Ciąża 3 stycznia 2023

Zaparcia w ciąży — jak sobie z nimi radzić i czego robić nie wolno?

Zaparcia w ciąży to problem, który zna większość przyszłych mam. Bywają one naprawdę dokuczliwe, ponieważ powodują duży dyskomfort i nie tylko. Ważne jest, by nie dopuszczać do ich powstawania. Jeśli już zaparcia w ciąży się pojawiają, należy się z nimi skutecznie rozprawić.  

Zaparcia w ciąży — skąd się bierze ten problem?

Nawet jeśli przed zajściem w ciążę kobieta nie miała problemu z zaparciami, to właśnie w tym okresie mogą się one pojawić. Problemy z wypróżnianiem się mogą być efektem kilku czynników. 

Hormony 

Jedną z przyczyn dokuczliwych zaparć w trakcie ciąży może być podwyższony poziom progesteronu. Hormon ten wpływa na rozluźnienie jelit, sprawiając, że pokarm wolniej przechodzi przez układ trawienny. Do tego trzeba zaliczyć rosnący płód i powiększającą się stale macicę, która naciska na jelita, utrudniając ich pracę.  

Dieta i ruch

Równie istotną rolę odgrywa dieta przyszłej mamy. Jeśli jest w niej dużo słodyczy i jasnego pieczywa, a mało wody i błonnika, dochodzi do zaburzeń pracy układu trawiennego i w konsekwencji do zaparć. Także brak ruchu zwiększa ryzyko pojawienia się zatwardzeń, ponieważ wpływa na spowolnienie procesu trawienia.

Warto też wspomnieć, że często zaparcia w ciąży dokuczają kobietom, które muszą z powodu anemii przyjmować suplementy z żelazem.  

Zaparcia w ciąży — domowe sposoby 

Dlaczego należy walczyć z zaparciami? Nie licząc tego, że mogą być one powodem dyskomfortu czy bólu brzucha, to mogą sprzyjać powstawaniu żylaków odbytu, czyli hemoroidów. Jak więc bezpiecznie poradzić sobie z problemem?

Włącz do diety produkty bogate w błonnik

Zdrowa dieta ważna jest nie tylko dla rozwijającego się płodu, ale także dla zdrowia przyszłej mamy. Przy zaparciach zwróć uwagę na produkty będące źródłem błonnika, który poprawia trawienie i ułatwia wypróżnianie. Jego dobrym źródłem są otręby zbożowe, pieczywo pełnoziarniste, kasze, razowy makaron, brązowy ryż, warzywa i owoce. Niemało błonnika znajduje się też w jabłkach czy kiwi, polecanych na zaparcia. Zrezygnuj z czarnych jagód, które znane są z działania zapierającego. 

Pij wodę 

Pamiętaj też, aby pić wodę, ponieważ błonnik przy zbyt małej ilości wody będzie nasilał problemy z zatwardzeniem w ciąży. Poza tym woda poprawia pracę jelit i nawadnia pokarm, który łatwiej jest usunąć z jelit. Dla łatwiejszego wypróżniania w trakcie ciąży można rano wypić na czczo szklankę przegotowanej wody z łyżką miodu i sokiem z cytryny. Zaparcia w ciąży

Sięgaj po kiszonki

Kiszonki to znane od wieków źródło naturalnego zdrowia i odporności. Dzięki probiotykom i błonnikowi świetnie działają na pracę układu pokarmowego przy zaparciach. W ten sam sposób działają naturalne, probiotyczne jogurty, kefiry, czy maślanki. To samo zdrowie.

Jedz suszone śliwki

Suszone śliwki to świetne źródło błonnika. Aby poradzić sobie z zaparciami w ciąży, w razie potrzeby zalej kilka śliwek na noc ciepłą wodą. Rano wodę wypij, a śliwki możesz zjeść. Nie przesadzaj jednak z ich ilością, gdyż nadmiar może spowodować wzdęcia. Poza tym suszone śliwki zawierają dużo cukru. 

Sięgnij po siemię lniane

W podobny sposób zadziała zjedzenie łyżeczki nasion siemienia lnianego lub dodanie go do zdrowej owsianki. Możesz też przygotować z łyżki siemienia i szklanki wody wywar, gotując nasionka przez 15 minut. Gdy wywar wystygnie, możesz go wypić.  

Czego nie wolno robić, by pozbyć się zaparć w ciąży? 

Lekarze odradzają ciężarnym stosowaniem lewatywy, środków i czopków przeczyszczających. Gwałtowne zwiększenie perystaltyki może przyczyniać się do wzmożonych skurczów jelit, niewskazanych w tym okresie. 


Źródło: mp.pl
Źródło zdjęcia: Leah Kelley/Pexels
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Pielęgnacja 3 stycznia 2023

Czysty nos to zdrowe uszy

Na pewno odporności dziecko musi się uczyć i nabywać przez kontakt z rówieśnikami. Dla mnie, laryngologa, najważniejsze jest, żeby dzieci jak najmniej chorowały na uszy. To je przecież bardzo boli. Ponadto słuch to jeden z najważniejszych zmysłów. Czyście dziecku nos – radzi prof. dr hab. n. med. Artur Niedzielski, otolaryngolog, otorynolaryngolog dziecięcy, audiolog oraz foniatra, specjalista zdrowia publicznego.

Jesień w pełni, wirusów sporo. Nie brakuje pewnie małych pacjentów z zapaleniem uszu.

Mamy multum takich pacjentów. Ostre zapalenie ucha środkowego jest najczęstszą chorobą wieku dziecięcego. Ma to związek z budową anatomiczną ucha. Małe dzieci mają krótką trąbkę słuchową położoną pod kątem mniej więcej 5 stopni, przez co wydzielina z nosa migruje do uszu. Dzieci nie potrafią wydmuchiwać nosa i ostre zapalenie ucha środkowego gotowe.

A temu zapaleniu często towarzyszą kłopoty z migdałkiem gardłowym.

Trochę odwrotnie: migdałek gardłowy jest częścią układu chłonnego opisanego przez Heinrica Waldeyera. Ten układ immunologiczny składa się z migdałka gardłowego, migdałków podniebiennych, trąbkowych oraz luźno usianych grudek chłonnych. Nas, laryngologów, najczęściej interesuje migdałek gardłowy, który znajduje się w nosogardle, na końcu nosa, w górnej części gardła. Bardzo często odpowiada za infekcje górnych dróg oddechowych. Pierwotnie ma chronić nas przed infekcjami, ale niestety, przy dużej stymulacji migdałek rozrasta się, jego funkcja staje się zaburzona. I wtedy już nie jest narządem chroniącym przed infekcjami, a wręcz rozsiewa je na okoliczne struktury. A że blisko mamy ucho, ze względu na przerośnięty migdałek gardłowy może dojść do gromadzenia się wydzieliny w uchu środkowym i rozwoju wysiękowego zapalenia uszu. Następnie drobny czynnik infekcyjny czy też bakteryjny „zaostrza” ten płyn i mamy już ostre zapalenie ucha środkowego.

Czy taka korelacja migdałek – ucho jest częsta?

U małych dzieci dość częsta. Mamy wielu pacjentów do jednoczesnego zrobienia drenażu wentylacyjnego jam bębenkowych i usunięcia migdałka gardłowego. U starszych dzieci to trochę rzadsze. Trąbka się z wiekiem obniża, dzieci coraz lepiej potrafią czyścić nos.

U starszych dzieci, tzn. od którego roku życia mniej więcej kłopot kończy się? Czysty nos u dziecka

Od siódmego roku życia infekcje stanowczo zmniejszają się.

Na czym polega założenie dziecku drenu?

Dren to nic innego jak malutka szpulka, tubka, którą umieszcza się w błonie bębenkowej. Jeśli go zakładamy, ewakuujemy patologiczną wydzielinę, odsysając ją z jamy bębenkowej. Dren wentyluje ucho. To zapobiega zapaleniu ucha środkowego, ponieważ mamy ujście. Nie gromadzi się płyn pomiędzy kosteczkami słuchowymi, więc mamy lepszy poziom słyszenia. Drgania z błony bębenkowej bardzo ładnie przechodzą przez łańcuch kosteczek słuchowych. Procedura jest znana od wieku, została spopularyzowana przez Beverly Armstronga w 1956 r. To najczęstsza procedura otologiczna wykonywana w Stanach Zjednoczonych.

Dreny zakłada się w znieczuleniu ogólnym? Jak długo utrzymują się? Czy same wypadają?

Tak, wykonuje się to w znieczuleniu ogólnym. Są dreny krótkoterminowe, zakłada się je na kilka miesięcy; średnioterminowe – utrzymują się od pół roku do dwóch lat. Mamy też dreny typu Paparella, które utrzymują się w błonie bębenkowej przez długie lata.

Czym kierujecie się, wybierając rodzaj drenu?

Częstotliwością zapaleń, stanem zalegającego płynu i wiedzą na temat, ile drenów już było zakładanych danemu pacjentowi wcześniej. W niektórych ośrodkach zaczyna się od samego nacięcia błony bębenkowej – przy rzadkim płynie to wystarcza. W innych ośrodkach obligatoryjnie wkłada się dreny krótkoterminowe, w dalszej kolejności te średnioterminowe, uzależniając wybór od wyglądu błony bębenkowej i konsystencji płynu. Niestety, w wielu przypadkach dobór drenów jest uzależniony od zasobności danego ośrodka, od tego, na jakie dreny w danym momencie ten ośrodek stać.

Niektórzy rodzice twierdzą, że ta procedura daje wręcz teatralny efekt.

No tak, niejednokrotnie obserwowałem, jak rodzice po zabiegu drenażu z przyzwyczajenia do dziecka mówią głośno, a dziecko na to: przestań do mnie krzyczeć.

Jak rozpoznać, że dziecko ma kłopot z migdałkiem?

Jeśli rodzice mają kilkoro dzieci, zauważają problem od razu. Po pierwsze jest utrudnione oddychanie przez nos, otwarta buzia, tzw. gapciowaty wyraz twarzy. Po drugie, jest chrapanie w czasie snu. Niejednokrotnie dzieci śpią z otwartą buzią i jednocześnie odchyloną ku tyłowi głową. Pojawia się niedosłuch związany z wysiękowym zapaleniem ucha środkowego. Rodzice zauważają więc dopytywanie się: co mówiłaś, co powiedziałaś. To wystarczające przesłanki, żeby pójść do laryngologa i skontrować migdałek.

Jak się go bada?

Dawno temu badano go palpacyjnie, dziś to archaizm totalny. Później była era zdjęć rentgenowskich, tzw. zdjęcie tkanek miękkich nosogardła. Ale że wiązka promieni rentgenowskich nie jest najzdrowsza, od kilkunastu lat jest badanie fiberoskopowe jamy nosowo-gardłowej. Wprowadza się do nosa giętką optykę i obrazuje migdałek. Jeżeli przerasta on powyżej 50 procent i są objawy, o których mówiłem, jest wskazanie do zajęcia się operacyjnego takim pacjentem. Jeśli migdałek jest mniejszy, zazwyczaj pacjenta obserwujemy. Działalność operacyjną ogranicza nam wiek pacjenta. Zgodnie z doniesieniami literatury przedmiotu nie powinno się usuwać migdałka gardłowego przed trzecim rokiem życia, ponieważ może to mieć negatywne skutki dla układu odpornościowego. Poza tym, nasze obserwacje pokazują, że im młodszy pacjent ma wykonany zabieg usunięcia migdałka gardłowego, tym większe prawdopodobieństwo, że on odrośnie.

Jakie mogą być konsekwencje pozostawienia migdałka, wówczas, gdy on blokuje oddech nosem? Pytam, bo niektórzy rodzice są dość ortodoksyjni w tym względzie, twierdząc, że narząd ten jest potrzebny.

Po pierwsze i najważniejsze konsekwencją może być niedotlenienie. Po drugie, częste infekcje będą się kończyć antybiotykoterapią. No i mamy cały czas w organizmie zapalny fragment tkanki. Są też względy ortodontyczne, logopedyczne. Przy nieprawidłowym torze oddechowym, zęby rosną krzywo. Tu nie pomoże żaden ortodonta. Jeśli chodzi o wskazania logopedyczne – mamy pudło rezonansowe w dużym zaburzeniu. Pacjenci mówią przez nos.  Migdałek w stanie zapalnym powoduje też upośledzenie tzw. kompleksu ujściowo-przewodowego i dochodzi do zapaleń zatok. Ponadto, jeśli nie usuwamy migdałka gardłowego z zalegającym płynem, może dojść także do nieodwracalnych zmian w jamie bębenkowej w obrębie łańcucha kosteczek słuchowych. Może dojść do zwapnień, wciągania się błony bębenkowej.

Brzmi strasznie i pewnie grozi niedosłuchem? Czysty nos u dziecka

Gdy sytuacja przedłuża się, być może nawet niedosłuchem nieodwracalnym lub długotrwałym i uciążliwym leczeniem operacyjnym.

To wszystko sprawia, że dzieci gorzej funkcjonują społecznie. Bywają podejrzenia o autyzm.

Tak. Funkcjonowanie społeczne dzieci z przerostem migdałka gardłowego jest gorsze. Mają ponadto wieczny katar, a to sprawia, że przedszkola odsyłają je do domu, więc również funkcjonowanie rodziców na kapryśnym rynku pracy jest zaburzone. Dziecko chore równa się częste zwolnienia z pracy.

Na co dzień funkcjonuje przekonanie, że jak raz dziecko zachoruje na zapalenie ucha, potem już ciągle na to choruje.

Nie zawsze tak jest. Podobna „reguła” dotyczy ostrego zapalenia zatok przynosowych, że jak raz się zachoruje, zapalenie będzie nawracać sezonowo.

Co poradziłby Pan rodzicom małych dzieci na jesień i zimę? Na co uważać, jak zabezpieczać dzieci przed częstymi infekcjami? A może nie da się zabezpieczyć, bo układ odpornościowy musi się przetrenować?

Na pewno odporności dziecko musi się uczyć i nabywać przez kontakt z rówieśnikami. Dla mnie, laryngologa, najważniejsze jest, żeby dzieci jak najmniej chorowały na uszy. To je przecież bardzo boli. Ponadto słuch to jeden z najważniejszych zmysłów. Rada? Czyście dziecku nos. Czysty nos to zdrowe uszy.

Jeśli dziecko nie potrafi smarkać, są różne urządzenia w typie NoseFridy. Czysty nos u dziecka

Otóż to.


Źródło informacji: Serwis Zdrowie
Źródło zdjęcia:  Jadell Films/Unsplash
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Gry planszowe i nie tylko 30 grudnia 2022

Wyścig z misiem. Prosta gra dla maluchów – w sam raz na początek przygody z planszówkami

Wyścig z misiem to prosta gra planszowa dla najmłodszych, w której gracze wcielają się w role uroczych zwierząt: myszy, kozy i niedźwiadka, będących najlepszymi przyjaciółmi. Ich ulubioną zabawą jest gonitwa po polu, w trakcie której zbierają słodką kukurydzę, chrupiącą kapustę i smakowite jagody. Każdy z nich chce oczywiście dotrzeć do mety jako pierwszy, więc żeby nie było między nimi waśni, cała trójka stawia kroki w tym samym tempie, dobiegając do końca trasy jednocześnie.

Jak to możliwe? Cóż, można by rzec, że to wyścig drużynowy, w którym udział bierze od dwóch do pięciu zespołów składających się z myszy, kozy oraz niedźwiedzia. Gracze bowiem otrzymują po jednym pionku, na którym widnieją urocze pyszczki wszystkich przyjaciół, toteż poruszają się całą trójką. Niemniej każdy zaczyna wyścig jako mysz, tzn. z jej wizerunkiem na górze drewnianej figurki – koza i niedźwiedź są wówczas u dołu.

Pozycja figurki z dominującym zwierzakiem zmienia się w trakcie wyścigu, w zależności od tego, jaką kartę ruchu wylosujemy – to one warunkują, kto ma być na górze, a tym samym, kto się porusza. Kiedy już to ustalimy, rzucamy jedną z trzech drewnianych kości, by wskazać, o ile pól przesuwamy pionek. Dla myszy rzucamy białą kością, dla kozy szarą, zaś dla niedźwiadka brązową.

Może się też tak zdarzyć, że karta ruchu wskaże nam użycie dysku obrotowego (przypominającego mini koło fortuny), na którym widnieją różne symbole, sugerujące, co mamy w danym momencie zrobić – którą kością rzucić lub jaką inną akcję wykonać.

To tyle, jeśli chodzi o zasady. I właściwie śmiało można powiedzieć, że ograniczają się one do dwóch czynności: wylosowania karty ruchu, która określi, jakie zwierzę się porusza i rzutu kostką lub zakręcenia kołem, by wskazać, o ile pól możemy przesunąć swój pionek.

Reguły są zatem bardzo jasne, zrozumiałe nawet dla kilkulatków. I tu muszę zaznaczyć, że choć w instrukcji pojawia się informacja, iż została stworzona z myślą o dzieciach co najmniej pięcioletnich, to młodsze spokojnie dadzą radę. Mojemu czterolatkowi nie musiałam niczego specjalnie tłumaczyć, przeczytałam na głos całą instrukcję, podkreśliłam najważniejsze informacje i wszystko w mig załapał. Fakt faktem nie jest to nasza pierwsza planszówka,  graliśmy już w różne gry – trudniejsze, przeznaczone dla starszych dzieci, być może więc ta okazała się dla niego łatwa, ale, tak czy siak, uważam, że nawet jeśli Wasz maluch dopiero zaczyna przygodę z planszówkami, to nie będzie miał żadnych problemów z przyswojeniem zasad.

Jak nasze wrażenia z rozgrywki?

Gra jest cudnie zilustrowana, w związku z czym od razu, od pierwszego rzutu okiem na nią wzbudza sympatię – nie można nie polubić uroczych, szeroko uśmiechających się do nas zwierzaków, no nie da się. I tym nas autor na początek kupił 😉. Ale jeśli do tego dodamy drewniane elementy (figurki zwierząt i kości), dużą, tekturową, składaną jak puzzle planszę, dysk obrotowy, którym oczywiście moje dzieciaki uwielbiają kręcić, no i proste reguły to całość składa się na atrakcyjną planszówkę dla przedszkolaków.

Nie jest to gra  wymagająca specjalnych umiejętności, wiedzy czy choćby zdolności logicznego myślenia, nie zawiera też żadnego elementu edukacyjnego, ale maluchy dobrze się przy niej bawią. Rozgrywka jest szybka, trwa z piętnaście,  może dwadzieścia minut i na dobrą sprawę, jeśli macie w domu więcej dzieci, to po kilku rozegranych wspólnie partiach, spokojnie mogą zasiąść do rywalizacji same – kiedy już będą pamiętać, co oznaczają symbole narysowane na dysku obrotowym.

Reasumując, moim dzieciom w wieku czterech i sześciu lat Wyścig z misiem przypadł do gustu. 

 

 

Zdjęcia: Fizinka

Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Rebel

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close