Kocham moje dziecko, ale wpędzam je w kompleksy, paraliżuję, zniechęcam

Umówiłaś się z koleżanką na kawę u Ciebie w domu. Niespodziewanie przyjaciółka potrąca kubek – kawa wylewa się na obrus, kapie na podłogę…
„Uważaj, co robisz!!! Ty niezdaro!!! Przed chwilą wyciągnęłam świeży obrus i znowu będę musiała prać!!! Jak ja mam dosyć!!!” – krzyczysz. Nie? Nie krzyczysz na nią w ten sposób?
Znajomy w pracy ma na biurku bałagan – stertę dokumentów, wśród tego butelkę po coli, kubek po herbacie, papierek po batoniku. Musisz na to patrzeć, choć strasznie Ci to przeszkadza. W końcu nie wytrzymujesz…
„Jaki z ciebie jest flejtuch. Natychmiast to posprzątaj!!! Jak zaraz tego nie zrobisz, to będzie kara!!! Zobaczysz, wyrzucę wszystko przez okno!!! No już!!! Na co czekasz?! Słyszysz, co do Ciebie mówię!!! Rusz się i zabieraj za sprzątanie!!! – krzyczysz. Nie? Nie krzyczysz na niego w ten sposób?
Odwiedza Cię znajoma. Nie podoba Ci się to, co na siebie założyła. Wyjątkowo niegustowna bluzka w zestawieniu ze spódnicą wyglądają fatalnie. W ogóle nie w Twoim stylu…
„No jak ty wyglądasz!!! Idź zobacz się do lustra!!! Spójrz na siebie!!! I co, jesteś zadowolona?!!” – krzyczysz. Nie? Nie krzyczysz na nią w ten sposób?
Dlaczego? …
Tymczasem własne dziecko na każdym kroku:
…oceniasz. A ta ocena sprawia, że traci pewność.
…krytykujesz. Tą krytyką wzbudzasz w dziecku poczucie winy i obniżasz jego poczucie własnej wartości.
…walczysz z jego zachowaniem. Z zachowaniem, na które Twojego dziecko może nie mieć wpływu.
…krzyczysz. Wywrzeszczane reprymendy działają tylko wtedy, gdy spowodują u dziecka strach. Naprawdę chcesz, żeby Twoje dziecko się bało?
Przecież go kochasz. I jest to miłość bezwarunkowa, czyli bez względu na wszystko – bez względu na jego wygląd, zachowanie czy osiągnięcia. Kochasz je po prostu, bo istnieje. Ale skąd ono ma to wiedzieć? Bo przecież nie dlatego, że mu mówisz „Kocham Cię najbardziej na świecie”.
A czy widzi Twoje pełne przyjaźni spojrzenie, czuje pełne miłości przytulenie, odbiera Twoje skupienie na nim uwagi?
Ty jesteś tym, kto ma największy wpływ na jego życie. Większy niż cokolwiek, ktokolwiek i kiedykolwiek. Uśmiechnij się do swojego dziecka. Ciepło się uśmiechnij. Pokaż, że jest dla Ciebie naprawdę ważne.
Trochę nie wiem jak odebrać ten wpis, bo mi nieco zalatuje bezstesowym wychowaniem, a może jestem przewrażliwiona? Przyznaje, zdarza mi się powiedzieć dziecku ze wyrzucę zabawki do śmiecci jak wreszcie nie posprząta, pewnie czasem nieświadomie wpędzam je w poczucie winy, ale takze mówimy sobie, że bardzo się kochamy, tak wprost. Nie da się skarcić dziecka bez wywołania u niego niezadowolenia, lęku czy poczucia winy. I wcale nie uważam, żeby to było tak do końca złe. Czasem dziecku poczucie winy jest potrzebne do tego, aby na przyszłość wiedziało, że tak nie można. Pewne emocje lepiej poznać w domu, i móc się… Czytaj więcej »
Nie chodzi o bezstresowe wychowanie, chodzi o szacunek. Dorosłym nie mówimy pewnych rzeczy, ale do dzieci (i zwierząt) już owszem. A można inaczej.
Dziecku zamiast oceniania, krytykowania, krzyczenia należy tłumaczyć – także, albo przede wszystkim to, co jest dla nas oczywiste: co to znaczy „posprzątaj”, „przestań”, „zmieniłam zdanie”…