Cytomegalia w ciąży – czy jest się czego obawiać?


W dwunastym tygodniu ciąży miałam pobieraną krew na badanie w kierunku cytomegalii (CMV). Wynik? Byłam spokojna bo w pierwszej ciąży testy były ujemne, ale tu liczby na kartce nie kłamały, wynik był dodatni. Do dziś pamiętam te chwile na krzesełku przed gabinetem ginekologa. W mojej głowie powróciły wiadomości z wykładów z psychologii klinicznej, zdjęcia, statystyki. Świat nagle stanął. Bałam się.

Źródła zakażenia

Cytomegalia to jedna z najczęstszych chorób wirusowych. Szacuje się, że aż 60-80% mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej jest nosicielami tego wirusa. Niestety zachorowanie nie ma charakterystycznych objawów. Często jest to: zapalenie gardła, wysoka temperatura ciała, zmęczenie, ból głowy, kaszel, powiększone węzły chłonne. Swoim przebiegiem przypomina czasem anginę, grypę, czy zwykłe przeziębienie. Cytomegalię powoduje cytomegalowirus, który należy do tej samej grupy co wirusy ospy wietrznej, półpaśca, opryszczki. Jak każdy wirus przenosi się przez bliski kontakt z drugą osobą, ponadto także przez pot, łzy mocz i krew. Bardzo często ofiarą padają dzieci, które zarażają się od rodziców lub innych dzieci podczas wspólnych zabaw w żłobkach czy przedszkolach. Cytomegalia w wielkim uproszczeniu to choroba brudnych rąk. Mimo jej przechorowania nie mamy gwarancji, że się nie uaktywni np. w okresie niskiej odporności. By uniknąć zarażenia cytomegelią pamiętajmy, że:

  • dzieci poniżej 3. roku życia pozostające pod opieką ciężarnej wydalają wirusa cytomegalii ze śliną i moczem.
  • należy starannie myć ręce wodą i mydłem zwłaszcza po: zmianie pieluszki i kontakcie z zabrudzoną bielizną dziecka, karmieniu lub kąpaniu dziecka, wycieraniu dziecku nosa lub cieknącej śliny, kontakcie z zabawkami dziecka, smoczkami lub szczoteczką do zębów
  • nie należy: używać tych samych kubków, talerzy, sztućców, szczoteczek do zębów, całować dziecka w usta lub ich okolice, używać tych samych ręczników i gąbek, spać z dzieckiem w jednym łóżku*

Cytomegelia w ciąży

Cytomegalia u kobiet w ciąży jest bardzo groźna dla dziecka. Moje badania, także te powtórne potwierdzały, że zaraziłam się tym wirusem na początku ciąży. W takich sytuacjach istnieje ryzyko, że wirus przedostanie się do płodu poprzez łożysko. Konsekwencje? Bardzo duże ryzyko poronienia, lub rozwinięcie się poważnej wady wrodzonej w układzie nerwowym. Natomiast zakażenie w II i III trymestrze może spowodować uszkodzenie mózgu, lub przedwczesny poród. Uważa się, że około 1% noworodków ulega zakażeniu w okresie prenatalnym, czego następstwem są zaburzenia i opóźnienia w rozwoju umysłowym dziecka, zaburzenia słuchu, upośledzenie wzroku oraz trudności w nauce. Te informacje wystarczyły by moje serce biło szybciej niż normalnie.

Jakby tego było mało, to dzieci mam zarażonych wirusem CMV mogą być narażone na problemy zdrowotne i diagnozuje się wtedy u nich zespół cytomegalii wrodzonej. Czasem wirus pozostaje w uśpieniu, by dać znać o sobie kilka lat później, a jego skutkiem może być częściowa lub całkowita utrata słuchu lub wzorku.

Leczenie cytomegalii

Niestety cytomegalii się nie leczy, jedynie pacjentom z obniżoną odpornością oraz u których choroba jest związana z narządem wzroku lub słuchu podaje się lek przeciwwirusowy. W innych przypadkach możemy działać przeciw objawowo, podając np. lek przeciwgorączkowy.

Rozpoznanie cytomegalii u kobiety w ciąży opiera się na badaniu poziomu przeciwciał w klasie IgM i IgG. O pierwotnej infekcji świadczą przeciwciała IgM, które utrzymują się w organizmie kobiety nawet pół roku po chorobie, oraz przeciwciała IgG . Wysoki wskaźnik IgM świadczy o świeżej infekcji.

Pomimo wielu dodatkowych badań, wizyt w poradni chorób zakaźnych wszystko wskazywało, że właśnie na samym początku ciąży przechorowałam CMV. Pamiętam, że byłam wtedy przeziębiona. Pozostało mi tylko zatem czekać na połówkowe usg – 8 tygodni niepewności.

Lekarz wykonujący połówkowe usg został poinformowany, że jestem nosicielką CMV. Poświęcił nam więcej czasu by dokładnie zbadać Łucję. Wszystko w normie, prawidłowo się rozwijała. Odetchnęłam z ulgą, jednak niepewność została – czy będzie widzieć, słyszeć. Pozostało mi czekać, aż przyjdzie na świat.

Karmienie piersią a cytomegalia

Obawiałam się także czy będę mogła karmić piersią? Specjaliści potwierdzili, że jeśli dziecko miało kontakt z CMV będąc w łonie matki, to karmienie piersią po porodzie nie naraża dziecka na żadne ryzyko. Jeśli urodzi się jako wcześniak dobrze jest pasteryzować swoje mleko (podgrzewać do temp 63,5 st przez pół godziny).

Moja historia póki co kończy się happy endem. I oby tak zostało. Lusia urodziła się zdrowa, słuch i wzrok są pod stałą opieką specjalistów. W jej ciele krążą przeciwciała wirusa CMV, które zyskała ode mnie. Można rzec, że jej organizm będzie już wiedział jak się bronić. Po porodzie konieczna była wizyta u neurologa dziecięcego, który zalecił by moja córka przyjmowała szczepionkę nowej generacji przeciw krztuścowi.

Jeśli ty teraz podobnie jak ja martwisz się właśnie bo odebrałaś dodatni wynik badania – trzymam kciuki, by los dla Twojego dziecka był też łaskawy. By urodziło się zdrowe wygrywając walkę z cytomegalią. Najważniejsze byś była pod stałą opieką lekarzy, oni wiedzą co robić. Jeśli dopiero planujesz ciążę, dopytaj ginekologa o skierowanie na badania w kierunku cytomegalii.
*Źródło

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Osobiście nie mialam do czynienia

  2. Miałam cytomegalie w pierwszej ciąży. Igg dodatnie, igm dodatnie. Z dzieckiem było wszystko ok. Za kazdym razem Igm i igg dodatnie. Byłam na konsultacji u Pani doktor która zajmowała się chorobami zakaznymi. Stwierdziła że to zachorowanie sprzed ciąży. W szpitalu gdzie rodzilam (nie z wyboru) jakoś się tym nie przejęli. Po 2 latach kolejna ciąża. Zrobiłam badania. Znów cytomegalie. Igg dodatnie, Igm dodatnie. Jak to możliwe,? Przez 2 lata powinnam wydalić już wirusa. Tak stwierdzil ktorys lekarz. Lezalam w szpitalu na oddziale gdzie sprawdzali w ciąży choroby zakaźne. Zrobili badania. Wg nich zachorowanie sprzed ciąży. Z dzieckiem wszystko ok. Urodziło się zdrowe, bez wrodzonej cytomegalii. Ale ile strachu się najadlam. Ciągle powtarzanie badań. Ale zawsze wychodziło to samo. Igg i Igm dodatnie.

    1. Oj właśnie ten strach i niepewność. Cieszę się że wszystko dobrze siet skończyło

  3. Ja też mam Igg i Igm dodatnie,ale z badań wyszło, że zarazilam sie przed ciąża. W pierwszej ciąży było wszystko ok,więc prawdopodobnie zarazilam się od córki. Mma nadzieje,ze wszystko bedzie doborze :)

    1. Jesli to z przed ciąży to poeinno wszystko być dobrze i niech dzixziat urodzi się zdrowa ;)

    2. Tak też mi mówiono na patologii, ale chwilę i tak mialam stracha

  4. Ogólnie nie wszyscy lekarze zlecają badania w kierunku cytomegalii i niektóre kobiety nawet nie wiedzą że ja mają. Pozniej (nie daj Bóg) zdarzają się powikłania w ciąży, a być może te powikłania są następstwem cytomegalii. Ta choroba jest mało znana A moze niesc ze sobą poważne komplikacje. Kiedy ja zachorowalam, w moim środowisku wszyscy otwierali oczy i pytali co to jest. I chyba nikt wśród moich znajomych się w tym kierunku nie badał w ciąży. Poza moja siostra, która wiedziała po moim przypadku co to jest i zrobiła dla siebie te badania.

    1. Obecnie badania są wykonywane w okolicach 12 tygodnia ciąży wraz z toksoplazmozą. Tylko to już tak trochę za późno moim zdaniem

    2. Ale nie każdy lekarz to zleca i mało kobiet wie o takim zagrożeniu.

    3. Izabela Malinowska dlatego też powstał ten tekst. Niech się wieść niesie.

  5. U mnie wyszło igg dodatnie a igm ujemne. jestem w 18 tygodniu ciąży. bardzo się boje. Rycze ciągle.

    1. Agnieszka Jelinek

      Przede wszystkim 3 głębokie wdechy. To jeszcze o niczym złym nie świadczy. Za dwa tygodnie powinnaś mieć połówkowe usg. Przekaż lekarzowi swoje wyniki i obawy. Niech zbada was też pod tym kątem. Ufam że będzie dobrze. Trzymam za was kciuki. ?❤❤

  6. Ja za tydzien testuje. 1,5 tyg temu mialam kontak z 15 msc dzieckiem chorym na cmv wrodzona. Nie wiedzialam ze jest chory. Mala byla akurat u dr bo miala wysokie goraczki… ja robilam badania pare dni temu by sprawdzic czy kiedys cmv przechodzilam…niestety nie…kontakt z chorym dzieckiem byl w srode w sb bolalo mnie gardlo kaszel dreszcze. Za dwa dni to samo moj maz i moja mama….nie wiem co robic, jestem przerazona….kiedy moge igm najszybciej zrobic? Staramy sie o dzidziusia ale modle sie teraz by sie nie udalo…

  7. Nie wiem czemu komenatarz sie nie dodal :( mialam 1,5 tyg temu kontakt z 15 msc dzieckiem majacym cytomegalie wrodzona (aktualnie byla chora goraczkowala nie wiadomo czy przez cyto. ) poglaskalam ja po ppliczku tak godzinke z nimi posiedzialam. Wrocilam do domu na deugi dzien przyjelam zastrzyk z pregnylu i jestem juz po owulacji. (Wysoki progesteron) zrobilam igg i igm by sprawdzic czy kiedys mialam stycznosc ale oba ujemne. 3 dni po kontakcie. Goraczka lekka straszny bol gardla kaszel z flegma potem zachorowal i moja mama. w przeciagu kilku dni. Igm 8 dni po kontakcie ujemne kiedy mam ponowoc badanie?? Czy jest mozliwe by 3 osoby tak mocno przechodzily cyto skoro w wiekszosci przypadkow jest pna bezobjawowa?? Strasznie sie boje

    1. Z tego co piszesz raczej wynika że nie chrowałaś przez cyto. Gdyby tak było wynik byłby dodatni. Po drugie cytomegalia przechodzi się bardziej jako lekkie przeziebienie. Jeśli chcesz się upewnić zrób badania za dwa tygodnie.

      Jak przejdziesz teraz cytomegalie przed zajściem w ciąży to nawet lepiej. Ale świadomie bym się nie narażała.

      A jeśli będziesz miała ponownie kontakt z cyto pamiętaj o dokładnym umyciu rąk.
      Pozdrawiam Agnieszka

  8. Dziekuje Ci za odpowiedz. Kolezanka mowi zw pediatra twierdzi ze synek nie zaraza ale chyba nie wie co mowi czytalam ze dzieci do 3 roku moga zarazac bo wirus trzyma sie w slinie moczu pocie…duzo niesteyu czytalam po fakcie o tym niby przeciwciala 7-14 dni od kontaktu sie pojawiaja nie wiem ile w tym prawdy. W srode mam isv na bete wtedy znowu ponowie igm. Boje sie okropnie.

    1. Agnieszka Jelinek

      Natalka jak się czujecie? Mam nadzieję że wszystko idzie w dobrym kierunku. Głowa do góry!

  9. W marcu poroniłam w 8 tygodniu ciąży. W maju robiłam badania – wynik CMV IgG – 250, CMV IgM – 2,01. Lekarz podejrzewał, że właśnie cytomegalia była powodem poronienia.
    Aktualnie jestem w 10 tygodniu ciąży – dziś odebrałam wyniki: CMV IgG – 219, CMV IgM – 2,02. Czy to oznacza, że znowu przechodzę cytomegalię? Czy mogę to traktować, jako zakażenie wtórne, które jest mniej groźne dla dziecka niż zakażenie pierwotne? Umieram ze strachu:(

    1. Agnieszka Jelinek

      Droga Elu,

      Przede wszystkim weź głęboki spokojny wdech i odpocznij. To że ponownie masz wysokie wyniki nie musi oznaczać że znów chorujesz. Niestety wyniki takie mogą utrzymywać się w naszym organizmie nawet przez pół roku i stopniowo maleć. Mniej ja pod kontrolą a usg w okolicach 12 tygodnia powinno rozzwiać nieco obawy. Trzymajcie się ciepło i zdrowie. Trzymam kciuki za ciebie!

      1. Bardzo dziękuję za słowa otuchy!!! Teraz pozostaje mi tylko modlitwa i cierpliwe oczekiwanie:) Pozdrawiam serdecznie!

    2. U mnie wyniki podobne tylko ja jestem w 28 tyg i nikt mi nie kazal robic badania w tym kierunku! na polowkowym lekarz wykryl jelita echogenne. Coprawda nie sa az tak widoczne zmiany jak kosci na usg ale sa zmiany… sama z siebie wyczytalam ze to moze byc efekt cytomegalii i zrobilam badania… igg 229,500, igm 2,130. Czyli aktualnie przechodze badz zakazenie sprzed ciazy :( boje sie ze jezeli te jelitka to konsekwencje cytomegalii to nie bedzie jedyny problem i dziecko bedzie mialo mukowiscydoze badz inne rzeczy ;( czekam teraz na wynik awidnosci moze sie okaze ze to stare zakazenie i utrzymuje sie po prostu :(
      w pierwszej ciazy nikt nie kazal mi tez robic takich badan i nie robilam wiec nie wiem czy bylam chora np w dziecinstwie wiec sie obaweiam ze to moglo byc zakazenie pierwotne :( oby wtorne, a jelita widoczne na usg to krwiaczki po peknietych naczynkach ;( nie ma dnia zebym o tym nie myslala… boje sie
      PS. w pierwszysm trymestrze robilam badania genetyczne wiec choroby genetyczne odpadaja…

      1. U mnie jednak nie cytomegalia… powodem takiego obrazu usg jelit to mukowiscydoza 😔 Wolałabym cytomegalie……

  10. Badanie mało znane i podejrzewam że mało kto wie o co chodzi…Moim znajomym nikt nie proponował takiego badania. A ryzyko jest wtedy kiedy występuje mała odporność. Zresztą badanie w ciąży na cytomegalie jest niewymierne, trzeba by wykonać jeszcze szereg innych.

    1. to jest jedne z wielu badań, ale czasem nie każda przyszła mama wie jakie badania powinna mieć zrobione w czasie ciąży

    2. Tak. Od czego jest lekarz?

    3. Problem w tym, że nie każdy lekarz zleca, mimo, że powinien :(

    4. I tutaj właśnie jest problem niestety. Miałam podobny przypadek ignorancji lekarza, ale nie dotyczy on ciąży 😂 całkowity zakaz przebywania na słońcu obliguje pacjenta do suplementacji witaminą D3. Mój lekarz nie puścił pary z gęby 😂 w tym temacie. Ból kości i ramion dał mi do myślenia reszta poszukałem w necie, zrobiłam badanie i poziom D 3 wynosił 16 przy normie 32 najmniejszej. Na wizycie powiedział lekarzowi o zaistniałej sytuacji. A ten zrobił buźkę w ciup 😂 i spytał, a jak pani na to wpadła…..? I to jest konkretny przykład lekceważenia pacjenta

    5. W standardach ginekologicznych odnośnie ciąży nie ma tego badania, bo się nie opłaca go robić, zakładając prowadzenie ciąży w ramach NFZ. Logika jest następująca jeśli kobieta przechorowała wcześniej to nie zarazi się w ciąży. Jeśli nie przechorowała to i tak nie ma znaczenia, bo nie da się tego wyleczyć i tylko ew. następstwa wyniku wrodzonej cytomegalii u dziecka można łagodzić. Zatem takie badanie to tylko koszt z punktu widzenia państwa. Natomiast jeśli prowadzi się ciążę prywatnie to zwykle zlecają.

  11. Ja mialam ale tylko dlatego ze ciagle bylam chora( przedszkolak w domu)

  12. Tak cytomegalia i toksoplazmoza jeszcze przed ciążą + hormony tarczycy. Wiem jednak, że wielu lekarzy nie zleca, a skutki mogą być opłakane.

  13. Miałam robione, tyle ze ja prowadzilam ciąże prywatnie..

  14. Ja miałam badane w I i III trymestrze na NFZ. I przy problemach z ciężką żółtaczką noworodka, lekarze kilka razy sprawdzali te wyniki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Żona i matka na randce – czy to może się udać?


Pamiętasz ten czas, gdy na początku związku czułaś w brzuchu motyle? Ten piękny okres, gdy oboje byliście pełni energii i wiary, że możecie wszystko, kiedy cieszyliście się każda wspólną chwilą?

Teraz Wasz związek dryfuje w morzu codzienności, ocierając się o przyziemne sprawy i nierzadko różnego rodzaju góry lodowe w postaci mniejszych lub większych problemów. Kręci się wokół dzieci, pracy i tysiąca obowiązków. Każdy kolejny dzień podobny do tych co minęły, rutyna… jak w kołowrotku.

Swojego męża znasz na wylot i nie przypomina Ci już królewicza z bajki, którym był jeszcze całkiem niedawno. Przeżyłaś z nim dobre i złe chwile, więc znasz jego słabości i niedoskonałości. Zaabsorbowana szarą rzeczywistością nawet się nie zastanawiasz, że możesz coś zmienić, że wcale tak nie musi wyglądać Twoje/Wasze życie.

Stop! Uwaga! Każdy związek potrzebuje czasu dla siebie. Tylko dla siebie. Jednym słowem potrzebujecie randki! A w zasadzie randek! Regularnych i najlepiej poza domem. Bez dzieci, telewizora, laptopa i bez zmartwień i myśli o tym, że trzeba, że to i tamto.

Świadomość tego i chęć wprowadzenia w życie to już 80% sukcesu. Reszta zależy od zorganizowania się i znalezienia odpowiednich rozwiązań, które zmotywuje przeświadczenie, że randki po prostu potrzebujecie. Nie odkładajcie tego na lepsze czasy i kujcie żelazo póki (jeszcze) gorące.

Od czego zacząć – od znalezienia opieki nad dziećmi. Najtrudniejszy pierwszy krok – chwyć za telefon! Poproś babcię Twoich dzieci (siostrę, przyjaciółkę, opiekunkę) by została z maluchami. Zrób to z uprzedzeniem, żeby dana osoba mogła bez szkody dla własnych planów wpisać sobie taki dyżur w swój grafik. I nie miej poczucia winy!

Pamiętasz, jak kiedyś przygotowywałaś się na randki? Przypomnij sobie emocje, jakie towarzyszyły „szykowaniu się” – tę ekscytację, zniecierpliwienie i na fali tych miłych wspomnień działaj z muzyką w tle! Wydepiluj nogi, pomaluj oko, paznokcie, załóż fajny ciuch, zresztą sama wiesz – zrób tak, żebyś czuła się kobieco i atrakcyjnie.

A gdzie na randkę? Na pierwszą po miesiącach czy latach przerwy – wszystko jedno, byle daleko od dzieci ;) To może być kino, teatr, koncert… lub kolacja na mieście. Albo po prostu spacer po lesie. Pogadajcie (tylko może nie o dzieciach), pośmiejcie się, pomilczcie, potrzymajcie się za ręce (żadne małe łapki między Waszymi dłońmi się nie pojawią). Odkryjcie siebie na nowo. Złapcie dystans, nową siłę i napęd na wszystkie koła. Powtórzcie to za tydzień!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

    1. Niestety, odkąd urodziła się córka a po roku syn wszystko się zmieniło :(

    2. Jest szansa, żebyście mogli z mężem czasem gdzieś sami wyskoczyć?

    3. Hmmm… ciężko, zobaczymy może Walentynki…

    4. Trzymam kciuki! Żeby się udało.
      I za dobry początek :)

  1. My z mężem w kinie byliśmy w grudniu ;) mała ostatnio nie chce sypiac u dziadków wiec chociaż tyle film i do domu :)

    1. To też rozwiązanie. No i nadzieja, że za jakiś czas atrakcją dla niej będzie nocka u dziadków :)

  2. Czy to może się udać?
    Może.
    Ale zawsze jakimś kosztem :(

    1. Nie wiem.
      Mamy czworo dzieci, męża nie ma od świtu do zmierzchu. Nie jest obecny bo nie ma jak. A w weekend każdy próbuje odpoczywać po swojemu – ja na przykład, odsypiam. By być razem, na siłę?
      Nie chcę tak. Więc trochę chyba to dwa światy, które się ze sobą przecinają ale nie idą ramię w ramię.

  3. Ta ostatnia “randka” to byl bal sylwestrowy, a wczesniej nie wiem ale chyba dobre miesiace temu. Odkad mlody jest w miare ogarniety miedzy ludzmi wszedzie zabieramy go ze soba- do restauracji, pizzeri, na mini wypady- zawsze jest z nami…

  4. Niestety było to baaardzo dawno

    1. Jest szansa, żeby sobie przypomnieć i powtórzyć?

  5. W ubiegły piątek ☺️ i w każdy piątek podobnie od prawie 11 lat

    1. To tak jak ja, choć nasz staż małżeński o połowę krótszy. Bardzo się cieszę!!!

    2. To bardzo miło, że nie jestem sama, bo strasznie dużo widzę tu nieszczęśliwych kobiet? nigdy nie wolno odpuszczać, każdy dzień jest ważny, każdy piątek może wyglądać jak wymarzona pierwsza randka ? to naprawdę da się zrobić!

    3. Z dwójka małych dzieci? Tak co tydzień, a komu “podrzucac”?

    4. Mam teściową dom dalej, albo jeżdżą do mojej mamy, nie są już takie małe- 4,5 i 8 lat ? a po za tym randkujemy tez w domu, dobra kolacja itp… Wszystko zależy od chęci i wyobraźni ?

  6. W listopadzie bylam z mężem tydzień w Paryżu :-) Syn został z babcią w domu

  7. Wczoraj wróciliśmy z weekendu w spa, następna randka w walentynki. Pilnuję, żeby przynajmniej raz w miesiącu taką zaliczyć :)

  8. U nas niestety tylko domowe bo nie mamy komu Kuby podrzucić

    1. Ale w domu też może być przyjemnie – szczególnie, gdy dziecko słodko śpi ;)

  9. My ostatnio chyba w listopadzie :) byliśmy na pizzy :) mieliśmy iść ostatnio ale mały zachorował i nici z randki :( partner pracuje za granicą więc staramy się spędzać jak najwięcej czasu we trójkę :) w walentynki sobie odbijemy :) szykuje się romantyczny wieczór ;)

      1. aby nauka mogła się rozwijać ..musi być przrstezeń nieodkryta ..więc nie wszystko da się wytłumaczyć, po prostu ludzie . nie są w stanie wytłumaczyć pewnych zjawisk zresztą nauka się zmienia ..to co było niepodważalną prawdą 10 lat temu dziś może być mitem

  10. U mnie rutyna sie juz dawno wkradla. Maz przemeczony nie chce mu sie nigdzie wychodzic,a jak jecze to mowi ze to on zarabia i szkoda mu kasy na paby….

  11. Na randki co prawda nie chodzimy,ale przynajmniej raz w miesiącu “pożyczamy” dzieci dziadkom na weekend. Zazwyczaj robimy sobie wieczór filmowy i długie piżamowe poranki ;) Śniadanie do łóżka, kawa itd.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Gdy dzieci wolą spać z rodzicami niż u siebie…


Noc, nie wiem która godzina, mój zaspany wzrok nie ogarnia zaciemnionej tarczy zegara na ścianie. W sumie to nieistotne, bo czy to jest godzina 1.00 czy 6.00 wiem oto, że właśnie kończy się mój spokojny sen. Noc w noc do naszego małżeńskiego łóżka zakradają się dzieci. Jak sięgnę pamięcią wstecz, mieliśmy chyba tylko ze 3-4 noce, które od A do Z przespaliśmy we dwoje.

Gdy nasi synowie byli znacznie mniejsi, ich wędrówki przyjmowaliśmy jako oczywistość, dzieci mogą czuć strach same, czują się bezpieczniej z rodzicami. Jednak gdy tylko jedno dziecko rozpycha się między nami można to przeżyć, ale gdy dzieci jest dwójka lub więcej, wtedy się zaczyna. Jakby to w skrócie podsumować… ból pleców, pozycja  “na sardynkę”, a nawet przepychanki między rodzeństwem to zgroza, która czeka na nas każdej nocy.

I nic nie przyniosły wędrówki i odprowadzanie dzieci do łóżek. Zaciągałam jednego do pokoju, to robił tyle harmideru, że zaraz wstawał drugi. Po paru takich razach odpuściłam, bo moje towarzystwo było tak bardzo rozruszane w środku nocy, że z trudem, ich wyciszyliśmy. To było koszmarne, potwierdzą to pewnie sąsiedzi, którzy na bank nie umierali z zachwytu przy nieplanowanej pobudce. Pomijając troskę o dobre stosunki międzysąsiedzkie, my po prostu jesteśmy zbyt zaspani i zmęczeni, wolimy pisać się na ryzyko pokopanki z dziećmi, niż spacery po nocy. Ostatnio mąż mój wykazał desperację i gdy obaj synowie wpakowali się  do nas, ślubny zawinął się i wyszedł do pokoju chłopaków.

Inna wersja próby odnalezienia się w tej sytuacji polega na tym, że biorę poduszkę i kładę się – to nie żart- w nogach, bo przy głowach dzieci nie ma miejsca. I nawet nie chodzi o to że nie ma miejsca, bo łóżko jest spore. Problemem jest to, że ile by miejsca nie było, to i tak będzie za mało dla chłopaków. Niech zaświadczy o tym ich rozmowa z ostatniego czasu:

(Bartek do Woja)

  • posuń się grubasie
  • nie posunę się, nie jetem “grubasie”
  • no posuń się bo ja wolę tę poduszkę i masz mi ją oddać
  • nie dam  poduszki
  • posuń się, bo tata mnie w nocy przygniecie
  • nieeeeeeee – które zaczęło przeradzać się w krzyk…

Macie jakieś złote rady jak bezboleśnie wywalić ich raz na zawsze do swoich łóżek? To koniecznie się nimi podzielcie, jeszcze chwila moment a wygonią mnie na podłogę ;)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Sami ! :-D Od samego początku chłopaki śpią w swoich łóżkach , przychodzą do nas rano na poranne przytulaski

    1. NAWET MI NIE PISZ TAKICH RZECZY :p JAK JA PRAGNĘ CHOĆ JEDNĄ NOC, TAK SAM NA SAM ;)

    2. Hahaha, oni nie chcą z nami spać :-P Bo ciasno ?

    3. chyba muszę sama zacząć “rozwalać się” po całości ;)

    4. U nas też tak było, ale nasza prawie już trzylatka przyłazi ostatnio prawie co noc. Odprowadzam tłumacząc, że każdy ma swoje łóżeczko, opatulam, całuje i jakoś działa.

  2. My śpimy sami :) W czerwcu się to jednak zmieni bo pojawi się Maluszek ;) Córka do nas w nocy nie wędrowała ale syn lubil przychodzic po polnocy… Troche to trwalo zanim go tego oduczylam – trzeba tlumaczyc i oczywiście konsekwentnie odprowadzać do jego łóżka :)

    1. konsekwencja i duuuużo cierpliwości :) może i mnie sie uda :D

    2. Niestety trochę to trwa :) Najgorzej jak po jakimś czasie spania u siebie syn brak nas z zaskoczenia – nie czulam ze przyszedł i spał z nami do rana. I przez kilka kolejnych nocy trzeba było znowu go odprowadzać bo próbował się do nas wslizgnac… ;)

  3. Mój nie przylazi, ale woła mnie KAŻDEJ nocy, jak nie idę to zaczyna płakać :-( też nie umiem sobie z tym poradzić

    1. U mnie starszy przychodzi a młodszy najpierw płacz a dopiero później wędrówka :/

    2. U mnie to samo… I brak pomysłów ;)

  4. Mam dokładnie ten sam problem. Synek na początku spał sam w swoim łóżeczku,później w swoim pokoiku,ale niestety skończył jakieś 2-3 lata i zaczął wędrować. Często zastanawiam się jak go oduczyć. Są pojedyncze noce kiedy przesypia je u siebie.

    1. u mnie z początku dzieci tez spały tylko u siebie, a im się wszystko poplątało, raz pozwoliliśmy, drugi i weszło w nawyk

  5. hm, a co sami chłopcy mają do powiedzenia? (w dzień?) Jak pytacie, dlaczego przychodzą? Próbowaliście kiedyś wytłumaczyć im, że jest wam po prostu za ciasno? Może warto przerobić tę sytuację w dzień i ustalić jakiś kompromis, stworzyć scenariusz – np. dzisiaj jedną noc chciałabym przespać tylko z tatą; jeśli do mnie przyjdziesz, to odprowadzę cię do łóżka i poczekam aż znowu zaśniesz – czy co tam chcecie :)

    1. jasne, tłumaczyliśmy, prosiliśmy a i tak przychodzą. A ich tłumaczenie?… mniej więcej brzmi “bo tak”, po prostu przywykli obaj :/

  6. Ja spie z młoda, i wcale mi to nie przeszkadza. Spala sama do czasu aż ja poszlam do pracy, teraz widocznie brakuje jej mamy, a mnie brakuje jej, więc mam nadzieję, że jeszcze trochę sobie razem pospimy :)

    1. jeśli obie się wysypiacie, to pewnie :) ja jestem notorycznie niewyspana a czasem i w siniakach

    2. Oj biedna, nam się super śpi :) Prawie całą noc jesteśmy przytulone, ale bywa, że młodej coś się śni i wierzga, na szczęście rzadko :)

    3. Marta a u mnie właśnie kopniak z lewej i prawej. Z początku lubiłam takie spanie, bo wiadomo – dzieci takie cieplutkie i kochane, ale im więcej miejsca sobie życzą a im bardziej ja jestem obita i niewyspana, tym mniej mam ochotę na takie towarzystwo ;)

  7. Mój śpi z nami ale mamy łóżko 2,20 na 2,40 wiec nie odczuwam dyskomfortu. Do tego mamy więcej przytulasow a w dzień dużo pracujemy wiec nie ma kiedy się naprzytulać :(

  8. Kurczę, a ja lubię kiedy mały śpi ze mną :) serio :)

    1. Większość czasu jesteśmy sami, bo partner za granicą więc jest wygodnie :) ale jak jesteśmy we trójkę to też dajemy radę ;)

  9. sama spie odkad skonczyly 5 miesiecy spia w swoich pokojach :)i nigdy nie przychodza do mnie do pokoju:)

  10. Moje dzieci bardzo szybko nauczyły się spać osobno jednak gdy syn poszedł do szkoły co było dla niego duzym przeżyciem przeszedl do nas. Czuje się bezpieczniej. Wiem ze potrzebuje tego i że nadejdzie moment ze powroci do swojego pokoju. I myślę że to nastąpi gdy jego mlodsza siostra otrzyma swoj pokój i tez będzie spala juz sama nie tylko w innym łóżeczku ale i pokoju

  11. Znam ten ból, dosłownie, nogi młodej to na mojej szyji to na brzuchu… I tak co noc od baaaaardzo dawna, taki mały budzik ma w sobie i koło 3 nad ranem juz sie gramoli :-/

  12. mam to samo córka noc w noc przychodzi, albo mnie woła i nie mam pojęcia co z tym zrobić :(

  13. u nas sam przychodzi albo woła żeby po niego przyjść ( ma 2,5 roku)

  14. Moj maly przychodzi w nocy i tak nam pasuje ;)

  15. Ooo kobietko duzo by pisac ile ja walczylam z corkami…ale wpadl mi pomysl do glowy taki ze poszlam z nimi na kompromis. Otoz pozwolilam im ogladac bajke przed snem u nas w sypialni w zamian za nie przychodzenie w nocy do nas na lozko i tak pomalu pomalu nabraly nawyku,ale lampka swieci cala noc im w pokoiku bo mialy tez wytlumaczenie ze sie boja choc maja swoj pokoik za nasza scianą. Kupilam fajna zarowke(30zl) kiedys w biedronce na ledach (bardzo malo prądu żre) z roznymi kolorami na pilota i tak co wieczor wlączą sobie inny kolor i zasypiają jak aniołki…mają 8 i 6 lat.
    Takze powodzenia i wytrwalosci zycze.

    1. fajne rozwiązanie, warto wziąć pod uwagę, dzięki :)

  16. jak mocno zasna ucieknijcie do ich lozek :)

  17. Walczyliśmy prośbami, nagrodami i .. nocnymi awanturami. Młodzi wygrali. Chodzą spać u siebie, ale w nocy kto pierwszy w łóżku rodziców ten wygrywa. Wówczas jedno z nas wstaje i przenosi się do pokoju dziecięcego. W sumie to nawet lubimy tam spać, bo chłopaki mają bardzo wygodne łóżka. Teoria swoje, a praktyka swoje. Jeśli starczy wam sił i konsekwencji to pewnie się uda.

    1. oby wystarczyło, bo chwilami naprawdę mam dość

  18. spimy sami…ale sie zdaza ze przychodza… zazwyczaj odprowadzamy…

  19. Też sami.od małego spał w swoim łóżeczku.nie powiem bo były noce gdy we śpiku przychodził,ale po kilku minutach był wynoszony do siebie.

  20. domek za lasem

    U mnie też tak jest od miesiąca już się chyba poddałam !!! nie mam pomysłu jak sobie z tym poradzić .Moja Nati jeszcze mówi ,,Mamusiu chodź do mnie plose , kochasz mnie ” i rób tu co chcesz:(

  21. Samo zawiniona nieodpowiedzialność – wszystko ma swoje konsekwencje, jak nauczysz tak mieć będziesz. Mój 4-latek przyszedł raz, bo się wystraszył huku na górze (blok z płyty). Pogłaskaliśmy, ukochaliśmy i z powrotem do siebie. Jak się dziecku powie, że ktoś mu może zabrać łóżko to poskutkuje na pewno :P a jak nie to trzeba konsekwentnie odprowadzać a jak zaczyna płakać i wydzierać się to przeżyć kilka razy, aż się nauczy, że dorosłego się poważa a nie ma w poważaniu. Także kobietki, życzę Wam, abyście były twarde do końca a nie miały twarde skurcze mięśni z rana :)

  22. Do mnie dzieci tez przybiegaly i tez to uwielbialam ,o ile starszy spal do rana mlodszy w pewnym momencie zwiewal bo mu ciasno hehe teraz czekam az malenstwo zacznie samo przychodzic ciagnac za soba koldreni poduszke i misia jak to robil sredniak nie wiem skad on mial tyle sily

  23. córka lat 4 przychodzi i uwielbiam to <3

  24. Nasze 5letnie blizniaki Michasia iJanek bardzo często z nami śpią w weekend zawsze w jeden dzień i oboje z mężem to lubimy oczywiście obowiązkowo ktoś musi być z nimi przy zasypianiu i głaskać drapac itp itd. Niema nic przeciwko :-)

  25. Lubię bardzo, ale przy dwójce, zwłaszcza z małą różnica wieku, jest trudniej, to na pewno.

  26. E to ja nie mam się czym martwić, że moja osmiomiesieczna córeczka nie chce spać w łóżeczku za nic w świecie

  27. Mój 3,5 latek drepcze do nas regularnie kolo 4 rano i się wtula kocham to

  28. A ja nie lubię jak synek przychodzi przytulać się nie chce a mi jest za ciasno śpię sztywno i się nie wysypiam

  29. Tia….. Owszem,fajne uczucie jest przytulic sie w nocy do wlasnego szkraba jak przyleci ale w chwili gdy tych Szkrabow jest juz czworka i noc w noc przylatuja wszystkie i wszystkie chca spac na naszym lozku i cudem jakos sie Ich ulozy miedzy nami to pozniej do rana jest juz tylko wkurzanie sie bo kazde marudzi ze mu za ciasno,rozpycha sie,kopie nastepne,kuksance pod zebra itd.to bedac rozespana w koncu wpadasz na pomysl polozenia sie w poprzek lozka i spisz w nogach wszystkich ale za to jestes na wygranej pozycji. Ktos zapyta dlaczego nie zaprowadzisz Wszystkich z powrotem do swoich lozek?-wierzcie mi-probowalam sto razy…efekt?-przysna na chwile a w efekcie i tak wracaja wiec takie pielgrzymki ludow przez cala noc nie wplywaja potem optymistycznie na moj stan nastepnego dnia pozdrawiam Wszystkich Kochajacych do granic Rodzicow wiecznie niewyspanych

    1. Jak ja dobrze to znam.
      Ja mam syna w wieku prawie 16 lat i kiedy on był sam i przychodził do łóżka to było miłe. Zresztą w wieku ok.4 lat uznał ,że jednak będzie spał w swoim łóżeczku i można powiedzieć,że się tego trzymał. Teraz mam trójkę maluchów:7 lat,prawie 5 i roczek i to są wędrówki ludów!
      7-letni syn to ma takie zrywy,przez jakiś czas przychodzi a później przez kilka nocy jest spokój.
      Kiedyś poświęciłam całą noc na odnoszenie tej dwójki do łóżek i nic to nie dało. Nie wiem kiedy to się skończy ale się skończy.
      Teraz mam pomysł żeby najmłodszego eksmitować do pokoju córki. Zobaczymy?

    2. No to witam w klubie Matek wedrujacych? no,ja mowie jeszcze tylko z 15lat i bedzie mozna sie wyspac??? nie no taki zarcik sytuacyjny-kolezanka ma trojke,najstarsze w 1 podstawowki to juz nie przychodzi w nocy to perspektywa u mnie dwoch lat odnosnie jednego jeszcze jakos do wytrzymania? myslelismy nad lozeczkiem w ksztalcie samochodu ze moze to cos pomoze ale chyba zludne moje myslenie bo jak w nocy sie przebudzi to i super lozeczko Go nie powstrzyma? chyba trzeba sie modlic o poklady cierpliwosci do znoszenia niewygod?

  30. Ja nie lubię, bo moja wedrowniczka strasznie sie krecia, wierzga i macha nogami i rekami i zwykle wstaje niewyspana, poobijana i zmeczona…..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Rodzicu! Czy wiesz, że Twoje dziecko może być głodne w szkole?


– Mamusiu dałam serek Joli, a herbatniki Zosi, bo były głodne a już nie miały swojego jedzenia. To znaczy Jola już nie miała, a Zosia w ogóle nie przynosi bo chodzi na obiady a obiad był dawno.

Taki lub podobny tekst słyszę od mojego dziecka średnio co drugi dzień. Imiona i płeć dzieci zmieniają się jak w kalejdoskopie, jednak jest kilka dominujących. Za każdym razem chwalę, że ładnie się podzieliła, dobrze, że dba o koleżanki i takie tam. Duśka jest jedynaczką, a wiadomo – jedynacy z góry są obciążeni skłonnością do egoizmu. O ile w wielodzietnych rodzinach ciągłe dzielenie się jest naturalnym zjawiskiem, o tyle w domu jedynaka nie ma takiej potrzeby, nad umiejętnością dzielenia trzeba pracować. Tym bardziej cieszę się, że Duśce przychodzi to naturalnie. Czasem tylko się zastanawiam, czy aby ona nie wychodzi głodna ze szkoły skoro rozdaje połowę tego co zabiera, a na obiady nie chodzi. Ostatnio pakuję jej więcej, żeby i dla niej zostało.

Tylko, że ten medal ma dwie strony. Z tego co się orientuję ani Zosia ani Jola nie pochodzą z biednych rodzin i rodziców stać na to, by dziecku do szkoły coś do jedzenia dać. I z opowiadań Duśki wiem,że dają, tyle, że dzieci zjadają więcej niż rodzice im zapakują. Prawdopodobnie nie wynika to ze złej woli ani z zaniedbania, być może widok pustej śniadaniówki utwierdza rodziców w przekonaniu, że wszystko w porządku. Podobnie rzecz się ma z dziećmi jedzącymi w szkole obiady – rodzic ma prawo myśleć, że skoro opłaca obiady to dziecko głodne nie chodzi. A nie jest tajemnicą, że dzieci mają swoje preferencje kulinarne i nie każde zaserwowane przez stołówkę danie im zasmakuje. Efekt? Wolą nie zjeść wcale niż zjeść dajmy na to szpinak, czy kaszę gryczaną. Ba! – na widok nielubianej potrawy natychmiast czują się najedzone, byle tylko wyjść ze stołówki. Niestety zapisanie ucznia na obiady nie jest gwarancją ich zjadania.

Głód u dziecka rozwija się nagle i z zupełnie abstrakcyjnych powodów. Dziecko, które pół godziny temu zjadło obiad z dwóch dań i doprawiło deserem, może być głodne tylko dlatego, że kolega obok je. Albo dlatego, że kolega ma a on nie ma. I siła sugestii jest tak wielka, że dziecko naprawdę czuje głód i ssanie w żołądku. Dlatego bez sensu jest robienie założenia, że jak uczeń zje obiad w szkole to mu na te trzy godziny do końca lekcji wystarczy. W domu by wystarczyło, oczywiście,w końcu to nie noworodek, którego trzeba karmić co trzy godziny. Jednak przebywanie w grupie rówieśników rządzi się innymi prawami. Dlatego mimo wykupionych obiadów dobrze coś tam dziecku dorzucić, żeby miało na wszelki wypadek. Jak zje to zje, jak nie zje to odda komuś albo przyniesie do domu. Warto też zapytać dziecko czy to co miało mu wystarczyło. Ewentualnie co zrobiło, jak było głodne.

Maluchy to maluchy, są empatyczne, podzielą się i na ogół dużo nie potrzebują. W starszych klasach jest trudniej, zapotrzebowanie na energię rośnie. Rośnie też ilość metod, którymi można sprawę rozwiązać. Jedną z nich niestety jest zabieranie jedzenia młodszym kolegom. Problem zamiatany pod dywan, o którym głośno się nie mówi, a jednak przez dziesięciolecia wiele się nie zmieniło. Jak go uniknąć? Wydawałoby się, że nie jest to skomplikowane, wystarczy dawać dzieciom jedzenie do szkoły. Wydawałoby się…

Dane na temat głodujących dzieci w Polsce są niepełne, niedokładne i nie do końca wiadomo jaką metodą zdobyte. W zależności od okoliczności ich liczba waha się od dwustu tysięcy do miliona. Niezaprzeczalny jest jednak sam fakt – są w Polsce głodne dzieci. Działania systemowe są jakie są, mimo różnych programów pomocowych problem nie został do końca rozwiązany. Tak więc drogi rodzicu – po pierwsze ustal, czy Twoje dziecko było głodne w szkole, czy wystarczyło mu to, co mu dałeś, czy prosiło kolegę o podzielenie się. Bo jeśli stać Cię na karmienie swojego dziecka, to niech kolega dzieli się z naprawdę potrzebującym. Po drugie, jeśli wiesz, że Twoje dziecko ma z kim podzielić się jedzeniem, a stać Cię na to, dopakuj jedną kanapkę więcej. Tak po prostu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Moja córka chyba głodna nie jest bo obiad w szkole zjada ale śniadanie przynosi do domu. Czasem jak np pakuję jej babeczki, to wtedy sama prosi o więcej bo jeszcze chciała poczęstować kolegę i koleżankę ;)

  2. Mój starszy z przedszkola zawsze wraca głodny. Więc zawsze czeka na niego drugi obiad w domu. :) Nie wiem, gdzie to wszystko mieści – bo od nauczycielek wiem, że wszystko ładnie zjada.

  3. Moja corka tez sie dzieli z kolezanka :)

  4. Moja też ma koleżankę do podkarmienia. Wiem nawet że Koleżanka nie przepada za humusem-woli dżem ;)

    1. Jako jedna z 2 plus owoc. Takie niespotykane? :p

  5. Zawsze pakuję, ale często wraca :- Bo nie było czasu zjeść, ale zjada obiad w szkole
    ……

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku