A może raz na ludowo?


W sumie to czemu nie? W dobie konsumpcjonizmu, szybkich i często nieprzemyślanych zakupów żywności, doskonałą alternatywę przedstawia domowa żywność. Już chyba mało kto pamięta jak smakuje prawdziwy żur i barszcz czerwony, a już w ogóle, kto nastawia na niego domowy zakwas!

Generalnie można zadać sobie pytanie, po co się męczyć, przecież z torebki w ciągu pięciu minut można uzyskać obiad, wcale w smaku i zapachu nie taki najgorszy? Ja bez mrugnięcia okiem powiem Wam dlaczego prawdziwe zawsze weźmie górę nad sztucznym, z wielką satysfakcją skupiając się na zaletach domowego zakwasu.

Po pierwsze w torebkowej miksturze nie znajdziecie witamin, no chyba że jakimś cudem syntetyczne, a w naturalnym zakwasie daleko szukać nie trzeba. Dobre bakterie, fermentując odstawiają kawał porządnej roboty, a jako efekt swojej działalności wytwarzają pyszny i zdrowy zakwas. Jak widzicie, nawet z bakterii wychodzi coś pozytywnego. Z racji tego, że granica między ukiszonym a zepsutym zakwasem nie jest wyraźna, należy pieczołowicie obserwować to co się dzieje w fermentującej zalewie.

Ale żeby nie mieszać Wam w głowach, po kolei podam moje sprawdzone przepisy na zakwas żytni dla żuru oraz buraczany na barszcz czerwony.

To co będzie nam potrzebne na starcie dla obu, to ceramiczne bądź szklane naczynie. Nie polecam plastykowego! Pewna Pani Starsza, która ofiarowała mi pierwszą łyżkę wyhodowanego zakwasu, zaklinała na wszystko, żeby nie czynić profanacji. Osobiście podejrzewam, że zakwas z plastyku zepsułby się jeszcze szybciej niż kiszone ogórki z Carrefour`a ;)

Od tej samej Pani Starszej dostałam prikaz wyparzenia naczynia i dalsze instrukcje.

zakwas żytni dla żuru

1. Aby nastawić zakwas na żur, potrzebna jest mąka żytnia z pełnego przemiału (typ 2000) – ja na 4 porcje zakwasu daję 4 porządne łyżki mąki, do tego obowiązkowo kilka ząbków czosnku i opcjonalnie (to moja modyfikacja) kilka ziaren ziela anielskiego, liść laurowy.

2. Zalewam to dużym kubkiem ciepłej przegotowanej wody, przykrywam ściereczką i odstawiam z spokojne ciepłe miejsce.

3. Czekając aż samo się zrobi, raz dziennie mieszam zakwas, zbieram pianę która jest oznaką pracy bakterii i za każdym razem smakuję zmieniające się walory zakwasu.

Tak mniej więcej po 7 dniach jest pachnący, gotowy do użycia. Albo robię żur albo wstawiam zakwas do lodówki gdzie może stać nawet parę tygodni.

I jedna ważna rada. Nie myjcie po zakwasie naczynia, każdy następny ukisi się szybciej na „obudzonych” bakteriach. W razie klęski, gdyby zakwas spleśniał, należy go wylać, naczynie wyparzyć i spróbować raz jeszcze.

To jest jedna opcja smakowitego i naturalnego obiadu. Jest i druga czyli barszcz czerwony.

zakwas buraczany na barszcz czerwony

1. Tu dajemy cztery duże buraki wyszczotkowane pod bieżącą wodą, następnie obrane i pokrojone na cienkie plasterki.

2. Buraczki wrzucamy do naczynia i dodajemy w ilości według uznania: kilka liści laurowych, ziarna pieprzu, obrany i przekrojony na pół czosnek.

3. Zalewamy to ciepłą wodą z solą (w proporcji płaska łyżka soli na litr wody) tak, aby przykryła minimalnie buraki.

4. Naczynie przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce (ja stawiam przy kaloryferze) i cierpliwie czekamy aż rozpocznie się proces kiszenia. W jego trakcie powstaje piana, którą powinno się zbierać raz dziennie. Ja kiszę buraczki ok. 7 dni – maksymalnie do 14, w zależności od smaku jaki zakwas uzyskał (mniej lub bardziej intensywny) oraz koloru który powinien być rubinowy.

5. Zakwas zlewamy do szklanych butelek, korkujemy i w lodówce śmiało przechowujemy nawet kilka miesięcy, choć ja tego nie sprawdziłam, gdyż u mnie znika szybciej niż się kisił.

Oczywiście jak w zakwasie na żur, spleśniały wylewamy i operację wykonujemy ponownie, tyle że z pozytywnym rezultatem ;)

Bardzo proste, prawda? Gwarantuję Wam, że jeśli zechcecie spróbować, i osiągniecie zamierzony rezultat, już nigdy, PRZENIGDY nawet nie powąchacie „zupy” z torebki!

Na zdrowie!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Dzięki za przepisy, ale

    najbardziej rozdrażniło mnie zdjęcie … ech … głodny jestem :) barszczyk z uszkami (bo tak mi to wygląda) jadłbym, jadłbym …

    1. Żaklina Kańczucka

      zapraszam ;) na samą myśl o takich delicjach ślinka cieknie :)

  2. Jeszcze nigdy sama nie robiłam zakwasu :P Ale KIEDYŚ wypróbuję ;)

  3. Przeczytałem kilkanaście przepisów na kiszenie buraków.Wszystkie z kromka chleba żytniego na zakwasie.A ten niby na czym sie kisi?

  4. “obrany i przekrojony na pół czosnek”
    Tu tez jakas ściema.Możemy obrac i przekroić ząbek czosnku.Ale to troche chyba za malo.A jeśli wrzucamy całą główke czosnku przekrojona na pół to trudno ją wrzucić obraną(tak robi młody Kuroń na swoim filmiku.Na marginesie jako kucharz kompletnie mnie nie przekonuje) ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Kobieto pracująca, żono swego męża i matko swoich dzieci (w dodatku przynajmniej jednego syna!)! Jeśli choć raz marzyłaś o wolnym dniu, by móc sobie spokojnie posprzątać mieszkanie i żeby żaden mężczyzna nie plątał Ci się wtedy pod nogami, przeczytaj i się zastanów…

Nie będę podważała teorii, że faceci mają inną definicję porządku niż kobiety. Ale nie mam też zamiaru narzekać, jak z mężczyznami ciężko wytrzymać, bo są flejtuchami i myślą, że dom sprząta się sam. Zamierzam tylko zaapelować do mam chłopców, a taką też sama jestem, by w całym procesie wychowywania nie zapomnieć o wyrobieniu nawyku sprzątania u swoich królewiczów.

Niby żyjemy w XXI wieku i niby jest równouprawnienie, a nadal same sobie robimy pod górkę i kurczowo trzymamy się tradycyjnych ról kobiecych. A chłopaków wychowujemy zgodnie ze stereotypem – są stworzeni do wyższych celów niż sprzątanie.

Będąc nastolatką miałam przyjaciółkę, a ta z kolei posiadała młodszego brata. Jej mama co chwila powtarzała „… ale Krzyś to przecież chłopak!”. Od Krzysia nigdy niczego nie oczekiwała, za to od starszej córki wiele. Moja koleżanka miała mnóstwo obowiązków, łącznie z całą masą czynności, w których wyręczała brata. Taka jego mała służąca.

Kiedyś, gdy moje dwuletnie dziecko rozbierało się do kąpieli, byli u nas jeszcze goście. Koleżanka toczyła ze mną rozmowę stojąc w przedpokoju i kątem oka obserwowała co się dzieje w tym czasie w łazience. Mój syn rozebrał się, a majtki i skarpetki włożył do pralki. Przez moment zabrało jej mowę, ale zaraz potem przemówiła: „chłopak i tak potrafi?”, a potem jeszcze, że jest w szoku i że nawet jej mąż tego nie robi.

„Tacy już są chłopcy” – tacy, to znaczy jacy? Czy chłopak nie może po sobie sprzątać? Czy nie może mieć domowych obowiązków? Czy nie może włączać się w sprzątanie mieszkania?

No mój gust to chłopiec nie różni się od dziewczynki niczym takim, co uniemożliwiałoby wyżej wymienione czynności. I tylko od nas – rodziców zależy, czy będziemy od niego wymagać, adekwatnie do jego wieku, by wykonywał te czy inne zadania.

Owszem systematyczne egzekwowanie bywa czasem bardziej męczące niż zrobienie czegoś za dziecko, ale za to procentuje na przyszłość. Mam też wrażenie, że im czegoś syn nauczył się wcześniej, tym z większą łatwością mu to przychodzi. Na przykład wspomniane wcześniej wrzucenie bielizny do pralki – Aleks robi to automatycznie, a niedawno wprowadzonemu nowemu obowiązkowi – wkładanie sztućców ze zmywarki do szuflady – towarzyszy już marudzenie pod nosem. Z drugiej strony ma prawie 5 lat, więc jest bardziej świadomy tego co przyjemne, a co jest tylko obowiązkiem.

Ideałem jest też dom, w którym dziecko ma dobre wzorce – tatuś, który odkurza, pierze i myje podłogi nie tylko od święta. Jak wiadomo przykład idzie z góry i wtedy na pewno nie utrwali się chłopcu wizja mamy z mopem w ręce. Może powie ktoś, że się teraz wymądrzam, bo trafił mi się mąż, który sprząta.  Od razu sprostuję, owszem sprząta, ale się nie trafił, przecież przed laty sama go wybrałam. A obowiązkami łatwiej jest w życiu się dzielić, prawda?

Reasumując – najszybciej jak się tylko da wprowadzajcie swoich synów w prawdziwe życie. Nie wyręczajcie kilkulatka we wszystkim – zastanówcie się, jak wiele rzeczy już może zrobić sam. I nigdy, przenigdy nie wygłaszajcie sentencji usprawiedliwiając jego zachowanie „ale to przecież chłopak/ facet”! A jest duża szansa, że nasz mały mężczyzna wyrośnie na człowieka, który będzie umiał mądrze żyć. No i pomyślcie o swoich przyszłych synowych ;)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. dobrze, że przypominasz, że chłopcy też mają ręce!!!

    1. Barbara Heppa-Chudy

      :)

  2. Katarzyna Cubała

    Jestem mamą chłopca i nie mam zamiaru zwalniać go z obowiązku sprzątania. Wymagam sprzątania po sobie od jego taty (a nie sprzątał nigdy i dało się go nauczyć) więc tym bardziej od synka.

    1. Barbara Heppa-Chudy

      Ale się cieszę, że z Was takie mądre dziewczyny i świadome mamy :)

  3. Angelika-Radosław Sz

    Ja co prawda nie mam syna, ale gdy poznalam mego męża miał wtedy (21 lat) nawet kubka po sobie nie sprzątnął, baaa nawet sam jedzenia sobie nie zrobił… Ale tak nim pokierowałam, że na dzień dzisiejszy (minęło 5 lat) sam robi jedzenie, sprząta, myje okna, odkurza, myje podloge, wyciera kurze, potrafi obsłużyć pralkę a nawet pozmywać.. Da sie? Da się! Nawet dorosłego faceta wszystkiego nauczyć.. Sama mam złe doświadczenia bo mam młodszego brata za którego musialam wszystko robić dlatego pewnego razu powiedziałam dość! Nie rozumiem tego ze facet nie może/nie umie czegoś zrobić. Jak nie umie to pokaże raz, bede stała nad nim aż sam to zrobi. Fajny tekst :) i walczmy z nic nierobieniem i naszych dzieci i partnerów w domu :)

    1. Barbara Heppa-Chudy

      Powinnam Ci pogratulować, bo dzieci uczyć to jedno, ale dorosłą osobę – to już wyższa szkoła jazdy! Wiele dziewczyn pewnie by tylko psioczyła na teściową, że tak syneczka wychowała. Super!

  4. Jagoda Polak-Wątor

    również jestem mamą – już 3,5 letniego Mateuszka. Synek uczony jest przez nas sprzątania po sobie – zaczęło się od zabawek, potem odnoszenie naczyń do jedzeniu do zlewu, wrzucanie tak jak u Ciebie – ubrań do pralki po rozebraniu się do kąpieli. Bardz chętnie pomaga mi w pracach domowych: odkurzy, wytrze kurze, “umyje” szklaną ławę – i choć ta po jego “umyciu” nadaje się do kolejnego umycia nie ważne! Ważne jest to, że uczę go pewnych nawyków, pozwalam mu sobie pomóc przy porządkach, uczę wyrzucania śmieci (oczywiście nie karze mu dźwigać wora ze śmieciami ale pomaga mi otwierając drzwi od śmietnika etc.). Ważne jest by każde dziecko tego nauczyć i nie ważne czy to chłopak czy dziewczyna. Oboje powinni wiedzieć i umieć pewne rzeczy. Razem z mężem staramy się dzielić obowiązkami i tego uczymy też naszego syna. Mati ostatnio nas zaskoczył bo sam (z bardzo małą moją pomocą) utukł kotleciki i je “opanierował” :) oj moja mina bezcenna. Ale jak inaczej dzieci mają się nauczyć pewnych zachowań jeśli my ich będziemy w tym wyręczać?

    1. Barbara Heppa-Chudy

      Jagoda, oby jak najwięcej takich mądrych rodziców było.
      I nie wiem, jak u Ciebie, ale ja uwielbiam minę Aleksa, gdy coś zrobi całkowicie sam od siebie – wtedy jest taki dumny!

      1. Jagoda Polak-Wątor

        Tak dokladnie. Mina dziecka bezcenna a i mnie rozpiera duma kiedy maly zrobi cos calkiem sam :)

  5. sweeeetgirl12 .

    Mój synek ma 2 latka, a już potrafi pampersa i inne śmieci wyrzucić do kosza na śmieci, kurze wyciera bez problemu, potrafi wytrzeć szklany stolik, wie gdzie wyrzucamy brudne urania i sam je tam zanosi, jedynie zabawek sprzątać nie chce ale nad tym popracujemy, ale u nas w związku dzielimy się obowiążkami, mały widzi że tata sprząta, czasem gotuje i pralki się włączyć nie boi, potrafi zrobić wszystko i tego samego uczymy naszego synka :)

    1. Barbara Heppa-Chudy

      I tak trzymaj :)

  6. Podobna sytuacja jest z płakaniem gdy chłopiec płacze to często rodzice mówią do niego: ” nie rycz- chłopaki nie płaczą” a dziewczynki wręcz zachęca się do tego aby wylewały potoki strumieni.
    Ale sama jestem mamą co prawda dopiero rocznego synka Aleksandra i też nie mam zamiaru Go wyręczać tym bardziej że mieszkamy tylko we dwoje.

    1. Barbara Heppa-Chudy

      Albo hasło: “nie bądź babą”! A potem chłopcy, mężczyźni mają problem z rozpoznawaniem i wyrażaniem uczuć.

      I oby się udało – super będzie jak wkrótce (czas szybko leci) Aleksander stanie się Twoim małym pomocnikiem.

  7. Ola Pańtak

    mój mąż (lat 37) wyniósł z domu, i pewnie od swoich poprzednich kobiet, że to baba ma gotować, sprzątać itd. jestem z nim 3ci rok i co robi w domu? zmywa naczynia i wynosi śmieci, czasem odkurza, ale rzadko! nic więcej, niestety… ale bywało gorzej, bo nie umiał nawet odnieść swoich skarpet do brudownika, zostawiał je wszędzie (wierzcie mi, zdziwiłybyście się gdzie mogą leżeć skarpety), a teraz wie gdzie jest ich miejsce i sporadycznie zdarza mu się nawet wrzucić rzeczy do pralki.
    to niezwykle ważne, co wynosi się z domu!! ja swojego syna do takich wygód nie zamierzam przyzwyczajać. teraz ma dopiero 1,5 roku, ale zaczyna już łapać o co chodzi w zbieraniu zabawek, zabiera mi odkurzacz czy mopa i sam próbuje działać.

  8. U nas jest podział obowiązków. Chociaż wolę sama poodkurzać czy poprać, to mąż jest operatorem zmywarki i czyścicielem kuchni :D Jak będziemy mieć syna, to na pewno będzie miał też swoje obowiązki :)

  9. nie :-) ewentualnie pomagamy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Zabawa ukryta w tekturowych pudełkach


Dzieci już zdążyły się znudzić świątecznymi prezentami, a my – Rodzice – można rzec stajemy powoli na głowie jaką zabawę wymyślić dla naszych maluchów.. Czym ich zainteresować, jak rozbudzić w nich wyobraźnię, jak spędzić wspólnie czas, a w dodatku nie wydać na to majątku. Może są wśród was i tacy rodzice, którzy wolą kupić dziecku nową zabawkę, która świeci i gra niczym dyskoteka, aby się nią zajęło, a rodzic miał przysłowiowy święty spokój. Dziś troszkę o tym co  takiego fajnego jest ukryte w tekturowych pudełkach.  Ta droga daleko nie prowadzi, wierzcie mi sporo tracicie. Czas spędzony z dzieckiem na zabawie jest najlepszą inwestycją w jego przyszłość, w rozwój emocjonalny i społeczny.

Osobiście jestem zwolenniczką minimalizacji ilości posiadanych zabawek. Jeśli zabawki nie mieszczą się już w pudełku (70cmx40cmx30cm), to znak dla nas, że część trzeba przekazać dalej. W ten sposób uczymy naszego Marcina, by dzielił się swoimi zabawkami z innymi. Po drugie zwykłe przedmioty, codziennego użytku, które czasem tradycyjnie lądują w koszu, próbujemy zamienić w zabawkę roku!

Pudełka po mleku, sokach owocowych

Tak, tak kochani to pudełka tekturowe wiodą u nas prym wśród zabawek już od prawie dwóch lat. Dlaczego? Kiedy Marcin miał pól roczku zamiast wyrzucać kartony do śmieci, zaczęliśmy je zbierać, koszt niewielki, a jak się zgniecie, zniszczy to wielkiej tragedii nie ma. Był i jest to świetny budelec dla tworzenia pierwszych wież, które z ogromną przyjemnością się burzy. Małemu dziecku łatwiej jest budować wieże z właśnie takich pudełek, niż małych klocków drewnianych. Nas syn do dziś buduje wieże z kartonów, a w ostatnim czasie spełniają swoją rolę, jako farma – budynki dla zwierząt, garaże dla jego autek, mosty nad torami. Te same pudełka, razem z innymi przedmiotami mogą stworzyć całe miasto, albo zamek z murami obronnymi. Niby nic, zwyczajne pudełko po mleku , który każdy ma w domu, a może sprawić dziecku tyle radości (wcześniej pudełka dobrze przepłukuje wodą i czekam aż wyschną). Jednym minusem jest fakt, gdzie je przechować, bo nie da się ukryć, że trochę miejsca zajmują.

Pudełka po zapałkach

Czy ktoś z was nie ma w domu pudełka z zapałkami? Dobrze, będą wyjątki. Pudełka po zapalkach także można wykorzystać na wiele sposobów. Jednym z moich ulubionych zajeć jest pokazanie jak działa taśmiociąg. Wystarczą do tego tylko dwa spinacze, dwa krzesła, sznurek i nasze pudełko. Jeśli sznurek (linę) zawiążemy na takim samym poziomie mamy taśmociąg i w nasze pudełko spełni się w roli przewożenia skarbów. Wystarczy jeden sznurek przywiązać niżej i mamy już wyciąg górski, narciarski – to od Was zależy jaki temat wokól tego zbudujecie. Pudełko także może spełnić rolę mieszkania dla jakiegoś stworzonka, czy mini łóżeczko dla lalki. Stworzymy z nich także małą szkatułkę (np.2×3), którą możemy ozdobić kolorowym materiałem, guziczkiem. To także świetny sposób na mały rzeżuchowy ogródek, na opakowanie drobnego prezentu. A zapałki będą równie genialną zabawką – np. w przeliczaniu, oczywiście pod okiem rodziców :)

Pudła dużych rozmiarów

A na koniec warto pamiętać o ogromnych pudłach, które spełnią się w roli domków nie tylko dla lalek, a nawet samochodów, pociągów. Najprościej jest znaleźć pudła takich rozmiarów w supermarketach, ale w mniejszym sklepie osiedlowym także chętnie Wam taką rzecz wydadzą.

Od Was moi Drodzy zależy to jak pokierujecie wyobraźnią swoją i dziecka, czy się ograniczycie, czy pobudzicie w sobie wodze fantazji.

mleko1

mosty

mleko2

tasmociag

tasmociag1

pudło1

pudło2

Zdjęcia: Rachela
i Basia Heppa – Chudy

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. (nie)Magda(lena)

    Kolejny dowód na to, że najfajniejsze zabawki są zawsze pod ręką. Wcale nie grubość portfela nas ogranicza, a wyobraźnia a nad nią zawsze można popracować! :D Same plusy

  2. Szkoda, że już nie produkują takich dużych telewizorów i kineskopami – ogromne kartony to jest to!

  3. Marta Bugajska Bernaciak

    Troszkę pracy było…Ale zobaczyć tą radość na twarzy mojego synka najlepsza :-D

    1. No świetne!
      A pudło po czym?

      1. genialne! No właśnie gdzie zdobyłaś tak duże pudło?

      2. To było kilka wysokich pudeł po meblach.

  4. Anna Woźniak

    Witam !U nas w domu chłopcy (2 latka i 4,5 latek) często bawią się zabawkami robionymi z tektury lub pudełek, a przy tym chętnie biorą udział w ich robieniu, duże domki stojące w pokoju, kartonki obklejane kolorowym papierem ( roboty, domy) ostatnio garaż z kawałka tektury i rolek po papierze toaletowym a w kolejce czeka teatrzyk ( robiliśmy małe pacynki na paluszek) starszy stwierdził żę potrzebuje scenę:) Jak przyjeżdżają do nas inne dzieci to właśnie te zabawki ręcznie robione są najciekawsze :)

    1. Świetne! Jestem pełna podziwu! Takiego garażu można pozazdrościć :) Gratuluję pomysłu. Czekam zatem na fotorelację z teatrzyku. Koniecznie podziel się z nami zdjęciami :) Pozdrawiam ciepło całą gromadę!

  5. momenty z życia

    O kurcze ale dużo mleka pijecie, u mnie tyle nie schodzi w ciągu 6 miesięcy :) Prawda jest taka, że drogie zabawki są stworzone dla rodziców którzy myślą, że ich dziecko powinno je mieć :/

    1. Pudełka zbieraliśmy ok 2 lat :)

  6. Kurcze! Nie wpadłabym na to! Rewelacja, piękna inspiracja :D

    1. Zachęcam do zbierania. Ostatnio każdy po kolei kładzie się na podłodze, a Marcin układa wokół nas pudełka, tworząc z nas mumie :) zabawa wymaga od niego dużo cierpliwości, ale ubaw mamy wszyscy. :)

      1. No tak, a teraz my teraz na mleku od krowy, to będzie co zbierać …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Kiedy ona tak wyrosła???


– Mamusiu obiecuję ci, że już nigdy nie będę nie sprzątała zabawek.

Co to moje dziecko powiedziało? Nigdy nie będę nie sprzątała? Znaczy, że zawsze będzie sprzątała?! Naprawdę?! Huurrrraaaaaa!!!!!

No i jak powiedziała tak robi, co prawda sprzątnięcie całego bałaganu trwa w jej wykonaniu godzinę, ale co tam, grunt, że sprząta. A jeszcze niedawno na hasło: „posprzątaj” krzyczała: sama nie, sama nie, sama nie!!!

Kiedy to moje dziecko tak dorosło? Kurcze, pismo ze szkoły przyszło, żeby ją zapisać. Ale jak to? Już? Przecież to moja mała córeczka, a tu już do szkoły? Już urosła? Kiedy – ja się pytam?!

Przecież tak niedawno przekonywałam Was, że wiem co to znaczy mieć dziecko, pamiętacie?

Równie niedawno pisałam Wam, o kryzysie ósmego miesiąca u trzylatki, a tu już prawie pięć!!!

Oj tych kryzysów to parę zaliczyliśmy. Na szczęście z nich też wyrosła.

Nie ukrywam, że bunt dwulatka, to paskudny wynalazek, cieszę się, że mamy to już za sobą. Dla niewtajemniczonych – dwulatek to taki człowiek, który ma swoje zdanie na każdy temat, świetnie wie, czego chce, tylko kompletnie nie ma doświadczenia życiowego, w związku z tym pcha się z jednych kłopotów w następne. Niby ludzie powinni się na własnych błędach uczyć, ale może nie tak wcześnie? Ciąg przyczynowo–skutkowy jest im obcy, za to chęć poznawania świata…. z oka spuścić nie można, co chwila upominać i tłumaczyć, że tego nie wolno bo to, a tamtego bo tamto. Wszystko do przeżycia, wiem, ale cieszę się, że mam to za sobą.

Dwulatka to córeczka mamusi, przynajmniej moja i nocą. Bo w dzień to owszem, tatuś był super i wszystko tatuś, ale w nocy… W nocy to było tak, że jak widziała tatusia to wpadała w histerię co najmniej jakby obcy dziad ją chciał porwać. Naprawdę nie przesadzam. I naprawdę męczące to było. Jak usnęła to nawet do łazienki bałam się wyjść na minutkę, bo jeśli się w ty m momencie obudziła, to dramat gotowy.

Tatuś w dzień? Owszem, no ale przecież nie poza domem! Urlop z dwulatką wspominam jako koszmar i mam  gdzieś to, co sobie myślicie, dla mnie to też miał być urlop. Tymczasem dwa tygodnie praktycznie nosiłam na rękach księżniczkę, bo do tatusia nie, do wózka też nie. Do nikogo nie, tylko do mamusi. No przecież nie mogłam odmówić, prawda? Lekko nie było, szczególnie wspinać się z dzieckiem na rękach na skarpę w Gdyni.

Kiedy to wszytko minęło? Nie wiem.

Był czas, że Duśka bała się wody, kąpiel to była masakra. Nie chciała wejść, nie i nie, krzyk płacz histeria, dramat. Przez pewien czas jej kąpiel polegała na tym, że siedziała na ręcznikach nad miską i się bawiła. I chlapała niemiłosiernie. Ustawiałam jej miskę w kuchni, bo w kuchni mam więcej miejsca i.. codziennie myłam podłogę! No bo skoro i tak była zalana, to grzechem byłoby nie skorzystać, prawda?

Nocnika to moje dziecko długo nie chciało pokochać, oj nie. Zdejmowałam pampersa w dzień i przebierałam po pięć razy. Pół biedy jak  była na dworze, gorzej w domu. Zaciskałam zęby i prałam po raz tysięczny wykładzinę dywanową. Nie znałam jeszcze urinefree, więc lekko nie było. Chwilami płakałam z bezsilności. Kiedy to się skończyło? Nie wiem, jakoś tak wyrosła.

Za to jak już pokochała nocnik, to została księżniczką, która siada tylko na własnym tronie. Wybraliśmy się raz nad rzekę, wiadomo, toalety nie ma, no ale krzaczków pełno, myślałam, że to wystarczy. Nic z tych rzeczy, przebierała nogami ale twardo nie i nie, pod krzaczek nie zrobi. Myślałam, że w końcu nie wytrzyma i popuści, ale nie, wytrzymała osiem godzin! Przez rok nosiłam nocnik za dzieckiem praktycznie wszędzie. Z czasem nocnik zamienił się w nakładkę na sedes, dziś już nic ze sobą nie zabieramy. Kiedy przestałyśmy? Nie wiem.

No ale żeby nie było, że tylko narzekam na to moje dziecko to się Wam poskarżę, że z fajnych rzeczy też wyrosła :(

Niektórzy rodzice narzekają, ja uwielbiałam jak przychodziła w nocy do naszego łóżka. Budził mnie delikatny tupot małych stópek, robiłam jej miejsce koło mnie, wtulała się i spałyśmy tak sobie do rana. Naprawdę to lubiłam! Niestety, wyrosła, już nie przychodzi.

Jak przestała przychodzić to przez jakiś czas wołała, żeby się z nią położyć. Nie powiem, żebym to bardzo lubiła, wolę się kłaść w swoim łóżku, ale zdarzało mi się usypiać z nią. Teraz już nie ma szans na ”mamusiu przyjdź do mnie, przygotowałam dla ciebie poduszkę” jest samodzielna, zasypia sama, czasem prosi żeby przy niej posiedzieć, ale do łóżka nie wpuści.

Kiedyś była „odprowadzaczką”. Mówiłam, że idę do łazienki, a ona na to: poczekaj, odprowadzę cię! Brała za rękę i prowadziła do drzwi. Przy drzwiach setka buziaków. Niestety – było minęło. Teraz wyśle ręką w przelocie buziaka i to wszystko. A niedługo pewnie i tego nie będzie.

To co jeszcze trwa i czym się delektuję ile mogę, to biegnięcie do drzwi, żeby pokochać jak wracamy do domu.

Ostatnimi czasy zrobiła się z niej przylepa niesamowita, mamusiu kocham cię, mamusiu jestem twoją córeczką, mamusiu cieszę się, że tu jestem, kocham, kocham, kocham, rzuca w przelocie. Jak często? Nie wiem, nie liczę, myślę, że kilka razy na godzinę. Przytula, całuje, głaszcze, jednym słowem – uwielbia. Rozkoszuję się tym, delektuję, cieszę, nacieszam na zapas, wiem że to nie będzie trwało wiecznie niestety. Ale póki trwa, niech trwa. Trwaj chwilo jesteś piękna – pisał poeta. Miał rację!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Paulina Garbień

    Fajnie, ze te cieżkie momenty w końcu mijają, szkoda tylko ze te cudowne także, że maluchy z tego wyrastają i trzeba sie zawsze nacieszyc na zapas

    1. Jest jeszcze druga opcja, postarać się o kolejnego malucha ;)

  2. Wzruszające słowa, bo dzieci tak szybko rosną. I wszystko to co jeszcze niedawno spędzało sen z powiek już jest przeszłością, już nieważne. Ale też wszystko co cieszyło, budziło zachwyt, też zniknęło lub stało się codziennością, normą.
    Więc carpe diem rodzice. I oby przyszłość była piękna.

    1. Na szczęście pojawiają się nowości, które również cieszą ;) Niemniej jednak tęsknię za tym co minęło i pewnie nigdy nie przestanę tęsknić. Z perspektywy czasu nawet problemy nie wydają się takie straszne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku