Wielkanoc 8 kwietnia 2023

Wielkanocny koszyk diabetyka, czyli o czym powinien pamiętać chory na cukrzycę

Odpowiednia dieta dla cukrzyka jest podstawą skutecznej terapii, a tradycyjna Wielkanoc na stole może być dla niego pułapką, bo to przede wszystkim ciężkie potrawy i wypieki – mazurki z kajmakową masą i bakaliami czy lukrowane baby. Na szczęście można przyrządzić tradycyjne potrawy, które jednocześnie będą bezpieczne dla osoby chorej na cukrzycę – typu 1, typu 2 i ze stanem przedcukrzycowym.

Zarówno osoba z cukrzycą typu 1 (insulinozależna), jak i cukrzycą typu 2 lub z insulinoopornością powinna zwracać baczną uwagę przede wszystkim na indeks glikemiczny (IG) potraw. Zasada jest prosta – wybierać te o niskim IG (poniżej 55) lub ostatecznie te o średnim (poniżej 70). Tabele wartości IG różnych potraw można bez problemu znaleźć w internecie. Niskie IG na talerzu pozwala utrzymać stabilną glikemię po posiłku, co jest szczególnie istotne w przypadku diabetyków.

Co to jest indeks glikemiczny? To wskaźnik, który pokazuje, jak szybko zwiększa się we krwi stężenie glukozy w ciągu dwóch godzin po spożyciu 50 g węglowodanów zawartych w danym produkcie w odniesieniu do wzrostu, jakie następuje po dostarczeniu organizmowi tej samej liczby węglowodanów z czystej glukozy. Glukoza to produkt referencyjny – jej IG wynosi 100.

Pod kątem żywieniowym nie różnicuje się diabetyków. Chodzi o to, by spożywane potrawy nie powodowały gwałtownego wzrostu poziomu cukru we krwi, czyli miały niski indeks glikemiczny. Wzrost glikemii po ich spożyciu nastąpi, ale na pewno będzie stabilniejszy i spokojniejszy. Tym samym reakcja insulinowa będzie bardziej prawidłowa i to bez względu na to, czy hormon ten podawany jest w postaci leku, czy wydzielany jest przez trzustkę” – mówi dietetyk Małgorzata Chutkowska.

Dieta dla cukrzyka – warzywa korzeniowe kontra nowalijki

Wielkanoc jest o tyle lepszą sposobnością do tego, by na stole zagościło wskazane dla diabetyków menu, że to czas świeżych warzyw. Pojawiają się nowalijki, które warto wkomponować do wielu potraw albo wręcz zastąpić nimi te tradycyjne. Sałatkę jarzynową z majonezem, bez której wielu nie wyobraża sobie wiosennych świąt, można zastąpić sałatą, pomidorem, ogórkiem lub bukietem dowolnie wymieszanych, najlepiej surowych warzyw, bo poddane obróbce termicznej najczęściej będą miały już wyższy indeks glikemiczny.

Ugotowane warzywa korzeniowe, a z tego składa się głównie sałatka jarzynowa, mają wysoki indeks glikemiczny i dlatego dla diabetyków nie będzie ona niestety wskazana” – zauważa dietetyczka.

Ale przy stole, nie tylko świątecznym, powinna obowiązywać jeszcze jedna zasada i to wszystkich bez wyjątku – ilość ma znaczenie. Jedna czy dwie łyżki np. sałatki jarzynowej nikomu nie zaszkodzą.

Istotną zasadą pod kątem indeksu glikemicznego, jeśli chodzi o warzywa, jest podział na te, które rosną nad ziemią i pod ziemią. Te ostatnie, po obróbce termicznej mają wyższy IG (np. ziemniak, burak, marchewka, pietruszka). Surowa marchew ma IG równy 16, a po ugotowaniu IG – 47.

Chodzi tutaj o zmagazynowaną w nich skrobię” – wyjaśnia.

Dieta dla cukrzyka – kolejność ma znaczenie

Jednocześnie dietetyczka zauważa, że szczególnie wiosną i w czasie świąt należy pamiętać o kiełkach, np. rzeżuchy, brokułu, rzodkiewki, jarmużu. Mają one wiele składników mineralnych i witamin, bo roślina właśnie z nich wyrasta i zgromadzone w nich są składniki odżywcze potrzebne do wzrostu. Ponadto surowe warzywa powinno się jeść przed głównym posiłkiem, ponieważ zawierają dużo błonnika, a ten spowalnia wchłanianie węglowodanów, czyli ogranicza wzrost glikemii po posiłku.

Wzrost ten będzie wolniejszy, jeśli zaczniemy właśnie od potraw, które są źródłem błonnika, bo to również wpływa na odczuwanie sytości po posiłku. Podobną rolę będzie pełniło też białko i tłuszcze. Dlatego też rozpocznijmy świąteczne danie od kawałka mięsa, jajka zamiast od pieczywa czy ziemniaków” – zaznacza ekspertka.

Jeśli chodzi zaś o pieczywo, to zasada jest prosta. Diabetycy powinni wybierać głównie to razowe. Również z razowej mąki przygotowywać inne potrawy albo mieszać ją z dostępnymi już powszechnie na rynku mąkami: orkiszową, owsianą, pełnoziarnistą w proporcji na przykład pół na pół. Zawarte w wypiekach ziarna jako źródło tłuszczu będą również spowalniać szczyt glukozy.

Diabetyk powinien zastąpić wysokowęglowodanowe produkty, np. ziemniaki, biały ryż, makaron z pszenicy na te z pełnego ziarna, czyli kasze pełnoziarniste, brązowy ryż, razowy makaron” – wyjaśniła dietetyczka.

Czy diabetyk może jeść jajka?

Wielkanoc to przede wszystkim jajka w różnej postaci. Zawierają dobre tłuszcze i szczególnie są zalecane osobom z cukrzycą typu 1, bo mają niewielką liczbę węglowodanów. Jest tylko jedno zastrzeżenie.

Mocne ograniczenia w ich spożywaniu dotyczą osób, które mają schorzenia układu sercowo-naczyniowego, czyli mają podniesione ryzyko udaru, miażdżycy, zawału. To często idzie w parze z cukrzycą typu 2. Dlatego też, jeśli mamy zaburzenia lipidowe, ograniczamy liczbę jaj. Ale jeśli nie mamy podwyższonego cholesterolu, to możemy jeść jajka praktycznie bez ograniczeń” – podkreśliła dietetyczka.

Wszystko rozbija się jednak o cukier, ważny składnik ciast świątecznych. Ale tutaj z pomocą przychodzą zamienniki – ksylitol (cukier z brzozy), erytrol lub stewia.

Najlepszym wyborem dla diabetyków jest ksylitol lub erytrol. Ksylitol ma zdecydowanie niższy indeks glikemiczny niż biały cukier. Trochę jednak wpływa na glikemię. Z kolei erytrol nie jest metabolizowany przez nasz organizm, po prostu go wydalamy. Nie ma żadnych kalorii, nie ma wpływu zupełnie na glikemię, a ma słodki smak. Minusem jest to, że gdy nie spożywamy ich zbyt często, to ograniczamy je do 40 gramów dziennie, bo mogą mieć lekki efekt przeczyszczający. Również stewia jest dobrym rozwiązaniem, ale niektórzy twierdzą, że ma gorzkawy posmak i do wypieków raczej stosuje się te dwa pierwsze” – podsumowuje dietetyczka.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie
Obraz Bernadette Wurzinger z Pixabay
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kultura 7 kwietnia 2023

Zając wielkanocny – kiedy przychodzi, co przynosi, kto powinien go wypatrywać?

Zając wielkanocny nie jest postacią z bajki, niektóre dzieci znają go bardzo dobrze. Pojawia się przed Niedzielą Wielkanocną i obdarowuje maluchy (a czasem i starszych) zazwyczaj drobnymi prezentami. Znany jest na Pomorzu, w Wielkopolsce i na Śląsku, gdzie jest wyjątkowo szczodry.

Skąd się wziął zając wielkanocny?

Zając wielkanocny, chociaż w niektórych regionach Polski mało popularny, jest starszy od… świętego Mikołaja! Mówi się nawet, że ma pogańskie korzenie, co nie przeszkadza mu przychodzić do dzieci w Wielkanoc.

Ciężko jednoznacznie powiedzieć, skąd się wziął zając wielkanocny (niektórzy dopatrują się jego korzeni nawet w starożytnym Egipcie), ale dość łatwo stwierdzić, jak trafił do Polski. Otóż pojawił się on w zachodniej Polsce w okresie zaboru pruskiego i bardzo szybko zadomowił. Do dziś odwiedza przede wszystkim dzieci na Pomorzu Zachodnim, w Wielkopolsce i na Śląsku. W innych regionach kraju pojawia się raczej rzadko, choć „moda na zająca” zatacza coraz szersze kręgi. Niewątpliwie pomocne w tym są specjalne świąteczne słodycze w kształcie zajęcy i jajek, opakowane w folię aluminiową ze świątecznym nadrukiem. Na rozprzestrzenianie się mody na pewno wpływa też internet.

Niemiecki zając wielkanocny w średniowieczu oceniał, czy dzieci były grzeczne i dopiero wówczas ewentualnie zostawiał dla nich drobne upominki. Można tu doszukać się analogii do „straszenia” dzieci świętym Mikołajem.

Kiedy przychodzi zając wielkanocny i gdzie zostawia prezenty?

Tego nikt dokładnie nie wie, bo zając bardzo dba o to, by nikt go nie zobaczył. Wiadomo jednak, że pod osłoną nocy z Wielkiej Soboty na Niedzielę Wielkanocną zostawia prezenty w domu lub ogrodzie.

Gdzie dokładnie? Moje pobieżne śledztwo wykazało, że to zależy od regionu kraju.

Najwięcej frajdy mają dzieci na Śląsku, które muszą same odnaleźć zostawione przez zająca prezenty. Jeśli do dyspozycji jest ogród, poziom przyjemności rośnie. Poszukiwania można rozpocząć po zjedzeniu śniadania wielkanocnego.

W Wielkopolsce prezenty się po prostu wręcza, nie ma tu zbyt wiele magii – tak przynajmniej twierdzi mój kolega.

Na Pomorzu obowiązują dwie wersje – można schować (co niektórzy czynią) lub położyć dziecku na poduszce. Jeśli dobrze zrozumiałam, to ta druga wersja jest bardziej rozpowszechniona. W takim wypadku dzieci dostają swoje słodycze już przed śniadaniem, co nie jest zbyt praktyczne, przynajmniej dla rodziców 😉

Do Polski nie przeniknęła tradycja robienia gniazd dla zajęcy wielkanocnych, natomiast nadal robią je dzieci w Niemczech. Jeśli chcą dostać prezent od zajączka, muszą przygotować gniazdo, do którego ten prezent trafi.

Co przynosi zając wielkanocny?

Zając wielkanocny nie jest tak rozrzutny, jak święty Mikołaj, prezenty nie są tak „wypasione”, chociaż to też zależy od regionu.

Na Pomorzu dzieci dostają słodycze – czekoladowe zające, jajka, batony, żelki. Średni koszt to około 50 zł na osobę, chociaż niewykluczone, że inflacja trochę go podbije.

Podobnie niewyszukane są prezenty od zajączka wielkanocnego w Wielkopolsce. Zajączki, kurki czy jajka z czekolady albo czekoladowa rodzina z zajączków to standard. Tradycja ma charakter symboliczny, nikt tych prezentów nie chowa.

Wiem też, że niegdyś dawano dzieciom pieniądze, raczej drobne.

Zupełnie inaczej wygląda to na Śląsku. Tam zając wielkanocny ciągle jest bogaty i stać go na rozrzutność. Przynosi dzieciom nie tylko słodycze, ale też całkiem okazałe prezenty, np. zestawy LEGO. Koszt? Nawet 200 zł na głowę, więc można się trochę porządzić.

Co ciekawe, Śląsk jest jedynym regionem, gdzie dzieci piszą listy do zajączka.

Niegdyś zając wielkanocny nie przynosił dzieciom czekoladowych jajek, tylko prawdziwe. Można domniemywać, że miało to jakiś związek z całorocznym niedostatkiem i jajko „na wyłączność” było bardzo wyczekiwanym przez dzieci prezentem.

Jak wygląda zając wielkanocny?

Tego nikt dokładnie nie wie, bo zając bardzo dba o to, by nikt go nie zobaczył. Przekazy ludowe głoszą, że jest duży i puszysty niczym najukochańszy pluszak. W rękach niesie ogromny koszyk, z którego wyjmuje mniejsze koszyczki i sprytnie ukrywa w domach oraz ogrodach. Jak wchodzi do domu – to jego słodka (bo jakaż by inna?) tajemnica.

Wiadomo natomiast gdzie mieszka zając wielkanocny. Otóż jego rodzinna miejscowość leży w Dolnej Saksonii i zwie się z niemiecka Ostereistedt, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy: Wielkanocne Miasteczko lub… Miasteczko Jajek Wielkanocnych.

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Uroda 7 kwietnia 2023

Kolagen przedłuża młodość – jak spowolnić jego naturalną utratę

Kolagen nazywany jest białkiem młodości – z wiekiem organizm produkuje go coraz mniej. A ta zmniejszona produkcja daje o sobie znać na skórze, ale nie tylko – gorzej działają stawy, boli kręgosłup, szwankuje odporność. Sprawdź co zrobić, by spowolnić jego naturalną utratę.

Kolagen jest spoiwem dla każdej naszej komórki, składnikiem tkanki łącznej, jednym z podstawowych elementów budujących m.in. skórę, ścięgna, kości, stawy, rogówkę oka. Odpowiada za sprężystość, gładkość i elastyczność skóry, ale też warunkuje jej prawidłowe uwodnienie. Kolagen to białko odpowiedzialne za zdrowe stawy i elastyczność, czyli rozciągliwość skóry.

Pomaga w tworzeniu się fibroblastów w skórze właściwej (środkowa warstwa skóry), co ma wpływ na tworzenie się nowych komórek. Odgrywa też rolę w zastępowaniu martwych komórek skóry. Zapewnia odpowiednią kondycję włosów i paznokci, prawidłowe funkcjonowanie stawów. Wpływa na gojenie się ran, wzrastanie kości i uelastycznianie naczyń krwionośnych.

Włókna kolagenowe są niezwykle rozciągliwe i wytrzymałe. Białko to stanowi ochronę narządów wewnętrznych (takich jak nerki, wątroba, żołądek) oraz utrzymuje je we właściwym położeniu. I wreszcie wzmacnia naszą odporność. Problem polega na tym, że począwszy już od 20 roku życia, jego poziom w naszym organizmie spada o co najmniej o 1 proc. w ciągu roku.

To dlatego 40-50-latkowie zaczynają odczuwać deficyty kolagenu w organizmie, wtedy bowiem zaczyna przeważać utrata kolagenu, a nie jego wytwarzanie. Stąd też właśnie w tym wieku zaczynamy zauważać, że mamy coraz bardziej suchą skórę, w dodatku staje się ona matowa, traci swoją elastyczność, pojawiają się zmarszczki. Podobnie włosy zaczynają tracić kondycję, wypada ich coraz więcej, pojawia się łupież lub łysienie. Także paznokcie zaczynają się łamać stają się kruche i matowe” – wymienia dietetyczka dr inż. Agnieszka Leciejewska.

Ale to nie wszystko – deficyt kolagenu odczuwamy także poprzez odwapnienie kości, co zwiększa ich kruchość i łamliwość, zaczynamy odczuwać różnego rodzaju bóle kostne. Po pięćdziesiątce coraz częściej rano, tuż po wstaniu odczuwamy bóle i sztywność stawów, szczególnie o u osób, które mają różnego rodzaju zwyrodnienia.

Krem nie załatwi sprawy

Najczęściej pierwsze, o czym myślimy, gdy orientujemy się, że zaczyna nam brakować kolagenu to kosmetyki, których zadaniem jest wymodelowanie skóry, przywrócenie jej gładkości, zapobieganie wysuszeniu skóry.

Kolagen jest dużą cząstką białka, która nie ma możliwości przejść przez pory skóry. Dobroczynne działanie takich kosmetyków sprowadza się do tego, że za-warty w nich kolagen może stworzyć na skórze powłokę, która zatrzyma w niej wodę. Tak samo działa wiele balsamów nawilżających. Dzięki temu mechanizmowi, skóra staję się jędrniejsza i gładsza, czyli osiągamy pewien efekt kosmetyczny. Podobnie jest, jeśli chodzi o wygładzanie zmarszczek. Kolagen zapewni efekt napiętej skóry, przez co zmarszczki będą mniej widoczne. Pewne jest natomiast to, że kolagen z kosmetyków nie przedostanie się przez skórę, nie odłoży się, nie spowoduje wewnętrznej regeneracji włókien kolagenowych, nie wypełni zmarszczek” – mówi specjalistka.

Często idziemy krok dalej i sięgamy po suplementy, żeby wzbogacić organizm w kolagen.

„W normalnie funkcjonującym organizmie nie jest tak, że połknięcie tabletki z kolagenem spowoduje rozłożenie się kolagenu w skórze. W ten sposób dokładamy jedynie kolejną pulę aminokwasów do tej, którą mamy już w organizmie. Aminokwasy te pozyskujemy spożywając białka. Dowody, że suplementowany kolagen komukolwiek pomógł, są na poziomie placebo, inaczej mówiąc – opierają się na sile marketingowej firm. Przy restrykcyjnej diecie białkowej, podawanie kolagenu ma jednak sens, ponieważ zmniejszamy w ten sposób jego ogólny niedobór w organizmie” – uważa dietetyczka.

Kolagen, jak każde inne białko, rozkłada się podczas trawienia na aminokwasy lub na krótkie łańcuchy aminokwasów zwane peptydami. Wszystko to trafia następnie do puli aminokwasów, z której organizm korzysta, aby wyprodukować potrzebne białka.

Mówiąc wprost, z żołądka do krwi (a następnie do skóry) trafiają pojedyncze aminokwasy lub peptydy, które kolejno wykorzystuje nasz organizm w celu uzupełnienia braków. Oznacza to, że organizm sam decyduje, które braki i w którym miejscu w danym momencie pokryje. Kolagen dostarczany doustnie nie wbudowuje się w konkretne elementy organizmu, nie trafia bezpośrednio do stawów czy skóry. Owszem, aminokwasy powstające w wyniku trawienia kolagenu służą m.in. do budowy kolagenu, nie mamy jednak wpływu, gdzie zostaną one wykorzystane przez nasz organizm” – wyjaśnia dr inż. Agnieszka Leciejewska.

Kolagen znajdziesz w kuchni

Jednym z najlepszych źródeł tego bezcennego białka wydaje się być żywność – końcu kolagen znajduje się w każdym organizmie. Znajdziemy go np. w galaretkach owocowych i warzywnych, rybach w galarecie, galaretce z nóżek, salcesonach, podrobach, golonkach czy żelatynie spożywczej. Niestety to nie jest tak, że wystarczy jeść te wszystkie produkty, by zadbać o właściwy poziom kolagenu.

„Po pierwsze przyswajanie kolagenu z tych produktów nie jest specjalnie wysokie, w związku z tym nie wystarczy najeść się ich raz dziennie. Po drugie zwróćmy uwagę, że galaretki z nóżek wieprzowych czy cielęcych, golonki, podroby czy salcesony to jednak bardzo duża porcja tłuszczu i cholesterolu. Do tego u osób w wieku 50 + spada przemiana materii, metabolizm nie działa już tak sprawnie jak kiedyś, rośnie tendencja do nadwagi, dlatego te produkty nie są rekomendowanym przez dietetyków źródłem kolagenu” – tłumaczy specjalistka.

Co jeść, a czego unikać, by wytwarzać więcej kolagenu?

Dieta kolagenowa powinna być oparta na 5 filarach:
– regularne posiłki, które mają zapewnić stałą dawkę wszystkich substancji niezbędnych do wytwarzania kolagenu. Należy zadbać o to, by nie opuszczać posiłków, nie głodzić się, jeść w miarę regularnie mniej więcej co 2-3 godziny

– odpowiednie nawodnienie organizmu, czyli wypijanie ok. 2 l wody dziennie, co sprawi, że skóra będzie gładka, elastyczna i lepiej nawilżona

– odpowiednie przygotowanie potraw tak, by nie zmniejszać zawartości bezcennych dla skóry składników. Warzywa i owoce najlepiej jeść na surowo, jeśli gotować to krótko, np. na parze. Mięso i ryby gotować w wodzie lub na parze, piec bez dodatku tłuszczu lub dusić

– maksymalne urozmaicenie posiłków tak, aby wszystko, co kładziemy na talerzu dostarczało nam maksymalnie dużo składników niezbędnych do wytwarzania kolagenu

– unikanie produktów, które mogą przyspieszać utratę kolagenu i hamować jego wytwarzanie, a więc przede wszystkim cukru i słodyczy oraz nadmiaru soli. To oznacza unikanie żywności wysokoprzetworzonej, która zawiera niewiele witamin, dużo tłuszczu, dużo soli i dużo cukrów prostych.

Co szkodzi kolagenowi

– palenie tytoniu, które zmniejsza produkcję kolagenu i elastyny, prowadząc do powstawania zmarszczek i spowolnienia gojenia się ran. Papierosy sprawiają, że skóra staje się wysuszona, niedotleniona i słabo ukrwiona – nikotyna zwęża naczynia krwionośne w pobliżu powierzchni skóry, uniemożliwiając dostarczanie tlenu i składników odżywczych; Warto też dodać, że osoby, które palą papierosy mają ogromne deficyty witaminy C, co także zmniejsza wytwarzanie kolagenu i pogarsza wygląd skóry, włosów i paznokci.

– spożywanie zbyt dużej ilości cukru i rafinowanych węglowodanów. Cukier przyłącza się do białek, co je uszkadza, powodując, że kolagen staje się słaby, suchy i kruchy; Unikajmy więc: słodyczy, słodkich napojów (nektary, napoje owocowe), dosładzanego nabiału, świeżego pszennego pieczywa. Produkty te są głównym źródłem cukrów prostych. Te zaś są szybko trawione i przyswajane, przyczyniają się do podwyższenia poziomu glukozy we krwi.

Może wówczas dochodzić do przyłączania cząsteczek glukozy do białek, np. do kolagenu, czyli tzw. glikacji. Proces ten sprawia, że włókna kolagenowe tracą elastyczność i coraz słabiej wiążą wilgoć. Pojawiają się wówczas zmarszczki i bruzdy, co jest objawem starzenia się skóry” – tłumaczy specjalistka.

– nadmiar soli sprawia, że wytwarzanie kolagenu w organizmie mocno spada. Skóra traci wtedy elastyczność. Nadmierne spożycie soli powoduje grudkowate wypryski na twarzy, a także „worki pod oczami”. Sól pozbawia organizm wody, co sprawia, że skóra jest mocno wysuszona i szybciej się starzeje. Nadmiar soli w diecie utrudnia też przyswajanie składników mineralnych niezbędnych do wytwarzania kolagenu

– żywność wysoko przetworzona – zawiera niewiele korzystnych dla kolagenu witamin i składników mineralnych, ma natomiast dużo cukrów prostych, tłuszczów oraz soli przyczyniającej się pogorszenia stanu nawodnienia skóry

– ekspozycja na światło ultrafioletowe. Nadmiar promieni słonecznych zmniejsza produkcję kolagenu i powoduje szybszy jego rozkład. Uwaga na opalanie.

– choroby autoimmunologiczne (gdy układ odpornościowy organizmu atakuje własne tkanki) mogą uszkadzać kolagen

– mutacje genetyczne mogą również powodować uszkodzenia kolagenu. Nieprawidłowości w budowie kolagenu powodują takie stany jak zespół Ehlersa-Danlosa czy wrodzona łamliwość kości.

– alkohol – zaburza gospodarkę wodno-elektrolitową organizmu. Picie drinków lub piwa w dużej ilości, działa moczopędnie, powodując odwodnienie organizmu, a odwodniona skóra staje się sucha, mniej elastyczna i skłonna do zmarszczek. Alkohol wypłukuje też z organizmu wiele cennych dla kolagenu substancji, np. witaminy C. Raz na jakiś czas można pozwolić sobie ewentualnie na niewielkie ilości czerwonego wytrawnego wina, które jest rezerwuarem antyoksydantów i flawonoidów).

– nadmiar mocnej kawy (powyżej 6 filiżanek dziennie), utrudnia odpowiednie nawodnienie skóry. Kawa w dużych ilościach dostarcza sporo kofeiny, która sprawia, że skóra szybko staje się szara, matowa, traci elastyczność, a na takiej skórze zmarszczki pojawiają się znacznie szybciej. Dodatkowo, kawa naturalna pijana w dużych ilościach pobudza wytwarzanie kortyzolu – hormonu stresu, który sprzyja bezsenności, co również niekorzystnie odbija się na wytwarzaniu kolagenu i przyspiesza starzenie się skóry.

Co warto jeść, by wspomóc wytwarzanie kolagenu

– chudy drób i ryby, które są dobrym źródłem białka, z którego organizm może wytwarzać kolagen. Warto jeść 100-150 g mięsa, 2-3 razy w tygodniu oraz 2-3 razy w tygodniu po 100-150 g ryb morskich.

Ryby wydają się szczególnie ważne. Kolagen pochodzący z ryb jest nawet 1,5 razy lepiej przyswajalny przez nasz organizm, niż kolagen pochodzący z mięsa. Rybi kolagen ma rzadsze wiązania chemiczne między włóknami kolagenowymi.Dzięki temu jest lepiej rozpuszczalny. Ten rodzaj kolagenu ma też bardzo dużo glicyny, hydroksyproliny i proliny – aminokwasów, z których jest zbudowany kolagen” – tłumaczy dietetyczka.

– witaminę C – najlepszym jej źródłem są warzywa m.in.: papryka, brokuły, brukselka, kapusta pekińska, natka pietruszki (4 porcje dziennie) i owoce sezonowe, ale i takie które można mrozić i świetnie się przechowują, a więc aronia, czerwona porzeczka, maliny truskawki borówki (1-2 porcji dziennie)

– białka i witaminy: nabiał, zwłaszcza chude twarogi oraz produkty fermentowane czyli na przykład kefiry, jogurty, maślanki (2 porcje dziennie)

– 4 – 5 jaj tygodniowo (także, ze względu na zawartość siarki potrzebnej do wytwarzania kolagenu)
produkty pełnoziarniste, w tym kasze, brązowy ryż, pełnoziarnisty makaron (2-3 kromki dziennie)
płatki owsiane, które są źródłem cynku i miedzi (3-4 łyżki dziennie)

– oliwa, orzechy niesolone (30 g dziennie) nasiona słonecznika lub pestki dyni (źródło białka, koenzynu Q10, kwasów omega 3)
– gorzka czekolada, która zawiera miedź (1-2 kosteczki)

Tak naprawdę dieta kolagenowa nie powinna odbiegać od >>normalnej<<, zdrowej diety. Aby jednak była ona faktycznie zdrowa, wszystkie produkty trzeba odpowiednio przygotowywać, a więc nie smażymy, nie grillujemy tylko najczęściej gotujemy w wodzie lub parze, dusimy lub jemy na surowo, wiele cennych składników łatwo bowiem stracić poprzez gotowanie (np. witaminę C). Pamiętajmy, że to nie musi być dieta droga ani trudna, ale musimy pamiętać o maksymalnym urozmaiceniu składników, bo tylko to sprawi, że uzyskamy pożądane efekty, choć niekoniecznie w krótkim czasie. Jedynie regularne i konsekwentne stosowanie takiej diety pozwoli nam utrzymać elastyczność i gładkość skóry oraz sprawność na długie lata” – mówi specjalistka.

 

Źródło informacji: Serwis Zdrowie
Obraz Bruno /Germany z Pixabay
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close