Dlaczego warto robić domowe przetwory?


Kolejny dzień od samego rana stoję nad wielkim garnkiem z dżemem truskawkowym. Myślę, że jeszcze ze 2-3 godziny i zgęstnieje tak, że śmiało będę mogła przełożyć go do słoików. Czy mam na to ochotę? Nie specjalnie, ale chętnie otworzę zimą dżem własnej roboty, gdzie zamiast zagęstników, sztucznych barwników i śladowych ilości owoców, będę miała dżem jedynie z truskawek i odrobiny cukru.

Moja babcia robiła przetwory, mama i teściowa nadal robią, ja też się od nich uczę. Owszem, mogę kupić ogórki, paprykę czy gotowe dżemy w słoikach na sklepowych półkach, ale martwi mnie ich skład. Moje dzieci zjadają wystarczająco dużo chemii w innych gotowych produktach. Tak więc, stoję od trzech dni i przerabiam ogromne ilości truskawek na weki. Później przyjdzie czas na maliny (uwielbiam!!!), wiśnie, jabłka, gruszki oraz pozostałe owoce, którymi tak chętnie na jesieni Matka Natura dzieli. Od sierpnia/września czeka mnie wekowanie, suszenie lub mrożenie warzyw i ziół. Wiecie jaka mnie rozpiera duma, gdy schodzę do piwnicy i spoglądam na bogato zastawione półki? Do wyboru, do koloru!

Moje siostry i znajome raczej nie “marnują” na to zajęcie czasu, za to chętnie zabierają domowe weki, gdy tylko wpadają do mnie z wizytą. A czy poza radością innych wyżeraczy i poczuciem spełnienia są lepsze powody, aby zaszywać się w kuchni przez wiele godzin i pakować w te słoiki? Są, tylko spójrzcie.

Najważniejsze jest to, że doskonale wiecie jakie produkty znajdą się w wekach. Skład was nie zaskoczy, o ile same nie dodacie chemii, albo nie skorzystacie z obsypanych w niemiłosiernych ilościach nawozami owoców, dostaniecie eko produkt. A jeszcze lepiej jeśli macie własną działkę, albo kupujecie dary ziemi po sąsiedzku od rolnika. Takie przetwory mają więcej cennych składników, niż te sklepowe, do których być może wpadają owoce drugiego sortu. Co prawda podczas procesu obróbki termicznej, witaminy się “ulatniają” ale domowa wersja i tak jest bogatsza w zdrowie niż sklepowy gotowiec.

Jeśli chcielibyście podarować swoje weki dalej, kupcie ładne słoiki, opiszcie je w pomysłowy sposób i cudowny prezent gotowy! Przyznam się do czegoś – moja przyjaciółka robi fantastyczny dżem wiśniowy. W ubiegłym październiku na moje urodziny, wręczyła mi ozdobną torebkę, a w niej min. pięknie opakowane słoiki z wiśniowym cudem, który nie ma sobie równych. Tak się zajęłam wekami, że przez niedopatrzenie pominęłam “prawdziwy” prezent, który stał obok :) Dla mnie wiele znaczy podarunek od serca, wiedząc ile ktoś włożył czasu i energii (szczególnie drylując wiśnie) abym ja mogła usiąść i w pięć minut wyjeść zawartość :)

A wracając do pozytywów stawiania słoików. Jeśli lubicie klimat wspomnień, które napływają przy znajomych smakach i zapachach babcinych powideł, spróbujcie sami. Może za kilkadziesiąt lat Wasze dzieci i wnuki uśmiechną się tak samo jak Wy, na wspomnienie smaku domowych przetworów?

Przekonałam Was do wekowania? Jeśli tak, tu znajdziecie wypróbowane przez Redakcję W Roli Mamy przepisy na domowe przetwory :) Smacznego!

https://wrolimamy.pl/domowy-dzem-truskawkowy/

https://wrolimamy.pl/przepis-na-korniszony/

https://wrolimamy.pl/opienki-marynowane/

https://wrolimamy.pl/zachowac-lato-w-sloiku/

https://wrolimamy.pl/syrop-z-kwiatow-dzikiego-bzu/

https://wrolimamy.pl/syrop-z-sosny-na-przeziebienie/

https://wrolimamy.pl/ostatni-mleczyk-w-sezonie-czyli-miod-z-mlecza/

https://wrolimamy.pl/przepis-na-pesto-z-czosnku-niedzwiedziego/

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. W domowych przetworach jest moc!
    W tygodniu robiłam sok malinowy. Nie ma nic lepszego na zimowe przeziębienie niż herbata lipowa z takim swojskim sokiem.
    Nie ma niestety nic za darmo, trzeba trochę postać przy garach.

  2. Nie robię, ale jak mojemu synkowi nie minie alergia na salicylany to będę zmuszona do rozpoczęcia takiej “działalności” ;-)

  3. Ja robie w Zeszłym roku sporo tego było w tym tylko. Uzupełniam co wyjedzone dżemy i ogórki niestety brzuch juz spory do terminu coraz bliżej wiec nie szaleje ale na zimę kolejna będzie jak zawsze mnóstwo smakołyków i pyszności nie ma to jak swoje

  4. Robię! Z Córcią! I mamy przy tym zabawę i wyjadanie :)

  5. Robię i co roku mówię że to ostatni raz :-) dużo pracy przy tym ale pychotka

  6. Mamy przy domu ogród, a tam sporo owoców, trochę warzyw. Gdy nie mieliśmy dzieci, a tym samym było dużo wolnego czasu, ładowałam wszystko w słoiki, jak leci. Przy dzieciach odkryłam zalety dużego zamrażalnika i po prostu mrożę. na kompoty i dekorację tortów nadają się świetnie.

  7. Błagam Cię- w tym roku nawet pół słoika… fakt, że ja nic słodkiego nie robię ( bo komu????), bo tu by coś było ale cała piklowata reszta…

    1. e tam, warto zrobić, choćby po to aby półki w piwnicy nie czuły się samotne ;)

    2. he he he to popędzę na porzeczki jutro :)

  8. Pingback: Dynia jako sekret zdrowia i urody - W Roli Mamy : W Roli Mamy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Pogoda nad morzem


Pogoda nad morzem jest bardziej kapryśna niż stara panna w ciąży. Przekonałam się o tym kilka lat temu i dużo czasu musiało upłynąć zanim nauczyłam się bez emocji opowiadać o gorzkiej lekcji jakiej udzieliła mi nadmorska aura.

A było to tak: był wrzesień roku pańskiego 2007, rzecz działa się w Gdyni, na termometrze 12 stopni Celsjusza, na niebie jednostajna szarość, na oknie krople deszczu. Dużo kropli deszczu. Wiatru jak na lekarstwo. Co można robić w taką pogodę w Gdyni? Jak się nie ma ambicji na zwiedzanie to niewiele. W końcu to wrzesień. No chyba, że ktoś lubi włóczyć się po galeriach handlowych. Ja nie lubię.

Zapadła decyzja – jedziemy do Sopotu. W Sopocie nawet w taką pogodę jest fajnie, znajdziemy sobie jakąś sympatyczną knajpkę na monciaku, coś zjemy a potem zobaczymy co dalej. No więc pojechaliśmy ubrani w ciepłe swetry, kurtki przeciwdeszczowe, długie spodnie i buty, którym było daleko do letnich klapek. Nie dam głowy, ale podejrzewam, że parasole też wzięliśmy. Za to nie wzięliśmy kostiumów kąpielowych, ręcznika ani niczego na przebranie się na wypadek zmiany pogody, bo przecież niemożliwe żeby się drastycznie zmieniła. A tyle się człowiek nasłuchał o zmienności pogody w górach i nad morzem

Tymczasem w Sopocie było piękne słońce, może nie upał, ale i nie zimno, co odważniejsi ludzie się kąpali (tylko odważniejsi, bo przekonanie o tym, że we wrześniu jest za zimno na kąpiel jest mocno zakorzenione w świadomości przeciętnego Polaka) a my nie, bo nie mieliśmy kostiumów. Gdybyśmy mieli też byśmy się wykąpali. Wiecie jak to jest patrzeć, jak ktoś robi coś, na co właśnie macie ogromną ochotę i nie możecie tego robić? W dodatku niejako na własne życzenie, bo przecież nikt nie bronił zabrać tych kostiumów. Dużo nie ważyły. Moje prywatne rozżalenie w połączeniu z mocnym wkurrr….. tego, no wkurzeniem, było naprawdę ogromne. Pozdejmowaliśmy z siebie co się dało, ale na wiele się to nie zdało. I tak było nam przeraźliwie gorąco. I nawet zimne piwo nie dawało rady nas ochłodzić. Zresztą ile piwa można wypić jak się nie ma pod ręką toalety? Tak dla ścisłości – Duśki jeszcze wtedy nie było, żeby mnie nikt o nieodpowiedzialność nie posądził :P

Zapamiętałam tę lekcję naprawdę porządnie. Jak jestem nad morzem wychodząc z domu zamiast bielizny od razu zakładam kostium a do torby wrzucam ręcznik i bieliznę na zmianę. Niezależnie od tego, co widzę za oknem. Pogodzie nad morzem ufać nie wolno, potrafi się w jednej chwili zmienić. Albo i nie.

A tamtego dnia w Sopocie popijając piwko w tawernie przy plaży patrzyliśmy sobie jak nad Gdynią stoją chmury. Nie ruszyły się, stały cały dzień i cały dzień lało. Sąsiedzi potwierdzili a w naszą opowieść o słonecznym dniu w Sopocie – wierzyć nie chcieli.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Kasia Szreder

    Mam rodzinę nad morzem i u nich rzadko prognozy pogody się sprawdzają :) Ja lubię każdą pogodę, byleby nad morzem :D

    1. O to to, byleby nad morzem to i deszcz może padać :D

  2. Pingback: 18 porad jak przetrwać nad Bałtykiem - W Roli Mamy : W Roli Mamy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

,,W bólach rodzić będziesz” – a może nie? Znieczulenie przy porodzie


Kobieto wiesz, że możesz rodzić bez bólu? “Żart” pomyślisz i parskniesz śmiechem. Tymczasem od 1 lipca 2015 r. Narodowy Fundusz Zdrowia przygotował prezent dla przyszłych mam – darmowe znieczulenie przy porodzie dostępne na życzenie dla każdej rodzącej.

Historia zatacza koło….

Od początku lipca Polki mogą liczyć na porody w bardziej cywilizowanych warunkach. Zgodnie z nowym rozporządzeniem, NFZ za poród ze znieczuleniem będzie płacił 2200 złotych. Cena cesarskiego cięcia pozostaje na poziomie 1800 złotych. NFZ nie wprowadza limitów na znieczulenie.

Prawo prawem a rzeczywistość rządzi się innymi kryteriami.

Teoretycznie prawo do bezpłatnego znieczulenia zewnątrzoponowego (ZZO) rodząca miała już dawno, w praktyce musiała za nie zapłacić kilka stówek, by mogło zostać wprowadzone w życie. Nie raz nawet jak chciała „posmarować” to miała marne szanse z braku anestezjologa. Takowy mógł być jedynym lekarzem o tej specjalizacji na porodówce, lub co gorsza dyżurującym międzyoddziałowo i nie mógł zostać wyłączony w tym czasie z innych zabiegów na minimum 30 minut. No i kiszka z „lekkiego” porodu.

Znieczulenie przy porodzie moim okiem

Czy coś się zmieni? Nie wiem. Być może dostępność znieczulenia pozwoli kobietom przezwyciężyć strach przed naturalnym porodem. Wiele z nich ze względu na obawę przed bólem decydowało się na cięcie cesarskie, a jest to jednak zabieg ryzykowny. Teraz przyszłe mamy mają wreszcie alternatywę.

Ja, mimo, że przy swoim porodzie siłami natury znieczulenia żadnego nie brałam to jednak uważam, że wszystko jest dla ludzi. Jeśli kobieta ma możliwość skorzystania ze znieczulenia to, czemu ma tego nie zrobić? W imię, czego? Każdy ma prawo wyboru. Żyjemy ponoć w wolnym, cywilizowanym kraju, choć znając nasze społeczeństwo, zaczną się zaraz przytyczki i podziały na prawdziwą rodzicielkę i tę, „co poszła na łatwiznę”.

Urodziłam bez znieczulenia i nie uważam się za bohaterkę, bo to żadne bohaterstwo. Kobiety rodziły w bólach od wieków. Jednak, jeśli znieczulenie, iluś procentom rodzących, pomoże nabrać siły na intensywniejsze parcie, efektywniejszy poród a nie skupienie sił na bólu i krzyku to proszę bardzo niech korzystają do woli.

Liczę, że zmiany w opiece okołoporodowej to nie kiełbasa wyborcza i dostęp do owego znieczulenia rzeczywiście będzie darmowy i swobodny.

I tak to jest z tym znieczuleniem przy porodzie, niby prosta rzecz w dobie XXI wieku, ale w Polsce potrafi urosnąć do rangi czegoś nieosiągalnego niczym złoty Gral.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Rodziłam 4 razy naturalnie. 3 razy w jednym szpitalu i nie dawali tam znieczulenia. Czwarty raz rodziłam w innym szpitalu gdzie niby dawali gaz a jak o niego prosiłam w trakcie porodu to nie dali mi :-( .

  2. A mi ani nie chcieli dac znieczulenia ani gazu.
    Przetrzymywaly mnie abym przypadkiem nie urodzila na ich zmianie bo by musialy zostac dluzej ;/

    1. U mnie w szpitalu gaz wprowadzili akurat 6 mies po moim porodzie.

    2. A mi ten gaz za wiele pożytku i tak nie dawał. Zmniejszał tylko świadomość jak bo sporej dawce alkoholu, a ból i tak pozostawał bez zmian.

  3. Miałam przy drugim dziecku – wiec mam porównanie Ból oczywiscie czuć.. Jednak porównujac 1 i 2 poród to Niebo, a Ziemia

  4. U nas w mieście darmowe jest od dawna.. Jednak nie zawsze dają

  5. Ja dostałam gaz, ale omal po nim nie zwymiotowałam. Później zaproponowali mi znieczulenie, ale położna stwierdziła, że dobrze radzę sobie z bólem i żebym się wstrzymała, może rzeczywiście miała racje, bo urodziłam dość szybko i nie było tragedii :)

  6. To choc na chwile mialas medyczny odlot xd

  7. a ja ostatnio od samego wejścia na porodówkę krzyczałam że dopóki z dzieckiem wszystko ok to nie mają się ważyć przeszkadzać czy cokolwiek podawać, teraz będę rodzić trzeci raz i znając mnie też nie pozwolę nic podać, pierwszy poród miałam wywoływany i od tego czasu wolę żeby jednak trzymali się z daleka ze strzykawkami, dałam radę dwa razy to dam i trzeci

    1. Mam nadzieję że będzie ok, po wywoływanym mam takie wspomnienia że już chyba gorzej być nie może. Nie dość że od oksy dostałam takich drgawek że prawie bym z łóżka spadła to jeszcze 21 szwów…

  8. Od początku byłam nastawiona na znieczulenie, wybrałam szpital, o którym wiedziałam, że nie powinno być problemu z tym i czekałam na poród. ;) Trafiłam na cudowną położną, która ściągnęła dla mnie anestezjologa. Akurat mieli się zmieniać, więc istniało ryzyko, że nie dostałabym znieczulenia tylko ze względów czasowych. Nie wyobrażam sobie rodzić bez niego – mogłam trochę odpocząć i nabrać sił.

  9. A ja 25godz bez gazu, znieczulenia, bez możliwości wejscia choc na chwile do wody. Nigdy więcej, chocby mi czystym zlotem płacili, chocby mi obiecywali ze tym razem tak nie będzie.

    1. Matko i Córko co to za szpital?

  10. u mnie bylo tyle rodzących ze mnie dali w ogóle do jakieś innej sali na poród, wszystkie butle z gazem były zajęte a znieczulenia nie posiadali…także poród był bardzo bolesny, owszem dali mi….nospe….

  11. Moje wspomnienia są tak traumatyczne, że mimo iż 6 sierpnia minie 4 lata, to nadal mam dreszcze na wspomnienie.Ponad dwa tygodnie przenoszenia, 3 próby wywołania i na koniec 10 h bólów partych, tylko po to, żeby zrobić cc…dużo by pisać- po wszystkim nawet nie pomyślałam gdzie jest moje pierwsze, wystarane i wyczekiwane dziecko.

    1. 10h partych!!!!!!!!!!!!OMG!!! Ja też z tych “przeterminowanych”. Oxy się lała strumieniami, przez kilka dni. Za drugim razem w końcu zrobili mi CC.

  12. Rodziłam 4 razy, ostatni raz dokładnie 13 miesiecy temu, tego bólu się nie zapomina. Jak sobie przypomne to od razu mnie boli :D. Te skurcze to masakra. Ale jak maluszek już był na świecie to cały ból od razu zniknął, jak ręką odjął ;).

  13. Znieczulenie :D, a co to takiego?

  14. Jak rodziłam moje dzieci to nikogo przy mnie nie było, położna przychodziła raz na jakiś czas. Lekarza wcale nie było. Przyszedł spytać o płeć i sobie poszedł i tyle go widziałam.

  15. Obietnice NFZtu są absolutnie nierealne jeżeli nie znajdą się pieniądze na zatrudnienie dodatkowych anestezjologów…

    1. Ciekawa jestem jak to się odniesie do rzeczywistości.

    2. Nijak… jeżeli na dyżurze jest jeden anestezjolog to nie ma możliwości zająć go zakładaniem zzo, jeżeli istnieje ryzyko, że będzie trzeba wykonać u innej pacjentki natychmiast cc na cito…

  16. No sory ale śmieszą mnie teksty, że jak już urodzi sie dziecko to zapomina się o przezytym bólu!! Mając cc na pewno ale przy porodzie sn to nie realne!! Ten ból sie pamięta do końca życia!!!

  17. He he żałuj, że nie widziałaś miny położnej,jak w polowie drogi się pytam kiedy będzie bardziej bolało- oczy jak spodki “Pani powinna urodzić kilka godzin temu”- to był moment w którym się poddałam (a tyle byłam dzielna ;) )

  18. ja rodzilam w uk, po 45 godz w skurczach poprosilam o znieczulenie i nie zaluje, pamietam te 2 doby jak bolalo, jak lezalam w domu i maz robim mi zimne oklady, jak wchodzilam do wanny i siedzialm w wodzie. Niecale 10godz przed porodem popprosilam o znieczulenie w kregoslup i nie zaluje, moglam spokojnie polezec, zamknac oczy na 10 minut miedzy ktg, drugi raz zrobilabym to samo, polozne byly bardzo mile i pomocne

  19. a ja to pol na pol…obu chlpcow rodzilam naturalnie ale w koncu mnie pokroili…

    1. Grunt, że wszystko zakończyło się szczęśliwie :)

  20. W Krakowie ZZO już dawno było darmowe, nie wiem czemu w innych miejscowościach tego nie ma.

  21. Ja naturalnie 2 razy i bez znieczulenia bo trzeba bylo placic..masakra zwlaszcze ze przy 1 porodzie od poczatku boli do urodzenia minely. 23.5 godziny

  22. 2×sn bez znieczulenia (pierwszy poród 10 godz drugi 5 lecz ten drugi gorszy). Nie zaproponowano mi znieczulenia i sama też nie prosiłam nie chciałam . I nie uważam, że bez znieczulenia rodziłam w niegodnych warunkach.

  23. w Lublinie jest tylko w jednym szpitalu i to do godziny 15 ;)

    1. Trzeba się sprężać by urodzić do godz. zero :D

    2. Chyba że lekarz jest na cc to i przed 15 sie nie dostanie :D bo jest jeden anestezjolog. CHoc to dziwne że tylko do 15 bo przecież poxniej też ktos na trakcie jest bo musi być do cc…. Ja się akurat załapałam o 14 :P a o 15 cc :P

  24. Ja dwa razy zzo mialam i bardzo sobie chwale o wcale nie uwazam ze poszlam na latwizne

  25. Ja jak rodziła miałam prawo prosić o znieczulenie ale do 7 cm rozwarcia. Później już nie chcieli dawać aby dziecko nie miało mniej punktów.

    1. Ale choć szansa była :) Niektóre kobiety nawet nie miały możliwości wyboru.

  26. Obydwa porody z znieczuleniem i nie sadze ze poszlam na latwizne. Jesli mam prawo sobie zmniejszyc bol to czemu mam z tego nie skorzytac?

  27. Pamietam jak rodziłam i obok mnie leżała pacjentka ordynatora,ona dostała znieczulenie a ja mdlałam z bólu. Przyszedł inny lekarz i mówi dać pacjentce i tu padła nazwa znieczulenia. Na co położna ale to nie jest pacjentka ordynatora .A która jest? Ta..wskazała na pacjentkę obok…no i dobrze tej już nie dawać tylko dać tej która nie dostała..mina położnej i pielęgniarek bezcenna.Potem przyszedł kilka razy sprawdzić czy odpoczęłam trochę.

  28. To ja jestem i “prawdziwą rodzicielką” i tą co “poszła na łatwiznę”. Dwa porody i dwa różne rozwiązania. Powiem tak. Jeśli jest możliwość znieczulenia to trzeba z niego skorzystać.

    1. Oczywiście o to chodzi by kobieta miała wybór i sama decydowała. CZemu ktoś ma ją pozbawiać wyboru?

  29. Ja byłam bez znieczulenia, ale nie uważam się za to lepsza.. w pewnym momencie nawet krzyczalam, żeby dali, ale co z tego jak anestezjologia nie było :) urodziłam, prezylam, zapomniałam. Jak będzie drugie kiedyś, to zacznę wcześniej krzyczeć :)

  30. poszlam na latwizne :v skorzystalam ze znieczulenia po 45 godz skurczy, bynajmniej przez 9 godz nastepnych moglam chwilke odpoczac przed 40 min parciem ;) i nie zaluje decyzji :)

  31. Nie korzystałam z wyboru. Da się przeżyć

  32. I bardzo dobrze, nie jestem matką ale gdybym kiedyś w przyszłości miała rodzić dziecko to ani minuty bym się nie zastanawiała tylko wzięłabym znieczulenie. :)

  33. Nie ma to jak domowe przetwory z tradycją ale i nutką szaleństwa :) Niestety nie mam czasu sama ich robić, chociaż pewnie śmiało mogłabym robić takie jak na przykład Eterno, ale u nich kupuję niedrogo i nie zabiera mi to wiele czasu. Nigdy nie skuszę się na przetowory z supermarketu. Smakują jak… coś najgorszego na świecie. Raz kupiłam ogórki konserwowe w jakiejś sieciówce i baaaaaaardzo się rozczarowałam. Sam ocet.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Słodkie 2 w 1, czyli przepis na deser i śniadanie!


Masz ochotę na słodki, kremowy deser z owocami, a może lekkie i zdrowe śniadanie?

Zapewniam cię, że oba przepisy przypadną ci do gustu bo są: smaczne, słodkie (lecz nieprzesadnie), szybkie i łatwe w przygotowaniu, no i co ważne – zawierają całe mnóstwo wartościowych składników odżywczych niezbędnych dla naszego zdrowia i urody!

Składniki:

Wersja deserowa

  1. Granola – przepisów jest wiele, jednak do mojej wersji użyłam następujące produkty:
  • płatki owsiane – około 1.5 szklanki,
  • słonecznik – garść,
  • pestki dyni – j.w.,
  • orzechy włoskie – j.w.,
  • wiórki kokosowe – odrobina, do smaku,
  • płatki migdałowe – j.w.,
  • gorzka czekolada – j.w.,
  • miód – około 3 łyżki,
  • sól – szczypta,
  • cynamon – 1 mała łyżeczka.
  1. Letnie owocetruskawki, jagody, maliny…. – “tylko” tyle miałam w domu, ale śmiało można dodać również jeżyny, borówki, czy porzeczki .
  2. Serek mascarpone.
  3. Śmietana kremówka (30%).
  4. Cukier – do smaku.

W wersji śniadaniowej, zamiast serka i śmietany, polecam zwykły jogurt naturalny.

Wykonanie:

  1. Granola: wszystkie składniki wsypuję do miski (orzechy można pokroić na drobniejsze kawałki, czekoladę pokruszyć), dokładnie mieszam. Wykładam na blaszkę, zapiekam w piekarniku, w temperaturze 170 st., aż produkty nabiorą złoto-brązowego koloru i będą chrupiące.
  1. Krem: serek mascarpone miksuję z cukrem, śmietanę ubijam na sztywno. Następnie mieszam kremówkę z serem.
  1. Do pucharków, szklanek lub miseczek – wedle uznania, wykładam na przemian porcję: kremu (tudzież jogurtu), granolę i owoce.
    Wierzch można udekorować listkiem mięty, biszkoptem bądź wafelkiem.

To wszystko. Prawda, że proste, szybkie i cieszące oko?! ;-)

Smacznego!

przepis-na-deser1

przepis-na-deser2

przepis-na-deser3

Zdjęcia: Fizinka

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Aaa kto powiedział, że na kolację muszą być kanapki?! :)
    Najadłam się…. pyyyysznie najadłam! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku