Konkurs „Droga mleczna”

Karmienie niemowląt budzi wiele emocji wśród młodych mam. Dla części jest naturalne, że karmią piersią, inne świadomie wybierają karmienie butelką, pozostałe modyfikują swoje wcześniejsze plany i wyobrażenia w trakcie macierzyństwa.

Już oczekując dziecka zastanawiamy się, jaką mleczną drogę wybierzemy. Jedno jest pewne – każda mama chce dla swojego maluszka jak najlepiej.

Każdy sposób może się też wiązać z pewnymi niewygodami – nawałem pokarmu,  pogryzionymi brodawkami – w przypadku karmienia piersią, czy dodatkowymi obowiązkami dotyczącymi przestrzegania higieny przy przygotowywaniu mleka modyfikowanego, jego podgrzewaniu, lub presją społeczeństwa. Chciałybyśmy abyście opowiedziały nam Wasze historie związane z karmieniem maluszków – trudne, wzruszające, piękne, zabawne…

Wraz z Beaba Polska – przygotowaliśmy konkurs zarówno dla przyszłych mam (opiszcie swoje wyobrażenia, refleksje), matek, które są na samym początku przygody z karmieniem noworodka i dla tych doświadczonych – przedstawcie swój punkt widzenia i własną historię. Beaba odpowiada na potrzeby Rodziców poszukujących wysokiej jakości, łatwych w użyciu i innowacyjnych produktów – m.in Bib’expresso, z którym w 30 sekund przygotujesz mleko dla swojego dziecka

ZASADY KONKURSU „Droga mleczna”

1. Organizatorem konkursu jest blog „W Roli Mamy”
2. Sponsorem nagrody jest Beaba Polska.
3. Aby wziąć udział w konkursie należy wykonać zadanie konkursowe:

– Opisz – komentując ten wpis – swoje doświadczenia, przeżycia, wspomnienia lub marzenia związane z karmieniem dziecka – czy to piersią czy butelką.

(Uwaga – komentarz należy zamieścić z platformy Facebooka, lub podpisać się imieniem i nazwiskiem)

4. My  już Cię lubimy – a Ty nas? Dołącz do nas na Facebooku*.
5. Polub również Beaba Polska.
6. Jedna osoba może wysłać jedno zgłoszenie konkursowe.

*Nie jest to warunek konieczny, by wziąć udział w konkursie.

CZAS TRWANIA KONKURSU

Konkurs trwa 14 dni, rozpoczyna się 25.03.2014 r. i kończy 08.04.2014 r. Wyniki zostaną ogłoszone do dnia 16.04.2014 r. na stronie bloga W Roli Mamy.

ZASADY ROZSTRZYGNIĘCIA KONKURSU

Zwycięzcami zostaną trzy osoby, których prace konkursowe najbardziej spodobają się Jury, które stanowią autorki bloga.

Po ogłoszeniu wyników należy przesłać dane do wysyłki nagrody Organizatorowi  na adres: redakcja@wrolimamy.pl  w terminie 7 dni od ogłoszenia wyników. Zawsze potwierdzamy otrzymanie wiadomości – jeżeli nie otrzymałeś odpowiedzi napisz do nas jeszcze raz. Po upływie wyznaczonego terminu, Laureat traci prawo do odbioru nagrody, a nagroda przechodzi na kolejną osobę zgodnie z ocenami Jury.

Nagrody zostaną wysłane przez Sponsora w terminie 14 dni od otrzymania danych do wysyłki.

NAGRODY:

1 miejsce – Ekspres  do przygotowywania mleka w proszku Bib’expresso® 3w1
Koniecznie przeczytaj naszą recenzję.

BIB EXPRESSO GIPSY beaba

2 miejsce – Butelka Biboz 210 ml
Przeczytaj naszą recenzję.
biboz beaba

3 miejsce – Pojemniki na mleko w proszku

pojemniki beaba

REGULAMIN

Szczegółowy regulamin znajdziecie tutaj.

Ten konkurs już się zakończył – zobacz, kto zwyciężył.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Paulina Nosek

    Wspaniały konkurs, świetna nagroda! Więc choć moje wspomnienia nie są najpiękniejsze i przesycone spojrzeniem przez różowe okulary, to mimo wszystko się nimi podzielę.

    Od samego początku, zewsząd dochodzą głosy – karm piersią, jeśli nie będziesz karmić piersią, będziesz złą matką a Twoje dziecko nie będzie miało z Tobą więzi. Przez całą ciążę mama mi tłukła do głowy – wyciągaj sutki, koniecznie, bo inaczej nie dasz sobie rady i Aurelka nie dostanie tego co najlepsze. Dziewięć miesięcy przyszłe karmienie spędzało mi sen z powiek – czy sobie poradzę, czy będę miała mleko, czy to nie będzie bolało, czy będzie jej smakowało. W szpitalu zaraz po porodzie nie dali mi nacieszyć się chwilą, tak ulotną i nie do odtworzenia. Właśnie wtedy chciałam ją pierwszy raz nakarmić, czytając wcześniej historie o pełznących maluszkach do piersi mamy. Po ponad dwudziestu godzinach porodu byłam wykończona. Jak trafiłam na salę i córka wróciła z sali dla noworodków w której ją ważyli, mierzyli i robili inne cuda była już nakarmiona butelką. Byłam zła, wściekła wręcz, że nikt nie zapytał mnie o zdanie.

    Na kolejne karmienie próbowałam ją dostawić, razem z pomocą Męża. Łzy ciekły mi po policzkach, bo ani usiąść porządnie, ani ją pewnie chwycić (przecież była taka maleńka, krucha..) A jak w końcu udało jej się chwycić sutek, to czułam jakby mi wysysała jednocześnie mózg i macicę. Przez ból kompletnie nie mogłam się skupić. Nikt nie przyszedł i nie powiedział mi, że tak powinno być, że muszę próbować, skapitulowałam i nakarmiłam ją butelką.

    W drugiej dobie miałam nawał pokarmu, ciągle płakałam i nie potrafiłam się ani uspokoić ani cieszyć, bałam się, że będzie głodna, że nie nabierze odporności. Przybył na szczęście do szpitala mój Rycerz z laktatorem. I od tego dnia karmiłam ją swoim mlekiem, najpierw tym najlepszym, najcenniejszym, a później odciągałam przed każdym posiłkiem. Kilka razy jeszcze próbowałam ją dostawiać, ale zawsze kończyło się to i moim płaczem i jej, wielkimi nerwami i straconym czasem.

    Później przeszłyśmy na mleko modyfikowane, bo był zbyt duży popyt mleczny a zbyt mała podaż. I tej decyzji też nie żałuję. W tych czasach mleko z proszku jest zbliżone do mleka matki, zrównoważone i zawiera wszystkie potrzebne witaminy i mikroelementy.

    Wiele kobiet pewnie uzna, że niewystarczająco się starałam, że poszłam na łatwiznę, że gdyby mi zależało to bym karmiła ją piersią. I niech tak myślą, ja wiem, że najważniejsze jest to, że moja córka na mój widok rozpromienia swoją śliczną twarzyczkę, rozwija się jak szalona i jest zdrowym, szczęśliwym dzieckiem choć karmionym od początku butelką.

  2. Ja jeszcze w okresie ciąży byłam bardzo nastawiona na karmienie piersią, nawet się wykłócałam, że nie ma innej opcji. Niestety nie było mi to dane. Na początku nie miałam ani kropli pokarmu, nie dostałam również żadnego wsparcia ze strony personelu szpitala, oni tylko wzięli Lenę do osobnego pomieszczenia i ją nakarmili sztucznym mlekiem tak aby przypadkiem nikt nie widział. Gdy pokarm się pojawił, Lena była już zakochana w butelce i mnie nie chciała. Przy okazji przypałętała się z tego powodu depresja, czułam się z tego powodu nie potrzebna mojej córce. Pokarm bardzo szybko znikł, więc zostałyśmy przy butelce, nie miałyśmy innego wyjścia. Ja z czasem się pogodziłam, że nie dane mi było karmić i najcudowniejszym widokiem dla mnie był mój mąż karmiący naszą córkę. Oni również mieli szansę nawiązać tą cudowną więź. Teraz Lenka ma 10 miesięcy, ja jestem spełnioną mamą, która nie martwi się, że dziecko będzie głodne i spokojnie może wyjść wieczorem z przyjaciółką na lampkę wina. Teraz wiem, że każda mama nie zależnie od sposobu karmienia jest kochana i potrzebna swojemu dziecku, choć nadal marzy mi się, że przy kolejnym uda mi się chociaż przez krótki czas karmić piersią.

    Pozdrawiam Karolina Matyjaszczyk

  3. Dominika Małecka

    Moja historia choć na początku nie wydaje się być pozytywna to jednak dla mnie jest najcudowniejsza i wiem że właśnie tak miało być. Z mężem długo staralismy się o dzidziausia i gdy w końcu się udało byliśmy wniebowzięci. Od początku zakładałam że będę karmić piersią. los jednak chciał inaczej. Już w ciąży wystąpiły pierwsze oznaki tego że będzie inaczej niż tego oczekiwalismy. Okazało się że nasz synek ma niedrożną dwunastnice i zaraz po porodzie musiał przejść dwie poważne operacje. Dodatkowo dostał też w prezencie dodatkowy chromosom czyli zespół Downa a co się z tym wiąże obniżone napięcie mięśniowe. Miesiąc spędził w szpitalu ale wszystkp skończyło się dobrze. Bardzo długo walczyłam o możliwość karmienia piersią i starałam sie jak mogłam jednak nie było mi to dane. Synuś nie był w stanie sobie poradzić i wybrał butelkę. Jednak nie żałuję bo wiem ze dla niego to było najlepsze. Teraz jestem w drugiej ciąży i nasz synek w lipcu doczeka siebie braciszka. Tym razem też będę próbować aale nic na siłę ;)

    1. Marta Hanowska

      Twoja historia bardzo mnie wzruszyla.. Zycze waszej rodzince bardzo duzo zdrówka! Zwłaszcza dla maluszka, który lada moment bedzie z wami :-)
      Pozdrawiam

      1. Dominika Małecka

        Również pozdrawiamy cieplutko ;)

  4. Danka Bogusz

    Jestem matką, a to oznacza, że dobro dzieci jest dla mnie najważniejsze – i jestem gotowa do walczenia o nie do upadłego, za wszelką cenę. Nie zawsze jednak to, co najlepsze, jest zgodne z pierwotnymi wyobrażeniami. Ważne, żeby umieć wybrać, kierując się sercem.
    Mam dwie córeczki – prawie trzyletnią i miesięczną.
    Kiedy byłam w pierwszej ciąży, oczywiste i naturalne było dla nas to, że będę Córkę karmić piersią – tak długo, jak się da, i tylko piersią. Życie zweryfikowało plany. Ze szpitala wyszłam z córeczką – w opinii specjalistów – „ssącą prawidłowo” (i praktycznie non stop) oraz przekonaniem, że mam czym karmić. Wyszłam ciut później niż zazwyczaj się wychodzi, bo córka sporo spadła na wadze. Ciut za dużo niż powinna. To powinno być dla mnie sygnałem ostrzegawczym, jednak nie było. Karmiłam, Córka wciąż chciała ssać, ja wciąż karmiłam… wreszcie na kontroli wyszło, że nie przybrała na wadze od wyjścia ze szpitala nic, a nawet odrobinę spadła na wadze. Miała wtedy trzy tygodnie. Zaczęliśmy ją dokarmiać, a ja rozpoczęłam walkę o rozkręcenie laktacji. W domu – oprócz wagi – pojawił się laktator i kontakty z konsultantami laktacyjnymi. Karmiłam, dokarmialiśmy, ściągałam mleko metodą 7-5-3… i nadal było go mało. Wreszcie – po dwóch miesiącach Mądrzy Ludzie stwierdzili, że „bardzo rzadko zdarzają się kobiety, które nie są w stanie wykarmić dziecka, zwłaszcza jeśli jest ono duże”. Dalej więc dokarmialiśmy, a ja ściągałam mleko własne, dzięki tej walce nie zanikało przynajmniej. Kiedy Córka miała niecałe cztery miesiące, ujawniła się u niej ostra postać skazy białkowej. Musiałam zrezygnować z naturalnego karmienia, bo sytuacja – mimo diety nie chciała się poprawiać. Było mi z tym strasznie źle, aż się pogodziłam. Córka wyszła z problemów – dzięki przestrzeganej diecie i Bebilonowi Pepti. Dziś je prawie wszystko, a skórę ma gładką jak jedwab.
    Kiedy się urodziła druga Córka – jeszcze większa niż pierwsza i do tego bardzo leniwa w ssaniu – walkę o karmienie podjęliśmy od początku; wskutek tego – i pomocy specjalistów – nauczyła się pięknie ssać w ciągu paru dni pobytu w szpitalu. W domu wspomagałam się laktatorem i znów metodami znanymi z poprzedniego karmienia, jednak Córka szybko poszła w ślady Siostry i zaczęła spadać na wadze. Odtąd ją dokarmiamy MM, ale wciąż walczymy o moje mleko – i zdecydowanie jest go więcej niż w przypadku pierwszej Córki. Tym razem więc, kiedy zobaczyliśmy oznaki alergii, postanowiliśmy się nie poddawać i zmienić jedynie mieszankę na Bebilon Pepti, a pozostaliśmy przy karmieniu naturalnym ile się da. Przeszłam na dietę, uczę się na nowo gotować. Wydaje się, że są pewne oznaki poprawy. Walka trwa. Czy zakończy się zwycięstwem? Czas pokaże…

    PS. Świadomie czasem piszę w liczbie mnogiej: karmienie, trud i decyzje z nim związane dzielę z mężem, nie jest to tylko moja walka, lecz wspólna…

  5. Katarzyna Cubała

    Ja jestem mamą. Jak każda mama chcę to co najlepsze dla swojego syna. Zawsze każdy powtarzał mi karmić musisz tylko piersią, mały będzie wtedy zdrowy. Niestety urodziłam cc, a laktacja obudziła się dopiero 2 dni później, ale tylko się obudziła. Mały był dużym chłopcem i potrzebował dużo jeść. Przystawiałam go non stop, nieraz było to nawet 8 godzin na cycach bez przerwy (wiem i zdaje sobie sprawę, że piersi mogły i pewnie były od dawna puste, ale jedynie tak mogłam uspokoić synka) Byłam tylko dla niego. Piersi mi krwawiły, łzy leciały, mąż donosił jedzenie do łóżka, bo ja uparcie cały czas chciałam pobudzić laktację. Piłam te wszystkie ohydne herbatki, bawarki, stosowałam metodę 7-5-3 z laktatorem, masowałam, ciepłe kąpiele piersi robiłam, piłam dużo, jadłam często i nic, pokarmu zamiast przybywać było coraz mniej, mały zaczął woleć nawet mleko odciągnięte laktatorem z butelki niż znów do piersi być przystawionym. Każde przystawienie doprowadzało do zanoszenie się dziecka, a mnie przyprawiało o wiotczenie nóg. Bo pierwsze dziecku i nagle się zanosi i co robić. Chodziłam po lekarzach, każdy mi mówił że mam tyle ile trzeba dziecku, jedna z lekarek przepisała mleko dla niemowląt do picia, żeby pokarmu przybyło niestety bez skutku. Mały coraz częściej płakał i nie dawał się uspokoić, wreszcie podjęłam decyzje wspólnie z położną trzeba dokarmiać (raz dziennie ) i tak zrobiłam. Mały zaczął przesypiać ładnie noce i nie domagał się częściej niż co 3 godziny jedzenia, niestety im dłużej próbowałam pobudzić laktację tym mleka w piersiach było mniej i mniej. W końcu doszliśmy do takiego etapu mieszania tzn raz moje raz sztuczne, że udawało mi się uciągnąć przez cały dzień butelkę mojego mleka i przeszliśmy zupełnie na mm. dziś mój synek ma pól roku, jest zdrowym, silnym chłopcem, nie choruje, je co3-4 godziny. jak idzie spac o 20 wstaje o 7 i dopiero wtedy je pierwszy raz. Z doborem mleka nie było problemu wybraliśmy to, którym dokarmiano w szpitalu. Mały jest na tyle silny, że od 4 miesiąca sam próbowała siadać i w 5 miesiącu już siedział, teraz raczkuje i próbuje sam się w łóżeczku podciągnąć do klęczek. Każde nasze karmienie jest tak samo czułe jak przy karmieniu piersią, tulimy się, trzyma mnie za rękę, ja go głaszczę po główce. Nie było problemu z kolkami, ani kupkami.No i przede wszystkim nie męczę mojego dziecka, wiem że może i moje mleko było lepszym dla niego, ale patrząc z biegiem czasu na tą sytuacje nie potrafiłabym męczyć dziecka. Tak bardzo chciałam, żeby nie płakał, nie zanosił się i był najedzony. Jego szczęście było dla mnie najważniejsze. Czasem niestety mimo dobrych chęci nie jesteśmy w stanie wykarmić dziecka swoją piersią, ale wcale nie oznacza to, że jesteśmy gorszymi matkami, bo karmiąc butelką dziecku również można dać wiele miłości, wiele czułości i wiele dobra.

  6. Sylwia Krysiak

    Kiedy tylko dowiedziałam się, że będę mamą od razu wyobrażałam sobie jak to będzie karmić piersią maleństwo. Mijały tygodnie, miesiące a ja obserwowałam zmieniające się ciało… zwiększanie wagi i…piersi. Kiedy nadszedł termin porodu nic się nie działo. Po tygodniu miałam zgłosić się na patologię ciąży. Lekarz zbadał i…kazał czekać na poród. Następnego dnia szczęśliwa i pełna obaw zgłosiłam się na porodówkę na indukcję porodu. Bóle się nasilały, parłam, ale córeczka była uparta. Wycięczona po 12 godzinnym nieefektywnym porodzie poddałam się. Lekarz pocieszał mnie, żebym się nie przejmowała bo i tak pewnie nie dałabym rady urodzić naturalnie, bo Patrycja nie dość że była duża 4015g i 60 cm to w dodatku źle się ułożyła. Pojechałam na salę operacyjną na CC. Byłam przytomna, lekarze operujący rozmawiali ze mną i żartowali. Nie czułam strachu. Kiedy wyjęli córeczkę z brzucha położna mi ją pokazała i…zabrała… Nie było osławionego kontaktu „skóra do skóry”, nie było pierwszego karmienia na porodówce. Pomyślałam, że pewnie nie byłoby to możliwe przez aparaturę pod którą byłam podłączona. Kiedy byłam już na sali pooperacyjnej położna przyniosła mi Patrycję do karmienia. Mimo kroplówek w obu rekach, pulsoksymetru na palcu i rękawa od ciśnieniomierza na ramieniu bardzo chciałam nakarmić swoją kruszynę. Jednak ona zapadła już w głęboki sen i obudziła się z przeraźliwym płaczem. Nie chcąc jej męczyć pozwoliłyśmy jej spać. Nazajutrz z rana przywieziono mi córeczkę do sali z wiadomością, że dostała mieszankę z…butelki! Pomyślałam to dobrze. Nie będzie głodna, jak się obudzi to ładnie zje z piersi. nie mogłam doczekać się tej chwili. Gdy się obudziła, spojrzała na mnie swoimi zapuchniętymi oczkami. Wezwałam położną, żeby pomogła przystawić mi malutką do piersi. I znowu wielki płacz. Znowu się nie udało. Zostawiono mi płaczące i głodne zawiniątko. Położna przyniosła butelkę z glukozą, próbowałyśmy ją oszukać, ale Patrycja była uparta. W drugiej dobie po porodzie zaczął się nawał pokarmu. Piersi były pełne mleka a córcia wolała butlę z mieszanką. Położne były oburzone, że nie karmię naturalnie tylko przychodzę po kolejne porcje mleka dla małej. Przystawiałam Patrycję do cyca ale ona zanosiła się płaczem a ja razem z nią. W kolejnej dobie zjawił się anioł. Cudowna położna, która z anielską cierpliwością własnymi rękami ściągała mi pokarm z piersi i mogłam nakarmić Patusię swoim mleczkiem z butelki oczywiście. Następnego dnia dostała laktator- wcześniej wszystkie były w sterylizacji :( Już na wpół szczęśliwa mogłam chociaż dawać Małej butlą to, co najlepsze czyli własny pokarm. Oczywiście wielokrotne próby przystawienia Małej do piersi kończyły się fiaskiem. nie pomogła glukoza ani kapturki na brodawki. Wyszłyśmy do domu. Mąż kupił lakataor i się zaczęło. Ja co 3 godziny ściągałam pokarm a on karmił Patrycję. Całe dnie i noce spędzałam z maszyną do mleka w ręku. Oczywiście mama i teściowa nie mogły pojąć, że Patusia nie chce ssać piersi. Popadałam w desperację. Jedynie mąż mnie rozumiał, bo widział jak to wszystko wygląda naprawdę, że ja się staram, ale mała nie chce ssać tylko zanosi się płaczem. Trwało to 3 tygodnie. W tym czasie kupiliśmy niezbędnik butelki, smoczki, podgrzewacz, szczotki. Użyliśmy tego może ze 4 razy. Kiedy mąż już wrócił do pracy ja zostałam w domu sama. Każdą chwilę, kiedy Malutka spała wykorzystywałam na „produkowanie” mleka do butelki. Pewnego dnia, pamiętam to był poniedziałek jak zwykle próbowałam najpierw przystawić Patusię do piersi i…stał się cud! Chwyciła brodawkę i zaczęła jeść. Jaka ja byłam szczęśliwa! Nareszcie byłam 100% mamą! Potem kolejna niepewna sukcesu próba przystawienia do piersi i znowu cud! Tusia jadła! Dopiero zadzwoniłam do męża i powiedziałam, że nasza córcia zaczęła ssać pierś! Potem kolejne telefony do mamy i wielka radość. Mija już 4 miesiąc od kiedy jestem mamą. Karmię córcię tylko piersią. Żadnych mieszanek i butelek. Oczywiście nie obyło się bez bólu brodawek ale żadnych strupów, i krwawień nie było. Jestem szczęśliwa, bo nie dość, że Patrycja dostaje, to co najlepsze to jeszcze udało mi się zamrozić pokaźną ilość woreczków z mlekiem, które czekają na kaszki. Nie wierzę w opinie, że po cesarskim cięciu nie można karmić piersią. Matka Natura tak nas stworzyła, że w każdym przypadku jesteśmy gotowe wykarmić swoje potomstwo. Nie liczy się wielkość piersi, mleko mamy nie jest za „chude”. Liczą się tylko dobre chęci i upór kobiety, która chce karmić swoje dziecko naturalnie. Jestem bardzo wdzięczna położnym, które pomagały mi w szpitalu i swojemu kochanemu mężowi, który mi tak dzielnie pomagał i wspierał w chwilach zwątpienia. Moja Mleczna Droga na początku byłą kręta i wyboista, ale dzięki uporowi i pomocy wyszłam na prostą :)

  7. urodziłam córeczkę , byłam w siódmym niebie , na trakcie porodowym pięknie ją nakarmiłam piersią wszystko było ok, ale niestety chwile później trafiła na oddziałnoworodkowy a ja na salę moja córeczka dostawała mleczko z butelki ,a gdy wróciła do mnie nie chciała już piersi . To było straszne jak położne potrafią oceniać i poniżać kiedy podajesz dziecku butelkę wszyscy w koło mnie oceniali , że co ze mnie za matka skoro dziecko nie chce ssać piersi , nawet po wyjściu ze szpitala kiedy podawałam jej butelkę i cieszyłam się każdą chwilą z moją córeczka to na wizytach patronażowych u lekarza całyczas słyszałam krytykę . Moja córeczka najadała się do syta i pięknie przybierała na wadze butelka i mleczko stały się nierozłącznym atrybutem naszych spacerów i wypraw. Męczące było to że butelki które używałam bardzo szybko trzeba było wymieniać a robienie mleczka w nocy wybija mnie ze snu , ale to nic kiedy widzę radosne i zdrowe moje dziecko. Jako mama mogę z cała pewnością powiedzieć , że nie każdej mamie uda się karmić piersią a ocenianie przez innych to tylko niepotrzebny ból jaki sie zadaje drugiemu człowiekowi , moja córeczka jest karmiona butelką i prawidłowo się rozwija nie ma wad rozwojowych a więź jaką mamy między sobą jest tak samo silna jak by była karmiona piersią

  8. Karolina Zawada

    Jako „świeżo upieczona” mama nie mam wielkiego doświadczenia w karmieniu jak inne mamy. Jednak mimo tak krótkiego stażu w roli mamy mam jedno wspomnienie związane z karmieniem, którym mogę się podzielić.

    Moja córeczka urodziła się trzy tygodnie temu. Trwający trzynaście godzin poród chyba każdego by wykończył, tym bardziej, że moje wyobrażenia odnośnie narodzin dziecka znacząco odbiegały od rzeczywistości. Kiedy już zwątpiłam w swoje siły udało się i przyszła na świat moja piękna córeczka i wtedy nic już nie miało znaczenia poza nią. Po chwili przyszedł moment na pierwsze karmienie. Pielęgniarka przyniosła mi moje maleństwo i położyła na piersi. Zestresowana nie wiedziałam czy sobie poradzę, tysiąc myśli pojawiło się w mojej głowie, bałam się, że nie będę miała pokarmu, albo że maleńka nie będzie mogła sobie poradzić. Jak się okazało stres był niepotrzebny. Moja córunia znakomicie sobie poradziła bez mojej pomocy, widocznie długi poród zmęczył ją tak samo jak mnie i głodna nie musiała specjalnie przystosowywać się do nowego sposobu karmienia. To była dla mnie wspaniała chwila, bo stres jaki jej towarzyszył moja córka rozwiązała sama :).

  9. Katarzyna Trudnos

    hmmm..moja historia .. synek urodził sie duży wiec już od pierwszych dni musiałam go dokarmiać butelką, bo byłby głodny … Gdy miał 3 tygodnie nie miałam już pokarmu i maluszek zaprzyjaźnił się z butelką na dobre, Teraz jego ulubionym zajęciem podczas picia cieplutkiego mleczka jest śpiewanie do smoczka, gdy tylko weźmie do buzi smoczek od butelki to wydaje przeróżne dźwięki od pisków radości po bulgotanie,popijając przy tym powolutku mleczko, oczywiście macha też nóżkami i łapkami z radości ubaw mam z niego nieziemski aż się serce raduje.

  10. Elżbieta Kuźmińska

    Troje moich dzieci i trzy moje mleczne drogi.

    Gdy osiem lat temu urodziłam syna nie wyobrażałam sobie innej metody karmienia jak
    karmienie piersią. Okazało się to naturalną i prostą sprawą – nie miałam nawału mlecznego, zapaleń, syn ssał spokojnie, dobrze przybierał na wadze. Jako młoda matka całkowicie poświęciła się swojej nowej roli, diecie, częstemu wstawaniu do karmienia i oczywiście nie możliwości opuszczenia swojego ssaka na dłużej.
    Pamiętam te kanapki, które przynosił mi mąż w czasie nocnego karmienia:)
    Również odstawienie od piersi przebiegło naturalnie i bez większych problemów, ja wróciłam do pracy, a syn zaprzyjaźnił się z butelką.

    Gdy na świat przybył mój drugi syn nie myślałam, że może być jakakolwiek inna droga tylko karmienie naturalne. W szpitalu w pierwszej dobie po narodzinach, syn był
    wyjątkowym śpiochem, nie chętnie zabierał się do ssania. Z uśmiechem na ustach
    pisałam smsy, że syn grzeczny, ja odpoczywam, jest cudownie. W drugiej dobie
    wszystko zaczęło przybierać odcienie szarości. Syn przechodził żółtaczkę, a ja
    nawał mleczny, łzy i nieopisany ból. W szpitalu brak sprawnego laktatora. Mąż o dziesiątej w nocy objeżdżał wszystkie całodobowe apteki. Walczyłam całą noc z laktatorem, z własną niemocom i bólem.
    Z pojawieniem się świtu, powróciła nadzieja, szłam z połową butelki mojego
    mleka do mojego syna. Syn nadal spokojnie spał? Miła pani pielęgniarka
    poinformowała mnie, że chłopiec więcej nie będzie jadł ,bo dostał pełną dawkę
    mleka modyfikowanego. Z ręki wypadła mi butelka, mój krzyk, pretensje do
    personelu, a syn spał, kolejne godziny minęły. Po dwóch tygodniach prób poddałam
    się, gdy syn zaczął ulewać skrzepami krwi z moich poranionych brodawek. Ja
    wyłam z bólu, rozczarowania i niedowierzania -dlaczego tak? Przerwałam laktacje
    za pomocą tabletek.

    Za trzecim razem zaopatrzyłam się w polecany laktator, butelkii mieszanki. Natalia była nocnym śpiochem, przesypiała 6 godzin, a ja spędzałam ten czas w łazience z laktatorem. W dzień domagała się piersi nieustannie, płakała, a ja odczuwała skutki poranionych brodawek. To mąż zdecydował o podaniu pierwszej butelki z mlekiem modyfikowanym. Przeszliśmy na karmienie mieszane. Ta decyzja dała mi więcej czasu, który mogłam poświęcić dla synów oraz możliwość wykazania się tatusiowi, który przejął karmienia butelkowe.

    Teraz mam w domu dwa butelkowe ssaki, trzeci już wyrósł :)

    Która z dróg mlecznych jest właściwa?
    Myślę, że każda gdy jest połączona jest z miłością i oddaniem do dzieci.

  11. Duch Grudziądz Aachen

    Zalety karmienia piersią są powszechnie znane- zarówno te dla dziecka (np. pełnowartościowy pokarm, budowanie odporności, zapobieganie alergiom, prawidłowy rozwój jamy ustnej, budowanie więzi z matką), jak i te dla matki (np. szybsza rekonwalescencja w czasie połogu, szybszy powrót do formy po ciąży, wygoda, bo mleka nie trzeba przygotowywać, oszczędność pieniędzy). Według mnie najważniejsze są dwie sprawy- moje przekonanie o tym, że mój pokarm jest dla mojego syna najlepszym pożywieniem i bliskość, która dzięki temu jest między nami.
    Chciałam karmić piersią, bo byłam przekonana, że moje mleko przyniesie dla mojego dziecka najwięcej korzyści, że jest dla niego najlepsze. Najbardziej wartościowe, najbardziej obfitujące w przeciwciała, lekkostrawne, dostarczające mojemu dziecku wszystkiego, czego jego malutki organizm potrzebuje. Bałam się karmienia piersią, bałam się bólu popękanych brodawek, bałam się, że nie dam rady. Ale moje pragnienie karmienia piersią było ważniejsze.
    Dzięki naturalnemu karmieniu wytworzyła się między mną a synem wyjątkowa więź, wyjątkowa bliskość. Przy piersi Mały od razu się uspokaja, czuje się bezpiecznie, czuje się kochany. Uwielbiam te chwile, gdy syn jedząc bawi się rączkami, dotyka mnie, gdy patrzymy sobie w oczy… Jedne z piękniejszych chwil macierzyństwa…
    Nigdy nie zapomnę jak pierwszy raz synek spróbował ssać pierś. Było to chwilkę po jego urodzeniu. Wtedy się nie udało, ale już godzinę później ssał na całego. I przy piersi był całą noc. Nie mieliśmy z karmieniem większych problemów. Przynajmniej na początku. W trzeciej dobie życia synka miałam nawał pokarmu i tu problemy się zaczęły. Mały nie potrafił uchwycić tak pełnej piersi, trochę „walczyliśmy” ze sobą. Nasza walka skończyła się popękanymi brodawkami i bólem przy każdorazowym karmieniu. Nakładki na sutki bardzo mi wtedy pomogły. Ból jednak się nie liczył w momencie, gdy Mały wtulił się we mnie i zaczynał jeść. Nic się wtedy nie liczyło… Dość szybko jednak zgraliśmy się ze sobą i karmienie kojarzy mi się tylko pozytywnie.
    Karmienie piersią wymaga od matki trochę poświęcenia. Dla mnie najcięższe było to, że nie mogę sama wyjść z domu na pół dnia, pobuszować po sklepach. Muszę być na zawołanie synka. Próbowałam odciągać pokarm, ale się nie udało. Dostałam laktator ręczny „w spadku” i nie potrafiłam się z nim dogadać. Muszę jednak zacząć odciągać pokarm i przyzwyczajać Młodego do jedzenia z butli, gdyż za miesiąc wracam do pracy i nie będę już dla niego taka dyspozycyjna. Synek ma teraz skończone prawie 6 miesięcy, ale chciałabym karmić co najmniej do ukończenia przez niego 10 miesiąca życia. I choć już zaczynamy wielką przygodę z odkrywaniem nowych smaków to chcę, żeby mój pokarm nadal był dla Małego podstawowym źródłem pokarmu.

  12. Opis jest zbędny chcę go mieć, ten ekspres mógłby startować w konkursie pomysłowości, na jego widok wyobraźnia zaczyna działać marzeniem staje się możliwość korzystania z tego cudu karmienia butelką. Automatycznie wzrósł poziom mojego poglądu na jakość życia. Jakże niesamowite musi być przeżycie pierwszych latek z dzieckiem w tak komfortowych warunkach, aż budzi się natchnienie by choć trochę ulepszyć organizację posiłków dla swojej pociechy. Wygoda, funkcjonalność oraz innowacja przydadzą się podczas wymarzonego karmienia którym bez wątpienia jest świadomość że apetyt dziecku dopisuje chętnie zjada przygotowany specjalnie dla niego posiłek, który podany we właściwym czasie we właściwy sposób zachowując dobre maniery delikatnie wręcz celebrując lecz nie przesadzając z perfekcjonizmem podczas karmienia po prostu smakuje, dostarcza wszystkich potrzebnych składników organizmowi do właściwego rozwoju i pozwala na zachowanie sił podczas zabaw a także pozwala spokojnie zasnąć i daje odpocząć dziecku by następnego dnia mogło znów poznawać otaczający go świat.

  13. Marta Hanowska

    Nasza droga mleczna jeszcze trwa:-) początki były tragiczne ze względu na moja depresje poporodowa, ale do sedna po porodzie jak wylewalo mi sie mleko z piersi to jest nie do opisania-początkowo nie wiedziałam co sie dzieje bo wszystko w okół mnie było pomarańczowe! Nie wiedziałam dlaczego taki kolor, myslalam ze to przez to ze poranione sutki pielęgniarki sie śmiały i wytlumaczyly,ze mam tłusty pokarm-nasza córeczka szybko sie najadala a ja…piersi pełne,wszystko boli. Pierwsza noc w domu wole nie pamietać-płakałam razem z Pszczolka! Niechciala ciagnąć piersi-ryczala,wiec co?Laktator w dłoń i dawaj odciaganie mleka przez dobry msc teraz wszystko wróciło do normy. Maja ma juz 6msc a depresja odeszła, moze nie w niepamięć, ale odeszła i w koncu ciesze sie z faktu ze jestem mama i mam taka wspaniala

  14. Ula Gadowska

    Moja mleczna droga wciąż trwa… Już od 15 miesięcy :) Tak, tak właśnie tyle już karmię piersią moją córcie :) Nie wiem czemu w dobie gdzie wciąż się mówi o tym jak ważne jest karmienie piersią wciąż jestem postrzegana jak wariatka… Ale jak to tak długo? Przecież mleko nie jest już wartościowe! Jak słyszę takie teksty to się zastanawiam, gdzie edukacja przez położne bo to na nich jako, że mają kontakt z młoda matką ciąży przede wszystkim taki obowiązek. Niech opowiedzą o wszystkich zaletach i zaleceniach zamiast namawiać do poddawania się przy pierwszym kryzysie… Wiem nie raz nie wychodzi mimo wielu starań, ale to zdarza się niezwykle rzadko… Nie mówię, że matki, które karmią butelką i mlekiem modyfikowanym są złe – mówię tylko jak ważne i dobre dla zdrowia i rozwoju dziecka jest mleko matki. Nie było łatwo i zawsze różowo. Było przepełnianie i zastoje, kryzysy laktacyjne, a nawet chimera mojej córci, która sprawiała, że musiałam ją usypiać do karmienia i tak przez kilka miesięcy! Ale przetrwałam :) Teraz gdy jestem w pracy, Basieńka oprócz pokarmów stałych czasem je mleko modyfikowane choć w niewielkich ilościach, a gdy wracam znów domaga się piersi i w nocy równeiż! Nie wiem jeszcze jak długo będę karmić… chyba dopóki będzie chciała, a jak nie będzie chciała zrezygnować do 2 lat i kilku miesięcy to wtedy zastanowię się nad odstawieniem. Na razie wiem, że daję jej, to co najlepsze!

  15. Marta Hanowska

    Maja 30.09.13 (Dzień Chłopaka)

  16. Aleksandra Mazur

    Witam,
    dwoje dzieci, dwie krótkie historie, jakże inne
    1. syn – od momentu urodzenia aż do chwili kiedy nie mogłam już karmić (zapalenie piersi) praktycznie non – stop „wisiał na piersi”. Pierś była źródłem pokarmu, była smoczkiem, była przytulanką, była oazą bezpieczeństwa, była bazą funkcjonowania, po prostu >>sposobem na życie<<. Każda zmiana otoczenia, zmiana warunków, wyjście na spacer, do sklepu, etc. wiązały się z przystawieniem do piersi. Nawet, gdy syn jadł już inne, nawet stałe pokarmy, pierś była nieodzownym elementem jego bytu. I nagle zapalenie piersi! I szok! I jak to, nie ma piersi? Mama nie daje?! Gdzie moje cycuuuuuuuuuuuuuuuuusie!!!. Trwało to kilka dni, kilka koszmarnych dni…. dla mnie ból fizyczny, dla syna ból rozłąki… Farmakologia nie bardzo pomogła, masaże tez nie, elektro-coś tam rozbijanie też nic, pozostały stare domowe sposoby: przykładanie na piersi rozbitych liści kapusty. Pomogło! Ale śmierdziałam jak kiszonka przez kilka dni, pomimo zmian odzieży i dbania o higienę. Myślę że kapuściana historia odstraszyła synka raz na zawsze od piersi i …. od kapusty, bo do dziś (10lat) nie znosi smaku, zapachu i widoku kapusty, pod żadna postacią ;-)

    2. córka – pierwszy dzień – pierś, potem płacz i płacz i płacz, ciągłe przystawianie do piersi nie daje rezultatów. Mała płacze, mleka za mało. Na drugi dzień dostaje butelkę. Jaka ulga! Wypija całą. I następną. I następną. I jest spokój. Butelka, to jest to! Pierś – be! NIE! Tylko butelka. Pije ogromne ilości, jakby chciała wypić na zapas. Ulewa się. Często buchają z brzuszka białe fontanny. Ale pije. BUTELKA! I tak do dziś…..

    pozdrawiam
    Aleksandra Mazur

  17. Agnieszka Król

    Witam a oto moja historia.

  18. Patrycja Rachel

    Ja miałam podobne przeżycia jak Paulina Nosek . Wszyscy mi mówili karm piersią, ale miałam cesarkę a położne miały gdzieś żeby pomoc młodej mamie przystawić dziecko prawidłowo. Dziecko było głodne . Obie płakałyśmy ja z bólu, ona z głodu. W końcu karmiłam swoim mlekiem poprzez laktator, ale moja mała była prawdziwym głodomorro i była niecierpliwa. Czułam się jak dojna krowa , nic tylko odciąganie ani sie dzieckiem nacieszyc ani nic. Tylko słyszałam odciągaj , odciągaj . Do dziś mam o to pretensje do męża. Dziecko ma 3 miesiące , przeszłam na bebilon , dziecko się najada, nie chudnie i jest szczęśliwe bo mama ma czas je przytulać a nie siedzi nad laktatorem.

  19. Agnieszka Kolesińska

    Jedne z piękniejszych chwil…

    Karmienie piersią dawało mojemu Maleństwu ciepło i bliskość, a mi pomagało zrozumieć i bliżej poznać moje dziecko. Poza tym dzięki temu wywiązała się między nami cudowna więź.

    W połowie kwietnia ma przyjść na świat nasze drugie Szczęście i cieszę się, że ponownie będę mogła doświadczyć tej magii…

    Karmienie piersią to niesamowite przeżycie,
    I będę pamiętała je przez całe me życie.
    Dzięki temu bliskość towarzyszyła nam stale,
    I moja Córeczka do tego czuła się wspaniale.

  20. Olena Kowalewska

    Olena Kowalewska

    Moje doświadczenie z karmieniem synka, było na początku koszmarem;( Szymuś urodził się zdrowy, dostał 10pkt. Wszystko wyglądało dobrze. Do czasu kiedy maluszek nagle zaczął przeraźliwie płakać, serce mnie bolało jak widziałam małe zapłakane oczka;( położne mówiły że ma nie rozwinięte jeszcze narządy i jak trawi to boli go brzunio, płakał przez całe 3 dni. Moim zdaniem synek był głodny. Dopiero darem od Boga była pani doktor która zobaczyła że synek ma silną odmianę zoltaczki po poporodowej. Maleństwo nie jadło przez 3 dni bo nie miał siły, a ja pokarmu.Ale po położeniu do inkubatoravi daniu małemu sztucZnego mlecZka Wszystko wróciło do normy. A po wyjściu ze szpitala z powodu dużego stresu i przerosnietych gruczołów w piersiach nie miałam pokarmu. Kupiliśmy z Mężem mleko modyfikowane.synek od malutkiego je to mleczko i czuje się wyśmienicie. Również dzięki temu że jadł z buteleczki Złapał lepszą więź z tatusiem. A tata był dumny ze może pomóc mamie. Tylko zawsze mieliśmy problem z odpowiednią temperatura mleka, chcieliśmy kupić raki ekspres do mleczka właśnie tej firmy, ale niestety był on dla nas zadrogi. Planujemy kolejne dziecko i myślę ze taki gadżetyl by był dla nas idealny, po z powodu przerostu gruczołów w piersiach nie mogę niestety karmić piersią;(

  21. Agnieszka Król

    Moja historia…..
    Zaczęło się 12 lat temu.Pierwszy syn,ja młoda mama z postanowieniem -karmię piersią -nie ma innej opcji.Jednak życie weryfikuje nasze postanowienia.Po porodzie miałam zabieg i nie mogłam karmić.Przynoszono mi synka jak za czasów naszych mam,najedzonego i na chwilkę.A ja bezradna nie wiedziałam co robić.Na drugi dzień nawał pokarmu a ja dalej nie karmię.Na pytanie do położnej co mam robić -ze szyderczym uśmieszkiem powiedziała -ściągać.Był to wieczór a mąż miał być dopiero rano z laktatorem.Z wielką łaską poradziła bym uciskała pierś i zbyła mnie jak jakiegoś natręta,który nie wiadomo co chce.Wróciłam z synkiem do domu i kłopot -synek nie chce piersi,próbowałam ale na niewiele to się zdało.Po miesiącu z poranionymi brodawkami i płaczem przy każdym karmieniu -skapitulowałam.Trudno synek wybrał butlę.
    Później urodziłam córkę .Z doświadczenia myślałam,że z karmienia nic nie będzie.Ale ku mojemu zdziwieniu bardzo dobrze nam szło.I tak 6 miesięcy.Ale nic nie trwa wiecznie.Dostałam potwornej grypy z wysoką gorączka i po mleku nie było ani śladu.I znowu kłopot,bo nastawiłam się na dłuższe karmienie i córka nie umiała pić z butelki.
    Za trzecim razem synuś ssał ładnie pierś ale z powodu problemów z córką uczyłam też pić z butli.Synuś po miesiącu sam wybrał -jednak butla.
    Teraz po 8 latach przerwy urodził się 3 „królewicz”

  22. Jeszcze będąc w ciąży byłam zdecydowana za wszelką cenę karmić piersią. Na dwa miesiące przed porodem hartowałam brodawki sutkowe specjalną maścią do tego przeznaczoną. Dziś jestem mamą niespełna 6 miesięcznej córki, którą od przyjścia na świat karmię wyłącznie piersią. Przyznaję – nie było łatwo, dlatego „ukłony” i pełny szacunek dla karmicielek. Jak byłam w szpitalu dopadły mnie pierwsze wątpliwości. Córeczka urodziła się przez cesarskie cięcie i dopiero na drugi dzień, jak z organizmu zostały wydalone wszelkie szkodliwe substancje, przystawiono mi dziecko do piersi. Początek nie był najgorszy, ale później zaczęły się schody. Córeczka płakała sporadycznie, a mnie dopadały wątpliwości, czy siara zaspokaja jej potrzeby? Czy się najada? Czy jest tego wystarczająca ilość? A może nic nie leci? Czy prawidłowo podaję maluchowi pierś? 100 pytań i wątpliwości na minutę. Następnie, tego dnia odwiedziła mnie rodzinka i wówczas zostałam „zastrzelona” przez swoją rodzicielkę, która widząc moje piersi stwierdziła, że z nich pokarmu nie będzie, a już sutki – niezdatne w ogóle do karmienia. Wieczorem całkowicie dopadła mnie depresja i w trakcie rozmowy telefonicznej z mężem, który niestety musiał iść do pracy i nie był tego dnia w szpitalu, rozryczałam się. Dzięki niemu nie zrezygnowałam z dalszego karmienia – za co, jestem mu niezmiernie do dzisiejszego dnia wdzięczna. Później był wypis ze szpitala i oczywiście jak w wielu takich przypadkach, córeczka straciła na wadze. Znowu najgorsze myśli. W domu studiowałam wszystko, co tylko mogłam na temat karmienia, przystawiania do piersi, prawidłowego łapania sutka przez malucha – prasa, internet, dosłownie wszystko. Na topie były filmiki instruktażowe. Uczyłyśmy się z córcią siebie wzajemnie. Pierwsze dni karmienia były bolesne – nie przeczę. Mimo bólu, przystawiałam dziecko do piersi i zaciskałam zęby, a z kącików oczu spływały łzy boleści. Były momenty, kiedy maluszek nie chciał ssać, więc ja za wszelką cenę podawałam pierś. Nie odpuszczałam. Wątpliwości, co do jakości pokarmu, miałam stale. Piłam więc herbatkę laktacyjną, duże ilości wody mineralnej i bawarki, którą polubiłam (za pierwszym razem, gdy ją próbowałam – szybko zawartość wylądowała w zlewie). Na duchu podniosła mnie pierwsza wizyta kontrolna u pediatry – córcia przybierała na wadze – SUKCES!!!, ale nadal piłam wszelkiego rodzaju płyny wspomagające laktację. Zbliżał się koniec czwartego miesiąca i wszyscy próbowali na mnie wymóc, żebym zaczęła podawać inne produkty – odmawiałam. Na kolejnej wizycie u pediatry (w celu szczepienia córci), zapytałam o rozszerzenie diety i wówczas usłyszałam, że wszystko przebiega prawidłowo, dziecko się rozwija, więc nie warto jeszcze niczego wprowadzać, prócz dalszego karmienia piersią. To stanowiło dla mnie ogromne pocieszenie, że postępuję właściwie. Już niedługo, mój maluch ukończy magiczne pół roku, które przetrwał tylko na piersi. Zacznę podawać inne produkty. Moja dotychczasowa droga mleczna, nie jest usłana wyłącznie płatkami róż, bo znajdują się na niej również kolce, ale patrząc na to, co było – nie żałuję i dalej będę przystawiać maluszka do piersi. Znalazłam w tym radość, szczególnie, kiedy najedzona uśmiecha się do mnie, czy w trakcie karmienia, robi przerwę i gaworzy. Uwielbiam, gdy w chwili ssania głaszcze mnie po ręce, piersi, chwyta wszystko, co tylko napotka na swej drodze jej mała rączka, a cały czas się martwiłam. Opłacało się!!!

  23. Anna Cudzich

    Od zawsze piersią karmić chcialam,
    już w ciąży o tym często myślałam.
    Marzenie się spełniło,
    gdy dziecię się urodziło.
    Nie mogę nazwać tego wspomnieniem,
    bo jeszcze nie skończyłam z karmieniem
    za każdym razem to bardzo przeżywam,
    że dla syna rolę karmiciele odgrywam,
    że to niby tylko mleczko,
    a juz tak duze dzieciąteczko.
    początki były ciężkie,
    Piersi pełne nabrzmiałe,
    a tak mało jadło chłopisko małe :)
    później się unormowało
    i do teraz tak zostało :)

  24. Monika Biernacka

    BOJE SIĘ KOBITY:) chyba jak każda przyszła mama głowa pęka od myślenia o tym „dam rade, czy nie”. Zostały mi jeszcze 3 miesiące, niby z górki, ale co z tego jak nie ma sposobu żeby o tym po prostu nie myśleć. Szczerze mówiąc przeraża mnie dosłownie WSZYSTKO!
    jak to można przybrać na wadze w tak krótkim czasie?,
    nawet nie wiedziałam że jestem zdolna tak szybko się obrażać a po paru minutach się z tego śmiać:)
    wyrzuciłam moje ulubione dżinsy… :( no porażka, że za wąskieee?
    ta moja córka chyba będzie maratończykiem, albo zumbowiczką:)) no masakra jakie fajne uczucie- czucia tych malutkich szkitek:D
    PORÓD?!…. yhy tak tak słyszałam, że tyle godzin, że z bólu nic nie czuje o.O
    a piersi?? zawsze marzyłam o takim rozmiarze:D i będe karmić piersią?!
    to mnie przeraża najbardziej, może nie będe musiała?! najgorzej jest mi właśnie wyobrazić to sobie i dlatego BOJE SIĘ KOBITY! :)

  25. Patrycja Klimkowska

    Chciałam karmić piersią. Bardzo chciałam. Wszystko było wporządku, karmienie nie bolało, byłam szczęśliwa jak patrzyłam na śliczną, spokojną buzię córci przy mojej piersi. Niestety… Nina zaczela bardzo spadać z wagi. Pediatra kazał dokarmiać mała butelka – najpierw dac cyca, po cycu butle. Buntowalam sie, nie chcialam dawać butelki, bałam sie, że przestanie ciągnąć cycusia. Eh, niestety musialam przestawić się na butelke. Okazało sie, że mam wiecej wody niż mleka i Nina gasila przy cycusiu pragnienie, ale nie najadala sie. Byłam przerazona, zła, smutna. Przecież od początku chcialam karmić piersią, bronilam się przed mlekiem mm. Z każdej strony media i nie tylko napieraja na to. Ludzie strasza że dziecko bedzie często chorowac, że nie bbędzie bliskości z mama – a córka zdrowa jak ryba, nie choruje a bliskość można stworzyć w inny sposob – przytulanie, całusy TO JEST TO! :)

  26. Anna Maria Wajdzik

    Jestem szczęściarą, szczęściarą nieprzeciętną, wręcz nieprzyzwoitą! Mam wszystko, bo czuję, że to co mam jest najważniejsze i najpiękniejsze. Mam synka, męża ( obu najlepszych na świecie:) ), marzenia i wewnętrzną wolność. Pewnie dzięki tej ostatniej i wielu darom Boga? losu? okoliczności? plany, które snułam – jak większość z nas – jeszcze w ciąży były spokojne, optymistyczne.

    Od niedawna jest mi w życiu jeszcze lepiej ( choć trudno to sobie wyobrazić nawet mnie samej), bo okazało się, że jeszcze w tym roku pojawi się na Ziemi kolejny czlowiek,
    którego szczęście będzie dla mnie najważniejsze. I teraz na nowo myślę,
    planuję…. oddycham spokojnie myśląc o karmieniu. Pierś czy butelka? DOBRO
    DZIECKA, DOBRO MAMY, DOBRO CAŁEJ RODZINY.

    Każda mama spodziewająca się Maluszka zastanawia się , jak to będzie. Choć zdarza nam się myśleć o naszych Skarbkach, jako o „dużych ( w przyszłości) dziewczynach albo chłopakach”, widząc bezbronną K ruszynkę wiemy, że najważniesze jest, żeby spała, jadła i rosła…W wygodnie łóżeczko i delikatną pościel zaopatrujemy się jeszcze przed narodzeniem Maluszka. Pokarm też ma mieć najlepszy. Najlepszy czyli jaki? Dla niektórych odpowiedź jest prosta, jednoznaczna: „Tylko pierś, BO…”, „Wyłącznie butelka, BO…” Niestety, podczas , gdy o Mamach Karmiących nie mówi się wcale ( BO TO TAKIE NATURALNE!) Butelkowe Mamy często dostają po głowie od wszystkich: bo odbierają dziecku, to co najlepsze dla własnego WIDZIMISIĘ, bo TAKIE WYZWOLONE, bo ….Ech, szkoda gadać!
    Z tego miejsca przepraszam Was Najlepsze Na Świecie Mamusie Butelkowe za wszystkie krzywdzące i bolesne słowa ludzi, którym nic do Waszych piersi, butelek i relacji z dziećmi ( które wcale nie są gorsze!!!) Z tego też miejsca doceniem wysiłki Mam Cyckowych! Też Wam się należy: za karmienie na okrągło, za bóle, za pojawiające się myśli, czy na pewno pokarm wystarczy, czy to co jecie, nie szkodzi Maluszkowi i za postrzeganie Was jako dodatków do dystrybutorów. ( Nie zdarzyło się? Macie szczęście!)

    Miałam pisać o swoich doświadczeniach, a tymczasem rozpisałam się o Was:)
    Ale oba scenariusze są mi poniekąd bliskie. Spytacie: „ jak to, skoro dziecko
    mam jedno?” Myślę, że dlatego, że tak sobie wszystko poukładałam w głowie
    jeszcze zanim na świecie pojawił się mój Mały Ssak. Nie podjęłam decyzji. Wiedziałam,
    że chcę poczekać i się przekonać. Tchórzostwo? Wygodnictwo? Chyba nie… Z
    perspektywy czasu wiem, że prawdziwe, wielkie emocje pojawiają się dopiero z pierwszym dotykiem i pierwszym głodem, który tak bardzo chcemy zaspokoić, ale faktem jest też, że świadomość możliwości wyboru i tego, że przez najbliższych nie będę oceniana, bardzo pomogła. Wspomniałam o moim cudownym mężu? Pewnie, że tak:) Dużo rozmawiamy, naprawdę jesteśmy RAZEM. Kiedy więc powiedziałam mu, że boję się bólu i nie jestem pewna czy dam radę, on stwierdził, że najważniejsze, żebym ja była
    szczęśliwa…Egoistyczne? Pewnie dla tych, który głośno skandują przewagę CYCÓW
    i potępienie dla butelki. Naszym zgodnym zdaniem: szczęśliwa mama to szczęśliwe
    dziecko. Wyrzuty sumienia z powodu niechęci do karmienia nikomu nie pomagają…

    Chciałam karmić, pewnie że tak!:) Wyobrażałam sobie tę niewyobrażalną bliskość. Myślalam też o wygodzie, jaką daje dostępność jedzenia na zawołanie…
    Pamiętam, jak dziś przywitanie z Moim Maleństwem:)
    Jeszcze siniutkiego przytuliłam go do siebie. Niedługo potem, oboje zupełnie
    nieporadnie spróbowalismy zorganizować pierwszy obiadekJ Udało się i pierwszy raz
    byłam tak ogromnie dumna!!! Mój mąż, patrząc na nas, też był dumny! Byliśmy
    przeszczęśliwi i jak najszybciej chcieliśmy wrócić razem do domu. Niestety( albo stety) przez skok ciśnienia musieliśmy zostać w szpitalu na następną noc- moją NOC PRAWDY. Kubuś był do mnie dosłownie „przyklejony”. Przekładałam go tylko od piersi do piersi… Przy każdej próbie odłożenia był płacz, taki przeokrutny płacz Największego Skarbu. który rozdziera serce!! Po kilku godzinach, jeszcze obolała i już zmęczona, na chwilę się poddałam. Zupełnie nie wiedziałam, co robić. Pierwszy raz przeraziła mnie
    myśl, że jestem w stanie nakarmić własnego dziecka…Bo jak to ?! Zawołałam
    pielęgniarkę i płakałam jak bóbr…Moje dziecko jest głodne, ja nie mam już
    siły….Na szczęście, trafiłam na cudowną osobę! Powiedziała mi, że wszystko
    będzie dobrze, że tak się zdarza, ale ona wie, że chcę najlepiej. Wzięła
    Kubusia ze sobą, ja przespałam się godzinkę, a kiedy się obudziłam, śniadanko
    było gotowe, a mój chłopczcyk znowu jadł… Potem jadł jeszcze przez następny
    rok i słodko zasypiał na piersi.

    Moja noc prawdy była pewnie tylko namiastką tego, co przeżywają mamy, z jakiegoś powodu nie mogące karmić. Nawet nastawienie się na wybór nie rozwiązuje sprawy, więc mam świadomość, że niektóre z Was, wiedząc o tym, być może z własnego doświadczenia – z mieszanymi uczuciami czytały moją historię.
    Ja jednak i tym razem, czekając na drugiego Maluszka nie podejmę żadnej decyzji, żadnej poza tą, którąpodjęłam decydując się zostać mamą: że zrobię wszystko, co najlepsze! Bo to nie pierś i nie butelka ale kochająca mama chroni dziecko i pomaga mu wyrosnąć na szczęśliwego człowieka.

  27. Agnieszka Wodecka

    Moja droga mleczna trwała 24 miesiace. Pd poczatku wiedzialam jak chce karmić, czyli piersia. Co oczywiscie nie jest negowaniem karmienia butla, bo i tak sie zdarzalo. Jak synek miał 6 tygodni przeszedł operacje na wrodzone zwezenie odzwiernika, wiec byl przez 2 tygodnie na diecie 10 ml co 2 godziny, a z kazdym dniem więcej. Walczylam dlugo by piers mleko dawala i udalo się. Teraz tęsknie do tych chwil, jednak maluszek uwielbia się przytulać i tak zastępujemy sobie karmienie. Wiem też, że przy drugim dzieclu postaram się karmić piersia, choć nie mówię nie dla mleka w proszku, gdyż różnie może się ułożyć.

  28. Agata Filipiak

    Czytając temat konkursu rozmarzyłam się na dłuższą chwilę,
    wróciłam wspomnieniami do początków Naszej (mojej i mojej córeczki Małgosi) „mlecznej
    przygody” i powiedziałam sama do siebie: „Muszę, po prostu muszę to napisać!”.
    Spisać dokładnie moje wspomnienia, przemyślenia i refleksje. Rzeczy o których
    nie pisze się z reguły nawet na stronach internetowych poświęconych stricte laktacji.
    Przedstawiam tutaj moje karmienie piersią „od kuchni” i mam szczerą nadzieję,
    że pojawi się uśmiech na Twojej twarzy – droga czytelniczko podczas czytania
    tej opowieści. Czy jesteś kobietą w ciąży, mamą karmiącą która walczy o swoją
    laktację, mamę która wykarmiła piersią 3 dzieci, mamą która karmi butelką z
    wyboru lub po prostu nie wszystko ułożyło się z karmieniem po Twojej myśli
    dowiesz się czegoś ciekawego czytając właśnie moje zgłoszenie konkursowe…

    Nie myślałam zbyt wiele o karmieniu piersią w czasie ciąży.
    Moje podejście z perspektywy czasu wydaje mi się wręcz fantazyjne, szczególnie
    w dobie internetu. Przeczytałam o karmieniu piersią kilka artykułów i
    stwierdziłam prosto z mostu – Dam radę!
    Ach ta moja skromność, to dziedziczne mam nadzieję :P… Jestem twarda, przecież
    niedługo będę (dosłownie i w przenośni) należeć do zaszczytnego grona Matek Polek.
    To zobowiązuje prawda?

    Dlatego po porodzie trwającym 10h (który niestety na finiszu
    zakończył się cesarskim cięciem, ze względu na spadające tętno u dziecka i
    zagrożenie jego życia) musiałam w końcu zderzyć się z twardą
    rzeczywistością… To znaczy z wklęsłymi
    sutkami przez które musiałam chodzić do szpitalnej kuchni (znajdującej się na
    innym oddziale) aby wrzątkiem z czajnika wyparzyć silikonowe nakładki po każdym
    ich użyciu – a z raną po cięciu (24h po operacji) takie przechadzki nie były
    zbyt przyjemne, tym bardziej, że musiałam to robić kilka razy na dobę. Może są
    osoby które silikonowe nakładki podałyby nie umyte ponownie noworodkowi, ale
    niestety nie ja.

    Jak to bywa w Polskich szpitalach dzieci po urodzeniu
    dostają buteleczki z mlekiem modyfikowanym, tak też było i w naszym przypadku
    dlatego przez pierwszy tydzień karmiłam raz piersią, a gdy dziecko nie potrafiło
    obsłużyć cycusia to butelką, za chwile znów pierś, znów butelka. Nawet mój mąż
    z natury cierpliwy stwierdził: „Co się tak męczysz, daj butelkę”, ale jak tylko
    wyszedł ze szpitala nadal próbowałam raz pierś, a kiedy płacz to butelka… I tak
    do znudzenia…

    Z niechętnymi do pomocy położnymi które spotkałam na swojej
    drodze po porodzie nie było mi po drodze w konwersacji. Doskwierał mi bardzo ból podbrzusza (gdyż
    należę do tej grupy kobiet które niestety odczuwają ból rany bardzo intensywnie
    i naturalnie mogłabym rodzić 10 razy byleby nie wstawać po cesarskim cięciu ).

    Nigdy nie zapomnę kobiety która leżała obok na łóżku i
    odciągała pokarm laktatorem dla swojego wcześniaka. Zapytałam ją czy odciągania
    elektronicznym laktatorem który udostępniał szpital boli? Odpowiedziała, że
    nie. Stwierdziłam, że odciąganie tą maszyną wygląda przerażająco, ale skoro ona
    twierdzi, że nie boli to dam radę. No i spróbowałam ze względu na nawał pokarmu
    który miałam i ogromny ból piersi który odczuwałam. Jednak moim zdaniem to nie
    był laktator, to raczej przypominał
    dojarkę i musiałam naprawdę zacisnąć zęby żeby po pierwsze siedząc i
    czując bój nogi promieniujący od rany po cięciu i ból piersi w czasie
    odciągania nie załamać się psychicznie… W tle słyszałam tylko piosenkę zespołu
    Enej: „Tak smakuje życie” i myślałam o my God …
    W szpitalu ze względu na swoją ranę przeleżałam tydzień jednak dzięki
    temu wychodząc ze szpitala moja laktacja była w miarę unormowana.

    Oczywiście przychodziła do mojego domu położna środowiskowa
    (tym razem trafiła mi się naprawdę troskliwa kobieta i szczerze jej z tego
    miejsca dziękuję) i twierdziła, że karmię tak jakbym wykarmiła już w życiu troje
    dzieci. Powiem szczerze, że w tamtym okresie było to dla mnie budujące i czułam
    się jak prawdziwa, „wydajna mleczarnia” i gdybym tylko mogła pomóc jakiemuś
    wcześniakowi podzieliłabym się z nim swoim mlekiem, tak po prostu z czystej
    życzliwości, ale niestety nie znałam rodziców innych potrzebujących mleka wcześniaków,
    a bank mleka był za daleko, a szkoda..

    Moje dziecko piło spokojnie, nauczyłyśmy się siebie nawzajem
    i potrafiłyśmy współpracować mimo początkowych trudności. Po wyjściu ze
    szpitala nie kupiłam więcej buteleczki z gotowym mlekiem modyfikowanym. Po
    kilku tygodniach zrezygnowałam z nakładek silikonowych, cykl karmień uregulował
    się. Karmiłam zarówno w dzień jak i w nocy, co trzy godziny. Bywały dni, że córka
    była przy piersi przez cały dzień. Wtedy ilość mleka dostosowywała się do
    potrzeb dziecka. Moje dziecko urodziło się z wagą bliską 4kg i bardzo dobrze
    przybierało na wadze. Uwielbiało jeść. I nawet nie przyszło mi do głowy aby je
    dokarmiać. Zaufałam naturze i w moim przypadku natura miała rację, wszystko
    szło ku dobremu…

    Pamiętam jak położna środowiskowa powiedziała, że matka
    karmiąca może jeść prawie wszystko i zapytała na co bym miała największą
    ochotę? Przed oczami zobaczyłam danie które chodziło za mną od kilku tygodni,
    stwierdziłam: „Bigos”. Spojrzała i zaśmiała się , powiedziała, że jeżeli mam
    ochotę to mam zrobić sobie taką lekką wersję bigosu, sprawdzić czy dziecku nie
    zaszkodzi, nie zaszkodziło… Nie znaczyło to wcale, że codziennie jadłam tylko
    bigos, ale próbowałam cytrusów, orzechów, czekolady i okazało się, że córka nie
    miała kolek i koniec końców jadłam już wszystko… A córka była szczęśliwa, że mama
    mimo bólu piersi przynajmniej pojeść sobie mogła.

    Z faktu, że nie miałam zamiaru wracać do pracy, jestem osobą
    zorganizowaną i mam tylko jedno dziecko mogłam sobie pozwolić, aby karmić przez
    bardzo długi czas w ciągu dnia. Z czasem dawało mi to coraz więcej
    przyjemności. Piszę z czasem, gdyż obowiązkowo zaliczyłam zastój w piersiach
    (wystarczyły okłady kapusty), pogryzione brodawki (obyło się bez krwi gdyż
    najwidoczniej dobrze przystawiałam dziecko), ból sutków trwający kilka sekund
    na początku karmienia to tak jakby ktoś ciął brodawkę żyletką – pamiętam to do
    dzisiaj… Mówiłam wtedy sama do siebie: „Agata to już ostatni raz dajesz mleko z
    piersi, następnym razem odciągniesz i podasz butelką, bo nie wytrzymasz tego bólu”,
    tutaj powinno paść jedno z najbardziej niecenzuralnych słów jakie znam,
    oczywiście wypowiadałam je tylko w głowie podczas tego bólu”. A jednak
    wytrzymałam. Obiecałam sobie, że nic za wszelką cenę, jeżeli nie poradzisz
    sobie i przerwiesz karmienie nic się nie stanie. Jednak ból się pojawił, a ja
    zagryzłam zęby i skończyło się, że było za wszelką cenę. Chyba jestem
    idealistką. No i momentami było na siłę, ale cóż Matka Polka jest największym superbohaterem
    we wszechświecie, a nie jak głoszą to w telewizji Superman, bo on przecież nie
    istnieje. On by chyba tego nie wytrzymał, staram się w to wierzyć i jest mi lepiej.

    Pamiętam jak jeszcze karmiłam często i z zazdrością
    patrzyłam na mamy noszące bluzki takie jakie tylko zechcą. W szafie w widocznym
    miejscu wisiały u mnie bluzki kopertowe, takie z dużym dekoltem i koszule z
    guzikami. Biustonosze do karmienia to nie była esencja kobiecości, a kiedy
    tylko przytulałam się do męża, czy rozczulałam widokiem niemowlaczka w reklamie
    z piersi wypływało mleko…

    Wierzyłam, że pewnego dnia będzie lepiej… Musiałam w to
    wierzyć, żeby czuć w sobie siłę (słuchałabym na okrągło słowa piosenki śpiewaną
    przez Hanię Stach i Andrzeja Lamperta – „Masz w sobie wiarę”, polecam ją,
    szczególnie fragment: „Nic nie jest
    niemożliwe, choć są dni, gdy trudno uwierzyć w to…”). Może za
    każdym razem wygrywała ta bardziej uparta część mojego charakteru. Może ta moja
    fantazyjna strona, która podpowiadała, że jak boli to trzeba walczyć… I ma to jakiś
    sens. Cóż, po prostu z całego serca chciałam karmić piersią sama z siebie (bez
    nacisku z zewnątrz). Jako młoda mama byłam dumna ze swojego postanowienia… No i
    troszkę leniwa, gdyż perspektywa wyparzania butelek i szczególna troska o przesadną
    higienę troszkę mnie przerażała więc wolałam pocierpieć i wybrać wygodę…

    Na jednym ze szczepień, jak córka miała już przeszło rok wymsknęło
    mi się przy jej pani doktor, że nadal karmię piersią, spodziewałam się po niej
    innej odpowiedzi. A ona stwierdziła, że moja córka to już „kawał baby” i ona
    odradza karmienie piersią bo potem będzie trudniej odstawić… Swoje sobie
    pomyślałam i wiadomo Matka Polka bywa najmądrzejsza i puściłam to mimo uszu.
    Jej wypowiedź wcale nie zmniejszyła mi przyjemności z karmienia mojego dziecka,
    szkoda tylko, że takie słowa lekarzy potrafią zniechęcać inne mniej pewne
    siebie kobiety do dalszego czerpania przyjemności z karmienia piersią własnego
    dziecka… Takie jest moje zdanie…

    Mówi się, że dzięki karmieniu piersią można schudnąć.
    Oczywiście można, szczególnie w początkowej fazie. W ciąży przytyłam 25kg ze
    względu na ciążę zagrożoną i długie leżenie. Pierwsze 15kg po ciąży ubyło mi
    błyskawicznie. Jednak kolejne kilogramy nie znikały pomimo długiego karmienia.
    Po prostu musiałam wziąć się w garść któregoś pięknego dnia i ćwiczyć
    codziennie z MelB i kinectem, oczywiście nie jeść słodyczy. I schudłam kolejne 8kg
    (ale to już inna historia mojej długiej i czasami trudnej drogi do figury
    sprzed ciąży która także doprowadziła do tego, że jestem zadowolona z
    osiągniętych rezultatów – polecam ćwiczenia z MelB).

    Także podkreślam dzięki karmieniu można stracić dodatkowe
    kilkaset kcal dziennie, jednak jest też druga strona medalu. Nocne bóle
    głodowe. Nikt nie pisze o nich na stronach internetowych. (A one doskwierają mi
    nawet teraz). Po 1,5 roku karmienia, czasem trudno mi przewidzieć czy nie
    zjadłam za mało i poczuję bóle czy zjadłam za dużo i przytyję). O tym, że
    jeżeli w ciągu dnia nie zjem wystarczająco dużo, a karmię to nocą moje ciało mi
    o tym przypomni. Zjem nocą i tyle.

    Nigdzie w internecie nie znalazłam informacji o dziwnych
    objawach które dotykały i dotykają mnie w trakcie karmienia. Wszystko były i są
    winne hormony. Bóle podbrzusza, zawroty głowy, bóle głowy zdarzały się w
    różnych fazach cyklu. Dodatkowo w czasie (u mnie 7 miesięcy) okresu bez
    miesiączki suchość w okolicach intymnych była standadem. Małe zainteresowanie
    sexem, a wydawać by się mogło, że skoro poród nie był drogami natury i nie ma
    przeciwskazań to można szaleć na całego i ma się na to ogromną ochotę. Jednak w
    okresie bez miesiączki sex mógł dla mnie nie istnieć.

    Oczami wyobraźni pamiętam siebie w czasie pierwszych
    miesięcy po urodzeniu dziecka jak siedzę nocą z laktatorem i odciągam pokarm,
    jak nie mogę spać na brzuchu bo bolą mnie piersi, jak nocą wstaję zawsze ja bo
    karmię, 4 razy, 3 razy, 2 razy… Jak w końcu stwierdzam, że będę spała z
    dzieckiem w pokoju bo będę miała je bliżej aby dostawić je do piersi… To
    wszystko pamiętam jak przez mgłę… Karmienie w czasie Wigilii (w kąciku pokoju)
    bo dziecko mimo, że najedzone wciąż domagało się piersi… Karmienie w czasie
    Śniadania Wielkanocnego bo wszyscy jedzą to dziecko także poczuło taką
    potrzebę… Pamiętam siebie karmiącą na parkingu hipermarketu w samochodzie i
    maskującą się żeby nikt nie widział, bo to przecież jest dla niektórych
    niesmaczne. Pamiętam bieganie za osobą która ma klucz do pokoju „Matki z
    dzieckiem” bo chciałam je tam nakarmić, w końcu okazało się, że muszę przejść
    do ochrony na drugi koniec hipermarketu i stwierdziłam, że nakarmię na ławce w
    centrum handlowym maskując się swetrem… Nawiasem mówiąc o dziwo znalazłam kilka pokoi „Matki
    z dzieckiem” w sklepach w których fotele były bardzo wygodne, wręcz idealne do
    karmienia… W innych to było zwykłe krzesło, (masakra podczas karmienia) widać,
    że kierowniczki w tym sklepie nigdy nie karmiły piersią, albo po prostu to byli
    mężczyźni…

    Pamiętam siebie odciągającą pokarm w momencie kiedy dziecko
    zaczęło jeść stałe pokarmy i nie piło już tak dużo mojego mleka. Myślałam, że
    piersi mi nocą eksplodują, a jednak odciągałam dalej… Pamiętam siebie wciąż
    walczącą o to aby dziecko nie zasypiało przy piersi, aby potrafiło zasnąć samo
    w swoim łóżeczku, mimo tego, że perspektywa zasypiania przy cycu jest taka
    kusząca i ułatwiająca życie. Jednak cierpliwość zawsze jest nagradzana dlatego
    odstawienie od piersi nie będzie takie trudne. Moje dziecko nie potrzebuje cyca
    do zasypiania.

    Przez karmienie naturalne moje dziecko nie musi żegnać się z
    butelką, czy ze smoczkiem. Ominęło mnie wiele trudnych momentów które mają mamy
    karmiące butelką. Pośpiech aby szybko wrócić do domu i podać butelkę, dawałam
    moje mleko wtedy kiedy dziecko chciało gdziekolwiek byłam.

    Z perspektywy czasu zdecydowanie wzrosła ilość pytać
    zadawanych mi przez osoby trzecie: „Ty dalej karmisz piersią”? I tak do
    znudzenia… Kolejny Sylwester bez alkoholu, kolejne urodziny bez wina…Kwestia
    przyzwyczajenia… A być może potrafię żyć bez alkoholu? A być może „już
    potrafię”…

    Już niedługo mija 1,5roku od kiedy karmię piersią… Pierwszy
    okres strasznie mi się dłużył… Pytałam samą siebie, jak można karmić rok? T
    przecież kupa czasu… A tu już półtora minęło… Kuszącą myślą jest dla mnie
    karmienie córki do drugiego roku życia. Po prostu z wygody…Z oszczędności… No
    i najważniejsze z powodu troski o odporność dziecka. Oczywiście zdania na ten
    temat (gdy dziecko ma ponad rok) są różne, ale każdy ma prawo do własnej opinii
    i do własnej intuicji.

    Namęczyłam się, napłakałam, ściskałam pięść z bólu, a teraz
    kiedy w końcu karmienie jest już naprawdę przyjemnością to mam przestać? Bo tak
    uważają inni? Bo to nie jest już trendy?

    Przestanę z innego powodu, otóż chciałabym z mężem postarać się o drugie dziecko. Próbowałam
    kilkakrotnie w czasie karmienia, ale niestety organizm nie jest zgrany
    hormonalnie i faza lutealna podobno niedomaga i będę musiała przestać karmić
    aby zajść w ciążę. Przymierzam się do zakończenia karmienia piersią w czasie Świąt
    Wielkanocnych. Mam taką fantazję, może upiekę ciasto przypominające kobiecą
    pierś… Tak na pożegnanie… Oczywiście schrupiemy je w domowym zaciszu i wspólnie
    powiemy: „cycu papa”. Mąż już się cieszy. Może to co piszę wyda się Państwu
    śmieszne, jednak dobrze wiem, że to ja będę miała większy problem z
    zakończeniem karmienia niż moja córka. Z czasem po prostu to pokochałam, z
    czasem po prostu trzeba pozwolić dziecku stać się bardziej samodzielnym… Po
    prostu z wielkiej miłości do dziecka… Myślę o tym i nawet kilka razy dziennie
    łza spływa mi po policzku… Ach ta romantyczna część mojej natury..

    Powiem szczerze uważam, że karmienie piersią nie jest dla
    wszystkich odpowiednie. Nie chodzi tutaj o bycie superbohaterem, męczennicą
    która uratuje świat przed zagładą. Rambo walczącym o swoje przekonania każdego
    dnia, w końcu kobietą która znosi ból w samotności w kącie swojego pokoju.

    Po prostu jest był kolejny wybór w moim życiu. Ale mam zasadę,
    że jak powiedziałam A to powiem i B. Czy to w karmieniu, czy odchudzaniu czy
    czymkolwiek. Niektóre kobiety chcą rodzić naturalnie, innym tylko cesarka w
    głowie. Jedne pragną pozostawić swoje dziecko na kilka godzin, inne siedzą przy
    nim cały dniami i pragnęłyby gdzieś wyjść, ale przecież karmią. Są różne drogi,
    jednak cel jest jeden aby dziecko było nakarmione i szczęśliwe. A to, że ja
    karmiłam to był mój własny wybór, moje trudne, bolesne początki i mój trudny do
    zaakceptowania fakt, że coś tak pięknego któregoś dnia trzeba będzie zakończyć…
    A być może zafunduję sobie tę całą przygodę jeszcze raz… Może będzie łatwiej… W
    końcu jestem trochę fantazyjną Matka Polką tylko już z doświadczeniem – Na
    pewno będzie łatwiej!!! – Fantazja nie znika z upływem lat może to i dobrze…

    Bardzo szanuję kobiety karmiące piersią, jak i te które
    karmiące butelką, te pierwsze i te drugie są bohaterkami – dają dziecku miłość
    w sposób dla siebie najodpowiedniejszy… Lada dzień i ja stanę się mamą
    butelkową… Hm… Może powinnam inaczej to ująć „kubkową” bo moje dziecko świetnie
    sobie radzi pijąc z kubka… Także witajcie mamy karmiące mlekiem modyfikowanym,
    niestety żegnajcie mamuśki cycusiowe… A być może następnym razem opiszę swoje przemyślenia
    odnośnie karmienia mlekiem modyfikowanym :P Muszę tylko nabyć odpowiednie
    doświadczenie w tej dziedzinie, bo na razie jestem zielona, a później już będzie
    z górki.

  29. Agnieszka Borowiecka

    Odkąd ujrzałam te 2 kreseczki na teście, od tej chwili pokochałam tą małą fasolkę w moim ciele :) Dzień narodzin Mikołaja to najcudowniejszy dzień w moim życiu. Pierwsze karmienie piersią było trochę nieporadne ale pielęgniarki bardzo chętnie pokazały jak przystawić maluszka do piersi by ten się odpowiednio najadał. Widok przytulonego bobasa napawał mnie ogromem miłości. Miałam to szczęście, że pokarmu miałam aż nadto. Na wizycie kontrolnej w 6 tyg zycia naszego bąbla, pani doktor powiedziała abyśmy wcale nie dokarmiali mm naszego szkraba, bo przybrał prawie 2 kg w przeciągu 6 tygodni ;). Była bardzo zdziwiona że synek tak ładnie przybrał tylko karmiony piersią. Cała nasza przygoda z karmieniem piersią trwała prawie rok, bo wtedy Mikołajek sam się odstawił.Przeszliśmy na mleko mm. Uważam, że warto karmić piersią ale nic na siłę. Wszystko zależy od jakości pokarmu, od tego czy dziecko się odpowiednio najada, czy ma kolki (bo i na mleku mamy też bywają kolki) itp. Drogie mamy, nie dajcie sobie wmówić, że cos MUSISZ. Zdajmy się na swoją intuicję. Ważne aby i dziecko i mama byli szczęśliwi.

  30. Katarzyna Płuciennik

    Moja historia z karmieniem piersią. Cóż, początkowo gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży oczywiście nastawiałam się w 100% na karmienie piersią. Moja mama pochodzi z wielodzietnej rodziny, ja jestem najstarszą z kuzynek i kuzynów (od strony mamy jest nas 20) więc obserwowałam jak to wszystko wygląda. Tak na prawdę były dla mnie same plusy: brak problemów z butelkami, ciepłą wodą, sterylizowaniem butelek, smoczków itd, mleczko na żądanie w każdym momencie. I tak zaszczepione myśli miałam wciąż w głowie. Niestety im bliżej rozwiązania, tym więcej myśli negatywnych się pojawiało niestety :( powód był jeden mój biust w ciąży z rozmiaru małe E powiększył się do dużego HH!!!! To była dla mnie tragedia. I nie mam tu na myśli względów estetycznych czy problemu z dobraniem bielizny czy chociażby bluzki. Problemem nie były rozstępy, które się pojawiły na skórze piersi. Problem był taki że najzwyczajniej bolał mnie potwornie kręgosłup. Do tego pojawiły się problemy z oddychaniem podczas leżenia na plecach. Kotłowały się w głowie myśli, z jednej strony chciałam karmić, z drugiej strony byłam przerażona tym że podczas produkcji pokarmu biust może być jeszcze większy i cięższy. I w sumie gdy już byłam bliska decyzji że będę karmić mlekiem modyfikowanym, z zaskoczenia dwa tygodnie przed terminem odeszły mi wody. Poród zakończony cięciem cesarskim z powodu odklejania się łożyska robiony w ostatniej chwili. Synka widziałam przez chwilę i do przytulenia dostałam dopiero na drugą dobę bo porodzie. To był najgorszy czas w moim życiu. W brzuszku nic się nie rusza, obok nie ma dziecka, z łóżka nie umiałam wstać… coś strasznego. Bałam się, że synek najzwyczajniej w świecie synek zapomni że ja to jego mama. I wówczas postanowiłam, że aby jak najbardziej umocnić więź z synkiem będę karmiła piersią. Początki to była jedna wielka tragedia. Synek się denerwował, nie chciał chwycić piersi. Położne zamiast przyjść i pomóc to wrzeszczały że głodzę dziecko. Byłam podłamana. Odwiedziny miały być dopiero za kilka godzin a ja nie widziałam co mam zrobić a ze strony personelu medycznego pomocy ZERO!!! A gdyby tego było mało jedna przyszła bo synek płakał i chciała mi pokazać jakie to proste wsadzić dziecku pierś do buzi i gdy próbowała chwycić moją pierś poczułam smród papierosów. Pewnie nawet nie umyła rąk a chciała dotykać mojego dziecka. Po prostu się wściekłam i wyprosiłam z sali. Z pomocą przyszedł mi o dziwo mąż, który zajechał przed wizytą u mnie do apteki i powiedział Pani że mam problem z karmieniem. Przyjechał z kapturkami do karmienia i w końcu dziecko zaczęło jeść!!! Byłam przeszczęśliwa kiedy synek usnął najedzony i spał 3 godziny bez płaczu i konieczności dokarmienia mm.
    Chcąc niechcąc kapturki stały się nieodłącznym elementem podczas karmienia. Ale tylko w taki sposób byłam w stanie wykarmić swoje dziecko. Kiedy synek skończył 3 tygodnie dopadł mnie kryzys laktacyjny. Pielęgniarka środowiskowa, która nas odwiedziła kazała odciągnąć mleko, zaczekała aż się zrobi kożuszek na górze i mnie poinformowała, że ja to raczej dziecka nie wykarmię bo mleko chude. Ale stwierdziłam, że skoro poradziłam sobie na początku, poradzę sobie i z kryzysem i udowodnię, że jestem w stanie dziecko wykarmić.. Akurat trafiło na weekend kiedy mąż był w domu. Ja przez dwa dni dzień i noc leżałam w łóżku i dostawiałam synka do jednej i drugiej piersi na zamianę. Mąż donosił mi tylko jedzenie i picie. Po dwóch dniach wszystko wróciło do normy. Przetrwaliśmy wiele trudnych momentów ale nic nie jest w stanie zastąpić bliskości jaka między nami się nawiązała dzięki cycusiowaniu. Karmiłam synka przez prawie 9 miesięcy.
    I wiedziałam, że kolejne dzieci również będę karmić. Gdy zaszłam w kolejną ciążę, bogatsza o doświadczenia pierwszą rzeczą, jaką kupiłam do wyprawki były kapturki :) i oczywiście kolejny raz się przydały. Na szczęście drugie dziecko rodziłam i winnym szpitalu, gdzie trafiłam na wspaniałe położne i dzięki nim po miesiącu udało mi się karmić z piersi bezpośrednio, bez silikonowych „pomocników”. Synek pił z piersi niecałe 10 miesięcy. Pożegnanie było ciężkie, ale w nocy urządził sobie z cyca smoczka i potrafił się budzić po 20 razy. Obecnie ma rok w nocy zdarza się że raz pije mm i przesypia resztę czasu. Także mimo ciężkich początków, wątpliwości i problemu z dużym biustem zdecydowałam się karmić (niestety wbrew zapewnieniom że biust po karmieniu zmaleje, nie zmniejszył się i nadal noszę ogromne rozmiary). Najbardziej przykrym doświadczeniem były spojrzenia ludzi, kiedy zdarzało się karmić w miejscach publicznych. Wiadomo nie obnażałam się ani nie wywalałam piersi na pokaz wszystkim, zawsze starałam się to zrobić dyskretnie i ze smakiem, jednak głupich komentarzy nie udało się uniknąć i najgorsze że w większości od kobiet.
    Jednak mimo wszystko, kiedyś gdyby pojawiło się kolejne dziecko jeśli tylko będzie mi dane będę karmić na pewno z tego nie zrezygnuję. Nie uwierzę w teorie o chudym pokarmie itd. Dla chcącego nic trudnego.

  31. Nasza Wielka Przygoda dopiero za kilka dni się zacznie… Nasz wielki rodzicielski debiut. Codziennie zastanawiamy się jak to będzie, skreślając dni w kalendarzu, do porodu zostały jedynie trzy tygodnie. Bardzo chciałabym karmić piersią, żeby móc od początku dać małej to co najlepszego może dostać dziecko od matki. Jeszcze jej nie dotknęłam, nie widziałam a już stała się całym moim światem, z pełnym pragnieniem uchronienia ją od całego zła. Staram się nie wyobrażać sobie za dużo bo życie marzenia skutecznie weryfikuje. Zawsze chciałam rodzić naturalnie, jednak wszystko wskazuje na to, że jeśli mała w ciągu trzech tygodni nie ułoży się główką w dół (a leży poprzecznie) – czeka nas cięcie cesarskie. Wiąże się z tym wiele obaw, jak znieczulenie i moja nienajlepsza forma wpłyną na laktację? Boję się, że środki farmakologiczne, stres i poczucie (poniekąd) porażki utrudnią mi karmienie. Mam nadzieję, że w odpowiednim momencie wróci nadzieja i siły a pokarm pojawi się właśnie wtedy, kiedy mała będzie go potrzebować. Marzę o przytuleniu naszej kruszynki, nie przerażają mnie pękające brodawki, ból, chciałabym móc ją wziąć wreszcie w ramiona. Nie wiemy jeszcze jak to będzie, wiemy że nasze życie się zmieni, bo spełniają się nasze marzenia. Jesteśmy pełni obaw i radości. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy będę mogła pochwalić się naszą przygodą z karmieniem. Narazie cała ciąża jest dla nas wielkim cudem a prawdziwe emocje jeszcze przed nami… Pozdrawiam

  32. Małgorzata Serkowska

    Kiedy byłam ciąży przeczytałam
    dziesiątki artykułów o karmieniu piersią. O jego korzyściach i cudownym wpływie
    na rozwój maluszka. Jednak już od pierwszych chwil synek kierował wszystkim.
    Urodził się strasznie leniwy… dwa pociągnięcia i zasypiał. Najpierw 15 minut
    walki żeby udało mu się chwycić cyca i po sekundzie odpływał. Dodatkowo mały
    uparciuszek przez pierwszych kilka dni cały czas trzymał język przy podniebieniu
    co jeszcze utrudniało walkę o karmienie piersią. Natomiast butelkę przyjmował
    od razu. Dlatego podjęliśmy decyzję o zakupie laktatora i ściąganiu pokarmu.
    Synuś od razu się uspokoił, ale i tak na początku pociągnął kilka łyczków i
    zasypiał. Po kilku dniach jadł już normalnie. Niestety mojego pokarmu było
    coraz mniej i musieliśmy posiłkować się mlekiem modyfikowanym. I tutaj kolejna
    niespodzianka… Zdecydowanie lepiej tolerował mleko z puszki niż moje. Bardzo
    dokładnie pilnowałam diety, a mimo wszystko mały się prężył i ewidentnie nie
    dojadał. Po modyfikowanym spał jak suseł i nie było żadnych efektów ubocznych.
    Wtedy podjęliśmy kolejną decyzję… przestaję karmić piersią. Tak naprawdę chodzi
    o to aby maluszek był najedzony i rozwijał się prawidłowo. Po co mieliśmy się
    denerwować przy bądź po jedzeniu? Mój synek sam wybrał sobie rodzaj pokarmu i
    teraz rośnie jak na drożdżach.

    Pozdrawiam,
    Małgorzata Serkowska

  33. Katarzyna Moskała-Czernek

    Pochodzę z rodziny gdzie karmienie piersią jest bardzo ważne
    – kobiety w mojej rodzinie karmiły piersią swoje dzieci bardzo długo – rekordem
    było prawie 2,5 roku. Ciągle słyszałam jakie jest to ważne dla malucha, ile
    dobrego daje dziecku i matce, więc gdy tylko zaszłam w ciążę, od razu postanowiłam, że będę karmić jak najdłużej.
    Nadszedł moment porodu i okazało się, że mój synek musi trafić na intensywną terapię, bo złapał zapalenie płuc. Nie miałam okazji, żeby przystawić go od razu do piersi
    – Kubuś był przez kilka dni dokarmiany butelką przez pielęgniarki, a ja coraz
    bardziej martwiłam się faktem, że nie mam pokarmu. Na szczęście w szóstej dobie
    życia synka pozwolono przystawić mi go do piersi i pokarm pojawił się od razu.
    Kubusiowi bardzo się to spodobało i mógł ssać pierś cały dzień. Czasami miałam
    dość, ale nie poddawałam się, bo mleko matki jest dla dziecka najlepsze. Gdy po
    11 dniach wyszliśmy ze szpitala, nic się nie zmieniło. Kubuś na przemian spał i
    ssał pierś. Byłam wykończona, a dodatkowo jeszcze kończyłam studia i musiałam
    jeździć na uczelnię. W ciągu dnia synek non stop chciał ssać pierś. W nocy
    zasypiałam, karmiąc synka i budziłam się, gdy mały dawał znać, że znów jest
    głodny. Stwierdziłam więc, że może dobrym wyjściem będzie odciąganie pokarmu, by
    mąż mógł choć trochę pomóc, ale okazało się, że tak naprawdę nie ma co
    odciągać. Mimo stosowania się do rad doświadczonych mam, picia herbatek,
    bawarek, itd., pokarmu nie przybywało. Gdy Kubuś miał 2,5 miesiąca, okazało
    się, że przystawianie go do piersi kończy się tylko i wyłącznie płaczem. Byłam
    załamana, gdy stwierdziłam, że nie ma już pokarmu i mimo, że nie było mi łatwo,
    postanowiłam, że będzie karmić go butelką. Na początku było bardzo ciężko, bo
    musiałam wysłuchiwać co to ze mnie za matka… Na szczęście gdy widziałam jak
    synek wspaniale się rozwija i w ogóle nie choruje, przekonałam się, że dobrze
    zrobiłam.

    Postanowiłam jednak, że przy drugim dziecku będę bardziej stanowcza i nie poddam się. Tak więc, gdy zaszłam znów w ciążę, od początku wiele rozmawiałam z położną na
    temat prawidłowego karmienia piersią. Dostałam od niej mnóstwo cennych rad i
    pełna optymizmu czekałam na poród.
    Gdy trafiłam na porodówkę, okazało się, że Szymonek jest bardzo duży, mimo rozwarcia akcja nie postępuje i będzie konieczne cesarskie cięcie. Byłam przerażona wizją operacji oraz tym, że po cięciu mogą być problemy z karmieniem piersią. Na szczęście od razu po porodzie, położono mi synka na brzuchu i mogłam przystawić go do piersi.
    Szymonek zaczął tak łapczywie ssać, mimo że praktycznie nic nie leciało z
    piersi. Ale byłam szczęśliwa, że maluch może od razu przyssać się do piersi. Niestety
    4 dni po porodzie nasze szczęście zostało jednak zakłócone – w domu, na naszych
    oczach zmarł mój tata. Chorował na raka i nie można było go już uratować. Nawet
    pogotowie nie chciało już przyjechać, bo stwierdzili, że „do takich przypadków
    już nie przyjeżdżają”. Następne dni były dla mnie straszne, nie dość, że rana
    po cięciu strasznie bolała, to psychicznie też nie było najlepiej. Wszystko to
    odbiło się niestety na naszym synku – z dnia na dzień straciłam pokarm, co kompletnie
    mnie załamało. Całymi dniami płakałam i obwiniałam się o to, że nie jest dobrą
    matką. Na szczęście mogłam liczyć na wsparcie męża. Nieoceniona okazała się tu
    pomoc położnej, która podczas wizyty wysłuchała nas i powiedziała mi:
    „Dziewczyno, ciesz się swoim szczęściem, a nie zamartwiaj brakiem pokarmu. Masz
    super chłopaków, którzy rozwijają się wspaniale, więc uśmiechnij się”. Te słowa
    podniosły mnie na duchu i przywróciły wiarę w siebie, w końcu też powoli nasze
    życie wracało do normalności.

    Po tych doświadczeniach wiem, że nie można oceniać negatywnie kobiet, które karmią butelką, bo czasem są po prostu do tego zmuszone. Zresztą nie ważne jak dziecko jest karmione – ważne jest, by się prawidłowo rozwijało, było szczęśliwe i kochane.

  34. Oj bałam sie dnia kiedy to pierwszy raz przystawię moją córeńkę do piersi śniło mi się że nie daję rady że brakuje mi mleka ale im bliżej było porodu tym bardziej czułam się spokojna i już doczekać sie nie mogłam tego naszego dotyku w karmieniu tych chwil bliskości. 18 lipca 2009 roku moje marzenie sie spełniło na świat przyszła nasza córeńka Zuzanna i stało się została przystawiona do mojej piersi po prostu zaczęła ssać :) z każdą chwilą było lepiej wiadomo nie ominął nas nawał mleka któe mroziłam, ból brodawek ale to nic w porównaniu z uczuciami jakie wtedy we mnie były. Nasza przygoda z karmieniem piersią i chwilami sam na sam z córką trwały 6 miesięcy i uważam ze to był najpiękniejszy czas lecz córka sama odstawiła sie od piersi i przeszła bez problemu na mleko modyfikowane co dało niesamowitą frajdę tacie Zuzanny bo mógł poczuć w pewnym stopniu to co ja i karmić swoją kruszynkę.

    Był to czas pełnionych marzeń o posiadaniu dziecka, o więzi która dzięki karmieniu piersią jak i butelką powstała w nas i połączyła nas jeszcze większa miłością.

    pozdrawiam szczęśliwa mama Zuzanny – Marta

  35. izabela łabędzka

    Jako młoda mama odczułam bardzo dużą presję jeżeli chodzi o
    karmienie piersią. Elizę urodziłam mając 23 lata i z czystym sumieniem powiem
    że ogromnie zależało mi żeby karmić ja piersią…..żeby była zdrowa i blisko
    nas…tym bardziej że pierwsze dziecko straciliśmy to przewrażliwienie na różne
    tematy było ogromne…..juz w szpitalu zaczęły się problemy mała
    nie chciała pic kręciła sie niedojadała i już wtedy ją dokarminiśmy, nie była
    to dla mnie tragedia jak dla innych mam na oddziale….chciałam po prostu żeby
    moje dziecko było najedzone i zadowolone…..;)po wyjsciu do domu jednak
    zaczeła sie gehenna tak to zwykle bywa ze jezeli ma się wielu doradców i
    pomocników to dobre rady zaczynają wychodzić uszami…….i mi również zaczęły……bo
    co ma zrobic świeżo upieczona mama, przestraszona, przewrażliwiona jak jej
    dzieko płacze , wręcz krzyczy z cyców nic nie leci ,a dookoła chodzi mnóstwo
    ludzi i radzi…radzi, radzi…. apsolutnie nie butelka, trzeba to przeczekać
    ……itd….w domu nie było mleka ani butelki bo oczywiście po co
    kupować……całe towarzystwo rozeszło się a ja calutką noc płakałam nad
    płaczącym dzieckiem które po prostu było głodne….holernie głodne….rano
    godzina 6.00 czcigodny meżus poleciał do apteki po butelkę i mleczko…..nie
    było juz dyskusji….Elize zaczełam dokarmiać chociaż nadal dostawała cyca…..i
    powiem szczeże że jak widziałam miny co niektórych to czułam sie jak zła
    wyrodna matka….a jak po trzech miesiącach jak juz całkowicie przestałam
    karmić usłyszałam że karmię paszą moje dziecko to coś we mnie pękło….i
    obiecałam sobie ze juz nigdy ale to nigdy nie będę aż tak brała do siebie tego
    co mówią inni….Bartuś nasz synek urodził sie z nietolerancją laktozy i nie
    miałam żadnych oporów żeby podac mu butelke….i żeby ulzyc mu w bólu
    brzuszka…..i wiecie co mimo tego ze moje dzieci sa na butelce chowane i piją
    pasze to są zdrowe, nie chorują i wcale nie mam z nimi mniejszego kontaktu a
    wręcz przeciwnie…..i wiem że dzis zachowała bym sie tak samo i bez wyrzutów
    sumienia byłabym butelkową mamą…..zresztą jestem….Macius nasze 3
    szczęście ma miesiąc i pije ohydne mleko(dla alergików) z butekli a
    dlaczego?….a dlatego że miał problemy brzuszkowe….i dzięki niemu jest mu
    lepiej….nie uważam sie za zła matkę bo „pożałowałam” mu cyca bo
    zrobiłam wszystko żeby go nie bolało żeby nie wrzeszczał z bólu i zapłace kazde
    pieniązki żeby spał spokojnie po każdym jedzeniu( a tak nie było)…..jezeli
    mnie boli głowa to biore tabletkę wiec dlaczego moje dziecko miałoby sie
    męczyc…mamy 21 wiek.

    Podsumowując…..chyba nie jestem, za bardzo nowoczesna mamą
    bo moje dzieciątka najdroższe cyca mało widziały…..ale czy przez to złą????……………no
    cóz…niech cały świat myśli jak chce…..a ja wiem jedno kocham moje dzieci
    nad życie i nawet jeżeli całemu swiatu się to nie podoba to ja wiem najlepiej
    co im potrzeba i staram sie dać im to wszystko…..a „butekowe dzieci „tez moga
    być szczęśliwe i zdrowe wiem to z doświadczenia….przecież jestem matką polką
    w rodzinie wielodzietnej…;)………i kochają tak samo mocno jak te
    cyckowe…..;)

    na fot.moje butelkowce

  36. Jagoda Polak-Wątor

    Kiedy dowiedziałam się, że będę Mamą zaczęłam snuć plany dotyczące mojego nienarodzonego jeszcze Dziecka. Zaczęłam planować co kupię, jak mu/jej dam na imię, co spakuję do szpitalnej torby. Od samego początku wiedziałam też jedno – chcę karmić moje dziecko piersią. Kupiłam laktator, czytałam porady dla mam jak wspomóc laktację. Czułam się przygotowana do pełnienia roli Mamy w każdym aspekcie. Kiedy synek pojawił się już na świecie byłam przeszczęśliwa. Nie mogłam się już doczekać kiedy po raz pierwszy będę mogła przystawić synka do piersi. Rodziłam poprzez cc i musiałam poczekać zanim mogłam po raz pierwszy przytulić moje Dziecko. To była najcudowniejsza chwila w moim życiu.

    Wraz z pierwszym przytuleniem przyszła pora na pierwsze przystawienie Synka do piersi. Nie umiałam tego zrobić i nikt w szpitalu nie miał ochoty mnie tego nauczyć. Próbowałam na różne sposoby ale się nie udawało. Synek płakał – był głodny a ja nie potrafiłam go nakarmić. Czułam się taka bezradna.

    Po kilku godzinach przyszła do mnie doradczyni laktacyjna, która pokazała mi jak prawidłowo przystawiać Synka do piersi. Gdy już zrozumiałam jak mam to robić pojawił się inny problem. Nie miałam pokarmu. Czekałam, przystawiałam, przystawiałam i czekałam aż coś zacznie się dziać. Niestety. Pokarm nie napływał a mi sprawiało to coraz większy ból – ale nie fizyczny. Czułam się wyrodną matką, która nie jest w stanie wykarmić swojego Dziecka. Płakałam z bezsilności. Czułam się tak obco. Pytałam siebie dlaczego moje ciało mnie nie słucha? Co zrobiłam źle? Dlaczego los najpierw wystawiał mnie na próbę przez 6 lat kiedy nie mogłam zajść w ciąże a teraz nie daje mi szansy spełnić się w roli MATKI? Dlaczego?? Byłam zła na siebie, wściekła na to, że nie potrafię zmusić mojego ciała do tego, by zaczął produkować mleko. Czułam gorycz porażki. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Powoli się poddawałam.

    Pewnego dnia przyszła do mnie położna, której powiedziałam o moim problemie. Wysłuchała mnie i dała poczucie, że nie jestem jedyną Mamą, która ma taki problem. Często niedoczynność tarczycy – na którą cierpię – powoduje problemy z laktacją. Cierpliwie wyjaśniła mi wszystko odpowiedziała na moje pytania. To dzięki niej poczułam się znowu pełnowartościową Mamą – pełnowartościową KOBIETĄ.

    Było mi ciężko jednak znałam przyczynę moich problemów. Byłam w stanie w końcu je zaakceptować. Zajęło mi to jednak dużo czasu. Dziś wiem, że pomimo tego, że nie byłam w stanie karmić mojego dziecka piersią dałam mu wszystko co może mu dać Matka- MIŁOŚĆ, ODDANIE, POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA i SZCZEŚLIWY DOM. Dziś mój Synek ma 3,5 roku, jest wesoły, łobuzuje i rozwija się prawidłowo. Jego szczęście jest dla mnie najważniejsze. Dzięki cudownej położnej dowiedziałam się wiele o sobie i swoim ciele. I co najważniejsze – zrozumiałam, że pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie zmienić lub przeskoczyć. Musimy je po prostu zaakceptować.

    Jeśli będzie mi dane mieć drugie dziecko będę próbować karmić je piersią. Teraz już wiem, że nie będzie to łatwe ale mam świadomość z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Mam w sobie dość siły by najpierw starać się o moje drugie „dzidziusiowe” marzenie a potem o to, by móc dać mu cząstkę siebie.

    Chcę każdej z MAM powiedzieć, że pomimo tego, że możemy mieć problem z laktacją NIE WOLNO nam myśleć o sobie jako o nieprawdziwych KOBIETACH I MATKACH. Niezależnie czym będzie karmione nasze Dziecko będzie ono szczęśliwe pod warunkiem, że damy Mu MIŁOŚĆ i OTOCZYMY OPIEKĄ. Tylko to jest ważne. PAMIETAJMY O TYM!!

  37. Zuzanna Aleksander

    Gdy byłam w ciąży z pierwszą córeczką cały czas wyobrażałam sobie jak to będzie czuć taką bliskość podczas karmienia. Urodziłam w 36 tc przez cięcie cesarskie z powodu komplikacji. Wiki była tak malutka że wydawało mi się że ona nie będzie miała nawet siły żeby ssać… Ale byłam tak zaaferowana moim pierwszym dzieciątkiem że po prostu przystawiłam do piersi a natura już sama zadziałała. Z pewnością pomogło mi to że nie stresowałam się i przede wszystkim nikt na mnie nie naciskał. Jednak z powodu małej wagi córeczka nie chwyciła się lewej piersi gdzie sutek jest mniej wypukły. Straszono mnie że pokarm zaraz zaniknie, że dostanę zapalenia piersi z powodu zastojów i na dodatek będę miała nierówne piersi. Byłam pełna obaw ale karmiłam bo bardzo chciałam. Próbowałam wszystkiego żeby córeczka złapała tę drugą pierś, ale ani kapturki, ani masowanie brodawek nie przyniosły efektów. Początkowo odciągałam ręcznie pokarm z „nieużywanej” piersi ale w końcu pokarmu było coraz mniej, aż w końcu zanikł. Na szczęście nie narzekałam na brak pokarmu w prawej piersi i jak się okazało karmiłam 10 miesięcy tylko JEDNĄ piersią a karmienie przerwałam dlatego, że byłam w kolejnej ciąży. Córeczka nie była dokarmiana więc nie była przekonana do mleka modyfikowanego ale za to posmakowało jej kozie mleko. Przy drugim dziecku miałam nadzieję że uda mi się „wyrobić” lewą pierś, więc przez cała ciąże masowałam sutek. Niestety efekty były marne i koniec końców druga córeczka też odrzuciła lewą pierś i nie było to dla mnie dziwne tym bardziej że prawą miała już wyrobioną i przetestowaną przez starszą siostre:) Druga córeczka miała problemy z brzuszkiem od urodzenia i dlatego dokarmianie wogóle nie wchodziło w rachubę. Karmiłam tak jak poprzednio jedną piersią i nie miałam żadnych problemów. Córeczka ładnie rosła i wystarczała jej w zupełności zawartość z jednej piersi. Poza tym każda próba przekonania jej do butelki kończyły się niepowodzeniem. Dopiero po skończeniu 12 miesięcy córeczka polubiła kubki niekapki ale do dziś pije tylko soczki i wodę, do mleka nie dała się przekonać wcale. Jedyną obawą która jeszcze pozostała to wielkość piersi. W trakcie karmienia różniły się wielkością ale martwiłam się czy rzeczywiście tak już pozostanie czy jest szansa aby wróciły do dawnych rozmiarów. Dość długo musiłam czekać aby się upewnić bo młodszą córeczkę karmiłam 1,5 roku.Jednak jak się okazało piersi wróciły do swoich rozmiarów i ta „używana” nie jest ani w gorszym stanie ani nie jest też większa co nie ukrywam bardzo mnie ucieszyło. Obecnie spodziewam się synka więc za miesiąc kolejny raz moje piersi a raczej pierś zostanie „uruchomiona”:). Teraz już nie myślę o tym jak przekonać dzieciatko do tej drugiej piersi bo wiem że jedną piersią też wykarmię tak jak wykarmiłam dwie córeczki. Jedyna moja obawa to że chłopak może mieć większe potrzeby ale mam nadzieję że w pierwszych miesiącach będę miała wystarczającą ilość pokarmu a potem jeśli będzie taka potrzeba to będę dokarmiać. Mam tylko nadzieję że synek nie będzie tak oporny na butelki jak jego starsze siostrzyczki. Na koniec chciałam tylko dodać że nie zawsze początki w karmieniu są łatwe ale nie warto się przejmować „radami” innych i poddawać bo zazwyczaj jak się bardzo chce to nikt i nic nie jest w stanie nam przeszkodzić. Wiadomo czasami są sytuacje że po prostu nie jest nam dane karmić naturalnie ale jeśli ktoś bardzo chce to może naprawdę dać dużo dobrego swojemu maleństwu i sobie również bo tą bliskość pamięta się do końca życia…

  38. Gdy urodziłam swojego pierwszego synka Alexa byłam dwudziestoletnią młodą mamą przeczytałam wiele gazet ,książek,poradników dzięki nim wiedziałam ,że chcę karmić swoje dziecko jednak los nie był dla nastak łaskawy gdy urodziłam synka wszytsko było dobrze po raz pierwszy sama przystawiłam syna do piersi żadna z pielęgniarek nie kwapiła się aby mi pokazać jak dobrze mam to zrobić no ale nic sama jakoś sobie poradziłam . Gdy wróciłam do domu tego pokarmu nie było nie wiadomo ile ale starczało aby wykamić synka wiedziałam ze z dnia na dzień będzie go coraz więcej to zależało tylko o demnie i mojej głowy. Równo tydzień po porodzie stalo się coś czego się nie spodziewałam dostałam okropnych bóli brzucha gorszych niż porodowe nie wiedziałam co się zemną dzieje myślałam ,że u mieram . Z tygodniowym dzieckiem wsiadłam do taxówki i pojechałam do szpitala zbadało mnie trzech lekarzy żaden nie powiedział w prost co mi jest jedyne co usłyszałam gdy rozmawiali między sobą ” chyba tam coś zostało”. Zostałam przyjeta w pośpiechu na odział oczywiście z moim malutkim syneczkiem pozniej szerek badań wielki stres ,płacz, zamęt bo nikt nie chciał mi powiedzieć co się zemną dzieje bolało jak nie wiem nie mogłam nawet siedzieć . Skierowali mnie na zabieg gdy się wybudziłam synek był koło mnie pielęgniarki nie kazały karmić przez kilka godzin przyniosły mleko dla małego żeby choć trochę go uspokoić byłam przeciwna ale co miałam robić chciałam żeby synek był zdrowy. Gdy odpoczełam a pięlęgniarka pozwoliła na karmienie synka po przystawieniu go do piersi mleka prawie nie było leciało nie wiadomo co okazało się ,że starciłam swoje mleko i szanse na karmienie mojego dziecka byłam zrozpaczona chciałam go karmić ale nie mogłam. Stres zrobił swoje .Synek od tamtej pory był karmiony mlekiem nan był zdrowy i śilny ale ja miałam wyrzuty sumienia ,że nie mogę dać mu sama tego czego potrzebuje nie czułam się 100% mamą . Teraz jestem w 6 miesiącu ciąży z drugim synkiem i pragnę włożyć wszelkich starań aby wykarmić go swoją piersią mam nadzieje że los się na demną zlituje i nie pozwoli aby było inaczej. Na zdjęciu ja, Natanek w brzuszku i 4 letni Alex .

    1. Amelka albo Filip… starając się z mężem o naszego pierwszego dzidziusia to była jedyna pewna decyzja, a reszta? No cóż, tak bardzo pragnęliśmy dziecka, że w sumie nie zastanawialiśmy się nad innymi sprawami. Teraz, gdy do porodu zostało kilka tygodni nie mogę się już doczekać, by wziąść na ręce naszą Amelkę, by móc ją dotknąć, poczuć jej zapach, usłyszeć jej głos, a przede wszystkim nawiązać z nią więź poprzez karmienie piersią. Dać jej to, co najcenniejsze i najzdrowsze! Czuć jej ciepło, delikatne ciałko i patrzeć w te małe, urocze oczka. Wiem, że niejednokrotnie będą gorsze dni, może pojawić się ból i bezradniość, ale czego nie zrobi się dla tak małego, bezbronnego człowieczka? Będę próbowała, by w pełni poczuć się mamą, by przeżyć to, do czego zostałyśmy stworzone, by dać mojemu dziecku poczucie bezpieczeństwa, a w tym wszystkim będzie wspierał mnie mój mąż! Amelka jest spełnieniem naszych marzeń…, jak to jest możliwe, że z dwóch silnych istot powstaje jedna i to taka kruchutka?

      Kamila Nowak

  39. Basia Nawrocka

    Ze względu na fakt, że nasza mała Zuzia urodzi się dopiero w czerwcu mogę jedynie opisać to czego bym oczekiwała i chciała. Nie powiem, że karmienie piersią niesamowicie mnie przeraża, szczególnie po opowieściach osób bardziej ode mnie doświadczonych w tej kwestii. Boje się, że Mała mnie pogryzie albo sutki nie będą dość „wyciągnięte” (mimo że mąż stara się nad tym pracować hihi). Ze szkoły rodzenia wiem, czysto teoretycznie, jak trzymać jak podawać i wiem przede wszystkim to że nie powinno to sprawiać mi bólu. Więc zakładając, że wszystko będzie w najlepszym porządku to chciałabym aby karmienie piersią zbliżyło mnie z córką, bym miała z nią taki indywidualny kontakt, żeby się czuła przy mnie bezpiecznie. Chciałabym również, żebym dostała od męża wsparcie z tej strony i żeby nasza cała trójka była szczęśliwa, wyobrażam sobie jak mąż w nocy będzie wstawał i podawał mi naszego Bąbelka do karmienia, że ten czas karmienia który zajmuje niesamowicie dużo czasu w trakcie dnia zbliży naszą całą rodzinkę. Mam nadzieje że moje wszystkie wątpliwości zostaną rozwiane w pierwszych tygodniach życia Zuzi.

  40. Moja droga mleczna zaczęła się tak….
    Gdy dowiedziałam się że jestem w ciąży był to dla mnie szok i ogromna radość w jednym . Mam 24lata i jestem w związku małzeńskim od 3lat. Moja historia zacznie się od tego że lakarze twierdzili że nie będę mogła mieć dzieci miałam torbiela na jajniku dwa się wchłoneły za trzecim razem wycieli mi jajnik brałam chormony i byłam bliska depresji młoda dziewczyna tuż po ślubie nie może mieć dzieci , żeby zapomnieć o tym wszystkim wpadłam w wir pracy i robienia kariery liczył się tylko mąż i praca .Po pewnym czasie podjęliśmy decyzję że spróbujemy in vitro albo postaramy się o adopcję , a na razie będziemy cieszyć się sobą mimo tego że czułam się namiastkom kobiety i pragnęłam dziecka starałam się to wszystko ogarnąć i wierzyć w to że będzie dobrze. Wszystkie moje koleżanki miały dzieci lub się ich spodziewały więc było mi ciężko do tego przez ostatni miesiąc fatalnie się czułam myślałam że antybiotyk który brałam był zbyt silny. Wybrałam sie do lekarza dostałam skierowanie na przeróżne badania z których wynikło że jedyną zmianą jest to że jestem w ciąży byłam w takim szoku że nie uwierzyłam lekarzowi , a on na to ze nie wie jak do tego mogło dojść że zrobimy usg żeby potwierdzić. Gdy zobaczyłam na monitorze malutką fasolke była przeszcześliwa moje życie znów obruciło się o 180stopni. Przez dziewięćmiesięcy byłam u lekarza i w szpitalu wiecej niż przez całe swoje życie było mi ciężko bałam się o maleństwo. Dopiero w ósmym miesiącu ciąży dowiedziałam się ze to chłopiec i że będzie zdrowy odpowiednio się rozwija i nic niepokojącego się nie dzieje. Poród odbył się dwa tygodnie szybciej niż było przewidziane byłam gotowa wtedy przynajmniej tak mi się wydawało.
    Synek urodził się ze słabym oddechem nie płakał od razu go zabrali byl w inkubatorze przez kilka dni dostawał antybiotyk . Przynieśli go popołudnie wtedy pierwszy raz miałam go nakarmić była przy mnie pani doktor zajmująca się laktacją. Wtedy wydawalo mi się to takie proste że przystawie dziecko do piersi i wszystko samo pójdzie dalej, ale tak nie było mały dostawał butelkę jak był w inkubatorze więc się rozleniwił i nie chciał ssać i tak było przez kilka następnych dni. Przychodziła pani doktor i pytała czy dziecko ssa pierś powiedziałam że nie chce złapie brodawek ale nie ciągnie kazała pokazać jak karmie. Mimo stresu pokazałm stwierdziła że albo ja nie umiem albo ona nie wie co robie nie tak. Poczułam się zła matką nie potrafię nakarmić własnego dziecka jeszcze większa presja była gdy synek był głodny płakał , a ja nic nie mogłam zrobić poszłam poprosić o butelkę pielęgniarka była bardzo nie miła . Płakałam nie wiedząc co dalej , przyjechł mąż z teściową wtedy też nie usłyszałam słów wsparcia tylko „pierwsze mleko to siara daje dziecku odporność próbuj cały czas” Czekałam na to dziecko bałam się każdego miesiąca żeby ciąża przebiegała pomyślnie, a teraz niby taki szczegół a jak ważny karmienie to ono okazało się wyzwaniem któremu nie mogłam podołać. Byliśmy w szpitalu tydzień najgorszy tydzień mojego życia. Polecono mi nakładki silikonowe do karmienia z tego względu ze na jednej piersi mam dwie brodawki kiedyś mi to nie przeszkadzało ale dziecko nie mogło sobie poradzić to też nic nie dało po powrocie do domu próbowałam karmić naturalnie ale w ostateczności przeszliśmy na mleko modyfikowane. Wtedy zrozumiałam że to nic złego dziecko normalnie przybierało na wadze i zawsze bylo najedzone , a to było dla mnie najważniejsze dopiero od tamtej chwili moglam w pelni cieszyć się macierzyństwem bez presji psychicznie bylam wyczerpana i to tylko z powodu braku wsparcia i nacisku innych.Teraz jestem zadowolona ze swojego wyboru i szcześliwa . Mam wspaniałego synka który jest moim skarbem i nie zmieniła by tych chwil na żadne skarby swiata dzięki niemu jestem innym człowiekiem jestem silna i pewna siebie jestem szczęśliwa mamą :) może nie wszystkie chwile są moimi ulubionymi ale teraz wiem że życie może nas zaskoczyć na różne sposoby i to my sie dopasowujemy do jego rytmu …

  41. a ja mam dwoje syn jest starszy coreczka mlodsza.czytajac wasze historie moja jest zwykla.przy pierwszej ciazy karmilam 3 tygodnie mowiono mi ze mam malo tresciwy pokarm do tego doszlo zapalenie piersi(okropny bol)no i zalamka wszystko na raz.przy drugim powiedzialam sobie ze musze i bede karmic
    oj nie myslcie ze bylo tak latwo pierwsze pokarm nie chcial przyjsc pogryzione brodawki nawal pokarmu przez nieprawidlowe przystawianie :-( . przeskoki czyli wiszenie na cycku by pokarm byl bardziej tresciwy.karmilam tak do 11 miesiecy wszystko sie pouspokajalo przestalo bolec i pokarm sie unormowal sutki sie zagoily chociaz blizny zostaly.Zaluje jednego ze tak szybko poddalam sie. przy pierwszym dziecku.wiem ze nie mozna sluchac innych i sie nie poddawac.bo to super wygoda i zawsze swierze i cieple mleczko a w nocy wystarczy tylko przytulic.

  42. Ania Macharzina

    Dzień 1. Przyszła na świat maleńka, różowa, pucołowata. Pokochałam ją od pierwszej chwili. Położono mi ją na piersi. Poczułam „coś” co nigdy wcześniej mnie nie spotkało. Pielęgniarka pokazała mi jak przystawić maleńką do piersi. Karmiłam, a przynajmniej tak mi się wydawało. Aż przyszła pierwsza noc….
    Dzień 2. Zuzia płakała. Płakała całą noc i cały dzień. Kołysałam, bujałam, przystawiałam do piersi. Siostry na oddziale zlitowały się i dały jej buteleczkę mleka. Przestała. Ale to była chwilowa radość.
    Dzień 3 – wracamy do domu. Teraz już będzie z górki.
    Dzień 4,5,6 – Zuzia non stop płacze, a ja wciąż przystawiam, daje mleko z butelki, kołyszę, bujam. Zaczynam świrować.
    Dzień 7 – Trafiamy do szpitala – ileż można płakać? Lekarka prowadząca uważa mnie za wyrodną matkę, ponieważ daję dziecku mleko modyfikowane. Zuzia płaczę. Ja płaczę.
    Dzień 8 i 9 – Zuzia nadal płacze. Moje piersi bolą od przystawiania. Lekarz diagnozuje moją depresję poporodową, a u córki – zdenerowanie zdenerwowaną matką.
    Dzień 10 – mąż przyprowadza psychologa. „Pani Aniu, nie mlekiem matki świat się kręci. Proszę schować te piersi, prosze zapomnieć o karmieniu bo zwariuje Pani. Proszę się zastanowić czy Pani tego chce? Czy sprawia to Pani przyjemność? Nie musi”.
    Otwiera mi oczy! Nie, nie chcę karmić mojego dziecka nie dlatego, że go nie kocham, ale dlatego, że moje działo, moja psychika tego nie chce. Źle się z tym czuje.
    Koniec. Maleńka zaczyna pić mleko modyfikowane.
    Przestaje płakać. Zasypia. Śpi. Cisza.
    Jest spokojna. Tak jak ja.
    I wiele mam, może mnie potępiać. Może uważać, że nie chciałam dla własnego dziecka walczyć; że nie dałam mu tego co najlepsze; że przeze mnie będzie narażone na choroby…każdy może mieć swoją opinie.
    Ja, uważam, że wtedy to była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć.
    Spokój jaki dostałam odstawiając dziecko od piersi pozwolił mi się w pełni cieszyć macierzyństwem.

  43. Agata Filipiak

    Czytając temat konkursu rozmarzyłam się na dłuższą chwilę,
    wróciłam wspomnieniami do początków Naszej (mojej i mojej córeczki Małgosi) „mlecznej
    przygody” i powiedziałam sama do siebie: „Muszę, po prostu muszę to napisać!”.
    Spisać dokładnie moje wspomnienia, przemyślenia i refleksje. Rzeczy o których
    nie pisze się z reguły nawet na stronach internetowych poświęconych stricte laktacji.
    Przedstawiam tutaj moje karmienie piersią „od kuchni” i mam szczerą nadzieję,
    że pojawi się uśmiech na Twojej twarzy – droga czytelniczko podczas czytania
    tej opowieści. Czy jesteś kobietą w ciąży, mamą karmiącą która walczy o swoją
    laktację, mamę która wykarmiła piersią 3 dzieci, mamą która karmi butelką z
    wyboru lub po prostu nie wszystko ułożyło się z karmieniem po Twojej myśli
    dowiesz się czegoś ciekawego czytając właśnie moje zgłoszenie konkursowe…

    Nie myślałam zbyt wiele o karmieniu piersią w czasie ciąży.
    Moje podejście z perspektywy czasu wydaje mi się wręcz fantazyjne, szczególnie
    w dobie internetu. Przeczytałam o karmieniu piersią kilka artykułów i
    stwierdziłam prosto z mostu – Dam radę!
    Jestem twarda, przecież niedługo będę (dosłownie i w przenośni) należeć do zaszczytnego grona Matek Polek. To zobowiązuje prawda?

    Dlatego po porodzie trwającym 10h (który niestety na finiszu
    zakończył się cesarskim cięciem, ze względu na spadające tętno u dziecka i
    zagrożenie jego życia) musiałam w końcu zderzyć się z twardą
    rzeczywistością… To znaczy z wklęsłymi
    sutkami przez które musiałam chodzić do szpitalnej kuchni (znajdującej się na
    innym oddziale) aby wrzątkiem z czajnika wyparzyć silikonowe nakładki po każdym
    ich użyciu – a z raną po cięciu (24h po operacji) takie przechadzki nie były
    zbyt przyjemne, tym bardziej, że musiałam to robić kilka razy na dobę. Może są
    osoby które silikonowe nakładki podałyby nie umyte ponownie noworodkowi, ale
    niestety nie ja.

    Jak to bywa w Polskich szpitalach dzieci po urodzeniu
    dostają buteleczki z mlekiem modyfikowanym, tak też było i w naszym przypadku
    dlatego przez pierwszy tydzień karmiłam raz piersią, a gdy dziecko nie
    potrafiło obsłużyć cycusia to butelką, za chwile znów pierś, znów butelka.
    Nawet mój mąż z natury cierpliwy stwierdził: „Co się tak męczysz, daj butelkę”,
    ale jak tylko wyszedł ze szpitala nadal próbowałam raz pierś, a kiedy płacz to
    butelka… I tak do znudzenia…

    Z niechętnymi do pomocy położnymi które spotkałam na swojej
    drodze po porodzie nie było mi po drodze w konwersacji. Doskwierał mi bardzo ból podbrzusza (gdyż
    należę do tej grupy kobiet które niestety odczuwają ból rany bardzo intensywnie
    i naturalnie mogłabym rodzić 10 razy byleby nie wstawać po cesarskim cięciu ).

    Nigdy nie zapomnę kobiety która leżała obok na łóżku i
    odciągała pokarm laktatorem dla swojego wcześniaka. Zapytałam ją czy odciągania
    elektronicznym laktatorem który udostępniał szpital boli? Odpowiedziała, że
    nie. Stwierdziłam, że odciąganie tą maszyną wygląda przerażająco, ale skoro ona
    twierdzi, że nie boli to dam radę. No i spróbowałam ze względu na nawał pokarmu
    który miałam i ogromny ból piersi który odczuwałam. Jednak moim zdaniem to nie
    był laktator, to raczej przypominał
    dojarkę i musiałam naprawdę zacisnąć zęby żeby po pierwsze siedząc i
    czując bój nogi promieniujący od rany po cięciu i ból piersi w czasie
    odciągania nie załamać się psychicznie… W tle słyszałam tylko piosenkę zespołu
    Enej: „Tak smakuje życie” i myślałam o my God …
    W szpitalu ze względu na swoją ranę przeleżałam tydzień jednak dzięki
    temu wychodząc ze szpitala moja laktacja była w miarę unormowana.

    Oczywiście przychodziła do mojego domu położna środowiskowa
    (tym razem trafiła mi się naprawdę troskliwa kobieta i szczerze jej z tego
    miejsca dziękuję) i twierdziła, że karmię tak jakbym wykarmiła już w życiu troje
    dzieci. Powiem szczerze, że w tamtym okresie było to dla mnie budujące i czułam
    się jak prawdziwa, „wydajna mleczarnia” i gdybym tylko mogła pomóc jakiemuś
    wcześniakowi podzieliłabym się z nim swoim mlekiem, tak po prostu z czystej
    życzliwości, ale niestety nie znałam rodziców innych potrzebujących mleka
    wcześniaków, a bank mleka był za daleko, a szkoda..

    Moje dziecko piło spokojnie, nauczyłyśmy się siebie nawzajem
    i potrafiłyśmy współpracować mimo początkowych trudności. Po wyjściu ze
    szpitala nie kupiłam więcej buteleczki z gotowym mlekiem modyfikowanym. Po
    kilku tygodniach zrezygnowałam z nakładek silikonowych, cykl karmień uregulował
    się. Karmiłam zarówno w dzień jak i w nocy, co trzy godziny. Bywały dni, że córka
    była przy piersi przez cały dzień. Wtedy ilość mleka dostosowywała się do
    potrzeb dziecka. Moje dziecko urodziło się z wagą bliską 4kg i bardzo dobrze
    przybierało na wadze. Uwielbiało jeść. I nawet nie przyszło mi do głowy aby je
    dokarmiać. Zaufałam naturze i w moim przypadku natura miała rację, wszystko
    szło ku dobremu…

    Pamiętam jak położna środowiskowa powiedziała, że matka
    karmiąca może jeść prawie wszystko i zapytała na co bym miała największą
    ochotę? Przed oczami zobaczyłam danie które chodziło za mną od kilku tygodni,
    stwierdziłam: „Bigos”. Spojrzała i zaśmiała się , powiedziała, że jeżeli mam
    ochotę to mam zrobić sobie taką lekką wersję bigosu, sprawdzić czy dziecku nie
    zaszkodzi, nie zaszkodziło… Nie znaczyło to wcale, że codziennie jadłam tylko
    bigos, ale próbowałam cytrusów, orzechów, czekolady i okazało się, że córka nie
    miała kolek i koniec końców jadłam już wszystko… A córka była szczęśliwa, że
    mama mimo bólu piersi przynajmniej pojeść sobie mogła.

    Z faktu, że nie miałam zamiaru wracać do pracy, jestem osobą
    zorganizowaną i mam tylko jedno dziecko mogłam sobie pozwolić, aby karmić przez
    bardzo długi czas w ciągu dnia. Z czasem dawało mi to coraz więcej
    przyjemności. Piszę z czasem, gdyż obowiązkowo zaliczyłam zastój w piersiach
    (wystarczyły okłady kapusty), pogryzione brodawki (obyło się bez krwi gdyż
    najwidoczniej dobrze przystawiałam dziecko), ból sutków trwający kilka sekund
    na początku karmienia to tak jakby ktoś ciął brodawkę żyletką – pamiętam to do
    dzisiaj… Mówiłam wtedy sama do siebie: „Agata to już ostatni raz dajesz mleko z
    piersi, następnym razem odciągniesz i podasz butelką, bo nie wytrzymasz tego bólu”,
    tutaj powinno paść jedno z najbardziej niecenzuralnych słów jakie znam,
    oczywiście wypowiadałam je tylko w głowie podczas tego bólu”. A jednak
    wytrzymałam. Obiecałam sobie, że nic za wszelką cenę, jeżeli nie poradzisz
    sobie i przerwiesz karmienie nic się nie stanie. Jednak ból się pojawił, a ja
    zagryzłam zęby i skończyło się, że było za wszelką cenę. Chyba jestem
    idealistką. No i momentami było na siłę, ale cóż Matka Polka jest największym superbohaterem
    we wszechświecie, a nie jak głoszą to w telewizji Superman, bo on przecież nie
    istnieje. On by chyba tego nie wytrzymał, staram się w to wierzyć i jest mi lepiej.

    Pamiętam jak jeszcze karmiłam często i z zazdrością
    patrzyłam na mamy noszące bluzki takie jakie tylko zechcą. W szafie w widocznym
    miejscu wisiały u mnie bluzki kopertowe, takie z dużym dekoltem i koszule z
    guzikami. Biustonosze do karmienia to nie była esencja kobiecości, a kiedy
    tylko przytulałam się do męża, czy rozczulałam widokiem niemowlaczka w reklamie
    z piersi wypływało mleko…

    Wierzyłam, że pewnego dnia będzie lepiej… Musiałam w to
    wierzyć, żeby czuć w sobie siłę (słuchałabym na okrągło słowa piosenki śpiewaną
    przez Hanię Stach i Andrzeja Lamperta – „Masz w sobie wiarę”, polecam ją,
    szczególnie fragment: „Nic nie jest
    niemożliwe, choć są dni, gdy trudno uwierzyć w to…”). Może za każdym
    razem wygrywała ta bardziej uparta część mojego charakteru. Może ta moja
    fantazyjna strona, która podpowiadała, że jak boli to trzeba walczyć… I ma to
    jakiś sens. Cóż, po prostu z całego serca chciałam karmić piersią sama z siebie
    (bez nacisku z zewnątrz). Jako młoda mama byłam dumna ze swojego postanowienia…
    No i troszkę leniwa, gdyż perspektywa wyparzania butelek i szczególna troska o przesadną
    higienę troszkę mnie przerażała więc wolałam pocierpieć i wybrać wygodę…

    Na jednym ze szczepień, jak córka miała już przeszło rok
    wymsknęło mi się przy jej pani doktor, że nadal karmię piersią, spodziewałam
    się po niej innej odpowiedzi. A ona stwierdziła, że moja córka to już „kawał
    baby” i ona odradza karmienie piersią bo potem będzie trudniej odstawić… Swoje
    sobie pomyślałam i wiadomo Matka Polka bywa najmądrzejsza i puściłam to mimo
    uszu. Jej wypowiedź wcale nie zmniejszyła mi przyjemności z karmienia mojego
    dziecka, szkoda tylko, że takie słowa lekarzy potrafią zniechęcać inne mniej
    pewne siebie kobiety do dalszego czerpania przyjemności z karmienia piersią własnego
    dziecka… Takie jest moje zdanie…

    Mówi się, że dzięki karmieniu piersią można schudnąć.
    Oczywiście można, szczególnie w początkowej fazie. W ciąży przytyłam 25kg ze
    względu na ciążę zagrożoną i długie leżenie. Pierwsze 15kg po ciąży ubyło mi
    błyskawicznie. Jednak kolejne kilogramy nie znikały pomimo długiego karmienia.
    Po prostu musiałam wziąć się w garść któregoś pięknego dnia i ćwiczyć
    codziennie z MelB i kinectem, oczywiście nie jeść słodyczy. I schudłam kolejne 8kg
    (ale to już inna historia mojej długiej i czasami trudnej drogi do figury
    sprzed ciąży która także doprowadziła do tego, że jestem zadowolona z
    osiągniętych rezultatów – polecam ćwiczenia z MelB).

    Także podkreślam dzięki karmieniu można stracić dodatkowe
    kilkaset kcal dziennie, jednak jest też druga strona medalu. Nocne bóle
    głodowe. Nikt nie pisze o nich na stronach internetowych. (A one doskwierają mi
    nawet teraz). Po 1,5 roku karmienia, czasem trudno mi przewidzieć czy nie
    zjadłam za mało i poczuję bóle czy zjadłam za dużo i przytyję). O tym, że
    jeżeli w ciągu dnia nie zjem wystarczająco dużo, a karmię to nocą moje ciało mi
    o tym przypomni. Zjem nocą i tyle.

    Nigdzie w internecie nie znalazłam informacji o dziwnych
    objawach które dotykały i dotykają mnie w trakcie karmienia. Wszystko były i są
    winne hormony. Bóle podbrzusza, zawroty głowy, bóle głowy zdarzały się w
    różnych fazach cyklu. Dodatkowo w czasie (u mnie 7 miesięcy) okresu bez
    miesiączki suchość w okolicach intymnych była standadem. Małe zainteresowanie
    sexem, a wydawać by się mogło, że skoro poród nie był drogami natury i nie ma
    przeciwskazań to można szaleć na całego i ma się na to ogromną ochotę. Jednak w
    okresie bez miesiączki sex mógł dla mnie nie istnieć.

    Oczami wyobraźni pamiętam siebie w czasie pierwszych
    miesięcy po urodzeniu dziecka jak siedzę nocą z laktatorem i odciągam pokarm,
    jak nie mogę spać na brzuchu bo bolą mnie piersi, jak nocą wstaję zawsze ja bo
    karmię, 4 razy, 3 razy, 2 razy… Jak w końcu stwierdzam, że będę spała z
    dzieckiem w pokoju bo będę miała je bliżej aby dostawić je do piersi… To
    wszystko pamiętam jak przez mgłę… Karmienie w czasie Wigilii (w kąciku pokoju)
    bo dziecko mimo, że najedzone wciąż domagało się piersi… Karmienie w czasie
    Śniadania Wielkanocnego bo wszyscy jedzą to dziecko także poczuło taką
    potrzebę… Pamiętam siebie karmiącą na parkingu hipermarketu w samochodzie i
    maskującą się żeby nikt nie widział, bo to przecież jest dla niektórych
    niesmaczne. Pamiętam bieganie za osobą która ma klucz do pokoju „Matki z
    dzieckiem” bo chciałam je tam nakarmić, w końcu okazało się, że muszę przejść
    do ochrony na drugi koniec hipermarketu i stwierdziłam, że nakarmię na ławce w
    centrum handlowym maskując się swetrem… Nawiasem mówiąc o dziwo znalazłam kilka pokoi „Matki
    z dzieckiem” w sklepach w których fotele były bardzo wygodne, wręcz idealne do
    karmienia… W innych to było zwykłe krzesło, (masakra podczas karmienia) widać,
    że kierowniczki w tym sklepie nigdy nie karmiły piersią, albo po prostu to byli
    mężczyźni…

    Pamiętam siebie odciągającą pokarm w momencie kiedy dziecko
    zaczęło jeść stałe pokarmy i nie piło już tak dużo mojego mleka. Myślałam, że
    piersi mi nocą eksplodują, a jednak odciągałam dalej… Pamiętam siebie wciąż
    walczącą o to aby dziecko nie zasypiało przy piersi, aby potrafiło zasnąć samo
    w swoim łóżeczku, mimo tego, że perspektywa zasypiania przy cycu jest taka
    kusząca i ułatwiająca życie. Jednak cierpliwość zawsze jest nagradzana dlatego odstawienie
    od piersi nie będzie takie trudne. Moje dziecko nie potrzebuje cyca do
    zasypiania.

    Przez karmienie naturalne moje dziecko nie musi żegnać się z
    butelką, czy ze smoczkiem. Ominęło mnie wiele trudnych momentów które mają mamy
    karmiące butelką. Pośpiech aby szybko wrócić do domu i podać butelkę, dawałam
    moje mleko wtedy kiedy dziecko chciało gdziekolwiek byłam.

    Z perspektywy czasu zdecydowanie wzrosła ilość pytać
    zadawanych mi przez osoby trzecie: „Ty dalej karmisz piersią”? I tak do
    znudzenia… Kolejny Sylwester bez alkoholu, kolejne urodziny bez wina…Kwestia
    przyzwyczajenia… A być może potrafię żyć bez alkoholu? A być może „już
    potrafię”…

    Już niedługo mija 1,5roku od kiedy karmię piersią… Pierwszy
    okres strasznie mi się dłużył… Pytałam samą siebie, jak można karmić rok? T
    przecież kupa czasu… A tu już półtora minęło… Kuszącą myślą jest dla mnie
    karmienie córki do drugiego roku życia. Po prostu z wygody…Z oszczędności… No
    i najważniejsze z powodu troski o odporność dziecka. Oczywiście zdania na ten
    temat (gdy dziecko ma ponad rok) są różne, ale każdy ma prawo do własnej opinii
    i do własnej intuicji.

    Namęczyłam się, napłakałam, ściskałam pięść z bólu, a teraz
    kiedy w końcu karmienie jest już naprawdę przyjemnością to mam przestać? Bo tak
    uważają inni? Bo to nie jest już trendy?

    Przestanę z innego powodu, otóż chciałabym z mężem postarać się o drugie dziecko. Próbowałam
    kilkakrotnie w czasie karmienia, ale niestety organizm nie jest zgrany
    hormonalnie i faza lutealna podobno niedomaga i będę musiała przestać karmić
    aby zajść w ciążę. Przymierzam się do zakończenia karmienia piersią w czasie Świąt
    Wielkanocnych. Mam taką fantazję, może upiekę ciasto przypominające kobiecą
    pierś… Tak na pożegnanie… Oczywiście schrupiemy je w domowym zaciszu i wspólnie
    powiemy: „cycu papa”. Mąż już się cieszy. Może to co piszę wyda się Państwu
    śmieszne, jednak dobrze wiem, że to ja będę miała większy problem z
    zakończeniem karmienia niż moja córka. Z czasem po prostu to pokochałam, z
    czasem po prostu trzeba pozwolić dziecku stać się bardziej samodzielnym… Po
    prostu z wielkiej miłości do dziecka… Myślę o tym i nawet kilka razy dziennie
    łza spływa mi po policzku… Ach ta romantyczna część mojej natury..

    Powiem szczerze uważam, że karmienie piersią nie jest dla wszystkich
    odpowiednie. Nie chodzi tutaj o bycie superbohaterem, męczennicą która uratuje
    świat przed zagładą. Rambo walczącym o swoje przekonania każdego dnia, w końcu
    kobietą która znosi ból w samotności w kącie swojego pokoju.

    Po prostu jest był kolejny wybór w moim życiu. Ale mam
    zasadę, że jak powiedziałam A to powiem i B. Czy to w karmieniu, czy
    odchudzaniu czy czymkolwiek. Niektóre kobiety chcą rodzić naturalnie, innym
    tylko cesarka w głowie. Jedne pragną pozostawić swoje dziecko na kilka godzin,
    inne siedzą przy nim cały dniami i pragnęłyby gdzieś wyjść, ale przecież
    karmią. Są różne drogi, jednak cel jest jeden aby dziecko było nakarmione i
    szczęśliwe. A to, że ja karmiłam to był mój własny wybór, moje trudne, bolesne
    początki i mój trudny do zaakceptowania fakt, że coś tak pięknego któregoś dnia
    trzeba będzie zakończyć… A być może zafunduję sobie tę całą przygodę jeszcze
    raz… Może będzie łatwiej… W końcu jestem trochę fantazyjną Matka Polką tylko
    już z doświadczeniem – Na pewno będzie łatwiej!!! – Fantazja nie znika z
    upływem lat może to i dobrze…

    Bardzo szanuję kobiety karmiące piersią, jak i te które
    karmiące butelką, te pierwsze i te drugie są bohaterkami – dają dziecku miłość
    w sposób dla siebie najodpowiedniejszy… Lada dzień i ja stanę się mamą butelkową…
    Hm… Może powinnam inaczej to ująć „kubkową” bo moje dziecko świetnie sobie
    radzi pijąc z kubka… Także witajcie mamy karmiące mlekiem modyfikowanym,
    niestety żegnajcie mamuśki cycusiowe… A być może następnym razem opiszę swoje
    przemyślenia odnośnie karmienia mlekiem modyfikowanym :P Muszę tylko nabyć
    odpowiednie doświadczenie w tej dziedzinie, bo na razie jestem zielona, a
    później już będzie z górki.

  44. Edyta Skrzydło

    Moja historia z karmieniem ,do dzisiaj wywołuje u mnie gęsią skórkę. Po 4 latach starań na teście pojawiły się dwie kreseczki. Byłam przeszczęśliwa w 6 miesiącu już miałam wszystko ,łącznie z laktatorem ,bo oczywiście nastawiałam się na karmienie , po porodzie przystawiono mi synka do piersi ,lecz tylko płakał ,przyszła pielęgniarka i mówi ,że przystawiać cały czas ,a pokarm poleci ,tak robiłam ,a synek wręcz piszczał postanowiono podać mu butlę , całą noc płakał a ja przystawiałam do piersi ,w między czasie walczyłam z laktatorem , w nocy znowu podano MM . Rano odwiedziła mnie pani z poradni laktacyjnej, pokarmu ani kropelki ,zbadała mi piersi ,popatrzyła i poszła po około godzinie przyszły dwie kobity ,znowu zbadały piersi. No wiesz karmić to ty nie będziesz. Załamałam się wyłam jak bóbr ,przychodziły pielęgniarki z mlekiem dla synka ,pocieszały mnie ,a ja walczyłam z laktatorem mając nadzieję ,że pokarm się pojawi ,piłam herbatki. W trzeciej dobie poddałam się bo na sutkach miałam wielkie krwawiące rany ,jak brałam dziecko na ręcę to łzy z bólu mi ciekły. Całkowicie się pogodziłam z brakiem pokarmu po ok 3 tygodniach , pomimo karmienia butelką również nawiązywałam więź z moim dzieckiem ,czułam się szczęśliwa . Po pewnym czasie dotarło do mnie ,że matka która karmi butelką wcale nie jest gorsza ,przecież kocham swoje dziecko najbardziej na świecie ,i nie zmieni tego nic!

  45. Anna Haluszczak

    Gdy jeszcze byłam w ciąży, postanowiłam, że będę karmiła piersią. Nie było to uleganie modzie, raczej przeświadczenie o tym, że karmiąc piersią ochraniam moje dziecko przed chorobami i daję mu to, co mogę najlepszego.
    Miało być tak pięknie, miało być tak łatwo. Bo przecież karmienie piersią to sama natura! Na szkole rodzenia uczyli nas, że dziecko nawet samo jest w stanie „odszukać” pierś, by się najeść. Niby proste. Jednak nie do końca.
    Pierwsze karmienie – jeszcze na sali porodowej – rzeczywiście przebiegło książkowo. Pielęgniarka pomogła mi przystawić Karolcię do piersi, a ona ładnie jadła. Super! Czyli kłopotów nie będzie – pomyślałam. Dalszy ciąg nie był jednak taki optymistyczny.
    Karolinka nie wiem dlaczego tolerowała tylko jedną pierś. Walczyłam więc z różnymi pozycjami, by zaczęła jeść z obu. Udało się – uff. Ssała silnie – za silnie…
    Już po miesiącu przyszły straszne kłopoty. Tak poraniła mi brodawki, że zaczęła z nich lecieć ropa. Byłam załamana.
    Nie dość, że nie mogłam nawet normalnie się ubrać (każde odzienie z racji ranek sprawiało mi mega ból), to jeszcze bałam się, że Małej zadzieje się krzywda. Byłam jednak uparta.
    Jeszcze w szpitalu dostaliśmy materiały na temat karmienia – wraz z numerami telefonów do pielęgniarek laktacyjnych. Zadzwoniłam do jednej z nich i umówiłam się na spotkanie. Na miejscu pielęgniarka sprawdziła, że pokarmu mam sporo, ale rzeczywiście brodawki wyglądają źle. Wezwała do konsultacji lekarza. Ten przepisał antybiotyk. Na szczęście powiedział, że mogę dalej karmić biorąc lek. Zawzięłam się w sobie i powiedziałam, że daję nam obu miesiąc. Jeśli w ciągu miesiąca wszystko się unormuje – obie wygrałyśmy.
    Przeprawa była ciężka. Każde karmienie sprawiało mi straszny ból, jednak tak bardzo potrzebowałam bliskości córeczki. I wierzyłam w to, że i ona jej potrzebuje. Minął miesiąc. W tym czasie rany się zagoiły, a my nauczyłyśmy się cieszyć sobą bez bólu.

    Miałam w tym czasie ogromne wsparcie w moim mężu, który mocno kibicował nam na kazdym kroku. Dało radę – potem, z każdym kolejnym dniem karmienie było już tylko czasem spokoju i radości.

  46. Natalia Sobuń

    ‚Karmienie piersią? Ależ naturalnie, nie wiem czemu miałoby być inaczej.’ – ta myśl towarzyszyła mi przez cały okres ciąży. Ba, nawet dużo wcześniej, gdy bycie mamą było planem na daleką przyszłość. W ciąży uczestniczyłam w wielu warsztatach, na których zachwalano pokarm kobiecy. W szkole rodzenia przystawialiśmy do piersi lalki. ‚Łatwizna! Zresztą dzieci rodzą się z odruchem ssania i same wędrują do piersi’ – powtarzałam sobie w ostatnim miesiącu ciąży.
    spotkanie z rzeczywistością było jednak okrutne… Po narodzinach Ignasia, gdy położna przyglądała się moim próbom nakarmienia synka po raz pierwszy, usłyszałam słowa, które chodzą za mną do dziś: ‚Dziecko jest zmęczone porodem, nie ma co go męczyć. Proszę podać butelkę, bo widać, że jest bardzo głodne’. Jak to, tak po prostu? Próbowałam jeszcze przez chwilę, ale synek krzyczał coraz głośniej. Położna bez wahania nakarmiła go butelką, a ja nie miałam sił protestować.
    Kolejny dzień to była moja walka z piersiami. Twarde, bolące, czułam, że bardzo chcę nakarmić synka. Poprosiłam o pomoc położną laktacyjną, która boleśnie ugniatała mi piersi i strzykawką próbowała wyciągnąć brodawki. Byłam cała spięta, skrępowana, moje ciało odmawiało współpracy a synek płakał z głodu. I znów kolejna butelka…
    Zrozpaczona płakałam w nocy mężowi do słuchawki telefonu. To nie tak miało być, nie tak to sobie wymarzyłam, nie tak planowałam…
    ‚Spokojnie kochanie. Pomogę ci, tylko się nie poddawaj’ – te słowa mojego męża dały mi moc. Wypożyczyłam laktator i regularnie odciągałam pokarm, żeby upewnić się, że mam mleko i podawałam je synkowi z butelki. Przed każdym takim karmieniem przystawiałam maluszka do piersi, zaopatrzyłam się już jednak w specjalne kapturki do karmienia, które ułatwiały maluchowi złapanie brodawki. Mimo najlepszych maści na brodawki zmagałam się z pęknięciami i krwawiącymi ranami. Płakałam z bólu podczas karmienia. Potem walka z odstawianiem kapturków i nawałem pokarmu. Po drodze nabawiłam się zapalenia piersi, z którego powstał ropień. Był to czas pełen stresu i bólu. Mąż jednak wciąż był przy mnie, wspierał i wierzył, że już niedługo będzie lepiej. I miał rację.
    Ignaś ma 7 tygodni, mi natomiast karmienie synka piersią zaczyna przynosić pierwsze radości. Ból odszedł, a wręcz odczuwam przyjemność podczas karmienia. Rany się goją i ilość pokarmu też powoli się normuje.
    Czuję, że słusznie postąpiłam. Czuję się silna. Wiem, że jestem szczęściarą bo mam cudownego męża, który mnie wspierał. Wiem, że było warto walczyć.

  47. Agnieszka Płonka

    Aby opisać moje przeżycia związane z karmieniem córci muszę
    najpierw trochę wprowadzić Państwa w naszą historię. A więc przez lata
    leczyliśmy się na niepłodność. Wreszcie mieliśmy zaplanowany zabieg in vitro,
    lecz w tym konkretnym cyklu, ku mej ogromnej rozpaczy, okazało się, że nie było
    pęcherzyków i mam pusty cykl… Płakałam kilka dni. Potem pogodziłam się, że
    znowu musimy przełożyć nasze starania o kolejny miesiąc. Jakież było zdziwienie
    i moje i lekarzy, gdy nie dostałam w następnym miesiącu okresu! Zrobiłam w
    sumie 12 testów zanim poszłam potwierdzić ciążę do lekarza! To było przecież
    niemożliwe! Od 2 lat miałam monitowany cykl każdego miesiąca, a tu TAKI cud!
    Lekarz stwierdził, że jeszcze mu się to nie zdarzyło. Wiedział przecież o mnie
    wszystko. Dlatego zawsze już będę nazywała moją córcię cudem. I dlatego też już cała ciąża była dla mnie jak sen i wszędzie towarzyszyła mi radość i euforia. Zaczęłam więc także kupować wszystko, co uważałam za niezbędne. Min. zakupiłam również laktator – nie wyobrażałam sobie inaczej karmić dziecka jak naturalnie. Niestety nie przypuszczałam wtedy nawet, że zostanę wkrótce pozbawiona tej bliskości jaką jest przytulanie maleństwa podczas karmienia piersią. Zaczęło się już w ciąży – sutki bolały mnie tak bardzo, że nie mogłam znieść nawet cienkiej bluzeczki w ich pobliżu, nie mówiąc już o biustonoszu. Ale tłumaczyłam to po prostu przygotowywaniem się organizmu na przyszłe zmiany. Cieszyłam się także, że miałam mnóstwo pokarmu, nie przyszło mi do głowy nawet przez sekundę, że nie dam rady wykarmić córci. Rodziłam poprzez cięcie cesarskie, lecz pokarm cały czas był i wszystko wskazywało na to, że nie
    skończy się jeszcze baaardzo długo. Jak tylko położna położyła mi moje cudne
    maleństwo przy piersiach nie czułam żadnych obaw, tylko ochoczo i z niemałą
    ciekawością przystąpiłam do uczenia się podawania piersi. I tutaj nastąpiło
    pierwsze zderzenie z rzeczywistością i ogromnym bólem… Ale powiedziałam sobie,
    że pewnie tak musi być i z czasem nabiorę wprawy. Lecz sytuacja zaogniała się z każdą
    następną godziną. Pomimo dobrych sutków, pomocy pielęgniarek i mojej determinacji córcia nie najadała się mlekiem i „wisiała” mi na piersi po dwie godziny. Dla mnie
    była to istna gehenna… Ból sutków spotęgował się do odczuwalnego krojenia ich
    żyletkami, pojawiły się strupy i krew. Ale to nie wszystko. Doszła do tego moja
    depresja. Z trudem to przyznaję, ale zaczęłam odruchowo bać się każdego
    karmienia, trzymanie tak upragnionej córeczki na rękach nie sprawiało mi
    przyjemności, a tylko napawało większym strachem przed bólem. W ogóle przestałam
    cieszyć się nową sytuacją. Mój stan zaczął się bardzo pogłębiać. Do tego
    dochodziła ogromna presja w szpitalu do niezbędnego, zdaniem obsługi, karmienia
    piersią. Każda nowa zmiana pielęgniarek kolejno katowała moje sutki badając je,
    ściskając i sprawdzając czy mam pokarm. Jak groch spływały mi łzy po policzkach
    podczas przystawiania córci do sutka. Cały ten stan przeżyłam tylko dzięki
    mojemu wspaniałemu mężowi. Kiedy z bólem serca powiedziałam mu, że mam straszne
    myśli oraz w ogóle nie czuję pozytywnych uczuć przy dziecku, on pomógł mi
    natychmiast podejmując decyzje o sztucznym karmieniu jeszcze w szpitalu. Mogę
    powiedzieć, że praktycznie z chwilą gdy podałam sztuczne mleko córci cała moja
    depresja zniknęła jakby odciął ktoś kamień wiszący mi na sercu. Do domu
    wróciliśmy już z zapasem sztucznego mleka. Minęło około 3 tygodni zanim
    zaleczyły mi się piersi. Jednak uprzedzenie psychiczne zostało… Nie czuję się
    dumna ze swojego stanu ani z podejścia. Nie zrozumie też nikt mojego bólu
    dopóki sam tego nie przeżyje. Są matki które nie maja z tym problemu i do końca
    życia będą się dziwić naszej decyzji. Ale nie zmienia to faktu, że kocham moją córcię
    ponad wszystko. Dziś ma ona 16 miesięcy, dosłownie całe swoje życie jest
    karmiona modyfikowanym mlekiem i mogę spokojnie powiedzieć, że rozwija się idealnie,
    nie choruje, nie ma alergii. Teraz jestem w drugiej ciąży (!) – nigdy nie
    sądziłam, że będzie mi dane drugie dziecko. Lada moment urodzę i znów mam
    problemy z sutkami. Postanowiłam więc, że drugą córcię także wykarmię sztucznie. Mam niestety uraz i nie jestem w stanie tego zmienić. Chciałabym tylko, aby
    szczególnie inne kobiety spróbowały chociaż zrozumieć właśnie takie mamy jak ja
    i nie paliły od razu nas w myślach na stosie jak jakieś czarownice. Po prostu nie
    każdy człowiek jest stworzony do wszystkiego. Rzeczywistość szybko zmienia
    nasze podejście i oczekiwania. Tak jak napisałam na początku, nigdy nie
    przypuszczałam, że nie będę karmić piersią. Na szczęście dzięki cudownej córci
    oraz najlepszemu mężowi pod słońcem nie czuję się źle ze swoją decyzją.

  48. Paulina Augustyniak

    Tak zdecydowanie świetne nagrody .

    Więc jeśli chodzi o karmienie piersią… Chciałam ale niestety nie miałam zbyt pożywnego pokarmu .Musieliśmy przejść na butelke . Wszyscy mówią, że tylko przy karmieniu piersią tworzy się więź, przy karmieniu butelką również można to stworzyć. Mi się udało z moim synkiem. Karmienie butelką również nas zbliżyło . I to w dużym stopniu . Przy butelce również można przytulić dzieciaczka, pomiziać po poliku, dać buziaczka… Mój synek uspokajał się przy tym bardzo a dodam, że był płaczliwym dzieciaczkiem . Teraz ma 16 miesięcy i do tej pory siadamy z butelką razem , przytulamy się i Adaś słodko usypia. Poza tym większość mam ma problemy z przestawieniem dziecka z piersi na butelke gdzie dziecko skończy troche ponad pół roku :) z niemowlaczkiem troche łatwiej . Oczywiście nie potępiam karmienia piersią bo to jest też cudowne przeżycie ale jednak bardziej stawiam na butelke ;)

    Pozdrawiam wszystkie mamy i życzę szczęśliwego macierzyństwa ;)

  49. Kiedy to się zacznie…

    Czas oczekiwania na dziecko, jest czasem bardzo wyjątkowym w
    którym występują burze hormonalne. Jednego dnia płaczemy np. z powodu tego, że
    właśnie w sklepie sprzedali wózek w moim wymarzonym kolorze, a ja przecież
    chciałam mieć go w tym momencie, drugiego zaś jesteśmy najszczęśliwsze na
    świecie… Zadajemy sobie mnóstwo pytań…. Między innymi jak wyglądać będzie
    karmienie mojej pociechy… Czy maluszek będzie miał odruch ssania bez problemów,
    czy ja będę miała pokarm…. Nadchodzi ten dzień… pogryzione piersi… ogromny ból…
    ale wszystko da się znieść… To mała niewinna istotka, wygłodniała, którą
    delikatnie tulimy do swego ciała… Ssie pierś z całej swojej siły . W trakcie
    jedzenia zerkamy jak ze skupieniem rusza
    malutkimi ciemnymi oczkami, daje nam niezastąpione ciepło. Z dnia na dzień rosną jej okrągłe pucki ;) To po prostu nasze
    małe wielkie szczęście.;)

  50. Beata Baziak @: Nasza historia z cyciusiowaniem jest taka jak wiele innych . Po ciężkim porodzie naturalnym dostałam Aurelke dopiero po kilku dłuuuugich godzinach .Spojrzałam na nią i Instynktownie przystawiłam ja do piersi a tu pierwszy szok …. Toz to nie jest takie proste jakby sie moglo wydawac ;/ Pomoc doradcy laktacyjnego byla niezbedna . Walczylam. Malutka płakała gdy tylko ja chcialam nakarmic bo mialam male sutki . Wiec aby uniknac mm odciagalam … Bol jakby lada moment mialy sie zaczac skurcze parte ;/ niesamowite jakim cudownym narzedziem jest kobiece cialo ;) Jaka ja bylam dumna jak o 4 rano udalo mi sie odciagnac pierwsze 20 ml az zdjecie zrobilam i wyslalam do K.. I do mojej mamy ;) . Pozniej pojawil sie nawal pokarmu , znioslam go nawet niezle . Okłady z ciepłego recznika dawały wielka ulge Po powrocie do domu bylo raz lepiej raz gorzej . Gdy mala bardzo sie denerwowala to ja plakalam razem z nia . Odciagalam na noc mleczko zebysmy nie musialy sie stresowac .A w dzien walczylysmy z cycusiami . Bylam najszczesliwsza na swiecie mogac ja karmic i nie jednokrotnie lzy plynely mi po policzku z dumy ze dalam rade . Gdy Aurelka skonczyla 4,5 mies odrzucila piers co zlamalo mi serce ;/ . Wiec odciagalam zeby moj skarb nadal mial to co najlepsze .Pokarmu stawalo sie mniej i mniej az w 6 mies zycia przeszlismy calkiem na mm. Teraz zaluje ze tak szybko slonczyla sie najpiekniejsza przygoda jaka bylo karmienie piersia . Mala ma obecnie 8 miesiecy (ur.08.07.2013) pije mleczko 5 razy dziennie i takie fajne „Coś” bardzo ułatwiło by nam życie ;*** Życze powodzenia kazdej z mam ;)

  51. zacznę od zdania UWIELBIAŁAM KARMIĆ PIERSIĄ !!! coś wspaniałego ta bliskość uczucie spełnienia ahhh. W drugiej ciąży urodziłam miesiąc później niż moja siostra.Kasia niestety miala mało pokarmu ja zaś bardzo dużo więc dlaczego jej nie pomóc.z jednej piersi karmiłam swojego synka a z drugiej piersi ściągałam mleko dla mojego siostrzeńca :) niczym „krowa dojna” ;) dokarmiałam Oskarka :) Gdy tylko razem się schodziłyśmy u mojej mamy siostra się śmiała do mnie mówiąc „i jak tam ciociu masz dla Oskara śniadanko” jak to czy mam ? dla niego zawsze :) bo przecież jeśli można pomóc to czemu nie? teraz gdy Nasze dzieci mają już prawie 4 lata to można stwierdzić że Oskar miłość do mnie wypił wraz z moim mlekiem. Oskar ma trudny charakterek ale w stosunku do mnie jest całkowicie inny. Chce się przytulać,dawać buziaki bo jestem jego ukochaną ciocią a moja siostra mówi że to zasługa mojego Karmienia Oskara bo inaczej nie da się tego tłumaczyć skoro tylko do mnie ma taki stosunek innych się wstydzi unika ucieka …
    baaardzo miłe uczucie !!! :)

  52. Malgorzata Stryjecka

    Będąc w ciąży z pierwsza córka dużo się oczytałam o tym jak ważne dla zdrowia i rozwoju dziecka jest karmienie piersią , dlatego postanowiłam ze będę karmić naturalnie jak długo będzie można . Moje przygotowania zaczęłam w 8 -9 miesiącu ciąży to znaczy masowałam brodawki i naciągałam czasem maż pomagał :) Nadszedł dzień rozwiązania niestety cesarka , skok ciśnienia nie mogli mnie dobudzić , nie widziałam dziecka , leżałam pod maska z tlenem następnie reoperacja krwiak :( córkę przytuliłam dopiero 24 h po porodzie :( na 3 dobę przystawili mi córkę do piersi miała problem z ,, załapaniem o co chodzi ,, ale powoli udało nam się , marzenie się spełniło karmiłam ,cala miłość oddalam :)

    Po powrocie do domu karmiłam piersią na żądanie myślałam ze wszystko jest dobrze do pierwszej wizyty u pediatry która zwarzyła córkę i odnotowała spadek wagi :( Poprosiła abym ściągnęła laktatorem pokarm aby się przekonać ile go jest ku mojemu zdziwieniu było bardzo mało 30 ml z obu piersi :( próbowałam pic herbatki , mleko aby zwiększyć ilość pokarmu lecz wszystko na nic po 2 miesiącach pokarm znikł , był mało treściwy i przeszliśmy na butelkę. Byłam bardzo zwiedziona ze nie mogę karmić, miałam wyrzuty ze głodziłam dziecko , a najbardziej mnie bolało ze nie jestem prawdziwa mama bo nie rodziłam naturalnie i nie karmie piersią ! Pani doktor wytłumaczyła ze to normalne po moich przeżyciach ze nie mam pokarmu po za tym córka ma skazę białkowa i dla jej dobra należy podawać jej specjalne mleko .

    Teraz jestem w 9 miesiącu ciąży z druga córka i chciałabym karmić ale nie mam już takiego parcia wiem ze mleko naturalne czy modyfikowane jest jedynym posiłkiem dla dziecka i najważniejsze jest aby karmić z miłością i czułością a czy butelka czy piersią to jak Bozia da :)

    https://www.facebook.com/profile.php?id=100002344381941

  53. Pamiętam nie będąc jeszcze matką wyobrażałam sobie i myslalam jak to jest karmić dziecko piersią. Czy to boli jakie sa odczucia co sie dzieje z naszym ciałem? Skad mam wiedziec czy dziecko jest najedzone itd. Gdy urodziłam coreczke bylam przeszczesliwa ale i smutna, mala nie chciala jesc ani z butelki ani z piersi. Bylam strasznie zmartwiona. ALe ten wspanialy dzien nadszedl w trzecia dobe mojego malenstwa. Przyniesli mi mala bo bardzo plakala, pamietam jak dzis bylo to raniutko. Pielegniarka powiedziala ze jest poprostu glodna i chce do mamy. Ucieszylam sie jak szalona bylam taka szczesliwa i zafascynowana tym, ze w koncu czuje ta bliskosc swojego maluszka, ze w koncu tworze ten wspanialy obrazek karmiacej matki, ze nawet nie pamietam czy odczuwalam bol czy nie. Nawet nie pamietam co pielegniarka do mnie mowila gdy chciala mi powiedziec jak trzymac i karmic dziecko. To byl poprostu instynkt i ogromna chec, Pozniej tez bolu nie czulam mysle, ze tak czekalam na ten moment, ze stal on sie najwspanialszym uczuciem w moim zyciu zaraz po urodzeniu dziecka. Ta bliskosc z maluszkiem, slychacz kazdy oddech maluszka te malusie raczki ktore dodtykja moich piersi podczas karmienia to jest cos wspanialego!!! Teraz mam druga dwumiesieczna coreczka ktora rowniez karmie piersia i tak samo uwielbiam te chwile. te chwile gdy ja karmie a ona patrzy mi sie prosto w oczy i mam nadzieje, ze w nich widzi jak bardzo mocno ja kocham!!!!

  54. Sochacka Kasia

    Ja córkę karmiłam piersią 18 miesięcy.Był to najwspanialsze chwile w moim życiu, bliskość z dzieckiem i nadanie jej najwięcej odporności. Teraz jestem w ciąży i nie długo znów będę karmić piersią i też chcę tak długo jak przy pierwszym, ponieważ córka nie choruje, jeste odporna silna i zdrowa. Nie jestem za karmieniem mlekiem modyfikowanym, chyba że matka nie ma pokarmu dla dziecka tyle żeby je nakarmić i żeby głodne nie było.

  55. Joanna Wojtczak

    Mój synek ma ponad 9 miesięcy i nadal go karmię piersią :)

    Z dwa miesiące temu jak karmiłam Oskarka piersią, bawił się cały czas moim uchem, Brał ucho w swoje malutkie rączki i obserwował jak się zachowuje w trakcie dotyku czy ściskania. Po pewnym czasie jak się tak bawił moim uchem, wzięłam jego rączkę, zgięłam ją by dotknął swojego malutkiego uszka. Jak to zrobił to zaczął się strasznie śmiać. Kilka razy dotykał potem mojego i swojego ucha ze śmiechem bardzo głośnym :) Podobnie było z nosem, w trakcie karmienia mój synek lubi się śmiać i to bardzo głośno :)

  56. Agata Teresa Grzelak-Makowczyń

    Jakiś czas temu był tutaj konkurs o podobnej tematyce. Brałam w nim udział i od razu nadmienię, że nie wygrałam ;) Ale już nie i tym… Wróciłam do tego wpisu i tak sobie pomyślałam „Boże, jaka ja byłam naiwna…” Wtedy myślałam, że karmienie dziecka to taka prosta sprawa – dziecko, pierś, przygaszone światło i bujany fotel, Ech! Życie bywa jednak bardzo przewrotne.
    Synka urodziłam 12.12 13 przez cc ze ‚wskazań nagłych’ (później się dowiedziałam, że mieliśmy dużo szczęścia, że żyjemy…) i pod pełną narkozą. Z tego względu zobaczyłam Go dopiero po kilku godzinach i jeszcze później dostałam Go do karmienia, ale się udało. Pomimo tego, że nie mogłam przyjąć jakiejkolwiek innej pozy niż na wznak synuś się przyssał, a położna była ‚zachwycona’ ilością pokarmu. „Ale to już było…” – chciałoby się zaśpiewać. Już następnego dnia nie było tak ładnie i łatwo. Mnie wszystko bolało, synek krzyczał (On nie płakał, On krzyczał, i tak przez 4 z 5 dni w szpitalu) i położna dała mu butelkę. Ja się popłakałam, bo przecież ‚zaczęliśmy tak dobrze’. Od tej pory mały już niechętnie chciał jeść z piersi, a mi wydawało się, że zanika mi pokarm. Moja mama powiedziała, żebym się nie przejmowała, tylko wracała do zdrowia (od ciągłego noszenia małego krzykacza zaczęły rozchodzić mi się szwy i groził mi pobyt w szpitalu po wypisaniu dziecka do domu…), a w domu, na spokojnie zacznę karmić. Faktycznie, trochę rozbujała mi się laktacja, ale nie na tyle żeby nakarmić małego żarłoka. Synuś był bardzo wymagający – urodził się z wagą ponad 4 kg i nie najadał się ‚byle czym’. Poza tym nie wiem skąd Mu się wziął specyficzny sposób ssania – łapał pierś, ssał, a po chwili z zaciśniętymi dziąsłami odwracał szybko głowę w drugą stronę i puszczał. Dziwne to było, pomijam fakt, że czułam się jak krowa mojej babci, to dodatkowo strasznie bolało. No ale czego się nie robi z miłości… Niestety synek ssał (i ssie) tylko jak pierś jest pełna, a gdy już trzeba włożyć trochę wysiłku z Jego strony to zaczyna się krzyk i odpychanie (podobno ma to po mnie ;) ). Ostatni raz synek na samej piersi był w Boże Narodzenie. Miałam wyrzuty, że się nie najada i zaczęłam dokarmiać go butelką. Od tego czasu się uspokoił, ale oczywiście tylko wtedy, gdy jest najedzony ;) Bo gdy jest głodny, to musi dostać jeść ‚teraz i natychmiast!!!’ Najpierw pierś (trochę z jednej, a trochę z drugiej) i biegiem do kuchni z wiercipiętą na ręku. Czajnik – butelka – woda (odmierzona zimna przegotowana, dolewam wrzątku, aby szybciej) – mleko, szybko zakręcić (już siedząc, a On nadal wrzeszczy), shake, shake i…. cisza – On je! . Kupiłam pojemnik z podziałkami na proszek (polecam!), bo zdarzało mi się ‚nie trafić miarką do butelki’, gdy synuś wrzeszczał i machał rękami i nogami. Chociaż tyle ułatwienia… a miało być tak pięknie, Ech!

  57. Gosiulka Ania Madzia

    Moje wspomnienia tak jak uczucia są bardzo mieszane.Pierwszego dziecka nie dane mi było karmić piersią gdyż leżało w innym szpitalu w innym mieście,po wybraniu córeczki z kliniki próbowałam karmić lecz pokarmu było mało -czas gdy córka była w klinice spędzałam na odciąganiu laktatorem pokarmu tak regularnie jak się karmi maluszka( na próżno) córka nie chciała piersi a w niej nie było zbyt wiele już więc pozostało karmienie butlą .Niestety moja kruszynka miała skaze i musiałam szukać odpowiedniego mleka a nie było to proste bo po hypoalergicznych wymiotowała lub miała biegunki.
    Przy drugim maluszku zaopatrzyłam się w herbatki laktacyjne , w pierwszej chwili gdy zobaczyłam synka podano mi go a potem przystawiono do piersi była to dla mnie nowowść ale bardzo mi sie to podobało ta bliskość więź była znacznie większa niż przy pierwszym dziecku.Poczułam się wniebowzięta bo pokarm był i to nie było go mało :D Pełna radości przystawiałam synka do piersi na rządanie ,nie było to proste ale powoli sie uczyłam i w szpitalu i w domu.dopiero po miesiącu nabrałam wprawy i byłam z siebie dumna że sie udało,miałam jednak 3 kryzysy laktacyjne które wygrałam karmie piersią mimo że synek ma 11 miesięcy lecz na noc dokarmiam modyfikowanym mlekiem bo marzy mi sie przespać całą noc ,może kiedyś się uda ale niczego nie żałuję ponieważ mam wspaniałą córkę i niesamowitego synka

  58. Agnieszka Tomczyk

    Do rozwiązania jeszcze pięć miesięcy, oczywiście że chciała bym karmić piersią, przede wszystkim dla zdrowia maluszka.Choć nie jestem przeciwna co do karmienia mlekiem modyfikowanym, dobrze że jest takie rozwiązanie pewnie większość kobiet chciała by karmić piersią ale nie zawsze może i żadnej z nich nie potępiam bo pewnie to nie był ich wybór a już konieczność.Osobiście mam duże obawy co do karmienia piersią mojego bąbelka ponieważ żadna młoda mama w naszej rodzinie nie karmiła piersią, może mnie to nie spotka :) Oby się udało chociaż przez pierwsze parę miesięcy

  59. Mówi się, że małe dziecko, niemowlę, przez pierwsze dni, a nawet
    tygodnie życia tylko je i śpi. I nie ma w tym nic przesady. O ile spanie
    okazało się bezproblemowe, a powiedziałabym, że wręcz zbawienne, to z
    jedzeniem były większe problemy…

    Oprócz ogólnego chaosu w głowie, życiu, ciągłego niewyspania i strachu
    wielkim problemem okazało się w tych pierwszych dniach karmienie
    piersią. Od początku chciałam tak karmić, bo po prostu wydawało mi się
    to naturalne. Nigdy nie przypuszczałabym, że z czymś tak naturalnym mogą
    być problemy, że potrzeba tyle wysiłku, a do tego matka odbiera
    rzeczywistość w jakiś dziwny, zafixowany sposób, emocje są olbrzymie, a
    wiele sytuacji urasta do rangi mega problemu. Albo hormony albo po
    prostu przełom w życiu, zmiana priorytetów, wartości, poczucie
    odpowiedzialności i miłość tak wielka, że czasem przytłaczająca.

    Najpierw mi nie szło. W domu po pierwszej nocy mąż jechał do nocnej
    apteki po mleko modyfikowane, bo mały nie chciał ciągnąć, a coś jeść
    musiał.Ja nie chciałam zaprzepaścić szansy, więc kupiłam zwykły ręczny
    laktator by utrzymać laktację. Piersi miałam w strupkach, chyba każda
    mama na początku to przeżywa. Bolało potwornie, ale ze łzami w oczach
    stwierdziłam, że się nie poddam. Mąż wychodził z pokoju, bo jak
    ściągałam t strupki pękały, krew leciała, ja z bólu musiałam zapierać
    się nogami o szafę… I tak tydzień czasu ściągałam, karmiłam z butelki
    tym ściągniętym i dokarmiałam mm. W końcu pomogła mi położna
    środowiskowa – kazała użyć kapturków. I pomogło – synek miał za co
    załapać i rozpoczęliśmy karmienie tylko piersią. Nie powiem, było to
    uciążliwe. Co 2 godziny karmiłam, karmienia trwały nawet po 60 minut.
    Byłam uwiązana, nie mogłam się wyrwać odpocząć. Na początku miałam dość,
    karmienie nie okazało się być tak wspaniałe jak to opisują czy jak to
    widać na obrazkach, gdzie jest radosna mama i wtulone w nią maleństwo…
    Jednak obiecywałam sobie, że dam radę, postaram się, oby tylko pokarmić
    synka choć 3 miesiące. Potem jak nam się już udało zgrać i zaczęłam te
    chwile odczuwać jako przyjemność, postanowiłam, że będę karmić do 6
    miesięcy. Jednak w okolicach 5 miesiąca synek zaczął przy karmieniu się
    wiercić, odpychać, płakać. Szukając przyczyny zwiedziłam gabinety
    pediatry, neurologa, poradni laktacyjnej. Tak się zaparłam! W końcu
    musiałam się pogodzić z tym, że on po prostu z sobie tylko znanych
    przyczyn czasem nie chce. I tak przez 1,5 miesiąca karmiony był
    mieszanie przy czym przez kilka tygodni ja miałam mega depresję. Każde
    danie mu butelki z mm to był mój płacz, nerwy, nieraz chyba z tego
    stresu leciała mi krew z nosa. I nie chodziło tylko o jego dobro, o to,
    że tyle mówi się o tym, ze mleko matki jest najlepsze. Nie. W którymś
    momencie zaczęło chodzić o mnie. Czułam z synkiem taką więź, uczucie
    towarzyszące mi podczas karmienia było tak niesamowite, że płakałam na
    samą myśl o tym, że on nie chce i że zaraz się to skończy. Stopniowo
    synek cyckał coraz mniej, aż w końcu każde karmienie kończyło się mm. Po
    6 miesiącu dopadło mnie jakieś zatrucie, przez 3 dni brałam silne leki i
    musiałam zdecydować co dalej. Pomyślałam, że może to zrządzenie losu,
    może to okazja by karmienie zakończyć. Bo przecież kiedyś trzeba będzie
    przestać i może być jeszcze trudniej. I tak się skończyła nasza przygoda
    z karmieniem. I tak sobie teraz myślę, że jestem szczęśliwa, że w ogóle
    było mi to dane, bo niejedna kobieta karmić nie może. A to, co mogłam
    zrobiłam, dałam synkowi wszystko i nie mogę mieć wyrzutów, że mogłam
    zrobić coś więcej. I chyba to jest najważniejsze – żeby matka się dobrze
    czuła. Według mnie jest sprawą indywidualną czy kobieta będzie karmić
    piersią, czy chce czy nie – to jej wybór. Nacisk mediów, społeczeństwa
    na karmienie piersią jest jednak według mnie zbyt duży – ja bardzo
    chciałam karmić i jak mi nie szło to przez tą całą nagonkę na karmienie
    piersią czułam się jeszcze gorzej! A nie tak ma być! Mama ma być
    szczęśliwa by dziecko było szczęśliwe. A jak to osiągnie – jej sprawa.

    Lada moment przy drugim dziecku postaram się tego błędu nie popełnić. Błędu polegającego na takim przeżywaniu tego, jak mam karmić dziecko. Oczywiście, będę się starać karmić piersią, ale mam nadzieję, że gdy przyjdzie i do karmienia mm będę spokojna i bez wyrzutów sumienia.

  60. Edyta Balcerzak

    Jestem w 5 miesiącu ciąży… od pierwszego dnia, gdy dowiedziałam się, że będę mamą oprócz szczęścia jakie mi towarzyszy, są również niepokoje związane z karmieniem piersią. Chciała bym dać swojemu dziecku to co najlepsze, a wiem, że jedną z tych rzeczy jest mleko matki. Miałam możliwość uczestniczenia w dwóch warsztatach poświęconych między innymi karmieniu piersią, To właśnie po nich utwierdziłam się w przekonaniu, że będzie to jedna z cennych rzeczy, które będę mogła dać swojemu maluszkowi. Oczywiście niepokoje nadal mi towarzyszą… lecz jestem przekonana, że bardzo wiele dzieje się w głowie matki.Staram się zatem myśleć pozytywnie, a w mojej głowie krążą teraz myśli „Dam radę!”, „Nie będę się zrażać i poddawać!” itp. Postanowiłam zakupić poduszkę do karmienia, aby móc przybrać jak najwygodniejszą pozycję do karmienia, planuję zakupić kapturki, które pomogą mi w chwilach kryzysu, a także słucham i obserwuję inne mamy, które mi towarzyszą wokół.
    Wiem, że to będzie najpiękniejszy okres zarówno dla mnie jak i dla maleństwa. Nikt nam nie zabierze tego czasu i będzie to tylko nasz czas, który dodatkowo wzmocni naszą więź i pozwoli łagodniej uporać się z kryzysami. To także czas oczekiwania dla mnie na chwile o których wspomniała mi koleżanka podczas jednej z naszych rozmów o obawach związanych z karmieniem piersią: „Zobaczysz, każde nawet te największe wątpliwości i bolączki miną, gdy ujrzysz twoje maleństwo, które swoimi oczkami będzie wpatrywało się w Ciebie, a jego malutkie dłonie będą obejmować Twoją pierś, to właśnie w tych chwilach będziecie najbliżej i tak jak ono dla Ciebie, tak Ty dla niego będziesz całym światem”.
    To właśnie jest moje marzenie związane z karmieniem, do którego realizacji będę dążyć- by zobaczyć cały mój świat przy piersi.

  61. Justyna i mała Iga

    Nasza ,,droga mleczna” rozpoczęła się już w chwili kiedy zaszłam w ciążę. Z racji, że to moje pierwsze (i na pewni nie ostatnie dziecko) mało wiedziałam co wydarzy się z moim organizmem w przeciagu kilku następnych miesięcy. Z dnia na dzień moje ledwo widoczne piersi stały się niczym u Pameli Anderson (mąż był przeszczęśliwy) a ja doszłam do wniosku że kobiety powinny w ciąże zachodzić a nie robić sobie operacje plastyczne na poprawe biustu. Szybko zmieniłam jednak spojrzenie w chwili kiedy zaczęły pobolewać, stały się ,,żylaste” wręcz nie mieściły się w żaden biustonksz. Wszysto to było dla mnie takie nieznane, pojawiła się pierwsza siara, trzeba było zamienić koronkowe staniki na bawełniane bardziej wygodne z wkładkami laktacyjnymi. I nagle.. Przestałam się czuć już tak KOBIECO, jak na początku ciąży. Wizja karmienia piersią zaczęła mnie przerażać, patrząc na to co aktualnie działo się z moim ciałem a spiętnowało się to, gdy zaczęłam czytać fora z negatywnymi opiniami o matkach karmiących dzieci w publicznych miejscach, o brzydkich piersiach u matek karmiących itd. Przerażona mocno zaczęłam się zastanawiać czy oby na pewno tego chcę, przecież tyle dzieci je mleko modyfikowane. Wahania trwały całe 9miesięcy aż nadszedł dzień porodu.. Dzień kiedy całe moje dotychczasowe myślenie prysło a życie przewartościowało się całkowicie. 7.08.2013 godz19.10 czas kiedy stałam się matką.. Po kilku godz porodu położono mi córkę na brzuchu a ja zaniemówiłam.. Moje 3kg szczęście z zalepionymi oczami, skulone jakby jeszcze znajdowala się w brzuchu nagle odwróciło główkę i chwyciło za pierś ssąc ją.. Widząc to położna upewniła się że z nami wszystko dobrze, przygasiła nam światło okryła ręcznikiem świeżo urodzonego bobasa i wyszła zostawiając nas w tej imtymnej pierwszej wspólnej chwili.. Wszysykie obawy zniknęły, ta chwila sprawła że cały mój egoizm został zastąpiony miłością do tej kruszyny, która tak batdzk była zależna już ode mnie.. Leżały tak 2h, maż był z nami a położna dyskreynie zaglądała by upewnić się żw dobrze się czujemy dopiero po tym czasie zabrała mała na ważenie i ubranie, zaś ja w tym czasie wzięłam prysznic. Dziś dziękuję tej położnej za te magiczne 2h sam na sam przy piersi.. Patrząc później na oddziale ile mam usilnie męczyło się z wywołaniem laktacji, płacząc wraz ze swoimi głodnymi dziećmi, dziękuje naturze że od pierwszych chwil pozwoliła mi wykarmić tą bezbronną kruszynę. Dziś mała ma 8miesięcy i niestety już nie mogę jej karmić, ze względu na silną alergię pokarmową, ale dziękuję że mogłam to robić pierwsze magiczne 5miesięcy, jest to warte każdej wylanej łzy matki..

  62. Pamiętam jak dziś gdy ponad 3 lata temu przez cięcie cesarskie przyszedł na świat mój synek Tymon.Jak wiadomo nie od razu przynoszą mamie dziecko na karmieni gdyż ta przebywa na sali pooperacyjnej na obserwacji. Mój kochany synek w tym czasie tak przyzwyczaił się do smoczka butelki że nie chciał cyca i koniec. Pomagały mi położne, Pani doktor, wszystkie próbuj, może załapie i tylko to słyszałam a piersi bolały coraz bardziej i bardziej a on jak nie chciał tak nie chciał. Dopiero gdy wdał się stan zapalny załapały ze jest odciągacz do pokarmu, elektryczny i ze skoro nie chce z piersi to z butli może wypije. Udało się, w szpitalu i odciągałam pokarm na bieżąco, i Tymon pił moje mleko z butli. Po powrocie do domu także z tym że laktator już ręczny.Ale daliśmy radę.Niestety pokarmu mało i musieliśmy dokarmiać modyfikowanym. z córą było inaczej rwała się do cyca, pokarm był, ale że ja w ciężkim stanie po porodzie,zlecili mi Bromergon, lek hamujący laktację. Bałam się że Lila jak Tymon także przyzwyczai się do butli. Bałam się też że po tym leku nie będę mogła już karmić jej piersią.Tak też mówili lekarze. Ale po powrocie do domu, i odstawieniu Bromergonu, odczekaniu kilku dni by w razie czego leku już nie było w mleku, udało się, pojawił się pokarm. Byłam prze szczęśliwa. Lilka nie protestowała, dostawała cyca gdy tylko chciała, pokarmu wystarczało i był bardzo treściwy, nie karmiłam długo ale jednak, wytrwałość była i udało się, cudne uczucie. Nic na siłę, a wiele osób w wielu szpitalach zmusza matki do karmienia piersią. Do nasz indywidualny wybór, choć jak w moim przypadku nie wszystko zależy od nas.

  63. Świetne nagrody, produkty Beaba są rewelacyjne, a moją przygodę z karmieniem można zacząć już od ciąży. Pierwsze dziecko, tak bardzo się przejmowałam czy dam sobie radę, czy wszystko będzie w porządku, milion pytań, szukanie odpowiedzi, między innymi obojętny nie był temat karmienia. Obawiałam się czy będę umieć karmić piersią, czy będę miała wystarczająco pokarmu. Aż przyszedł ten dzień, w którym po 17 godzinach okropnych męk i bólów dostałam na ręce mój mały cały wielki świat, a towarzyszącego temu szczęścia nie da się opisać. Przyszedł czas na pierwsze karmienie 3780 g szczęścia, malutka od razu bez problemów znalazła i złapała pierś, zaczęła ssać – ahh cudownie :) Niezapomniane chwile nagie ciała wtulone w siebie, mama i dziecko jako jedność. Początki karmienia były bolesne, bo delikatne sutki bolały, ale to nie miało znaczenia, bo wiedziałam, że dając dziecku pokarm daję dziecku wszystko to co najlepsze dla jego zdrowia i prawidłowego rozwoju. Niunia jadła, szczęśliwa byłam, że się najada , po tym smacznie zasypiała, a ja.. ja siedziałam i wpatrywałam się w śpiącego usmiechnietego aniołka :) to wielkie uczucie, tak wielkie że oczu oderwać nie można godzinami. Jeszcze w szpitalu po ciężkim porodzie nie byłam w stanie zasnąć, czuwalam nad Nikolcią, był strach żeby się nie zachlysnela, bo małe dzieci lubią ulewać. Nasza wspólna bliska przygoda z karmieniem piersią nie trwała zbyt długo, po miesiącu malutka potrzebowała więcej pokarmu niż byłam w stanie jej dać, próbowałam różnych sposobów polepszajacych laktację, ale nie było to wystarczające. I kolejny znak zapytania: jakie mleko modyfikowane wybrać, aby dziecko miało to co najlepsze z dostępnych opcji, pytałam znajomych mam, farmaceutów, pediatrów etc. Na początek wybrałam mleczko sensitive, gdyż mimo że malutka nie miała problemów brzuszkowych obawiałam się żeby po „cięższym” mleczku ich nie miała. Początkowo jadła na przemian butelkę z piersią, a po drugim miesiącu niestety już tylko mleko modyfikowane. Brakowało tego kontaktu kiedy dziecko stało pierś, ale na szczęście malutka jadła, rosła zdrowa i rozwijała się bardzo dobrze, wg. położonych lepiej niż przeciętne dzieci w tym wieku, nie miała żadnych problemów – cieszyło to niezmiernie :) teraz mamy już 5 mcy i oprocz mleczka jemy też inne produkty. Każda nowa rzrcz zrobiona czy zjedzona przez dziecko to nieopisane szczęście w moim przypadku. Kocham moje maleństwo nieopisanie wielką miłością, jest dla mnie najwazniejsza i wszysyko co dla niej robię, kupuję, daję jeść staram się żeby było najlepsze. Mamy nie bójcie się karmienia, jesteśmy tak silne, a nasz instynkt sam pomoże wybrać nam to co najlepsze :) wszystkim młodym mamom życzę dużo wytrwałości i samych wspólnych uśmiechów z maluszkami :) mam nadzieję, że moja wypowiedź jwst w miarę spójna, ale moja mała rozrabiaka wymaga żeby mieć oczy w koło głowy :)

  64. hwili zajścia w ciążę nie zastanwiałam się nad sposobem karmienia
    dziecka. Było dla mnie oczywiste, że będę karmić piersią, bo przecież
    wszytskie kobiety i moje koleżanki karmiły piersią, to jakże miało by
    być inaczej. Wszyscy powtarzali, że 3 dnia będzie nawał i należy
    przykładać schłodzoną kapustę na obolałe piersi. Jeszcze nie urodziłam, a
    już wiedziałam co zrobić, aby złagodzić ból poczatkowy związany z
    karmieniem piersią. No i nastał ten cudowny dzień – urodziłam. Położna
    od razu położyła dziecko na piersi, żeby zaczął ssać. Jak tylko wróciłam
    na salę dostawiałam dziecko do piersi, żeby się najadł. Synek ładnie
    się przyssysał, jednak pokarmu było za mało. Lekarze,położne mówili, że
    nastawiam się źle psychicznie i dlatego nie mam na tyle pokarmu. Musiał
    być dokarmiany z butelki. I tak zaczął się ciężki miesiąc. Byłam
    niedoświadczona, żadna z moich koleżanek nie miała takich problemów,nie
    wiedziałam kogo się poradzić. Trafiłam do pani od laktacji. Ona
    poradziła mi żebym robiła notatki ile czasu karmię i z której piersi,
    pokazała jak prawidłowo używać laktatora. Powiedziała też bardzo mądrą
    rzecz: że każda kropla mleka matki jest na wagę złota i nawet jeśli
    muszę dokarmić to daję najpierw dziecku to co najcenniejsze. Przez
    miesiąc potrafiłam z dzieckiem na kolanach siedzieć 4 godziny
    przystawiając go na zmianę z prawej piersi na lewą, aż w końcu musiał
    dostać mleko z butelki. Wtedy była chwila przerwy i od nowa z prawej
    piersi na lewą. W wolnych chwilach pobudzałam piersi laktatorem, żeby
    dalej wzbudzić laktacje. Ktoś pomyśli że jestem nienormalna ale tak
    bardzo pragnęłam karmić dziecko piersią. Po miesiącu trochę odpuściłam,
    ale nadal przystawiałam synka. W 4 miesiącu synek sam miał już dość i
    odmówił ssania. Pamiętam ostatni dzień kiedy jeszcze jadł z piersi.
    Potem do końca 6 miesiąca odciągałam pokarm i ostatniego dnia ściągnęłam
    3 ml. Długo miałam jeszcze wyrzuty i smutek , że nie mogłam go w pełni
    wykarmić. Trafiłam z powrotem do ginekologa, który pomagał mi zajść w
    ciąże i on rozwiał moje wątpliwości. Zrobił usg piersi i powiedział, że
    mam budowę piersi tłuszczową i prawie w ogóle nie mam gruczołów
    mlekowych i nic na to nie poradzę mimo moich najszczerszych chęci.
    Dopiero wtedy mi ulżyło, bo miałam dość słuchania, że to moje
    nastawienie albo nie robię dla dziecko to co najlepsze. Dziś już
    całkowicie ochłonęłam, ale i tak uważam, że starałam się zrobić dla
    synka to co najlepsze. Najcudowniejszym dowodem jest to, że synek ma już
    ponad rok i ani razu do tej pory nie był na nic chory. Jest zdrowym,
    wesołym, bardzo energicznym chłopcem.

  65. Marlena Rogozińska

    Naturalna ,,Droga mleczna ‘’
    Dla dziecka zawsze jest bezpieczna.
    Składniki odżywcze, witaminy dziecku dane,
    To samo zdrowie z piersi matki wyssane.

    Córki moje cycem 3 miesiące karmione,
    Zawsze były uśmiechnięte i zadowolone.
    Na wadze co dzień pięknie przybierały,
    Nie jeden kaftanik z dnia na dzień robił się za mały.

    Karmienie cycem to piękna przygoda,
    Choć sporo bólu matce też doda.
    Po porodzie 3-doba – nastał czas
    koszmarny,
    Nawał mleczny – ojj myślałam – jaki żywot będzie marny.
    Mleko strumieniami z piersi szybko płynie,
    A maleństwo myśli tylko o pierzynie.
    Biust ogromny – mąż się cieszy,
    Ale z pomocą żonie nie spieszy.
    To jest ,,PIKUŚ” mówię Wam,
    Gorszy przykład zaraz dam.
    Ssanie piersi – ból 3-tygodniowy
    niezapomniany,
    A tu mały Dziubek co chwila do cyca przystawiany.
    Co się dziwić – sutki delikatne,
    miękkie, małe,
    A dzieciątko na mleczko ma duże zapotrzebowanie.
    Dobrze, że kobieta tylko dwie piersi ma,
    I każdy ból dla swojego dziecka przetrzyma.

    Mimo tylu wspomnień boleśnie pięknych,
    Wykarmiłabym piersią jeszcze maluchów niejednych.
    Syn by się przydał – każdy mi mówi,
    I pewnie mąż mnie niedługo namówi.
    Pozdrawiam, Marlena Rogozińska

  66. Agnieszka Mroczek

    Moja historia jest krótka i niektórym znana..
    Całą ciążę chciałam karmić naturalnie.. Na szczęście udało mi się ! Miałam peeełno pokarmu.. Niestety.. pokarm się nie ustabilizował i z piersi leci mi tak mocno, że muszę najpierw odciągać pokarm i karmić córkę butelką, co mnie osobiście bardzo smuci bo nie czuję już tej bliskości z Zuzią..
    Niedługo przechodzimy na mleko modyfikowane po 6tym miesiącu ponieważ sama muszę się odżywiać w dużej mierze tabletkami, które mogłam odstawić tylko na 6mies.

    Dziewczyny, jeśli możecie to karmcie swoje maleństwa jak najdłużej piersią !! To najlepsze co możecie dać swoim dzieciom. ;)

  67. Pierwsza wymarzona ciąża – szał, euforia i normalna wtedy dla mnie kolej rzeczy – karmienie piersią. Niestety rzeczywistość zrzuciła mnie mocno na ziemię, po walce, stresie ktory towarzyszył każdemu karmieniu – a który tylko przeszkadzał,przepłakanych nocach musieliśmy przejść na mleko modyfikowane bo synek tracił na wadze.Czułam się z tym źle, a zewsząd słyszałam że nie daję dziecku tego co najlepsze, że jestem złą matką. Długo trwało aż podniosłam się z tego i porażkę przekułam w zwycięstwo. Druga ciąża i postanowienie – teraz się uda karmić piersią. Niestety kilka tygodni po pozytywnym teście trafiłam do szpitala i tam skończyła się moja „przygoda”.Bałam się kolejnej ciąży a jednocześnie pragnęłam jeszcze raz spróbować. Udało się, mimo 9 miesięcy pod górkę, walki z myślami, strachu czy tym razem nie skończy się tak jak ostatnio, udało się szczęśliwie donosić i urodzić córkę. Problemy w ciąży szybko dały odzwierciedlenie po porodzie – strach przed porażką sprawił że już w na drugi dzien w szpitalu podałam małej mleko modyfikowane.Po raz kolejny czułam się podle – co ze mnie za matka, myślałam. Wiedziałam że może zbyt szybko się poddaję ale nie miałam siły walczyć, psychicznie czułam się wrakiem. O dziwo to m.in położne wspierały mnie w tym czasie, tłumaczyły że sposób karmienia nie wartościuje mnie jako matkę. Po wyjściu ze szpitala podjęłam jeszcze walkę o naturalne karmienie jednak córka nie chciała ssać.Dziś jest zdrową dziewczynką która nadal pije mleko modyfikowane. Rozwija się prawidłowo, jest zdrowa i bardzo inteligentna a ja … czuję się pełnowartościową mamą która zrozumiała że podanie butelki to nie tragedia a karmienie sztucznym mlekiem to nie „zabójstwo”.Dziś wiem że dałam dziecku to co najlepsze – szczęśliwa „mnie” .Jestem dowodem na to że butelkowe mamy często przechodzą na ten typ karmienia nie z własnej woli.A córka dowodem na to że najedzone dziecko to szczęśliwe dziecko bez względu czy jest „na butli” czy na „cycu”.

  68. Kiedy
    to się zacznie…
    Czas oczekiwania na dziecko, jest czasem bardzo wyjątkowym w którym
    występują burze hormonalne. Jednego dnia płaczemy np. z powodu tego, że
    właśnie w sklepie sprzedali wózek w moim wymarzonym kolorze, a ja
    przecież chciałam mieć go w tym momencie, drugiego zaś jesteśmy
    najszczęśliwsze na świecie… Zadajemy sobie mnóstwo pytań…. Między innymi
    jak wyglądać będzie karmienie mojej pociechy… Czy maluszek będzie miał
    odruch ssania bez problemów, czy ja będę miała pokarm…. Nadchodzi ten
    dzień… pogryzione piersi… ogromny ból… ale wszystko da się znieść… To
    mała niewinna istotka, wygłodniała, którą delikatnie tulimy do swego
    ciała… Ssie pierś z całej swojej siły . W trakcie jedzenia zerkamy jak
    ze skupieniem rusza malutkimi ciemnymi oczkami, daje nam niezastąpione
    ciepło. Z dnia na dzień rosną jej okrągłe pucki To po prostu nasze małe wielkie szczęście.

  69. Katarzyna Mirek

    Karmienie piersią pierwszego synka okazało się ciekawą drogą poprzez nasze wspólne i indywidualne potrzeby, poprzez problemy i uniesienia naszych serc i dusz. jest to wielce ciekawa droga wyznaczana nam samym przez naturę i nasze osoby. Dzięki 22 miesiącom karmienia malca dowiedziałam się wiele o sobie, o tym jak wiele kobieta potrafi zrobić dla swojego dziecka, jak łatwo pokonuje się swoje ograniczenia czy jak daleko sięga horyzont moich możliwości. Jest to dla mnie wielkie zaskoczenie, ponieważ okazałam się krótkowzroczną i niedowierzającą sobie młodą mamą. Karmienie piersią pokazało mi jak ważna w wychowaniu dziecka jest wiara w siebie i w to co podpowiada nam intuicja. Nic tak zbędnego w tym czasie nie okazało się jak dobre rady otoczenia, że mleko już nic nie warte, że po co się męczyć, że nie ma sensu i że w ogóle to wstyd takie duże dziecko i cyca matczyna. Teraz kiedy za około miesiąc, może półtora zawitają do naszej rodziny kolejni dwaj chłopcy (oczekujemy bliźniaków), moje obawy co do karmienia i tego czy podołam powróciły… Znów się boję, stresuję tym czy fizycznie to w ogóle możliwe wykarmić bliźniaki?! Mam nadzieję, że podołam i temu wielkiemu wyzwaniu które mnie czeka. Ale również zabezpieczam się laktatorem, butelkami i całym tym potrzebnym osprzętem aby w razie czego ktoś wyręczył mnie w karmieniu malców moim własnym, odciągniętym mleczkiem aby podarować mi chwilę odpoczynku czy zmrużenie zmęczonych oczu.

  70. Nasza przygoda z karmieniem nie była łatwa, ale zacznę od
    początku. Po długich staraniach o nasze upragnione maleństwo, w listopadzie
    przez cesarskie cięcie przyszła na świat nasza ukochana córeczka. Zawsze mówiłam,
    że nie wyobrażam sobie innego karmienia jak naturalnie piersią. Więc gdy
    doszłam do siebie po narkozie, przywieźli mnie na salę zobaczyłam moją córunie,
    ze łzami szczęścia w oczach i przy pomocy położnej zaczęłam karmić małą. Pokarmu
    miałam niewiele – tyle, co nic, ale myśląc sobie, że początki nie są łatwe z
    czasem pokarm będzie! Przespałyśmy się chwilę tatuś, co chwila do nas zaglądał
    w międzyczasie biegając do pracy by później mieć dla nas wolne. I przyszła pora
    na drugie karmienie (położne w tym czasie się zmieniły) pokarmu mało, piersi
    bolą, ból po cesarce okrutny, ból pleców promieniujący aż do nóg, mała płacze,
    ja płaczę, bo nie mogę jej nakarmić, bo pokarmu nie mam, a położna w krzyk, że „co
    ze mnie za matka, która własnego dziecka wykarmić nie może”. Więc myślę sobie
    skoro mała chce ssać to niech ssie może coś wyciągnie sobie i tak 2 godziny ssała
    aż zasnęła, więc odłożyłam małą do łóżeczka i zasnęłam i ja. Przyszedł tatuś i
    głaszcze swoją córunie, a ona robi się fioletowa, aż po granat nie ruszając się…
    tatuś wybiega na korytarz woła o pomoc i żadnej reakcji niewiele myśląc bierze
    pierwszy raz córcie na ręce i biegnie na korytarz zaczepiając położną i mówiąc,
    że coś z dzieckiem się dzieje a położna pokazuje na drugą „proszę do tamtej
    pani podejść” to biegnie do drugiej ta wskazuje na panią doktor, więc biegnie
    do pani doktor. Pani doktor leniwie spogląda na dziecko i wyrywa mu małą z rąk
    biegnąc do pokoju z nią. Nagle szum, jakieś wózki ze sprzętem wożą, cały
    personel biega, my płaczemy, małej nie słychać… po 40 minutach przynieśli nam
    naszą mała, a ona patrzy na nas i się śmieje pierwszy raz jakby chciała powiedzieć
    „wróciłam!”. Okazało się, że mała zakrztusiła się pokarmem i zaczęła się dusić.
    Karmie ją raz 3 i córcia ulewa, strasznie ulewa, nawet nazwałabym to
    wymiotowaniem! Ja pokarmu już troszkę więcej miałam, ale co z tego jak córcia
    wszystko ulewała! Mała płacze, bo męczy ją ulewanie i brzuszek zaraz pusty, jak
    zasypiała to chyba ze zmęczenia. Cały czas ją pilnowałam by historia się nie
    powtórzyła. Kolejne karmienie znów mała ulewa, położne znowu swoje wywody na
    temat karmienia „karmić, karmić i jeszcze raz karmić, karmienie piersią jest
    bardzo ważne, co z pani za matka”, więc karmię, ale mała ulewa … zgłaszam, ale
    nic innego nie słyszę jak „karmić… karmić… karmić… ulewanie to normalne…” mała płacze,
    bo głodna, tu męczy się, bo ulewa jej się, ona spać nie może, ja spać nie mogę
    płacz, kryzys… ból placów ciągle się pogarsza od noszenia do odbicia małej aż w
    końcu w 3 dobie po świeżo, co zdjętych szwach i rozmowie z pediatrą czy mała
    może wyjść już do domu i usłyszeniu „tak może” proszę o wypis córci normalnie,
    a siebie na własne życzenie. Więc szybkie pakowanie i kierunek dom. W domu telefon
    do pediatry, wizyta domowa i diagnoza „mleko AR, córka nie może jeść pani
    pokarmu!”. Tatuś do sklepu, mieszanka zrobiona, mała najedzona, uśmiechnięta,
    nic nie ulewa i tak skończyło się nasze karmienie piersią…. a zaczęło karmienie
    butelką….

  71. Marta Sworowska

    Pamiętam to jak dziś..”No mamuśka, pokaż co tam masz, maluszka trzeba nakarmić” Byłam przerażona!
    Ale jak? Jak mam to zrobić? Czy z prawej,czy z lewej? Trzymać czy zostawić?

    NIGDY NIE KARMIŁAM! Ja nie potrafię!!!!
    Pielęgniarka była uśmiechnięta ; „Spokojnie mamusiu,poradzisz sobie”
    I udało się!
    Ilekroć odstawiłam ją od piersi płakała..CZY TO NORMALNE? Może moje mleko jest nie takie? Może nie leci?
    Miałam ogromny mętlik w głowie, chciało mi się płakać,może ja jestem złą mamą?
    Ale pielęgniarki czuwały….”Każda mama jest dobra!Świetnie sobie Pani daje radę! Idealnie po prostu”-ciągle powtarzały a mnie spadał kamień z serca.
    Brodawki stały się popękane, leciała z nich krew a ból był tak niesamowity że z każdym pociągnięciem płakałam z bólu (maści pomagały odrobinę).
    Chciało mi się KRZYCZEĆ!!!

    Robię to dla Ciebie córeczko, musisz przecież jeść.
    Zamykałam oczy i przykładałam ją do piersi.
    Ból był coraz większy a jak patrzyłam w jej oczy które mówiły „Dziękuję”
    Było to jednocześnie najbardziej wspaniałe i okropne uczycie w życiu, dzięki któremu zrozumiałam jak wiele jestem w stanie znieść właśnie dla Niej, dla mojej Nadii.
    Po kilku dniach piersi przyzwyczaiły się do swojej roli, a karmienie? Było najwspanialszym uczuciem jakie każda kobieta może doznać!!!!!!

  72. Od 3 miesięcy jestem mamą, dokładnie od 26 grudnia od
    godziny 08:53 :) Od tego momentu moje życie całkowicie się zmieniło. Już nie
    byliśmy sami z mężem, a w naszym wspólnym życiu zaczął nam towarzyszyć nasz
    synek. Dla nas najpiękniejsze dziecko na świecie.

    Wielka miłość, wielkie szczęście, radość i euforia.
    Równocześnie nowe problemy, trudne sytuacje i pytania bez odpowiedzi. Właśnie
    takim problemem było karmienie. Mimo moich jak największych dobrych chęci od
    początku nam nie szło. U innych zaskakuje od razu u nas niestety coś nie
    pasowało i po prostu ciągle musieliśmy walczyć. Zaczęło się jeszcze w szpitalu. Synek miał problemy ze złapaniem
    sutka, bo niestety miałam zbyt małe. Strasznie się wtedy denerwował i złościł.
    Ja w takich momentach zaczynałam panikować i płakać. Bo dziecko głodne a ja nie
    mogę go nakarmić. Jak już nam się udawało znaleźć właściwą pozycję i synek
    zaczął jeść to tak mocno trzymał sutek, że już po paru karmieniach miałam na
    nich jedną wielką, bolesną ranę. Co oczywiście nie wpływało na poprawę
    karmienia. Zaczęło się smarowanie i
    kremowanie piersi, ale nie dawało to rezultatów, bo synek ciągle był na
    piersi. Dobrze, że miałam wokół siebie anioły położne bo jedna z nich zlitowała
    się nade mną i przyniosła mi nakładkę na brodawki do karmienia, co uratowało
    nas, a dokładnie poprawiło jakość
    karmienia. Ja już tak nie cierpiałam a synek nie miał problemów ze
    złapaniem sutka.

    Ta nakładka to było z jednej strony błogosławieństwo wtedy
    dla mnie, a równocześnie jak się okazało
    zło konieczne, bo synek tak się przyzwyczaił do nakładki, ze nawet jak mi się
    wygoiły brodawki to nie chciał bez niej pić. A przez te nakładki niestety też
    ciężej się pije i mój synek potrafił po 3-4 godziny leżeć przy piersi, zarówno
    w dzień i w nocy, bo się nie najadał. Gdy próbowałam go odkładać, płakał, że jest dalej głodny. Później
    okazało się, że wpływ na to miało chyba to, że nie miałam zbyt dużo pokarmu. Filip
    przybierał na wadze, ale bardzo niewiele w stosunku do tego ile czasu spędzał
    pijąc mleko. Jak udawało się nam rozwiązać jeden problem, pojawiał się
    następny. Dość szybko, bo chyba po miesiącu walki zaczęliśmy dokarmiać Filipka
    mlekiem z butelki. Jak na złość nie miał żadnych problemów z opanowaniem picia
    z niej. Już po pierwszym podaniu pił jakby nic innego w życiu nie robił.

    Ale żeby znowu nie było za różowo tak mu się spodobała
    butelka, że zaczął odrzucać pierś. Gdy tylko poczuł pierś zaczynał płakać i
    złościć się, gdy podawaliśmy butelkę było jedno wielkie szczęście. W tym
    momencie mało brakowało a poddałabym się. Bo ja się tak staram, tak walczę,
    tyle przeszliśmy a mojemu dziecku do szczęścia jest potrzebna butelka a nie ja.
    Nie chcę dodawać w jakim wstanie były moje piersi, gdy synek nie chciał z nich
    pić mleczka.

    Dzisiaj gdy mój synek jest już kochanym, słodkim 3 miesięcznym
    niemowlakiem w sumie dalej walczymy, przynajmniej ja walczę, bo ciągle się nie
    poddaje. Po wielu próbach udało się nam wypracować pewien system. Filip pije
    dalej pierś i równocześnie mleczko z butelki. W nocy syn pije tylko pierś i z
    tego jestem dumna J
    w dzień udaje mi się go namówić na pierś tylko zaraz po jego drzemkach, wtedy
    mój Filipek jest jeszcze otumaniony snem i daje się bez problemu namówić, a
    wręcz oboje jakby lubimy te momenty bo mamy swoje chwile bliskości, możemy się
    przytulać, synek pije i jeszcze dosypia. Pełna radość. I w dzień dostaje też
    mój maluch butelkę i na jej widok już po prostu się śmieje. Taki gagatek z
    niego. Cwaniak mały.

    Na początku czułam się zawiedziona, niespełniona i jakbym
    zawiodła siebie i swoje dziecko. Nie tak to sobie wyobrażałam. Ale teraz już
    pogodziłam się z sytuacją. Bo w sumie nie ma co narzekać. Mam zdrowe,
    szczęśliwe dziecko. Najedzone a to chyba jest najważniejsze. I jest tyle innych
    pięknych aspektów macierzyństwa, aniżeli
    tylko karmienie piersią. I w nich mogę się w pełni realizować J A najważniejsze jest
    to, że w sumie nie ważne czy mój syn pije mleko z piersi czy z butelki, to i
    tak mleko z butelki bardziej smakuje od mamy. Bo mama jest najważniejsza J Mleko z piersi można
    zastąpić, ale mamy już nie.

  73. Okres karmienia piersią wspominam jako jeden wielki koszmar-łzy, ból i presję. Tak presję-lekarzy, położnych i otoczenia bo przecież w Polsce trzeba karmić piersią. Czułam się tak jakbym swemu wyczekanemu dziecku specjalnie chciała zrobić krzywdę bo nie potrafiłam karmić jej piersią. A tak naprawdę starałam się jak mogłam. Płakałyśmy obie-ja z bólu i bezsilności, córcia z głodu.Dopiero laktator położył kres memu koszmarowi. Córcię karmiłam tak 4 miesiące i wcale nie różniła się od innych dzieci -ważyła tyle samo,tak samo się rozwijała i tak samo chorowała jak te karmione piersią. Obiecałam sobie że przy drugim dziecku nie dam się już tak poniżyć i wmówić iż pierś to najlepsze co mogę dać dziecku. Przy drugiej miałam już laktator w szpitalu i spokojnie odciągałam jej mleko mimo iż była wcześniakiem. Teraz nadal pije mleczko z butelki a ja mimo że nie dałam jej piersi dałam jej spokojną , zrelaksowaną mamę bez wyrzutów sumienia.Mamę w 100% skupioną na dziecku.

  74. Moja historia nie jest inna, nie jest wyjątkowa! Jest taka sama jak Wasza drogie mamy…
    Zaczne od przedstawienia siebie. Jestem szczęściara! Tak o sobie myślę, jestem szczesciara bo mam wspaniałego meza i 2 cudowne córeczki:-) Kocham ich nad życie i pragnę dla nich wszystkiego co najlepsze.
    Starsza córka przyszła na świat 4 lata temu. Poród naturalny, ciężki ze wzgledu na duża wagę dziecka. Córeczke otrzymalam dopiero po 15 godzinach. Przez cały ten czas karmiona byla butla. Przystawiona do piersi nie umiała ssac. Teraz juz wiem, ze to nie była moja wina. Wtedy myslalam inaczej. Obwinialam siebie, ze nie potrafię nakarmić własnego dziecka. Nie umiem tego zrobić. Staralam się, a wszyscy mnie mobilizowali. Bo przecież muszę karmić -to jest najlepsze dla dziecka. Dziękuje Wam za dobre rady ale następnym razem zachowajcie je dla siebie. Bardzo Was proszę. Staralam się długo, dziecko nauczylo się ssać ale ja juz nie miałam pokarmu. Wiedzialam o tym ale coreczke i tak przystawialam do piersi a ona szarpalo ja nerwowo. Dziecko było głodne. Tak się meczylysmy przez 5 miesięcy. Przezylam horror! Tak wspominam karmienie piersia pierwszej córeczki. Ona jeśli tylko by pamiętała to jestem pewna, ze wpomilala by te chwile podobnie. Tak nie powinno być..prawda?
    Druga ciorka urodzona przez CC. Po 2 godzinach polozne przyniosly ja na chwilke do przytulenia i nakarmienia. Balam sie tej chwili okropnie. Wiecie juz dlaczego. Ale udalo sie. Nakarmilam dziecko, potrafilam, corka umiala ssac. Byla to jedna z piekniejszych chwil w moim zyciu i tego uczucia nigdy nie zapomne. Bylam dumna z siebie i z corki.Karmimy sie nadal, bez sresu i oddane sobie. Szczesliwe. Bo to jest zupelnie inna historia. A morał z tych historii płynie taki, ze nie wszystko jest zależne od nas, bo to życieu układa scenariusz a to jak zagramy zalezy tylko od nas.
    Jesli pozwolicie podziele sie z Wami dobra rada – sluchajcie wlasnego serca.
    Karmienie piersia jest wspaniale a karmienie butelka nie jest zle. Pamietajcie o tym

  75. Milena Kamińska

    „Cycuszek i jego perypetie”

    * Rok 2000 Tomasz ujrzał Milenę,
    to była miłość od pierwszego wejrzenia z obu stron

    * 2000-2005 mając na oczach różowe
    okulary młodzi imprezowali, jak najwięcej czasu spędzali razem , poznawali się
    na wzajem, swoje ciało

    * Rok 2005 Zaręczyny – zakochani
    postanowili zrobić krok do przodu , mieli już wtedy wielkie plany co do ślubu
    wesela i założenia rodziny

    *Rok 2006 – Milena i Tomasz zdecydowali się zawrzeć związek
    małżeński

    – złożyli przysięgę małżeńską

    – wybawili się na weselu i
    poprawinach

    – a w noc poślubną byli tak
    zmęczeni że zasnęli :-)

    – gdy się obudzili plany dotyczące
    powiększenia rodziny na później przełożyli

    *Rok 2007 dwie kreseczki zobaczyli
    , przyszli rodzice się bardzo ucieszyli choć z problemami się ciąża rozwijała,
    Milena dużo w szpitalu leżała. Od
    początku marzyła by karmić naturalnie dlatego swoje piersi przygotowywała
    starannie. Małżonek piersi podziwiał, gdy objętość swoją zmieniały był
    zadowolony jednak gdy się zorientował że piersiami będzie musiał się
    podzielić był zdziwiony.

    *Rok 2008 na świat przez cesarskie
    ciecie Kacperek przychodzi i o 5:55
    wszystkich na oddziale budzi i od pierwszych chwil sobie marudzi. Pierś mu nie
    smakuje, głową na boki kiwa, płacze
    i krzyczy:” już mnie nie przystawiajcie tylko butli porządnej mi dajcie” . Mama
    cierpliwa i obolała śpiewając i tuląc do piersi dostawia i na pyszne mleczko
    namawia. Mamie się oberwało że jest złą
    matką syna głodzi przecież każdy noworodek ma odruch ssania usłyszała słowa ”to z pani zaniedbania” .Zamiast wspierać szpile położne wbijały i matkę coraz
    bardziej dołowały. A synek sutka złapać nie raczy jest uparty, mimo iż
    wszystkie położne nad nim stoją ma nosek zadarty. Zdziwione i zaskoczone
    panie w fartuszku jego główkę na siłę do
    maminych piersi przykładały po wielu godzinnych próbach się poddały. Jedna
    spoko babka kopniaka Milence dała i dokarmiać sztucznie jej kazała, dała radę
    że gdy się uspokoi to dziecko piersi zasmakuje i to co dobre poczuje. Mąż
    mleczko i wodę w termosie przywoził i
    Kacperka spokojnie matula karmiła a swoją drogą dając mu czułość i miłość korzystania z piersi uczyła. Było
    ciężko piersi robiły się gorące i twarde jak kamień, skoro mąż je uwielbiał musiał o nie dbać i
    okłady z kapusty serwował i aby zastoje się nie robiły długo masował. Mijały
    dni i noce a rodzice wytrwali byli i w
    końcu widok dziecka przystawionego do piersi zobaczyli. Mleczko jak potok do
    buzi Kacperka płynęło i aż przez 1,5 roku nie wyschnęło. Kacperek dogadywał się
    z tatusiem i dzielił się cycusiem.

  76. Mira Wojciechowska

    Jestem teraz w temacie :)

    Przez całą ciążę byłam pewna, że chcę karmić piersią. Martwiłam się tylko tym, czy będę miała pokarm bo przecież mam takie małe piersi, skakałam z radości kiedy zaczęły rosnąć i wariowałam jak pojawiła się siara. Czytałam fora, książki, poradniki, pytałam o rady bardziej doświadczone mamy. Chciałam nauczyć się teorii karmienia piersią. Wszystko miałam zaplanowane. Nie mogłam się doczekać, żeby dostać moją córeczkę zaraz po porodzie i pierwszy raz ją nakarmić. I faktycznie uczucie było niesamowite! Malutka sama znalazła pierś i natychmiast się przyssała. Nigdy nie byłam taka szczęśliwa. Ale zaraz zaczęły się schody… Rodziłam w Anglii, byłam już po terminie i lekarze zdecydowali się, że wykonają poród kleszczowy. Po wszystkim opadły emocje i pojawił się ból. Mój mąż nie mógł ze mną zostać w szpitalu. Ja nie mogłam wstawać, ani siedzieć, a musiałam zająć się moim pierwszym dzieckiem. Opieka w szpitalu była niesamowita, ale w nocy położna, która miała się mną opiekować sprawiła, że do tej pory mam łzy w oczach na tamto wspomnienie. Byłam nieprzytomna, a ona była wredna. Zamiast pomagać, wciskała siłą moją pierścionek usta córeczki. Trauma! Potem przyszedł dzień, przyjechał mój wspaniały mąż i przyszły cudowne położne, które zaczęły mnie uczyć i otoczyły opieką. Odzyskałam wiarę, że wykarmię mój skarb piersią. Wróciliśmy do domu i popękały mi szwy poporodowe. Jeszcze więcej bólu i ogromne problemy ze znalezieniem pozycji wygodnej dla nas obu. Poranione sutki i walka z córeczką. Obie płakałyśmy. Mój mąż dzielnie mi pomagał i przez dwa tygodnie pomagał mi ją przystawić przy każdym karmieniu. Po jakimś czasie ból ustał, piersi sie wyleczyły i obie nauczyłyśmy się karmienia piersią. Teraz Ala ma sześć tygodni i odrzuciła pierś. Walczyłam, ale obie byłyśmy zdenerwowane i wykończone, więc zdecydowałam się spróbować z butelką. Odciągam tyle pokarmu ile jestem w stanie i dokarmiam małą mlekiem modyfikowanym. Szkrab już nie krzyczy z głodu, przesypia większość nocy, a ja nie wpadam w panikę na myśl o zbliżającym sie karmieniu :) teraz uczymy się nowej techniki, szukamy najwygodniejszych rozwiązań, żeby szybko przygotować lub podgrzać mleczko, ale już nie walczymy ze sobą, tylko gramy w jednej drużynie!

  77. Justyna Sosnowska

    Karmienie…temat rzeka. Moja ciąża od początku zaplanowana była na CC.
    Człowiek niepełnosprawny, w ciąży w małym mieście to prawdziwa sensacja.
    Odsyłali mnie od specjalistów do specjalistów. Najwyraźniej bali się
    wziąć na siebie odpowiedzialność. Mój syn urodził się śliczny i zdrowy, z
    dużą siłą w głosie i wszyscy wiedzieli kiedy jest głodny.
    To wszystko nie było proste. Po CC chodzenie o kulach, gdzie wszystkie ruchy trzeba
    wykonać
    „zatrudniając „ mięśnie brzucha to dość ekstremalne dokonanie. Ból był
    taki, że przy zaciskaniu zębów pękało mi szkliwo. Szlag mnie trafił,
    jak lekarz
    przyszedł do mnie i mówi : – najpierw chcą cesarkę , a później narzekają, że
    boli. Krew mnie zalała, bo po pierwsze nie narzekałam, a po drugie ja się o
    cesarkę
    nie prosiłam, życie za mnie zdecydowało!!! Bardzo chciałam rodzić
    naturalnie, tyle że nie mogłam. Jedno co wiedziałam od zawsze to, to że
    chcę karmić piersią. Mleka było mało, pielęgniarki chodziły obok mnie i
    komentowały wszystko jakbym nie dość , że kulawa jeszcze głucha była.
    Lekarze ciągle pytali: „Czy w domu jest ktoś zdrowy”, nowy dyżur nowy
    lekarz i za każdym razem to samo . Założyli od początku, że nie zajmę
    się własnym dzieckiem!!! Z tego stresu, poczucia bezsilności i
    niezrozumienia zatrzymał mi się pokarm. W trzeciej dobie po porodzie
    nawiedziło mnie zapalenie piersi i przyszła Pani „Expert” od laktacji.
    Śmierdziała petami tak, jakby zjadła całą paczkę papierosów i zagryzła
    cygarami. Tragedia, mnie napinało, a to babsko miało dotykać mojego
    syna i
    mojego cierpiącego biustu. W trzeciej dobie ubłagałam lekarza dyżurnego żeby
    mnie wypuścili, bo tam zwariuję. Na odchodne trzy razy zapytali czy jest ktoś
    zdrowy i wreszcie byłam wolna. W domu piłam niezliczone ilości wody, herbatek
    laktacyjnych, bawarek i kawy zbożowej z mlekiem. Przez całe życie nie wypiłam
    tyle
    płynów co wtedy. Najgorsze były noce, bo bałam się, że mały płacząc
    pobudzi wszystkich w całym bloku. Na dodatek wyć mi się chciało, bo
    miałam wrażenie, że się nie najada. W ciągu dnia, walczyliśmy na
    zasadzie częstsze przystawianie do
    cyca równa się więcej mleka. Trochę to trwało, a w pogotowiu, w kuchni stało
    pudło „sztucznego” mleka. Bywało tak, że trudno było mi się wyrwać to wc, bo
    młody
    „wisiał” na cycku. Jednak udało się i uważam, że było warto. Karmienie
    to cudowna przygoda, której nikt nam nie zabierze! Udało mi się karmić
    przez rok i dwa miesiące, połamałam dwa laktatory, bo ściągałam mleko na
    czas kiedy siedziałam na studiach. Robiłam dwa kierunki jednocześnie,
    bo wiedziałam, że jak nie dokończę to już do nich nie wrócę, w czasie
    dużej przerwy leciałam i to prawie dosłownie przystawić moje dziecko do
    cycka i wracałam na salę wykładową. ” Matka wariatka”, dziś uśmiecham
    się do wspomnień tego karmienia. Cudowny rok mojego życia…i jestem z
    niego dumna, a co!

    Dziś tak samo jak ja wtedy walczy moja przyjaciółka i to jej chciałabym dedykować ten tekst, a może i nagrodę, nigdy nie wiadomo ;) Ona nie ma czasu siedzieć przed kompem, a ja nawet wiem dlaczego…

    Nie ważne co mówią, piszą myślą. Rób swoje, bo
    to do Ciebie Twój synek czy córka powie: „Mamo” . Dziewczyny walczcie o
    karmienie piersią , ale nie za wszelką cenę! Nie dajcie sobie wmówić,
    że jak nie karmicie cyckami to jesteście gorsze. Jeśli chcecie karmić,
    to stańcie na głowie, ale nie dla kogoś, ale dla własnego dobrego
    samopoczucia. Macierzyństwo to miłość…

  78. Moje przeżycia z karmieniem piersią są wspaniałe, gdy karmiłam córeczkę piersią obie byłyśmy w pełni spokojne i zrelaksowane. Nikt nie zrozumie jakie to szczęście trzymać swój największy skarb dopóki nie spróbuje . :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku