Sport 13 lutego 2016

Z notatnika praktyka, czyli garść „rad nietypowych”dla początkujących biegaczy

Ostatnio tchnęła mnie do pisania rozmowa z koleżanką, która chciała zacząć przygodę ze sportem właśnie poprzez bieganie. W sumie nie dziwię się temu, bo to aktywność raczej niewymagająca wielkich nakładów finansowych, ogólnodostępna i przynosząca szybkie efekty, co szczególnie istotne bywa dla przedstawicielek płci pięknej. Tak czy inaczej,  padło pytanie, co mogłabym poradzić na początek? Żadna ze mnie specjalistka, ale przyswoiłam to co usłyszałam od tych bardziej wybieganych i sama zaobserwowałam u siebie, co spokojnie można potraktować z przymrużeniem oka jako „dobre rady cioci Kloci”.

A więc wyliczankę czas zacząć :

1)  Kobiety, zwiążcie włosy! Bo mnie okropnie wytrącało z rytmu i równowagi, gdy co chwila włosy założone za ucho, klapały mi na twarz, a przy dłuższym biegu w wysokiej temperaturze zwyczajnie się do niej przyklejały. Ja w moim mieście, z wysiłkiem graniczącym z cudem kupiłam specjalne elastyczne opaski, które genialnie trzymały włosy razem i nawet całkiem przyzwoicie wyglądały. Co ważniejsze nie zsuwały się jak plastiki z głowy więc spełniły swe zadanie w 100 %.

2)  Strój nie musi być piękny, za to obowiązkowo wygodny i oddychający. To „wybieg” sportowy a nie pokaz mody, i tak chciała nie chciała – do domu wrócicie spocone, często i niespecjalnie czyste, jeśli biegacie po leśnych czy polnych ścieżkach. I jeszcze jak włożycie na siebie zbyt wiele warstw nieprzewiewnego materiału, to zamiast biegania zafundujecie sobie saunę i kiepskie samopoczucie. A jak się jeszcze naubieracie nie wiem jak grubo, to co później z tym zrobić? W ręku trzymać? Na biodrze przepasać? Raczej mało wygodna alternatywa. A pamiętajcie, że podczas ruchu bardzo szybko się rozgrzejecie. Wygodne buty to arcyważna sprawa, nie muszą kosztować nie wiadomo ile, ale muszą być dopasowane. Ciężko uwierzyć że w zwykłych trampkach można czerpać przyjemność z biegania. A może faktycznie można, tylko ja jeszcze o tym nie wiem?;)

3)  Makijaż– wedle uznania, w sumie są wodoodporne kosmetyki, to można i „w pełnym kamuflażu” zasuwać. Tylko kwestia tego, że buraczany kolor twarzy i cienie do powiek etc. jakoś specjalnie się nie komponują.

4)  Koleżanki do towarzystwa. Oj, na ploty lepszy klimat panuje przy kawie lub innym trunku, a do biegania chyba lepsza muzyka z mp3, przynajmniej dla mnie, bo łatwiej przy niej trzymać tempo. Znam ja parę takich Dam, co im się buzia nie zamyka, a to strasznie mnie wytrąca z równowagi. Weźcie ze sobą biegającego kolegę, może być przystojniak, to jeszcze łatwiej będzie o motywację do biegania ;)

5)  Picie. Wody mineralnej oczywiście albo innych płynów uzupełniających to, co nasz organizm straci podczas wysiłku. Możemy ograniczać  nadmiar kalorii jeśli biegamy dla zgrabnej sylwetki, ale nie powinnyśmy żałować płynów, bez tego trudno zachować równowagę w organizmie.

6) Natomiast jeśli chodzi o jedzenie, to chyba zależy od naszych upodobań czy przyzwyczajeń, ale ja odradzam jedzenie tuż przed bieganiem. Raz spróbowałam takiej zabawy na pełen żołądek, i stąd wiem jak fantastycznie potrafi się wywracać na lewą stronę. Za to po bieganiu chętnie wrzucam „co nieco” na ruszt, bo skoro tyle kalorii spaliłam, to czym prędzej muszę je nadrobić ;)

7)   No i ostatnia rada „cioci Kloci” (choć może i powinna być pierwsza) ruszajcie się dla siebie, nie dla oczu i komentarzy innych. Biegajcie według własnej mocy a nie oczekiwań „obserwatorów” narzucajcie sobie taki dystans, aby jego przerobienie dało Wam poczucie satysfakcji i chęci na więcej, niż powodu do zarzucenia aktywności, bo przez zakwasy nie ruszycie się aż do czterdziestki ;) Cieszcie się i bawcie ruchem, i tak nic lepiej nie zmotywuje Was niż podbudowana psychika oraz zdrowie i piękniejące ciało :)

13
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Milena KamińskaW roli mamy - wrolimamy.plMagdalena BryłaSylwia Wnuk Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sylwia Wnuk
Gość

Oj bieganie mam w planach :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

super, bieganie cudnie wpływa na sylwetkę :) najlepiej iść od razu, fajna temperatura i pogoda na ruch :)

Sylwia Wnuk
Gość

Ja musze spokojnie bo boje się o mleko czy się nic nie stanie, bo dzidzia jeszcze mała

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Sylwia, spokojnie, ja biegałam 4 tygodnie po porodzie, nic się nie działo. Ponoć mleko może mieć inny smak, ale Woju nie narzekał ;)

Sylwia Wnuk
Gość

Aha. No to ok :) jak tylko cieplej się zrobi to trzeba zacząć :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Sylwia zacznij od spokojnego truchtu i nie patrz na czas, po porodzie wcale nie jest tak lajtowo. Ja przed Wojem biegałam bez problemu po 10 km, a po porodzie przebiegłam 3 km i kręciło mi się w głowie ;) jak dasz sobie za mocno czadu, to rozczarujesz się i zniechęcisz. Tylko spokój może nas uratować, tylko spokój ;)

Sylwia Wnuk
Gość

Wiem wiem. Juz biegalam przed ciążą po 5 km bez przerwy ale zaczynałam pomału trochę trucht troche spacer :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

W takim razie powodzenia i radości z ruchu :)

Sylwia Wnuk
Gość

Dziękuję i nawzajem :)

Magdalena Bryła
Gość

Biegam na bieżni juz 3,tydzień zaniedlugo w marcu dojda kije :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Super, wytrwałości życzę :)

Milena Kamińska
Gość

Dzień dobry, oj tak od kilku lat planuję bieganie i basen :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

a więc nadszedł idealny czas by plan zamienić w działanie :D

Emocje 12 lutego 2016

Pracuję w domu. Mam wyrzuty sumienia

Matka – kobieta, która dysponuje około sześćdziesięcioma godzinami na dobę, potrafi robić jednocześnie osiem różnych czynności, zawsze ma czas dla dzieci i nigdy nie jest zmęczona. Nigdy też nie potrzebuje ciszy, spokoju ani chwili dla siebie. Zazwyczaj w pierwszym okresie macierzyństwa nie pracuje zawodowo. Czasem tylko pomyśli, że przecież dałoby się popracować w domu…

W styczniu tego roku byłam praktycznie bezrobotna. Zleceń było tak mało, że nie ma o czym mówić. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, szafki kuchenne błyszczą jak nigdy i to nie tylko na zewnątrz, ale i w środku. Odpoczęłam, przeczytałam kilka książek więcej niż planowałam i z optymizmem patrzyłam na zbliżające się ferie. Nie ma pracy, będę miała dużo czasu dla dziecka.
Chcesz rozbawić Pana Boga to sobie coś zaplanuj. Od pierwszego lutego rozpętało się istne szaleństwo, praktycznie nie mam jak odejść od komputera, mój dzień pracy kończy się koło drugiej w nocy. Nie żebym narzekała, rano trochę odsypiam, a dobre zlecenia nie są złe, no ale jednak Duśka ma ferie. Miało być inaczej.

Moje dziecko niedługo skończy siedem lat. Głupi wiek. Z jednej strony dużo rozumie, z drugiej – wcale jej nie spieszno do opuszczania dzieciństwa. Informację, że muszę popracować i najlepiej niech się pobawi sama, do tego cicho, albo w ostateczności zadzwoni po koleżankę i niech się razem bawią cicho (nie wiem na czym to polega, ale jak są dwie jest ciszej niż jak jest sama), przyjmowała jak dopust boży i trudno jej się dziwić. Ale jaki ja w sumie mam wybór? Ehh, Fenicjanie i ich głupie wynalazki.

– Dusia, posłuchaj – wiesz, że muszę pracować, prawda?
– Po co, przecież tatuś pracuje to to ty nie musisz. – oznajmiła z miną zbitego psa.
– Ale jak oboje pracujemy to mamy więcej pieniążków, prawda?
– No tak.
– Idziemy do sklepu i kupujesz co chcesz, nie muszę ci mówić, że nie mam pieniążków. A w zeszłym roku byliśmy dwa razy na wakacjach i jeszcze zrobiliśmy remont. Gdybym nie pracowała to musielibyśmy wybierać, remont czy wakacje. I pewnie byśmy dwa razy nie pojechali.
– No tak, wiem.
– I zobacz, pracuję w domu, jestem z tobą i zarabiam pieniążki. Wolałabyś, żebym chodziła do pracy tak jak tatuś?
– Nie, bo co by było jakbym była chora? Musiałabym mieć nianię.
– A wiesz, że niani się płaci? Niania to taka praca. Wtedy musiałabym to co zarobię dać niani.
– Naprawdę???
– Niestety tak.

– A chciałabyś żebym w ogóle nie pracowała?
– I tak i nie. Tak, bo byś miała czas się ze mną bawić. Nie, bo byśmy nie mieli pieniędzy.
– No właśnie. To co wybierasz?
– No chyba jednak „nie”. Lepiej jak są pieniądze.
– A wiesz, że jak ja pracuję to nie możesz mi przeszkadzać? Potrzebuję pomyśleć, dlatego cię proszę żebyś nie śpiewała i nie chciała nic ode mnie. Możemy się tak umówić?
– Postaram się…

Ja wiem, naprawdę wiem, że to jej „postaram się” to był przykład prawdziwego dziecięcego heroizmu. Wiem, że najgorsze co może ode mnie usłyszeć, to że nie będę z nią rozmawiała przez jakiś czas. Niestety – praca umysłowa wymaga skupienia, nie ma tu miejsca na: „mamooo, a wiesz, że w tej bajce co wczoraj oglądałam…”

Potem zainteresowała się moją pracą bliżej.
– Mamusiu a będziesz dziś pisać teksty czy robić “spacyfikację”?
Spacyfikację to ja bym chętnie własnemu dziecku urządziła, ale nie bardzo mogę.
– Najpierw napiszę te zaległe teksty dla agencji a potem wracam do specyfikacji.
– Mamusiu a jak to jest, najpierw ktoś daje agencji a potem agencja tobie? A dlaczego nie dają ci od razu tylko do agencji? Szybciej by było.
– Bo mnie nie znają, a agencję znają. A agencja zna mnie. I tak to się kręci. Potem ja piszę, wysyłam do agencji, a agencja do tego kto zamówił. Rozumiesz?
– Tak trochę.
– A czego nie rozumiesz?
– No na przykład po co w ogóle są te teksty.

I tak trwało to jeszcze długo. Odpowiedziałam na milion pytań a wszystko tylko po to, żeby wreszcie dostać błogosławieństwo na pracę.

I powiem Wam, cieszę się, że ferie się kończą. Bez dziecka w domu pracuje się szybciej. I nie będę musiała prosić: „kotku nie śpiewaj, potrzebuję ciszy”.

I to tyle w temacie, że wszystko da się bezboleśnie pogodzić. Da się, ale czasem boli. Nas obie.

3
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Decoupage i nie tylko
Gość

Zapomniałaś wspomnieć o wściekłym mężu, który uważa, że nic nie robisz przed tym komputerem :p

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Nie jest tak źle, przelewy na konto są dosyć przekonujące ;)

Decoupage i nie tylko
Gość

W roli mamy – wrolimamy.pl dobre, ale mój wie, że przelewy robię 10-tego i nie przejdzie w inne dni :P

Ciąża 10 lutego 2016

Poród z koszmarów – chcesz?! Położna Ci to załatwi!

Witaj Asiu, jestem położną, będę się dzisiaj Tobą opiekować… – czytaj: Postaram się uprzykrzyć Ci poród, tak by zwiększyć, a nie złagodzić ból. Być może dzięki temu, następnym razem będziesz się go bała, a w najgorszym wypadku, odechce Ci się mieć więcej dzieci! 

Co tu dużo mówić, poród nie był i nigdy nie będzie przyjemnym doznaniem dla kobiety. Nierozerwalnie połączony jest z bólem i niejako cierpieniem. Wiem, że tak jest i miałam tego świadomość, zarówno przy pierwszym porodzie, jak i przy drugim. Ale wiem też, że od tego jest personel oddziału położniczego, aby w miarę możliwości owego bólu i cierpienia, kobiecie rodzącej oszczędzić. Mają na to różne sposoby, wystarczą więc zwykłe chęci, odrobina troski i empatii, aby w jakimś stopniu umilić ten czas przyszłej mamie.

Trzeba mieć tylko szczęście, żeby trafić na odpowiednią położną, czego mi niestety zabrakło tym razem. I choć miałam duże szanse na to by wspominać drugi poród lepiej niż pierwszy, to jednak ten drugi raz był dla mnie zdecydowanie większym koszmarem. I zawdzięczam to właśnie położnej, która tak „wspaniale” się mną zaopiekowała.

Ale zacznijmy od początku…

Na porodówkę trafiłam w niedzielę, około godziny 7.00 rano, w 37 tygodniu ciąży, po odejściu wód płodowych. Od ordynatora oddziału dostałam informację, że moja sytuacja jest nieciekawa, bo nie ma akcji skurczowej, a ponieważ wody „odpływają” już od kilku godzin MUSZĘ urodzić DZISIAJ, najlepiej jak najszybciej, w przeciwnym razie czeka mnie cesarka – przed którą broniłam się rękami i nogami!

Nie pytając mnie o zdanie, personel odesłał mojego męża do domu twierdząc, że ma jeszcze duużo czasu i nie musi tutaj siedzieć. Zostałam więc SAMA, zrozpaczona i ździebko przerażona wizją potencjalnej cesarki. Ale kogo to obchodzi..!?

Na sali przedporodowej powitała mnie nieuśmiechnięta położna, na dzień dobry rzucając tekstem, że „poza mną są jeszcze trzy inne rodzące i ja jestem w najgorszej sytuacji, bo one mają przynajmniej po 3 cm rozwarcia, a ja marne 0.5 cm i nie wiadomo czy w ogóle dzisiaj urodzę” – doprawdy było to niezwykle budujące i pokrzepiające.

W tak pięknie rozpoczętym dniu zaproponowano mi lewatywę na przyspieszenie porodu, na którą w akcie desperacji (czyt. w strachu przed cc) się zgodziłam, jednak nikt mi jej nie wykonał bo jakby o tym zapomniano. Na szczęście nikt nie zapomniał o tym, by podłączyć mi kroplówkę z oksytocyną. Szkoda tylko, że gdy ruszyła akcja skurczowa, ktoś przyszedł i mi ją zakręcił burcząc coś pod nosem o jakiejś cesarce. Tak więc moje dosyć już silne i regularne skurcze, jak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki ustały, a ja zostałam sama, w pustym pokoju i dobijającej ciszy.

Siedziałam tak gdzieś do godziny 13.00 szlochając cicho w osamotnieniu bo uwierzcie mi, że od rana do tej pory nikt do mnie nie zaglądał! Noo, poza jakąś stażystką (czy kimkolwiek ona była), która pojawiała się raz na jakiś czas sprawdzić tętno dziecka. Poza nią, nie przychodził do mnie żaden lekarz, ani położna. Nikt nie sprawdzał jak się czuję, czy wszystko w porządku, czy przypadkiem rozwarcie nie postąpiło… No dosłownie zero zainteresowania moją osobą!

Kiedy byłam już solidnie podłamana całą tą sytuacją, w końcu pojawiła się moja położna – przyszła, odkręciła kroplówkę, rzuciła dziwnym spojrzeniem (lecz nie ośmieliła się spytać dlaczego płaczę?!) i wyszła. Ot troskliwa baba!
Na szczęście szybko pojawiły się regularne i silne skurcze, a w międzyczasie zawitał też mój luby, dzięki czemu nieco poprawił mi się humor, bo po pierwsze nareszcie COŚ zaczęło się dziać, a po drugie nie musiałam już dłużej siedzieć tam sama jak jakiś alien na bezludnej wyspie!

Na rozwój całej akcji nie trzeba było długo czekać i gdy w okolicach godziny 14.00 w mojej sali pojawiła się położna, mąż zasugerował by ktoś mnie łaskawie zbadał, bo nikt tego nie robił od 7.00 rano!!! A jak się za chwilę okazało, miałam już 5 cm rozwarcia – co mnie wprawiło w stan euforii, zaś moją położną w popłoch. Gdybyście widzieli jak się zaczęła nagle koło mnie uwijać, szykować salę, łóżko, miejsce dla dziecka. Śmiechu warte!

Chwilę później było już 8 cm i…. na tym moja euforia się skończyła, bo jak szanowna pani położna wpakowała we mnie swoje łapska to poczułam się jak bydło, nie jak kobieta! Żadnego wyczucia, ani odrobiny delikatności! Skurcze porodowe przyprawiające o zawrót głowy były przy tym niczym! Naprawdę! Ból jaki sprawiała mi ta kobieta za każdym razem gdy mnie dotykała był nie do zniesienia! Wyobraźcie sobie, że siłą własnych rąk chciała zrobić mojej córce miejsce, najpierw w środku, a potem na zewnątrz – bo choć podpisałam zgodę na nacięcie krocza, nie wiedzieć czemu ta sadystka nie chciała tego zrobić! Szarpała więc moim kroczem na wszystkie strony, próbując je tak naciągnąć by mogła przez nie przejść główka!

Do tego wydawała milion poleceń, a że ciężko mi było wykonać je wszystkie w jednym momencie, walcząc jednocześnie z bólem jaki mi sprawiała swoimi łapskami, pozwoliła sobie na mnie krzyczeć, że jej nie słucham i źle pracuję! Och jaką miałam wtedy ochotę skopać jej ten wredny i złośliwy tyłek! Na jej szczęście nie miałam już na to siły!

Koniec końców, po prawie godzinnej męczarni przyszła na świat moja śliczna Pola, szkoda tylko, że musiałam przy tym tyle wycierpieć i popękać, bo szanowna pani położna obrała sobie za cel – nie nacinać krocza, mimo że wyraziłam na to zgodę. Wolała mną szarpać i naciągać jak gumę, zadając mi przy tym takiego bólu jakiego w życiu jeszcze nie doświadczyłam. Nie przeżywałam czegoś takiego nawet przy pierwszym porodzie, kiedy to na świat wydałam, własnymi siłami chłopca ważącego ponad 4 kg (dla porównania, Pola nie miała nawet 3 kg)! Mam o to ogromny żal i czuję duży uraz.

Mogło być szybko i łatwo…. A było strasznie. I winą za ten koszmar obarczam personel, który najpierw się mną nie interesował, a potem potraktował jak pozbawionego uczuć i wszelkich doznań zwierzaka!

55
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marta Grzegorz Dela-Breitbeck
Gość

Poprosiłabym od razu ordynatora albo zmiany położnej. Personel nie ma prawa odsyłać męża rodzącej. Personel nie ma prawa zostawić Cię samą na tak długo. Wreszcie, personel ma obowiązek, robić co im każesz, bo o ile oni do Ciebie „nie wejdą” o tyle Ty masz ich informować. Mąż powinien zrobić od razu awanturę. Podsumowując, mam prawo więc z niego korzystam…. Jeśli było tak źle jak piszesz, czemu nie pozwałaś szpitala? Zadośćuczynienie za straty moralne i cierpienie oraz niestosowanie się do planu porodu to jawne złamanie przepisów chroniących pacjentki-matki przed właśnie takimi nadużyciami. Pozdrawiam

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

W ogóle nie przyszło mi do głowy, że można coś takiego zrobić… W trakcie porodu, walcząc z bólem, myślałam tylko o tym, żeby szybko się skończył, a po porodzie myślałam już tylko o tym żeby wziąć córkę i pojechać na salę poporodową i odpocząć. Miałam już gdzieś tą położną, cieszyłam że mam to wszystko za sobą.

Patrycja Arent
Gość

Współczuje Ci. Mój poród był całkiem inny. Położna anioł, pielegniarki cudowne, lekarze wspaniali. Rodziłam od 8:35 do 15:35. położna kiedy sprawdzała rozwarcie robiła to tak delikatnie zeby sprawić jak najmniej bólu. nie wyobrażam sobie nawet tego co Ty przeżyłaś.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Kiedy rodziłam syna (5 lat temu), w tym samym szpitalu, też miałam fajną położną – badała mnie bardzo delikatnie, a kiedy (mimo wszystko) mnie coś zabolało to mnie przepraszała! Tym razem miałam mniej szczęścia… :(

Patrycja Arent
Gość

Tam gdzie ja rodziłam wszystkie położne są super.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Nic tylko pozazdrościć i życzyć wszystkim kobietom takich położnych.

Patrycja Arent
Gość

W szpitalu oddalonym o 20 km położne są straszne. do mojej koleżanki mówiła: dawalas d…. to teraz cierp

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

O matko!!!!!!!

Patrycja Arent
Gość

Tejże zawsze znajdzie się jakaś położna która nie powinna nawet dotykać rodzącej.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Bardzo Ci współczuję ,ale nie rozumiem . To Twoje drugie dziecko , więc wiedziałaś ,że to co się działo w szpitalu nie było o.k. To się niestety zdarza . Jasne ,że nie miałaś siły walczyć z personelem podczas porodu , ale gdzie był Twój mąż ??????????????? Dlaczego dal się odesłać ? Czemu nie krzyknął na tę babę ? Sama też urodziłam trójkę dzieci . Jedno sama , dwójkę z mężem i też miałam skandaliczny poród , ale mój mąż mnie wybronił . Mimo jakichś dziwnych komentarzy , zrobili dokładnie to co ja chciałam . Bo taka była rola mojego męża… Czytaj więcej »

Groszek
Gość
Groszek

Zagotowałam się! Nosz ku*wa mac tyle się pieprzy o „rodzić po ludzku” a tu takie rzeczy!

Ewelina Całus
Gość

Przy corce ktora ma obecnie prawie 4 lata polozna byla super, bardzo mi pomogla.Wody mi odeszły o 18 a corka się urodzila o 4:45 i polozna byla caly czas przy mnie.Syn skończył roczek i nikomu nie zycze takiej poloznej.Na pytanie czy moglaby wpuscic do mnie meza odpowiedzial ,, a co Pani mysli,ze jak maz zobaczy Pania w takim stanie to bedzie bardziej kochal” szczeka mi opadla.Wcale sie mna nie interesowala.Gdyby nie stazystka to pewnie urodzilabym na korytarzu.Pomimo tego ze do szpitala pojechalam o 13 z 6 cm rozwarcia a syn urodził sie o 16:50 to jak sobie przypomne ten porod… Czytaj więcej »

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

No właśnie, ja za pierwszym razem też miałam fajną położną i mimo, że poród był cięższy – rodziłam 15 godzin, połowę tego czasu rzygałam jak kot i syn, jak na moje gabaryty był spory (4100g i 58cm) to jednak wspominam go milej.
Tym razem poszło szybko i córka dużo mniejsza, ale przez tą położną był to dla mnie koszmar!

Ewelina Całus
Gość

Moja córka urodzial się w terminie wazyla 3,520 a syn w 36 tc i wazyl 3,960

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

O rany, 4 tygodnie szybciej i taki duży chłopczyk?!? :) Nieźle!

Ewelina Całus
Gość

58 cm:) kawal chlopa. ..pekniety obojczyk przy porodzie dzieki cudownej poloznej…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ojej :(

Ewelina Całus
Gość

Tylko jej podziekowac za wspaniala opieke i wsparcie.Ale mam to juz za soba i na trzecie dziecko sie raczej nie zdecyduje bo mam cholerny uraz

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Nie dziwię Ci się :(
U mnie wczoraj była położna środowiskowa i zagadywała coś o kolejne dziecko, bardzo się zdziwiła jak jej powiedziałam, że po tym jak ucierpiało moje krocze i jaki ból musiałam znieść nie prędko (świadomie) zdecyduję się na trzecie dziecko, o ile w ogóle się zdecyduję!

Ewelina Całus
Gość

My mamy juz parke takze warsztat zamkniety.Zresztą po ostatnim porodzie nie bylabym w stanie urodzic kolejnego dziecka.Mam traume ktora raczej mi nie przejdzie.Zreszta jak sobie przypomne jej mine,siedzenie przed tv i wcinanie pomaranczy to krew mnie zalewa

Ewa Gołębiewska
Gość

Nie ma to jak ktoś Ci spie**oli moment, który powinien być najwspanialszym momentem życia… Mnie przy ostatnim porodzie też tak położna męczyła, jakieś nowe standardy mają chyba bo przy poprzednich porodach nic takiego nie miało miejsca. Tyle że ja kazałam jej zabrać łapy i koniec. Na moje szczęście mogłam sobie śmiało czekać w domu i na sali porodowej spędziłem tylko 30 minut.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Może coś w tym jest bo ktoś mi napomknął w szpitalu (już po porodzie), że prawdopodobnie mnie nie nacięli, żebym im przypadkiem statystyk nie zepsuła (!!) ;/

Ewa Gołębiewska
Gość

Noo taka walka z bezzasadnym nacinaniem krocza była a teraz w drugą stronę przeginają…

Agnieszka Detyna
Gość

Masakra jakaś – chciałabym aby to była fikcja literacka :( Zaczynam się cieszyć, że czeka mnie planowana cesarka… :|

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Za pierwszym razem, w tym samym szpitalu, miałam fajną położną, bardzo miło ją wspominam. Teraz zabrakło mi trochę szczęścia. A było tak blisko, bo sam poród poszedł ekspresowo! Nie musiałam tak długo walczyć jak z pierworodnym synem. Zabrakło TYLKO ludzkiego podejścia i poszanowania…

Agnieszka Detyna
Gość

No właśnie – to jak wygląda poród nie powinno zależeć od tego na jaką trafi się położną :(

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

No nie powinien. Ale rzeczywistość bywa inna…

Joanna Blazejewicz
Użytkownik

Witam jestem Twoją imienniczką w 36 tygodniu ciąży, odważyłam się przeczytać o Twoich niemiłych przeżyciach. Bardzo współczuję i zarazem mam nadzieję że trafię na bardziej ludzkie położne. Pozdrawiam.

Barbara Fajfer Krzemkowska
Gość

Boże, gdzie to tak strasznie?! Skandal! Skargę bym napisała…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Na Śląsku, w Jastrzębiu Zdroju, położna Małgorzata… nazwiska niestety nie pamiętam.

Barbara Fajfer Krzemkowska
Gość

Musiałaś naprawdę cierpieć… Na szczęście dobrze się skończyło i córcia już z Wami. Pozdrawiam z lubuskiego, gdzie są zajebiste położne, a i lekarze niczego sobie ;-)

Milena kaminska
Gość
Milena kaminska

Ja napisalabym skargę do dyrektora szpitala i nfz. Nie mieli prawa tak traktowac ludzi. Jesli bedziesz milczala to dajesz ciche przyzwolenie i inne kobiety będą przechodzily to co ty jesli zareagujesz to moze kontrole cos zmienią, moze nawet personel

Dominika Plk
Gość

I właśnie dlatego wolę umówić się z położną, zapłacić i cieszyć się dobrą opieką.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ale wtedy masz położną na telefon? W sensie – jeśli urodzisz przed terminem, tak jak ja, to ona też się pojawi??

Dominika Plk
Gość

Dokładnie-mam ją na telefon, jak zaczyna się coś dziać to od razu do niej dzwonię. Telefon odbiera 24h. Przy pierwszym porodzie były ze mną na zmianę ona i jej zmienniczka przez całe 9godzin. Za drugim razem nie zdążyła dojechać bo poród trwał 17 minut :-)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

No to fajnie. A można wiedzieć ile kosztuje takie udogodnienie??

Dominika Plk
Gość

700zł. Nie jest to kasa dawana w łapę pod stołem. Legalnie, na rachunek. Dla mnie to duża kwota ale przy trzecim dziecku także zdecyduję się na swoją położną. Choć gdzieś tam z tyłu głowy dzwoni że szkoda że żyjemy w takim kraju że za dobrą opiekę podczas porodu trzeba zapłacić.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ooo to sporo! Obstawiałam nieco niższą kwotę :P
Ale zgadzam się z ostatnim zdaniem – szkoda, że za dobrą opiekę trzeba zapłacić!! Czy to się kiedyś zmieni….. ?

Ilona Rydz-Kochańska
Gość

U mnie podobnie, niestety…imię i nazwisko położnej wryły mi się w mózg i chyba z niego nie wyjdą prędko. Nogę mi prawie za głowę założyła… Ale najgorzej wspominam, że po krótkim przystawieniu młodego, zabrali go na czas szycia na badanie, a potem powiedziano nam, że jest wychłodzony i musi się dogrzać pod lampą. Jak mąż chciał go przynieść, to okazało się, że jest na innym oddziale, a ponieważ to środek nocy był, to najpierw nie chcieli go tam wpuścić, a potem powiedzieli, ze dziecko MUSI tam zostać! Dostałam go dopiero rano, a przez noc nie zmruzylam oka. A niby wszystko… Czytaj więcej »

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Nie wyobrażam sobie, żeby mieli mi zabrać dziecko na całą noc! Też bym oka nie zmrużyła!

Ilona Rydz-Kochańska
Gość

Trochę sobie pochlipałam do poduszki…oszołomieni całym porodem nawet nie wpadliśmy na to, żeby się domagać…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Rozumiem, bo ja w trakcie porodu też nie myślałam CZY i CO mogę zrobić z taką sytuacją. Dopiero po porodzie przyszły mi różne myśli, ale to już było po fakcie…

Ilona Rydz-Kochańska
Gość

No właśnie…

Marta Pater
Gość

Nie wiem czemu takie wredne baby wybierają zawód do którego nie mają w ogóle serca. Przy porodzie potrzebna jest szczególna empatia i zrozumienie oraz ludzkie traktowanie rodzącej a nie jek na kasie w hipermarkecie, zrobić swoje i następny. Dziwić się że dzietność w Pl spada.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Dokładnie!

Joanna Skorzynska
Gość

Proszę napisać skargę. Sama pracuje w szpitalu i staram się ZAWSZE być po stronie pacjenta. Nic nie usprawowdliwia zachowania tej położnej , o którym pani wspomina. Życzę zdrowia dla dzieciaczkow i szybkiego powrotu do kondycji.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Dziękuję!

Kinga Cieszyńska
Gość

Ale gdzie tu koszmar oprocz tego niezainteresowania poloznej? Przepraszam ale to że włożyła łapy i bolało nazywa sie masażem szyjki wlasnie po to zeby szybciej i sprawniej poszło.. U mnie bylo podobnie. Od 11 skurcze co 5 minut a polozna mowi, ze skurczy nie widzi (krzyzowe niezapisujace sie na ktg), była niedziela wiec laskawie pani dr przyszla o 15! Kiedy mialam rowniez 5cm. Do 18 (7cm) bylam na patologii ciazy w sali ktg! A co gdyby sie cos stalo?! Kto by sie mną zajal, dzieckiem, inna pacjentka? Masakra. Pozniej przewiezli mnie na porodową gdzie dziecku zaczelo szalec tętno i pobierano… Czytaj więcej »

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Masaż szyjki to ja znam z pierwszego porodu i wcale tak nie bolał, to po pierwsze. Po drugie, również z pierwszego porodu wiem, że położna może być delikatna i starać się tak badać pacjentkę by sprawiać jej jak najmniejszy dyskomfort, a nie ładować łapy jak w krowę, albo zatkaną rurę kanalizacyjną! A po trzecie, największy ból, a co za tym idzie – koszmar, przeżywałam gdy położna próbowała mi naciągnąć krocze, tak by bez nacinania zmieściło się tam dziecko – więc nie o masażu szyjki tutaj mowa. Być może nie rozumie Pani tego, bo (na szczęście) nie miała Pani okazji by… Czytaj więcej »

Kinga Cieszyńska
Gość

Masażu szyjki doświadczyłam i z tego co wiem to zawsze cholernie boli. Irmina Szulc przeczytasz? Mam racje czy nie?

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Owszem, masaż szyjki nie należy do przyjemności, ale nie bolał mnie tak bardzo jak ręczne naciąganie krocza – to było 10x gorsze!

mamidami.com
Gość
mamidami.com

o rany :( to ja chyba miałam mega szczęście, bo za każdym razem położne były naprawdę spoko.

Agnieszka Charytoniuk
Użytkownik

Miałam świetną położną i bardzo dobrą opiekę,ale to była prywatna klinika. Badanie rozwarcia, rzeczywiście jest bardzo nieprzyjemne, jednak i tu położna starała się to robić delikatnie i szybko. Niestety nie udało mi się uniknąć nacięcia. Gdyby nie to, wspominałabym to wszystko całkiem dobrze. Jednak ból przez pierwsze parę dni był okropny, jakakolwiek pozycja siedząca była strasznie bolesna.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close