Podróże 24 lipca 2014

Jak urodziny to tylko w zoo!

To miały być niezapomniane urodziny, w końcu piąte, pierwsze prawie okrągłe ;) Tort? Przyjęcie? Eee, to takie oklepane :P Prezenty były, ale zamiast przyjęcia i tortu miała być wycieczka – niespodzianka. Dla Duśki jazda pociągiem to już niesamowita frajda, jednak ciągle dopytywała: a gdzie my jedziemy? Ale mamusia i tatuś byli twardzi, nie pisnęli ani słówka ;)

Droga do warszawskiego zoo prowadzi przez Park Praski, właściwie już po wyjściu z tramwaju można zobaczyć duży napis ZOO. Dlatego weszliśmy do Parku Praskiego od innej strony ;) Około kilometrowy spacer przez park i byliśmy na miejscu. Przy wejściu zagadywaliśmy na różne tematy, żeby nie przeczytała napisu nad bramą. Ufff, udało się! Duśka weszła na teren ogrodu zoologicznego zdezorientowana, chociaż to nie był jej pierwszy raz, i nagle:

– To flamingi!!! Jesteśmy w zoo!!!

Parafrazując reklamę: bilet rodzinny pięćdziesiąt złotych, mina pięciolatki bezcenna!

Przy wejściu do zoo stoi tablica z planem ogrodu zoologicznego, warto się z nią zapoznać. Ale jeśli tego nie zrobicie, nie martwcie się, ciężko byłoby zabłądzić, zoo jest dobrze oznakowane, a drogowskazy wyraźne i czytelne.

Czym się różni warszawski ogród zoologiczny od innych? Nie mam pojęcia, dawno w żadnym innym nie byłam. Czy jest wart odwiedzenia? Ależ oczywiście! Od kilku lat warszawskie zoo przechodzi modernizację, zbudowano słoniarnię, ogromny wybieg dla goryli, nosorożce dostały nowy dom, hipopotamy też. W sezonie zimowym można było obserwować zachowanie hipopotamów pod wodą, w lecie są na zewnątrz na tradycyjnym wybiegu dla hipopotamów, czyli po prostu w sadzawce ;) To tyle co pamiętam w porównaniu do poprzednich wizyt, pewnie zmian było więcej.

O której godzinie trzeba przyjść do zoo? Im wcześniej tym lepiej, najlepiej wejść od razu jak tylko brama się otworzy dla zwiedzających. My spędziliśmy w zoo pół dnia i to było o pół dnia za mało. Czemu? Bo każde zwierzę jest unikalne, każde niesamowite, każde prezentuje się wyjątkowo i przy każdym ma się ochotę zostać dłużej.

Ile jest zwierząt w zoo? Nie mam pojęcia.  Żyrafy, słonie, hipopotamy, niedźwiedzie, wielbłądy, żubry, lwy, tygrysy, małpy, puma, panda, pantera, zebry, pingwiny, ptaki, gady…………….. wymieniajcie co pominęłam. Aaa, wydry oczywiście, wydry są cudne! Przy wydrach spędziliśmy bardzo dużo czasu. Równie długo, jeśli nie dłużej, byliśmy u goryli, udało się nawet porozmawiać z ich opiekunką. Z rekinarium Duśka nie chciała wyjść, nie wiedziałam, że moje dziecko jest takie odważne!

Pięciolatka zadecydowała, że musimy się przejechać ciuchcią jeżdżącą po zoo. Urodziny to urodziny, jedziemy! Muszę przyznać, że to był dobry pomysł, chwila odpoczynku bardzo się przydała.

Na terenie zoo jest kilka miejsc gdzie można coś przekąsić, ja polecam budkę z frytkami naprzeciwko wybiegu dla lwów. Nie żeby frytki były jakieś wyjątkowe, chociaż wcale nie były złe. Coś do frytek też było, ale nie pamiętam co. Czemu akurat tam? A karmiliście kiedyś wróble frytkami? :D Co odważniejsze wskakują na stolik, mniej odważne krążą po sąsiednich stolikach lub na ziemi, ale blisko. A jak już poda im się frytkę to nie wypuszczą, walczą jak psy o kość. Ot, taki mały bonus wśród tych wszystkich zwierzaków. Bo pamiętajcie, że zwierząt w zoo karmić nie wolno. Za to można zobaczyć jak wygląda karmienie zwierzaków jeśli przyjdzie się do nich o odpowiedniej godzinie. Informacje o tym znajdziecie na stronie internetowej warszawskiego zoo. Przy niektórych zwierzętach widziałam tabliczki informujące o godzinach karmienia.

Na terenie zoo widziałam plac zabaw, ale kto by miał na to czas? Nie wiem dokładnie, jak on wygląda i czy jest wart polecenia.  Na pewno godzien uwagi jest przyjemny zakątek gdzie pływają łabędzie. Krótki pomost, rozszerzenie z ławkami, cisza, spokój, łabędzie i lemury na drzewach ;) Kolejna chwila wytchnienia. Takie chwile są potrzebne, bo zoo zajmuje sporą przestrzeń, ciocia Wiki twierdzi, że to 32ha, a więc obejście tego wszystkiego wymaga nie tylko czasu ale i siły ;)

Ta wizyta w zoo była bardzo sympatyczna i… za krótka! Już planujemy następną ;) A Wy?

IMG_2238

IMG_2107

IMG_2121

IMG_2127

IMG_2136

IMG_2142

IMG_2143

IMG_2151

IMG_2157

IMG_2187

IMG_2221

IMG_2226

Zdjęcia: Mirella

 

7
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Milena KamińskaAsiaMirellaMagdaBarbara Heppa-Chudy Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Barbara Heppa-Chudy
Gość
Barbara Heppa-Chudy

W warszawskim zoo po raz pierwszy w życiu widziałam pingwiny :)

Mirella
Gość
Mirella

W sumie ja też byłam zaskoczona ich obecnością :D

Magda
Gość
Magda

Szkoda, że mamy pół Polski do tego ZOO

Mirella
Gość
Mirella

Wakacje to dobra pora na wycieczkę!

Asia
Gość
Asia

W Warszawskim zoo jeszcze nie byłam, ale mam nadzieję, że kiedyś odwiedzę :)
A póki co polecam opolskie zoo ;)

Mirella
Gość
Mirella

Jakoś daleko do Opola…

Milena Kamińska
Gość

Udanej wycieczki

Podróże 22 lipca 2014

Z niemowlakiem nad morze

Morze Bałtyckie co roku przyciąga tysiące turystów, którzy z lubością oddają się przyjemności plażowania. Piękne widoki, gorący piasek, jod w powietrzu no i ten kojący szum morskich fal. A na piachu, za parawanami kryją się całe rodziny, od tych najmłodszych, po starszych członków klanu. Często widuję również niemowlęta, mimo że dla nich pobyt nad morzem wiąże się ze szczególnymi przygotowaniami.

Aby spędzić czas na plaży bez kłopotów, niemowlaka należy zabezpieczyć przed promieniami słonecznymi odpowiednim preparatem stosowanym na skórę (można je używać, o ile dobrze mi wiadomo, od trzeciego miesiąca życia), nawet jeśli słońce nie praży szczególnie mocno.

Oczywiście pamiętajmy że NIE WOLNO przebywać z maluchem na słońcu pomiędzy godzinami 10-16. Oprócz kremu na skórę, obowiązkowo zakładamy na główkę czapeczkę z rondem lub daszkiem i okularki.

Nie polecam rozbierania malca do naga, bo lekkie ubranko to dodatkowa ochrona przed promieniowaniem słonecznym. Przyda się za to lekki otulacz np. z bambusowego włókna, bo takowy zatrzymuje wspomniane promieniowanie. Gdy maluszek przyśnie przy szumie fal , delikatnie okrywając jego ciałko, zapobiegniemy wychłodzeniu, tym bardziej że nad morze często wieje dość mocno odczuwalny wiatr.

Kilkumiesięczny brzdąc musi być chroniony przed słońcem zawsze, najlepiej pod lekkim plażowym namiotem, gdzie będzie możliwość  odpoczynku, posiłku i miłej zabawy.

Nie polecam ciągnięcia na plażę wózka, bo nie tylko chodzi o totalny brak miejsc między leżakami, ale to jest masakra ciągnąć grzęznący w sypkim piachu dziecięcy dyliżans. A położyć dziecko wysoko w gondoli to średni pomysł, jeśli rodzice zamierzają położyć się plackiem aby łapać równą opaleniznę. Mało co rodzic będzie widział, i na myśli mam już nie tyle możliwość ulania pokarmu i zakrztuszenia, ale obawę przed gryzącymi latającymi owadami. Nie umiałabym spokojnie cieszyć się chwilą, gdy nie widać a może i nie słychać maluszka przy szumie fal i hałasie biegających wokół dzieciaków. Poratować się można chustą lub nosidłem, bo trudno jest transportować maleństwo tylko na rękach.

Koniecznie dla maluszków butelkowych przygotujcie coś na ząb, sok, a jeszcze lepiej wodę, a co do dzieci piersiowych nie ma żadnego problemu, jedzenie i picie zawsze jest pod “ręką”.

Oczywiście chusteczki, pieluszki, prowizoryczny przewijak (flanelowa pielucha lub ręcznik, kocyk) to rzeczy bez których z domu ja raczej się nie ruszam, a tym bardziej na wczasy nad morzem.

Fajnie będzie mieć dla starszych maluszków jakąś zabawkę, i raczej nie do wody,  bo półroczny szkrab może przebywać w wodzie (gdy sprzyjają ku temu warunki) jedynie ok 5 minut. Co do pełnej listy rzeczy przydatnych, nie będę przytaczała tu ekwipunku przeznaczonego również dla starszaków, za to odsyłam Was do mojego poprzedniego wpisu.

Słowem podsumowania, plażowanie z najmłodszymi jest możliwe i gdy będziemy przestrzegać powyższych zasad, będzie ono nie tylko przyjemne, ale też bezpieczne i zdrowe. A jeśli nie zdecydujecie się na poranny lub wieczorny “plażing” , to zawsze można spacerować wśród powszechnych na wybrzeżu lasów iglastych oraz po deptakach nadmorskich miejscowości, gdzie nacieszymy oczy widokami a przy okazji nawdychamy się jodu.

7
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maria Ciahotna
Gość
Maria Ciahotna

Przyda nam się to podsumowanie, choć prawdę mówiąc, mamy za sobą już kilka nadmorskich wojaży :) Najśmieszniejszy był nasz pierwszy rodzinny wypad – z 8 mies.córeczką pojechaliśmy ze znajomymi nad morze do Włoch – i żeby zapewnić jej wygodną zabawę, ciągnęliśmy ze sobą początkowo na plażę nawet łóżeczko turystyczne – by mogła się bawić nie jedząc piasku! :D Dzisiaj wydaje mi się to trochę śmieszne, ale intencje były szczytne :)
W tym roku pojedziemy już w 5 osób, najmłodsza będzie miała 10 miesięcy, więc będzie wesoooło :)

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

No cóż, doświadczenie weryfikuje pierwotne plany :) A takie łóżeczko to mogę ja śmiało ciągnąć, bo Wojtek brzydzi się piasku i nie daj Bóg żeby na rączkę czy nóżkę przyplątało się ziarenko- odsuwa od siebie kończynę i czeka aż ktoś go poratuje :)

BAFOMET
Gość

Wyprawa z takim maluchem nad morze to prawdziwa przeprawa, trzeba wszystko dokładnie zaplanować przed wyjazdem, a na miejscu mieć oczy dookoła głowy.

Magda
Gość
Magda

Kiedy my byliśmy z niemowlakiem nad morzem pogoda była raczej barowa. Najbardziej przydała nam się niestety apteczka:(

Kamila Klimek
Gość
Kamila Klimek

My za rok planujemy Kołobrzeg mały będzie miał półtora roku, więc już się da i na plaży trochę posiedzieć. No i przede wszystkim droga będzie lepsza niż z 8miesięcznym smykiem. Już nie mogę się doczekać przyszłorocznych wakacji:)

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Kołobrzeg- po sąsiedzku z moim miastem, bardzo ładny i klimatyczny :)

Kamila Klimek
Gość
Kamila Klimek

Bylismy dwa razy i zakochalismy sie w Kołobrzegu:))

Podróże 20 lipca 2014

Chodź, pokażę Ci świat…- Terlickie jezioro

Liczne drzewa,  zielona, równiutko skoszona trawa,  woda, słońce, cisza i spokój…. – czyż nie brzmi pięknie??

Tak właśnie, zupełnie spontanicznie zorganizowaliśmy sobie pewną czerwcową niedzielę. Dwa wykonane telefony, szybka ustawka ze znajomymi, małe pakowanko i w drogę. Jeszcze tylko zahaczyć o sklep – trzeba przecież coś na grilla kupić i kantor – żeby wymienić złotówki na korony. Jedziemy.

Dokąd? Ano do Terlicka, uroczej wsi leżącej w Czechach, w powiecie Karwina. Do granicy, mamy jakieś dwadzieścia parę kilometrów, do punktu docelowego, około trzydziestu dwóch (dojazd od Śląska Cieszyńskiego). Ruch na drodze jest mały (albo wszyscy udali się na zbiorową mszę świętą albo już smażą się na słońcu?), w związku z czym na miejsce docieramy pędzikiem.

Aby dojechać do jeziora, przejeżdżamy “kawałek” przez wieś, która zachwyca mnie swoją czystością, spokojem i w zasadzie, można by rzec –  bezludnością. Zmierzając dalej, mam wrażenie, że tutejsza cywilizacja nie istnieje, bo nie widzę ani pół żywej duszyczki.

Ok, dojechaliśmy…

Jezioro, przy którym “cumujemy”, otoczone jest lasem, a to w połączeniu z wodą, daje uczucie mega świeżości i naturalności. Sam akwen, jest dosyć spory, nie potrafię określić metrażowo ile szacuje jego powierzchnia, ale mieści się na nim bardzo dużo żaglówek, łódek, rowerków, …i swobodnie pływających turystów ;-)

Woda ogólnie rzecz biorąc jest czysta i można w niej pływać (choć trzeba uważać bo nie zaobserwowałam tam ratowników!) , ale umówmy się – lazurowe wybrzeże to to nie jest! Dna nie zobaczysz, a gdzieniegdzie połechtać Cię może jakiś glonek ;-)

Z wejściem do wody jest różnie, w zależności od tego na którym brzegu jeziora się znajdujesz, przykładowo u „nas” było dosyć łagodne, tak, że dzieci mogły same podejść i zmoczyć trochę stópki, ale z innej strony, do której dopłynęliśmy pontonem, było o tyle gorzej, że trzeba było albo skakać do wody z małej skarpy, albo się na nią wdrapywać.

W wybranej przez nas miejscówce, jest rozbite małe obozowisko (kempingi, namioty,..) ale to nic, bo miejsca na trawie jest jeszcze sporo. Rozkładamy więc koce, rozpalamy grilla, dzieciakom wyciągamy piłki, starszakom dmuchamy ponton, kto może raczy się zimnym, złocistym Radegast`em…  ;-)

Jakby powiedział, mój stary, dobry kolega – „Gra i trąbi zespół Kombi” ;-)

Tak, leniuchować można długo, szczególnie jeśli pogoda dopisuje, a towarzystwo jest doborowe (jak w naszym przypadku). Jednak, atrakcji dla miłośników sportu i rekreacji nie brakuje i myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.

W zależności od tego, na jakim brzegu „wylądujemy”  do wyboru mamy: rowerki wodne, żaglówki, motorówki, skutery wodne czy kajaki. Dla fanów gier grupowych są piaszczyste boiska do piłki nożnej i siatkówki. Dla dzieci, zarówno tych mniejszych, jak i większych są liczne place zabaw, trampoliny oraz baseny. A ci, którzy ruszać się zbytnio nie lubią, ale też nie chcą siedzieć zupełnie bezczynnie mogą połowić rybki, gdyż przy  brzegach rozstawione są wędki i każdy, nawet amator – wędkarz może spróbować swoich sił ;-)

Wokół jeziora nie brakuje oczywiście punktów gastronomicznych, noclegowych oraz łazienek i toalet, chociaż te ostatnie (przy „naszym” brzegu) specjalnie eleganckie nie były, no ale najważniejsze, że znajdowało się tam mydło, ręczniki papierowe i papier toaletowy! ;-)

Cóż, dzień zleciał nam bardzo szybko, a z racji, że było tak przyjemnie, nie chciało nam się wracać do domów! Jednak musieliśmy… ale pojedziemy tam na pewno, jeszcze nie jeden raz! Mało tego! Następnym razem, zabieramy namioty i zostajemy na noc, to już postanowione! ;-)

Aha, jest jeszcze jedna rzecz, o której warto wspomnieć. Czesi to bardzo spokojni i kulturalni ludzie, przynajmniej Ci, z którymi mieliśmy okazję tam obcować ;-)  W porównaniu z Polakami, którzy w takich miejscach uwielbiają robić „bydło”, szczególnie po wypiciu kilku głębszych ;/  A to, dla nas – rodziców jest ważne, kiedy wybieramy się razem z dziećmi.

Polecam, wypoczynek nad jeziorem w Terlicku (Cierlicko)

Ahoj! ;-)

Terlickie jezioro 2

Terlickie jezioro 5

Terlickie jezioro 3

Terlickie jezioro 4

Terlickie jezioro

Zdjęcia: Fizinka

9
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magdalena Marczuk Romanowska
Gość
Magdalena Marczuk Romanowska

Za młodu bywałam tam często. Bardzo mile wspominam te wyprawy. Chyba pora zabrać tam moje dzieciaki;))

Maria Ciahotna
Gość
Maria Ciahotna

Warto jeszcze dodać, że miejscowość jest na tyle blisko polskiej granicy, że wiele osób jeżeli już nie rozmawia po polsku, to przynajmniej rozumie :) prawie wszyscy potrafią się posługiwać specyficzną gwarą, mieszanką polsko-czesko-staroniemiecką :) i rzeczywiście jest spokojnie, ładnie i przyjemnie!

mariusz
Gość
mariusz

Proszę mi powiedzieć gdzierozbijaliacie namiot, u kogo? Bo się wybieram w ten weekend na 3 dni,a nie mam pomysłu gdzie się zahaczyć:-) dzięki za odp.

Fizinka
Gość
Fizinka

Ale my nie rozbijaliśmy namiotu – my tylko grilowaliśmy.. i do domu ;-)

Fizinka
Gość
Fizinka

Poprawiam się! ;) Byliśmy tam dzisiaj i miałam okazję sprawdzić, miejsce nazywa się „Na Vyhlidce” ;)

mariusz
Gość
mariusz

No i jak. Namiot można tam rozłożyć? Jak chociaż mniej więcej wyglądają ceny za noc?? Cokolwiek z przydatnych informacji proszę:-)

Fizinka
Gość
Fizinka

Wiem, że to już za późno… ale my mamy do Czech rzut beretem więc (póki co) jeździmy na jednodniowe wycieczki, nie rozbijamy namiotu, stąd nie orientuję się w cenniku niestety.

mariusz
Gość
mariusz

No to jeszcze jedno pytanko. Ile koron trza wymienić jadąc pod namiot na 3 dni w rodzinie 2+2

Donald gura
Gość
Donald gura

W tym roku na jeziorze było znacznie więcej Polaków niz Czechow. Puki co nie zauważyłem bydla z naszej strony ale boję się że w końcu któryś ziomek nie wytrzyma i pokaże na co stać prawdziwego polskiego wczasowicze z brzuszkiem.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close