W drogę!


Sprzątanie przy dziecku to jak mycie zębów w trakcie jedzenia – uświadomiła mi koleżanka blogerka. Miała rację. Niby moje dziecko nie takie małe, niby rozumie, ale co z tego? Ja sprzątam ona się bawi, wystarczy chwila mojej nieuwagi i już podłoga zasypana zabawkami, a w planach odkurzanie, ratunku! Dosyć, tak być nie może, nie chcę, nie, nie, nie, sio dziecko, wynoś się na dwór bo ja chcę sprzątać, a jak posprzątam to pójdziemy na spacer.

– Długi?
– Jasne, będziesz chciała to długi, ale teraz idź na dwór.

Mam ten luksus, że mam podwórko, nie muszę się martwić, widzę ją przez okno cały czas. Poszła. Nie żeby nie pukała co pięć minut w drzwi, nie ma tak dobrze, ale w końcu się rozkręciła i zajęła sama sobą. A ja? Nie wiedziałam, a raczej zapomniałam, że czterdzieści minut to naprawdę dużo czasu i można mnóstwo zrobić. Przecież przy dziecku te same czynności trwają dwie godziny! I to nawet nie dlatego, że mi dziecko złośliwie przeszkadza, cóż znowu, moja córeczka mi pomaga! No tylko tempo jakby wolniejsze niż moje. Nie wyganiam, nie zabraniam, niech się wdraża w obowiązki, im szybciej tym lepiej. Ale czasem mam ochotę sprzątnąć szybko i nie marnować soboty.

– Już wychodzisz?
– Tak prawie, jeszcze tylko węgiel przyniosę, chodnik wytrzepię i już się ubieram.

Ubrałam się.

– To dokąd idziemy?
– Na długi spacer.
– Dobrze, to prowadź.

Wychodzimy z bramy, Duśka decyduje, że idziemy w lewo, niby słusznie, dalej od głównej ulicy, ale jakie błoto! Ale dobrze, wiem z doświadczenia, że za zakrętem już będzie lepiej, to tylko przy zabudowaniach tak źle  wygląda.

Na pierwszym skrzyżowaniu Duśka chce skręcać w lewo, domyślam się dlaczego, ostatnio szła tą trasą z tatusiem, ale w lewo błoto nie do przebrnięcia, nie ma szans. Przekonuję, ją że lepiej iść prosto, tam jest sucho.

– No dobrze, jak chcesz to chodźmy prosto.

Dzięki Ci Boże za takie zgodne dziecko! Idziemy.

– Zobacz wrony! Jak dużo!

No dużo, jedno stado, za nim kolejne, czyżby już od nas odlatywały? Super, znaczy wiosna idzie! Skręcamy w kolejną suchą ulicę, domy, przy domach zjeżdżalnie, huśtawki, każde dziecko ma swoją – gdzie się podziały place zabaw? Jakoś nam wymarła okolica, mojego placu zabaw z dzieciństwa już nie ma, został porośnięty krzakami i chwastami plac – śmietnik. Przykre.

Ulica zmienia się w leśną drogę, niby ciągle jest to ulica, ale po lewej las, po prawej las… Miło, cicho.

– Zobacz jakie paprochy drzewiaste, jak tu brudno.

No brudno, też uważam, że lasy liściaste powinny być grabione na jesieni, ale jakoś nikt się za to nie łapie, nie wiem czemu.

– A co będziemy robić jak wrócimy do domu?
– Zjemy obiad i obejrzymy skoki.
-To jak będzie skakał Jasiek Ziobro to ci powiem, dobrze?
– Dobrze kochanie.

Przypominają mi się wczorajsze kwalifikacje, patrzyłam jednym okiem, od niechcenia poprosiłam dziecko żeby mi powiedziało jak będą Polacy skakać. Za chwilę usłyszałam – mamusiu, Jasiek Ziobro skacze, poznałam po kasku!

– Chciałabym żeby już była wiosna mamusiu.
– Ja też bym chciała, już niedługo kochanie.

Idziemy dalej, właściwie nie rozmawiamy, Duśka milczy, dziwne, na ogół buzia jej się nie zamyka. Nie zagaduję jej, korzystam z chwili spokoju, przecież wiem, że w domu mnie zagada na przysłowiową śmierć.

Skręcamy na teren dawnego szpitala, ciekawa jestem, kto w ogóle pamięta, że tu był szpital, już dwadzieścia lat jak go nie ma. Podobno teren wykupił miejscowy przedsiębiorca wielobranżowy. Mam tylko nadzieję, że nie wybuduje tu żadnego marketu. Niby teren leśny, ale nie łudzę się, wystarczyłoby  postawić Biedronkę czy innego Lidla żeby się pół naszego miasta i okolic zjechało. Oby nie.

Po raz kolejny przekonuję Duśkę, że nie możemy iść tam gdzie ona chce, bo tam jest błoto. Wychodzimy na ulicę, hałas, uciekamy w bok przy pierwszej okazji. Jednak te leśne drogi są całkiem przyjemne.

Retrospekcja mnie dopada. Kiedy ja tu ostatni raz byłam z dzieckiem? Chyba jak ją w wózku woziłam i to nie w spacerówce a w głębokim. Po co? No właśnie, po co ja z nią chodziłam? Przecież mogłam postawić wózek pod drzewem, dziecku wszystko jedno. Na początku tak robiłam, raz że za słaba byłam na długie spacery z wózkiem, dwa – wydawało mi się, że mogę ten czas wykorzystać jakoś produktywnie. Zmądrzałam. Spacer z maleństwem nie jest dla dziecka, jest dla matki. Chodziłam z nią po tych leśnych drogach i odpoczywałam. Po prostu sobie szłam i było dobrze.

Dziś sobie idziemy razem. I też jest dobrze. Nie rozmawiamy, odpoczywamy, delektujemy się ciszą, cudownie jest. Trzeba korzystać, bo jak się ociepli to znowu będziemy chodzić na plac zabaw do parku, gdzie o ciszy i spokoju nie ma co marzyć.

Kierujemy się w stronę domu. Powrót na ziemię jest bolesny. Na ulicy grupa gimnazjalistów słucha muzyki z telefonu. Przepraszam, pomyliłam się. Tego czegoś nie da się nazwać muzyką, to nawet koło muzyki nie leżało. A było tak miło, tak cicho. Co to za głupia moda robić publiczny hałas?!

Mijamy ich szybko i wracamy do domu, posprzątanego na szczęście. Możemy spokojnie zjeść obiad i delektować się sobotnim popołudniem.

Zastanawiacie się czy na co dzień nigdzie nie wychodzimy, że tak się rozczuliłam nad spacerem? Ależ wychodzimy, do sklepu, do klubu, na pocztę, do banku, na bazar, do biblioteki, do znajomych. Z naszego końca świata wszędzie jest daleko, każda wyprawa jest jednocześnie spacerem. Dziś miałyśmy spacer bez celu, daawno tak nie było ;)

A jutro znowu pójdziemy na spacer.

Przeszłyśmy około trzech kilometrów, dziecko nie zamiauczało, myślę, że to dobra wróżba na sezon letni, tyle dróg przed nami!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. I mamy kawałek dnia z życia mamy z dzieckiem :).
    Fajny taki spacer.

    1. Fajny, fajny ;) Następny był dłuższy – 4,5 km, jeszcze fajniejszy bo dwa strumyki po drodze ;)

      1. A w strumyku woda i różne żyjątka… i tak patrzeć godzinami można! Mnie los nagrodził Sanem kilkaset metrów od domu. Spacer nad rzeką nigdy się dzieciom nie nudzi!

      2. Pozostaje mi zazdrościć bo my nad te strumyki to kawałek mamy, no i zawsze co rzeka to rzeka. Ale co racja to racja, na wodę można patrzeć godzinami ;)

      3. Zapraszam na weekend do nas :) A tak naprawdę to uważam, że szczęśliwi są ci, którzy mają przyrodę za oknem…

      4. Och, żebyś bliżej mieszkała!
        Za oknem mam las, dzięcioły, kowaliki, sójki, wiewiórki, nie tak źle ;) Ale ja jestem wodne stworzenie, jeziorem za oknem bym nie pogardziła ;)

      5. Z którego zakątku Polski jesteś?

      6. Z Mazowsza ;) Mieszkam w Mazowieckim Parku Krajobrazowym ;)

      7. Toż to rzut beretem ;) jakieś 500 km ;)

      8. No fakt, na moją wymarzoną Nową Zelandię duuużo dalej ;)

  2. Budująca Mama

    Super! Też uważam, ze spacery są dla mam. Jak Zosia była malutka, my się przeprowadziliśmy, była moją przepustką, żeby wyjść z domu, zrelaksować się, a nawet – poznać nowych sąsiadów :) Teraz już widzę radość w jej oczach, kiedy się zabieramy za szykowanie na spacerek :)
    i mam nadzieję, że będziemy miały okazję na nóżkach równie piękne spacery odbywać :)

    1. Na nóżkach jest fajniej, z wózkiem nie wszędzie się wejdzie ;) I w ogóle dziecko im starsze tym fajniejsze, codziennie się o tym przekonuję!

      1. Budująca Mama

        a tak tak… ale my mamy 8 miesięcy i sobie na razie na 4 drałujemy :) to po dworze jeszcze nie da rady. Za to w chuście też chodzimy i wszędzie się da :)

      2. I na czterech się da po dworze, tylko jeszcze nie teraz ;) Przerabiałam to błoto na kolanach – bezcenne :D

      3. Budująca Mama

        :) jak już trawka trochę wyrośnie to pewnie. Ostatnio nawet na placu zabaw ją posadziłam, ale po dróżkach nie pochodzi. Zanim się zrobi ładnie cieplutko, to już pójdzie wydaje mi się, bo już się podnosi, choć pewnie nie raz będzie wygodniej na 4 :D

      4. Oj tak, jest taki czas, że na czterech szybciej i łatwiej, nawet jak się umie na dwóch :D Już niedługo będzie cieplutko ;)

  3. Ania Król Malcherek

    ja się pochwalę, że mam w okolicy domu rzekę, na której bobry sobie harcują… niesamowite, że te niewielkie zwierzęta potrafią powalić ogromne drzewa- taki spacer to lekcja przyrody dla mnie i dla Małej :) pozdrawiam!

    1. Oglądałam bobrowiska na Mazurach i teraz to mnie skręciło z zazdrości! Również pozdrawiam!

  4. Edyta Skrzydło

    Marzenia,taki spokojny, cudowny spacer w ciszy

    1. Marzenia do spełnienia :D

      1. Edyta Skrzydło

        Yhy chyba jak sama pójdę sobie na taki spacer :-)

      2. A to też jest dobra opcja, jeśli tylko ma się z kim dziecko zostawić ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Rodzicu, chore dziecko zostaw w domu!


Przedszkole to nie przychodnia żeby jego korytarze i sale zajmowały chore maluchy. Aż mi się krzyczeć chce, gdy mąż odwozi w poniedziałek zdrowego syna do przedszkola na zajęcia, a pod koniec tygodnia po zdrowiu zostaje rozmyta smuga, jakiś smętny ślad. I dawaj, od nowa zabawa!

Szczerze mówiąc mam powyżej dziurek od nosa cyklu – tydzień w przedszkolu między  zasmarkanymi dziećmi, a następnie dwa tygodnie w domu z prywatnymi smarkami po sam pas. To jest po prostu poezja, jak niektórzy rodzice bez zająknięcia prowadzą swoje dziarsko pociągające nosami i intrygująco charcząco-kaszlące pociechy do przedszkola.

Ja wiem, ja naprawdę rozumiem, że czasem zwyczajnie nie ma z kim zostawić dziecka, ale jest chyba opcja “L-4” na chore dziecko? Albo uprosić babcię, dziadka albo nie wiem, nawet zaprzyjaźnioną sąsiadkę z piętra niżej za drobną opłatą, żeby z dzieckiem w domu została gdy mama albo tato nie może. Gdy moje dziecię koncertowo się rozkłada, zostawiam je w domu najpierw na obserwację, następnie na leczenie jeśli jest taka konieczność. I nie uszczęśliwiam innych rodziców wirusami własnego chowu.

A może skuteczne będzie pobieranie opłat za opiekę nad przeziębionymi dziećmi w przedszkolu, z czego zyski przekazane zostaną na pokrycie rachunku za leki tych dzieci, które najpewniej od nich koncertowo załapały jakieś świństwo? A może niezły jest pomysł mojej koleżanki, żeby rodzic takiego dziecka z “bonusem” okazywał opiekunce grupy w przedszkolu zaświadczenie lekarskie, że kaszel czy katar to kwestia alergii lub że nikt się tym nie zarazi?

Nic lepszego do głowy mi nie przychodzi, bo jestem zwyczajnie zła patrząc na moje, znów gorączkująco-smarkajace się dziecko, a nie chcę ciągle profilaktycznie przetrzymywać Bartka w domu, żeby był zdrowy.

A jeśli ktoś z rodziców aktualnie zakichanych maluchów zechce wysunąć argument, że dziecko musi swoje przechorować, to ok, może i musi, ale ja nie muszę resetować portfela w aptece przynajmniej dwa razy w miesiącu.  Zresztą, nie tyle marzy mi się ekstremalny kurs uodparniania dziecka, taki bakteryjno-wirusowy surwiwal, co przebywanie Bartka między dziećmi i wykształcanie postaw prospołecznych.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Podpisuję się rękoma i nogami!!! Przerabiam to samo do września. Tydzień przedszkola – 2 tygodnie w domu. Co chwila jak nie oskrzela to angina. Wcześniej dziecko zdrowe jak dąb a teraz … Posyłając małego do przedszkola liczyłam się z infekcjami, bo wiadomo skupisko dzieci, inna flora bakteryjna etc., ale nie liczyłam że co dzień będę widywała w szatni dzieci kaszlące jakby miały gruźlice, z gilami do pasa!!! Ja swojego chorego nie posyłam, bo szkoda mi go męczyć i wole jak coś się zaczyna dziać przetrzymać w domu. Widzę, że inni rodzice mają jednak inne poglądy i wola chore dziecko posłać do przedszkola, co z tego że pozaraża inne. U jednego katar to nic a u innego dziecka zapalenie oskrzeli. Nie wiem czy takie zdrowe łapać je co chwila.

    1. Edyta Skrzydło

      U mnie też od września non stop infekcje :-/

  2. Widzę, że każdy to przechodzi… Najgorsze jest to, że nasza pani dyrektor apelowała, żeby nie przyprowadzać dzieci nawet z katarem, ale rodzice chyba mają w nosie inne dzieci. Bo przecież skoro ich dziecko jest chore to dlaczego nie cała grupa? Nie dbają ani o swoje dziecko – nie waham się użyć tego słowa- jaką mają pewność, że nauczycielki nie wyjdą na spacer z całą grupą? bo niby dlaczego inne dzieci mają cierpieć- przedszkole to nie izolatka! nie wiedzą jak rozwinie się choroba i dziecko męczy się kiedy musi wkładać wiele wysiłku w codzienny plan dnia przedszkolaka (skoro jest w przedszkolu to dlaczego miałby być zwolniony z zajęć, nawet jeśli to tylko bieganie, śpiewanie czy malowanie). nie dbają też o inne dzieci- no bo co ich obchodzi, że przez ich głupotę zachoruję pół grupy…

  3. Duśka do przedszkola nie chodzi to ja nie mam problemu, ale może by tak w szatni postawić jakiegoś stacza co by wyłapywał chore dzieci i nie pozwalał na pozostawienie w przedszkolu?
    Z drugiej strony gdyby Duśka chodziła do przedszkola a ja bym pracowała, to nie wiem co bym zrobiła gdyby nagle zachorowała, bo naprawdę nie mam kogo poprosić o pomoc w takiej sytuacji. Każdy kij ma dwa końce niestety.
    A może by tak oddzielne pomieszczenie w przedszkolu dla chorych dzieci?

    1. oddzielne pomieszczenie dla chorych dzieci?
      ja rozumiem – każdy szef jest inny, L4 na dziecko to czasem problem. nie ma dziecka z kim zostawić – rozumiem, ale posyłając je do przedszkola trzeba mieć świadomość, że chore będzie (z resztą nie tylko przedszkolaki chorują!). jest jeszce kwestia inna- nie miałabym sumienia zostawić swoje chore, ledwo stojące dziecko z gorączką w przedszkolu (przy okazji kłamać przedszkolance, że PRZECIEŻ ON MA ALERGIĘ).

  4. Milena Kamińska

    jejku mam ten sam problem, walczę z rodzicami którzy przyprowadzają chore dzieci. w poniedziałek mam zebranie i jestem nastawiona bojowo bo jeden chłopczyk bardzo wymiotował została wezwana mama zeby go odebrała następnego dnia chłopiec w przedszkolu z wirusówką, rece opadają

    1. Żaklina Kańczucka

      No to pięknie :/ My “szczęśliwie” bujaliśmy się z chorobą Bartka dwa tygodnie, i jak się okazało dzięki temu ominęła nas epidemia grypy jelitowej wśród maluchów! Nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. A co do przedszkola, mały nadal kaszle i rozważam zostawienie go jeszcze przez tydzięn w domu.

  5. No zasady higieny i współżycia społecznego nakazują nam izolować chorych od zdrowych ale chyba w przedszkolu są inne zasady…….masakra,aż boje się chwili kiedy wysle mojego do przedszkola

    1. Żaklina Kańczucka

      Mój syn nie chorował przed przedszkolem, a od września to tylko kursuję- lekarz-apteka. Nie był na żadnej przedszkolnej uroczystości ani balu, bo wiecznie coś! Oby Twojego malucha ominęły te nieprzyjemności. Zdrowia na zaś życzę :)

  6. A mój syn jest alergikiem i autentycznie ma ciągle zapchany nos, albo ciągle coś jemu leci i to “wciąga” z powrotem zamiast wysmarkać, kaszelek też jest. Nie mówię, że nie choruje bo zdarza się. Pierwszy rok był najgorszy, bo tydzień w przedszkolu a 3 tygodnie w domu. Teraz potrafi miesiąc pochodzić do przedszkola i być zdrowym. A wiem, że dopóki do przedszkola będzie chodził to i katar będzie, w wakacje nie chorował i kataru też nie było. A, że jest uczulony na kurz i roztocza tam się tego nie uniknie. Nawet pulmonolog powiedziała, że musieliby prać dywan co tydzień aby jemu było lepiej. Co z tego, że odkurzany codziennie? Nawet leki na alergię, które przyjmuje nie pomagają, katar ciągle jest.

    1. Znam to z własnego doświadczenia Dzieci Alergia mają ciężko :-( ciągły katar i kaszel leki i brak poprawy.

  7. Podpisuję się również pod tym. Mój synek od września jakoś sobie radził do listopada, a od grudnia tylko przez tydzień w przedszkolu pozostałe 3 w domu. Ostatnio wrócił po 3 tyg chorobie na ciężkich lekach, a w grupie co jedno dziecko kaszle aż płuca wypluwa, gdy zwróciłam uwagę wychowawczyni usłyszałam, że tak wie powie mamie i co… na drugi dzień i kolejny dziecko w przedszkolu. W czwartek przyszedł jeszcze chłopiec również mocno kaszlący, a matka tylko”przyprowadziłam go, bo nie chciał siedzieć w domu i chciał do dzieci”! a co na to dyrektorka – nic!!! ręce mi opadają…

  8. Aaa no i mój mały oczywiście w tym tyg już nie poszedł – kaszle. Ale panie w przedszkolu i tak nie powiedzą i nie pomyślą, że dzieci podały dalej i się zaraził, tylko, że za cienko ubierałam itp.itd.

  9. Witam, pracuję z dziećmi od kilku już lat i problem ten jest jak bumerang.. Pracowałam w prywatnym przedszkolu, gdzie wymóg dostarczenia lekarskiego zaświadczenia, że kaszel czy katar dziecka jest wynikiem alergii, był przyjęty bez problemów. Teraz pracuję w szkole, w zerówce. I na ten sam apel LEKARZ PIERWSZEGO KONTAKTU jednego z naszych uczniów zareagował bulwersacją… Zostałyśmy uznane za histeryczki ..

  10. Nie każdy katar i kaszel to choroba. Mój syn jest alergikiem. I od września mamy ciągle Katary i kaszle i w tym wypadku nie mam go puszczać do szkoły? Więc trzeba spojrzeć na to z dwie strony. My jesteśmy na lekach ale nie zawsze pomagają.
    Poza tym tak szczerze czy wy jako rodzice mając katar tez zostajecie w domu? Bo wątpię wiec idziecie i również zarazacie inne osoby.
    Są różne sytuacje i na każdą trzeba patrzeć inaczej. Ale podpisuje się pod tym ze gdy dziecko źle się czuje ma gorączkę i wydać ze coś jest nie tak to trzeba iść do lekarza b. W końcu dziecko najważniejsze. My mimo alergi i tak jeździmy do lekarza upewnić się czy ten kaszel co ma syn nie jest przypadkiem jakoś choroba.

  11. szlag mnie trafia, jak zaprowadzam zdrowe dziecko do przedszkola, w którym jest biedny, rozgorączkowany, zasmarkany i kaszlący chłopiec i głucha na uwagi matka, a moje dziecko po każdej wizycie samo wygląda podobnie :/

    1. Miałam podobną sytuację, wzięłam mamę z chorym dzieckiem do Pani dyrektor :-D na koach poleciała do domu. Nir ma co się cackać z takimi durnymi mamusiami, sory dla mnie nie ma wytlumaczenia ja nie mam go z kim zostawić. A co mnie to obchodzi ja jak mam chore dziecko to siedzę z nim w domu…

    2. Miałam podobną sytuację, wzięłam mamę z chorym dzieckiem do Pani dyrektor :-D na koach poleciała do domu. Nir ma co się cackać z takimi durnymi mamusiami, sory dla mnie nie ma wytlumaczenia ja nie mam go z kim zostawić. A co mnie to obchodzi ja jak mam chore dziecko to siedzę z nim w domu…

  12. taak mi synek przyniósł zapalenie spojówek bo jedna mama wmówiła paniom że jej dziecko ma otarte oczko, po epidemii nagle z niczego owa mama doniosła po fakcie! zaświadczenie że dziecko miało oko zatarte ,a zaraziło 5ro innych dzieci ,taraz ktoś rotawirusa przytargał ,co podlecze małego to inni rodzice dają chore (nie kichające czy pokasłujące ) aleCHORE dzieci, a bo nie zauważą czy co ?????

  13. Nic nie mów moi już dwa tygodnie chorzy na antybiotyku od tygodnia, dzisiaj poszlam do kontroli, starszy ok, ale młodszy zamiast lepiej to zapalenie oskrzeli. Mamy jeszcze tydzień ferii. A ja mam DOŚĆ!!!!

  14. Nic nie mów moi już dwa tygodnie chorzy na antybiotyku od tygodnia, dzisiaj poszlam do kontroli, starszy ok, ale młodszy zamiast lepiej to zapalenie oskrzeli. Mamy jeszcze tydzień ferii. A ja mam DOŚĆ!!!!

  15. Straszne to ale niestety w każdym przedszkolu ta sytuacja ma miejsce ja zwracam uwagę idę do dyrekcji przy tym dziecku i jego głupiej matce mówię do mojego że ma do tego dziecka nie podchodzić ale to walka z wiatrakami

  16. Gratuluję szefa, który przymknął oko na ponad 2 tygodnie zwolnienia lekarskiego na dziecko.

    1. Ja nie mam szefa, właśnie dlatego, że nie miałabym co zrobić z chorym dzieckiem. Z jednej strony rozumiem pracujące mamy, a z drugiej nie godzę się na to, żeby chore dzieci zarażały zdrowe.

    2. A za kilka dni pojawi się smutny wpis o tym, że matki małych dzieci są zwalniane z pracy, albo nie mogą jej znaleźć.

    3. Pewnie tak, ale to o czym mówisz to kwestia zbyt niskich zarobków, powinno być tak, że pracującą matkę stać na zapewnienie opieki choremu dziecku. Bo jakby nie patrzeć, chore dziecko biorące antybiotyk nie jest w przedszkolu szczęśliwe.

  17. W państwowych żłobkach jest tak, że po śniadaniu pielęgniarka ogląda dziecko i dzwoni do rodziców maluchów do zabrania. Gdy dziecko ma gorączkę wolno mu wrócić tylko z papierkiem od pediatry. Jak widać, nawet twarde stop przyprowadzaniu chorych dzieci, nie sprawia, że inne nie chorują. Straciłam majątek na płatne opiekunki, bo nie mogłam sobie (samotna matka) pozwolić na utratę pracy. Pierwsze 1,5 roku niemal miałam długi. W przedszkolu, na szczęście, dziecko było już uodpornione.

    1. Ale sama mówisz, że przegląd jest dopiero po śniadaniu, przed śniadaniem zdążą się zarazić. Trochę racji jest w tym co piszesz, ale z drugiej strony – gdyby do przedszkola przychodziły tylko zdrowe dzieci to nie byłoby się od kogo zarażać

    2. Dziecko przez pierwsze lata rośnie w domu, w otoczeniu flory bakteryjnej najbliższych, na którą jest odporne. Wychodząc na dłużej w miejsce publiczne, naraża się na kontakt z “innymi”. Obcymi. Jego układ odpornościowy reaguje różnie. Nie wiadomo, czy bramka na chore dzieci by pomogła. Szczególnie, że przy pewnych chorobach zaraża się zanim organizm da znać, że jest chory.

  18. Trzeba zmienic przedszkole..byc moze jest tak jak moja znajoma opowiadala .. dzieciaczki maja czas szalenczy dla suebie pozniej sa zgrzane a panie otwieraja okna ..to fakt nie ktorzy rodzice zaprowadzaja chore maluchy .. ale zadaniem w przedszkolu jest odeslanie dziecka do domu .. czemu tego nie robia (wiekszosc dzieci zarazonych ..mniej obowiazku )maja panie ..

  19. Ja nie wyobrażam sobie posłać chorego dziecka do przedszkola. Jak tylko widzę, że synka coś rozkłada, to mu aplikuję acidolac na wzmocnienie odporności, bo tak działają probiotyki, a do tego dostaje też przeciwzapalnie fosidal, żeby się choroba nie rozniosła na dolne drogi oddechowe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Super(wo)man


Plany ambitne… gdyby stworzyć listę zadań, nie znaleźlibyście terminarza, który zdołałby ją pomieścić na swoich kartach… czyli kolejny dzień z życia mamy… 
Zakupy, gotowanie, karmienie, zmywanie, sprzątanie, praca, nauka, zabawy, spacery, prasowanie etc., etc. … Chyba wszystkie to znamy, czy istnieje jakiś inny „gatunek” na tym świecie zdolny wykonać setki czynności i zadań w ciągu jednego dnia? Nie! Tylko Mamusia. 

Czasem zastanawiam się, jak można mieć tyle zajęć i do tego długą listę „oczekujących”. Czy to ja jestem tak kiepskim organizatorem? I jak u licha radzą sobie z „tym wszystkim” mamy mające kilka par więcej nóg biegających po domu? Jednak, gdy wieczorem uda mi się znaleźć  chwilę na podsumowanie dnia, z uśmiechem stwierdzam, że takie „czarne” myśli rodzą się z powodu nieskończoności zadań jakie zaliczają się do kompetencji każdej mamy.

Dzień po dniu góra prania i prasowania rośnie niczym huba i nie wiedzieć czemu nie chce się odczepić?! Gdy tylko zniknie jedna (pranie) pojawia się druga (prasowanie) i niczym prawo naczyń połączonych jest nie do przezwyciężenia!
Matki to cudowne i trochę magiczne „zjawiska” przyrody – jaki inny człowiek ma tak barwne życie?

Chyba nikt, poza mamami nie jest w stanie wyobrazić sobie jak wiele „atrakcji” co dzień czeka za każdym rogiem. Gotowanie, zmywanie, pranie, sprzątanie, prasowanie, praca, spacer jeden, drugi… czytanie, rysowanie i wszelkie zabawy – a po nich znowu sprzątanie, do tego praca zawodowa, tu rachunki, tam poczta, całkiem po drodze na uczelnię, jeszcze tylko karmienie, noszenie, umyć rybce „domek”, a może dla relaksu jakaś drobna naprawa… oczywiście teoretycznie są do pracy dwie pary rąk – jednak teoria nie idzie w parze z praktyką…

– „Wróciłem, jestem zmęczony…”

 Ja za to wypoczęłam, potańczyłam trochę na rurze (od odkurzacza), wymoczyłam dłonie (w wiadrze) i smakowałam łakocie (gotując obiad), potem zajęłam się ćwiczeniem swego umysłu (pracując) ażeby pasował do ciała – pomyślałam, ale zachowałam to dla siebie, bo tylko mamy mogą to zrozumieć…

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. A zapomniałaś o wSPAniałym odpoczynku z nosem przygniecionym ciężkimi Przygodami Mikołajka i kolanami dzieci wbijającymi się w twoje uda ;) Generalnie te kopniaki dzieci są jak masaż antycellulitowy… SPA… po prostu spa ać… mi się chce ;)

  2. Edyta Skrzydło

    Witaj Super Mama :-D na pocieszenie Też tak mam! jeszcze dodatkowo do wyszorowania klatka z chomikiem którego strach wziąć, bo bestia niemiłosiernie gryzie :-/ Ale co kocham ten stan! i wyjatkiem jest moj M który pomimo zmęczenia po pracy zawsze coś pomoże ogarnąć gdy czasu brakuje.

  3. Budująca Mama

    No jest, jest co robić i zawsze będzie, jak już się ma tego bąbla w domu, to już nie ma szans na luźniejszy dzień :) a najgorsze, kiedy mąż rzeczywiście chce pomóc, a wtedy Zofia stanowczo pokazuje, że nie ma ochoty spędzać czasu z nikim prócz mnie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Mam haka na raka pod patronatem medialnym WRoliMamy.pl!


W tym roku wystartowała 7 edycja Ogólnopolskiego Programu dla Młodzieży „Mam haka na raka”. Jego celem jest zaangażowanie młodzieży do modelowania nastawienia dorosłych ludzi. Zadaniem tego programu jest kształtowanie postaw prozdrowotnych poprzez edukację oraz oswajanie z chorobami nowotworowymi.

Zgodnie z ideą Think Global, Act Local (myśl globalnie, działaj lokalnie) młodzież prowadzi działania w obrębie swoich regionów takie jak kształcenie czy zachęcanie do wykonywania badań profilaktycznych w kierunku wykrycia nowotworów. Tegoroczna edycja programu została poświęcona nowotworowi  układu chłonnego – chłoniakowi.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), co roku wzrasta o około 4-5% liczba zachorowań na chłoniaki, które stanowią 5-6 przyczynę zgonów pośród wszystkich chorób nowotworowych. W Polsce szacuje się, że co roku na chłoniaki zapada ponad 6000 osób. W przypadku chłoniaków agresywnych istnieje możliwość trwałego wyleczenia. Odsetek uzyskiwanych całkowitych remisji przekracza 60%, natomiast wyleczeń około 40-50%.

Ryzyko zachorowania na chłoniaki nieziarnicze według danych epidemiologicznych Krajowego Rejestru Nowotworów wzrasta wraz z wiekiem i dotyczy najczęściej osób po 55. roku życia. Wśród najczęściej występujących nowotworów w Polsce chłoniaki zajmowały 6. pozycję u mężczyzn i 7. u kobiet. Najczęstszym z pierwszych objawów chłoniaka jest niebolesne powiększenie węzła lub węzłów chłonnych w jednym z obszarów ciała, na przykład szyi, pach lub pachwin. U niektórych osób występują dodatkowe objawy, mające związek z rodzajem chłoniaka.

My rodzice w szczególności powinniśmy zadbać o swoje zdrowie – w końcu mamy dla kogo żyć! Jako mamy popieramy każdy rodzaj zaangażowania młodych ludzi i tak jest tym razem. W Roli Mamy objął patronat medialny nad jedną z drużyn biorących udział w programie.

Hakowiczki to uczennice jednego z głogowskich liceów ogólnokształcących, które włożyły wiele trudu by przygotować działania prozdrowotne skierowane do wszystkich mieszkańców Głogowa i jego okolic. Najmłodsze dzieci miały okazję wziąć udział w konkursie zorganizowanym przez Hakowiczki na specjalną walentynkę dla rodziców z prośbą o zrobienie badań profilaktycznych. Uczniowie szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych wzięli udział w prelekcjach, a w dniach  14-15 lutego 2014r będzie można spotkać Hakowiczki na ulicach miasta, gdzie odbędą akcje promujące badania.

Wy też miejcie „Haka na raka”!

Mam haka na raka

Mam haka na raka2

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Milena Kamińska

    super program, popieram takie działania tym bardziej że
    wiele ludzi nie robi badań profilaktycznych a przecież one są najważniejsze. wierzę w cel tej akcji. SUPER

  2. Edyta Skrzydło

    Działa nia super ,jedynie teraz ludzie powinnizacząc częściej się badać,nie tylko wtedy gdy już coś doskwiera .Jeśli sami nie zadbamy o siebie to nikt tego nie zrobi.

  3. Budująca Mama

    Im więcej profilaktyki tym lepiej! popieram :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku