Kulinaria 26 sierpnia 2019

Jak zagęścić zupę i sos? Sprawdzone sposoby

Jak zagęścić zupę i sos? To pytanie pojawia się często, bo nie zawsze nasze kulinarne starania przynoszą idealny efekt i czasem trzeba sięgnąć po sprytny sposób, by pewne niedociągnięcia ukryć. 

Jedną z takich bolączek jest nieodpowiednia konsystencja zup i sosów. Zbyt gęste wystarczy rozcieńczyć bulionem, wodą czy – jeśli chodzi o słodsze smaki – mleczkiem kokosowym, ale zbyt rzadkie danie nie wygląda specjalnie dobrze i czasem też smakuje ciut gorzej. Są na to jednak sposoby, by zagęścić zupę i sos, by prezentowały się i smakowały wyśmienicie.

Jak zagęścić zupę i sos? 6 skutecznych sposobów

Zasmażka

To klasyka, o której w dobie fit jedzenia często zapominamy. Nie da się ukryć, że zasmażki są kaloryczne, ale to naprawdę dobry sposób na zagęszczenie dania. Wystarczy rozgrzać tłuszcz na patelni lub w rondelku, podsmażyć na nim mąkę, a gdy stanie się złotawa – dolać do niej odrobinę zupy lub sosu, intensywnie mieszać i wlać do zupy/sosu. Dzięki tej kolejności zminimalizujemy ryzyko zważenia się zasmażki i pływania w zupie nieestetycznych farfocli z mąki i tłuszczu. Taka zasmażka jest nieodzowna także w daniach typu kapusta na gęsto. Bardzo dobrze smakuje w gęstych i ciężkich zupach, jak grochowa czy kapuśniak z kiszonej kapusty.

Mąka z wodą lub śmietaną

To prosty sposób na to, jak zagęścić zupę lub sos. Do niewielkiego naczynia wsypujemy łyżkę (lub więcej, w zależności od potrzeb) mąki, dolewamy do niej zimną wodę (śmietanę) i mieszamy na idealnie gładką, dość gęstą masę. Dodajemy do mąki z wodą (śmietaną) trochę gorącego wywaru i mieszamy. Wlewamy ostrożnie do garnka i znów mieszamy energicznie, by zupa się nie zważyła. Ewentualne grudki można rozbić łyżeczką lub widelcem. Taka forma zagęszczenia daje smak łagodniejszy niż w przypadku zasmażki na tłuszczu. Można wykorzystać tu nie tylko mąkę pszenną i ziemniaczaną, ale także ryżową czy kukurydzianą.

Blendowanie warzyw

To zdrowy i sprytny sposób na to, jak zagęścić zupę lub sos, szczególnie, gdy w domu macie niejadka. Ugotowane warzywa trzeba rozdrobnić i dodać do zupy lub sosu. Ja często tak robię z cebulą i marchewką czy cukinią, której domownicy nie jedzą z własnej woli. Zblendowane warzywa są niewidoczne (no, marchewka jednak barwi na czerwono :) ) i ciekawie poprawia smak zup i sosów. Bardzo dobrze sprawdzają się tu także ziemniaki, które zostały np. z wczorajszego obiadu. One zagęszczają znakomicie i nie zmieniają smaku potrawy.

Śmietana lub jogurt

Do szklanki lub małej miseczki wlewamy śmietanę lub jogurt i dodajemy ostrożnie gorącą zupę lub sos. Po zamieszaniu wlewamy do garnka. Ze śmietaną i jogurtem należy jednak uważać, bo za duża ilość może diametralnie zmienić smak potrawy, a nie zawsze jest to pożądane.

Serek topiony

Lubię go do zagęszczania szczególnie zup kremów (wybieram wtedy ziołowy) lub sosów śmietanowych i serowych. Wrzucamy do garnka dwa-trzy trójkąciki serka i mieszamy intensywnie. Ilość serka zależy od upodobań smakowych.

Żółtko jaja

To sposób, który preferowała moja babcia. Żółtko jaja mieszamy dokładnie w szklance z  niewielką ilością śmietany. Danie zdejmujemy z ognia i dodajemy żółtko ze śmietaną, cały czas mieszając. Uwaga! Po dodaniu żółtka, zupę lub sos wyłącznie mieszamy, nie gotujemy! Inaczej zawiesina się zważy i danie staje się mało apetyczne. 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Dom 22 sierpnia 2019

Nawilżacz Carruzzo GL – 2217. Szczera recenzja dla wymagających

Nawilżacz powietrza  Carruzzo GL – 2217 nie miał ze mną łatwo. Zmusiłam go do ciężkiej pracy i przejścia kilku testów. I muszę przyznać jedno – twardy zawodnik.

Pochłanianie zapachów

Pierwszy test, jaki przeszedł nawilżacz Carruzzo GL – 2217 był naprawdę trudny. Pochłanianie zapachów to zajęcie karkołomne, szczególnie przy zamkniętych oknach. Zamknęłam, bo chciałam sprawdzić, jakie będą efekty. Jako element o intensywnym i niepożądanym, zwłaszcza wieczorem, zapachu, posłużył lakier do paznokci. Każda kobieta wie, jak to potrafi śmierdzieć! Test polegał na pomalowaniu paznokci pod nieobecność męża i czekaniu na jego reakcję. Jest bardzo wrażliwy na zapach lakieru i za nic nie pozwoliłby mi na malowanie paznokci wieczorem. Zresztą sama też bym tego nie zrobiła, ale to była wyjątkowa sytuacja.

Otóż mąż poczuł… NIC. Całkowite i absolutnie NIC. Ciężko mu było uwierzyć, że przed chwilą malowałam paznokcie. Nawilżacz przeszedł test śpiewająco. To naprawdę działa!

Głośność pracy nawilżacza

Jestem wyczulona na głośne dźwięki, jak śpię, to lubię mieć absolutną ciszę. Denerwuje mnie nawet dźwięk lodówki! A nawilżacz pracuje naprawdę cicho! Wystarczy, że odejdę kilka kroków i już go nie słyszę. Przy samym nawilżaczu aplikacja do pomiaru decybeli pokazała wartość 25. Dla porównania – głośność normalnej rozmowy to około 40dB.

Raz na jakiś czas rozbrzmiewa głośniejsze bulgotnięcie, gdy nawilżacz pobiera wodę ze zbiornika. Ale to przyjemny dźwięk, kojarzy się ze strumieniem w lesie.

carruzzo 2217

Czas pracy nawilżacza

Producent określa czas działania nawilżacza na jednym zbiorniku do 12 godzin. Trzeba przyznać, że to niemało. Można cieszyć się nawilżonym i bogatym w jony ujemne powietrzem przez całą noc. Jednak moje doświadczenia są… inne.

Nastawiłam nawilżacz na maksymalną siłę parowania, ustawiłam automatyczne wyłączanie przy dziewięćdziesięcioprocentowej wilgotności (nie da się osiągnąć takiego wyniku przy otwartych oknach, więc miałam pewność, że nawilżacz nie wyłączy się w nocy) i zapamiętałam godzinę. Włączyłam o 22.20, pracował do 17.05 następnego dnia, czyli osiemnaście godzin i czterdzieści pięć minut. Moim subiektywnym zdaniem bardzo długo. Gdybym nastawiła mniejszą moc nawilżania, wynik na pewno przekroczyłby dobę.

Kiedy woda w zbiorniku skończyła się, włączył się alarm dźwiękowy. Raz mnie nawet obudził w nocy, ale to pewnie dlatego, że ja lekko śpię. Generalnie alarm piszczy tylko na samym początku, potem już nie, sprawdziłam. Tak czy owak, nawilżacz ma wbudowaną ochronę przed uszkodzeniem z powodu braku wody, po prostu sam się wyłączy.

Zbiornik na wodę

Jest naprawdę duży, bo aż pięciolitrowy. To właśnie dlatego nawilżacz nie należy do małych, jest wysoki na 51 centymetrów. Pełny zbiornik ciężko podnieść, dlatego nie powinny tego robić dzieci. Dla wygody w górnej części zbiornika jest specjalny uchwyt, który trochę ułatwia manewrowanie. Po kilku razach na pewno nabierzecie wprawy.

Pamiętajcie tylko, żeby nie próbować przenosić nawilżacza, trzymając za uchwyt. W ten sposób podniesiecie tylko zbiornik. Żeby przenieść całość, trzeba chwycić za podstawę.

Panel dotykowy

Bardzo przyjemna rzecz, bo dzięki temu obsługa nawilżacza nie wymaga siły. Panel jest bardzo intuicyjny. Poza przyciskiem on/off znajdują się:

Humidistat – inaczej mówiąc: programator wilgotności powietrza. Przyjmuje wartości od 45 do 90%. Kiedy wilgotność otoczenia osiągnie zaprogramowaną wartość, nawilżacz automatycznie przerwie pracę.

Anion – domyślnie wyłączony, ale ja zawsze włączam, bo lubię mieć „naelektryzowane” powietrze w domu. Tak przy okazji – ta funkcja potrafi neutralizować i „wytrącać” różnorakie zanieczyszczenia z powietrza (pył, kurz, bakterie, drobnoustroje itp.) i przyznam się, że bałam się zwiększonej ilości kurzu na meblach. Nic z tych rzeczy. Kurzu jest nawet mniej! Codziennie przeciągałam palcem po półce, żeby sprawdzić, czy to dziś jest ten dzień , kiedy muszę wytrzeć kurze, ale on jakoś nie chciał nadejść. A normalnie wycieram kurze co dwa dni. Widocznie całe wytrącanie trafia na podłogę. I to mi bardzo pasuje!

Sleep mode – to akurat coś w rodzaju: mała rzecz, a jakże przydatna. Ta funkcja pozwala wyłączyć wyświetlacz LCD bez przerywania pracy nawilżacza. Na pewno przyda się, gdy urządzenie ustawimy w sypialni, szczególnie dziecka. Trzeba przyznać, że wyświetlacz pracuje bardzo jasno, co ułatwia jego odczytywanie, ale w nocy może drażnić.

Power/Low – trójstopniowa regulacja natężenia mgiełki.

Timer – czyli możliwość zaprogramowania czasu, po jakim urządzenie samoczynnie się wyłączy. Przyjmuje wartości od zera (timer wyłączony) do dwunastu godzin i zmienia się skokowo co godzinę.

W panelu (albo może wyświetlaczu?) znajduje się też wbudowany termometr i higrometr. W każdej chwili można sprawdzić stan nagrzania i nawilżenia pomieszczenia. Obie wartości są wyświetlane zamiennie.

Pilot zdalnego sterowania

Coś, co lubię, bo nie muszę wstawać, żeby zmienić tryb pracy nawilżacza. Pilot ma dokładnie te same przyciski co panel, niestety… ułożone w innej kolejności. To trochę mylące i pewnie minie sporo czasu, zanim się nauczę, co gdzie jest. Ale ogólnie cieszę się, że jest pilot.

carruzzo GL 2217

Aromaterapia

Gdybym miała wybrać jedną cechę, za którą pokochałam ten nawilżacz, byłaby to właśnie funkcja aromaterapii. Cała rzecz sprowadza się do wlania olejku zapachowego do specjalnego pojemniczka umieszczonego tuż przy wylocie powietrza. Na temat aromaterapii można by pisać długo – dość powiedzieć, że na każdą okazję warto mieć inny olejek. Delikatny zapach pomoże się skoncentrować, zwalczyć katar, spokojnie zasnąć, rozbudzić rano… Dlatego lepiej wlewać niedużą ilość olejku, na pewno będziecie używać różnych!

No dobrze, a ile kosztuje używanie tego cacka?

Mogłoby się wydawać, że jeśli urządzenie pracuje dzień i noc podłączone do gniazda sieciowego, to koszty jego pracy będą gigantyczne. Nic z tych rzeczy. Moc nawilżacza to zaledwie 30 W. Musiałby pracować w przybliżeniu 33 godziny i 20 minut, żeby „nabić” 1 kWh, który kosztuje około 60 groszy (przynajmniej w mojej taryfie). Proste obliczenia matematyczne poinformowały mnie, że gdyby nawilżacz pracował miesiąc bez przerwy (co raczej nie jest możliwe, no ale pofantazjujmy) to mój rachunek za prąd wzrósłby o niecałe 15 złotych! Myślę, że to bardzo niski koszt, za komfort dobrze nawilżonego powietrza w domu.

Subiektywnie…

… muszę przyznać, że nawilżacz Carruzzo GL – 2217 to strzał w dziesiątkę! Robi dokładnie to, do czego został stworzony i robi to dobrze. Zmiana jakości powietrza w domu jest wyraźnie wyczuwalna, a w moim pełnym pyłków i alergenów lesie nawilżacz z funkcją jonizacji naprawdę ma co robić. Całą rodziną zgodnie uznaliśmy, że przy włączonym nawilżaczu śpi się zdecydowanie lepiej. I chociaż aby poczuć pełne efekty jego pracy, trzeba pozamykać okna, włączamy go także przy uchylonych. Na wzrost poziomu nawilżenia trzeba czekać nieco dłużej i jest on niższy, ale i tak różnica jest wyczuwalna. Przy tym wszystkim fakt, że jest po prostu ładny i doskonale wkomponował się nam w mieszkanie (zresztą czerń i złoto wszędzie się ładnie wkomponują) to już taki drobiazg ;)  

 

Subscribe
Powiadom o
guest
13 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ewa
Ewa
1 rok temu

Jaka jest cena tego nawilżacza

Basia
Basia
1 rok temu
Reply to  Ewa
Olga
Olga
1 rok temu

Czy są tam jakieś filtry które trzeba wymieniać? Jaki jest ich koszt?

Adam
Adam
11 miesięcy temu
Reply to  Mirella

A jaka jest cena tego filtra i gdzie go można kupić, bo nie mogę nigdzie znaleźć i to mnie powstrzymuje przed zakupem… Prośba o odpowiedź na maila: adamseweryn@yahoo.com

Anna
Anna
1 rok temu

Ile kropelek olejku dodajesz do aromatyzera? Rozcienczasz czy nie?

Agnieszka
Agnieszka
11 miesięcy temu

dziekuje juz znalazlam odpowiedz

Natalia
Natalia
2 miesięcy temu

Czy komuś udało się znaleźć filtry??

Natalia
Natalia
1 miesiąc temu

Kupiłam i jestem zawiedziona. W porównaniu z drugim który mam w domu to porażka. Chciałam coś tańszego no i mam…. nastawiony od 12godzin nie zmienił wilgotności powietrza nawet o 5%.

Mateusz
Mateusz
11 dni temu

To jest pierwszy nawilżacz jaki kupiłem i chyba ostatni.
Nie, nie dlatego, że jest dobry tylko co godzinę muszę wylewać wodę z podstawy bo za dużo jej nabiera, para przestaje lecieć i tylko woda się wylewa !! i to jest tak jak człowiek pożałuje 100 zł.

Kinga
Kinga
5 godzin temu
Reply to  Mateusz

Mam ten sam problem zalalo mi cala podloge wdeplam w ogromna kaluze ba panelach…zamiast nawizania to sie mecze z wycieraniem wody….

Na zakupach 22 sierpnia 2019

Rok szkolny zbliża się wielkimi krokami. Jak się do niego mądrze przygotować?

Zarówno dzieci jak i rodzice odliczają z niecierpliwością upływające dni sierpnia. Do rozpoczęcia roku szkolnego czasu coraz mniej, a często właśnie końcówkę sierpnia zostawiamy sobie na skompletowanie wyprawki do przedszkoli i szkół. Poniekąd zadanie jest mocno ułatwione, bo wychowawcy chyba każdego przedszkola i klas nauczania początkowego w szkołach przygotowują listę rzeczy potrzebnych do spokojnego rozpoczęcia nowego roku nauki.

Jeśli już macie wszystko, co potrzeba, możecie odetchnąć. Natomiast jeśli przed Wami stoi zadanie zgromadzenia wszystkiego, co potrzebne, to trzymam za Was kciuki i polecam rady, które przedstawiły w filmach z cyklu #SzkołaZKlasą – Monika Mrozowska, Barbara Szmydt i Iwona Czarnota oraz psycholog Aleksandra Piotrowska. Rozmawiają one na temat: co powinno znaleźć się w plecaku i w pokoju dziecka, które rozpoczęło naukę. A ja dorzucę swoje trzy grosze, bo także mam własne doświadczenia w tej materii.

Zacznijmy od wyprawki szkolnej

Ja swoje sprawunki załatwiam ze wspomnianą listą w dłoni, bo potrzebnych przedmiotów jest masa. To już nie jest tak, jak było kiedyś – “jakieś kredki”, “jakiś długopis” i “jakaś gumka” – najczęściej na wykazie dokładnie wyszczególnione są nie tylko marki produktów, ale np. w przypadku farb – pożądane kolory. Dlatego co sierpień doceniam to szczęście, że mam na moim osiedlu hurtownię materiałów biurowych, i jedyne moje zadanie polega na pozostawieniu owej listy pracownikom hurtowni. Wiem jednak, że nie każda z Was może skorzystać z takiej wygody, więc czasem trzeba wziąć udział w szalonym wyścigu (po wszelkich promocjach), by kupić potrzebne przybory i w dodatku nie zbankrutować – rodzice ponoszą niemały koszt, by przygotować pociechę na naukę od września. Na szczęście to wydatek jednorazowy – później już jest znacznie łatwiej i taniej. 

Jeśli nie macie czasu ani ochoty, by biegać od sklepu do sklepu, żeby dostać to, czego potrzebujecie, skorzystajcie z zakupów on-line. Ja lubię tę formę zakupów, z jednym “ale” – zdarzało się nieraz, że przedmioty oferowane przez sprzedawcę odbiegały wyglądem lub jakością od tego, co rodzicowi się wydawało, że kupuje. Niestety zakup “byle czego” to pozorna oszczędność – szybko wydacie drugie tyle,chcąc kupić jednak coś porządnego, by dziecku pisało, malowało, czy nosiło się lepiej. Dlatego wyświadczcie sobie przysługę i nie kupujcie w ciemno, nie wiadomo skąd, ale wybierzcie sklepy czy sprzedawców, którzy mają dobrą opinię w internecie.

Temat nie mniej istotny – miejsce do nauki

W poprzednim roku szkolnym mój najstarszy syn dzielił pokój ze swoim młodszym bratem. O ile w dogadywaniu się i wspólnym funkcjonowaniu na jednej przestrzeni chłopaki nie mieli większego kłopotu, problem pojawiał się gdy w tym samym czasie jeden wracał z przedszkola, a drugi ze szkoły i trzeba było odrabiać lekcje. Umówmy się – wspólne szaleństwa, wzajemne zaczepianie się i odwracanie uwagi nie sprzyjają koncentracji nad zadaniami. Zdaję sobię sprawę, że moje dziecko będąc od września klasę wyżej, nauki będzie miało jeszcze więcej, więc przekazaliśmy najmniejszy pokój wyłącznie do jego dyspozycji. Pokój – oczywiście – z kącikiem do nauki. Stoi w nim wygodne biurko, dobrze doświetlone przez duże okno, a przy biurku fotel, bardzo wygodny, który uprzyjemni mu czas spędzony nad książkami. Szuflady w biurku pozwolą zapanować nad mnogością przedmiotów, a mnie oszczędzą niepotrzebnego marudzenia o zagraconej przestrzeni. 

Przygotowanie kącika do nauki to sprawa najwyższej wagi i warto w tym przypadku skorzystać z porady eksperta. – Odpowiednio zorganizowane otoczenie może sprawić, że szkolne obowiązki zostaną zrealizowane szybciej i z lepszymi efektami, czyli dziecko będzie mogło poświęcić mniej czasu na zrobienie tego, czego szkoła od niego oczekuje, a jednocześnie da to dobre efekty – wyjaśnia psycholog Aleksandra Piotrowska

Biurko i krzesło oraz półki powinny być oczywiście dobrane odpowiednio do wieku i budowy dziecka. Możliwości jest mnóstwo, można też pomyśleć przyszłościowo i zdecydować się na meble, które będą „rosły” razem z uczniem: regulowane biurka i krzesła, których wysokość można dowolnie ustawić to bardzo dobra opcja. Meble już mamy. Co teraz? – Zadbajmy o to, żeby w czasie, gdy dziecko ma skoncentrować się na lekcjach, w pobliżu nie było żadnych przeszkadzaczy, żeby na biurku czy na półce na wprost twarzy dziecka nie było zabawek – mówi Aleksandra Piotrowska. Ale nie tylko miejsce powinno być odpowiednio zorganizowane. Ważny jest również czas. – Spróbujmy wypracować powtarzający się cykl dnia: dziecko po przyjściu do domu i zjedzeniu posiłku ma czas na zabawę, żeby nie było tak, że po zakończeniu szychty w szkole przychodzi na szychtę domową – wyjaśnia psycholog. – Dopiero potem jest pół godziny czy 40 minut na uporanie się z lekcjami domowymi. Rekomenduję wyznaczanie limitu czasowego, to na sporą część dzieci naprawdę dobrze działa. I nie ma w tym czasie mowy o zerkaniu do smartfona czy laptopa! – podsumowuje Aleksandra Piotrowska.

Może wyznaczenie sobie limitu na przygotowanie wyprawki i urządzenie pokoju tak, by odrabianie lekcji odbywało się sprawnie i efektywnie, też się sprawdzi? Warto spróbować!

Ja Wam życzę, by ta ostania prosta i przygotowanie pociech do przedszkoli i szkół, minęły bez problemów. Oby zapał i dobry humor towarzyszył zarówno Wam, jak i Waszym dzieciom ciut dłużej, niż tylko we wrześniu ;) 

*Fotografia główna, fragmenty wypowiedzi oraz część informacji pochodzi z materiałów prasowych kampanii Back To School, prowadzonej przez Empik.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close