Kulinaria 15 lipca 2016

Drożdżówka z jagodami

Nie wiem jak Wy, ale ja nie czuję się “zaspokojona” po sezonie truskawkowym. Jakoś mało, krótko i dość drogo, przynajmniej u mnie w okolicy. Na balkonie mam co prawda poziomki, więc jeszcze trochę będą nam towarzyszyć, ale te kilka krzaczków nie da nam zbyt wiele owoców. Za to teraz królują maliny i jagody. Tylko co z nimi zrobić? Hmm może drożdżówka?

W ostatnią sobotę spotkałam się z blogowymi dziewczynami u mnie w Krakowie, na pogaduchy. Spędziłyśmy cudownie czas w parku na ploteczkach, a nasze maluchy biegały po placu zabaw.

Postanowiłam, że na to spotkanie przygotuję coś słodkiego. Padło na drożdżówki z jagodami. Wszystkim smakowały, dlatego chcę się z Wami podzielić tym przepisem.

Przygotujcie sobie:

500g mąki

100g cukru

5 jajek

1 opakowanie drożdży instant (8g)

2 łyżki ciepłej wody

1,5 łyżeczki soli

350g miękkiego masła

około ¾ litrowego słoika jagód (16 kopiatych łyżek)

cukier puder do posypania (opcjonalnie)

rozbełtane jajko do posmarowania drożdżówek

 

Przygotowanie:

  1. Ciasto przygotowuję dzień przed pieczeniem. Najlepiej wieczorem, bo odkładam je potem na całą noc do lodówki.
    Drożdże rozpuszczam w dwóch łyżkach ciepłej wody i zostawiam na ok 10-15 minut. W tym czasie powinny się spienić.
  2. Do dużej miski przesiewam mąkę ,dodaję cukier, sól i jajka oraz drożdże. Wszystko mieszam łyżką a następnie zaczynam ręcznie wyrabiać ciasto do momentu aż będzie jednolite i gładkie.
  3. Zaczynam dodawać powoli masło małymi porcjami, wyrabiając dokładnie do połączenia się z masą.
  4. Kiedy ciasto jest już wyrobione, tzn lekko odchodzi od miski i od ręki, ale nadal jest dość rzadkie, zostawiam je pod przykryciem na ok 1,5-2 godziny żeby podwoiło swoją objętość. Po tym czasie uderzam pięścią w ciasto i wkładam je na całą noc do lodówki.
  5. Na około 2 godziny przed pieczeniem wyciągam ciasto z lodówki. Formuję z niego kulę na blacie podsypanym mąką i dzielę na 16 części.
  6. Przygotowuję sobie blaszki do pieczenia. Mam dwie więc obie wykładam papierem. Jeśli macie jedną to przygotujcie sobie dwa kawałki papieru na których wyłożycie drożdżówki.
  7. Z ciasta formuję kulki, które następnie rozpłaszczam a na środku robię palcami dość szerokie wgłębienie. Wypełniam je jagodami. Jeśli chcecie owoce można lekko posypać cukrem. Zostawiam drożdżówki do wyrośnięcia na około 1,5 godziny.
  8. Nagrzewam piekarnik do 190 stopni. Brzeg drożdżówek smaruję rozbełtanym jajkiem i wkładam blaszkę do piekarnika na ok 15-17 minut, aż ciasto się lekko zrumieni.

Gotowe drożdżówki po wystygnięciu można posypać lekko cukrem pudrem.

Smacznego!!!

drozdzowka-3

drozdzowka-4

Subscribe
Powiadom o
guest

4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Mama z różową torebką
Mama z różową torebką
8 lat temu

Ale piękne, a ja wczoraj dostałam dostawę jagód 😛

Paulina Garbień
8 lat temu

Czekam na info czy smakowały 🙂

Żaklina Kańczucka
8 lat temu

Chciałabym napisać tylko jedno – są obłędne!!! 🙂

Milena Kamińska
8 lat temu

Hmm cały dzień piekłam ciasta robiłam przystawki a tu taka pokusa ? 🙂 dziś nie dam rady upiec ale na pewno wypróbuję

Sport 13 lipca 2016

Jak skutecznie popsuć sobie humor, czyli moje bieganie ( i nie tylko) po mieście

Lubię biegać i wędrować z kijkami, to stwierdzam z całą pewnością. Taka forma fizycznej aktywności przynosi mi ogromną radość i jeszcze większą satysfakcję, więc jak tylko pozwala mi na to czas i zdrowie, wskakuję w ubranko i lecę gdzie chcę. To tak z założenia. Bo w rzeczywistości jest tak, że biegam gdzie mogę.

Generalnie staram się widzieć we wszystkim coś pozytywnego, więc udaję że chodniki są idealnie równe, nie muszę oglądać się po bokach przebiegając na pasach, a tym bardziej w miejscach gdzie owe zdecydowanie by się przydały. Ludzie też źli nie są, tylko czasem wydaje mi się, że pierwszy raz widzą „to to” co mija ich raz i drugi na tym samym odcinku. Bo zdecydowanie reakcja na mnie jest dziwna, choć na logikę widok biegacza nie jest aż tak egzotyczny, jak np. tancerki go-go wywijającej pod lampą.

Żeby nie demonizować, podzielę widownię na dwie kategorie. Pierwsza to niemi obserwatorzy, którzy nawet ciut się przesuną robiąc mi miejsce na bezkolizyjne mijanie. Taki osobliwy savoir vivre, który przywraca wiarę w ludzi i zmazuje podejrzenie własnego szaleństwa z mojej czerwonej od wysiłku twarzy.

Druga kategoria to inna „liga niezwykłych gentelmenów”, bo zaliczają się do niej przede wszystkim brzydsi przedstawiciele człowieczego gatunku. Oni najbardziej demotywują mnie do ganiania po mieście, bo pół biedy gdyby tylko przystawali (również autami) zdziwieni, o nie, tu przecież nie może się obyć bez komentarzy… Raz tylko nie miałam słuchawek i muzyki, więc wiem co mnie po uszach uderzyło… Trochę starsza już jestem więc zupełnie inaczej interpretuję młodzieżowe komplementy. Inna bajka, choć równie wkurzająca, to gwizdanie. Zdarzyło się i trąbienie, co denerwuje mnie niemiłosiernie, bo do jasnej Anielki, gwizdać i trąbić to można, ale na psy i …. sami wiecie kogo.

To jak już się zdążyłam napsioczyć na ludzi, to jeszcze uprzejma będę przypomnieć że maszyny tez są wredne, i stoją tam gdzie nie powinny, zdecydowanie nie pozostawiając przepisowego 1,5 m na chodniku. Wiecie, przyznam się do czegoś, ale nic nikomu nie mówcie, bo to były czasy gdy ja nie biegałam, tylko woziłam synka w wózku. Stanął nie pierwszy raz taki jeden bystry wielkim autem, zastawiając cały chodnik. Zawsze mijałam wjeżdżając wózkiem na drogę, co nie było najmądrzejsze, ale jechać musiałam dalej. Gdy nie starczyło mi cierpliwości, wepchnęłam wózek skrobiąc aż miło bok auta, więcej ten ktoś już tam nie stanął. Jednak chamstwo bywa skuteczne!

Nie bawi mnie jednak wyrządzanie szkód nawet tym bezmyślnym kierowcom, więc po prostu bieg pomiędzy samochodami na chodniku traktuję jako slalom gigant, i czasem nawet przejrzę się w szybie jak tam się trzyma moja prezencja 😉

Wkurzali mnie już ludzie, ich maszyny, to teraz jeszcze tylko rzecz o zwierzętach. Jestem miłośniczką czworołapnych i nie tylko, więc merdający ogon psa odbieram wyjątkowo pozytywnie. Gorzej jak pies (najczęściej te małe) chce towarzyszyć mojemu biegowi, umilając mi czas ujadaniem i próbą złapania nogi. Staram się wtedy ignorować w duchu, wyzywając nieobecnych właścicieli, ale przychodzi mi na myśl groźba „bo jak ci kopa zasunę” … Wiadomo, myśli i marzenia cła nie płacą, więc biegnę dalej zaciskając zęby.

Pomijając powyższe, plus dziury w chodnikach i stare, krzywo położone płyty betonowe, gdzie skręcenie kostki jest prawie pewnikiem, to mając – szczególnie zimą – do wyboru, nie biegać wcale, a biegać z mieszanymi uczuciami, wybieram to drugie. Właśnie dlatego z tym większą radością (i oczywiście formą) wracam na łono natury, w bajeczną zieleń, powietrze bez spalin i na dróżki bez tłoku. Znacie lepszą perspektywę?

 

Subscribe
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Olka
Olka
8 lat temu

I dlatego wolę pobiegać na łonie natury, w lesie, gdzie spotykam tylko tych z ligi biegających lub jeżdżących rowerami, którzy na mój widok uśmiechają się i pozdrawiają.:-)

Ilona Kostecka
8 lat temu

Aktywność w mieście? Zawsze! 😉

Uroda 13 lipca 2016

Słońce – wróg czy przyjaciel? Jak się chronić, a jak z niego czerpać?

Słońce jest niezbędne do życia i istnienia całego świata. Jest też ważne dla nas – ludzi, bo za jego sprawą czujemy się szczęśliwsi i pełni energii. Poza tym, co ważne, słońce bierze udział w syntezie witaminy D, która jest konieczna dla zdrowych kości! Warto więc korzystać z okazji i spędzać letnie dni pod tzw. chmurką. 

Z kąpieli słonecznych trzeba jednak korzystać z głową, ponieważ słońce dawkowane w nadmiarze może wyrządzić nam wiele szkód. Jak więc się przed nim chronić, a jak czerpać by wilk był syty, a owca cała? Jest na to kilka sposobów…

Nakrycie głowy – można je pominąć jeśli wystawiasz się na działanie słońca, tylko przez krótką chwilę. Jeśli jednak planujesz spędzić więcej czasu na otwartej przestrzeni to kapelusz, czapka czy jakakolwiek chustka, powinny stanowić nieodłączny element Twojej stylizacji. Przegrzanie głowy i karku może bowiem doprowadzić do niebezpiecznego dla zdrowia i życia, udaru słonecznego!

Ponadto, promienie słoneczne źle wpływają na kondycję włosów, które stają się suche, szorstkie, matowe i łamliwe. Zaś, słońce wnikając w głąb włosa, niszczy zawartą w nim melaninę, przez co włosy płowieją (tyczy się to zarówno tych naturalnych, jak i farbowanych).

Kremy z filtrem UV – kosmetyki z blokerami słonecznymi, to obok nakrycia głowy, podstawa dla zachowania zdrowia i urody. Po pierwsze dlatego, że nadmierna ekspozycja na promieniowanie UV przyczynia się do powstawania poparzeń skóry, a w konsekwencji do zachorowań na raka, w tym złośliwego czerniaka. Po drugie, słońce przyspiesza starzenie się skóry! Na efekty nie trzeba długo czekać, wystarczy kilka dni by zauważyć, że skóra stała się sucha i wiotka, a w końcu dostrzec na niej „pierwsze” zmarszczki. Po trzecie, promienie słoneczne wpływają również na pojawianie się plam pigmentacyjnych (głównie na twarzy, dekolcie oraz dłoniach), a także na rozszerzanie naczyń krwionośnych, potocznie zwanych pajączkami, których nie pozbędziesz się domowymi sposobami.

Jeśli więc chcesz długo cieszyć się zdrową i względnie młodą skórą, koniecznie stosuj kremy z filtrami!

Okulary przeciwsłoneczne – ale tylko te z odpowiednimi filtrami! Zwykłe „bazarowe” okulary, nie stanowią dla naszych oczu żadnej ochrony! Wręcz przeciwnie – mogą nam wyrządzić dużą krzywdę! A to dlatego, że ciemne szkiełka powodują rozszerzanie się źrenic, co w konsekwencji prowadzi do większej absorpcji szkodliwych promieni, które nie napotykają na żadną barierę!

Tak więc w okulary przeciwsłoneczne warto zainwestować i uczyć ich noszenia, nawet małe dzieci!

Nawilżanie – słońce i wysokie temperatury prowadzą do nadmiernej utraty wody, zarówno ze skóry, jak i z całego organizmu. Dlatego w okresie dużego nasłonecznienia ważne jest odpowiednie nawilżanie – z zewnątrz i ze środka. A to znaczy, że w sezonie letnim powinniśmy wypijać więcej wody, a ciało regularnie smarować nawilżającymi balsamami/kremami.

Dieta – przed wpływem promieniowania UV możesz chronić się od środka, odpowiednią dietą, bogatą w antyutleniacze, tj. witaminę E, C, beta-karoten (prowitamina A), likopen oraz kwasy omega-3. Dzięki nim zminimalizujesz ryzyko poparzeń i zwalczysz wolne rodniki powstające podczas opalania. 

W okresie letnim wprowadź więc do diety m. in.: brzoskwinie, morele, nektarynki, melon, mango, cytrusy, truskawki, czarne porzeczki, kiwi, dynię, marchew, pomidory, kolorową paprykę, kapustę, natkę pietruszki, ziemniaki, szpinak kalafior, brokuły, jaja, kasze, orzechy, kiełki zbóż, oleje roślinne, a także ryby.

Reasumując, słońce nie jest takie straszne jak je malują i można żyć z nim w zgodzie, wystarczy tylko zastosować kilka prostych trików i zachować zdrowy rozsądek.

Subscribe
Powiadom o
guest

1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Milena Kamińska
Milena Kamińska
8 lat temu

Super rady, niestety wiele osób nie stosuje ich i później są tego skutki. u nas krem, nakrycie głowy to PODSTAWA plus nawodnienie. Dzieci moje mają białe plamy które bardzo szybko robią się czerwone i musimy je odpowiednio chronić. cieszę się że moje pociechy piją wodę a nie słodkie i gazowane napoje. szkoda tylko że ja im nie daję przykładu 🙁 też stosujemy zasadę przebywania w domu w godzinach kiedy jest największy skwar. wszystko przed nami bo za parę dni wyjeżdżamy nad morze, mają być upały i przypomnienie sobie takich wskazówek jest przydatne. pozdrawiam .

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close