ……niestety marnie z kasą …

    1. mimo że małe mieszkanko czeka na remont …nie ma z czym do ludu ;-(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Pomocy! Moje dziecko jest „niegrzeczne”!

Pomocy! Moje dziecko jest „niegrzeczne”!


Fizinka

21 października 2014

Jaś – 3,5-latek, z natury: radosny, żywiołowy, towarzyski, przywódczy, temperamentny. Ponadto: bardzo wrażliwy, lubi się przytulać, wygłupiać, spędzać czas wśród rówieśników, być w centrum uwagi.

Gdy skończył 1,5 roku, przez dwa lata uczęszczał do żłobka, który uwielbiał i do dziś z uśmiechem na twarzy wspomina.

Aktualnie, od września b.r. chodzi do przedszkola. Porównanie tych dwóch placówek jest proste – niebo a ziemia. I nie chodzi mi tylko o wygląd zewnętrzny (gdzie prywatny żłobek posiada bardzo wysoki standard, a publiczne przedszkole wygląda, jakby pamiętało jeszcze czasy wojny), a przede wszystkim o to KTO i JAK sprawuje opiekę nad małymi dziećmi.

W żłobku, każda pani była ciocią, czyli poniekąd rodziną, a nie obcą osobą. I tak też się zachowywały – serdeczne, ciepłe, zawsze uśmiechnięte, kreatywne, troskliwe…. Dla nas – rodziców stanowiły niezwykłą pomoc, były jak połączenie dobrej przyjaciółki z psychologiem. Zawsze dawały oparcie, słuchały kiedy mówiliśmy i dawały wskazówki kiedy tego potrzebowaliśmy.

A przedszkole? Hmmm…. Panie wyglądają na zmęczone życiem, wypalone zawodowo, z trudem znajduję SZCZERY uśmiech na ich twarzy. Kiedy bym nie przyszła do przedszkola (rano, popołudniu) czy przechodziła obok, gdy pogoda dopisuje i dzieciaki spędzają czas w ogrodzie – panie siedzą! Siedzą przy biurku, przy filiżance…. kawy? Wyglądają jak umordowane matki, które po całym dniu pracy spotkały się na placu zabaw i cieszą się, że dzieci zajmują się same sobą.

Do swych podopiecznych zwracają się bardzo oschle, rzekłabym nawet – trochę po wojskowemu. Z wszystkich słów jakie padały z ich ust i miałam okazję słyszeć, najczęściej było to coś na styl: „Nie ruszaj tego! Nie biegaj! Nie mów tak głośno! Przestań beczeć!…” – mam ogromne  wrażenie, że tam panują same nakazy i zakazy.

Choć istnieje podział na dwie grupy wiekowe, przez większą część dnia 3 i 4-latki są razem z 5 i 6-latkami. I może by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że w moim odczuciu panie mają jednakowe wymagania co do wszystkich dzieci. Dla przykładu – po około dwóch tygodniach „przedszkolakowania”, zarzucono mi, że mój syn nie potrafi się podcierać, gdy zrobi kupę! Przyznaję, że szczena mi wtedy opadła. Pomyślałam – ok, popracujemy nad tym w domu, ale też nie przesadzajmy, on ma dopiero trzy lata, ma więc  prawo nie umieć jeszcze wszystkiego!

Gwoli ścisłości – na chwilę obecną potrafi się już podetrzeć, ale uwierzcie mi – zazwyczaj jego tyłek, ręce i paznokcie (!) nadają się wówczas do gruntownego mycia, jeśli wiecie o co mi chodzi…? A personel niestety się do tego nie kwapi, wmawiając mi, że to “nie leży w ich obowiązku”!
Mało tego! Kilkakrotnie zdarzyło się, że Jaś wrócił do domu z kupą w majtkach(!), śmierdzącą i rozsmarowaną po kolana, co świadczyć mogło o tym, że chodził tak przez wiele godzin!

Z własnych obserwacji oraz opowieści syna wiem, że dzieci chodzą do toalety same, niezależnie od tego, czy akurat reszta grupy znajduje się w budynku, czy też są na dworze. Zdarza się, że panie puszczają do wc więcej niż jedno dziecko. Wiecie co tam się wtedy dzieje?!

Ja wiem, bo po pierwsze – Jasiek wraca czasem do domu z siniakami – na twarzy(!), twierdząc, że ktoś popchnął go np. na suszarkę do rąk!

A po drugie – zostałam wezwana na dywanik, gdzie usłyszałam, że moje dziecko jest „bardzo niegrzeczne”…
– Dlaczego tak pani uważa? – spytałam.
– Ponieważ chlapie w toalecie wodą i pani sprzątaczka ma przez niego więcej pracy. Do tego, rozwija rolkę papieru, rozrywa na małe kawałki i zapycha wc.
Poczułam jak rosnące ciśnienie uderza mi do głowy. Próbując opanować emocje, zapytałam:
– To dlaczego puszcza pani dzieci same do wc?!
– Ależ ja nie puszczam ich samych. Idę z nimi!
– To chce mi pani powiedzieć, że idzie z moim synem, stoi tuż obok i on na pani oczach łobuzuje??
– No ja do niego mówię, żeby przestał, ale on mnie nie słucha!

I ręce mi opadły! Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę! Miałam wrażenie, że rozmawiam z małą dziewczynką, której powierzyłam na chwilę opiekę nad synem i ona z racji swojego wieku, braku doświadczenia oraz niekompetencji, zupełnie nie mogła sobie z nim poradzić.

A żeby było “śmieszniej”, za moją dociekliwość usłyszałam, że „ze mną, w przeciwieństwie do innych rodziców, nie da się rozmawiać. I skoro ja uważam, że mam idealne dziecko, to ona nie ma o czym ze mną dyskutować”, ot co!

Minął kolejny miesiąc i w związku z tym, iż doszły mnie słuchy, że Jasiek bije się z dziećmi w przedszkolu, poszłam tam na rozmowę, tym razem z własnej, nieprzymuszonej woli.

Pani bardzo się ucieszyła, że „zmądrzałam” i ku swej radości dała upust emocjom wyciągając mi całą długą listę wad i złych postępowań Jasia, określając go ponownie „niegrzecznym” dzieckiem.

Co takiego robi, że jest aż taki „niegrzeczny” (w przeciwieństwie do reszty ułożonych dzieci)?

Ano podobno: „Nie zna różnic pomiędzy dobrem a złem. Nie szanuje starszych. Nie słucha poleceń i zakazów. Nie zna systemu nagradzania i karania. Bije dzieci. I na dodatek uważa, że wszystko jest dla niego, wszystko mu się należy i we wszystkim musi być pierwszy!” – na marginesie dodam, że jest jedynakiem.

Poczułam się wtedy jakby mi ktoś solidnie dał w pysk! Miałam wrażenie, że albo ta kobieta mówi o innym dziecku, albo ja nie znam własnego syna! A co najgorsze, odniosłam silne wrażenie klęski, ponieważ spędzam z Jasiem bardzo dużo czasu, daje mu mnóstwo swojej energii, uwagi i miłości. Każdego dnia, nie tylko się z nim bawię i wygłupiam, ale też UCZĘ!

W moim mniemaniu, tudzież– w mojej obecności – Jasiek doskonale wie co wolno, a czego nie. Gdzie leżą pewne granice, których nie można w danej sytuacji przekroczyć. System nagradzania i karania jest u nas powszechnie używany. Każdy nasz dzień podlega stałemu, ustalonemu przeze mnie rytmowi. Kompletnie więc nie rozumiem tego co usłyszałam!

Ponadto uważam, że jestem świadomą mamą, spełniającą się w tej roli. Bardzo dużo czytam na temat rozwoju dzieci i metod wychowawczych, ciągle szukam wskazówek, choć w dużej mierzę zdaję się na swoją matczyną intuicję. Cały czas pracuję nad sobą, by dawać dziecku dobry przykład, a gdy pojawia się problem – szukam rozwiązań.

Tyle pracy włożonej zarówno w samą siebie, jak i w mojego syna, a tu nagle ktoś, bez mrugnięcia okiem, podważa wszelkie moje kompetencje! Mało tego! Daje mi znać, że ŹLE wychowuję swoje dziecko, bo ono jest „niegrzeczne”!

Pomijając jednak fakt, że to co usłyszałam bardzo mnie dotknęło i zdenerwowało, ciągle zastanawiam się czy przypadkiem pani przedszkolanka nie przesadza? Bo nawet jeśli to prawda i mój syn jest nieposłuszny, to wciąż uważam, że nie jest „niegrzeczny”! A jego zachowanie może mieć głębszy sens, wynikający zarówno z jego cech charakteru (o których wspomniałam na początku), jak i jakiegoś zaniedbania – niekoniecznie tylko mojego…!

Wydaje mi się, że każdy “normalny” rodzic, mając obraz przedszkola jaki przedstawiłam powyżej, zastanowiłby się w tej chwili nad poprawnością jego funkcjonowania. I nie żebym się czepiała, ale uważam, że personel nie nadaje się do tej pracy! Albo minęły się z powołaniem, albo ich czas świetności już się skończył!

Poza tym uważam, że ludzie z wykształceniem pedagogicznym powinni umieć poradzić sobie z różnymi dziećmi – nawet nieposłusznymi, powinni umieć dobrać odpowiednie metody wychowawcze i do każdego dziecka podchodzić indywidualnie. Bo każde dziecko jest inne.

Wybitnie nie podoba mi się to, że winą za zachowanie syna, który w danym momencie nie jest pod moją opieką zostałam obarczona TYLKO JA! Pani ewidentnie nie poczuła się do odpowiedzialności.

A na koniec jeszcze dwie sprawy, które mocno mnie zjeżyły:

  1. Gdy wspomniałam o żłobku i tym, że tam przez dwa lata nikt nigdy nie powiedział złego słowa na Jasia, usłyszałam –„Ale tam pani płaciła pieniądze za opiekę, więc logiczne jest że nikt się nie skarżył”  – większej bzdury nie słyszałam! Co ma piernik do wiatraka?! Z resztą, gwoli ścisłości, za przedszkole, mimo iż jest publiczne też PŁACĘ!
  2. Kiedy opowiadałam o tym ile czasu poświęcam na edukację by móc sprostać macierzyństwu, w odpowiedzi usłyszałam „No tak, bo pani jest bardzo młodą osobą więc musi się  pani jeszcze dużo nauczyć” !!!!

Małe sprostowanie – wizualnie podobno wyglądam na młodą osobę i tak też się czuję, ale w rzeczywistości mam już prawie 30 lat na karku, więc za gówniarę się nie uważam! A tak właśnie zostałam potraktowana…

Koniec końców, nie dostałam żadnych wskazówek ani porad – śmiem twierdzić, że samo przedszkole nie ma pomysłu na to jak „wyprostować” moje dziecko. Zostałam za to zlinczowana krytyką i sama z „problemem”.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Jeśli te kobiety opiekują się dziećmi tak jak prowadzą rozmowę z rodzicami to obawiam się, że że powinny zmienić pracę. Albo dawno skończyły szkołę i już zapomniały w jaki sposób powinna przebiegać rozmowa (do dziś pamiętam setki scenek odgrywanych na płaszczyźnie pedagog-rodzic, pedagog-uczeń) albo ich indeks wyglądał dość kiepsko, skoro już z takimi podstawami sobie nie radzą.
    Poza tym jej zarzuty są tak „poważne”, że gdybym nie wiedziała ile lat ma Jaś to pomyślałabym, że chodzi o nastolatka. 3 latek ma prawo do takich zachowań, a obowiązkiem nauczycielek jest o tym pamiętać i dopasować metody wychowawcze indywidualnie, jeśli te „ogólne” nie działają. Skoro z niego taki „psotnik” to może wystarczy większa uwaga na niego.

  2. Odnoszę wrażenie ze panie umywają ręce od wszystkiego.Zaczynając od zabawy po nauczanie przed szkołą (w końcu to przedszkole). Oczywiście najlepiej wypościć gromadkę na plac zabaw usiąść i poplotkować, obgadać rodziców jacy są nieodpowiedzialni i jak oni nie potrafią nauczyć dzieci podstawowych zachować. Wydaje sie ze panie zjadła rutyna i wypalenie ale czy to oznacza ze dziecko może chodzić z kupą w majtkach kilka godzin?? czy one sie z tymi dziećmi nie zajmują, nie bawią? (kupę zazwyczaj czuć, przynajmniej moich dzieci)

    1. Raz, mój mąż odbierał syna, który miał właśnie kupę w majtkach – powiedział, że od razu to poczuł! Mało tego! Jakaś dziewczynka narzekała przy nim, że śmierdzi w sali! A pani rzekomo tego nie czuła i poinformowana przez męża o tym, że dziecko biega z niespodzianką w majtkach odparła „Niemożliwe!” …… ;/

      1. Drogie Mamy.
        Wycieranie waszym dzieciom pup z kopy nie należy do obowiązku pań. Nie uczycie niczego dzieci, a potem macie pretensje, że dzieci robią w majtki. Gdyby każde dziecko załatwiało się w majtki, to panie nie robiłyby nic innego, jak tylko zmieniały dzieciom majtki i myły pupy. Proponuję posiedzieć z gromadą dzieci przez cały dzień, to wtedy zobaczycie jak jest miło i fajnie. Są przedszkola (prywatne) w których zmieniają pieluchy. W państwówkach się tego nie robi, więc jak nie odpowiada wam to, to możecie przenieść dziecko do innej placówki.

  3. Masakra! Co za porąbane babsko!!! Ona powinna już przestać pracować.
    Po pierwsze nie ma prawa podważać Twoich metod wychowawczych, po drugie jej zasranym obowiązkiem jest podtarcie pupy!!
    To, że rozlewa wodę, wielkie halo. Ja bym nie darowala i poszła do dyrektora, zachowanie i postępowanie przedszkolanki jest niedopuszczalne!!!!!! I mówię. To jako pedagog i matka dwóch Przedszkolaków.

    1. zgadzam się z Toba że panie sa nieodpowiedzialne ale jesli chodzi o toaletę pani nie ma prawa wejsć z dzieckiem do toalety. w przedszkolu gdzie chodzi mój syn i innych w mieście jest rekrutacja i jesli dziecko nie potrafi „wytrzeć pupy” nie może zostać przyjęty. wiem absurd ale to wina tylko i wyłącznie rodziców którzy oskarżają o molestowanie dlatego taka procedura została wprowadzona do przedszkoli

  4. Uważam, że masz rację. Panią się poprostu nie chce. Córka ma 2 wychowawczynie, jedna jest zaraz po studiach, druga ok 50. Obie zawsze skore do odpowiedzi na pytania, zawsze z uśmiechem witają i żegnają dzieci i rodziców.
    Moja córka poszła do przedszkola mając 2 lata i 8msc. Jedyne co usłyszałam od Pań, że cięzko jej się odnaleźc w tym, że wszystko ma swoje miejsce. Że jest czas na leżakowanie, spacer i na zabawe. Wiadomo w domu jest inaczej.
    Zdarzyło się, że nie zdązyła do toalety po leżakowaniu i piżamka mokra, albo kupka zrobiona w majty. Zero problemu, przebrana, majty sprane z „grubszego”. I mimo, że była mowa też o tym, żeby uczyc dzieci samodzielnego podcierania, zawsze Panie sprawdzają czy nie trzeba pomóc.
    O wszystkim jestem informowana, czy spała, czy płakała, czy zjadła, albo o czym kolwiek innym co by się nie działo.
    Dodam, że przedszkole jest publiczne.
    Córka bardzo chętnie chodzi do przedszkola.

    1. U nas tak właśnie było w żłobku – każdego dnia, zanim odebrałam Jasia pani opowiadała mi co dziś robili, jak się Jasiek sprawował, czy spał, czy zjadł obiad….. no dosłownie wiedziałam o wszystkim!
      A tu….. dziecko jakby w przechowalni było, a nie przedszkolu :(

  5. Dzieci często inaczej zachowują się w domu niż w przedszkolu, są zupełnie innymi osobami. Hałas, zamieszanie dookoła dziecka sprawia, że jest ono zestresowane, zszokowane tą sytuacją. Są dzieci nadwrażliwe na dźwięk, dla których takie warunki są bardzo niekomfortowe. Ale przedszkolanki są od tego, żeby zajmować się dziećmi, pomagać im. To ich praca i nikt ich nie zmuszał do wyboru zawodu.. Wiedziały na co się godziły. a metoda nie rób, nie ruszaj, zostaw działa odwrotnie jak się nie tłumaczy dziecku dlaczego… Panie chyba o tym zapomniały..

  6. Maskara, mój syn chodzi już drugi rok do przedszkola, w pierwszym roku był grzeczny, choć jest baaaaaaaaaaaaardzo energiocznymdzieckiem, teraz jest niegrzeczny na zajęcia luźnych , na lekcjach dostaje pochwały. Ma super opiekunkę , która mu tłumaczy jak coś robi źle, nawet jak ja jestem i widzę co robi źle ona osobiscie prawie przy nim klęka i tłumaczy. Nie do pomyślenia aby przedszkolanka za przeproszeniem „jechała” do mnie z takim tekstami od razu bym ją sprowadziła na ziemię i zapytała od czego ona tam jest. Musisz się im postawic , mój syn raz też przyszedł do domu z kupą to zrobiłam im taką aferę , tzn poszłam do dyrektorki i zpaytałam co robię przedszkolanki. Podejście wtedy tych Pań do mnie się zmieniło, choć myślałam że będą mściły sie na moim synu, ale widać nie tylko ja miałam do nich jakieś ale i lekko zmieniły podejście. Teraz każdy rodzic jak ma jakieś ale zwraca im uwage , nawet jak jest za ciepło w przedszkolu, czy też dziecko ma niepodtarta pupę, to jest ich obowiązek i niech Ci pokażą w regulaminie że to nie należy do ich obowiązków. Mam nadzieję że Twój syneczek nie będzie miał złych wspomnień po przedszkolu, musisz interweniować, przecież znasz swoje dziecko i jak piszesz na pewno każdy dorosły mądry człowiek poradziłby sobie z lekko nieposłuchanym dzieckiem. Powodzenia

    1. Problem w tym, że pani przedszkolanka moje interwencje odbiera jako ataki ;/
      Wychodzi na to, że człowiek nie może już nic powiedzieć, o nic zapytać i absolutnie nie może się bronić (lub swojego dziecka), bo to oznacza, że nie szanuje drugiej osoby, pyskuje – jak na smarkacza przystało i idealizuje…
      A przecież wiadomo, że to nie o to chodzi! I nie taki jest mój cel!
      Ale jak pani nie rozumie małego dziecko, to co się dziwić że i z dorosłym nie potrafi rozmawiać…..

      1. Mi w podobnej sytuacji kazali iść do poradni pp. Poświęciłam czas i okazało się ze z dzieckiem Ok tylko jakby to powiedzieć jestem za mało wymagająca w domu i za mały rygor panuje…. a poza tym z dzieckiem wszystko Ok.

  7. przeczytałam na blogu i jedynie co mi w głowie siedzi to smutek… że brak człowieczeństwa, dobroci, empatii… za parę lat panie starsze będą zdziwione, że nikt nie ustąpi miejsca w autobusie.

    dzieci to nasza inwestycja. i nie tylko finansowa.

  8. W szoku jestem! Ja raz usłyszałam, że moje dziecko było niegrzeczne. Dlaczego? Otóż śmiało się. I za śmianie się stało w kącie. Było to chyba 2 lata temu. Ręce mi opadły, powiedziałam co o tym myślę i więcej za takie rzeczy nie był karany….
    Tutaj to się w ogóle dziwię. Trzylatek, to chyba powinny pomóc trochę w „higienie”. Ja rozumiem, że panie nie są od podcierania pup (bo nie są) i źle wytarta pupka to rzecz normalna i trzylatka, ale żeby dziecka nie przebrać jak… popuści? To już jest dla mnie dziwne. Poza tym puszczanie dzieci samych do wc – u nas w najmłodszej grupie ZAWSZE ktoś towarzyszył dzieciom w łazience. Teraz w zerówce już nie ma takiej konieczności, ale w takiej najmłodszej grupie to powinna być norma!

    1. Dla mnie puszczanie 3-latków samych do toalety i zamykanie za nimi drzwi w sali zabaw – co widziałam na własne oczy, oznacza totalny brak wyobraźni! No bo co by było, gdyby to dziecko zasłabło w toalecie?! Zachlapało podłogę, jak mój syn, a następnie się pośliznęło i uderzyło głową o kibelek czy wykafelkowaną podłogę?! Kto by temu dziecku udzielił pomocy? Kto usłyszałby wołanie o pomoc?! …. :(

  9. Często w przedszkolach pracuja panie już chyba z tzw. „zasiedzenia” – a ich energia do pracy dziala niestety nie wprost proporcjonalnie. A tekst ” jest pani młoda – musi sie pani wiele nauczyć” – powalił mnie na kolana :))) zakladam iz powiedziała to osoba w wieku średnim ktora juz wiele wie i zgodnie z tym powinna wiedziec że dzieci są różna i są rożne metody współpracy z dziećmi np. śmiałymi, otwartymi i ruchliwymi. Moim zdaniem przydałaby się rozmowa z dyrekcja przedszkola o kompetencjach pani przedszkolaniki… może trzeba wysłac na jakieś szkolenie uświadamiające,że to przedszkole jest dla dzieci a nie na odwrót. A może trzeba poszukać na miejsce tej pani nowego personelu bąź dodatkowej pary rąk skoro tani sobie nie radzi…

    1. Ta pani, na moje oko to taka 30-stka + , myślę że więcej niż 35 lat nie ma, więc tym bardziej zwrócenie mi uwagi, że jestem „za młoda” było co najmniej nie na miejscu…..

    2. pozostaje rozmowa z dyrekcja bądź ponowna rozmowa z pania przedszkolanką, co wg niej oznacza bycie grzecznym….. polecić tej pani przeczytanie artykułu a później obejrzenie flmu – może wyciągnie wynioski -http://wyborcza.pl/piatekekstra/1,140951,16817026,Jak_zabijamy_dzieciece_talenty.html ….. nie kształtujmy „mas posłusznych konsumentów…” a wydobądźmy i kształtujmy 3,5 geniuszy kreatywności…

  10. Moj synek 3.5 lat poszedl od października do przedszkola wtedy zwolnilo sie miejsce.
    Dwa razy zrobil mi „histerie” w przedszkolu. Rozmawialam wtedy z wychowawczynia jego grupy ktora stwierdziła ze on jest jeszcze mały nowa sytuacja i ma prawo tak zareagowac – nie twierdzila ze dziecko jest niegrzeczne bo płacze tylko tak male dzieci wyeazaja emocje. Wziela za raczke poszli ogladac zabawki itd teraz juz nie ma problemu z chodzeniem do przedszkola-wspomne z Alus wczesniej nigdzie nie uczestrzal. wszystko zalezy od podejscia opiekunki ktora to powinna wiedziec jakie zastosowac metody wych do danego dziecka zwlaszcza do tak malego

  11. Wiesz co… gdybym się dowiedziała, że pani przedszkolanka w sali, w której biega kilkanascioro-kilkadziesiat dzieci pije kawęy herbatę (która zapewne na jakimś etapie jest gorąca) to za samo to zrobiłabym gigant awanturę u dyrektorki, że panie stanowią zagrożenie dla dzieci. Oparzenie jest ciężką chorobą, którą się długo leczy, a ślady zostają na całe życie…

    1. kawa? u mnie w grupie panie prasuja w sali firanki :)

  12. A moja córka jest w przedszkolu Aniołkiem:) W domu natomiast temu aniołowi wyrastają rożki;)

  13. Rozumiem Twoje wzburzenie i przyznam, że nauczycielka zachowuje się stosunkowo dziwnie.
    Ale nie popadajmy w paranoję. Sama jestem nauczycielką w przedszkolu i włos mi się na głowie zjeżył, jak przeczytałam niektóre komentarze.
    Do Pani, która uważa, że nauczycielce przez cały dzień pracy nie należy się wypicie kawy czy herbaty.
    Otóż Droga Pani. Nauczyciel pracuje głosem i wskazane jest wręcz niemalże niekończące się zwilżanie gardła. Przypominam, że wszyscy nauczyciele przedszkola także) mamy pracować do 67 roku życia, więc musimy ten głos chronić jak największy skarb.
    Niestety na wypicie herbaty w całkowitym odosobnieniu nie mamy ani czasu ani warunków.
    A tak poza tym, to nie dajmy się zwariować na Boga! Czy w domu Pani również zamyka się z herbatą w odosobnieniu i nie wychodzi stamtąd nim skończy?

    1. Zgadzam się z Tobą i zawsze powtarzam by nie popadać w paranoję! W domu również pijemy gorące napoje, gotujemy, pieczemy, używamy ostrych narzędzi (noży), … etc. i nikt się przed dziećmi nie chowa (przynajmniej ja nie! :P )
      Z resztą nie o tym prawię w swoich „gorzkich żalach”, chodzi mi zupełnie o coś innego…

    2. Kasia Kowalska

      Otóż droga Pani nikt Pani nie kazała wybierać tego zawodu jak się nie daje rady trzeba zmienić zawód.

  14. Dla mnie to jest po prostu szok, że dziecko wraca do domu ubrudzone kupa. To jest nie do pomyślenia, to już wskazuje na to co to za przedszkole i jaka ma kadrę…

  15. no cóż mogę ci powiedzieć, mogę się jedynie podzielić z tobą spostrzeżeniami nt mojego przedszkola. córka ma 3 lata, od września poszła do przedszkola, pierwszy raz miała kontakt z taką dużą liczbą dzieci, to jest pierwsze miejsce gdzie zostaje zupełnie sama, bez osoby którą zna, łatwo nie jest bo płacze, pojawiły się wymioty na tle nerwowym, ale rozmawiamy dużo o przedszkolu i o tym co się tam dzieje itp. kierując się wyborem przedszkola poszłam za głosem serca i wybrałam przedszkole, w którym pracowałam, panie które dobrze znam i powiem ci że jestem zawiedziona, jedna pani ciągle jest z dziećmi, druga o której godz by nie szedł jest przy biurku, z okresu kiedy tam pracowałam pamiętam słowa dyrektorki, że nauczyciel powinien być wśród dzieci cały czas a nie za biurkiem, biurko w przedszkolu jest niepotrzebne. i tak się zastanawiam, zwrócić szanownej koleżance uwagę czy nie.
    wydaje mi się, że nauczyciel nauczycielowi nie równy i sytuacja która ciebie spotkała może wynikać z niechęci nauczyciela do angażowania się w czynności pielęgnacyjne dzieci, ale nawet jak zrobi w te majty, to przebrać by wypadało, ja bym reagowała u nauczycielki, jeśli nie ma reakcji z jej strony, to u dyrekcji, jeśli też brak reakcji z jej strony to do gminy czy kuratorium
    określenie dziecka niegrzecznym bo chlapie wodą no to nie jest wymówka, trzeba dzieci kontrolować i rozmawiać z nimi nt zasad korzystania z toalety – rozwijania papieru i mycia rąk

  16. Oj niestety negatywne :) zmienilam przedszkole od wrzesnia

  17. przeczytałam i faktycznie w przedszkolu Jasia dzieją się jakieś dziwne rzeczy.Mój synek też chodzi do przedszkola , ma 3,5 latka( Janek ) i wiem że Panie pupę podcierają i pomagają jeść .W kwestii grzeczności – to wiadomo są różne dzieci , rożne temperamenty ale aby dziecko nazwać niegrzecznym trzeba mieć konkretne przykłady , konkretne sytuacje.Przecież dziecko też może mieć gorsze dni , też może zostać sprowokowane przez inne dziecko…

  18. U mojej córci w przedszkolu nikt nie chodził z dziećmi do toalety, nie wiem jak 2,5 latki, bo takie smyki też były, ale 3 latki zawsze chodziły same, na stołówce też nikt nigdy nie pomagał, albo się dziecko najadło albo nie…

  19. Witam, jestem studentką Technologii Żywności i Żywienie Człowieka, zwracam się z prośbą do rodziców dzieci w wieku przedszkolnym o wypełnienie ankiety, której wyniki posłużąmi do pracy inżynierskiej. Z góry dziękuje za pomoc :)
    https://docs.google.com/forms/d/1hem5xSj7bxxag0sZKjFld5fSLUFgipzerqTuXFi_M-w/viewform

  20. Klaudia Wachnik

    Matko kochana, jakbym czytała o tym co się obecnie u mnie dzieje.
    Każdego dnia wracam do domu zalana łzami z powodu wiecznych skarg na moje dziecko. Panie wydają się być bezsilne. Twierdzą, że syn jest niegrzeczny tzn. bije, popycha, pluje, sypie piaskiem, dokucza, nie słucha, nie bierze udziału w zabawach itd itd w nieskończoność.
    Słucham uważnie. Syn każdego dnia ma przeprowadzane rozmowy.
    Dodam, że gdyby mi w domu zamontowano kamerę i przedszkolanki mogłyby obserwować to można by posądzić dziecko o rozdwojenie jaźni. Gabriel w domu, czy też u babć jest grzeczny i posłuszny.
    Nie mam w przedszkolu kamery by móc zobaczyć w czym tkwi problem.
    W oczach przedszkolanek to ja i mąż zapewne jesteśmy beznadziejni.
    Za co mam dokładnie ukarać dziecko w domu po przyjściu z przedszkola?
    Rozmawiam i tłumacze, już z bolącym sercem i łzami w oczach. Ale on w domu jest jak anioł do jasnej cholery!
    Niedługo popadnę najzwyczajniej w świecie w depresję i nabawię się nerwicy. Bo co ja mam zrobić. Jak mogę wpłynąć na zachowanie dziecka w przedszkolu nie widząc co robi tam dokładnie?

    Proszę udzielcie mi rad jak to się u Was skończyło. Czy dziecko się zmieniło?
    Dodam, że w ubiegłym roku nie miały z nim takich problemów. Problem powstał niby nagle z dniem 11 września.

    Sama myślę już o psychologu, ale gubię się w tym wszystkim. Serce mi pęknie.

    Bardzo proszę o kontakt poprzez e-mail: clauditte90@gmail.com

  21. Klaudia Wachnik, mam identyczną sytuację. Ręce już mi opadają bo mam wrażenie , że im bardziej gadam to jest gorzej. Mam wrażenie , że problem tkwi w autorytecie do Pani. Nie umie poradzić sobie i próbuje zwalić to na mnie. Poprosiłam powiedziała co mam robić jest pedagogiem i cenne są jej wskazówki to usłyszałam odpowiedź , że ona nie jest od wychowywania tylko przekazuje informacje. Zapisałam dziecko do psychologa dziecięcego, niech go przebada , napisze co jest nie tak. Jeśli okaże się że z nim jest wszystko ok to udam się do dyrekcji i niech z tym coś robią.

    1. Ela i jak po wizycie u psychologa??

  22. Witajcie mamy Urwisow; ) ja również mam problem z moim 4 latkiem, w domu jest ok za to w przedszkolu tragedia, skargi nie kończą się . Dodatkowo mój syn bardzo słabo mówi właściwie dopiero zaczyna przez to jeszcze gorzej jest nam się porozumieć. Po południu obiecuje ze będzie grzeczny a później wystarczy chwila impuls i juz wszystko po swojemu załatwia rano w grupie. Nie wiem co robić. Nauczycielka tylko skarży nie umie powiedzieć o dziecku nic pozytywnego ciągle tylko kary wymagania i wszystko jest źle . Czy któraś z Was może ma jakiś złoty środek żeby ogarnąć nasze pociechy???pozdrawiam Was

  23. Bardzo jestem ciekawa co zrobiłaś w tej sytuacji. Jestem w podobnej niestety i rozważam rezygnację z przedszkola.

    1. Jestem po rozmowie z dyrekcją psychologiem i okazało się ze to nie moje dziecko ma problem tylko panie mają problem ze swoją niekompetencja, mój synek będzie objęty programem wspomagającym radze udać się do dobrej poradni psychologiczno pedagogicznej. Lub znaleźć oligofrenopedagoGa. Jestem dobrej myśli mam nadzieje ze wszystko się ulozy

    2. Ola, może wstrzymaj się jeszcze z zabieraniem dziecka z przedszkola bo ono może odebrać to jako karę za swoje „złe” zachowanie, a pani przedszkolance tylko ułatwisz sprawę pozbywając się „problemu”.. ?
      Ja poszłam na skargę do dyrekcji, wyjaśniłam całą sytuację, powiedziałam że nie chcę robić awantury, bo boję się, że ucierpi na tym mój syn, ale zaznaczyłam też, że jeśli sytuacja się nie poprawi to będę zmuszona poczynić dalsze kroki i pójść ze skargą dalej, ponieważ nie pozwolę na takie traktowanie mojego dziecka. O dziwo, od tamtej pory mamy spokój. Co prawda pani przedszkolanka była początkowo na mnie obrażona (!!!) ale w tej chwili wszystko jest w porządku.
      Trzymam kciuki za Was!

  24. Byliśmy u psychologa i zaczął pełny profil psychologiczny. Pani wychowawczyni dostała do wypełnienia opis dziecka oraz wyszczególnienie problemów jakie ma z nim. I tu zaczęły się schody . Pani wypisała z wielkim problemem , największy zarzut to to że nie przewiduje konsekwencji swojego zachowania – śmiech na sali. Pani psycholog po wstępnym przepadaniu powiedziała ze jest inteligentnym dzieckiem i nudzi się na zajęciach i pragnie zwrócić na siebie uwagę bo ma charakter lidera. Po około 2 dniach od otrzymania informacji od wychowawczyni zaczepiła mnie Pani dyrektor przedszkola i tłumaczyła mi że się pospieszyłam z tym psychologiem , że niepotrzebnie tam idę bo on jest dobrym chłopcem , ruchliwym , mądrym i w życiu sobie poradzi. Ona wie że ciągłe skarżenie mogło mnie zbulwersować. Bała się po prostu opinii psychologa , który może napisać że to nauczyciele są niekompetentni. Pewnie ochrzaniała je nieźle. Wstrzymałam chwilowo diagnozę i na razie nie skarżą . Zobaczymy jak dalej ale nie dam przypiąć mu łatki niegrzecznego dziecka.
    Ola nie zabieraj dziecka z przedszkola walcz o swoje dziecko . Kilkanaście lat temu pewnie zrobiłam to samo . Z pochyloną głową przyjmowałam wszystko i to na dobre nie wychodzi dziecku. Nie pokazuj mu że z trudnej sytuacji wycofujesz się jak rak.

    1. Przedszkolak, który „nie przewiduje konsekwencji swojego zachowania” ?!?!?! – niewiarygodne!! … wybacz ale uśmiałam się! Na pocieszenie powiem, że u nas pani przedszkolanka wysuwała podobne (głupie) argumenty… ;-)

  25. Ja to miło wiedzieć że nie jest się samemu w problemie:) dzięki dziewczyny za rady nasze dzieci to nasze skarby i nie pozwolimy ich skrzywdzić żadnym pseudo przedszkolankom! !!!dziś mam wizytę dam znać co powiedział psycholog pozdrawiam wszystkie super mamy;)

  26. A ja mam sprawę sądową z tego powodu. że moje dziecko jest niegrzeczne w przedszkolu. Podobno zagraża paniom przedszkolankom. Ciekawe czym. Najgorsze jest to, że panie są niezwykle miłe i życzliwe, a za plecami świnię podrzucają. Dodam, że moje dziecko ma stwierdzoną niedojrzałość układu nerwowego. Nie uważam, że jest idealne, ale ze strony pań nie uzyskałam żadnej rady czy pomocy. One po prostu nie wiedzą, jak sobie z dzieckiem poradzić, więc winą należy obciążyć rodziców.

  27. Jakie wy jesteście wszystkie wspaniałe, a ci nauczyciele tacy kiepscy, zgroza.

    1. Nie my. Nasze dzieci są wspaniałe. My po prostu umiemy to dostrzec.

      1. My nauczycielki, czy jak wolicie – opiekunki – po studiach, często jeszcze po studiach podyplomowych, kursach, mianowane, dyplomowane itp. też zauważamy wyjątkowość każdego dziecka, na dodatek potrafimy ją nazwać i zdystansować się do niej. Ale pracujemy z grupą, czasami na poziomach ( dzieci zróżnicowane wiekowo) i nie możemy sobie pozwolić na zajmowanie się jednym dzieckiem, a nawet trójką; bo co wtedy z resztą? A te spokojne, ciche tzw. bezproblemowe – one potrzebują wsparcia, wzmocnienia,uwagi – chociaż niczego nie żądają i na nic nie narzekają. Ich rodzice zresztą też. Jak mam reagować, gdy dziecko na każdą prośbę, która mu nie pasuje, reaguje krzykiem, rzucaniem się na ziemię, kopaniem w meble ( we mnie zresztą też, ale jestem uważna i robię uniki).Bezradnie patrzę jak sypią mi się zajęcia, jak niektóre dzieci próbują postępować tak samo. Wszystko jest dobrze gdy robi co chce.Czyli rozpoczyna zabawę różnymi zabawkami, porzuca je , bierze następne, nie odkłada na miejsce. W domu zachowuje się inaczej? Przecież rodzice są tylko dla niego. Wieczne zamieszanie i harmider…Jest małe, ma czas…Są dzieci, które na prośby nie reagują wcale, tak samo jak na ciche i spokojne wydawane polecenia. Obserwuję rodziców w sklepach, na placach zabaw, często jesteście bezradni.A my? Radzimy sobie z dziećmi i kochamy je i naszą pracę. Tylko coraz częściej pojawiają się te dzieci problematyczne, do których nie sposób dotrzeć.Czasami może lepiej nie mówić rodzicom o problemie? Przecież i tak mają idealne dziecko? Takie sreberko. Drodzy rodzice, niewiele jest dzieci prawdziwie grzecznych i jest to cecha ich charakteru, prawie każde ma coś tam na sumieniu i to jest fajne, bo pracujemy nad tym, ustalamy zasady, uczymy życia.I Wy i my.
        Ale zdarzają się przypadki beznadziejne i będą one tak długo jak długo będziecie na to pozwalać.
        Nie ma idealnych nauczycieli ( są lepsi, gorsi, tacy sobie – podobnie rzecz się ma z rodzicami i opiekunami)

  28. Esadora , popieram w 100 %. Rodzice zamiast patrzeć przez pryzmat : Ale przecież moje dziecko ? Nie! On w domku jest bardzo grzeczny ! Mój Michałek? Nigdy w życiu !
    A jednak. Ja jako animatorka i przedszkolanka nie skupie całej uwagi osobie, która przeszkadza, bije, biega, zaczepia. Mam również inne dzieci, które potrzebują uwagi i zabawy. Jeśli zdarza się takie dziecko, po prostu nie reagować. Synek mamusi będzie zawsze najlepszy :) Ja to rozumiem i popieram, ale dziecko w szkole, a w przedszkolu czy na urodzinach bez widoku na mamę, jest zupełnie inne.

  29. A w przypadku mojego synka, odkąd chodzi do przedszkola Pod Dębusiem Olbrzymkiem stało się tak, że stało się bardziej zdyscyplinowane, innymi słowy grzeczniejsze :)
    I to mnie się podoba.

  30. Nie wiem, jak mają sobie radzić panie wychowawczynie z „niegrzecznymi” dziećmi. Moje dziecko musiałam wypisać z przedszkola, bo panie nie dawały sobie z nim rady. W innym przedszkolu panie dały sobie radę. Ustaliły zasady, jak w domu mamy ustalone i dziecko chociaż z początku próbowało jak daleko może się posunąć, zasady zaakceptowało. Jeśli panie sobie nie radzą, to może trzeba pomyśleć nad zmianą zawodu? Są inne osoby, które sobie radzą z każdym dzieckiem i całą grupą.

  31. Witam też chciałam się doradzić…. Mój 3,5 letni synek poszedł od września do przedszkola i ciągle słyszę skargi… A to bryka i skacze po dzieciach i się śmieje, na zajęciach w kółeczka trzyma się boku i obserwuje, nie lubi zajęć plastycznych. W każdym razie niewiele dobrego tylko wszystko źle. Dodam że większą część tych 6 tyg.spedzil w domu bo ciągle ma katar i chodzi tylko na 4 godz. Pani przrdszkolanka zasugerował rozmowę z psychologiem na którą poszłam i czułam się jak patologiczne matka. Mały jest jedyną kim a ja jestem w ciąży.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Dziecko ma rację?

Dziecko ma rację?


Mirella

20 października 2014

Byłyśmy w bibliotece, Duśka oglądała jakąś badziewną gazetkę dla dzieci i nagle zaczęła krzyczeć:

– To nie tak było! W mojej książce jest inaczej!

Najpierw kazałam się uciszyć, bo do czego to podobne, żeby się tak w bibliotece drzeć (na szczęście nikogo poza nami nie było). Potem zaczęłam dociekać co się stało. Okazało się, że dziecko natrafiło na rysunek układu słonecznego, gdzie na Neptunie był pierścień a na Uranie nie, a w jej książce jest odwrotnie. No i konsternacja… Bo Duśka pamięć to ma, nie mogę zaprzeczyć, a jej książka jest wydana przez National Geographic, więc jakby bardziej wiarygodne źródło niż gazetka dla przedszkolaka. Popatrzyłam na bibliotekarkę, zainteresowaną o co ta awantura, i powiedziałam:

– Jak ona się tak upiera to pewnie tak jest…

Nasza pani Jola jest mądrą kobietą, nie usiłowała bronic gazety dla samej idei tylko zalogowała się do internetu i sprawdziła jak jest naprawdę. No i wyszło na to, że moje dziecko ma rację. To tyle w temacie, że dzieci to małe – głupie i każdy kit przełkną.

 

Kiedyś oberwało mi się za bezmyślne przytakiwanie.

– Mamo jak myślisz, Mars jest trzecią planetą?

– Tak kochanie

– Nie! Mamo pomyliłaś się, Mars jest czwarty, trzecia jest Ziemia!

No pewnie, że trzecia jest Ziemia i jakbym słuchała co dziecko mówi, to bym takiej głupoty nie palnęła. No ale cóż… więcej tego błędu nie popełniłam.

 

Nigdy nie okłamuję Duśki dla świętego spokoju. Nigdy też nie mówię, że dowie się jak będzie starsza i pójdzie do szkoły. Do dziś pamiętam jak mnie to irytowało, gdy byłam dzieckiem. Jak czegoś nie wiem, to mówię, że nie wiem, sprawdzamy wtedy w Internecie – co za szczęście, że on jest ;) A zapytać potrafi o różne dziwne rzeczy:

– Mamo, a jak wysoko kangur skacze?

A skąd ja to mogę wiedzieć? Na szczęście był na YT filmik ze skaczącym kangurem. ;)

 

Ostatnio byliśmy nad jeziorem. Staliśmy na pomoście, Duśka schyliła się, patrzyła na wodę i nagle zaczęła wołać:

– Nartnik, tam jest nartnik powierzchowy, taki jak w mojej książce!

Nas – dorosłych, było pięć osób, wszyscy tak samo zaskoczeni. Nawet ciężko było zweryfikować jej wiedzę, bo nikt nie wiedział co to nartnik ;) Sprawdziliśmy w domu, miała rację, z tą drobną różnicą, że nartnik nazywa się powierzchniowiec nie powierzchowy ;)

No i tak właśnie  pięcioletnie dziecko zapędziło nas w kozi róg :P


Dzieci uczą się szybko, dużo zapamiętują, jeśli nauczymy je źle, to z tą błędną wiedzą pójdą w świat. Nie utwierdzam dziecka w błędnym myśleniu, poprawiam, tłumaczę dlaczego się myli. Chłonie wiedzę jak gąbka, nie mogę pozwolić, żeby chłonęła bzdury ;) Nie mogę też pozwolić, żeby kiedyś się ośmieszyła powtarzając te bzdury głośno, w dodatku twierdząc, że mamusia tak powiedziała ;)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Czasem lepiej powiedzieć „nie wiem” niż palnąć coś od niechcenia. Zawsze można wspólnie sprawdzić niż udawać wszechwiedzącego (i chyba nawet lepiej ;))

    1. A i owszem, lepiej nikogo przy dziecku nie udawać, nikt tak szybko nie wyczuje fałszu jak własne dziecko ;)

  2. Pytanie o skoki kangura, ja bym zaliczyła do tych łatwiejszych. Mi osobiście największe problemy sprawiają pytania w stylu „Dlaczego ten samochód jest czerwony? – Bo ktoś go tak pomalował. – Ale dlaczego?” albo „dlaczego to drzewo rośnie tu? – Bo je ktoś tu posadził. – Ale dlaczego?” itd. Takie oczywiste oczywistości, jak ktoś to już kiedyś powiedział.

    1. Seria „dlaczego” już za nami :D To była fajna gimnastyka dla mózgu, przyznaję, ciężko wymyślać ale zawsze coś się wymyśli :D

  3. Uważam że dzieci to mądre istotki i należy je umiejętnie słuchać

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku