Boże Narodzenie 17 listopada 2015

Jak zrobić kalendarz adwentowy dla dziecka

Z roku na rok poszukuję najlepszej formy by ukazać synowi adwent – ten wyjątkowy czas oczekiwania. Pragnę zarazić go atmosferą świąt, pokazać także, że dorosły potrafi cieszyć się z małych prezentów (mężowi też szykuję kalendarz – ale cicho sza, nic o tym nie wie =D). Kalendarz adwentowy to wspaniały pomysł by wyjaśnić im czym jest czas adwentu, oraz dlaczego te święta są dla nas ważne.

Na jeden kalendarz adwentowy potrzebujecie:

drewniany wieszak
24 haczyki
24 woreczki
24 mini klamerki z cyframi (od 1 do 24)
oraz “coś” do wypchania woreczków

opcjonalnie
łańcuch choinkowy do ozdoby
srebrną lub złotą nitkę

Kalendarz adwentowy

Drewniany wieszak znajdzie się w każdej szafie, a haczyki możecie nabyć w sklepie budowlanym. Jeśli chodzi o woreczki to najlepiej uśmiechnąć się do babci, cioci, czy krawcowej na osiedlu. Woreczki najlepiej jeśli będą różnych rozmiarów, tak samo jak sznureczki. Natomiast mini klamerki udało mi się znaleźć w jednej sieciówce za śmieszną kwotę.

Na drewnianym wieszaku za pomocą markera zaznaczacie miejsca, w które później będziecie wkręcać haczyki. Najlepiej poprosić męską rękę o wkręcanie lub przynajmniej nawiercenie 24 malutkich otworków. Będzie zdecydowanie łatwiej się wkręcać.

IMG_1577

I voila. Można rzec, że podstawa do kalendarza adwentowego jest gotowa. Zawieszacie woreczki – oczywiście wypełnione. A czym? W tym roku stawiam na mały samochodzik lego – którego klocki rozdzielę, wg stron instrukcji. Wcześniej skseruje strony i co drugi woreczek uzupełnię jedną stroną z instrukcji i właściwymi klockami do budowania. Ponadto Marcin znajdzie też ulubioną gumę rozpuszczalną, bilet do kina czy cyrku, kolorowanki.

IMG_1578

Na koniec doczepiam jeszcze mini klamerki z cyframi – nie po kolei, nieco chaotycznie, i w nocy przed pierwszą niedzielą adwentu (a w tym roku to już 29 listopada) zawieszę na ścianie w jego pokoju. Wieszak można także ozdobić łańcuchem choinkowym, lampkami. Ja wolę go jednak w tej prostej formie.

IMG_1580

IMG_1586

Jak pewnie zauważyliście, w tym roku mamy aż 26 dni adwentu – stąd na dwóch haczykach będą wisieć jeszcze dwa woreczki, bez klamerek – na ostatnie dwa dni z ukrytym…

…. no właśnie na to jeszcze nie wpadłam może mi podpowiecie?

Zdjęcia: Rachela

Zobacz także:

Herbaciany kalendarz adwentowy

9
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Joanna OkońskaMałgorzata Krupa-KurzW roli mamy - wrolimamy.plWeronika Kunicka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Weronika Kunicka
Gość

Nasz kalendarz adwentowy kryje ozdoby które same wykonałyśmy! Majka będzie je według własnego uznania umieszczać na ręcznie robionej choince. (Całość mocowana na rzepy – można przemieszczać do woli :) )

Weronika Kunicka
Gość
W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Super pomysł :)

Weronika Kunicka
Gość

Pękam z dumy :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Oj jest z czego ;)

Małgorzata Krupa-Kurz
Gość

U nas będzie bardziej prosty,coś w tym stylu. Oprócz slodkosci będą drobne upominki typu naklejki,jakieś przybory szkolno przedszkolne,kolorowanki itp. I dodatkowo male zadania jak napisać list do Mikołaja,udekorowac okno w pokoju,przygotować ozdoby na choinkę i tego typu. Myślę,że moje dzieci będą zachwycone.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Bardzo fajny. Dzięki za pomysły :)

Joanna Okońska
Gość

u nas kalendarz adwentowy to różne zadania umilające nam oczekiwanie na święta i przygotowania ozdób, kartek itp.

Emocje 15 listopada 2015

Listy do M. 2 – nie idźcie do kina…

…w listopadzie. Zostawcie sobie tę przyjemność na grudzień, by poczuć w pełni magię nadchodzących świąt. W okresie świątecznym Listy do M. 2 to pozycja obowiązkowa.

Czy miałam obawy, że trudno będzie dorównać pierwszej części, która wysoko postawiła poprzeczkę? Oczywiście! Bałam się, że ktoś chciał wykorzystać sukces Listów do M. sprzed czterech lat i ponownie ściągnąć do kin miliony widzów, którzy tym razem nie wyjdą już tak zadowoleni. Część z nich, szczególnie krytyków, których recenzje czytałam w internecie, rzeczywiście nie jest usatysfakcjonowana, ale biorę na to poprawkę – wszystkim się nie dogodzi. Zresztą trzeba być wyjątkowym malkontentem by krytykować tę produkcję. Jestem pewna, że cała reszta – nie tylko kochających komedie romantyczne – nie rozczaruje się.

Od pierwszej części Listów do M. minęło cztery lata – zarówno w rzeczywistości, jak i w życiu filmowych bohaterów. Na przykład – pamiętacie narodziny Kazika? Poznajemy go teraz jako czteroletniego chłopca. Znów jest wigilia i akcja rozgrywa się w ciągu tego jednego zimowego dnia. Maciej Stuhr ponownie ma dyżur przy radiowym mikrofonie i wprowadza zarówno słuchaczy jak i nas – widzów w świąteczny nastrój. Pojawiają się też nowe osoby, których losy zgrabnie krzyżują się z pozostałymi tworząc spójną, ale i zaskakującą całość. Może co poniektóre wątki są przewidywalne, a i bohaterowie nieco stereotypowi, ale nie o ambitne i głębokie historie przecież w tym filmie chodziło.

I choć na ekranie widzimy głównie ładne bogate wnętrza nowoczesnych mieszkań, to bardzo podobało mi się, że akcent jest postawiony na wartości uniwersalne. To miłość, szacunek, obecność bliskich osób, rodzina są w filmie najważniejsza. Zwróćcie uwagę na kwestię „świątecznego prezentu”, która pojawia się w kilku wątkach.

Obsada jest znakomita…wszystkie role są znakomicie i idealnie dobrane. Świetnie też spisały się dzieci, grające w filmie.

Film jest lekki, choć dotyka kilku poważnych spraw, bardzo przyjemnie się go ogląda. Przez większą część seansu miałam uśmiech na twarzy, uroniłam też łzę, ale i wielokrotnie były wybuchy śmiechu na sali. Z pełną odpowiedzialnością namawiam Was gorąco, by wybrać się do kina… ale tak jak wspomniałam na początku – najlepiej w zimowy grudniowy wieczór.

25
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamila
Gość
Kamila

Za długo trzeba by było czekać do grudnia, ale można wybrać się przecież dwa razy :) ja mam taki plan, bo bardzo mi się podobał :)

Beti
Gość
Beti

Sztos ;) Bombowy film! Ciepły, wzruszający, pełen miłości!

Karolina Górewicz
Użytkownik

Zgadzam się ze wszystkim prócz jednego. Można obejrzeć film w listopadzie. A potem w grudniu jeszcze raz. Ja tak zrobię :)

Joanna3
Gość
Joanna3

Byłam w kinie i moim zdaniem to świetny film. Trochę inny od pierwszej części, bo jest zdecydowanie więcej akcji, bohaterów, wątków, emocji ;) I wzruszeń :) Polecam!

Marzeneczka
Gość
Marzeneczka

Wreszcie jakaś dobra recenzja! Wszyscy dookoła chyba nie za bardzo zrozumieli sens tego filmu, a to właśnie o te uniwersalne wartości chodzi :)

Jest świetnie, bardzo miło i sympatycznie. Wielkie polecenie!

Kalina Borowiec
Użytkownik

Piękne wnętrza itp. to zawsze tylko dekoracje w przenośni i dosłownie, a wartości nadrzędne najważniejsze nie zmieniają się, do tego pozytywne przesłanie filmu (obu części) zawsze mi się podobało! Obsada perfekcyjna!!!

agula
Gość
agula

Zastanawiałam się właśnie czy iść z mężem :)

Karolina Bylina
Gość

Myślę, że niee ;)

Aneta Wagner
Gość

Byłam wczoraj. Nie polecam! Kolejny przereklamowany Polski film. Ani śmieszny, ani ciekawy…

Kasia Grochowiec
Gość

Pewnie, ze warto :) bez dzieci- pelen relaks

Agata Sztole
Gość

Jak dla mnie warto mnie się bardzo podobal

Paula Napierała
Gość

Dla mnie super :)

Magdalena Młynarczyk
Gość

Bardzo fajny, mocno wzruszający :)

Tomasz Wojtaś
Gość

Każdy wybiera, to co lubi. :-)

Katarzyna Kuboszek
Gość

Ja byłam i nie żałuje fajny lekki i przyjemny

Karolina Lubecka-Clark
Gość

Tragedia, odliczalam czas do końca. Biedne to było bardzo:(

Ewa Reszka
Gość

Trzeba było wyjść jaki problem

Marika K
Gość
Marika K

Dobra wiadomość, że 2 część nie odstaje od 1. Zresztą patrząc na sukces obu części, to pozostaje nam czekać na kolejną część. A w sumie kilka historii mogłoby się rozwinąć np. miłość sprzed lat Macieja Zakościelnego. :D

Ewa Reszka
Gość

Są ludzie (np. ja ) którym takie jak to stwierdziłeś „gówniane” komedie się podobają nie da się każdemu dogodzić jednak kultura wypowiedzi powinna zawsze obowiązywać

Anna Bonar-Oszywa
Gość

Ja również byłam wczoraj i dla mnie bardzo fajny… uśmiałam się, ale i oczy mi się zaświeciły…

Emocje 14 listopada 2015

Coś się skończyło

Właściwie nie zastanawiam się co rano, co też Duśka dziś w szkole usłyszy. W pierwszej klasie trudno o kontrowersyjne tematy, panią ma fajną i mądrą, dzieciaki uczą się pisać, czytać, coś tam rysują. O ironio losu wczoraj Duśka mnie zaskoczyła.

– Mamooo, a wiesz czego się dziś uczyłam? Dziś pani mówiła nam, co mamy zrobić jak do szkoły wejdzie ktoś niebezpieczny. Bo w Polsce jeszcze nie było takiego wypadku, ale w Ameryce był, wiesz? Taki wypadek, że ktoś wszedł do szkoły i strzelał do dzieci. Ale to było w Ameryce, na szczęście dawno, jeszcze zanim Zuzia pojechała do Ameryki. No i pani nam dziś mówiła, co mamy wtedy zrobić. Wiesz co? Trzeba wtedy szybko zamknąć drzwi do klasy na kluczyk i wszystkie biurka musimy przestawić pod drzwi, żeby utrudnić wejście komuś niebezpiecznemu. I my wszyscy musimy wtedy siedzieć na podłodze pod szafkami i nikt nie może nic mówić. I jak ktoś wejdzie do szkoły to będzie alarm, takie biiip, biiip, biiip i tak przez trzy minuty. I wtedy będziemy wiedzieć, że jest jakieś niebezpieczeństwo.

Słuchałam jej nieskładnej paplaniny z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony dzieci muszą znać procedury, bo wiadomo – różnie bywa. Z drugiej strony w Polsce jeszcze nikt do dzieci nie strzelał, to nie Ameryka. Żyjemy w wolnym kraju, mamy pokój, jest dobrze. Porozmawiałam chwilę z Duśką, żeby ją uspokoić, bo widziałam, że była przejęta tematem. W końcu to tylko dziecko, w dodatku takie, które nie ogląda bajek z przemocą, atak na kogoś to abstrakcja dla niej. Rozmawiałyśmy o tym, że ten alarm to tylko takie ćwiczenia, trzeba się tego nauczyć, tak samo jak trzeba znać numer 112, ale nie ma czego się bać. No przecież nie ma, prawda? Zostawiam dziecko w szkole bez obaw, przecież za klika godzin zabiorę z powrotem. W tym czasie robię zakupy, pracuję, sprzątam, gotuję. Po prostu żyję. Przecież nie ma się czego bać…

A dziś od rana internet i telewizja wręcz bombardują informacjami z Paryża. Ja wiem, nie można porównywać Paryża z małym miastem pod Warszawą, ale przecież oni tam też myśleli, że nie ma się czego bać… chodzili do pracy, zostawiali dzieci w szkołach, spędzali popołudnia w kawiarniach, jak to w Paryżu.

Kiedyś kulturalna stolica Europy a dziś symbol czegoś, czego nawet nazwać nie umiem. Coś się skończyło.

 

6
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Barbara Heppa-Chudy
Gość

Aż mnie ciarki przeszły, gdy przeczytałam Twój tekst.

Kasia Grochowiec
Gość

Az mnie ciarki przeszly :(

Agnieszka Rozborska
Gość

nie znamy dnia ni godziny

Gośka Budzowsk
Gość

o matko ja mieszkam na zadupiu ale dokąd ten świat zmierza mój brat 3 dni tem wrócić z Paryża

Paulinka Tomaszewska
Gość

Teraz Paryż, a pozniej Włochy, zapewne zamach pójdzie na Watykan… Ale to nie będzie koniec… chcieli uchodźców to ich będą mieć. Chodź za zamachami stoją wyższe instancji, a oni tylko będą to wszysto dopełniac…

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close