Emocje 19 września 2014

Komputerowiczka

– Bodzianga! Bodzianga! Bodzianga!!! – krzyczała dwuletnia Duśka pokazując na komputer.
– Bajkę ci włączyć?
– Bodzianga!
– Piosenki?
– Bodzianga!
– Nie wiem co ty chcesz, co to jest bodzianga?!
– Bodzianga!!!!

W końcu załapałam – bocianka!!! Dzień wcześniej podglądałyśmy małe bocianki w gnieździe – przypomniało jej się i znowu chce. Włączyłam, godzina spokoju to cenna rzecz ;) Dla mnie wtedy było to niesamowite, zresztą nadal mnie to dziwi, jak dwuletnie dziecko mogło gapić się godzinę na gniazdo, w którym tak naprawdę niewiele się dzieje? Teraz myślę, że to nie o bocianki chodziło, tylko chciała mi komputer zabrać ;)

Duśka zawsze lubiła przychodzić do mnie na kolana jak pracowałam. Czasem dzieliłam ekran na pół i na jednej połowie ja pracowałam na drugiej ona oglądała coś na YT, nierzadko była to „Carmen”. Później ja stałam się posiadaczką laptopa a ona odziedziczyła mój stary komputer.

Gdy zaczęła namiętnie oglądać bajki na YouTube nauczyła się sama klikać, bo ma leniwą mamusię, której nie chciało się co pięć minut podchodzić do dziecka żeby włączyć nową bajkę. Później zaczęłam tworzyć dla niej playlisty, obu nam było tak wygodniej. Przy okazji zauważyłam, że nie wszystkie bajki są tak dobre dla dzieci, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało. Wychwalany przez wszystkich „Klub Myszki Miki” wyzwalał w moim dziecku pokłady nerwowości, podobnie kucyki Pony. Za to stary dobry Miś Uszatek był lekiem na całe zło.

– Maaamooooo zobacz co mi się stałooooooo!

W moim lesie cywilizowany internet nie działa, jestem skazana na neozdradę, a ta wiadomo jaka jest – zdradliwa :P No i kiedyś się zacięła i YouTube wywalił błąd. Na to jest prosta rada, wystarczy odświeżyć, tylko trzeba umieć ;) Nie wiem czym byłam zajęta, ale absolutnie nie mogłam jej pomóc.

– Odśwież sobie to będzie dobrze – poradziłam.
– Jak?
– Tę zakręconą strzałkę naciśnij.

Nie znalazła niestety, nigdy nie używała, mogła nie umieć. Ale ja nadal nie mogłam podejść do niej.

– Naciśnij razem kontrol i literkę R

Ile ona miała wtedy? Ze trzy lata chyba. Może trzy i pół. Wysunęła klawiaturę, poprzyglądała się z mądrą miną:

– A gdzie ja tu mam kontrol?
– Na dole z lewej  strony

Popatrzyła, pokombinowała, znalazła,  nacisnęła R, zadziałało, Uffff. Nigdy więcej mnie nie wołała bo YT się zaciął.

– Mamo jak się kopiuje to najpierw control ce czy fał?
– Ce
– A kontrol iks to po co?
– Żeby wyciąć.

Nie wiem czy to pamięta, ale udaje, że tak ;) Nie wiem też, po co jej to bo nic nie kopiuje i nie wycina. Może lubi wiedzieć.

– Mamo a dlaczego ja mam tylko jednego Linuxa jak ty masz dwa?
– Ty też masz dwa, Mint i Sparky
– Sparky? Tak jak tatuś? Hurrraaaaa!

Nie wiem z czego się tak ucieszyła, bo w ogóle nie korzysta ze Sparky tylko z Minta, ale widać liczy się ilość. Tak na marginesie – Linux jest dziecinnie prosty ;)

Pierwszą grą jaką jej zainstalowałam był TuxPaint. Sympatyczne stempelki dla dzieci, bardzo intuicyjny interfejs, naprawdę „nawet dziecko daje radę”. Teraz ma jeszcze kilka innych prostych gierek dla dzieci, jak ma ochotę to sobie włącza. Nie są to strzelanki tylko gry typu puzzle, znajdź literkę, albo dopasuj dźwięk do obrazka. Przyjemne z pożytecznym.

Ostatnio polubiła stare dobre Mario. Chciała pograć u mnie, ale mnie komputer był potrzebny, u siebie nie chciała, bo słabo chodzi. To jej poradziłam, żeby poprosiła tatusia, żeby zainstalował u siebie.

Tatuś jak to tatuś, miauknął, że nie umie. Pewnie nie kłamał. Ja byłam zajęta i wcale nie miałam ochoty odchodzić od komputera, niecierpliwie warknęłam:

– No bez przesady, co za problem wpisać w terminal: sudo apt-get install smc?
– No właśnie tato, wpisz sudo apt-get install smc.

Chwila ciszy…

– Ja bym tego nie powtórzył…

Przesiąkło mi dziecko :D

(jeżeli w tym momencie dostaliście drgawek na myśl o terminalu, to zapewniam, że są i inne sposoby instalowania, choćby dwuklik znany z „jedynego słusznego systemu”)

Po co ja ją tego uczę?

Po pierwsze, ja używam komputera dużo i do różnych celów, nie tylko rozrywkowych. Przygląda się i też chce, w końcu dzieci uwielbiają naśladować rodziców, prawda?

– Mamo będziemy robić pokaz?
– Będziemy, tylko trzeba dźwięki na filmiku poprawić, bo straszny szum.

Ot, takie nasze rozmowy nad komputerem.

Po drugie, czy mi się to podoba czy nie, w dzisiejszych czasach kto nie będzie umiał obsłużyć komputera ten zginie. Czy nie za wcześnie zaczynamy? Nie sądzę, dzieci przyswajają wiedzę łatwiej i szybciej. Nierzadko po raz pierwszy spotykają się z komputerem już w przedszkolu. A że Duśka do przedszkola poszła późno to spotkała się z komputerem w domu ;)

Po trzecie, nie myślcie sobie, że to jest mój sposób na święty spokój. Wcale nie spędza przed komputerem dużo czasu, bo taka samotna zabawa ją nudzi, woli siedzieć przy mnie i dopytywać co robię. A jeśli widzę, że za długo gra i robi się nerwowa (tak tak, komputer nie działa dobrze na system nerwowy, nie tylko dzieci, dorosłych też) to każę wyłączyć. Ale to się rzadko zdarza, generalnie moje dziecko woli się bawić.

– Mamo, włączyłam komputer.

Nie jest to takie proste, bo konfiguracja w Biosie jest zła a mnie się nie chce naprawiać, więc za każdym razem trzeba w odpowiednim momencie wcisnąć F1 a potem Spację.

– Mój ty mały komputerowcu – westchnęłam.

– Mamo nie! Komputerowiec to chłopiec. Ja jestem Komputerowiczka!

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Jerema Wiśniowiecki
Jerema Wiśniowiecki
7 lat temu

Chyle czoła nad mądrością mamy….

Agnieszka Siedlecka
Agnieszka Siedlecka
4 lat temu

Myślałam że w miarę sobie radzę z komputerem Ale z Twoją córką to bym chyba przegrała w przedbiegach ?

Magdalena
Magdalena
5 miesięcy temu

Ale pani jest super mamą! Nie mogę uwierzyć że dziecko w tym wieku wie tyle o komputerach! Ja jak miałam 3 lata to ropiero bajki zaczynałam oglądać :)

Emocje 17 września 2014

Dramat w autobusie

Czasem ogarnia mnie złość. Nie zgadzam się z tym, co widzę…

Miejsce akcji: Autobus. Większość miejsc zajęta – gdzieś w głębi dostrzegam dwa, nazwijmy je częściowo wolne (leżą na nich torebki), ale nie rzucają się w oczy. Kilkanaście osób stoi, ale nie ma ścisku.

Wsiada mężczyzna. Na oko mógłby być dziadkiem każdej jadącej osoby w autobusie. Szczupły, lekko przygarbiony, pomarszczoną dłonią chwyta się najbliższej rurki.

Tuż przy nim siedzi dwudziestoparoletnia dziewczyna – matka. Obok kobiety – na osobnym krześle – jej około trzyletnia drobna córeczka, która zajmuje jedną trzecią siedzenia. Dziewczynie ani nie drgnie powieka, nie wygląda by przez jej głowę przeszła myśl by ustąpić miejsca staruszkowi. By zabrać małą z zza dużego dla niej miejsca i posadzić na swoich kolanach. Nic. Zero. Żadnej konsternacji.

Przyglądam się pozostałym siedzącym osobom. Zaczytani, zaabsorbowani swoimi smartfonami, zapatrzeni w widoki za oknami, drzemiący… Każdy jest czymś zajęty. Nikt nie wstaje, nie reaguje. Może nawet nie zauważa.

Ja jednak najbardziej skupiam swoją wewnętrzną agresję na tej, która jest najbliżej dziadka. Na tej, która nie tylko odpowiada za swoje zachowanie, ale jednocześnie jest wzorem dla własnego dziecka. Jaki daje mu przykład dzisiaj? Czy da mu lepszy jutro?

Główny bohater sytuacji – starszy mężczyzna jechał tym feralnym autobusem 18 minut. Cały czas stojąc.

A mi było wstyd za wszystkich statystów tego wydarzenia.

Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Mama Filipka
Mama Filipka
7 lat temu

Niestety w naszym społeczeństwie panuje straszna znieczulica. Ja nie zapomnę jak w ostatnich tygodniach ciąży jeździłam na uczelnię, w ręku torba, przed sobą brzuch. Kiedy wsiadałam do autobusu to większość osób udawała,że nie widzi…tacy byli zajęci telefonami i widokami za oknem. Może ze trzy razy ktoś mi ustąpił miejsca i za każdym razem były to osoby starsze, które same potrzebowały siedzieć;/

Ela
Ela
7 lat temu

Ojj, jak mnie to denerwuje!!
W twojej sytuacji, matka daje zły przykład dziecku bo nie ustępuje miejsca starszemu panu, ale ile razy widziałam też jak dorosła osoba (nie tylko mama) sadza brzdąca na krześle i sama „nad nim” stoi!
No więc pytam – JAK / SKĄD to dziecko ma wiedzieć, zarówno teraz, jak i w przyszłości, że powinno ustąpić starszej osobie miejsce, skoro od małego ktoś je uczy, że ono-młode siedzi, a „stary” stoi!?! ;/

Ania
Ania
7 lat temu

A słyszeliście o akcji „Obywatelu, powstań” – która w Warszawie zachęcała do ustępowania miejsca starszym osobom w komunikacji miejskiej?
Okazało się, że wzbudza ona spore kontrowersje wśród internautów.
Pisali, że starzy ludzie mają siły stać na miesięcznicach i w kościołach, to niech mają siłę stać w środkach masowego transportu…

Mirella
Admin
7 lat temu
Reply to  Ania

Błagam – powiedz,że żartujesz!

Mel's fashion
Mel's fashion
7 lat temu

Mnie też serca pęka jak widzę takie rzeczy. Nie rozumiem jak można nie mieć skrupułów, życzliwości, zwykłej ludzkiej wrażliwości. Przecież ta matka nie tylko daje fatalny przykład dziecku, ta matka ma rodziców, może nawet dziadków i za grosz dobrego serca, za grosz wyobraźni. Kiedys moze jej rodzice znajdą się w takiej sytuacji, bardzo mnie irytuje jak młodzi ludzie są tak znieczuleni i wykazują sie takim ignorantctwem!

Dom 12 września 2014

Mama wraca do pracy – czy słoiczki są konieczne?

Jak znaleźć czas na gotowanie ciapek, papek i deserków? Przed tym pytaniem staje większość rodziców. Gdy na świat przyszło dziecko ilość obowiązków domowych oraz opieka nad malcem spowodowały drastyczne „skurczenie” czasu. Większość mam jest zdania, że doba jest zdecydowanie za krótka w swoim 24 godzinnym wymiarze. Po pierwszych kilku miesiącach przyzwyczajania się nowej sytuacji życiowej, znów wszystko się zmienia.

W zależności od przyjętego przez rodzica schematu żywienia dziecka, który jest uzależniony od tego czy dotychczas niemowlę było karmione piersią czy sztuczną mieszanką, między 4 a 6 miesiącem jego życia zaczynamy wprowadzać stałe pokarmy. To czas wielkich zmian w życiu dziecka i rodziców, bowiem nasz „bochenek chlebka” spowity w pieluszki zamienia się w nad wyraz aktywnego bobasa. Zakładając, że każdy chce dla swojego dziecka tego, co najlepsze zazwyczaj rodzic staje przed dylematem „Słoiczki czy gotowanie?”  Nie należy demonizować sławetnych słoiczków, jednak bez dwóch zdań świeże jedzenie zawsze jest zdrowsze i smaczniejsze.

Pięć mikroskopijnych garnuszków, sitka, tarki, blendery i miksery to już relikt przeszłości – na szczęście. Dziś gotowanie maluchowi wcale nie musi być pożeraczem czasu i nerwów młodych rodziców. Jak skutecznie ułatwić sobie życie przygotowując posiłki dla młodego człowieka, nie zwariować i mieć czas na swoje obowiązki lub pracę? Sposobów jest kilka.

Babycook – Na ratunek rodzicom

Fenomenalnym rozwiązaniem dla każdego jest urządzenie Babycook, francuskiej firmy Beaba. Nie myślcie, że to gadżet dla bogaczy. Nic z tych rzeczy. Przygotowanie posiłku dla dziecka przy pomocy Babycooka sprowadza się właściwie do przygotowania składników i włączenia go. Całą robotę (poza karmieniem dziecka i zmywaniem po) odwala za nas ten multifunkcyjny robot. Na czym polega jego innowacyjność? To bardzo wielofunkcyjne urządzenie przez co minimalizuje czas przygotowania posiłków i ilość niezbędnych przyrządów. Robot Babycook potrafi rozmrozić, ugotować na parze i zmiksować posiłek dla dziecka. Nasz wkład pracy to przygotowanie warzyw, mięsa czy innych składników potrzebnych do ugotowania dania. Wykorzystuje przy tym najzdrowszy sposób przygotowania posiłki – czyli gotowanie na parze. Produkt Beaby od wielu lat odnosi sukcesy w domach na całym świecie. Jest bardzo kompaktowy i łatwy w obsłudze.

pol_pl_Babycook-Solo-Pastel-Blue-NOWOSC-Beaba-857_5

Zapewne wielu z Was powie: „Fajnie, ale ta cena…” A ja odpowiem Wam od razu, że koszt urządzenia zwróci się z nawiązką już w pierwszym roku życia dziecka. Nie będę nawet wspominała o kosztach, które ponieślibyście na inne niezbędne akcesoria do gotowania, przypalonych garnuszkach i tego typu historiach. Według moich obliczeń (a przyjęłam, uśrednioną cenę słoiczków, czyli nie najwyższą cenę na rynku) w ciągu pierwszego roku życia dziecka, na słoiczki od 5 miesiąca życia, wydamy około  2500 zł! Robi wrażenie, prawda?
Co najbardziej przemawia za wyborem Babycooka? To trafiona inwestycja, sprawdzi się do gotowania również dla małego dziecka czy całej rodziny – szybko przygotujecie w nim np. warzywa do obiadu lub inne dania, przygotujecie koktajl owocowy, czy skorzystacie  niego jak z blendera. A co najważniejsze – nie zajmuje dużo miejsca i jest genialny w utrzymaniu czystości – pojemnik można myć ręcznie lub w zmywarce.

pol_pl_Babycook-Solo-Pastel-Blue-NOWOSC-Beaba-857_2

Świetnie sprawdzi się gdy opieka nad dzieckiem spada na nianię, babcię czy tatusia. Nasza opiekunka może nie być zadowolona z dodatkowego obowiązku, jakim jest sterczenie nad garami. Z Babycookiem mamy asa w rękawie!

Zdjęcie 04.08.2014, 10 45 39

Organizacja – jest kluczem do sukcesu

Jest jeszcze kilka trików, które pomogą z domową organizacją.

Gotuj na 2 dni – oczywiście świeże jest najlepsze, ale gotowanie na dwa dni nadal ma przewagę nad pasteryzowaną żywnością. 24 godziny w lodówce zdecydowanie mniej wpływają na jakość produktu niż kilka miesięcy na sklepowej półce.

Mrożonki dla zabieganych na dwa sposoby:

Pierwszą oczywistą formą, jest ugotowanie kilku porcji i zamrożenie – to dobry sposób na wypadek W. Ja jednak nie przepadam za rozmrożonymi daniami – konsystencja i smak dania bardzo tracą na tym zabiegu.

Drugim sposobem – moim pomysłem stosowanym na własnym podwórku – jest mrożenie przygotowanych składników. Na czym polega metoda? To proste!

Przygotuj (np. raz w tygodniu) składniki niezbędne do ugotowania posiłków. Umyj, obierz i pokrój w kostkę warzywa, przygotuj odpowiednią porcje mięsa. Skład na składniki podziel od razu na porcje – możesz zamrozić je w woreczkach lub pojemnikach (to już zależy od Ciebie). Możesz zamrozić warzywa i mięso razem lub oddzielnie – wtedy łatwiej komponować różne smaki. Ja mrożę oddzielnie – zazwyczaj robię raz na jakiś czas większe zakupy „na dłużej” i od razu dzielę sobie mięsko na wygodne kawałki. Wystarczy wyjąć paczuszkę z zamrażalnika i wrzucić do Babycooka. Z takim przygotowaniem niania lub tata muszą posiadać zdolności kulinarne ograniczające się do obsługi włącznika.

Zdjęcie 30.08.2014, 11 33 15

Zdjęcie 30.08.2014, 11 38 52

Kolejnym sposobem na domowe zapasy, jest przygotowanie własnych słoiczków czyli weków dla dziecka. Długoterminowe przechowywanie żywności nie sprzyja zachowaniu ich wszystkich wartości odżywczych, ale jeżeli macie dostęp do świeżutkich ogródkowych warzyw i owoców – grzechem byłoby ich nie zachować na zimę. Koniecznie pamiętajcie o zakupie małych słoików, te po gotowych daniach dla niemowląt nie nadają się zazwyczaj do ponownego użycia (zakrętka traci szczelność po otwarciu). Przygotowane danie lub przecier owocowy wystarczy zapasteryzować  w garnku z wodą.

Zdjęcie 30.08.2014, 12 01 43 (HDR)

Jak widzicie, samodzielnego gotowania nie trzeba się bać! Jest wiele sposobów na ułatwienie sobie życia! Koniecznie zajrzyjcie do mojej recenzji Babycook’a. Ja to urządzenie znam od dawna – kiedyś miałam przyjemność pokorzystać z niego na gościnnych występach, teraz już z Babycookiem we własnej kuchni wzięłam go ostro na warsztat ;) I szczerze polecam – dlaczego, zobaczcie sami moją recenzję (KLIK)!

 Partnerem wpisu jest marka BeabaSpotkaj się z Beaba na Facebooku

pol_pl_Babycook-Solo-Pastel-Blue-NOWOSC-Beaba-857_12

Zdjęcie tytułowe: Frédérique Voisin-Demery / CC BY

Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Marta
Marta
7 lat temu

Ja jednak wole thermomix, zrobi obiad nie tylko dla dziecka, ale dla całej rodziny. A przez ostatnie dwa dni zrobił tez dla nas powidła i marmolade, latem lody owocowe. Cena trochę wyższa niż multicook, ale bardziej niż warto :)

Ela
Ela
7 lat temu

Ja przygotowywałam dziecku sama słoiczki – obiady i desery. Raz poświęciłam czas, zrobiłam zapas i miał na długo spokój.
I żadnej „maszyny” poza blenderem do tego nie potrzebowałam… ;-)

Mariola
Mariola
7 lat temu

Podoba mi się to urządzenie! :) Z radością przyjęłabym taki prezent! :)

Asia Kowalska
7 lat temu

nie chce krytykowac matek bo kazdy podchodzi do tego inaczej, ale ja uwazam, ze kupowanie sloiczkow z jedzeniem to lenistwo.ja mam dwoch synow (6i 2) zaden z nich nie jadl smieci ze sloiczkow.z obydwoma pracowalam I zawsze w niedziele wieczorem gdy dzieci spaly gotowalam rozne dania I robilam przeciery na deser I je mrozilam na caly tydz.zeby bylo pod reka.nikt mnie nie przekona, ze deserek z jablek I gruszki czy makaron z miesem jest zdrowy ze sloiczkow skoro moga stac na polce w sklepie po kilka mcy!!!

Anka W.
Anka W.
7 lat temu

Swoje słoiczki to podstawa! Jakoś nie ufam tym sklepowym.

Agnieszka
Agnieszka
4 lat temu

Po pierwsze na początku autorka pisze, że świeże, domowe obiadki są lepsze od słoiczków właśnie ze względu na tą świeżość, później proponuje gotowanie na zapas, robienie weków i mrożenie co całkowicie zabija te świeżość i sprawia, że mają jeszcze mniej zalet od słoiczków.
Wpis dla samego wpisu, zwykły artykuł sponsorowany, jedna wielka reklama.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close