Z dziećmi wstęp wzbroniony


Ostatnio w Kanadzie jedna z restauracji wprowadziła zakaz wstępu dla małych dzieci, który wywołał falę krytyki i nawoływania do bojkotu oraz… liczne pozytywne reakcje na taką politykę lokalu. Liczba osób zadowolonych z decyzji wielokrotnie przekroczyła negatywne opinie.

“Strefy wolne od dzieci” za granicą tworzone są coraz częściej i nieśmiało pojawiają się w Polsce. W naszym kraju jest to zjawisko spotykane rzadko, częściej informacja o tym, że dzieci nie są mile widziane, jest sugerowana nie wprost – poprzez brak miejsc do przewijania czy krzesełek dla dzieci. Dyskusja nad obecnością dzieci w restauracji trwa od lat.

W moim odczuciu stref przyjaznych dzieciom jest od zatrzęsienia. Dlaczego więc nie tworzyć przestrzeni bez dzieci, robiąc ukłon w stronę tych, którym może po prostu przeszkadzać obecność naszych milusińskich? I niekoniecznie muszą to być osoby żyjące w pojedynkę, związki bezdzietne, ale i ci, którzy chcą od dzieci swoich i cudzych od czasu do czasu po prostu odpocząć.

Sama jestem mamą, która nie oczekuje z tego powodu specjalnych względów i całkowitego dostosowywania się otoczenia do mnie i mojego dziecka. Strefy bez dzieci nie tylko mi nie przeszkadzają, ale i jestem ich zwolenniczką. Dziwię się rodzicom, którzy krytykują takie miejsca, czy naprawdę nie mają potrzeby, by od swoich pociech po prostu odetchnąć?

Z moim mężem – odkąd jesteśmy rodzicami  – jeszcze szczególniej celebrujemy nasze chwile we dwoje. Lubimy wychodzić do kina, teatru, na koncerty – nigdzie w tych miejscach nie ma małych dzieci, bo to nie są miejsca dla nich.

Z restauracjami bywa już inaczej – co w zasadzie nie jest niczym dziwnym. Są knajpki, które są dla rodzin (np. nasza ulubiona naleśnikarnia i pizzeria) i te miejsca odwiedzamy także z naszym dzieckiem, ale omijamy szeroki łukiem, gdy jesteśmy sami. Wtedy w poszukiwaniu dobrego jedzenia, relaksującej atmosfery i spokoju wolimy wybrać ciche, klimatyczne lokale. Nie chciałabym żeby ten czas z moim mężem, został zakłócony przez robiące, co chcą dzieci i nie zwracających na nich uwagi rodziców. Poza tym dziecko wcale nie musi być niegrzeczne czy źle wychowane, może po prostu marudzić, bo jest zmęczone lub płakać ot tak, bo w końcu jest tylko małym dzieckiem.

Żeby uniknąć ryzyka tego rodzaju zakłócenia spokoju, wystarczyłoby dokonywanie dobrych wyborów między lokalami, w których znajdziemy przyjemną atmosferę dla rodzinnych kolacji, a restauracjami „bez dzieci”.

Żyjemy w czasach, gdy obok ogólnodostępnych restauracji są też takie, w których można palić czy wejść z psem. O ile takie zakazy czy przywileje nie wzbudzają kontrowersji, o tyle strefy wolne od dzieci już tak. I nie mam bladego pojęcia dlaczego.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zgadzam się, mnie to nie przeszkadza chociaż sama jestem mamą ale czas z mężem ma być niezakłócony. Z resztą, restauracja to nie jest miejsce dla 3-4 latka, który może i potrafi się zachować ale (jak w moim przypadku) gdy kelnerka idzie z zupą, lepiej dziecko przywiązać do krzesła bo talerz talerzem ale oparzenia nie są fajne… Jest też kwestia etyczna. Nie chciałabym po poronieniu/martwym porodzie/stracie dziecka (skreśl niepotrzebne) patrzeć na inne dzieci. To nie ludzie tylko ja odczuwam i chciałabym spokoju. Osobiście mnie nie przeszkadza obecność dziecka w restauracji lecz rodziców tego dziecka, którzy zamiast się nim zajmować, olewają a potem tragedie…

  2. Mi się wcale pomysł stref bez dzieci nie podoba. Jak jadę autobusem i wsiądzie pani która wylała na siebie butelkę perfum i wywołuje u mnie odruch wymiotny to ja wsiadam a nie wypraszam jej z autobusu bo ma takie samo prawo korzystać z komunkacji miejskiej jak ja i to że ona mi przeszkadza nie znaczy że mam jej to prawo odebrać. Dzieci są ludźmi tak samo jak my i nie widzę powodu żeby nie mogły wejść do restauracji. Jeżeli wiem że moje dziecko nie potrafi zachować się w takim miejscu czy zwyczajnie jest zbyt niecierpliwe, ruchliwe, hałaśliwe to daruje sobie takie wyjścia bo nawet dla mnie nie będą one przyjemnością. Jest też kwestia wieku dziecka. Lokale mają nie być dostępne dla dzieci do 3, 8, 16 czy 18 roku życia? Bo 3 latek może lepiej się zachowywać niż niejeden 4 czy 5 latek, więc gdzie ta granica? Czy z dorastającą córką też nie wejdę do restauracji bo w wieku 16 lat zachowa się gorzej niż w wieku 18 lat?

    1. Bardzo ladnie napisane :D popieram :D

      Chodz sterfy wolne od dzieci istnieja- dyskoteki, kluby nocne, kasyna- jak ktos chche wyjsc bez dziecka to ma gdzie isc

      1. Nie chodzę w takie miejsca jak podałaś, a mimo wszystko chciałabym wyjść z koleżankami napić się w spokoju kawy. Wtenczas nie zabieram swojego dziecka i chciałabym mieć pewność, że cudze dzieci nie będą zakłócały mi tej chwili.

  3. Gllupota ot caly komentarz

  4. Agnieszka Giluń

    Ja jestem za takimi strefami. Nie oszukujmy sie. Nie tylko bezdzietni, ale my, matki i ojcowie, tez mamy ochote odpoczac od swoich i nie swoich pociech. A mysle ze jak na piec restauracji jedna bedzie strefa wolna od dzieci to nikt na tym nie ucierpi a wrecz zyska.takie moje skromne zdanie

  5. Bo dziecko to zwierze? Że restauracja to miejsce nie dla dzieci, właśnie w takich miejscach dziecko uczy się kultury zachowania. A gdy komus przytrafiła sie tragedia straty dziecka, to tak jak by porownac wypadek samochodowy z utrata bliskich, to co wtedy samochody maja nie jezdzic po ulicy? Strefy wolne? Owszem puby, dyskoteki ale nie restauracje dla mnie to chory pomysł!!!

  6. fajneee ;-) my chodzimy i jest ok

  7. Chodzimy! :) nie jest tak najgorzej. ;)

    1. pisze:Jest w tym sens. Jednak co zrobić, jeśli to nie jest jedyna syauctja, kiedy ktoś po prostu gada opowiada o czymś co zrobi i patrząc na to, wydaje Ci się to w zasięgu możliwości tej osoby, tylko trzeba po prostu popracować , skupić się i po prostu sprf3bować być konsekwentnym w działaniu. No właśnie co z konsekwencją? Wolę wyznawać zasadę, więcej robić, mniej mf3wić. Pozostaje napisać: Każdy jest Inny. I w tym jego wyjątkowość. Pozdrawiam

  8. staramy się chodzić tam gdzie jest animator dla dzieci :-)

  9. Jest w miare ok u nas w tej kwestii. Ale co się trzeba nagadać to nasze:)

  10. u nas podobnie jak na zdjęciu – tyle że dzieci jest troje ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Bieganie w ciąży w czapce niewidce


W społeczeństwie pokutuje stereotyp łagodnej i zacnej Matki Polki, szczególnie nienarodzonego dziecka. Kobieta ciężarna powinna nosić się godnie, głaskać po brzuchu i tą częścią ciała sięgać sufitu podczas całodniowej sjesty. A co jeśli kobieta ma inny sposób na celebrowanie dziewięciu miesięcy i ma pomysł na bieganie w ciąży? Ja biegałam z brzuszkiem dobijając praktycznie do połowy ciąży. 

Moi „współplemieńcy” jeszcze przed ciążą wiedzieli że biegam, więc widok najpierw brzuszka, a później mnie raczej nikogo nie dziwił. Przynajmniej nikt głośno nie robił uwag, a co już prywatnie myśleli to pewnie inna bajka. Reakcje ludzi były różne. Ci, którzy spotykali mnie na „szlaku” raczej odbierali mnie pozytywnie, nie traktowali jako wyrodnej matki czyhającej na zdrowie nienarodzonego dziecka. I to było fajne, bo – tak mi się wydaje – jako ludzie świadomi i aktywni wiedzieli,  że ciąża to nie choroba (o ile rzeczywiście ciąża przebiega bez komplikacji) i ruszać się należy.

Ale spotkałam się również ze spojrzeniami „spod byka” nieznajomych mijanych „na mieście”. I nie były to spojrzenia pełne zachwytu, a raczej pytania „gorzej ci?!”. Miałam wtedy ochotę odpowiedzieć „spokojnie, w domu wszyscy zdrowi”. Chyba, że patrzyli z politowaniem, myśląc, że biegam żeby odpokutować tydzień mega obżarstwa u Pasibrzucha ;) A żadna kobieta tego nie lubi!

Kilka razy zdarzyło mi się odpowiadać na pytanie, czy w ciąży można biegać? Ano można. Spokojnie bez szaleństw, raczej trucht na krótki dystans a nie intensywny maraton. To kwestia odpowiedzialności, bo moim celem nie była zadyszka na mecie, ale utrzymanie mojego ciała w dobrej kondycji aż do końca. A do kiedy biegać, tego nie wiem. To zależy co powie ginekolog po każdym badaniu, jakie będą wyniki i do którego momentu taki wysiłek będzie bezpieczny dla dziecka, oraz do kiedy będą siły aby go kontynuować. To wszystko otwarta kwestia i wypadkowa wielu czynników.

Dla własnego komfortu, nie biegałam po mieście marząc o czapce niewidce, ale przeniosłam się na leśną dróżkę, gdzie innych aktywnych spotykałam raz na jakiś czas i to mi bardzo odpowiadało. W tygodniu biegałam 2 – 3 razy w zależności od pogody i samopoczucia po 3 km i choć to brzmi raczej mało „ambitnie” ten dystans był wystarczający – przynajmniej dla „dwupaka” takiego jak ja.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nie!!! Myślenie ludzi jest nie zrozumiałe. Gdy dojeżdzałam do pracy pociągiem konduktor powiedział mi że powinnsm ze sobą zabierać lekarza lub położoną. :-)

  2. Popieram, też uważam, że ciąża to nie choroba. Ja bardzo lubiłam chodzić na basen i pływać i robiłam to tak długo dopóki nie było przeciwwskazań. Pamiętam, że ginekolog powiedział mi, że mam funkcjonować jak przed ciążą. Na samym basenie nie byłam jakimś specjalnym widowisiem bo zanim miałam widoczny brzuszek a było to bardzo późno to niestety już nie mogłam pływać. Natomiast wszyscy, tórzy wiedzieli o ciąży mieli swoje wielkie “HALO” o to. Pamiętam też, że z mężem często jeździliśmy na rowerach. Sport to zdrowie nawet w ciąży, oczywiście w ramach rozsądku i zaleceń lekarza :)

  3. Tez nie rozumiem.Kiedys kobiety rodziły kopiąc ziemniaki w polu albo wiążąc snopki i problemu nie było ;)

  4. Ja również biegam w ciąży ( teraz końcowka 6mce) i widok kobiety w ciąży co niektórych wprawia w osłupienie. A Pani to wolno tak się męczyć?…Nie będę w domu leżeć i pachnieć.
    Gratuluję wszystkim biegajacym i cwiczacym przyszłym mamusia w 2paku :-) :-)

  5. Ja za to mam zamiar jeździć na rolkach, jestem w 6tc. Kobiety przestrzegają mnie żebym tego nie robiła bo się przewrócę i stracę upragnione maleństwo. Ale nie mam zamiaru jeździć jak szatan tylko powoli, rekreacyjnie, a przewrócić się mogę nawet spokojnie idąc do sklepu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Szokujący słodko – gorzki smak w warszawskim kinie


Niedawno pisałam o kampanii społecznej „Dobre wychowanie” realizowanej przez Fundację Dzieci Niczyje. Jeśli jeszcze nie czytaliście mojego wpisu, nie odwiedziliście strony i nie rozmawialiście ze swoimi dziećmi – nie odkładajcie tego na później!

Dziś kontynuując temat, zabieram Was do warszawskiej Kinoteki – spokojnie, nie musicie opuszczać domu. Zobaczcie, jaką tym razem akcję przygotowała Fundacja, by zwrócić uwagę dorosłych na problem seksualnej przemocy wobec dzieci.

Wszyscy, którzy przyszli na seans, znaleźli na swoich fotelach cukierek z napisem „sekret” z dołączoną karteczką o treści: “Zjedz cukierka. Nikt się nie dowie. To nasza tajemnica“.  Po chwili w bloku reklamowym, oglądali spot najnowszej kampanii fundacji Dzieci Niczyje, która w ten sposób chciała zwrócić uwagę na fakt, że nie dla wszystkich wspomnienia z dzieciństwa są słodkie.

Zobaczcie cały materiał:

W Internecie zawrzało – jak zwykle część osób uważa, że ten sposób zwrócenia uwagi na problem jest przesadzony, a ludzi w kinie perfidnie zmanipulowano robiąc z nich idiotów. Komentujący są zdania, że żądaliby zwrotu za bilety, bądź odszkodowania.

Ja należę do grupy, która fundacji przyklaskuje, bo problem przemocy seksualnej wymaga mocnego, zdecydowanego, a nawet szokującego działania. Kampania powinna poruszać i oddziaływać na emocje, by zaangażować widza, skłonić do refleksji i do działania. O takich rzeczach trzeba mówić wprost, a nie owijać w… papierek.

A jakie jest Twoje zdanie?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Milena kamińska

    Jestem za takim działaniem jak najbardziej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Dlaczego trzeba zobaczyć film Bejbi Blues


Oglądaliście może film Bejbi Blues (2012r.) ?? Dawno miałam go obejrzeć, bo byłam ciekawa, co tym razem przygotowała dla nas autorka Galerianek (2009r.). Ale jakoś tak się złożyło, że dopiero teraz miałam okazję. I powiem wam, że niemal cały seans siedziałam z ściśniętym żołądkiem, a momentami myślałam nawet, że nie obejrzę go do końca – tak mnie wnerwiali główni bohaterowie, a w szczególności bohaterka – niedojrzała 17-latka, która została mamą.

Generalnie film pokazuje codzienne życie nastolatków – problemy z jakimi muszą się borykać, sposoby ich rozwiązywania (dla mnie niedorzeczne!), życie towarzyskie, imprezy a także narkotyki, papierosy oraz seks, z byle kim, z byle powodu…

I w zasadzie nie powinno mnie to jakoś specjalnie dziwić ani oburzać, bo sama byłam nastolatką i wiem co się wyprawia w młodym wieku. A umówmy się, święta nie byłam – wagarowałam, balowałam, piłam alkohol, swego czasu nawet paliłam papierosy, ale mimo to nie robiłam głupot!

Zawsze miałam łeb na karku! Przede wszystkim, nie wciągałam kresek bo wielu kumpli tak robiło zachęcając przy tym wszystkich do owej zabawy i nie chodziłam do łóżka z przypadkowymi, nowopoznanymi kolesiami bo…. potrzebowałam pieniędzy, pracy czy czego tam jeszcze!

A to praktykowała właśnie Kasia, główna bohaterka filmu. I w tym wszystkim nie przeszkadzało jej malutkie, kilkumiesięczne dziecko pod pachą, które wraz ze swoim, rok starszym chłopakiem (18l.) traktowali jak zabawkę!

Scyzoryk mi się w kieszeni otwierał, gdy patrzyłam na to, co wyprawiają. Największą atrakcją dla nich było strojenie dziecka w modne ciuchy, nic poza tym. Jeść nie musiało, zadbać o siebie też w sumie mogło samo, w końcu miało już… może z pół roku!?!

Dostali mieszkanie, w którym mieli się usamodzielnić i „w spokoju” wychowywać ich syna.

Ale gówniarze nie byli gotowi na rodzicielstwo! No bo jak zamknąć się w domu i babrać w pieluchach, kiedy rówieśnicy w pełni korzystają z młodości, bawią się, robią co chcą, a nie to co muszą!? Jest to niewątpliwie trudne, a szczególnie jeśli nie ma się wsparcia najbliższych (rodziców).

Nie będę Wam zdradzać szczegółów i opisywać całego filmu, bo to bez sensu, powiem jedynie, że dorosłość tych dwoje nastolatków zdecydowanie przerosła i absolutnie nie nadawali się do swej nowej roli – matki i ojca.

Film niestety kończy się tragicznie, co potęguje jego przekaz i wywołuje skrajne emocje.

Osobiście bardzo mnie poruszył, a z uwagi na fakt, że oglądałam go późno w nocy, miałam problemy z zaśnięciem… – nie śmiejcie się, po prostu jestem bardzo wrażliwa i mocno przeżywam tego typu historie. Poza tym, jestem mamą i chcąc nie chcąc, takie opowieści w jakimś stopniu mnie dotykają i powodują, że rozmyślam o przyszłości mojego syna…

Myślę, że film warty jest obejrzenia. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że powinien być puszczany (gimnazjalistom i licealistom) w szkołach (!) by ich przestrzegać, pokazywać skutki nieodpowiedzialności, uświadamiać na czym polega dojrzałość, a także, że dorosłe życie wcale nie jest łatwe!

Samodzielność, dbanie o dom, zarabianie pieniędzy by móc opłacić rachunki, ubrać, się, wyżywić… wychowywanie dziecka, to wszystko jest ciężka praca, wymagająca poświęcenia, dojrzałości i świadomości tego co się robi!

Dla mnie jest to takie oczywiste! Szkoda że nie dla wszystkich…

Drodzy Rodzice, zachęcam Was do seansu, najlepiej z własnymi dziećmi (nastolatkami) u boku, a później do refleksji i szczerych rozmów.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nie widziałam ale mam ochotę obejrzeć

    1. Ja widziałam,wstrząsnął mną… /Żaklina/

  2. Widziałam i pół filmu przeryczałam a pozostałe pół mialam ochotę znaleźć tą dziewuche i jej …..domyślcie sie …

    1. Miałam to samo…. :(

  3. Oglądałam. Wyrwałam się do kina mając małe dzieci, jedno jeszcze “na cycku”. Bardzo mną wstrząsnął, bardzo go przeżywałam, tym bardziej, że sama miałam małe dzieci… Nawet teraz, jak myślę o tym filmie, o tym chłopczyku, mam ciarki…

    1. Ja też jak pomyślę o tym chłopczyku to mam ciarki :( I scyzoryk mi się w kieszeni otwiera! :/

  4. ja również byłam wstrząsnieta tym filmem, tym bardziej, że zostałam mamą w młodym wieku (19) ogólnie pozostawioną sama sobie, również nie miałam wspracia ze strony rodziców. Naszczęście mam super męża dzieki częmu wspolnie udało się nam stworzyć coś najpiękniejszego- RODZINE! film dał mi bardzo duzo do myślenia.. przerazało mnie zagubienie tej dziewczyny, jej samotnośc, chec osiagniecia czegos ale jakze dla nie trudnego .. na koniec beczalam jak bóbr !

    1. Cieszę się, że Ci się udało.
      (Ze względu na młody wiek) Podziwiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku