W przedszkolu 16 maja 2020

Objawy alergii u dzieci i sposoby na ich łagodzenie

Wiosna, a w szczególności maj, to okres intensywnego pylenia roślin, przez co dla alergików jest to trudny i nieprzyjemny czas. Muszą bowiem zmagać się z uporczywym katarem, swędzeniem oczu, zapaleniem spojówek, nierzadko kaszlem i ciągłym kichaniem. Jak poradzić sobie z uciążliwymi objawami alergii u dziecka? Jak można je złagodzić? Przeczytajcie. 

Alergię sezonową, na pyłki roślin wywołują głównie:

Trawy – okres pylenia rozpoczyna się pod koniec kwietnia, a największe stężenia przypada na okres od połowy maja do połowy lipca.

Drzewa – podobno uczulają rzadziej niż trawy, nie mniej wywołują charakterystyczne objawy, które mogą pojawiać się już w lutym. Za ten rodzaj alergii odpowiadają głównie: brzoza, buk, dąb, olcha, leszczyna, platan, wierzba.

A także: babka lancetowata, pokrzywa i szczaw, które pylą od maja do września (pokrzywa nawet do października).

 Najczęstsze objawy alergii u dzieci:

– kichanie,

– swędzenie oczu,

– zaczerwienie spojówek,

– łzawienie,

– obrzęk (opuchnięcie) powiek,

– infekcje górnych dróg oddechowych i towarzyszący im ból gardła, chrypka, kaszel oraz katar.

 Czynniki ryzyka wystąpienia alergii u dzieci:

Predyspozycje genetyczne – podobno ponad połowa alergii u dzieci jest dziedziczona po rodzicu/ach.

Obecność innych alergii, np. pokarmowej.

Zanieczyszczenie środowiska i dym papierosowy – mocno drażnią drogi oddechowe, ułatwiając tym samym działanie niepożądane wszelkich alergenów.

 Leczenie alergii u dzieci:

Gdy dziecko ma objawy alergii powinniśmy skontaktować się z lekarzem (alergologiem) w celu wykonania niezbędnych badań. Jeśli potwierdzą one alergię, wówczas lekarz zadecyduje o tym, jaką formę leczenia  należy włączyć (objawowe i/lub odczulające), aby złagodzić lub wręcz całkowicie wyciszyć objawy.

Jeżeli z jakiejś przyczyny nie możemy udać się do lekarza lub po prostu chcemy zadziałać szybko na uciążliwe objawy, możemy poratować się konsultacją z farmaceutą, który pomoże dobrać odpowiedni środek dostępny w aptece bez recepty.

 Sposoby na zapobieganie i łagodzenie objawów alergii u dzieci:

W okresie pylenia warto zrezygnować ze spacerów w miejscach, w których kwitnie sporo roślin (szczególnie tych, na które dziecko ma uczulenie), tzn. w pobliżu łąk, parków, lasów, czy pól uprawnych (zboża również są przyczyną alergii).

Na spacer najlepiej wybierać się dopiero wieczorem, gdy stężenie pyłków jest niższe.

Po powrocie do domu, powinniśmy umyć dziecku twarz, wydmuchać i wyczyścić nos – można użyć do tego wody morskiej. To samo tyczy się oczu, warto je obmyć oraz zakroplić np. solą fizjologiczną, po to by wypłukać z nich potencjalne alergeny. Dobrze jest również zmienić dziecku ubranie, a to w którym było na dworze wyprać.

W przypadku silnego pylenia i uciążliwych objawów, zaleca się, by za dnia, oczywiście w miarę możliwości, dziecko przebywało w domu (w zamkniętym pomieszczeniu). Zwłaszcza podczas wietrznej pogody, która sprzyja przenoszeniu się pyłków wiatropylnych roślin.

W mieszkaniu, a szczególnie w pokoju dziecka najlepiej nie otwierać okien, a jeśli koniecznie musimy np. podczas upału, warto przesłonić okno firanką, którą dodatkowo można zwilżyć wodą, co w jakimś stopniu będzie stanowiło barierę dla fruwających pyłków. Ewentualnie można zamontować gęste siatki, takie jakie montuje się przeciw owadom.

Pokoje należy wietrzyć tylko wieczorami oraz po deszczu – długotrwałe i obfite opady oczyszczają powietrze z pyłków.

W miarę możliwości warto usunąć z mieszkania rzeczy, na których „lubią” osiadać wszelkie pyłki, tzn. dywany oraz zasłony.

Przed snem zalecana jest kąpiel (choć to dla większości może być oczywistą sprawą), włącznie z umyciem głowy, po to, by spłukać z włosów pyłki.  

W okresie silnego pylenia i uciążliwych objawów można ograniczyć dziecku kontakty ze zwierzętami i/lub zwrócić większą uwagę na pielęgnację ich sierści, ponieważ pyłki „lubią” się do niej przyczepiać.

Dobrym pomysłem może być noszenie maseczek zakrywających usta i nos, w przypadku wychodzenia na dwór (co w tej chwili z powodu koronawirusa jest obowiązkowe),  ponieważ stanowią one barierę dla pyłków, tym samym zmniejszając ilość ich wdychania.

Noszenie okularów przeciwsłonecznych również w pewnym stopniu ograniczania drażnienie spojówek oczu przez fruwające pyłki.  

Wakacyjny wypoczynek warto planować nad morzem lub w górach, gdzie stężenie pyłków jest niższe. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
W szkole 15 maja 2020

Dlaczego kocham pracę zdalną, a zdalna nauka mnie do szału doprowadza? Właśnie dlatego!

Mogłoby się wydawać, że ja, która szósty rok klepie zdalnie w komputer, stanę się orędowniczką zdalnej nauki. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Nauka zdalna ma dla mnie jeden plus – można się wyspać. Reszta to pomyłka.

Nauka zdalna – smutna konieczność

Nikt sobie tego nie wybierał, wyszło, jak wyszło i tyle. Nie ma żadnej alternatywy, bo w obecnej sytuacji nawet zwolnienie lekarskie raczej nie uchroniłoby dziecka przed koniecznością odrabiania lekcji. A nawet gdyby terminy zostały odroczone, to zaległości i tak trzeba by nadrobić. Bez sensu. Chcąc czy nie, a strzelam w ciemno, że w większości przypadków nie, uczniowie muszą spędzać codziennie wiele godzin przed komputerem. Niech ktoś spróbuje mnie przekonać, że to dla ich dobra. 

Nauka zdalna to nie praca samodzielna

Teoretycznie. Bo w praktyce tylko kilka nauczycielek Duśki faktycznie prowadzi lekcje online. I trwa to od niedawna. Pierwsze półtora miesiąca zdalnej nauki polegało na robieniu tego, co nauczyciele zlecili za pomocą e-dziennika. Czyli dzieciaki musiały uczyć się same, ewentualnie z pomocą filmików na YouTube. Pół biedy jak są zdolne, lotne i nie mają zaległości, to i nowy temat przyswoją. Gorzej, jak trzeba im coś wytłumaczyć. A rodzice są różni. Nie każdy był w szkole orłem z matematyki, nie wszyscy znają angielski. Ba! Nie wszyscy umieją obsłużyć platformę do zdalnej nauki (która moim zdaniem jest beznadziejna, totalnie nieintuicyjna), a co dopiero pomóc w tym dzieciom.

Tak na marginesie, z obsługą platformy to i nauczyciele mają problem. Na mój gust powinni mieć jakieś szkolenia w tym zakresie, wszystkim by na zdrowie wyszło.

Dlaczego nauka w domu trwa dłużej

Bo niektórzy nauczyciele nie mają wyobraźni. Przykład z naszego podwórka: „Obejrzyj filmiki i napisz notatkę”. Filmiki trwały około pół godziny, ich poziom oceniłam jako średni, bo akurat miałam dobry dzień. W gorszy powiedziałabym, że były po prostu beznadziejne. Pytam dziecka, czy jest w stanie napisać notatkę. Nie. Musi obejrzeć jeszcze raz. Ja wiem, że można oglądać i jednocześnie robić notatki, ale po pierwsze trzeba mieć podzielność uwagi, a ta przychodzi z wiekiem i to wcale nie do wszystkich; po drugie, obawiam się, że żaden nauczyciel nie uczył samodzielnego robienia notatek. Wygodniej i szybciej jest podyktować najważniejsze punkty do zeszytu. Szkoła podstawowa to nie studia.

Praca samodzielna wymaga samodyscypliny i dobrej organizacji. Jest cała masa dorosłych ludzi, którzy twierdzą, że się do tego nie nadają. Wierzę im, bo nie każdy potrafi sam sobie być szefem wrednym i niewyrozumiałym. A tak trzeba, inaczej utonie się w gąszczu zawalonych terminów. A dzieciaki? Skąd niby mają mieć takie umiejętności? Rozwlekają pracę w czasie, ile się da, bo zwyczajnie nie mają poczucia owego czasu. Skąd mają mieć, skoro do tej pory działały od dzwonka do dzwonka?

Moje dziecko przyzwyczajone jest do mojego stylu pracy – termin rzecz święta i widzi, że jak trzeba, to ja po nocach siedzę, byle tylko tych terminów dotrzymać. Na tym polu mam łatwiej, nie muszę tłumaczyć, dlaczego lekcje zadane na dany dzień mają być tego dnia zrobione. Tak ma być i koniec. Ale wiem, że nie wszędzie jest tak różowo i są dzieci, które mają dwutygodniowe zaległości. I wcale się temu nie dziwię.

Rodzice nie są nauczycielami

I nawet nie o to mi chodzi, że nie potrafią przekazywać wiedzy (a to trzeba umieć, żeby kogokolwiek czegokolwiek nauczyć), ale że zwyczajnie nie mają na to czasu. W założeniu wszyscy mieli zostać w domach, a więc rodzice pracować zdalnie i mieć czas dla dzieci. No to wymyślił chyba ktoś, kto nigdy zdalnie nie pracował i nie wie, na czym to polega!

Nie da się pracować umysłowo, jednocześnie tłumacząc dziecku zawiłości geometrii, tajniki stawiania przecinków i nieścisłości w podręczniku do historii. Po prostu się nie da. No i nie wszyscy rodzice pracują zdalnie albo mogli zostać w domu „na opiece”. Są tacy, którzy mogą dopiero po powrocie z pracy „sprawdzić” prace domowe dziecka, a w praktyce często wówczas wtedy siadają z nim do lekcji. Bo prawda jest taka, że mało które dziecko w szkole podstawowej (może siódme i ósme klasy są bardziej zdyscyplinowane), jak zostanie samo w domu, to te lekcje zrobi. Są ciekawsze rzeczy do robienia. Więc nie, rodzic nie jest w stanie zastąpić nauczyciela. Może garstka się nada, ale to wyjątki potwierdzające regułę.

Braki sprzętowe

Żeby uczyć się zdalnie, trzeba mieć na czym. Tylko jak w domu jest czworo dzieci i jeden komputer (znam taki przypadek) to niestety, ale „Houston, mamy problem”. I nie, nie da się zastąpić komputera telefonem komórkowym. Spotkałam się z taką opinią i absolutnie się nie zgadzam. Na małym ekranie po prostu nic nie widać. Pomijam, że wbrew powszechnemu przekonaniu, nie każde dziecko ma smartfona.

Z komputerami, które stoją w domach, też jest różnie. Nie wszystkie mają dość zasobów, by obsłużyć platformę do zdalnej nauki i kilka dodatkowych programów, których życzą sobie nauczyciele. To naprawdę nie jest tak, że każdy mógł z marszu w tę naukę zdalną wejść. Zresztą z home office było tak samo. Skorzystała branża elektroniczna, bo kamerki i słuchawki rozchodziły się jak świeże bułeczki. Laptopy ponoć też. Obstawiam, że wiele osób brało na raty, albo się zadłużało.

Tu narzekam całkowicie altruistycznie, bo akurat tego problemu z autopsji nie znam. Ale wiem, że występuje. I to nie tylko po stronie uczniów. Nauczyciele też wcale nie mają różowo, a czasem muszą się dodatkowo dzielić ze swoimi dziećmi. Być może to jest powodem, dla którego jeden z nauczycieli językowców nie robi zdalnych lekcji, a w zamian przysyła teoretyczne formułki. Tylko obawiam się, że nauka języka w takiej formie to strata czasu. 

Nauczyciele mają przegwizdane 

Nie myślcie sobie, że o tym nie wiem. Szkoły dostały wytyczne od ministerstwa (któremu wydawanie wytycznych idzie bardzo dobrze) i dyrektor musi wydać odpowiednie dyspozycje. Pół biedy, jeśli wie, jakie dyspozycje wydać. Niestety, bardzo często nauczyciele po prostu dostawali informację, że mają się zalogować na platformę i za jej pomocą przesyłać lekcje. Albo prowadzić. 

Wiem, że nauczyciele siedzą przed komputerem mniej więcej tyle, co dzieciaki, bo mają masę rzeczy do ogarnięcia. Wiem, że od sprawdzania prac przesłanych w formie skanów oczy im wypływają. Wiem, że mają dużo papierkowej roboty dodatkowo, bo przecież biurokracja rzecz święta i najważniejsze to udowodnić, że pracują. Wiem to wszystko. Ale to jednak dorośli ludzie, z jakimś bagażem doświadczeń i większą odpornością na kopniaki od życia. Więc sercem jestem po stronie dzieci, które zostały nagle wyrwane ze swojego bezpiecznego świata, zamknięte w domach i zarzucone pracą, która przekracza ich możliwości. 

Magiczne słowa – podstawa programowa

Nauczyciele muszą ją zrealizować i ponoć dlatego dużo zadają. Jeden z moich znajomych zadał bardzo trafne pytanie: „To co robili do tej pory?”. I to akurat ojciec drugoklasisty, więc teoretycznie dziecka, które powinno mieć obecnie względny luz, bo przecież maluchy więcej się uczą przez zabawę i powtarzanie, niż faktycznie zakuwają wiedzę.

Naprawdę staram się rozumieć, że z punktu widzenia rodzica wygląda to inaczej, niż z punktu widzenia nauczyciela, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że przynajmniej niektórzy nauczyciele (bo nie wszyscy, mam też pozytywne przykłady w zanadrzu) doszli do wniosku, że skoro dzieciaki i tak siedzą w domu, to mogą więcej popracować, bo co niby mają do roboty? I to jest nie tylko moja opinia.

 

Reasumując: to nie tak, że o wszystko obwiniam nauczycieli, chociaż oni mają najwięcej do powiedzenia. Powodów, dla których nauka zdalna wygląda tak, a nie inaczej, jest dużo. Niemniej nie mam dobrego zdania o tej formie edukacji. Obawiam się, że jak dzieciaki we wrześniu wrócą do szkoły, to będą miały braki wielkości krateru po Meteorycie Tunguskim. 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Zdrowie 13 maja 2020

Słońce kusi, czerniak czyha – bez względu na izolację, pamiętaj o profilaktyce

Czerniak i nowotwory skóry to ważny temat. Właśnie rozpoczynamy Światowy Miesiąc Świadomości Czerniaka. Od wielu lat maj jest miesiącem, w którym mówimy więcej o konieczności profilaktyki tego nowotworu. W Polsce co roku diagnozowanych jest blisko 4000 zachorowań na tę chorobę, a ponad 22 000 europejskich obywateli traci życie z powodu czerniaka.

Wiosna w pełni. Słońce świeci coraz dłużej i pogoda na zewnątrz zachęca do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Po zimie, spragnieni naturalnej witaminy D, mimo izolacji ogólnokrajowej z powodu koronawirusa, mamy coraz większą ochotę wyjść na zewnątrz, choćby na balkon czy na spacer. Jednak w tej słonecznej mieszance euforii i endorfin nie możemy zapominać o profilaktyce. O pojawienie się piekących zaczerwień najłatwiej, gdy nasza skóra jest nieprzygotowana na promienie UV po zimie, a to właśnie oparzenia słoneczne mogą zwiększyć ryzyko wystąpienia czerniaka aż dwukrotnie. Warto zachować zdrowy rozsądek i chronić skórę przed promieniowaniem UV. Maj to Światowy Miesiąc Świadomości Czerniaka, tym bardziej pamiętajmy, aby regularnie obserwować znamiona i badać je. 

Dlaczego profilaktyka czerniaka jest taka ważna? 

Czerniak to najpoważniejszy rodzaj nowotworu złośliwego skóry. Jeśli zostanie wcześnie wykryty i poddany leczeniu, prawie zawsze można go wyleczyć. Jednakże, jeśli nie zostanie on odpowiednio wcześnie zdiagnozowany i rozprzestrzeni się na inne części ciała, może być chorobą śmiertelną. Czerniak stanowi tylko 4% wszystkich zachorowań na nowotwory skóry w Europie, jednak odpowiada on za 80% zgonów. Mimo tego, że w Polsce czerniaki występują względnie rzadko – blisko 4000 zachorowań rocznie – są nowotworami o największej dynamice wzrostu liczby zachorowań. Zdolność czerniaka do szybkich przerzutów oraz atakowania młodszych pacjentów sprawia, że stanowi on istotne wyzwanie zdrowotne społeczeństwa. Dlatego tak istotne jest regularne sprawdzanie skóry, czy nie pojawiły się nowe znamiona lub te istniejące nie zmieniły kształtu.

Za najistotniejsze czynniki zwiększonego ryzyka zachorowania uznaje się: 

  • intensywne działanie promieniowania UV naturalnego, czyli promieni słonecznych, oraz sztucznego (np. w solariach),
  • stałe drażnienie mechaniczne lub chemiczne, 
  • niską zawartość barwnika w skórze,
  • predyspozycje genetyczne. 

Sygnałem wskazującym na pojawianie się czerniaka mogą być zmiany skórne, zarówno te, które pojawiły się jako nowe, jak i rozwój lub przekształcenie już istniejących.

Czerniak – jak go rozpoznać?

Jakie znamiona powinny wzbudzić nasz niepokój? Wstępnym narzędziem diagnostycznym jest system kliniczny ABCDE, który pozwala na identyfikację części czerniaków i prowadzenie samokontroli skóry. Wyróżnia się w nim 5 cech charakterystycznych dla zmian mogących być czerniakiem, takich jak: 

  • Asymetryczny, nieregularny kształt (od ang. Asymmetrical shape)
  • Brzegi nieregularne (od ang. Border)
  • Czerwony, czarny kolor lub inne przebarwienia zmiany (od ang. Color)
  • Duża średnica zmiany (od ang. Diameter)
  • Ewolucja rozmiaru, kształtu, faktury lub koloru zmiany (od ang. Evolution).

Bardzo ważna jest czujność pacjenta i prowadzenie samodzielnej obserwacji znamion, również pieprzyków i piegów. Przydatną praktyką może być robienie zdjęć wybranych zmian lub całej powierzchni skóry i porównywanie ich w odstępie czasowym. 

Czerniak – jak specjalista rozpoznaje chorobę?

W przypadku pojawienia się wątpliwości należy szybko umówić się na wizytę u dermatologa lub chirurga onkologa, który za pomocą dostępnych metod (m.in. dermoskopu) potwierdzi lub obali nasze podejrzenia. Taka wizyta zalecana jest przynajmniej raz do roku. Ten sam specjalista może wykonać zabieg usunięcia podejrzanego znamiona, tzw. biopsję wycinającą. Jest to prosty zabieg chirurgiczny, często możliwy do wykonania w warunkach ambulatoryjnych. Wycięciu poddawany jest chory fragment skóry wraz z marginesem ok. 1-2 mm. Następnie wycinek poddawany jest ocenie histopatologicznej. Pozwala ona na potwierdzenie rozpoznania czerniaka oraz uzyskanie informacji o stopniu jego zaawansowania, które służą planowaniu dalszego leczenia. 

Wcześniejsze rozpoznanie i usunięcie czerniaka nie tylko poprawia rokowanie, ale daje szansę wyleczenia u blisko 90% chorych. Z kolei w leczeniu uogólnionego czerniaka obserwujemy znaczącą poprawę rokowań, którą zawdzięczamy nauce. Aktualne, światowe standardy leczenia pozwalają na zastosowanie rozmaitych rozwiązań, w tym leków innowacyjnych w ramach terapii celowanych lub immunoterapii.

Czerniak – jak zminimalizować ryzyko?

Chcąc chronić skórę przed promieniami UV, przede wszystkim każdy dłuższy pobyt na słońcu wcześniej zaplanujmy. Dobrze skórę przyzwyczaić do ostrego słońca stopniowo wychodzą na jego bezpośrednie działanie najpierw na kwadrans, potem sukcesywnie ten czas przedłużając. Mimo że to dopiero wiosna, zaopatrzmy się w kremy do opalania chroniące przed UVA i UVB o minimum 30 SPF, ponieważ promieniowanie UV jest najsilniejsze właśnie wiosną i latem. Im wyższa liczba na kremach z filtrem UV, tym skuteczniej chronią one przed oparzeniem. Stosując je, miejmy świadomość, że działają jedynie przez określony czas, dlatego zaleca się powtarzać ich aplikację na skórę co 2 godziny oraz każdorazowo po kąpieli lub spoceniu się. Stosowanie kremów z filtrem UV nie chroni całkowicie skóry przed działaniem jego promieni. W czasie, gdy natężenie promieni słonecznych jest największe, czyli między 11.00 a 16.00, powinniśmy ograniczyć naszą ekspozycję, wybierając zacienione miejsca. Jeśli już zdecydujemy się na opalanie, nie pozwalajmy sobie na drzemkę, zwiększa to ryzyko poparzenia słonecznego. Zamiast leżenia w jednej pozycji, wybierajmy różne aktywności na świeżym powietrzu. Przed promieniami słonecznymi powinniśmy również chronić twarz, kark oraz oczy, dlatego należy pamiętać o nakryciu głowy i okularach przeciwsłonecznych z filtrem UV.

Promienie UV docierają do nas również przez szyby, dlatego o odpowiednim dawkowaniu słońca oraz stosowaniu ochrony powinniśmy też pamiętać, gdy dużo czasu spędzamy przy oknie, na przykład pracując lub podczas podróży samochodem.

 

*Wykorzystano materiał prasowy opracowany przez Biuro Prasowe Novartis, skonsultowany z  Akademią Czerniaka. Więcej informacji o czerniaku na: www.AkademiaCzerniaka.pl

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close