Kulinaria 9 stycznia 2020

Zakwas żytni na chleb – jak przechowywać i jak dokarmiać?

Zakwas żytni na chleb to temat, który poruszam po raz kolejny. Ten niezbędny do wypieczenia zdrowego chleba na zakwasie składnik jest prosty do przygotowania, ale wymaga poświęcenia mu nieco czasu i uwagi.

Obiecałam w poprzednim wpisie, że podpowiem, jak przechowywać zakwas żytni na chleb i jak go dokarmiać. Po pewnych początkowych trudnościach doszłam już do zdecydowanej wprawy, i mój trzymiesięczny zakwas raz w tygodniu robi swoją robotę, czyli pomaga upiec pyszny i chrupiący bochenek chleba :)

Zakwas żytni na chleb – jak przechowywać?

Często pojawia się pytanie, jak powinno się przechowywać zakwas żytni na chleb, jeśli nie pieczemy z niego codziennie. Ja raz w tygodniu wypiekam 3 bochenki chleba, więc zabezpieczam zakwas w lodówce. Trzymam go w dwulitrowym słoju przykrytym od góry materiałem. W niskich temperaturach dzikie drożdże z zakwasu odpoczywają, ale nadal “żyją”, oddychają – nie można więc zakręcać słoja na amen. U mnie ta metoda się sprawdza, muszę jedynie pamiętać, by raz w tygodniu zakwas dokarmić. 

Jak przechowywać zakwas żytni na chleb w inny sposób? Moja znajoma tak robi, gdy nie planuje przez dłuższy czas piec chleba, a ma problem z pamięcią o tym, by zakwas dokarmiać. Ona rozsmarowuje resztki aktywnego zakwasu po przygotowaniu chleba na papierze do pieczenia rozłożonego na blaszce i zostawia go na szafce na kilka dni – aż się nie zeschnie.

Można także ustawić piekarnik na temperaturę ok. 20-25°C, ale nie więcej, bo zamordujecie zakwas. Po 2-3 godzinach można suche płatki zakwasu włożyć do słoika i szczelnie go zamknąć. Tak samo się go przechowuje w przypadku suszenia na blaszce. A jak go aktywować? Dolejcie do niego tyle ciepłej (ok. 35°C), przegotowanej wody, by po wymieszaniu powstała gęsta papka. Gdy po czasie będzie widać, że zakwas pracuje (bąbelkuje), można go zacząć dokarmiać.

zakwas żytni

Zakwas na żytni chleb – jak dokarmiać?

Jak dokarmiać zakwas na żytni chleb? Powiem Wam, jak robię to ja.

Jeśli zamierzam w sobotę upiec chleb, w piątek rano wyjmuję zakwas z lodówki i pozwalam mu się ogrzać przynajmniej z godzinę. Najczęściej po dwóch, gdy pojawią się bąble, w osobnym naczyniu mieszam taką samą ilość mąki żytniej (wybieram typ 2000) i ciepłej (maksymalnie 40°C), przegotowanej wody. Mówi się, że wody i mąki nie może być mniej, niż 60 ml. Ja wykorzystuję trochę więcej, bo piekę na raz 3 bochenki chleba. 

Gdy dobrze wymieszam składniki powstaje papka, dodaję ją do starego zakwasu i odstawiam w ciepłe miejsce – szybko można zauważyć, że zakwas staje się bardzo aktywny, bo bąbli jest mnóstwo i zdecydowanie się podnosi. Po kilku – kilkunastu godzinach, wieczorem wykorzystuję go do ciasta na chleb (ciasto rośnie w blaszkach do rana).

Im starszy zakwas, tym mniej czasu potrzebuje, by zaczął działać. Gdy wezmę tyle zakwasu ile potrzebuję, resztę (musi zostać kilka łyżek do kolejnego dokarmienia) nakrywam ściereczką i wkładam do lodówki. Wyjmuję dopiero wtedy, gdy znów planuję upiec chleb na zakwasie. I tyle.

 

 

12
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
AnnaŻaklina KańczuckaMonikaŻaklinaBasia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Basia
Gość
Basia

Cześć, dziękuję za artykuł. Czy możesz sprecyzować ile godzin po zmieszaniu zakwasu wyjętego z lodówki i świeżej mąki z wodą ma to stać w ciepłym miejscu? 10h? Tylko część chce wykorzystać tego na drugi dzień a druga część zakwasu z powrotem do lodówki kiedy?

Żaklina
Gość
Żaklina

Cześć! Pilnuję, by zakwas po wyjęciu z lodówki godzinę – dwie stał w cieple, i gdy pojawią się bąbelki, dokarmiam go i zostawiam w spokoju na minimum 8, a lepiej wspomniane przez Ciebie 10 godzin, nawet 12 – nie mam sztywnej ramy. Gdy zakwas jest już aktywny po upływie czasu, odkładam go tyle, ile potrzebuję do chleba, a resztę już bez dokarmiania od razu wkładam do lodówki. Dokarmiam dopiero następnym razem, gdy planuję pieczenie chleba, tym samym sposobem. Zawsze karmię zakwas rano i wieczorem wykorzystuję go do chleba. Jeśli nie piekę, raz w tygodniu dokarmiam go w ten sam sposób,… Czytaj więcej »

Monika
Gość
Monika

Hej, piszesz, że pieczesz 3 bochenki chleba w tygodniu. Czy możesz zdradzić swój przepis? (wypracowany i sprawdzony przez ciebie jest dla mnie zdecydowanie dużo bardziej wiarygodny niż przypadkowe przepisy w internecie). Mam też kilka pytań dotyczących zakwasu: czy ma znaczenie jaki zakwas wykorzystuję do pieczenia chleba, bo póki co mam trzy: żytni z polskiej mąki, pszenny (to był eksperyment czy na angielskiej mące też wyjdzie (mieszkam w UK) ;) ) i trzeci z polskiej mąki ‚3 zboża’. Czy mogę wykorzystać np. zakwas żytni, ale upiec chleb na mące pszennej? Czy to w ogóle ma jakieś znaczenie? I jeszcze jedno pytanie:… Czytaj więcej »

Żaklina
Gość
Żaklina

Cześć Moniko :) Przepis na chleb znajdziesz m.in tutaj – https://wrolimamy.pl/chleb-na-zakwasie-pszenno-zytni-przepis/ zawsze mi wychodzi, choć teraz piekę też inne. Chwali go moja siostra, ciotka i koleżanka, więc też powinnaś być zadowolona :) Odnośnie do zakwasu : 1. Z tego co wiem, chleb pszenny potrzebuje pszennego zakwasu – nigdy nie piekłam takiego chleba, więc tu nie doradzę. Piekę tylko chleby mieszane i czyste żytnie, wyłącznie na zakwasie żytnim. 2. Odnośnie do twojej uwagi -„‚3 zboża’ nie dość że rozwarstwiony, to jeszcze pod warstewką bardzo-brudno-szarej wody była podobna bardzo-brudno-szara, powierzchnia już samego zakwasu”. To, że zakwas się rozwarstwia, to normalne – im… Czytaj więcej »

Monika
Gość
Monika

Serdecznie dziękuję za odpowiedź :) Po 8 dniach od tamtego brudno-szarego… Wtedy dokarmiłam, nabrał mocy, opadł i schowałam do lodówki, codziennie podpatrywałam jak wygląda. Dziś wyjęłam i dokarmiłam. Obserwacje: tym razem był w lodówce krócej, więc nie wyglądało to aż tak dramatycznie, ale warstwa ‚brudu’ znowu się pojawiła, lekkie rozwarstwienie znowu ukazało brudnawą wodę. Zapach piękny (lekko acetonowy, taki jaki powinien być), smak kwaskowaty, dobry (spróbowałam, nadal żyję, bez problemów żołądkowych) ;) Wniosek – ten ‚brud’ to z mąki. Mąka ‚3 zboża’ po prostu nie jest biała, jedno ze zbóż jest wręcz szarawo-beżowe (nie wiem które, bo się nie znam),… Czytaj więcej »

Monika
Gość
Monika

Dziękuję za odpowiedź. Wczoraj otworzyłam przepis, przeczytałam ze 4 razy, przygotowałam foremkę 30cmx7cmx11cm, postanowiłam zrobić tylko jedną (gdyby nie wyszło). 300g polskiej mąki żytniej, 300g angielskiej mąki pszennej (tu nie ma podanych numerków, po prostu piszą na torebce do czego jest; ta jest do wypieku chleba, więc na pewno wiecej niż typowa 550), 6 łyżek zakwasu ‘3 zboża’, sól, ok. 600ml wody o temperaturze 38˚C, wymieszałam, przełożyłam do formy, pięknie udekorowałam na skos ziarenkami i czarnuszką. Była godzina 23:30, a mój chlebek wyglądał prześlicznie. Ok. 1:00 już wiedziałam, że jak poczekam do 8 rano to będzie katastrofa… O 5:50 ciasto… Czytaj więcej »

Monika
Gość
Monika

Hejka! Cieszę sie, że wciąż masz cierpliwość mi odpisywać. Chlebek na pszennym zakwasie… hmmm… zaczęłam od tego, że tym razem użyłam około 400g angielskiej pszennej mąki do chleba i tylko 3 płaskie łyżki zakwasu, plus oczywiście resztę składników (odrobinkę więcej soli, oczywiście proporcjonalnie do zmienionego przepisu, foremka ta sama). Długo, długo, długo… nie rosło nic, wreszcie ruszyło, w sumie pewnie z 16 godzin. Tym razem dekoracja się nie rozjechała, a wyrośnięty x2 chlebek wstawiłam do pieczenia postępując jak wcześniej. Wnioski: 1. Zakwas pszenny z mąki angielskiej rośnie nieco wolniej niż szalone polskie 3 zboża (już o tym pisałam), no i… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

A jak to możliwe, że mój zakwas żytni po dokarmieniu, odstaniu w cieple i schowaniu do lodówki, po godzinie-dwóch rośnie. Mam go od ok. 1,5 miesiąca i pierwszy raz zastałam taką sytuację. Może wiesz co się z nim dzieje?

Emocje 8 stycznia 2020

Życzę sobie i Wam… – życzenia noworoczne dla pięknych pań ;-)

Pierwszy tydzień Nowego Roku za nami, myślę więc, że to dobry czas na przekazanie życzeń – te wypowiedziane lub przesłane zaraz po wybiciu północy i wystrzeleniu fajerwerków, być może zgubiły się już w tłumie innych. Dlatego dziś zupełnie na spokojnie, nieodurzona żadnym szampanem ;-) życzę sobie i Wam…

Mnóstwo radości

Byśmy każdego dnia znajdowały co najmniej kilka, a w najgorszym wypadku przynajmniej jeden powód do radości i szczerego uśmiechu.

Sporo miłości

To ona dodaje nam niebywałych sił, skrzydeł, no i uroku osobistego. Nie może jej więc nikomu zabraknąć. Dzielcie się nią, ofiarujcie innym i przyjmujcie, jak najcenniejszy skarb.

Mniej pracy, więcej czasu wolnego

Zwolnijmy nieco tempo, zrzućmy z siebie trochę obowiązków, przekażmy je komuś innemu lub po prostu olejmy. Podarujmy sobie więcej chwil wolnych na: czytanie książek, oglądanie filmów, uprawianie sportów, spotkania z przyjaciółmi, zabawę z dziećmi… Na cokolwiek, co sprawia nam radość i przyjemność.

Siły, odwagi i cierpliwości

Siły do realizacji swoich planów i marzeń. Odwagi, by stawiać czoła wszelkim trudom i przeszkodom. Cierpliwości, by się prędko nie poddawać, a wytrwale dążyć do celu/ów.

Wiary w siebie

Bez wiary w siebie, swoje umiejętności i możliwości, ciężko jest brać życie za rogi. Musimy więc mocno wierzyć, że nam się uda i nie dać się stłamsić strachowi.

Zdrowego egoizmu

Byśmy mogły czasem myśleć tylko o sobie (nie o dzieciach) i robić coś dla siebie, bez wyrzutów sumienia.

Więcej podróży

Otaczający nas świat jest taki piękny – odkrywajmy go kawałek po kawałku. Nie trzeba od razu lecieć na drugi koniec świata. Eksplorowanie można zacząć od rodzimych miast, a potem małymi kroczkami ruszać coraz dalej. Podróże dają przecież niezwykłą szansę na przeżywanie niezwykłych przygód, poznawanie nowych ludzi, miejsc, kultur, a także odkrywanie w sobie (innych) pasji.

Możliwości finansowych

Po to, by móc w pełni się realizować i spełniać swe marzenia, niezbędne są pieniądze, to oczywiste. Wszak rozwój, edukacja, nasze pragnienia – jakie by nie były – kosztują, często niemało. Życzę więc nam, by tych środków nam nie brakowało oraz byśmy nauczyły się je pozyskiwać, gromadzić i oszczędzać.

Wsparcia bliskich

Wsparcie najbliższych nam osób jest niezwykle ważne w dążeniu do wyznaczonych celów. Zatem niech otaczają nas ludzie, którzy zawsze chętnie pomogą, pocieszą, zacisną mocno kciuki i dadzą kopa w tyłek, jeśli będzie taka potrzeba ;-)

Uczmy się, rozwijajmy, inwestujmy w siebie

Na naukę nigdy nie jest za późno. Pomyślmy więc czego w życiu chciałybyśmy spróbować, doświadczyć, nauczyć się? Może to będzie poznanie języka hiszpańskiego, opanowanie jazdy na nartach lub kurs szydełkowania, czy gotowania. Nieważne co. Istotne natomiast jest to, by wciąż się rozwijać i być otwartą na nowe wyzwania.  

Dbajmy o siebie

My kobiety uwielbiamy dbać o innych. A o sobie myślimy na samym końcu. Zmieńmy to. Podarujmy czasem coś tylko dla nas samych. Zakupy, wizyta u fryzjera, kosmetyczki, a może u lekarza, którego dawno nie odwiedziłyśmy, mimo, że powinnyśmy…?

Miejmy pomysł na siebie

Wiem, że przechodzimy w życiu różne etapy. Znajdujemy się w odmiennych miejscach na osi życia. Nie zawsze mamy możliwość, by tu i teraz się spełniać, ale zawsze powinnyśmy mieć na siebie jakiś pomysł i plan (awaryjny). Miejmy go chociażby w głowie, stawiajmy przed sobą wyzwania i realizujmy je, krok po krok.

Bądźmy szczęśliwe we własnej skórze, z miłością patrzmy na swoje odbicie w lustrze. Akceptujmy siebie takimi, jakimi jesteśmy, ze wszystkimi wadami, które niewątpliwie posiadamy. Tego z całego serca życzę sobie i Wam! ;-)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Lifestyle 3 stycznia 2020

Jakie słuchawki dla dziecka? Nieobiektywny przegląd słuchawek

Jakie słuchawki dla dziecka? Idealna odpowiedź powinna brzmieć: „żadne”, ale teoria teorią, a życie życiem. Zamiast więc całkiem demonizować, postaram się przybliżyć Wam wady i zalety słuchawek.

Jakie słuchawki dla dziecka? Słuchawki douszne kontra dokanałowe

Ich największą zaletą jest niska waga i mała objętość. Zmieszczą się do kieszeni kurtki albo plecaka. Sprawdzą w podróży albo podczas spaceru (co samo w sobie jest karygodne). I na tym ich zalety się kończą. Jakość dźwięku pozostawia wiele do życzenia, ale nie to jest największym problemem. Słuchawki douszne i dokanałowe zatykają przewód słuchowy, co niestety przekłada się na podwyższenie temperatury i wilgotności w przewodzie słuchowym, a tym samym zwiększenie ryzyka infekcji ucha. Dlatego powinny być używane krótko i tylko jako słuchawki awaryjne. Na pewno nie powinny służyć przez wiele godzin bez przerwy. Większe wątpliwości budzą oczywiście słuchawki dokanałowe, które wkłada się głęboko do kanału, tym samym całkowicie blokując dopływ powietrza do wnętrza ucha. Z drugiej strony to właśnie te słuchawki zapewniają lepszą izolację od dźwięków otoczenia i dlatego są chętniej wybierane, nie tylko przez dzieci. Są też dołączane do telefonów i jako takie królują na ulicach czy w komunikacji miejskiej.

Jakie słuchawki dla dziecka? Słuchawki nauszne

Wyglądają jak tradycyjne duże słuchawki z pałąkiem na głowie – każdy od razu wie, o co chodzi. Ale niech Was nie zmyli wygląd – nie wszystkie słuchawki nauszne są takie same. Różnią się nie tylko ceną i jakością odtwarzanego dźwięku, ale także przepuszczalnością powietrza, a co za tym idzie – dźwięków otoczenia. Tutaj mamy wyraźny podział na słuchawki nauszne zamknięte, półotwarte i otwarte. Te pierwsze dobrze izolują od otoczenia, ale podobnie jak douszne i dokanałowe niosą ze sobą ryzyko infekcji ucha przy długotrwałym użytkowaniu. Brak dostępu powietrza, podniesienie temperatury i wilgotności i… zapalenie ucha gotowe. Oczywiście nie po jednorazowym użyciu, ale wielogodzinne słuchanie muzyki dzień w dzień w słuchawkach zamkniętych nie jest najlepszym rozwiązaniem. Przeciwwagą są słuchawki otwarte, ale te z kolei dopuszczają dźwięki z zewnątrz, przy okazji sprawiając, że słuchawki „przepuszczają”, czyli pozwalają otoczeniu zgadnąć, jakiej muzyki dziecko słucha. Takie dźwięki dobywające się ze słuchawek są dość irytujące, więc jeśli nie chcemy narażać dziecka na zwracanie mu uwagi przez obcych ludzi, lepiej takowych słuchawek nausznych otwartych nie kupować, a na pewno nie do używania w miejscach publicznych. W domu jak najbardziej.

Niejakim kompromisem są słuchawki półotwarte, ale kompromis to kompromis, coś, czego najmłodsi nie uznają.

Jakie słuchawki dla dziecka? Słuchawki bezprzewodowe

Moim prywatnym zdaniem – w domu tak, na ulicy nie. Słuchawki bezprzewodowe niewątpliwie są wygodne, ale… zbyt łatwo ściągnąć je z głowy. Nie ufam ulicznikom, nic na to nie poradzę. Minusem intensywnego użytkowania takich słuchawek  jest konieczność częstego ładowania, o czym łatwo zapomnieć. Plusem – brak kabla, a więc duża swoboda ruchów.

Jakie słuchawki dla dziecka? Słuchawki z aktywną redukcją szumu

Kiedyś sobie takie kupię, serio. To magiczne słuchawki, które całkowicie redukują dźwięki otoczenia i to nie przez mega szczelne nauszniki. Po prostu „słuchają” co się dzieje dookoła, wychwytują dźwięki i wysyłają coś na kształt antydźwięków. Dwie fale nakładają się na siebie i w słuchawkach mamy upragnioną ciszę. Bardzo by mi się przydały do pracy, szczególnie że mam uciążliwego sąsiada. Jednak nie kupiłabym takich słuchawek dziecku i to nie tylko dlatego, że te dobre kosztują około tysiąca złotych. Uważam, że całkowite odcięcie dziecka od dźwięków zewnętrznych może być dla niego niebezpieczne, szczególnie w otwartej przestrzeni. Słuchawki z aktywną redukcją szumu dla dziecka? Jeśli ktoś ma dużo kasy, to tak, ale tylko w domu.

Aha, znawcy twierdzą, że coś za coś. Technologia redukująca zewnętrzne hałasy przy okazji znacząco pogarsza jakość słuchanej muzyki.

Jakie słuchawki dla dziecka? Słuchawki z ograniczeniem głośności

Muszę przyznać, że w tym miejscu mam sporo wątpliwości. O ile nie neguję konieczności ograniczania decybeli dzieciom, o tyle wieści, jakimi karmi mnie internet, nie brzmią wiarygodnie. Zdaniem wujka G. słuchanie przez dziecko muzyki codziennie przez dziesięć godzin, z głośnością określaną na 85 dB jest dla małych uszu bezpieczne. Hmmm… Maksymalny hałas to 100 dB, ale 85 też nieźle daje w kość. Ciężko mi uwierzyć, że takie natężenie dźwięków jest obojętne dla dziecięcych uszu i psychiki. Jednak wiedziona blogerską uczciwością muszę napisać, że na rynku są takie właśnie słuchawki, stworzone specjalnie z myślą o dzieciach, które nie emitują dźwięków głośniejszych niż 85 dB. Może w przypadku młodzieży ma to jakiś sens…

Oczywiście teoretycznie możemy kontrolować, jak głośno dziecko słucha muzyki, ale znowu: „teoria teorią, a życie życiem”. Są nawet aplikacje ograniczające decybele, ale nie ma się co łudzić, jeśli my je umiemy włączyć, to dzieci umieją je wyłączyć.

Jakie słuchawki dla dziecka? Podsumowanie

Moim prywatnym zdaniem na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Każde dziecko jest inne, ma inne potrzeby, inaczej słyszy dźwięki i inaczej na nie reaguje. Co innego jest dla niego wygodne, a co innego uwierające. Jedno dziecko pokocha słuchawki douszne, drugie będzie narzekało na ich niestabilność. Podobnie z nausznymi – jedno dziecko je polubi, inne będzie narzekało na uciskanie.

A co z dbałością o słuch? Tu nie pomogą żadne słuchawki, jeśli nie nauczymy dziecka, że słuchanie non stop muzyki „na cały regulator” nie jest dla niego bezpieczne.

Moje dziecię samo sobie wybrało słuchawki nauszne (zdaniem dziecka wygodniejsze) metodą przetestowania kilku egzemplarzy w sklepie. Chociaż nie jestem pewna, czy ostatecznym argumentem nie był fioletowy kolor ;-) A i tak w domu obowiązują limity na ich używanie.  

 

Zdjęcie: Pixabay

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close