Na zakupach 10 października 2011

Z dzieckiem w chuście…

W ramach „Międzynarodowego Tygodnia Noszenia” zapraszamy do lektury następnego wpisu gościnnego. Autorką jest Magdalena Błaszczyk-Czajkowska – doradczyni noszenia dzieci w chustach i nosidłach miękkich Akademii Noszenia Dzieci. Magda jest szczęśliwą żona, właścicielką małej rudej kocicy, a w kwietniu zostanie mamą!
Prowadzi też bloga, na którego serdecznie Was zapraszamy http://przytulia.blogspot.com/

Noszenie, przytulanie, kołysanie dziecka to naturalna potrzeba i rodziców i maleństwa. Chusta ułatwia samo noszenie, ale przede wszystkim pomaga rodzicom zbudować silną relację z dzieckiem opartą na bliskości i wzajemnym zaufaniu.

CHUSTA – SPADEK PO BABCI

Często słyszymy, że w odległych krajach Azji, Afryki, czy Ameryki Południowej kobiety chustują dzieci od setek lat. Jednak myśląc o tak egzotycznych regionach może być nam trudno odnieść się do naszego tu i teraz.

„Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Okazuje się, że nasze babcie również chustowały!
W dawnej Polsce dzieci nosiły głównie kobiety – mamy, siostry, babcie. W zależności od regionu nosidło nazywane byłą chajtką, hacką, hycką, chustą, szmatą lub płachtą. Rolę chusty pełniły także elementy kobiecego stroju – fartuch, zapaska, odziewacka (gruba wełniana chusta). Jednak w sytuacjach krytycznych – ucieczki z domu podczas burzy, wojny – jako chusta służyła kapa z łóżka, prześcieradło, a nawet klim ze ściany.
Każdy wyjazd był dla rodziny wielkim wydarzeniem – mniej zamożni ludzie przemieszczali się pieszo lub powozami – chusta niezwykle ułatwiała taką podróż. Maleńkie dzieci wymagające częstego karmienia mamy zabierały ze sobą „w pole”, chusta czyniła pracę bardziej komfortową, można było w niej powiesić maleństwo np. na gałęzi.
Nazwa, sposób wykonania i kolorystyka chusty, podobnie jak stroju zależały od tradycji danej rodziny i regionu. Polskie chusty były zazwyczaj bardzo barwne, z kolorowymi frędzlami, wykonane z wełny lub płótna.

DLACZEGO NOSIMY?

  • Budowanie więzi z dzieckiem:

Dziecko odczuwa naturalną potrzebę bliskości – chce być przytulane, dotykane, głaskane, chce czuć zapach rodzica, słyszeć jego głos. Chusta zapewnia zaspokojenie tych potrzeb, dając poczucie bliskości i bezpieczeństwa, które są niezbędne do prawidłowego rozwoju małego człowieka. Noszone dziecko ma lepszy kontakt ze światem, możesz do niego mówić, pokazywać świat – dzięki temu maluch szybciej staje się samodzielny i chętnie aktywizuje się.

  • Swoboda w wykonywaniu codziennych czynności:

Rodzic, który nosi dziecko w chuście ma „wolne ręce”, może wykonać wiele czynności, nie ograniczając swojego kontaktu z dzieckiem. Dużo łatwiejsze stają się codzienne spacery (gdy nie zawsze chodnik jest idealnie równy), wycieczki do lasu, a nawet nad morze lub w góry. Chusta świetnie sprawdza się przy większej ilości dzieci, rodzic może swobodnie bawić się ze starszym dzieckiem, jednocześnie mając młodsze cały czas przy sobie.

  • Rozładowanie napięcia maluszka, łagodzenie kolek:

Fizjologiczne, wygodne dla dziecka ułożenie pomaga mu w pozbyciu się gazów. Bliskość rodzica, przytulanie, delikatne kołysanie łagodzą ból, uspokajają maluszka.

  • Ułatwienie pobytu w szpitalu z wcześniakiem lub chorym dzieckiem, kangurowanie:

Ułożenie maluszka w pozycji pionowej lub półleżącej „skóra do skóry” na ciele jednego z rodziców wpływa pozytywnie na jego rozwój od pierwszych chwil życia. Czuły dotyk, znajomy zapach, bicie serca, ciepło pomagają mu zrelaksować się, sprawiają, że maluch szybciej rozwija się emocjonalnie, spokojniej śpi i rzadziej płacze. Podczas takiego przytulania ciśnienie krwi i akcja serca stabilizują się, a temperatura ciała reguluje się. Dzieci lepiej znoszą przykre doświadczenia (badania, pobyt w inkubatorze, ból), szybciej zdrowieją i przybierają na wadze.

  • Chusty są piękne, kolorowe i modne! ;)

 

Subscribe
Powiadom o
guest
16 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Natalia Smykowska
9 lat temu

Śmiało mogę napisać, że chusta uratowała nam (MI) życie! Od początku ciężko było mi się przestawić na ciągłą obecność przy dziecku…co uniemożliwiało mi wykonywanie najprostszych codziennych czynności… Chusta pozwoliła nam być blisko siebie…maluch spał a ja robiłam wszystko co pozwalało mi czuć się „normalnie”. Nawet spacery w znienawidzonej przez syna gondoli zastąpiły spacery w chuście (ku wszechobecnemu zdziwieniu(?) otoczenia). Pierwsze wakacje + chusta to był nieprzewidziany strzał w 10-tkę! Jastrzębia Góra i wybrzeże klifowe (wstyd, ale nie spodziewaliśmy się tego!) i to spojrzenie innych rodziców pchających tudzież ciągnących swoje wózki – BEZCENNE! Ostatnio trochę zaniedbaliśmy motanie, najpierw przez gorąc na… Czytaj więcej »

Bombel
Bombel
9 lat temu

My też lubimy zaplątać się w chustę :) chociaż przyznaję że teraz kiedy moje dzieciątko jest co raz cięższe robimy to rzadziej… :P :)

Magdalena Błaszczyk-Czajkowska
Reply to  Bombel

A próbowaliście chustować na plecach

Barbara Heppa-Chudy
9 lat temu

Jakoś słabo interesowałam się chustowaniem :(, bo też się poddałam, gdy synek zaczął swoje ważyć i już nie dawałam fizycznie rady. No a teraz mam już „dużego faceta”, który korzysta ze swoich nóg.
Ale mam nadzieję, że inne mamy, skorzystają z rady noszenia dziecka na plecach :)

Iwona Wajs-Gorgoń
9 lat temu

My się chustowaliśmy od 6 miesiąca dopiero… żałuję, że tak późno odkryłam te szmaciane cuda :] Nie jest to nadal bardzo popularny sposób transportowania dziecka, a przecież tak naturalny i wygodny dla obojga :) Teraz myślimy o nosidełku, bo Natalia jest coraz bardziej ruchliwa i będzie nam po prostu wygodniej i szybciej zależnie od okoliczności wskoczyć lub wyskoczyć z nosidełka niż z zamotanej chusty :)

Przytulia
Przytulia
9 lat temu

Bombel – a próbowaliście chustować na plecach? Takie plecaczki idealnie sprawdzają się przy większych (cięższych) dzieciaczkach :)

Bombel
Bombel
9 lat temu
Reply to  Przytulia

Ojj niie próbowałam,ale nawet nie wiem jak bym miała się zaplątać :P i jak do tyłu wsadzić mojego małego klocuszka ???? :) :D

Magda
Magda
9 lat temu

My chustujemy od 4mż :) Ciekawy sposób na transport malucha. Synek lubi noszenie. Wszystko widzi, wszystko go interesuje, ładnie zasypia. Tak słodko się wtedy przytula :D :*

Magda
Magda
9 lat temu
Reply to  Magda

Na początku mieliśmy małe chustowe przeprawy rodzinne w stylu: przyzwyczaisz do noszenia, jemu jest niewygodnie, jest ściśnięty, nie może ruszać rączkami, plecy Ci pękną. A to wszystko nieprawda! Plecy bolą kiedy źle się zamotasz. Ciężar ładnie się rozkłada i jest gitara :)

Magdalena Błaszczyk-Czajkowska
Reply to  Magda

Wciąż krąży wiele stereotypów dotyczących chustowania – dziecku jest ciasno, niewygodnie, udusi się, mamę będą bolały plecy, a poza tym rozpieści dziecko i będzie musiała nosić je cały czas. Najwięcej w tym temacie mają do powiedzenia osoby, które z chustą nie miały żadnego kontaktu ;) Drogie Mamy – nie poddawajcie się, trzeba pokazywać niedowiarkom jak wspaniałe jest motanie i ile niesie korzyści :) Przytulia

Magda Kupis
9 lat temu

ja miałam chustę, kilka razy użyłam, dla mnie fajna sprawa na wyjście do sklepu, a to dlatego, że nasze spacery są zawsze bardzo długie i sporo rzeczy ze sobą zabieramy i nie widziało mi się jeszcze noszenie tego wszystkiego, poza tym nie wyobrażam sobie zrezygnować całkowicie z wózka :)

Iwona Wajs-Gorgoń
9 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Ja nie rezygnuję z wózka :) Po prostu używamy chusty tam gdzie wygodniej niż z wózkiem :)

Marta Kabala
Marta Kabala
9 lat temu

Po pierwszym porodzie nie nosilismy synka w chuscie i w sumie zalujemy, ale teraz postanowilismy z chusty skorzystac. Jak nasz drugi synek sie urodzi RJ bedzie mial 11 miesiecy, to bardzo zywe dziecko, nie wiem czy bedzie juz wtedy chodzil, ale jak bede miec Marca w chuscie, to bedzie mi latwiej zapanowac na chaosem jaki nastanie, jedno dziekco malutkie uczace sie chodzic, a drugie malenkie. Wiem, z wtedy najmdloszy bedzie spokojniejszy, bo bedzie ze mna caly czas, rece bede miec wolne, wiec zapanuje nad wszystkim i nad moim zywym i rozbrykanym synkiem, nawet na spacerach bedzie mi latwiej, no i… Czytaj więcej »

Aldona Seemann-Gnida

My się też plątamy. Co prawda na upalne dni, schowałam ją do szafy bo po kilku takich wyjściach, stwierdziłam, że nie dam rady. Wózek wygrał. Ale teraz chusta znów na nas czeka i uśmiechamy się wzajemnie :) Synuś początkowo nie cierpiał być plątany! Wrzeszczał strasznie. Kilka razy podchody robiłam i udało się. Potem już miło było. Z córcią problemów nie mieliśmy by ją plątać. Oczywiście idąc po ulicy byliśmy zjawiskiem. No i komentarze też były, że za ciasno dzidzi jest itd. Ale ja wiedziałam swoje i robiłam swoje. Niech sobie gadają. A tak na marginesie, może ma ktoś do odsprzedania… Czytaj więcej »

Dom 8 października 2011

Gdy dzieci śpią… Uczta dla zmysłów.

Knajpki serwujące sushi mnożą się w Polsce, jak grzyby po deszczu. Nieuniknione było więc, że i mnie – prędzej czy później – mój romantyczny mąż wyciągnie na tę orientalną kolację. Miałam pewne obawy, bo jak dla większości naszego społeczeństwa, sushi kojarzyło mi się z surową rybą (potrawa z surowej rybki to sashimi).

 Tymczasem sushi to przede wszystkim ryż i dodatki – przeróżne: bo i ogórek, por, awokado, zielona cebulka i wędzony łosoś… plus wodorosty, czyli nori. Od pierwszego sięgnięcia pałeczkami po sushi, zamoczeniu go w sosie sojowym i odrobinie zielonego japońskiego chrzanu wasabi – zakochałam się w tym lekkim, unikatowym smaku. Jedynie co mi nie podeszło – ale to moja subiektywna opinia, bo raczej ludzie zachwycają się jego smakiem –  to marynowany imbir, który powinno się przekąszać dla oczyszczania kubków smakowych. Moje kubki smakowe i bez tego pracują na najwyższych obrotach.

 Przyjemność jedzenia sushi w sushi barach nie jest tania. Oczywiście od czasu do czasu można zaszaleć, ale my wpadliśmy na o wiele ciekawszy pomysł – przyrządzamy tę potrawę w domu. Zapewniam, iż samodzielne rolowanie daje bardzo dużo satysfakcji, mnóstwo radości i co według mnie – najważniejsze, jest świetnym sposobem na spędzenie romantycznego wieczoru z mężem. Nam spodobało się to tak bardzo, że regularnie robimy sushi w domu, starając się doskonalić swoje umiejętności.

 Mamy taki rytuał – wieczorem ja: idę usypiać Aleksa, a mąż: przygotowuje w tym czasie ryż. Z ryżem jest trochę zachodu – jest to specjalny ryż krótkoziarnisty (do kupienia nie tylko w sklepach z żywnością orientalną ale w zasadzie w każdym supermarkecie), którego trzeba kilka razy wypłukać, a po ugotowaniu schłodzić do odpowiedniej temperatury. Gdy tylko synek zaśnie, dołączam do najprzyjemniejszej części przyrządzania kolacji dla nas dwojga – do rolowania. I nie ma w tym żadnej filozofii – choć na początku trzeba odkryć tajemnice tej sztuki kulinarnej. Jak to zrobić? Najlepiej podpatrzeć, jak robi to mistrz kuchni w sushi barze (sushi przygotowywane jest na oczach klientów) lub można też w domowym zaciszu zobaczyć filmiki instruktażowe dostępne w Internecie. Pisząc do Was nie mam na celu podawania Wam instrukcji i przepisu. Chciałabym Was jedynie (albo aż) zainspirować samym pomysłem, a wirtualna sieć jest bogata w dokładne wskazówki.

 W naszej kuchni przy nastrojowej muzyce tworzy się niepowtarzalny klimat kraju kwitnącej wiśni… Jest to zupełnie inne, od tego na co dzień, relaksujące przygotowywanie kolacji – bo bez pośpiechu, blisko, obok siebie, rozmawiamy, śmiejemy się i jednocześnie każdy robi swoje, czyli roluje. W przygotowanie tego posiłku wkładamy całe serce. Cudowna jest perspektywa, że za chwilkę usiądziemy wygodnie nad tacą pełną pysznego sushi i będziemy delektować się jedząc je pałeczkami (można też rękami, ale pałeczki mają tak niezwykły urok, że nie możemy im się oprzeć). I tak do późnej nocy… prawdziwa uczta zmysłów.

 I jeszcze jedno – jesteśmy rodzicami małego smakosza i wielbiciela sushi. I nie możemy pozwolić sobie na zjedzenie wszystkiego do końca. Po kolacji kilka maków wkładamy do lodówki (na drugi dzień jest równie smaczne) dla Aleksa na drugie śniadanie. A hasło: „Mamo, lubie siusi.” – bezcenne .

A czy Wy macie przepis na romantyczny wieczór we dwoje? Podzielcie się swoją propozycją  i zainspirujcie inne mamy.

Subscribe
Powiadom o
guest
16 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Cekiera
9 lat temu

Moje pierwsze „siusi” w ogóle nie przypadło mi do gustu. Za drugim podejściem polubiłam bardzo! Szkoda, że ceny są tak wygórowane , ale to pewnie ze względu na fakt, ze towar musi być świeży i najwyższej jakości a wiadomo, że surowe mięso szybko się psuje.
Nigdy nie próbowałam i nie wiem jak przyrządzać sushi samodzielnie w domu i bardzo chętnie skorzystam z jakiegoś przepisu :) Ale to dopiero za jakiś czas, bo w ciąży boję się smakować surowych mięs ( tęsknię również za serami pleśniowymi…)

Igor Chudy
9 lat temu
Reply to  Anna Cekiera

Ale nie trzeba od razu robić sushi w domu z rybami ;) Na początek najlepiej potrenować zwijanie np. z ogórkiem, serkiem philadelphia czy z surimi. Jest łatwiej i dużo taniej.
Moja Żona, czyli autorka tekstu ;) pokochała sushi przed ciążą i bardzo, ale to bardzo brakowało jej tego smaku w trakcie ciąży. Ona również bała się surowych ryb, ale teraz może to sobie odbić z nawiązką!
Przy odrobinie chęci przygotowanie dużego talerza maków z warzywami i owocami nie będzie bardzo kosztowne, a przyjemność z jedzenia – ogromna!

Agnieszka Kuśmiderska

Z moim dzieckiem trudno u nas o jakikolwiek romantyczny wieczór tylko we dwoje… bo niestety mała chodzi spać w zasadzie wtedy kiedy i my, ale gdy uda się ją położyć wcześniej, to najlepszym i najbardziej romantycznym wieczorem (takim bez wychodzenia z domu) może być wspólna kąpiel w wannie z dodatkiem pachnących olejków do kąpieli. Można sobie odpocząć, zrelaksować się i nie tylko …:D

Iwona Wajs-Gorgoń
9 lat temu

oj, oj, oj, narobiliście mi teraz chęci na to sushi. Nadal nie jadłam..a z opisów wynika, że już sama czynność przyrządzania musi być niesamowita, a co dopiero jedzenie. Jako zapalona kucharka w tworzeniu nowych smakołyków na pewno przy najbliższej wolnej sobocie – spróbuję :) Mój mąż nie lubi się bawić jedzeniem, ale może taka inżynierska forma przypadnie mu do gustu – spróbuję :) No i jeszcze dzidzi jakiś warzywny smakołyk jakby się udało zrobić to byłoby..pysznie :) Nasze romantyczne wieczory niestety też nie należą do częstych, ale jak już się uda…to tak tradycyjnie jest winko, jakieś słodkości (bo oboje jesteśmy… Czytaj więcej »

Magda Kupis
9 lat temu

ja raz w życiu spróbowałam sushi zrobione przez kolegę. spróbowałam, bo wszyscy się zajadali. Mieli ze mnie niezły ubaw, bo nie wiedziałam jak się tego kulturalnie pozbyć z ust, a przez gardło nie chciało przejść :) Romantycznych wieczorów u nas jak na lekarstwo- proza życia chciałoby się powiedzieć… Ale jak już się zdarzą to często jest jakieś wino, a co do jedzenia to różnie: czasem ja coś zrobię, czasem zamawiamy, ale najlepiej jest jak robimy coś razem. Najlepiej zapamiętałam pierogi z farszem z piersi z kurczaka, żółtym serem i szpinakiem. To były nasze pierwsze wspólne pierogi, które skończyliśmy przed północą,… Czytaj więcej »

Bombel
Bombel
9 lat temu

Noo „siusi” to ja jeszcze nie jadłam,bo tak jak pisze autorka -kojarzyło mi się ono z surową rybą ;) :P Teraz wiem że to coś innego :) I muszę przyznać że bardzo mnie to zainspirowało… :D

Magda Kupis
9 lat temu
Reply to  Bombel

ja niestety ryz lubię tylko w pomidorówce ;) chyba, że jest jakiś zamiennik jak za rybę hihi

Barbara Heppa-Chudy
9 lat temu
Reply to  Magda Kupis

Magda no niestety (albo stety) ryż to podstawa w sushi ;)
Ale… za to jest zupełnie inny od tradycyjnego – jest nieco bardziej okrągły, a po ugotowaniu ziarenka „kleją się do siebie, zachowując swój kształt, no i jeszcze jest specjalnie płukany, gotowany i jeszcze zakwaszony zalewą składającą się z octu ryżowego i cukru. W rezultacie smakuje zupełnie inaczej niż nasz.

Bombel
Bombel
9 lat temu
Reply to  Magda Kupis

A ja właśnie ryż bardzo lubię :) Na obiad mogłabym jeść niemalże codziennie ryż z warzywami :)

Aldona Seemann-Gnida

Cały dzisiejszy dzień myślę o tym ROMANTYZMIE…jak to u nas wygląda… Cóż, podpisać się mogę pod słowami Magdy „Romantycznych wieczorów u nas jak na lekarstwo”. Dwójka maleństw, praca zmianowa, zabieganie robi swoje- wieczorem padamy jak muchy i niestety gdzieś w tym wszystkim zapominamy o sobie, o swoich potrzebach…a przecież to jest szalenie potrzebne! Czasem jednak zdarzy się nam mieć ROMANTYCZNY wieczór. Jest to wtedy bardzo spontaniczne i z niespodzianką dla drugiej osoby. Zazwyczaj jest to wino, świece, wspólna kąpiel, która działa niesamowicie relaksująco, odprężająco ale i też pobudzająco :) Niestety chwilowo nie możemy sobie pozwolić na ROMANTYZM poza domem…a szkoda…bardzo… Czytaj więcej »

Marta
Marta
9 lat temu

Swietny tekst :), a u nas dzisiaj bedzie romantycnzy wieczor, synek zostaje pod opieka cioteczke, a maz zabiera mnie i brzuszek ;) na romantycnzy wieczor, bedzie w pubie znajomych gral na gitarze, a potem romantyczna kolacja i obowiazkowo pojdziemy na pudding bananowy… ja trafilam na wyjatkowego romantyka, wiec romantyczne wieczory to u nas czesto :)

Natalia Smykowska
9 lat temu

Artykuł zachęcił mnie do zagłębienia się w tę tajemną sztukę japońską…i o dziwo, nie będąc zwolennikiem jakichkolwiek morskopodobnych specjałów, mam ochotę spróbować! Ale na początek w formie wizyty w sushi-barze, co łatwe nie będzie, ponieważ w naszym miasteczku o takim miejscu można pomarzyć, a do najbliższego i tak daleko… Co do romantyzmu…od ok. 7 miesięcy nie wiem co to jest! Nie mamy na to czasu, ochoty, a przede wszystkim sposobności… Maluch jest na pierwszym miejscu i nie pozostawia nam sił na romantyczność. Czas to zmienić! Ale jak znajdziemy ten czas :)

Karolinamagda
Karolinamagda
9 lat temu

Na sushi namówił mnie mój mąż, któy jest jego wielkim wielbicielem. Jadłam trzy razy i nie mogę powiedzieć żebym piała z zachwytu. Najbardziej smakowało mi do tego śliwkowe wino Choya ( nie dam głowy uciąć za pisowanię ale czytaj czoj). Romantyczne wieczory – kilka razy do roku jak na lekarstwo – niestety mąż nie jest romnatykiem:(

Barbara Heppa-Chudy
9 lat temu
Reply to  Karolinamagda

Ja też lubię to japońskie winko – a najbardziej choya silver :) Ale nie bardziej niż samo sushi ;)

Zabawa 6 października 2011

Tatuś też rodzic

Pewnie słyszałyście te opowieści jacy ci mężczyźni są nieporadni, jak to nie potrafią zmienić pieluszki, czy wyczyścić noska, że boją się przez kilka miesięcy wziąć dziecko na ręce, bo zrobią mu krzywdę i czekają, aż pójdzie ono do szkoły, żeby mieć pewność, że nie są już tak wiotkie i delikatne jak po urodzeniu? Obraz jak z komedii i horroru zarazem. A ja kolejny raz postanowiłam się zbuntować, dając wiarę ojcowskiemu instynktowi (lub po prostu zdrowemu rozsądkowi).

Widziałam obraz ojca, kreowany przez współczesnych tatusiów, który nierzadko mnie przerażał. Ojciec ten, głowa rodziny, często jej jedyny żywiciel, który zwierzynę do domu przynosił, rzucał na stół, aby kobieta-żona-matka sprawnie się nią zajęła, a sam taki już obdarty z resztek sił, zasiadał przed ogniskiem, które nieco zmieniło kształt i formę na pudło wydające dźwięki i prezentujące kolorowe obrazy. Nie miałabym nic przeciwko, każdy potrzebuje odpoczynku, nawet Nasz Macho, ale…

„Ale” zawsze się pojawia, kiedy chce zburzyć spokój, tak jest i tym razem. Ojcowie z mojego otoczenia są bardzo aktywni, uprawiają sporty, od jazdy na wszelkich sprzętach sportowych do podnoszenia ciężarów, łudząco podobnych do puszki z piwem. Nie mam nic przeciwko pasjom, ale to na pasje znajduje się czas, a nie na rodzinę. Bo gdy już ten ojciec przetestuje rower, sprawdzi czy woda na basenie nie jest za zimna i czy piwo z kolegami smakuje wciąż tak samo, wraca do domu z pieśnią na ustach: „Kochanie jestem wykończony, normalnie padam na twarz. Dobranoc”, czasem refren jest skrócony do: „idę spać”.

Obraz ten może troszkę przerysowałam, choć nie twierdzę, że bardzo i że jest tak wszędzie. Być może tylko mi się trafiło i mam ten zaszczyt oglądać takie zjawiska. Tak czy inaczej wierzyłam, że u nas będzie inaczej, że nasz Tatuś jest inny, choć też ma rower, skafander do nurkowania i kilka puszek. Znalazły się dobre dusze, które szeptały mi do ucha, że On jest takim samym egzemplarzem. Doprowadzało mnie to do szału. Przecież wiedziałam, że to jak Tatuś będzie się zachowywał po porodzie zależy również ode mnie.

    W dniu porodu już wiedziałam, że mój Egzemplarz jest z limitowanej edycji. Był ze mną do samego końca, a właściwe początku naszej wspólnej drogi we troje. Jako jedyny spośród swoich kolegów był podczas porodu. Tamci już od dawna świętowali przyjście na świat dziecka mino, że było jeszcze „jedną nogą w brzuchu”. Byłam z niego taka dumna, widziałam w nim takie emocje, których nigdy wcześniej w nim nie znałam. A i mnie dostał się komplement: „Jesteś Gladiatorka! Kocham Cię”. Ja jego też.

Po wyjściu ze szpitala zawiózł nas do rodziców, bo tak ustaliliśmy. Byliśmy tam dwa tygodnie i regenerowałam siły. Nie bałam się poprosić o pomoc, choć sama przyszła. Ja zajmowałam się moim Szczęściem, a mama zajęła się gotowaniem, praniem, prasowaniem etc. Przyszedł dzień, kiedy trzeba było podjąć decyzję o powrocie do domu. Chciałam wracać, choć było mi dobrze- śniadanie, obiad, kolacja do łóżka, wszystko pod nos. Tatuś powiedział, że uświadomiłam mu jedną rzecz – że teraz będę miała nie tylko dziecko pod opieką, czy tylko będę miała pod opieką dom, lecz wszystko razem. Więc Tatuś odciążał mnie przez kilka pierwszych miesięcy i przejął wszystkie obowiązki domowe- od zakupów po mycie podłóg.

    Tatuś dostał kilka ważnych zadań, mianowicie pierwszą i każdą kolejną kąpiel, jedno nocne karmienie, przytulanie, całowanie, noszenie i w zależności od możliwości przewijanie, noszenie do odbicia, chodzenie na spacery. Widziałam strach w jego oczach, ale i chęć do działania. Po krótkim instruktarzu dawałam mu pole do popisu. Nie martwiłam się, że może dziecko nie będzie tak czyste jak jak bym wykąpała, że pieluszka będzie krzywo założona. On jest ojcem i wiedziałam, że nie będzie chciał zrobić krzywdy dziecku, że on też ma instynkt. Oboje zostaliśmy po raz pierwszy rodzicami i byliśmy w tam samym miejscu na starcie, choć może ja startowałam z lepszego miejsca, albo tylko tak mi się wydawało.

Choć czasem na usta cisnęły mi się pewnie sugestie, ręce same rwały się do tego, aby coś poprawić, to dzielnie się przyglądałam i chwaliłam. I tak zbudowała się ojcowska pewność siebie, wprawa i duma. Koledzy i ich żony byli zdziwieni, że ojciec może sam zrywać się do dziecka kiedy zakwili, że pyta czy nie trzeba przewinąć, że chce nosić, tulić i całować nawet przy wspomnianych kolegach.

    Każdy Tata powinien mieć szansę na to, by móc się wykazać. I dlatego trzeba stwarzać im ku temu okazje- chwalić, a nie krytykować, przymykać oko na błahostki, bo rodzicem nie jest tylko mama, tata też nim jest i chyba nasza w tym rola, aby utwierdzać go w przekonaniu, że robi wszystko najlepiej, że on też wie. Przecież dając dziecko pod opiekę ojcu nie robimy mu krzywdy i ten też jej nie wyrządzi. Trochę wiary w mężczyznę- ojca nie zaszkodzi, a zmienia całe życie rodzinne. Właśnie tak zbuntowałam się na ten obraz współczesnego ojca, który miałam długo przed oczami. Nie żałuję, że podjęłam walkę z sobą i własnym instynktem, z tym, że ”wiem lepiej”. Muszę przyznać, będąc najbardziej obiektywną jak tylko potrafię, że Nasz Tatuś jest najlepszym tatusiem i może śmiało stawać za wzór swoim kolegom.

Subscribe
Powiadom o
guest
19 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
ivona85
ivona85
9 lat temu

Ja miałam dokładnie takie samo podejście jak autorka wpisu. Mój mąż nie wstawał karmić, bo dziecko dostawało pierś, ale przed karmienie to on wstawał je przewijać i podawał mi je do karmienia. No jak to?- dziwiły się moje koleżanki – przecież on pracuje, więc Ty mogłabyś wstawać do dziecka. A ja nie pracuję? Każda chwila spędzona na opiece nad dzieckiem to też wielka praca. Dzięki moim zabiegom tata jest specem do córeczki. Potrafi przy niej zrobić wszystko i nie narzeka. Czasami ma słabszy dzień..ale to chyba jak każdy. No i kąpiel jest tylko taty – wstyd się przyznać, ale ja… Czytaj więcej »

Magda Kupis
9 lat temu
Reply to  ivona85

jak Luśka wstawała w nocy na jedzenie, była karmiona piersią, dla taty było odciągnięte mleczko w butelce :)

ivona85
ivona85
9 lat temu
Reply to  Magda Kupis

ja tak straaasznie lubiłam odciągania, więc karmiłam, ale najtrudniejsze właśnie było przewijanie w środku nocy, bo trzeba było się obudzić porządnie; do karmienia to tylko oko jedno otworzyć wystarczyło ;) albo i nie :)

ivona85
ivona85
9 lat temu
Reply to  ivona85

pomyłka – miało być „nie lubiłam” :)

Magda Kupis
9 lat temu
Reply to  ivona85

dla dłuższego snu mogłam się poświecić :D

Marta
Marta
9 lat temu

Ja mam takie samo podejscie. Moj maz od samego poczatku ciazy zapewnial mnie, ze bedzie pomagal przy dziecku, ze bedzie robil wszystko, ze niczego sie nie boi. W czasie pierwszej ciazy nie opuscil ani jednej wizyty u lekarza, ani jednego USG, byl ze mna, zadawal pytania, nagrywal bicie serduszka, chwalil sie wszystkim zdjeciami USG. Na jednej z wizyt, gdy lekarz zapytal o porod, czy chce asystowac powiedzial od razu, ze tak, chociaz wczesniej nie uzgdodnilismy tej kwestii, ale tak bardzo mu na tym zalezalo, ze oczywiscie zgodzilam sie. Pierwsza ciaza byla zagrozona, byl przy mnie caly czas, pilnowal, nie dawal… Czytaj więcej »

Bombel
Bombel
9 lat temu

Dobrze że mamy takich wspaniałych partnerów!Nic tylko ich kochać!! ;-)

Sylwia
Sylwia
9 lat temu

Nasz tatuś też od początku się wykazywał w opiece nad synkiem i dalej to robi :) Mały wprost sie trzęcie z radości na widok taty, gdy ten go zabawia, kąpie czy przewija :D

alka
alka
9 lat temu

:) Fajny tekst.
U nas jest podobnie. Tatuś jak tylko może to pomaga we wszystkim.
Ze względu na charakter pracy, często nie ma go w domu…ale jak już przybywa…to dzieciaki doczekać się nie mogą…starsza córcia biegnie do drzwi…a synuś…czeka w łóżeczku i na widok taty piszczy :D
Radosny widok.

Magda Kupis
9 lat temu

widzę, że sami tatusiowie na medal. Chyba jednak nie jest tak źle i żaden nie podpadł :D

Gosiatko81
Gosiatko81
9 lat temu

mój mąż tez od samego początku uczestniczy w wychowywaniu maluchów. Stwierdzam, że jest cudownym ojcem!!! Zawsze znajdzie choć chwilkę czasu, żeby z córką pobudować z klocków, świetnie bawią się figurkami i piknik urządzają, codziennie rano wygłupy w łóżku, razem z dziećmi chodzi na basen, prawdziwie przezywa swoje tacierzynstwo, dzieci go uwielbiają. W okolicy mało jest tatusiów mających czas na gre w piłkę przed blokiem, czy budowanie zamków w piaskownicy :)

Monika Poniewierska-Czupryniak

ćwicze

katyja
katyja
8 lat temu

Mój mąż nie był ze mną podczas porodu, ale na USG chodził i można z nim dzieci zostawić. Pampersy umie zmieniać, bajki czytać i nosić, gdy bolą nogi, bo mamie się nie chce i jest bardziej asertywna ;-) Zaraz idę do kina ze starszakiem, a Tata z maluchem ogląda finał siatkówki ;P

Iza Kasparek
8 lat temu

szczerze zazdroszcze etapu 2 tygodnie wszystko pod nos… ja wrocilam i byłam zmuszona wskoczyc na wysokie obroty…. życie

kaja19782
kaja19782
8 lat temu

Ja też miałam dużą pomoc ze strony męża po prostu zmuszałam go do aktywnego uczestnictwa:)inna sprawa,że pracował także większość i tak była na mojej głowie:)ale nie można mieć wszystkiego:)))

Małgorzata Szczepańska

zgadzam się w 100%. U nas jest tak od samego początku że tatuś też zajmuje się dziećmi. Kąpie przewija karmi bawi sie czy zabiera na spacer. Ja od początku uczyłam go tego wszystkiego bo wychodzę z założenia że to też są jego dzieci i on też powinien uczestniczyć w opiece nad nimi. Bardzo dziwiły mnie słowa koleżanek że ich mężowie są wspaniałymi ojcami ale nawet pampersa nie zmienią czy nie dadzą dziecku jeść. Nawet dzisiaj kontrol u lekarza córci i synka a tatuś żebym jechała sama a ja że nie bo potrzebuję jego pomocy bo dzieci marudzą. Pojechał ze mną.… Czytaj więcej »

Regina Adamiec Babula

Codziennie powtarzam mężowi, że jest aniołem :-) czasami wręcz mnie rozpieszcza i nie zostawia do zrobienia nic poza spacerem i zabawą z synkiem :-)

Maria Ciahotna
5 lat temu

Dostaje tę szansę każdego dnia – i chętnie z niej korzysta – nasze dziecinki mają cudownego tatusia :*

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close