Emocje 15 kwietnia 2020

Obowiązek zasłaniania ust i nosa – kto, gdzie i kiedy? Co warto wiedzieć o nowym rozporządzeniu?

Obowiązek zasłaniania ust i nosa wchodzi w życie od czwartku 16 kwietnia 2020 roku. Co to dokładnie dla nas oznacza, gdzie konkretnie będziemy musieli nosić maseczki i czy będą od tego jakieś wyjątki, np. czy małe dzieci również będą podlegać tej zasadzie? Zebrałam w jedną całość najważniejsze informacje dotyczące projektu rozporządzenia, które doprecyzowuje regulacje w tym zakresie. Sprawdźcie co z tego projektu wynika

Jak podaje Ministerstwo Zdrowia od czwartku 16 kwietnia 2020 roku każda osoba przebywająca w miejscu i przestrzeni publicznej, będzie musiała zasłaniać usta i nos. Przy czym należy pamiętać, że to obostrzenie nie zwalnia nas z dotychczasowych zasad bezpieczeństwa. Nadal utrzymane zostają:

*Do niedzieli 19 kwietnia:
– ograniczenia w przemieszczaniu się,
– zakaz wychodzenia nieletnich bez dorosłego opiekuna,
– ograniczenia w funkcjonowaniu galerii handlowych oraz sklepów budowlanych,
– zasady przemieszczania się komunikacją publiczną i samochodami większymi niż dziewięcioosobowe,
– ograniczenia liczby osób przebywających w sklepach, na poczcie, czy na targach,
– zawieszenie działalności salonów fryzjerskich, kosmetycznych, tatuażu oraz punktów gastronomicznych,
– ograniczenie działalności instytucji kultury,
– w wydarzeniach o charakterze religijnym (w kościołach może przebywać maksymalnie pięć osób),
– zakaz korzystania z parków, lasów, promenad, plaż, bulwarów i rowerów miejskich.

*Do niedzieli 26 kwietnia:
– zamknięcie szkół, uczelni, przedszkoli i żłobków,
– zamknięcie pasażerskiego ruchu lotniczego oraz międzynarodowego ruchu kolejowego.

*Do niedzieli 3 maja:
– zamknięcie granic, z pewnymi wyłączeniami, których wykaz znajdziecie na rządowej stronie https://www.gov.pl/web/koronawirus/aktualne-zasady-i-ograniczenia,
– obowiązkowa kwarantanna dla osób przekraczających granicę z Polską.

Obowiązek zasłaniania ust i nosa – gdzie trzeba będzie nosić maseczki?

Mając na względzie instytucje publiczne oraz wszelkiego rodzaju miejsca wyłączone aktualnie z użytku (zamknięte) do odwołania, obowiązkowo będziemy musieli zakrywać usta i nos:
– na ulicach, w parkach, na plażach (oczywiście wtedy, gdy rząd da nam zielone światło na spacery w tych miejscach) oraz w innych przestrzeniach publicznych,
– w sklepach, aptekach, urzędach, bankach, …
– w punktach opieki zdrowotnej,
– w środkach transportu publicznego oraz w samochodach, którymi poruszają się wspólnie osoby nie mieszkające razem,
– w punktach świadczenia różnych usług (np. u fryzjera, jeśli zostanie zniesiony zakaz prowadzenia tego typu działalności, zgodnie z planem stopniowego odmrażania gospodarki, od niedzieli 19 kwietnia 2020).
– obowiązek zasłaniania ust i nosa może również obejmować zakłady pracy – choć to podobno zależy też od naszego pracodawcy.

Obowiązek zasłaniania ust i nosa – czy musi to być maseczka?

Ministerstwo Zdrowia nie określa jednoznacznie, że musimy zasłaniać usta wyłącznie maseczkami. Na stronie gov.pl podana jest informacja, że mogą to być inne formy ochrony – np. szaliki, kominy, chustki, itp. Jednakże warto przy tym wiedzieć, że nie wszyscy lekarze się z tym zgadzają. Są tacy, którzy twierdzą, że owszem mogą to być zwykłe szaliki, bo każda ochrona twarzy jest lepsza niż żadna, ale są też tacy, którzy zalecają zaopatrzenie się w typowe maseczki.

Mogą być jednorazowe – choć te akurat obecnie ciężko jest dostać, a jeśli już gdzieś są dostępne, to kosztują krocie. Mogą też być maseczki bawełniane, wielokrotnego użytku. W tej chwili są one coraz bardziej popularne i stają się ogólnodostępne – wiele sklepów, wprowadza je do swojej oferty. Można je również nabywać u osób prywatnych, które zaczęły szyć maseczki na własną rękę, w swoich domach – takich ludzi jest naprawdę dużo i ciągle ich przybywa. Ponadto niektóre miasta i gminy udostępniają swoim mieszkańcom darmowe maseczki – w mojej wsi zostały rozesłane drogą pocztową do każdego domu, co prawda po jednej sztuce, ale jak to się mówi lepszy rydz niż nic ;-)

Obowiązek zasłaniania ust – czy maseczkę można zrobić/uszyć sobie w domu?

Ochronną maseczkę jak najbardziej można zrobić sobie własnoręcznie, w sieci jest w tej chwili mnóstwo filmików instruktażowych z cyklu DIY. Co ważne, nie do każdej niezbędne jest posiadanie maszyny do szycia oraz specjalnych umiejętności.

Natomiast ważne jest, aby maseczka bawełniana składała się z przynajmniej dwóch warstw. Według jednego ze znanych lekarzy – niestety nie jestem w stanie przypomnieć sobie teraz jego nazwiska, jak tylko to zrobię, wstawię tu jego dane – warto do maseczki tworzonej samodzielnie wykorzystać jako filtr: kawałek zwykłej ściereczki z mikrofibry, filtra z odkurzacza bądź kawałek materiału wykorzystywanego do szycia odzieży ochronnej oraz do sterylizacji w autoklawach. Ze zdobyciem tego ostatniego od ręki co prawda możemy mieć problem, ale ściereczkę kuchenną z mikrofibry dostaniemy raczej w każdym sklepie spożywczym lub drogerii.

Obowiązek zasłaniania ust i nosa – czy wszyscy nawet małe dzieci muszą nosić maseczki?

Z obowiązku zasłaniania ust i nosa zwolnione są dzieci do czwartego roku życia.

Według Centralnej Kontroli i Prewencji Chorób – rządowej agencji Stanów Zjednoczonych, drogi oddechowe małych dzieci są węższe niż u dorosłych, zakrywanie więc ust oraz nosa może utrudniać im oddychanie. Niemowlęta, mogą także nie umieć same sobie ściągnąć maseczki z twarzy, ani zasygnalizować, że trudniej jest im oddychać.

Z kolei doktor Paweł Gonerko (pulmonolog, pediatra, alergolog) twierdzi, że “z zakładaniem maseczek małym dzieciom może być problem, jeśli dziecko się niepokoi, płacze i wyrywa, natomiast medycznych przeciwwskazań nie ma żadnych”. Podobnie profesor Tadeusz Maria Zielonka, pulmonolog z Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, uważa że “dzieci w każdym wieku wychodząc na zewnątrz powinny mieć zakrywane usta i nos”.

Z obowiązku noszenia maseczek zwolnione są również osoby, które nie mogą zakrywać ust lub nosa z powodu stanu zdrowia, całościowych zaburzeń rozwoju, niepełnosprawności intelektualnej w stopniu umiarkowanym albo głębokim lub niesamodzielności – w tym zakresie nie jest wymagane okazanie orzeczenia lub zaświadczenia.

Obowiązek zasłania ust i nosa – czy to faktycznie chroni?

Zdania na temat tego, czy maseczki faktycznie chronią przed drobnoustrojami są dosyć podzielone. Jedni twierdzą, że zwykłe, niechirurgiczne maseczki nie zdają egzaminu, inni uważają, że zakrywanie ust i nosa jest o tyle wskazane, że utrudnia wydobywanie się z naszych dróg oddechowych tego, co mogłoby ewentualnie zaszkodzić otaczającym nas ludziom. Logiczne więc wydaje się, że w sytuacji, gdy wszyscy zasłonimy twarze, rozprzestrzenianie się drobnoustrojów zostanie mocno ograniczone.

Obowiązek zasłaniania ust i nosa – jak długo można nosić jedną maseczkę i co z nią później zrobić?

Z tego co zdążyłam ustalić, jedną maseczką można nosić maksymalnie do trzech-czterech godzin. Później należy ją wyrzucić, jeśli jest to maseczka jednorazowa, bądź wyprać w 60 stopniach i/lub wyprasować – podobno wystarczy kilka minut, by z pomocą wysokiej temperatury (ok. 60 stopni) zniszczyć wirusy.

Obowiązek odkrycia ust i nosa na żądanie…

Bądźcie też świadomi tego, że każdy z nas ma obowiązek odkrycia ust i nosa na żądanie osób uprawnionych do tego, by móc nas wylegitymować, zidentyfikować i zweryfikować tożsamość.

 

*Daty i informacje dotyczące obostrzeń zebrane są z rządowej strony gov.pl na dzień 15.04.2020 – mogą się one zmieniać wraz z kolejnymi dniami.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Emocje 10 kwietnia 2020

Wielkanoc w cieniu koronawirusa

Koronawirus robi co może, żeby ludziom krzyżować plany. Już nie można po ludzku iść z rodziną do lasu, zabrać dziecka na zakupy czy po prostu wyjść na spacer bez celu. Święta też będą inne niż te, do których przywykliśmy. 

 

Czasem to chyba warto ugryźć się w język… 

Kiedy dwa lata temu pisałam Wam, że czekają mnie święta inne niż wszystkie, nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo los potrafi być przewrotny. 

Tamte święta faktycznie były improwizowane, a że na stole pojawiło się coś poza zupkami chińskimi, w dużej mierze było zasługą mojego męża i dziecka. Dom też jakby brudem zarośnięty nie był, chociaż okien faktycznie wtedy nie umyłam. Nie wypucowałam też wszystkich podłóg i mebli, ale poodkurzane musiało być. Tak mi się wydaje, bo sama tego nie pamiętam. Zresztą na pewno nie ja odkurzałam, to zawsze robi mój mąż. Ale musiało być poodkurzane i podłogi musiały być przynajmniej przetarte, bo wśród gości było niespełna roczne dziecko. 

W tym roku dziecko ma prawie trzy lata, ale na święta nie przyjedzie… mogę nie myć podłóg, ale umyję, bo mam czas. Okna umyłam już dawno. Nadal dobrze wyglądają. 

To znowu będą święta inne niż wszystkie…

Pierwszy raz w życiu nie pójdę do kościoła ze święconką. Nigdy mi się taka sytuacja nie zdarzyła. Tym bardziej mojemu dziecku, któremu teraz jest wyraźnie przykro. No ale siła wyższa. Święconkę sami sobie poświęcimy, na szczęście mamy święconą wodę. W internecie można znaleźć wzór modlitwy do odmówienia. Na przykład tutaj. A jak ktoś nie znajdzie, to też nie ma problemu. Może sam się pomodlić i pokarmy poświęcić. To też będzie ważne. Wiem z pewnego źródła ;) 

W Wielką Niedzielę też nie pójdziemy do kościoła. Po raz kolejny będziemy uczestniczyć we mszy przez internet. Transmisji jest już na tyle dużo, że sobie wybieramy co tydzień inny kościół. Ot tak, bo możemy. 

Święta w tym roku będą tańsze, bo po prostu nie mam dla kogo gotować. Nie będzie gości, a my we trójkę nie zjemy nie wiadomo ile. Jak się siedzi w domu to i jeść się jakoś nie chce. Menu będzie skromniejsze, ale jajek faszerowanych nie zabraknie. Żurku też. I ciast, których na co dzień na stole nie stawiam. Postaram się, żeby świąteczna atmosfera mimo wszystko pojawiła się w naszym domu, choćby za pomocą odświętnych potraw. 

Jak co roku odżegnuję się od prasowania obrusa, tak w tym chyba zrobię wyjątek. Niedawno mąż mi zamontował dodatkowe gniazdka w kuchni, więc chyba już nie mam się czego bać. 

Bazie już mamy, ukradłyśmy z Duśką z lasu, ale nie mówcie nikomu! Stoją w wazonie bez wody, bo nie chciałam, żeby zakwitły. Wykorzystamy je do świątecznych dekoracji. Pisanek raczej nie zrobimy (no dobra, może jedną, góra dwie), bo mamy już całkiem pokaźną kolekcję z poprzednich lat. 

Nie będzie gości i to właściwie boli najbardziej. Cała reszta to dodatki, ważne, ale nie najważniejsze. Święta zawsze spędzaliśmy w większym gronie. Tym razem będziemy we troje. Nie myślcie, że nie lubimy być ze sobą albo nie mamy o czym rozmawiać, nic z tych rzeczy. Ale wiecie sami, to nie tak powinno być. 

Wykorzystamy nowoczesną technologię i zorganizujemy jakąś telekonferencję, bo co innego nam pozostaje? Nic. Dobrze, że chociaż internet jest. Chociaż też ostatnio jakby kuleje.

Nie pójdziemy na tradycyjny świąteczny spacer, bo obowiązuje jakiś durny zakaz wstępu do lasu. Mogłabym go zrozumieć, gdyby chodziło o zagrożenie przeciwpożarowe, bo faktycznie jest susza. Ale nikt mnie nie przekona, że niechodzenie do lasu będzie miało pozytywny wpływ na moje zdrowie. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Ruch jest potrzebny, świeże powietrze też. A w lasach jest naprawdę dużo miejsca i zachowanie stosownej odległości jest łatwiejsze niż w sklepie, komunikacji lub na poczcie. Nie złamiemy zakazu wcale nie dlatego, że jesteśmy tacy praworządni, tylko dlatego, że myśliwi dostali zielone światło. Mogą chodzić po lasach, ile dusza zapragnie. Polować też. Jakby trochę to niebezpieczne dla nas, zwykłych śmiertelników. 

 

Miałam już święta improwizowane. Będę miała święta bez gości. Mam nadzieję, że za rok będę miała święta jak najbardziej tradycyjne. Już nawet na tę kaczkę się zgodzę, o ile ktoś ją upiecze. Niech sobie będzie na stole. Tylko niech mam dla kogo piec ciasta i faszerować jajka. Niech mi krzeseł i talerzy zabraknie. Takich świąt sobie i Wam życzę. Tych za rok. To już niedługo! 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Ciąża i dziecko 2 kwietnia 2020

Kary dla dzieci – karać czy nie karać?

Metoda kija i marchewki jest jedną z najstarszych metod wychowawczych. Każdy rodzic ma w pogotowiu kilka sprawdzonych kar – są to głównie zakazy lub nakazy. W danym momencie zastosowanie kary wydaje się jedynym skutecznym sposobem postępowania, ale czy tak jest naprawdę? Czy wymierzenie kary sprawia, że dane zachowanie się już nie powtórzy?

Czy kary działają?

Zastanówmy się nad odpowiedzią na to pytanie. Myślę, że wielu z Was odpowie – oczywiście! I ja też się z Wami zgodzę, że w pewnym sensie tak. Jednocześnie dodam, że działają, ale krótko. To nie jest tak, że dziecko nauczy się na swoim błędzie i następnym razem już tego nie zrobi. Raczej więcej niż pewne, że zrobi, ale wtedy, gdy nie będzie w zasięgu naszego wzroku. Nauczy się kombinować, żeby uniknąć kary. Kara zadziała po prostu tu i teraz (np. dziecko posłusznie pójdzie do swojego pokoju), ale na pewno nie zapobiegnie niepożądanemu zachowaniu w przyszłości.

Dzieci karane bardzo często stosują też pewien mechanizm obronny, jakim jest kłamstwo. Jest to logiczne, po co mają się do czegoś przyznawać, dlaczego mają mówić prawdę, skoro zostaną ukarane.

Co poczuje dziecko, gdy je ukarzemy?

A co czulibyśmy sami, będąc na jego miejscu? Złość? Poczucie niesprawiedliwości? Rozgoryczenie? Upokorzenie? Przytoczę słowa Jane Nelsena: „Jakim cudem wpadliśmy na ten szalony pomysł, że aby dzieci zachowywały się lepiej, najpierw muszą się poczuć gorzej?”. W myśl pozytywnej dyscypliny, której Nelsen jest twórcą – aby rozwiązać sytuację, należy naprawić relację. Niczego nie nauczymy, nie wytłumaczymy, nie „przemówimy do rozsądku” naszemu dziecku, jeśli będzie na nas wkurzone. A będzie na pewno, jeśli je ukarzemy. Jeśli zostanie przez nas upokorzone, nie oczekujmy od niego, że będzie z nami chciało współpracować.

Zwróćmy uwagę, że gdy wymierzamy dziecku karę, to pokazujemy, że w tym starciu wygrał dorosły. A kto lubi przegrywać? Nikt nie lubi poczucia bycia przegranym, większość z nas w takiej sytuacji czuje potrzebę rewanżu. Nie dziwmy się, jeśli zdenerwowane na nas dziecko będzie chciało się odegrać i swoim zachowaniem zrobić nam na złość. Od razu albo kiedyś. Nam albo komuś innemu, np. rodzeństwu. Jeśli dostało karę za uderzenie siostry, to czy od tego momentu będzie kochało ją bardziej? A może będzie jeszcze bardziej na nią złe, bo to przez nią zostało ukarane?

I jeszcze jedna – najgorsza według mnie strona karania – wychowanie człowieka lękliwego, uległego, zawsze posłusznego. Pewnie każdy rodzic marzy o tym, by jego dziecko miało poczucie własnej wartości. Żeby nie musiało swoim zachowaniem ciągle udowadniać, próbować się przypodobać innym i robić tego, czego od niego oczekują. Pierwszy lepszy przykład – pomyślmy o być może mających zły wpływ rówieśnikach, z którymi będzie miało do czynienia nasze (kiedyś) nastoletnie dziecko.

Co zamiast kary?

Niekaranie dzieci nie jest jednoznaczne z tym, że mamy im na wszystko pozwalać. Dzieci trzeba wychowywać! A to już temat na następny wpis. Dziś zostawiam Was z refleksją nad konsekwencjami kar, szczególnie tymi długofalowymi. I obiecuję do tematu wrócić niebawem.

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Aenta
Aenta
7 miesięcy temu

Zgadzam się z Tobą w 100%. Przyznam szczerze, że łatwiej jest wymierzyć dziecku karę, niż jej nie zastosować.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close