Czekoladowa Chmura Nigelli Lawson

Czekoladowa Chmura Nigelli Lawson


Agnieszka Jelinek

28 stycznia 2015

Niedzielny ranek, wszyscy już po śniadaniu. Moi panowie szukają wzrokiem, gdzie ukryłam ciasto na popołudnie. Nie ukryłam, bo jeszcze go nie ma (wczoraj cały dzień spędziliśmy poza domem)! Do wyjścia na nabożeństwo mamy niecałe 2 godziny i co teraz? Jak pogodzić brak ciasta, smutną minę mego męża i trzylatka pełnego chęci do zabawy z mamą? Ciasto czekoladowe!

Po prostu zatrudniłam dziecko do pracy w kuchni i z pełną odpowiedzialnością przekazałam pałeczkę w upieczeniu dzisiejszego ciasta. Po szybkiej wymianie zdań i mocnym tupnięciu małej stopy – będzie ciasto czekoladowe. Mama sprawdziła, czy są wszystkie składniki i pomagając odrobinę pozwoliła synowi zrobić ciasto. Jak wyszło? Obłędnie!

Jeśli szukasz przepisu na ciasto czekoladowe, które zwali z nóg nie tylko teściową to polecam Czekoladową Chmurę wg przepisu Nigelli Lawson. Co ważniejsze nie znajdziecie tutaj ani grama mąki, tylko czekoladę, jajka, cukier i śmietanę. Czego chcieć więcej.

Składniki na ciasto:

250 g ciemnej gorzkiej czekolady (min. 70%) – ok. 2,5 tabliczki czekolady
125 g masła (trochę mniej niż ¾ kostki masła)
6 jajek
175 g cukru kryształu (ok. ¾ szklanki)
ew.2 łyżki likieru Cointreau
starta skórka z 1 pomarańczy

Składniki na śmietanową chmurę:

250 ml śmietany kremówki – 36% (małe opakowanie śmietany)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub dwie łyżeczki cukru wanilinowego
½ łyżeczki gorzkiego kakao do posypania
1 łyżka likieru Cointreau

Przygotowanie

  1. W pierwszej kolejności rozpuszczam czekoladę w kąpieli wodnej, czyli do małego rondla wkładam połamane tabliczki czekolady i wkładam go do większego rondla z wodą – dzięki temu czekolada się nie przypali.
  2. Do rozpuszczonej czekolady dodaję masło i kiedy oba składniki ładnie się połączą, odkładam na bok by nieco przestygły.
  3. W większej misce ubijam 2 całe jajka i 4 żółtka z 75g cukru i dodaję na koniec rozpuszczoną czekoladę z masłem.
  4. Teraz jest najlepszy moment by włączyć piekarnik na 180 stopni.
  5. Pozostałe 4 białka ubijam na sztywną pianę i dodaję do niej pozostały cukier (100g), dalej ubijając, aż uzyskam błyszczącą pianę.
  6. Ubite białka delikatnie mieszam z masą czekoladową – można dodać także likier Cointreau i skórkę z pomarańczy.
  7. Do wcześniej przygotowanej tortownicy (średnica 23 cm) lub prostokątnej blachy (21 cm x 28 cm), najlepiej wyłożonej papierem do pieczenia, wykładam ciasto.
  8. Piekę w piekarniku ok.1 godziny, ważne aby środek nie był płynny.
  9. Upieczone ciasto czekoladowe odkładam do wystygnięcia. Jeśli zależy Wam na czasie to można wyłożyć je na kratownicę.

Uwaga: upieczone ciasto będzie pękać, a środek będzie się zapadał – utworzy się coś na kształt krateru. Tak ma być. Nie martwcie się tym zupełnie.

Przed podaniem:

  1. Ubijam kremówkę z cukrem i ekstraktem waniliowym. Dla smaku można dodać likier Cointreau.
  2. Ubitą śmietanę wypełniam zagłębienie ciasta, a za pomocą sitka posypuję kakao.

Cóż mogę więcej napisać. Życzę Wam niezapomnianych wrażeń smakowych!

zdjęcie 2

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Milena kamińska

    Mniam kilka dni temu piekłam z dziećmi orzeszki i babeczki teraz mam ferie i na pewno skusimy się na ten przepis gdy się go czyta to ślinka cieknie

  2. (nie )Magda(lena)

    To ciasto jest pyszne! I nie do podziału z resztą domowników ;) no dobra, do podziału ale z ciężkim sercem ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Bezsen(s)

Bezsen(s)


Żaklina Kańczucka

27 stycznia 2015

Co powinna zrobić udręczona dniem i rozdartymi dzieciakami matka? Pójść spać! No to przecież jest jasne jak słońce i proste niczym drut, przynajmniej w pięknej teorii. Na samą myśl o opcji “sen o przyzwoitej porze” mam ochotę rzucić “śmiechłam” i wpadłam pod krzesło. Jak cudem uda mi się położyć obu synów spać w mniej więcej jednym czasie – z założenia ok. godziny 21.00 – choć najczęściej oczekiwania nijak się mają do rzeczywistości, od razu budzą się we mnie dzikie żądze…

Najpierw “rządzę” przy desce do prasowania, dzierżąc w dłoni jak bezcenne berło, żelazko. “Nie lubię tego” mam ochotę wysyczeć, albo powtórzyć za klasykiem “nie chcem ale muszem”. Choć tak uczciwie, jak już baaaaardzo, baaaardzo nie chcem, to nie muszem, i nie robiem. Bo pognieciony dzieciak to i tak lepiej jak dla przykładu dzieciak brudny. A skoro brudne dziecko to szczęśliwe dziecko, więc dziecko pogniecione, to przynajmniej szczęśliwa matka.

Jak już skończę, albo i nie, bo mi się dziecko młodsze obudzi i piszczy, to nadal nie obieram kursu na łóżko. Po tak miłej rozgrzewce zabieram się za mycie garów, bardzo często w ilości hurtowej, bo ja to pół biedy, kubki czy talerze zmywam od ręki, ale jak się ma (wliczając w to męża) trójkę dzieci w domu i summa summarum zmywanie po czterech gębach, to wyobraźcie sobie jak wygląda mój zlew. I teraz dopiero w brodę sobie pluję, że mąż chciał zmywarkę, a ja nie… I nie pytajcie czemu nie chciałam, bo sama nie wiem. Może wydawało mi się że lubię zmywać? Nie lubię, teraz to wiem na pewno.

Co dalej? A dalej to spoglądam na zegar, bo w zależności od tego jak późna jest pora, zabieram się za czynności nie generujące nadmiernego hałasu. I kto co lubi, lub kto co musi – wyjście z psem, ścieranie kurzu z mebli, mycie podłóg – to obowiązkowo, bo przynajmniej podczas wieczoru nikt mi tych podłóg nie zadeptuje – składanie prania. Mam dla Was ciekawostkę – moje pranie na pewno ma nogi bo samo się przynosi na klacie mężowskiej do pokoju, ale nie ma rączek, bo już się samo nie składa. Taka sytuacja.

I w sumie gdy podłogi stają się przyjazne dla malucha, naczynia na suszarce czekają aby uwalić je dnia następnego, a czyste poskładane pranie zaprasza żeby znów je zabrudzić, kombinuję dalej. A to to, tamto i siamto, zwyczajnie nie potrafię usiąść na tyłku, tylko tu jeszcze poprawię, tam podleję czy  wstawię. Bo w sumie i tak mi się kłaść nie opłaca, ani teraz ani później, bo nie mogę się opędzić od myśli, jak od natrętnej muchy, że na milion procent ja się położę, a któreś z dzieci wstanie.

Kalkulacja jest prosta, nie opłaca mi się kłaść bo nie zdążę porządnie przymrużyć oczu, a jak nawet przymrużę to jestem bardziej wymięta niż wypoczęta. Ale nie narzekam i nie płaczę, nie jest źle, bo śpię tyle co muszę, a działam ile powinnam, dobrze wykorzystując czas. A nazajutrz, od samego rana zrobię minimum z minimum, siadam przy kawusi, zerkam do czytadła, popatrzę na dzieciaki, i jak zawsze uśmiechnę się do siebie, bo w moim przypadku “bezsen(s)” ma wielki sens :)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ćwiczę albo spędzam czas z mężem :)

  2. To zupelnie takniqak ja…:-)

  3. ja siadam do pracy – komputerowa, z domu, „po godzinach”, fajnie płatna – pozazdrościć, prawda? Choć czasami marzy mi się spokojny wieczór z mężem, książka czytana na spokojnie czy wskoczenie do wanny by się zrelaksować… Ale nie narzekam, w końcu to moja decyzja (przynajmniej dopóki nie spłacimy kredytu na dom :) )

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Odra powraca? Sianie paniki czy realne zagrożenie?

Odra powraca? Sianie paniki czy realne zagrożenie?


Basia Heppa-Chudy

25 stycznia 2015

Wczoraj usłyszałam, że w Stanach Zjednoczonych od grudnia zanotowano kilkadziesiąt przypadków zachorowań na odrę. Choroba ta jest bardzo zaraźliwa, a amerykańscy lekarze potwierdzają, że przypadki zakażenia pochodzą od jednej osoby.

Doniesienia te są dobrą okazją, by poruszyć temat tej zakaźnej choroby wirusowej wieku dziecięcego.

Dlaczego odra jest niebezpieczna?

Po pierwsze, jak już wspomniałam, jest to choroba o bardzo wysokiej zaraźliwości i choć sama w sobie nie jest groźna, to mogą towarzyszyć jej liczne powikłania – najpoważniejsze to zapalenie mózgu lub opon mózgowo-rdzeniowych, bakteryjne zapalenie płuc oraz podostre stwardniające zapalenie mózgu, które może pojawić się kilka lat po przejściu choroby.

Według WHO odra powoduje 10% zgonów, wśród dzieci poniżej 5 roku życia. A jeszcze do niedawna przewidywano, że w Europie uda się odrę całkowicie wyeliminować już w 2015 r.

Jak uniknąć zachorowania?

Przed zachorowaniem chronione są tylko osoby, które chorowały już na odrę lub zostały przeciwko niej zaszczepione.

W Polsce szczepienia przeciw odrze są obowiązkowe i finansowane z budżetu państwa. Dostępna jest skojarzona szczepionka (typu MMR) zawierająca żywe (zmodyfikowane i osłabione) wirusy: odry, świnki i różyczki lub szczepionka poczwórnie skojarzona przeciwko odrze, śwince, różyczce i ospie wietrznej.

Pierwszą dawkę szczepionki dziecko otrzymuje w 13-14 miesiącu życia, a w 10 roku życia podaje się dawkę uzupełniającą.

Państwowa Inspekcja Sanitarna informuje, że ponad 95% osób, które otrzymały jedną dawkę MMR ma odporność przeciwko trzem wirusom (odry, świnki i różyczki) a dawka uzupełniająca szczepionki zapewnia odporność prawie wszystkim tym osobom, które nie zareagowały na pierwszą dawkę.

Nie wszyscy szczepią swoje dzieci

W Europie i USA przyczyną zwiększenia się zachorowalności na odrę jest zaniechanie szczepień przeciwko tej chorobie. Zarówno w Polsce, jak i w innych krajach powstał ruch antyszczepionkowy i przybywa rodziców, którzy nie chcą by ich dzieci zostały zaszczepione także obowiązkowymi szczepieniami. Rodzice boją się przede wszystkim powikłań, które mogą powstać po ich podaniu. Z badań socjologa Uniwersytetu Warszawskiego dr Tomasza Sobierajskiego wynika, że w naszym kraju od 10 do 12 proc. rodziców jest przeciwnych szczepieniom, a odsetek ten stale się powiększa.

Szczepić?

W naszym kraju istnieje obowiązek szczepień, ale to rodzic decyduje, czy zaszczepi bądź nie swoje dziecko. Nie ma kar za nieszczepienie. Sama się o tym przekonałam, kiedy mając wątpliwości co do zaszczepienia mojego syna przeciw odrze, różyczce i śwince konsultowałam się z zaufanym pediatrą. Lekarz przestawił swoje argumenty i podkreślił, że teraz decyzja należy do mnie.

Dla mnie informacje o powikłaniach po odrze okazały się bardziej przekonujące, niż nieudowodnione teorie o szkodliwości szczepionki. A korzyści wynikające ze szczepienia można podzielić na indywidualne i społeczne – ograniczam ryzyko zachorowania mojego dziecka, a tym samym chronię przed śmiertelnymi powikłaniami oraz przyczyniam się do eliminacji wirusa odry.
Ja zaszczepiłam swoje dziecko, a Ty?

Fot. Dave Haygarth/ CC BY

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Milena Joanna Kozak

    dobrze, że ja swoją córkę szczepię. akurat we wtorek idziemy na tą właśnie szczepionkę ( ma prawie 10 lat )

  2. Szczepie i będę szczepić- na przekór głosom anty szczepionkowym!

    1. myślałam że , szczepi się dla ” dobra” dziecka a nie komuś na przekór …..

  3. My póki co siedzimy w domu z ospa:)

  4. Jak będziecie sie szczepić to powróci

    1. Ja też szczepie.Obaj moi synowie mają szczepienia wszystkie obowiązkowe plus dodatkowe (nie,nie wszystkie:) )

    2. Właśnie od nieszczepienia wracają… wyłącznie dzięki szczepieniom cześć chorób udało się skutecznie wyeliminować… do czasu inteligentnych inaczej którzy postanowili nie szczepić narażając zdrowie publoczne…

  5. Tylko dlaczego nie jest napisane w artykule na jak długi czas szczepionka daje odporność? Bo z tego co mi wiadomo to trwałą odporność daje tylko przechorowanie odry. Chciała bym wiedzieć ilu dorosłych doszczepia się regularnie żeby zapobiec powrotowi chorób zakaźnych…

    1. Bo tak na „chłopski rozum” jeżeli kilka procent nieszczepionych dzieci może powodować to że znowu pojawią się choroby, których już praktycznie nie było, to co mogą spowodować niedoszczepieni dorośli? Bo myślę że takich jest o wiele więcej… Osobiście nie znam osoby dorosłej, która się doszczepia regularnie ( nawet wśród lekarzy )

    2. W organizmie mamy pamięć immunologiczną, która zapamiętuje pewne antygeny (ciała obce) które wnikają do naszego organizmu. I na tym polega szczepienie- na takim „zapoznaniu” organizmu- i wytworzeniu przeciwciał. Taka odpowiedź kształtuje się ok 2 tyg. Ale, gdy mamy styczność po raz drugi z tym samym antygenem organizm już posiada te przeciwciała i reaguje znacznie szybciej- w ciągu 2-3 dni. Szczepienie, nie ma za zadanie totalnie wyzbyć się zachorowania- a zmniejszenie objawów, przyspieszenie reakcji organizmu, często bywa tak, że dziecko czy dorosły po prostu jest jakiś czas osłabiony- ale nie ma poważniejszych objawów. Natomiast u osób nie szczepionych będzie to pierwszy kontakt- więc wszystkie możliwe objawy wystąpią bo organizm dopiero zabiera się za produkcję przeciwciał. A co za tym idzie- dojdzie do ujawnienia masy objawów chorobowych.Odra uważana jest za chorobę wieku dziecięcego (z resztą jak ospa- dorośli też chorują)
      Niestety pamięć immunologiczna nie trwa wiecznie, przeciwciała też mają określoną długość „życia”. Ze względu na to, że coraz więcej rodziców decyduje się na nieszczepienie dzieci, powracają choroby, które teoretycznie dawno już zniknęły.
      Podkreślę- szczepienie ma za zadanie osłabić intensywność objawów, przyspieszyć odpowiedź naszego organizmu, zapoznać nasz organizm z antygenem.
      Właśnie uczę się do egzaminu z immunologii xD

    3. Jakby ci dorośli nie byli po szczepieniach odporni na odrę, mielibyśmy rok rocznie epidemie. Tymczasem ich nie mamy. Zachorowania na odrę w stanach w 89% dotyczą dzieci nieszczepionych, także proszę z tego wyciągnąć wnioski.

    4. Basia Heppa-Chudy

      Szczepienie szczepionką MMR jest zalecane dorosłym, którzy nie byli szczepieni przeciw odrze w dzieciństwie lub osobom, które w przeszłości otrzymały tylko jedną dawkę szczepionki.

      Z tego wynika że nie ma potrzeby „doszczepiania się”.

    5. Angelika skoro się akurat uczysz do egzaminu to mam pytanie. Jeżeli szczepienie, może wywołać skutki uboczne, bo nie oszukujmy się- może i jeżeli dziecko jest karmione piersią przez matkę, która wszystkie choroby wieku dziecięcego ( odra, świnka, różyczka, ospa, szkarlatyna ) przechorowała, w związku z czym dostaje od matki, razem z mlekiem przeciwciała to czy dla bezpieczeństwa dziecka niektóre szczepienia nie powinny być przesunięte w czasie do momentu aż dziecko przestanie być karmione piersią?

    6. Ja robiłam w tym roku poziom przeciwciał odry, żeby ewentualnie się doszczepic jest równie wysoki jak ludzi bezposrednio po szczepieniu, a szczepilam się dobrze ponad 12 lat temu…
      Karmienie piersią nie jest wskazaniem do odroczenia szczepień

  6. Przecież choroby zakaźne jak odra nie biorą się z powietrza i dzieci nieszczepione ich nie powodują… a często dziecko zaszczepione przeciwko odrze może zarazić innych, np dorosłych którzy dawno stracili odporność przez szczepienia… jestem ciekawa czy ktoś zrobił badania i porównał ilość powikłań po odrze a ilość powikłań po szczepieniach przeciwko niej…

    1. Oczywiście, że były takie badania. Wśród osób które złapały odrę 1 na 1000 osób ma powikłanie w postaci zapalenia mózgu, 2-3/1000 umierają w wyniku samej choroby, i 1/1700-3000 w późniejszym czasie zaczyna chorować na podostre stwardnieniowe zapalenie mózgu, które powoduje śmierć w ciągu dwóch do dziesięciu lat. Przy szczepieniu poważne działania niepożądane zdarzają się znacznie rzadziej.

    2. Basia Heppa-Chudy

      Według informacji na stronie Głównego Inspektoratu Sanitarnego – wirusy użyte w szczepionce nie przenoszą się z osób szczepionych na inne osoby.

  7. Ja starsze szczepilam dziecko a młodsze juz nie…

  8. Ja szczepię moje szkraby. Niestety ostatnie szczepienie córki odwlekam już kolejny miesiąc, bo syn poszedł do przedszkola i co chwilę coś przynosi.

  9. ja szczepiłam… i co z tego mój 4 latek właśnie przechodzi różyczkę :/ a nie powinien jej mieć :(

    1. Basia Heppa-Chudy

      Twoje dziecko to widocznie akurat ten „rzadki przypadek”, który zachorował mimo szczepienia.
      Ale dzięki szczepionce różyczkę przejdzie łagodnie i bez powikłań.

  10. szczepię, standardowe szczepionki bez kupowania jakiś cudów

  11. My szczepiny skojarzonymi+pnrumokoki

  12. Zaszczepiłam i żałuję u synka po pierwszej dawce hexy 6w1 wystąpił NOP którego oczywiście do Sanepidu nie zgłosili. Odwlekałam szczepienia w czasie jak sie dało. Teraz synek dostał priorix i znów było z nim źle po szczepieniu. Oczywiście pediatra cały czas twierdzi że wydziwiam i jestem przewrażliwiona ale ciągłe spanie dziecka ciężkie wybudzanie i godzinny ciągły płacz to chyba nie jest normalne prawda? Powiedziałam sobie koniec nie szczepię więcej nie będę narażać z dziecka. Rozmawiałam z lekarką pediatrą z Niemiec która nie miała słów u nich po takiej rekacji na szczepionkę dziecko dostałoby wpis do książeczki żeby nie szczepić i tyle. Tylko w Polsce jest taki nacisk na szczepienia bo są to gigantyczne pieniądze zarówno dla koncernów farmaceutycznych jak i dla przychodni.

  13. Ja szczepiłam moje dzieci 6 w 1 i było wszystko ok dodatkowo rotawirusy, pneumokoki i meginokoki i nie mieliśmy żadnych problemów.

  14. jedno i drugie szczepiłam tylko skojażonymi 6w1, nic nie było, zadnych dodatkowy nie braliśmy

  15. Szczepię standardowymi plus rota

  16. 5w1 + wszystkie dodatkowe

  17. Szczepimy się choć teraz synka z opóznieniem bo co nóż to ktoś w domu chory.

  18. Szczepimy chociaż każdej szczepionki się boję… Tydzień temu mieliśmy właśnie na odrę itd.. I odpukać wszystko ok ;)

  19. Szczepie, pediatra ma dwoje małych dzieci i tez szczepi.

    1. Moim zdaniem to żaden argument twoje dzieci nie lekarza ….przemysl to bo nie on będzie miał problem

  20. Nie Szczepie na nic a takiego nopa jak miał syn po WZW i gruźlicy w drugiej dobie zycia nie życzę nikomu

  21. Starsze nie szczepilam na ospę świnie i rozyczke ….chorowaly żyją i dobrze się mają najmłodsze szczepilam potrojna -lekarka mi na siłę wcisnela -Ola chorowała po niej na ospę :-( krosty miała wszędzie nawet w buzi.
    …..

  22. Pierwszy syn miał poważne NOPY które oczywiście w ogóle nie zostały zarejestrowane. Ma opóźnienie w mowie, silnie zaburzona integrację sensoryczna i oczywiście co chwile łapie jakieś przeziębienia większe bądź mniejsze. Młodszy ma 8 msc, raczkuje, juz wstaje sam, miał tylko katar – zaszczepiony tylko i to bez mojej wiedzy w szpitalu na gruzlice.

  23. W Polsce wciska się kit rodzicom ze dziwne zachowanie dzieci po szczepieniach to normalka. Nie dość ze lekarze polecają płatne szczepionki to potem dziecko choruje – „uodparnia sie i przez to jest chore” (zapalenia ucha; oskrzeli, płuc, astma, AZS, powracajacych poważniejszych powikłaniach nie wspomne)i znów czlowiek wydaje kasę na leki i sprzedaż leków kwitnie. Rynek farmaceutologiczny jest po prostu jak każdy inny liczy się sprzedaż i to wielomiliardowa…

  24. narazie nie szczepie, bo z mlodszym czekam aż skonczy 2 lata i w koncu bedzie mial porządną odpornosc, a starszy ma jedno zalegle szczepienie, ale co chwile mu z nosa leci i zaczekam do wiosny aż wyjdzie na prostą :) starszy byl szczepiony 6w1 plus wszystkie pozostale obowiazkowe, nigdy zadnych powiklan… mlodszy 5w1 plus rotawirusy i inne obowiązkowe do roku przy czym zaliczyl 2 razy NOPa skonczone pobytami w szpitalu i dlatego dla mnie teraz priorytetem jest to, ze musze miec 100% pewnosci, ze maly jest zdrowy jak ryba, nie ma zadnych ukrytych oslabien itp rzeczy

  25. Ja szczepilam stabdardowe plus rota i pnelmo jestem zadowolona

  26. Małgorzata Piętka – jestem pewna że zachowania jakie opisujesz( astma, zapalenia azs) to nie są NOP. Swojego 3latka szczepiłam na wszystko – obowiązkowe i dodatkowe (meningo, pneumo itd) , teraz czekam na kolejną szczepionkę nową na meningo typ B i oczywiście tez go zaszczepię , na ospę również w najbliższym czasie zamierzam! Nie miał zupełnie żadnych powikłań (chociaż te mogo się zdarzać , w większości raczej nie groźne) po szczepieniu, żadnego osłabienia odporności, dodam że jest marzec a on od września ubiegłego roku nie miał nawet kataru:). Rozwija się też dobrze. Uważam że jeżeli mamy możliwość zapobiegnięcia tym chorobą to warto to zrobić. Przykładem jest nasza sąsiadka która w wieku 3,5 misiąca zmarła na sepse spowodowaną meningokokami. Myślimy że niektóre rzeczy nas nie dotyczą szczególnie groźne choroby, że to zdarza sie gdzieś daleko od nas i nas napewno ominie jest jakby wyimaginowane dla nas. Dopóki nie przydarzy się w naszym otoczeniu lub nas nie dotknie, a wtedy często jest już za późno. Także szczepcie drogie mamy bo w Waszych tylko rękach jest los Waszych dzieciaków:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Mol książkowy czyli dlaczego warto czytać książki

Mol książkowy czyli dlaczego warto czytać książki


Mirella

22 stycznia 2015

Przeczytałam… hmmm, no właśnie, gdzie? Gdzieś na jakimś blogu, czy w książce Kominka? Jakoś to drugie bardziej mi pasuje. No nieważne. W każdym razie przeczytałam, że dzięki blogosferze czytelnictwo rośnie, bo ludzie czytają blogi czyli ogólnie więcej czytają a książek i tak prawie nie czytają, więc gdyby nie blogi nie czytaliby nic. Może i jakiś sens w tym jest, ale tak na zasadzie: lepszy rydz niż nic. Czy czytanie blogów może zastąpić czytanie książek? Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. A dlaczego? Mogłabym powiedzieć bo nie i już,  ale spróbuję wyjaśnić swój punkt widzenia.

Jak wygląda czytanie blogów? Czasem trafi się jakiś, który zauroczy czytelnika na tyle, że chce się przeczytać całe archiwum, ale to rzadko. Na co dzień po prostu sprawdza się, czy są nowe wpisy. Ile czasu czytacie jeden tekst na blogu? Minutę, dwie, pięć? I co dalej? Następny blog. I następny. I następny. Skaczecie z tematu na temat, z historii na historię, z fotki na fotkę. Też tak mam, trochę parentingowych, trochę linuxowych, po drodze jakieś finansowe, na deser kulinarne. Mój mózg skacze z tematu na temat, ręka niecierpliwi się na myszce, żeby kliknąć kolejny link, no więc dalej, dalej, dalej… Skupiam się? No przez te dwie minuty tak. Więcej nie muszę, bo tekst się kończy.

Kiedyś czytałam dużo, bardzo dużo, bardzo bardzo dużo. Nie wychodziłam z domu bez książki, nieważne dokąd szłam. Wyjątkiem był kościół. Poza tym brałam lekturę wszędzie – na zakupy, w podróż, do pobliskiego spożywczaka jak szłam po chleb, bo przecież dwie osoby w kolejce to pięć minut na czytanie, obowiązkowo na pocztę, żeby zdrowia i nerwów nie tracić, do banku, do lekarza, nawet z psem na spacer jak miałam wyjątkowo ciekawą i wciągającą pozycję.

Jak urodziłam Duśkę, wiadomo, czas jakby zaczął inaczej biec. Czytałam nadal, ale już mniej. W międzyczasie zaczęłam więcej przebywać w wirtualnym świecie. Minęło kilka lat, Duśka dorosła, a ja zatęskniłam za czytaniem. No i co? No i okazało się, że nie umiem czytać. Nie żebym zapomniała liter , spokojnie, poskładać w słowa i zdania też umiem, ale to jeszcze nie jest czytanie. Nagle okazało się, że mój mózg pracuje innym rytmem, tu minuta, tu dwie, tu pięć, ale skupić się bez przerwy przez godzinę? Tak dobrze to nie ma. Niestety, musiałam się tego nauczyć na nowo. Czytałam na ilość, robiłam założenie, że muszę przeczytać sto stron i czytałam. W końcu to tylko godzina. Na szczęście udało się, wróciłam do dawnego rytmu.

Mogłam oczywiście dojść do wniosku, że widocznie już mnie to nie kręci, wzruszyć ramionami, stwierdzić: “dlaczego warto czytać książki?” i  dać sobie spokój. Ale na szczęście nie udało mi się samej siebie oszukać. Bo ja wiem, że mnie to kręci, uwielbiam to, zawsze uwielbiałam, musiałam sobie tylko przypomnieć jak to się robi ;) Czy warto? A zdarzyło Wam się kiedyś tak utonąć w książce, że zapomnieliście o bożym świecie? Jeśli tak, to nie muszę przekonywać, że warto. Jeśli nie, to mogę tylko współczuć.

Gdyby komuś potrzebne były bardziej naukowe dowody na to, że czytanie ma sens, to Newsweek znalazł ich aż osiem ;)  W dużym skrócie mówiąc, czytanie rozwija inteligencję, ćwiczy pamięć, może zwiększyć kondycję mózgu i pomagać w walce z Alzheimerem. Do tego ostatniego ciężko mi się odnieść, natomiast z resztą jak najbardziej się zgadzam.

Odkąd znowu dużo czytam (średnio dwie książki na tydzień) czuję, że mój mózg pracuje na zupełnie innych obrotach niż kilka lat temu. Łatwiej mi się skupić i skoncentrować na zadaniu, nie czuję potrzeby przerywania żeby zrobić coś “w międzyczasie”, co jeszcze do niedawna było standardem.

Dalej Newsweek donosi, że czytanie uczy empatii. No cóż, były czasy, gdy czytałam jedną książkę dziennie, pewnie dlatego mam tej empatii tak dużo.

Z dalszej części artykułu dowiadujemy się, że czytanie pomaga się zrelaksować i zasnąć. Potwierdzam w całej rozciągłości. Nic mnie tak dobrze nie uspokaja jak czytanie, genialne lekarstwo na stres i nerwy, a bez wieczornej lektury nie zasnę. A jeśli chcemy, żeby i nasze dzieci czytały, trzeba dać im przykład, czytanie jest zaraźliwe ;) I z tym także się zgadzam!

Co czytam? Najczęściej nic ambitnego, ostatnio przeczytałam „Strzałę posejdona” Clive’a Cusslera, wcześniej „Wymarzony dom” Magdaleny Kordel. W kolejce stoją Coben i Kalicińska. Jeżeli nie znacie tych autorów to chyba nie będę z Wami gadać :P

Kiedyś czytałam głównie sensacje i thrillery, teraz czytam więcej książek obyczajowych. Dlaczego? Nie wiem, pewnie do tego dorosłam. Czytam sporo wspomnień i uważam, że są bardzo wartościowe – dziesięć lat temu zabiłabym śmiechem tego, kto by mi powiedział, że będę czytała wspomnienia Magdaleny Zawadzkiej. Pewnie za dziesięć lat dorosnę do Dostojewskiego, a za dwadzieścia do Prousta. Upodobania się zmieniają.

Mój gust zmienił się wraz z urodzeniem dziecka. No może trochę później. O czym czytasz? O pani i panu. I tak za każdym razem, bo przecież nie powiem, że o morderstwie prawda? A teraz mogę powiedzieć, o pani i panu nad morzem, o tej pani co grała w tym filmie, wspomnienia tamtego pana, opowiadania tej pani co wiesz…

Po co jej to wszystko mówię? Żeby skorupka za młodu nasiąkła. Żeby też chciała czytać zawsze i wszędzie, a w czasach gdy czytanie nie jest jedyną rozrywką, o zaszczepienie takiego bakcyla może być trudno. Dlatego robię to już teraz. Chyba mi się udaje, bo Duśka prosi o coraz dłuższe bajki na wieczór, ona też chce utonąć w innym świecie.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. W czasie ciąży czytałam książkę za książką.Pamiętam jak córcia mnie kopała coraz to mocniej jak książkę opierałam o brzuszek :) Po jej urodzeniu niestety dużo się zmieniło….. jako niemowlak moje dziecko było zbuntowane i nie mogłam przysiąść na ławce z wózkiem obok aby poczytać, a w domu kupa obowiązków. Jak skończyła rok trzeba było ją dokładnie pilnować na placu zabaw. Odkąd skończyła dwa latka to w końcu mogę sobie pozwolić na czytanie. Choć ostatnio jak wchłonęła mnie jakaś książka to moja córka przybiegła i powiedziała żebym już przestała (chyba była zazdrosna, że nie zajmuję się akurat nią a książka)….. Moja 3 letnia teraz córeczka sama też uwielbia jak czytam jej bajeczki. Przed pójściem spać dobrą godzinę poświęcamy na czytanie. Sama też lubi później po swojemu opowiadać dane bajeczki. I fajnie, że przechodzimy już z takich bajeczek dla dzieciątek na te co raz dłuższe, z morałami. Mam nadzieję, że jej to się nie zmieni i za parę lat ona też będzie pochłaniaczem ksiązek.

  2. moim zdaniem dom bez ksiazek to jak plaza bez piasku:-)

  3. Duśka teraz weszła w fazę „czytania” lalkom i pluszakom, uwielbiam na to patrzeć, niedługo i Ciebie to czeka :D A czytanie książek to chyba jedna z niewielu rzeczy z dzieciństwa, z której się nie wyrasta, na szczęście ;)

  4. ja uwilebiam.nic mnie tak nie relaksuje jak dobry kryminal

  5. O tak zgadzam się w 100%❤❤❤

  6. gorzej jak sie zacznie czytac i się siedzi do 3-4 rano, ale tylko jeszcze 1 strona ,no na prawdę jedna ,a tu o 6 synek budzi :P

  7. dawno nie odpoczywałam w wekend ale jeszcze tylko 2 tyg ciężkiej pracy i wracam do żywych :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku