Poradnikowe poniedziałki 30 września 2019

Prawdy i mity dotyczące grzybów. W co nie warto wierzyć?

Prawdy i mity dotyczące grzybów to temat na czasie. Jesień w pełni, a miłośnicy leśnych spacerów i grzybobrania zacierają ręce z radości. Pogoda sprzyja, więc mamy wysyp grzybów, które wynoszone są kilogramami z lasów i przyleśnych polanek. 

Odpowiednia wiedza to podstawa bezpieczeństwa, niestety pojawiają się w obiegu prawdy i mity o grzybach, które są bardzo szkodliwe, wręcz niebezpieczne. Każdy grzybiarz powinien mieć nie tylko potrzebne wiadomości w głowie i doświadczenie, ale także atlas grzybów, który pomoże rozwiać wątpliwości, jeśli takie się pojawią. Sama wychodzę z założenia, że lepiej odpuścić grzyby, co do których nie ma pewności, niż narażać się na rozstrój żołądka, a nawet utratę zdrowia czy życia. Nie zamierzam nikogo straszyć – moim celem jest jedynie zwrócenie szczególnej uwagi na prawdy i mity dotyczące grzybów. Bo to, że gorzki grzyb zawsze jest trujący lub że “trujaków” nie jedzą ślimaki czy owady, słyszał każdy grzybiarz. Ale które z tych powtarzanych przez wielu twierdzeń są prawdziwe, a które nijak się mają do rzeczywistości?

Prawdy i mity dotyczące grzybów

Grzyb, który objadany jest przez ślimaki, jest jadalny

Niestety w tym przypadku to stwierdzenie może być wręcz zabójcze. Ślimaki i owady mogą żerować nawet i na trujących grzybach, np. na bardzo niebezpiecznym dla zdrowia muchomorze sromotnikowym. Ich organizmy reagują inaczej niż organizm człowieka na toksyny produkowane przez grzyby.

 

Trujące grzyby zawsze są gorzkie i niesmaczne

Testowanie przydatności grzyba do spożycia poprzez smak to wyjątkowo zły pomysł. Nieprawdą jest, że trujące grzyby zawsze mają gorzki posmak, a jadalne pachną i smakują zachęcająco. Np. jadalny rydz mleczaj ma mleczko lekko cierpkie w smaku, a pewne gatunki muchomora mogą smakować “normalnie”. Osoby, które popełniły ten błąd twierdziły, że potrawka z muchomorem (są różne gatunki tego grzyba) smakowała tak samo jak zawsze, gdy była przygotowana z innych, jadalnych grzybów. Znawcy tematu odradzają przeprowadzanie próby smakowej przy identyfikowaniu grzybów. 

 

Srebrna łyżeczka nie wskazuje na obecność trujących grzybów

Wiele osób, chcąc się przekonać, czy w potrawce czy zupie nie ma trujących grzybów, wkłada do niej srebrną łyżeczkę. Pokutuje wiara w to, że taka łyżeczka czernieje, jeśli w garnku gotują się trujące grzyby – to nie zawsze prawda. Owszem, czernieje włożona do garnka z muchomorem, ale to samo dzieje się w przypadku borowików – grzyby zawierają sporo siarki, która reaguje ze srebrem.

 

Cebula ściemnieje, jeśli w potrawie są trujące grzyby

To też nieprawda. Cebula ciemnieje, ponieważ grzyby zawierają barwniki, które wpływają na kolor cebuli w wywarze.

 

Mleko skwaśnieje od trujących grzybów

Wrzucanie grzybów do mleka i obserwowanie, czy skiśnie to także fatalna metoda na ocenę zdatności grzyba do spożycia. Nawet jadalny grzyb może spowodować kwaśnienie mleka, przez wzgląd na zawarte w nim pepsyny.

 

Trujące grzyby mają blaszki i często dziwne kształty

Nie ma bardziej mylnego stwierdzenia – jest cała masa jadalnych grzybów, które wyglądają nietypowo lub mają blaszki – choćby pyszna kozia broda i powszechnie uwielbiane kurki czy rydze mleczaje.

 

Wystarczy wylać wywar, by toksyny z grzybów “uciekły”

Nie, nie i jeszcze raz nie. Z wywarem nie wylejemy trucizny! Co więcej, potrzeba temperatury powyżej 280 stopni Celsjusza, by toksyny uległy rozkładowi. Gotowanie nie pozbawia grzybów trujących substancji.

 

Alkohol to odtrutka na toksyny grzybów

To także można usłyszeć na temat “profilaktyki” przed zatruciem trującymi grzybami. Alkohol może wręcz nasilać działanie toksyn, podobnie jak napoje mlekopochodne.

 

Wiadomości zawarte w tym wpisie pochodzą z “Grzybownika” autorstwa grzyboznawcy Justyna Kołka i klasyfikatora grzybów Ewy Furtak. To wspaniałe kompendium wiedzy i zarazem atlas, po który każdy miłośnik grzybów i grzybobrania powinien sięgnąć. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Lifestyle 28 września 2019

Jak oszczędzać pieniądze — czyli przedsiębiorcza mama w akcji

Czy jestem oszczędna? Zdecydowanie tak. Jakiś czas temu pisałam Wam, jak zmieniłam swoje przyzwyczajenia, by żyć bardziej ekologicznie. Większość z nich wpływa pozytywnie nie tylko na planetę Ziemię, ale i na domowe finanse. Ekologia to ekonomia. Ach, jak ja lubię takie korzyści 2 w 1.

Jak oszczędzać pieniądze?
Myślę, że warto zmieniać swoje nawyki i otwierać się na nowe ciekawe rozwiązania. Od czasu do czasu zastanówmy się nad swoim życiem, zwyczajami, wyborami i w razie potrzeby dokonajmy po prostu zmian. Sposobów oszczędzania jest wiele, ja dziś podzielę się z Wami tymi, które sama stosuję.

Oszczędzanie pieniędzy – porady

Zakupy

Zawsze robię listę na zakupy, dzięki temu ograniczamy z mężem kupowanie rzeczy dodatkowych, często zbędnych, a nabytych pod wpływem chwili.

Kiedyś gdzieś przeczytałam, że ważne jest, by unikać zakupów impulsywnych, czyli jeśli zakup czegoś nie był planowany, warto odłożyć go na kilka dni. I jeśli przez ten czas nam nie przejdzie na niego ochota, to znaczy, że widocznie jest wart naszego zakupu.

Śledzę promocje i jeśli produkt, który używamy, jest w dobrej cenie, to kupujemy go w ilościach hurtowych, na zapas. Głównie sprawdza się to w przypadku chemii, kosmetyków, mleka, oliwy itp. Nie polecam kupowania w ten sposób produktów sypkich (mogą zalęgnąć się w nich mole spożywcze) lub z krótką datą przydatności (możemy nie zdążyć ich zjeść).

Całą rodziną kupując ubrania, korzystamy z wyprzedaży sklepów i outletów. Wybieramy rzeczy dobrej jakości, bo często tańsze jest po prostu gorsze (ciuch lepszej jakości nie będzie do wyrzucenia po kilku praniach).

Zastanawiam się, czy faktycznie potrzebna jest mi zmiana sprawnego telefonu na inny – nowszy, modniejszy, nowocześniejszy… Przykład dotyczy smartfona, ale tak naprawdę ważna jest głębsza refleksja nad każdym większym zakupem – czy naprawdę zakup nowej rzeczy jest konieczny?

Choć pracuję w centrum Katowic, bardzo rzadko kupuję jedzenie i kawę na mieście. Każdego dnia przyrządzam sobie i synowi pyszne drugie śniadania, które zdecydowanie wychodzą taniej, niż kupna kanapka i zdrowiej niż słodka drożdżówka. Kawę robię w ekspresie w domu i nalewam do mojego ulubionego ślicznego termicznego kubka.

Nie kupuję w ogóle wody – mamy dzbanek i butelki wielorazowe z wbudowanym filtrem węglowym.

I wiecie, na czym jeszcze oszczędzam? Na słodyczach! Redukuję ich zakupy do niezbędnego minimum, a z tym się wiążą wyłącznie plusy ;)

A na zakupy najlepiej wybrać się najedzonym i … bez dzieci! Towar w hipermarketach nie tylko je wabi i kusi, ale i leży na wyciągnięcie ich małych rączek.

Oszczędzanie pieniędzy

Wydatki domowe

Gaszę światło tam, gdzie nikogo nie ma i wyłączam urządzenia, z których nie korzystam. Energooszczędne żarówki to nie ściema – wymieniliśmy w całym domu żarówki na oświetlenie LED — spektakularnie odbiło się to na naszych rachunkach za prąd.

Myjąc zęby, zakręcamy wodę, w kranach mamy założone perlatory (które napowietrzają wypływającą wodę i sprawiają, że zużywamy jej mniej), nie uruchamiamy zmywarki, dopóki nie jest pełna. Wszyscy domownicy na co dzień wybierają prysznic zamiast kąpieli. Używam wody z mycia warzyw, owoców, z gotowania jajek do podlewania roślin doniczkowych.

Czytając tekst poradnikowy o oszczędzaniu na stronie marki firmy Kruk S.A., zwróciłam uwagę na fakt, że dobrym pomysłem jest co jakiś czas zweryfikowanie umów zawartych z dostawcami internetu, sieciami komórkowymi, telewizji, a także opłat ponoszonych za konta bankowe. Na rynku jest przecież duża konkurencja w zakresie tych usług, co owocuje atrakcyjnymi promocjami i ciekawymi ofertami. Warto też przeanalizować, czy mamy wybraną optymalną dla nas taryfę, czy nie płacimy przypadkiem niepotrzebne nam abonamenty. Przykładem może być telewizja cyfrowa czy kablowa – po co miałam wnosić opłaty za kilkadziesiąt kanałów telewizji, jeśli korzystałam zaledwie z kilku? Od jakiegoś czasu zrezygnowałam całkowicie z takiego abonamentu i robię o wiele niższą opłatę za dostęp do filmów i seriali.

Nawet skromne oszczędności zawsze się przydadzą

Podróżowanie

Zarówno krótkie, jak i długie dystanse można pokonać drożej lub taniej. Możemy zastanowić się, nad bardziej ekonomicznym środkiem transportu i np. zastąpić auto rowerem.

Jakiś czas temu Mirella dzieliła się z Wami swoim doświadczeniem, jak kupić tani bilet na pociąg.

Jeżdżąc do pracy, można podwozić się ze znajomymi, albo zastąpić jednorazowe bilety autobusowe, biletem miesięcznym – ja kupuję nawet kwartalny, wychodzi zdecydowanie najtaniej.

Jadąc autem, prowadźmy ekonomiczniej, by zaoszczędzić paliwo. No i na pewno pozytywnie na stan naszego portfela nie wpływają mandaty ;)

Sposoby oszczędzania powinniśmy dopasować do siebie – nie wszystkie metody oszczędzania pasują każdemu. Dlatego nie pisałam np. o domowym farbowaniu i obcinaniu włosów, bo akurat zarówno ja, jak i moi mężczyźni, regularnie korzystamy z tych zabiegów w salonie fryzjerskim, a na pewno na tym można byłoby zaoszczędzić niezłą sumkę w ciągu roku.

Zachęcam więc Was do podzielenia się swoimi sposobami na oszczędzanie pieniędzy – może macie rozwiązania, które mnie i innym nie przyszły dotąd do głowy. Zainspirujmy się nawzajem! Zerknijcie też i sprawdźcie podejście do oszczędzania, jakie promuje firma KRUK S.A.. Bo oszczędzać przecież warto – by mieć poczucie bezpieczeństwa i realizować marzenia.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
W szkole 27 września 2019

Jak przekonać dziecko do nauki

Dzieci dzielą się z grubsza na takie, które uczą się dobrowolnie i trzeba je od książek siłą odciągać oraz na takie, które za nic uczyć się nie chcą. Jak przekonać dziecko do nauki, kiedy ono mówi, że nauka jest nuda, trudna i w ogóle głupia? Łatwo nie będzie, ale są sposoby.

Nauka przez zabawę

Sposób stary jak świat, ale ciągle skuteczny. Im więcej zmysłów jednocześnie dziecko angażuje, tym łatwiej przychodzi mu przyswajanie wiedzy. Wkuwanie na pamięć można połączyć z chodzeniem, skakaniem, bieganiem. Tabliczkę mnożenia łatwiej przyswoić układając klocki na podłodze. Fakty historyczne wchodzą do głowy szybciej, jeśli dziecko je na przykład narysuje.

Aplikacje mobilne nie są takie złe

Oczywiście, jeśli podejdziemy do nich właściwie. Warto podpowiedzieć dziecku, co może zainstalować, żeby sobie uatrakcyjnić naukę. Prawda jest taka, że dzieci uwielbiają te wszystkie mobilne bajery, takie mamy pokolenie. Można zabraniać, a można to wykorzystać w słusznej sprawie. Duśka uczyła się tabliczki mnożenia w aplikacji. Najbardziej lubiła końcowe pojedynki, przychodziła do mnie i stawałyśmy do walki. Z innej aplikacji uczyła się odgłosów ptaków, z kolejnej wyciągała wiadomości o kosmosie.

Kary i nagrody? No niekoniecznie

Dziecko powinno od początku mieć świadomość, że uczy się dla siebie, a nie dla nagrody. Obiecywanie roweru, tabletu, smartwatcha czy choćby pluszaka nie jest najlepszym rozwiązaniem. Zadziała tu mechanizm znany dobrze studentom: zakuć, zdać, zapomnieć. Jeśli nagroda to niematerialna, na przykład wyjście do kina, dziecko ma wtedy lepszą motywację do starań o kolejny bonus za dobre wyniki. A kara? Już sama jedynka jest karą, po co to eskalować? Dzieci, które mają problemy z nauką, potrzebują od rodziców wsparcia, a to nie powinno przyjmować postaci kar.

Nauka jest ważna

I trzeba to dziecku wyraźnie pokazać. Co to oznacza? Jeśli dziecko odrabia lekcje, to nie wolno mu przerywać akcjami typu: „Zrób sobie przerwę i wynieś śmieci”. Za to trzeba ściszyć a najlepiej całkiem wyłączyć telewizor, nie odkurzać w czasie nauki dziecka, odpuścić sobie wszelkie inne głośne prace, zająć czymś młodsze rodzeństwo. Jeśli w domu jest kilku uczniów, powinni odrabiać lekcje w tym samym czasie, wtedy nie będą sobie nawzajem przeszkadzać zabawą.

Nauka nie tylko w szkole

Dni wolne nie są tylko po to, żeby posprzątać i poleniuchować. To czas, który można spędzić twórczo, na przykład na wycieczce, która łączy przyjemne z pożytecznym. Jeśli trochę poszukamy, okaże się, że nawet w muzeum można się dobrze bawić. Z takich wycieczek dzieci wynoszą więcej niż ze szkoły. Przede wszystkim dlatego, że nie towarzyszy im stres i nie czują presji przyswajania wiedzy. Ot, samo się dzieje.

Pochwały tak, ale za konkrety

Pochwała to coś, na co dziecko powinno zasłużyć. A po co ma się starać, skoro chwalimy je bez ustanku i za byle co? Oczekiwanie lepszych stopni wcale nie jest niczym złym, oczywiście pod warunkiem, że dziecko na nie stać. Natomiast zdecydowanie lepiej chwalić za sukcesy niż ganić braki. Jeśli dziecko dostanie piątkę i jedynkę, nie może być tak, że piątka zostanie przemilczana a jedynka napiętnowana.

Korepetycje

Tak, wbrew pozorom dodatkowe zajęcia też mogą zachęcić do nauki. Szczególnie jeśli korepetytor wykaże się kreatywnością. Podobnie jest z zajęciami grupowymi w różnych klubach osiedlowych i innych domach kultury. To, co w szkole jest „nudne i głupie” poza szkołą może okazać się bardzo ciekawe.

Porównywanie nie jest motywujące

„Zosia może, a ty nie? Paweł umie, a ty co? Gorszy?” Każde dziecko ma inne predyspozycje i możliwości. Twierdzenie, że skoro jedno umie to i drugie powinno jest bez sensu. Natomiast można podkreślić, że Zosia dostała lepszą ocenę, bo się uczyła kilka godzin. Warto zwracać uwagę na pracę włożoną w przyswojenie wiedzy i efekty jakie ta praca przynosi. A jeśli nie przynosi? Jeśli dziecko uczy się dzień w dzień po kilka godzin i nadal ma problemy z nauką, trzeba szukać pomocy na zewnątrz.

Odpowiedzialność leży po stronie dziecka

Jeśli rodzice za mocno ingerują w naukę dziecka, ono samo przestaje się nią przejmować. No bo po co, skoro rodzice wszystkiego pilnują? Inaczej wygląda sytuacja, gdy dziecko ma świadomość, że to ono jest odpowiedzialne za odrabianie lekcji, przygotowanie do klasówki, pakowanie tornistra. Warto też podkreślać, że nauka jest obowiązkiem dzieci, tak samo jak praca jest obowiązkiem rodziców.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close