Emocje 30 października 2019

Wszystkich Świętych – czy to nie może być radosny dzień?

Temat obchodzenia Wszystkich Świętych i poprzedzającego go Halloween  co roku wzbudza wśród Polaków wiele emocji i burzliwych dyskusji. Są tacy, którzy go absolutnie nie akceptują i krytykują, a są też tacy którym ta tradycja w niczym nie przeszkadza. Coraz więcej jest też ludzi (głównie dzieci i młodzieży) chętnie biorących udział w różnych przebierankach, czy popularnej zabawie „cukierek albo psikus”. 

Osobiście nie mam z tym żadnego problemu, ani mnie grzeje ani ziębi to, czy ktoś obchodzi ten zwyczaj, czy też nie. Ale tak się od dawna zastanawiam – w czym tkwi sekret tej wielkiej niechęci??

Czy to wynika z faktu, że obyczaj ten przyszedł do nas z zachodu? A to co dociera do nas z tamtej strony z marszu jest skreślane, nielubiane i krytykowane… – żeby daleko nie szukać, Walentynki również są wyśmiewane, bo stanowią amerykańską tradycję, a nie Polską.

A może chodzi o to, że wielu z nas ma zakorzenione poczucie, iż w okolicach Dnia Wszystkich Świętych wspomina się zmarłych i trzeba to robić w smutnym tonie? W ciszy, powadze i ze łzami w oczach?

Takie odnoszę czasami wrażenie. Nie można inaczej, bo… to nie wypada? Bo kościół się pogniewa, albo sąsiadka przeklnie nas w duchu? Bo w temacie śmierci nie ma miejsca na śmiech, żarty i dobrą zabawę?

Nie bardzo to rozumiem. Uważam natomiast, że każdy powinien przeżywać to święto, jak i każde inne, tak jak sam uważa za słuszne. Jeśli ktoś ma ochotę uczcić zmarłą osobę w sposób radosny, tańcząc przy tym i przebierając się za pająka – proszę bardzo. Jeśli  jednak ktoś woli zamknąć się w swoim domu i przy blasku świec lub księżyca odprawiać modły, szlochając przy tym bezgłośnie – śmiało!

Nikt nie powinien tego oceniać i krytykować. Choć przyznaję z ręką na sercu, że nigdy nie rozumiałam tego, dlaczego na pogrzeb powinno się przyjść w czerni (a w kolorach nie wypada),  tak samo nie do końca pojmuję dlaczego w Polsce Dzień Wszystkich Świętych owiany jest taką ponurą atmosferą?

Wszystkich Świętych w Meksyku…

O wiele bardziej przemawia do mnie meksykańska tradycja obchodzenia tego święta, gdzie jest miejsce na radość, kolory, muzykę i zabawę. Meksykanie bowiem wierzą w to, że trzydziestego pierwszego października, zmarli wracają na ziemię, by spotkać się ze swoją rodziną. A aktywne uczestniczenie w tych obchodach umożliwia poczucie bliskiej więzi ze zmarłymi.

Z tej okazji ludzie tworzą dla nich barwne ołtarze, na których umieszczają zdjęcia zmarłych osób, kwiaty, a także przedmioty/pamiątki, które chcieliby zobaczyć podczas tej wizyty. Oprócz tego szykuje się dla nich jedzenie – głównie specjalny świąteczny chleb, słodycze oraz inne ulubione przez nieboszczyków  potrawy, a także napoje, w tym również alkohol. Poza tym meksykanie oczywiście się przebierają , malują twarze i udają na cmentarze, gdzie spotykają się nie tylko po to, by zapalić znicze, pomodlić się i odejść (jak to ma miejsce u nas), lecz po to, by wspólnie wraz z innymi zgromadzonymi biesiadować tuż przy grobach swoich bliskich.

Meksykański sposób celebrowania Wszystkich Świętych poza oczywistym wspominaniem zmarłych, niesie w sobie również poważną refleksję nad życiem, śmiercią i przemijaniem. Ma ono uświadamiać, że wszyscy kiedyś umrzemy, niezależnie od tego kim jesteśmy teraz i jaki mamy status społeczny.  Z tym, że to mówienie o śmierci ma wydźwięk upomnienia, nakazującego żyć pełną gębą i cieszyć się każdym dniem.  

Punktem kulminacyjnym meksykańskich obchodów Święta Zmarłych są oczywiście parady, które przemierzają ulicami miast, jednak głównym elementem są biesiady, bardzo często urządzane na cmentarzach. I to właśnie tam spędza się z bliskimi najwięcej czasu – całą noc lub cały dzień, wykorzystując tę okazję do bycia razem, wspominania i opowiadania różnych anegdot z życia zmarłych.

Muszę przyznać, że taki sposób celebrowania Święta Zmarłych bardzo do mnie przemawia i chciałabym kiedyś tego doświadczyć. Podoba mi się to, że dla meksykanów żałoba i radość nie są ze sobą sprzeczne, że religia, dobra zabawa i refleksja przenikają się nawzajem i nie trzeba ich rozdzielać. Podoba mi się również to, że w Meksyku bardziej od śmierci, liczy się to co nastąpi po niej.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
DIY 29 października 2019

Góry na ścianie – DIY

Pokój dziecka jest pomieszczeniem, które zmienia się w domu najczęściej. Nie ma się co temu dziwić, przecież musi nadążyć za wiekiem i rozwojem swojego właściciela. Dobrze, jeśli projekt pokoju i jego wyposażenie jest na tyle plastyczne czy uniwersalne, żeby kolejne zmiany nie pociągały za sobą ogromnych nakładów pieniędzy, czasu i pracy. Idealnie, jeśli pokój ma neutralną bazę, czyli ściany, meble na przykład w bieli czy szarościach, bo wtedy tylko za pomocą dodatków możemy zrobić ciekawą metamorfozę. Nie bójmy się zmian :)

Aleks powoli staje się nastolatkiem i kilka dni temu poruszył z nami temat przemiany swojego pokoju. Okazało się, że zaczęły mu przeszkadzać pewne kolory i otwarte regały, za to miał pomysł na wprowadzenie kilku nowych aranżacji. To jego królestwo, to on musi czuć się w nim komfortowo i dobrze, dlatego nie mieliśmy żadnych wątpliwości, by sam zdecydował o kolorystyce i całości wystroju. Choć zdaję sobie sprawę, że czasem rewolucyjne pomysły nastolatka mogą być bardzo trudne do zaakceptowania przez rodziców i myślę, że wtedy urządzanie jego pokoju musi jednak opierać się na pewnym kompromisie.

Aleks chciał, by na jego szarych ścianach pojawiły się czarne, wyraziste motywy. Przejrzeliśmy wspólnie mnóstwo fajnych inspiracji na Pintereście i ostatecznie zdecydował się na góry. Zresztą ku naszej radości – bo ten skandynawski motyw sprawdza się w pokoju nastolatka i jest łatwy do samodzielnego wykonania (nawet jeśli ma się dwie lewe ręce do prac remontowych).

Zobaczcie kącik z łóżkiem przed metamorfozą:

Czego potrzebujemy, by namalować góry na ścianie w pokoju dziecka?

Przyda się:

  • dobra taśma malarska (polecam niebieską zamiast żółtej,  choć warto wiedzieć, że niebieska nie nadaje się do oklejenia drzwi czy listew, trzyma się tylko ściany),
  • folia malarska,
  • mały wałek (a najlepiej dwa, byśmy mogli wspólnie malować razem z dzieckiem – my użyliśmy wałków o szerokości 10 cm i 4 cm do dokładnego malowania detali i ostrych krawędzi gór),
  • nożyk do tapet,
  • farby,
  • opcjonalnie – brokat.

Do pokoju dziecka wybierzmy farby bezpieczne, bezzapachowe, najlepiej zmywalne. Ta ostatnia cecha sprawia, że jest to rozwiązanie na lata – do utrzymania ścian w dobrym stanie wystarczy gąbka i woda z detergentem. My użyliśmy czarnej farby tablicowej i lateksowej szarej oraz białej Tikkurili. Pokój był malowany farbami tej samej marki dwa lata temu, więc nie było potrzeby szorowania ścian czy gruntowania.

Projekt malowanych gór

Aleks zdecydował się na inspirowane stylem skandynawskim czarne góry (na czarnej barwie na ścianie przede wszystkim mu zależało) i szarych górach w tle. Śmiało szukajcie inspiracji w Internecie (Pinterest, Instagram), by znaleźć taki wzór, który Wam się najbardziej podoba. Wiele inspiracji oddziela pierwszy plan od drugiego paskiem poprzedniego koloru ściany, my tego nie zrobiliśmy – dołożyło to trochę pracy, ale efekt był tego wart.

Malunek powinien ograniczać się wyłącznie do jednej ściany bądź tak jak w naszym przypadku do dwóch ścian sąsiadujących, by wykorzystać róg pokoju. Ściana ta nie musi być wolna, może być zastawiona niskimi meblami, takimi jak łóżko czy niewysokie szafki. Cały pokój byłby przytłaczający, szczególnie w tak intensywnych kolorach.

Jak namalować góry na ścianie w pokoju dziecka?

Jeśli już wiemy, jaki chcemy mieć wzór na ścianie, możemy go najpierw delikatnie naszkicować ołówkiem. My zdecydowaliśmy się od razu przykleić taśmę. U góry, czyli przy szczytach, taśma malarska może spokojnie się krzyżować, ale w miejscach łączeń dwóch gór , czyli przy szczytach wewnętrznych trzeba było ją dokładnie dociąć nożykiem. Nasz projekt to dwa górskie pasma, więc zaczęliśmy od zaznaczenia pasma drugoplanowego.
Ważna informacja: nożyk do przycinania musi być ostro zakończony i być naprawdę ostry. Wtedy cięcie taśmy jest proste i precyzyjne. Jak widać na zdjęciu (z lewej strony) akurat nie docięliśmy jednego paska, ale wiedzieliśmy, że zamalujemy to na czarno.

 Podłogę zabezpieczyliśmy folią malarską i zabraliśmy się do malowania. Powierzchnia nie była duża, więc praca była szybka i przyjemna.
Tak naprawdę najwięcej czasu zajęło… płukanie wałków po każdym malowaniu.

Po pierwszej warstwie nie było widać dużego kontrastu między kolorami (cały pokój był pomalowany kolorem 1000N, nowy szary to 2000N). Niezbędne były oczywiście dwie warstwy dla równomiernego pokrycia ściany.

Gdy całość była gotowa, czekaliśmy, aż farba wyschnie i następnie nałożyliśmy kolejną warstwę. Farba Optiva5 schnie 2-3 godziny w domowych warunkach, ale tablicowa potrzebowała aż 6 godzin na pełne wyschnięcie – warto to wziąć pod uwagę przy wcześniejszym planowaniu czasu pracy.

Po wyschnięciu drugiej warstwy farby pora ściągnąć taśmę. Nie polecam jej szarpać ani ciągnąć całymi pasmami – lepiej zrobić to powoli, wtedy taśma nie zerwie farby albo co gorsza – tynku.
Warto wiedzieć: niebieskie taśmy (dowolnej firmy) są zdecydowanie lepsze od zwykłych, żółtych. Klej lepiej trzyma się ściany, nie zostawia śladów na powierzchni i równo odchodzi w trakcie ściągania. Jednak nie trzyma się powierzchni plastikowych czy drewnianych.

Pora na pierwszy plan – okleiliśmy nowy wzór do pomalowania na czarno. Żeby nie robić kilkunastu warstw na ścianie, okleiliśmy szczyty osobno, ale o tym dalej.

Pierwsza warstwa farby tablicowej była łatwiejsza do pomalowania – w końcu było widać, gdzie jest nowa warstwa :)

Po położeniu dwóch warstw i wyschnięciu czarnej farby (dwa razy po sześć godzin) zdjęliśmy taśmę linii śniegu. Taśmy dookoła gór zostawiliśmy!

I nakleiliśmy nowe taśmy wzdłuż czarne warstwy farby. Wtedy nie musieliśmy niepotrzebnie malować w tym samym miejscu, jednak te element wymagał dokładności i cierpliwości.

Mój mąż wpadł na pomysł, który bardzo spodobał się Aleksowi, by śnieg skrzył i mienił się w słońcu – do tego celu użyliśmy dekoracyjnego brokatu do farb. Brokat jest przeznaczony do mieszania z bezbarwnym lakierem, a ponieważ chcieliśmy jeszcze wykorzystać białą farbę do innych celów zastosowaliśmy małą sztuczkę – nasypaliśmy odrobinę brokatu na kartkę papieru, zbliżyliśmy do ściany, a potem wystarczyło dmuchnąć w stronę ściany błyszczący proszek. Zabieg można powtórzyć jeśli efekt jest niezadowalający, ale warto zacząć od mniejszej ilości. Drobinki sprawiają, że gdy przez okno wpadają promienie słońca śnieżne czapy nabierają delikatnego blasku.

Po namalowaniu białych czap śniegu, ściągnęliśmy taśmy. Zdjęcia nie oddają efektu, ale brokat wygląda bardzo ładnie w słońcu :)

Voila! Skończone!
Zagadka – kto widzi czarną lampkę ścienną na tle gór? :)

Jeśli podoba Wam się motyw gór w pokoju dziecka, to nie zastanawiajcie się długo. Jest to tak uniwersalny wzór, że pasuje zarówno do pokoju malucha, jak i nastolatka.

Aleks jest bardzo zadowolony – po pierwsze własnymi rękami stworzył swoją przestrzeń, po drugie – fajnie spędziliśmy czas całą rodziną, a po trzecie – efekt bardzo mu się podoba!

Warto pamiętać:
– zwykłe farby schną szybko, więc taki zabieg można przeprowadzić w ciągu jednego dnia, jednak ze względu na farbę tablicową zajęło nam to cały weekend;
– warto wybrać lepsze farby – ściana to kilka metrów kwadratowych, nie trzeba 10-litrowych wiaderek, więc koszty tak nie przytłaczają. Kupiliśmy trzy puszki – dwie po 0.9l oraz jedną (białą) 0.45l, a łatwość z jaką się je zmywa jest tego warta;
– małe wałki to małe zużycie farby, szczególnie po umyciu.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Dom 28 października 2019

Zatkany zlew – jak odetkać, domowe sposoby

Jak odetkać zatkany zlew w kuchni lub w łazience to pytanie, które pada często. Ta mało komfortowa sytuacja, w której dochodzi do zatrzymania wody w odpływie, każdemu zdarzyła się choć raz. Przyczyn kłopotu może być kilka, podobnie jak sposobów na pozbycie się problematycznego zatoru.

Zatkany zlew w kuchni i łazience – przyczyny 

Woda w odpływie zlewu lub wanny zatrzymuje się, gdy coś blokuje drogę jej ujścia. Najczęściej to “coś” w łazience to włosy, patyczki higieniczne, które często utykają i trudno je wyciągnąć z odpływu, piasek z ubrań czy z obuwia. W kuchni do zatkanych rur odpływowych najczęściej trafiają resztki jedzenia z talerzy, a także tłuszcz zlewany z patelni po smażeniu. Nawarstwianie się w jednym miejscu takich drobnych przedmiotów czy substancji sprawia, że wąskie rury zatykają się i woda stoi. Gdy swobodny odpływ utrudniony jest przez dłuższy czas, i nic z tym nie robimy, pojawia się brzydki zapach, który trudno jest ignorować.  

Jak odetkać zatkany zlew – soda, ocet, cola; domowe sposoby

Domowe sposoby na to, jak odetkać zatkany zlew, są proste i często skuteczne. Zanim więc pobiegniecie do sklepu, by kupić nieobojętną dla środowiska “chemię” do udrażniania rur, spróbujecie znacznie łagodniejszych sposobów.  

1.Gumowa przepychaczka – mechaniczne działanie

Idę o zakład, że każdy wie, jak to “cudo” wygląda, ale nie każdy ma ją w domu. Taka zwykła zwykła, gumowa przepychaczka (czy też przepychacz) posiada ruchomą końcówkę pełniącą rolę pompy ssąco-tłoczącej – przykłada się ją do odpływu i konkretnymi ruchami udrażnia rurę. W większości przypadków przepychaczka działa bardzo dobrze, a w dodatku przedmiot lub substancja, która blokuje przepływ, zazwyczaj wypływa na zewnątrz zassana przez końcówkę.

2. Soda i ocet na zatkany zlew

Soda i ocet na zatkany zlew to prosty sposób na udrażnianie rur, który nie wymaga wiele zachodu. Wystarczy powędrować do kuchni, wziąć ocet i sodę oczyszczoną (proporcje 3:1), połączyć i od razu, zanim zacznie się pienić, wlać do odpływu. Po kwadransie oczekiwania wlej do niego cały czajnik wrzącej wody. Zator ze szczątków organicznych powinien się rozpuścić. To dobry sposób, gdy zator nie jest zbyt duży. Soda i ocet na zatkany zlew to jedna kombinacja. Zamiast octu można dodać ¾ szklanki soku z cytryny do sody, a po czasie przelać to wrzątkiem. 

3. Cola a zatkany zlew

To kolejny sposób na dość łagodne dla środowiska pozbycie się zatoru w rurach. Osławiona już cola wykorzystywana jest nie tylko do odrdzewiania i sprzątania, ale i udrażniania rur. Zawartość przynajmniej pół litrowej butelki coli wlewamy do odpływu i zostawiamy na jakiś czas (najlepiej na kilka godzin). Po tym zalewamy odpływ wrzącą wodą. Cola całkiem dobrze sobie radzi z tłuszczem, który często powoduje zatory, a wrząca woda rozcieńcza dodatkowo i ułatwia przepływ substancji.

Gdy powyższe sposoby nie okażą się skuteczne, wtedy trzeba sięgnąć po typowo chemiczne, często żrące środki do udrażniania. Podczas ich stosowania należy uważać, by nie wdychać oparów, oraz sprawdzić, czy można zastosować je w przypadku aluminiowych elementów. Jeśli nawet to nie pomoże, można wykorzystać specjalną śrubę do udrażniania (tzw. żmija, spirala, sprężyna) lub też w ostateczności zdemontować i oczyścić zatkany syfon.

Zatkany zlew – jak zapobiegać problemom?

Nie od dziś wiadomo, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. Dlatego zwracajcie uwagę na to, co wrzucacie do komory zlewu i zadbajcie, by znalazło się w nim dodatkowe sitko zatrzymujące odpady. Innym, skutecznym sposobem jest zamontowanie specjalnego rozdrabniacza do odpadów. Taki “młynek” zapobiegnie tworzeniu się zatoru i zminimalizuje ryzyko jego powstania. Warto zabezpieczyć się w ten sposób i uniknąć kłopotliwej sytuacji w przyszłości. 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close