Lifestyle 8 lutego 2024

Zdrowie na talerzu w szkole? Nadal bywa różnie

Szkoła to ważne miejsce, nie tylko ze względu na naukę naszych dzieci, ale też ich żywienie. Posiłek w szkole jest ważny, bo daje siłę, energię i …niestety często dostarcza za dużo cukru czy niezdrowego tłuszczu. Przecież jogurt jogurtowi nierówny. Jak wygląda prawodawstwo dotyczące zamówień żywności do szkół? I dlaczego intendentem powinna być osoba, która zna się na zasadach zdrowego żywienia?

Zamówienia żywności do placówek oświatowych podlegają regulacjom prawnym. Z jednej strony mają one charakter scentralizowany – bo działa tutaj ustawa o prawie zamówień publicznych (brak słowa o tym, jak zamawiać żywność), z drugiej – rozporządzenie ministra zdrowia, które wskazuje na to, co może być sprzedawane w sklepikach szkolnych i jak powinno być skomponowane szkolne menu, ale nie ma mowy o składzie samych produktów.
Jak podkreśliła w czasie swojego wystąpienia pt. „Zrównoważone zamówienia publiczne żywności” dr n. o zdr. Katarzyna Brukało, dietetyk kliniczna, ekspertka Europejskiej Federacji Stowarzyszeń Dietetyków prawo tutaj daje pewną swobodę osobie tworzącej zamówienie publiczne.
„Istnieje tutaj duża swoboda w poruszaniu się i opisywaniu produktów przez zamawiających” – podsumowała ekspertka.
Do zamówień publicznych przez żołądek
Zatem czysto teoretycznie zamówienie publiczne to nie jest skomplikowana sprawa. Do niedawna decydowała cena. Teraz drugim kryterium jest okres płatności faktury. Natomiast –  jak pokazała na przykładzie dr Brukało –  w rzeczywistości sprawy mogą nie być aż tak proste. Zacznijmy od zakupów.
„Na naszej liście zakupów pojawia się jogurt owocowy i założę się, że każdy pomyślał o innym (…) Jak to opisać? Jak to zrobić, bo w zamówieniach publicznych nie ma miejsca na domysły” – zastanawiała się specjalistka zdrowia publicznego.
Jednocześnie zaznaczyła, że faktycznie w zamówieniu może pojawić się zarówno jogurt, który w swoim składzie będzie mleko, cukier, 4 proc. owoców, skrobię modyfikowaną, dużo koncentratu z marchwi, by podbić kolor, jak i taki, który zawiera w sobie tylko jogurt naturalny i owoce.
Jak zapisać to w zamówieniach publicznych, by dostać ten drugi? U nas nie ma takich regulacji” – podsumowała.
5 g robi różnicę
Dr Brukało przytoczyła też wyniki badania, którego była współautorką. Porównano w nim zawartość cukru w jogurtach owocowych. Wahała się ona w przedziale 10-15 g na 100 g produktu. Wydawać by się mogło, że 5 g cukru to żadna różnica – raptem jedna łyżeczka, ale gdy „mały Jasio” – kontynuowała dietetyk kliniczna –  dostaje dodatkowo taką ilość przez 300 dni w roku, to otrzymuje rzeczywiście w ciągu tego okresu 1,5 kg cukru więcej.
Jeszcze gorzej wygląda sprawa w przypadku np. kiełbas suszonych i wędzonych. Tutaj są spore rozbieżności – między 27,8- 42,3 g tłuszczu na 100 g produktu.
„Ta różnica powoduje, że Jasio, który codziennie będzie dostawał plasterek kiełbasy (ok.100 g) w ciągu roku naskłada dodatkowo do 4,5 kg tłuszczu”  – podkreśliła badaczka.
Co w takim razie zrobić w kontekście zamówień publicznych, by do stołówek trafiały te zdrowsze produkty? Należałoby  doprecyzować skład produktów. I tutaj pojawia się ważna osoba, która odpowiedzialna jest właśnie za zamówienia publiczne żywności w tego typu placówkach – dyrektor albo intendent. Tym ostatnim „na dobrą sprawę może być każdy”. Takie zamówienie robi się raz w roku.
„Jeśli zakupy dotyczą jednostki publicznej (np. szkoły – red.) to koniecznie potrzebny jest specjalista do spraw zamówień publicznych” – podsumowała specjalistka i dodała, że nie powinna być to przypadkowa osoba. Z pewnością powinna znać się na zasadach zdrowego żywienia, a zamówienie składać świadomie, nie na wzór przypadkowo ściągniętego z internetu zamówienia czy w oparciu o to, co zamawia placówka oświatowa „za płotem”. Tak jest pewnie najłatwiej. Ale tutaj chodzi o zdrowe żywienie dzieci, więc zakupów nie należy rozpatrywać w kategorii kosztów, ale inwestycji.
Przyglądać się albo walczyć
Dr n. o zdr. Katarzyna Brukało przypomniała, że Urząd Zamówień Publicznych wydał oficjalną informację, że „w ramach zamówień na dostawę żywności lub usługi cateringowe zamawiający mają możliwość uwzględnienia szeregu czynników o charakterze środowiskowym.
Zalicza się do nich m.in.:
  • nabywanie ekologicznej żywności;
  • nabywanie wyprodukowanych lub złowionych w sposób zrównoważony produktów akwakultury i morskich;
  • nabywanie produktów zwierzęcych spełniających wysokie standardy w zakresie dobrostanu;
  • nabywanie produktów sezonowych;
  • nabywanie produktów luzem lub w opakowaniach zawierających duże ilości surowców pochodzących z recyclingu;
  • wykorzystywanie sztućców, naczyń, wyrobów szklanych i obrusów wielokrotnego użytku;
  • wykorzystanie przyjaznych dla środowiska wyrobów papierowych;
  • selektywną zbiórkę odpadów i szkolenie pracowników;
  • ograniczenie stosowania niebezpiecznych chemikaliów oraz korzystanie z przyjaznych dla środowiska środków czyszczących oraz do mycia naczyń.”
„To świetne rozwiązania. Tego chcemy. Tylko proszę zwrócić uwagę na słowa: „mają możliwość”. Kto się na to zdecyduje? Gdy mamy możliwość to mamy dwie opcje: albo obserwować to wszystko, jak (oracz i jego syn – red.) bociany u Chełmońskiego i lepiej się do tego nie zbliżać, bo nikt nie wie, jak to przeprocedować albo idziemy na Grunwald – zaczynamy walczyć” – stwierdziła dr Brukało.
Przy okazji zwróciła uwagę na to, że w systemie są pieniądze, tylko należy je „rozsądnie inwestować”. Co to oznacza? Podała przykład zamówienia publicznego żywności pewnej szkoły podstawowej z 2022 r. Znalazło się w nim m.in. 150 kg boczku wędzonego i 120 kg mortadeli.
„Chyba nie tak to powinno działać?” –  zastanawia się.
Wartość zamówień publicznych w Polsce, to w 2020 r. wyniosła ona ponad 180 mld zł, z tego 8,3 mld zł (4,5 proc.) stanowiły zamówienia publiczne żywności. Tymczasem NFZ na profilaktykę wydał 37 razy mniej.
Ekspertka zaznaczyła, że te zamawiane dla dzieci produkty powinny być ekologiczne, regionalne. Nie powinny zawierać składników modyfikowanych genetycznie, sztucznych dodatków i wzmacniaczy smaku, a na przykład ryby powinny pochodzić np. ze zrównoważonych i certyfikowanych połowów.
„To jesteśmy w stanie przeprocedować w ramach zamówień publicznych”  – podkreśliła.
Dodała, że można mieć też wpływ na to, jak podawana jest ta żywność. Na przykład można oznaczać żywność dla dzieci ze specjalnymi dietami (alternatywne dania). Ograniczać spożycie mięsa, wprowadzać więcej warzyw i owoców.  Dodatkowo ważne jest to, by tej żywności nie marnować oraz szkolić kadrę, ale też samych rodziców.
Pomocny w opisywaniu produktów do zamówień publicznych żywności może być podręcznik zawierający kryteria jakościowe (https://bestremap.sum.edu.pl/). Tym bardziej że nadal intendent opisując zamówienie  – jak zauważyła ekspertka –  sięga do tego sprzed roku albo sprawdza, jak wygląda to w sąsiednich placówkach.
„Zróbmy to porządnie. Raz a dobrze. I niech ten jogurt truskawkowy będzie z truskawkami, a nie z sokiem marchewkowym czy burakowym” – poradziła.
Źródło:
Panel ekspertów pt. „Propagowanie i wdrażanie zdrowego odżywiania” z 24 stycznia br.
Źródło informacji: Serwis Zdrowie
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Podróże 7 lutego 2024

Ferie na półmetku: górale narzekają, za to jest w czym przebierać

Po mocnym starcie z warszawskimi turystami w roli głównej zimowe ferie wytraciły rozpęd. Na Krupówkach tłumów brak, a górale z Zakopanego narzekają na obłożenie niższe, niż to, jakiego spodziewali się po udanym okresie noworocznym. Z drugiej strony ci, którzy dopiero planują wyjazd, mogą bez problemu przebierać w ofertach z korzystną ceną – półmetek ferii podsumowują eksperci Nocowanie.pl.

Zimowe ferie przekroczyły półmetek. Przerwę od szkolnych zajęć ma teraz młodzież z lubelskiego, łódzkiego, podkarpackiego, pomorskiego i śląskiego, a od 12 lutego ostatnia tura zimowego wypoczynku obejmie województwa: kujawsko-pomorskie, małopolskie, lubuskie, świętokrzyskie i wielkopolskie. Po tym, jak apetyty właścicieli obiektów noclegowych rozbudziła pierwsza tura ze znaczącym udziałem turystów z Warszawy, ruch nieco osłabł, a jak podaje Tatrzańska Izba Gospodarcza w Zakopanem obłożenie sięga 60%.

„Chociaż sytuacja może się jeszcze poprawić, bo przed nami jeszcze jedna tura ferii, a Polacy coraz częściej podejmują decyzję o wyjeździe w ostatniej chwili, to faktycznie gospodarzom z Zakopanego trudno będzie zaliczyć ten sezon do szczególnie udanych” – mówi Agnieszka Rzeszutek, ekspert Nocowanie.pl.

Jak podkreśla, wynika to też z tego, że w tym roku stolica Tatr podzieliła się turystami z innymi miejscowościami.

„Wzrosła na przykład popularność Krynicy-Zdrój, która goni Zakopane i zajmuje mocne drugie miejsce na liście najchętniej wybieranych na ferie miejscowości w naszym serwisie, za sprawą interesującej oferty, ale też cen, które kształtują się tu średnio na poziomie 98 złotych za osobę za noc, a więc niżej niż w Zakopanem, gdzie średnia w sezonie wynosi 106 złotych” – wyjaśnia Rzeszutek.

Szukający oszczędności wybierają też Wisłę, Kościelisko czy Bukowinę Tatrzańską, gdzie średnie ceny również nie przekraczają 100 złotych za osobę za noc. W tej ostatniej, w lutym za osobę za noc płaci się o 14% mniej niż w styczniu, ale jak podkreślają eksperci, trudno liczyć na to, że właściciele obiektów noclegowych zdecydują się na znaczącą obniżkę cen, żeby konkurować o turystów na finiszu ferii.

„Hotelarze też mierzą się z inflacją i wysokimi kosztami prowadzenia działalności, z cenami energii, rosnącymi kosztami pracy, trudno jest im więc konkurować ceną. Chętniej konkurują rozwijaniem oferty i dodatkowymi atrakcjami” – ocenia ekspertka Nocowanie.pl.

Tym bardziej że wciąż nie brakuje chętnych na ferie premium – w wysokim standardzie i z dobrą infrastrukturą do uprawiania sportów zimowych. Stąd na liście najbardziej popularnych miejscowości zimowego wypoczynku na trzecim miejscu znalazł się Karpacz, gdzie średnia cena za osobę za noc wynosi 118 złotych za osobę za noc. Wysoko plasuje się też Białka Tatrzańska – 136 złotych. Jeszcze drożej jest w Szczyrku, który również znalazł się w pierwszej dziesiątce miejscowości wybieranych na ferie.

„Nie wiemy, czy sprawdzą się długoterminowe prognozy pogody, które pod koniec ferii przewidują nieco lepszą aurę do wypoczynku w górach, pewne jest natomiast to, że ci, którzy zdecydują się na wyjazd w ostatniej chwili znajdą wolne miejsca. Zarówno te w przystępnych cenach, jak i te oferujące wyższy standard wypoczynku” – podkreśla Agnieszka Rzeszutek.

 

 

Źródło informacji: Nocowanie.pl

Obraz Ri Butov z Pixabay

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Emocje 1 lutego 2024

Jak reagować, gdy nastolatek pyskuje?

Jak reagować, gdy nastolatek pyskuje? Odpowiedź na to pytanie jest łatwa, ale tylko w teorii. Gorzej z praktyką, bo nie ma chyba rodzica, który nie dałby się wyprowadzić z równowagi. Nie ograniczymy pyskowania zakazem, bo to naturalny etap rozwoju. Możemy jednak złagodzić zachowania naszej pociechy, jeśli sami nauczymy się odpowiednio reagować. 

Moje dziecko pyskuje i bardzo mnie to cieszy 

Tekst o tym tytule napisałam kilka lat temu i nadal zgadzam się z każdym swoim słowem. Pyskowanie jest potrzebne, chociaż nam – rodzicom – może przysporzyć siwych włosów. Niemniej im starszy nastolatek, tym wyższy level owego pyskowania, dlatego warto mieć pod ręką skuteczne sposoby na reagowanie w takich sytuacjach. Przy czym „skuteczne” nie oznacza w tym wypadku takich, które pozwolą nam postawić na swoim. Nastolatek też może mieć rację i argumenty, z którymi nie damy rady polemizować. 

 

Jak reagować, gdy nastolatek pyskuje? 

 

Nie daj się sprowokować do kłótni 

Bardzo często zachowania nastolatków wyglądają na jawną prowokację, choć wcale takie nie są. Uwierzycie, że oni naprawdę nie widzą, że ich zachowanie wybiegło poza ogólnie przyjęte normy? W stanie wzburzenia nie zwracają uwagi na podniesiony głos i jego ton. Najgorsze, co można w takiej sytuacji zrobić, to odpowiedzieć w podobny sposób. Spokój, spokój i jeszcze raz spokój. Tylko spokój nas uratuje! 

Łatwo powiedzieć? No łatwo, ale i zastosować też nietrudno. W końcu na wrzeszczącego bez sensu dwulatka nie krzyczeliśmy, prawda? 

Po cichu powiem Wam, że jeśli na co dzień dacie radę zachować spokój, to nagłe podniesienie głosu będzie miało większą wagę. 

Spróbuj zrozumieć, o co właściwie chodzi

Nastolatek zwykle pyskuje wówczas, gdy nie podoba mu się jakieś polecenie, opinia, prośba, cokolwiek. Zamiast po ludzku (naszym zdaniem) odpowiedzieć, że nie podoba mu się dana propozycja, zareaguje na nią agresją słowną. Najczęstsze sytuacje są banalne: posprzątaj, wynieś śmieci, odrób lekcje, odłóż telefon. Szczególnie to ostatnie potrafi być zarzewiem otwartej kłótni międzypokoleniowej. 

Można oczywiście użyć siły rodzicielskiego autorytetu (o ile się go ma) i zwyczajnie coś kazać albo zakazać. Na dłuższą metę to jednak kiepskie rozwiązanie. Lepiej opanować wybuch złości nastolatka (Macie pojęcie, jaką moc ma flegmatyczne: „Nie drzyj się”?) i pozwolić sobie wytłumaczyć, o co mu właściwie chodzi. Nierzadko młody człowiek sam się zapędzi w kozi róg, trzeba tylko dać mu szansę. 

Bądź przyjacielem, nie wrogiem 

Jest problem? Rozwiążcie go wspólnie. Przy czym „wspólnie” nie oznacza, że to rodzic podsuwa gotowe rozwiązanie. Uwielbiam burze mózgów z moją nastolatką, można dojść do naprawdę ciekawych wniosków. Nie oceniaj, nie osądzaj, nawet jeśli Twoje dziecko popełniło błąd. Błąd można naprawić, słów rzuconych w złości nie da się cofnąć. 

 

 

 

 

Nie podnoś głosu w sytuacjach konfliktowych 

I nie chodzi tu o sytuacje z nastolatkiem, ale z całą resztą świata. Nasz nastolatek przecież patrzy i wyciąga wnioski. Jeśli my w trudnych rozmowach z drugą osobą umiemy zachować spokój i wysuwać merytoryczne argumenty, zamiast licytować się, kto głośniej wrzaśnie (a czasem i przeklnie), to jest większa szansa, że nasze dziecko będzie zachowywało się podobnie. 

Często rozmawiaj z nastolatkiem 

Doskonale wiem, że „często” to pojęcie bardzo względne, bo nastolatki mają naprawdę dużo obowiązków i mało czasu na przyjemności. Tym bardziej jednak warto wykorzystywać sprzyjające momenty na budowanie wzajemnych relacji i wypracowywanie płaszczyzny porozumienia. W sytuacjach konfliktowych jedno i drugie jest na wagę złota. Im lepsza i głębsza relacja z rodzicem, tym mniej pyskowania.

Unikaj tekstów typu: „Ja w twoim wieku…”

To prawda, że czasy się bardzo zmieniły, ale czy to wina naszych dzieci? Czy to, że my mieliśmy mniej możliwości, a technologia dopiero raczkowała, w jakikolwiek sposób wpływa na ich codzienność? Nic tak nie denerwuje młodych ludzi, jak tego typu gadanie. I chyba nic bardziej nie prowokuje do pyskowania. 

Nastolatek dorasta, traktuj go dorośle 

Oczywiście, że do pełnej dorosłości jeszcze sporo mu brakuje, ale to już nie dziecko! Jest w trudnym wieku pomiędzy dzieciństwem a dorosłością, co może powodować dylemat, jak się do takiego rozchwianego emocjonalnie nastolatka zwracać. 

Na pewno potrzebne jest wyczucie i każdy przypadek trzeba rozpatrywać osobno, ale powiem Wam, jak ja sobie z tym radzę. Wychodzę z założenia, że moje dziecko już nigdy nie będzie młodsze i raczej należy mu się dorosłe, a nie dziecinne, traktowanie. 

Mów otwarcie o swoich uczuciach 

Oczywiście bez ukrytych żalów i pretensji w stylu: „To ja sobie dla ciebie żyły wypruwam…”. Po pierwsze nikt nam nie każe tego robić, po drugie – skoro się powiedziało A i podjęło decyzję o powiększeniu rodziny, to trzeba dojechać do końca alfabetu. 

Jeśli jednak w słowach dziecka jest coś, co nas rani, uważamy za niesprawiedliwe, krzywdzące, pozbawione obiektywizmu, powinniśmy mu o tym powiedzieć. 

Odpuść – czasem trzeba

Jeśli nastolatek jest wzburzony a jego słowa pozbawione sensu, odpuść. Zaproponuj powrót do rozmowy, gdy się uspokoi. Dobrze jest wyznaczyć konkretny termin – na przykład za godzinę. To wystarczająco dużo, by młody człowiek okiełznał emocje i był w stanie wysuwać argumenty logiczniejsze niż: „Rodzice i tak nigdy nic nie rozumieją”. 

 

Pyskowanie to normalny etap w okresie dojrzewania i całkowicie nie da się go uniknąć. Pocieszające jest, że mija tak samo, jak niegdysiejsze wrzaski dwulatka. Warto umieć reagować, ale też mieć świadomość, że to normalne i trzeba przetrzymać. Tylko dziecku lepiej tego nie mówcie 😉

 

 

 

Grafikę po raz kolejny wygenerowało AI w aplikacji Canva

 

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close