Wystarczy 7 kroków i wielkanocny królik z pomponów gotowy!


Do Wielkanocy pozostał już tydzień i to naprawdę ostatni moment, by z tajemniczej szafki, specjalnie zakamuflowanej przed dziećmi, wyciągnąć kilka szpargałów i razem z nimi ozdobić wiosennie dom, mieszkanie. Naprawdę tak niewiele potrzeba, aby wielkanocny królik z pomponów skradł nie tylko Wasze serca, ale także Waszych dzieci.

Jestem ciekawa, jakie znacie sposoby robienia pomponów – podzielcie się nimi w komentarzach. Przyznam się, że przerobiłam kilka pomysłów i ten prezentowany poniżej najbardziej przypadł mi do gustu. Pamiętajcie, że nie musicie się go trzymać, jeśli wolicie inną technikę. Efekt ma być ten sam – dwa różnej wielkości pompony.

Zatem zabieramy się do pracy:

Do wykonania jednego króliczka będą potrzebne:

  •         Włóczka
  •         Koraliki (2 czarne, 1 różowy), można wyciąć z filcu
  •         Filc brązowy
  •         Filc kremowy
  •         Tektura
  •         Nożyczki, klej
  •         Nitka srebrna lub żyłka

Krok pierwszy

Na tekturze lub kawałku tekstury odrysowujemy dwa kółka, jedno większe, drugie mniejsze. Warto tutaj wesprzeć się miską, szklanką. W środku każdego kółka rysujemy jeszcze jedno kółko. Wycinamy nasze koła i przecinamy na połowę.

Krok drugi

Nakładamy jedną połówkę na drugą i sięgamy po włóczkę, którą nawijamy na naszą częściową obręcz. Nasze pomponiki będą ładniejsze i pełniejsze, jeśli owiniemy nitkę kilka razy wokół kartonika.

Krok trzeci

Po nawinięciu odpowiedniej ilości włóczki, kawałek nitki wkładamy w pomiędzy dwa kartoniki, a ostrymi nożyczkami przecinamy nasz pompon w miejscu styku kartonu.

Krok czwarty

Po przecięciu związujemy mocno nitką i wyjmujemy kartoniki.  Pierwszy pompon gotowy. Nie przejmujcie się jeśli Wasze pompony będą nierówne, wystarczy je dociąć nożyczkami. Następnie robimy w ten sam sposób drugi, większy pompon.

Krok piąty

Dwa gotowe pompony łączymy ze sobą za pomocą nitek, które pozostały z ich przywiązania. Po związaniu ich razem, możemy je dociąć do odpowiedniego rozmiaru.

Krok piąty

Z tektury wycinamy wzór uszka króliczka, jedno mniejsze, drugie większe. Następnie wycinamy z filcu brązowego i kremowego po dwie sztuki.

Krok szósty

Uszko brązowe sklejamy z mniejszym kremowym i za pomocą kleju przyklejamy do mniejszego pomponu. W dalszej kolejności przyklejamy oczka króliczka z koralików, filcu lub z  czegoś, co macie pod ręką.

Krok siódmy

Czas na wąsy i nosek króliczka. Wystarczy wyciąć kółeczko z różowego filcu, może też być koralik lub mały pomponik. Wąsy robimy ze srebrnej nitki i razem z noskiem przyklejamy do głowy króliczka.  

I gotowe.

Warto zrobić kilka króliczków razem z dziećmi, to naprawdę świetna zabawa.

Zobacz nasze inne pomysły na wielkanocne ozdoby

Kartka wielkanocna w trzech odsłonach

Wielkanocne jajka ze sznurka

Ażurowe jajka wielkanocne

Wielkanocne jajka – farby marble magic

Wielkanocne jajka decoupage

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

7 sposobów na „dobre rady” dla młodych mam


Jeśli właśnie zostałaś mamą i myślisz, że teraz to już będzie tylko fajnie, spieszę sprowadzić Cię na ziemię. Teraz to się dopiero zacznie! Z każdej strony będą płynęły dobre komentarze w ilościach, których nie udźwignie Wikipedia. Niektóre nawet przydatne, większość wkurzająca. I co wtedy?

  1. Nie noś na rękach, bo się przyzwyczai. – Jeśli jeszcze nie usłyszałaś tego zdania, to możesz się uważać za szczęściarę. Na ogół tę kwestię wypowiadają kobiety z poprzedniego pokolenia, trwające w przekonaniu, że zimny chów to najlepsze, co możesz dać swojemu dziecku. Nie tłumacz, że nosiłaś dziewięć miesięcy i bardziej już nie da się przyzwyczaić. Zamiast tego powiedz, że dźwigasz, żeby schudnąć i jak nikt nie widzi, to przerzucasz z jednej ręki na drugą. To jest tak głupie, że mało kto będzie umiał skomentować.

 

  1. Karmisz? – To oczywiście skrót myślowy, w domyśle: „Czy karmisz piersią?”. Niezależnie od tego, czym faktycznie karmisz swoje dziecko, z kamienną twarzą odpowiedz: „Tak, piersią, z kurczaka. Młodego oczywiście”. Dorzuć kilka „cytatów z najnowszych badań” o wpływie mięsa drobiowego na rozwój noworodka.

 

  1. Pracujesz? – Mowa oczywiście o pracy zawodowej. Przecież to, że masz dziecko nie zwalnia Cię z obowiązku przynoszenia miliona monet do domu. Nie tłumacz, że dziecko małe, że do żłobka/przedszkola się nie dostało, że niania droga, że pracy nie ma, że… nieważne. To i tak nikogo nie przekona. Zamiast tego powiedz, że nie musisz, bo Twój komputer sam wykopuje dla Ciebie bitcoiny. O ile nie trafisz na maniaka komputerowego i znawcę tematu, jesteś bezpieczna. Przeciętny człowiek nie ma pojęcia o kryptowalutach.

 

  1. Czym Ty jesteś taka zmęczona? Przecież dziecko pół dnia śpi. – Nooo, jak które i jak kiedy. Nie opowiadaj, co robisz cały dzień i tak ktoś, kto nie ma dzieci, nie zrozumie, że pranie, sprzątanie, gotowanie, zmywanie, prasowanie (i co tam jeszcze chcesz do tej listy dorzucić) bez dziecka, to nie to samo, co zrobienie tego samego przy małym dziecku. O ile tego pytania nie zada Ci twój osobisty mąż (jego za taki numer zostaw samego z dzieckiem na dziesięć godzin), odpowiedz, że praktycznie nic nie robisz, ale nie wypada się głośno przyznawać, więc prosisz o dyskrecję.

 

  1. Moje dziecko przesypiało całe noce od początku, na pewno coś robisz źle. – Żeby Cię jeszcze bardziej wkurzyć, powiem Ci, że moje faktycznie przesypiało. Ale nie pytaj mnie, jak to zrobiłam. Ja nic nie zrobiłam, ono takie było. To, że Twoje budzi się co dwie godziny, to ani Twoja wina, ani zasługa. Nie tłumacz. Konfidencjonalnym głosem przyznaj się, że sama budzisz swoje dziecko co dwie godziny, bo bardzo za nim tęsknisz w nocy.

 

  1. To ono jeszcze nie siedzi? – Wyścig szczurów zaczyna się praktycznie na porodówce. Ten już otwiera oczy, ten podnosi główkę, ten już oddał smółkę i zrobił normalną kupkę. W opinii wielu znajomych , o ironio losu, także tych dzieciatych, Twoje dziecko powinno usiąść najpóźniej w czwartym miesiącu życia. Odpowiedz, że siedzi, ale tylko przed telewizorem, jak ogląda Discovery. „Bo przecież wszystkie dzieci oglądają, prawda? No jak to, wasze nie? Serio?” Znowu posłuż się wynikami „najnowszych badań” na temat wpływu programów popularnonaukowych na rozwój mózgu niemowląt.

 

  1. Jeśli trafi Ci się wyjątkowa osoba, która strzela radami z prędkością karabinu maszynowego, spokojnie wyjmij zeszyt, długopis i ze słodką minką poproś o powtórzenie. Zapisz, oczywiście, że zapisz. Kiedyś pośmiejesz się z tego Ty, Twoje dziecko, wnuki i prawnuki. Poza tym sam proces pisania niejako odizoluje Cię psychicznie od presji, jaką niewątpliwie poczujesz. Zamiast analizować po kolei każde zdanie, skup się na pisaniu. Nie zapomnij dodać, że przeczytasz wszystko dokładnie, jak tylko brzdąc wieczorem zaśnie.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

“Kiedy czwarte dziecko?” kontra “Oszaleliście?”


Ten, kto ma dzieci, dobrze wie, ile wyrzeczeń, zaangażowania i czasu wymaga zarówno ich powołanie na świat, jak i wychowanie. Cztery razy byłam w ciąży, w tym trzy szczęśliwie (cudem) donosiłam. Nie obyło się bez problemów, długich dni spędzonych na oddziale patologii ciąży. Ale radość na końcu – bezcenna.

Z tego powodu ci, którzy mają dzieci, powinni mieć odrobinę wyobraźni i taktu, oszczędzając sobie pytania, które zawsze podnosi mi ciśnienie: “Kiedy czwarte, bo przydałaby się córeczka?”

A jednak to przede wszystkim oni serwują mi taki temat. Gdy to pada, zastanawiam się, czy to tak na serio i co odpowiedzieć. Bo opcje są dwie:

  1. Albo trafia mi się jakiś miłośnik rodzin wielodzietnych, który zazwyczaj sam nie ma odwagi/chęci/możliwości założyć własnego stadka;
  2. Albo ktoś, kto dobrze mi nie życzy, dorzucając w myślach do pytania “dzieciorobie”, a następnie z uśmiechem odpiera: “szalona jesteś”, gdy mówię, że jeszcze jedno mogłabym mieć. Serio, raz to usłyszałam na temat mojego męża, a moja przyjaciółka usłyszała to o sobie.

Przy okazji pół żartem, pół serio na szybko pada kalkulacja 4×500 = nie muszę pracować…

Pewnie, że nie muszę, nawet mając trójkę, ale chcę, bo nie widzi mi się siedzieć w domu na garnuszku państwa. Nie lubię leżeć i machać z nudów nogą, a lenistwo i postawa roszczeniowa są mi obce.

W zależności od tego z kim rozmawiam, różne reakcje obserwuję i aż mi jest czasem głupio w ogóle odpowiadać, bo ludzie i tak swoje myślą.

No to kiedy czwarte dziecko?

Na pewno nie wtedy, kiedy wy mi “każecie” lub na odwrót – ”zabronicie”.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Deser z jogurtem, musem z mango i płatkami owsianymi – pycha!


Naszła mnie dziś ochota na coś dobrego i słodkiego. Nic konkretnego, żadne sklepowe czekoladki, czy inne batoniki. Bardziej przemawiała za mną słodycz owoców. Tak, owocowy deser w pucharku – lekki, nieociekający cukrem – to było to, co chodziło za mną od rana!  

Szybki przegląd lodówki, kilka składników i wizja naprawdę prostego smakołyku. Ale przecież sekret tkwi najczęściej właśnie w prostocie, prawda?!

Przygotowanie zajęło mi chwilę, nie wymagało specjalnych zdolności kulinarnych i nie wywróciło mojej kuchni do góry nogami, a to bardzo sobie cenię ;-)

Czym więc udało mi się zaspokoić moje kubki smakowe? Ano zwykłym jogurtem, musem z mango i dodatkiem uprażonych płatków owsianych z orzechami. Cztery niewyszukane składniki , a jaka rozkosz dla podniebienia! Koniecznie spróbujcie!

Składniki (na trzy małe pucharki – lampki od wina ;-) ):
– jogurt naturalny – 3 małe opakowania,
– mango – 1 sztuka,
– płatki owsiane – mniej więcej pół szklanki,
– orzechy włoskie – garść,
– miód – 1 łyżka lub do smaku,
– opcjonalnie kawałek brzoskwini w syropie (z puszki) – jeśli blender nie będzie potrafił zmiksować mango na gładki mus.

Sposób przygotowania:
1. Orzechy włoskie kroję na drobniejsze kawałki.
2. Płatki owsiane wraz z orzechami wrzucam na suchą patelnię i prażę, aż zrobią się złoto-brązowe. Pod koniec dodaję miód, mieszam i odstawiam na bok, do ostygnięcia.
3. Mango obieram ze skóry, kroję na mniejsze kawałki i miksuję w blenderze – tak, by powstał gładki mus.
4. Z przygotowań to w zasadzie tyle. Teraz wystarczy wszystko warstwami ułożyć w pucharku. A więc na dno daję jogurt, na niego uprażone płatki owsiane, znowu jogurt i mus z mango. Powtarzam tak do wykorzystania składników lub miejsca w pucharku :-P Wierzch posypuję posiekaną gorzką czekoladą.

Prawda, że proste?! ;-)

Dodatkowym atutem tego deseru jest fakt, że może posłużyć jako (drugie) śniadanie, słodka przekąska na mały głód w ciągu dnia (śmiało można go zabrać ze sobą, np. do pracy), czy fit kolację. I cudowne dla mnie jest też to, że smakuje również moim dzieciom, które uwielbiają wybrzydzać i gardzić tym, co im podaję ;-)

Smacznego!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku