Zabawa 25 sierpnia 2014

TV or not TV

Wiem, wiem o telewizji i dzieciach już dużo napisano. Nawet u nas Basia pisała jakie to niedobre i bleee. Zgadzam się z tym, ale u mnie praktyka wygląda nieco inaczej.

Owszem Maja jako pierwsze dziecko nie oglądała telewizji przez pierwsze 1,5 roku swojego życia. Potem się zaczęło mieszkanie u dziadków i zaczęła się też telewizja. Ale nie o tym chcę pisać.

Obecnie, jak wiecie, jestem mamą dwójki dzieci – trzylatki i roczniaka. Mąż przez dłuższe okresy czasu pozostaje poza domem, więc wszystkie obowiązki spoczywają na mnie. I jak tu się z wszystkim ogarnąć bez możliwości sklonowania?

Przynajmniej jeden mój klon przydałby mi się podczas usypiania syna w dzień oraz podczas wieczornych obrządków. Póki Mateusz był mały (bo teraz to już duży chłopak:)), czyli tak do ok. 8 miesiąca było w miarę luźno. Ale z czasem sprawy zaczęły się komplikować.

Maja w dzień nie sypia, natomiast Młody tak i co wtedy? Niestety moje dzieci nie mają zakodowanego samozasypiania i jakoś muszę to rozegrać. Radzę sobie w prosty sposób – córce włączam TV i idę usypiać Mateusza. Wiem, można by go uśpić na spacerze, jednak wózek jest dla niego już niewygodny, więc wolę żeby miał możliwość rozprostowania kości w łóżku.

Często oglądanie przedłuża się, bo jak już Młody zaśnie to szybko trzeba oblecieć co trzeba, a w pojedynkę robota idzie po prostu sprawniej. Ale żebyście mnie nie zlinczowały – nie ma w tym samowolki – jak tylko się obrobię, robimy cyk, gasimy TV i zmykamy do zabawy lub na podwórko.

Podobnie ma się sprawa wieczornego usypiania, kiedyś dzieciaki zasypiały razem, teraz chodzą spać o innych porach, tu znów przydałby się klon. I tak jak idę usypiać  Mateusza – Maja dostaje mleko (bo tak lubi) i baję. Jak już Mati śpi, ja robię przelot ogarniający dom, chwilę siedzę z Mają i zawsze po tej samej bajce gasimy TV.

To tylko dwie sytuacje, które są stałym punktem naszego dnia. Nie mam zamiaru zapierać się, że są one jedynymi epizodami, gdy nasz TV jest włączony. Jasne, że są chwile kiedy “ratuję” się bajką, bo muszę coś zrobić lub po prostu Maja jest totalnie nie w humorze, a ja chcę mieć chwilę spokoju.

Myślę, że nie robię tym krzywdy dzieciom. Kontroluję ile jest tego oglądania i najważniejsze – co jest na ekranie. Uważam też, że mądre bajki rozwijają dziecko, są w stanie czegoś nauczyć. Widzę to po Majce i nie mam zamiaru odcinać jej od oglądania telewizji. Ktoś powie, że włączam TV dla własnej wygody, owszem nie zaprzeczę. Ale chętnie zlecę tej osobie ogarnięcie dwójki w pojedynkę i myślę, że po takim teście zmieni zdanie:)

11
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
W roli mamy - wrolimamy.plMilena KamińskaEwa ŁukasiewiczEdyta SkrzydłoKlimowicz Monika Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

Jeżeli nie jest to kilkugodzinne wgapianie się w ekran to nie mam nic przeciwko. Ba, nawet jestem za (bajkami). Jeśli tylko wybierzemy takie, które wniosą coś fajnego to czemu nie ;) Sama pozwalam córce oglądać wybrane bajki w ciągu dnia i widzę, że sporo się z nich nauczyła/uczy.

Magdalena Marczuk Romanowska
Gość
Magdalena Marczuk Romanowska

Oczywiście wszystko pod kontrolą. Począwszy od czasu przesiadywania przed TV, po kontrolę tego co ogląda dziecko. Mądre bajki są OK:)

madzia
Gość
madzia

Nasza Zuza ma 2,5 roku i czasem tez miałam ochotę w ten sposób sobie ułatwić życie ale niestety albo stety nasza córka nie chce oglądać żadnych bajek. Preferuje za to ich czytanie z czego jestem bardzo dumna ale tak jak Wy uważam że oglądanie bajek również prowadzi do rozwoju dziecka (oczywiście tych mądrych i edukacyjnych) :) Jedyną bajką jaką dała się zarazić jest niedźwiedź w dużym niebieskim domu, którego czasem ma ochotę obejrzeć na dobranoc. Bardzo pokochała w tej bajce Lune i kiedy księżyc świeci na naszym niebie nazywa go Luną i sobie z nim rozmawia :) Być może etap… Czytaj więcej »

Edyta Skrzydło
Gość

Pozwalamy na wszystko w ramach rozsądku.

Klimowicz Monika
Gość

Wszystko zależy od rodziców, mój syn ma 4,5 roku, nie widzę potrzeby i nie wyobrażam sobie żeby grał na komputerze/tablecie/smartphonie, bo jest masa innych fajnych, rozwijających zabaw czy rzeczy do robienia… Nigdy nie grał i takiej potrzeby nie ma… a jeśli chodzi o TV to jeżeli już jest włączony to przeważnie oglądamy animal planet, discovery itp czy programy o naturze z serii BBC, które uwielbiamy :) wszystko jest dobre w granicach zdrowego rozsądku :)

Klimowicz Monika
Gość

a co do artykułu… wszystko zależy od dziecka, akurat mam to szczęście, że moje dziecko samo się sobą zajmie i mogę zrobić wszystko odkąd się urodził, leżał grzecznie w łóżeczku, sam się bawił i zostało to mu do dzisiaj :) także jak czasem trzeba wspomóc się telewizją no to wyjścia nie ma…

Ewa Łukasiewicz
Gość

nie widzę nic złego w tym, pod warunkiem, że nie zabiera to całego czasu dziecka. dzisiejsze aplikacje, gry są tak świetne i potrafią świetnie rozwijać wyobraźnię dziecka, a przy tym uczyć przez zabawę czy to liter, liczb, czy to języka. i wcale nie trzeba rezygnować przy tym z czytania ksiązek, rysowania czy innych popularnych kreatywnych zabaw. ja jestem zdania,że czym skorupka za młodu nasiąknie… ;) chodzi mi o to, ze w dzisiejszych czasach, dziecku jest po prostu łatwiej chociażby na informatyce już w 1 klasie podstawówki kiedy to nie siedzi jak przysłowiowy kołek bo nie wie co do czego i… Czytaj więcej »

Milena Kamińska
Gość

W małych ilościach

Milena Kamińska
Gość

Tak :-(

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

To jest masakra:(

Sport 23 sierpnia 2014

Rowerowa wolność

Gdy zima dobiegała końca, czułam się jakaś taka bez energii. Miałam tego dosyć, nie chciałam czuć się jak „flaki z olejem” Postanowiłam to zmienić i się rozruszać. Nie to żebym była totalnie „zardzewiała”, ale kondycja już nie ta, co kiedyś a i po ciąży kilka kilogramów zostało i kolokwialnie mówiąc „pupa mi ciążyła”. Postanowiłam ruszyć się z kanapy i poprawić formę. Kiedyś biegałam i namiętnie grałam w tenisa stołowego, ale było to lata świetlne temu.

Początkowo były to wieczorne ćwiczenia w zaciszu domowym, ale czegoś mi w nich brakowało, czułam niedosyt.  Później za namową Żakliny zaczęłambiegać. Były to niedalekie dystanse po 3-4 km tuż przy okolicznych ścieżkach rowerowych, co drugi czy trzeci dzień.

Nadeszła wiosna, na trasie zaczęłam spotykać coraz częściej cyklistów i po trochu zazdrościłam im tej jazdy. Coraz mocniej kiełkował w mojej głowie pomysł zakupu jednośladu. Na rowerze nie jeździłam może 100 lat, no dobra przesadzam, ale z 15 by się uzbierało. Biłam się z myślami czy zakup roweru to będzie dobry pomysł czy nie będzie na jeden sezon, ale w końcu poszłam za ciosem i podjęłam decyzję: kupuję własne dwa kółka!

Jak typowa kobieta najpierw przeczytałam liczne blogi i fora rowerowe by oswoić temat i nie zostać nabita w butelkę przez sprzedawców. Zwiedziłam kilka sklepów porównując sprzęt i ceny zanim dokonałam wyboru tego jedynego.

Zakup roweru okazał się strzałem w dziesiątkę! Do dziś pamiętam uczucie miękkich nóg po pierwszych kilometrach. Pokochałam tę formę ruchu, na nowo przypomniałam sobie czasy dzieciństwa i to przyjemne uczucie, gdy ciepły wiatr rozwiewa włosy. To jedna z rzeczy którą robię tylko dla siebie. Dla własnego lepszego samopoczucia, frajdy i odpoczynku. Teraz w każdej wolnej chwili, (jeśli pogoda na to pozwala) wsiadam na mojego dwukołowca i najczęściej wybywam za miasto. Uwielbiam jeździć polnym i leśnymi dogami, z dala od miejskiego zgiełku, mam wtedy poczucie wolności. Odpoczywam od hałasu i ładuję akumulatory, odcinam się od problemów jestem tylko ja, rower i natura.  Po takim wysiłku czuję się… wypoczęta psychicznie, trochę zmęczona fizycznie. Lubię wtedy odpocząć siedząc na trawie przy strumieniu słuchając żabiego rechotania. Póki co nie szaleję, pokonuję przeważnie trasy 8 – 16 km, ale nie powiem, mam już chrapkę na dłuższe.

Na swojej ulubionej trasie nie raz spotykam innych rowerzystów. Przedział wiekowy jest duży, można by rzec do roku do stu jeden lat. Maluchy w fotelikach czy przyczepkach, starsze dzieci na swoich rowerkach. Obowiązkowo każde w kasku rowerowym.  Kubie jeszcze ciężko byłoby dotrzymać tempo, wiec podróżuje w foteliku zamontowanym na rowerze męża. Takie rodzinne wycieczki organizujemy przeważnie w weekendy. Liczę, że zarażę Kubę bakcylem bicyklowym i za jakiś czas samodzielnie już będzie dawał radę jechać z nami na swoim dwukołowcu.  Póki co, mały rowerzysta śmiga na rowerku biegowym i czterokołowym przy naszej pieszej asyście.

8
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magdalena
Gość
Magdalena

Zawsze lubiłam jeździć na rowerze ale już nie pamiętam, kiedy to ostatni raz robiłam. :)
Jak byłam młodsza to rower był nieodłączną częścią mojego życia, wszędzie jeździłam, do szkoły, do kościoła, do koleżanek, do sklepi a teraz nawet roweru nie posiadam..
W ogólne z aktywnością u mnie słabo ostatnimi czasy. :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Ja też nie pamiętałam co to jazda na rowerze, dlatego stęskniona z przyjemnością kupiłam rower i ruszyłam na podbój miejscowych i okolicznych tras rowerowych.

madzia
Gość
madzia

Sama dla siebie niestety nie jeżdżę ale uwielbiam nasze wspólne wyprawy rowerowe. Córka odkąd skończyła roczek jeździ z nami na wycieczki rowerowe jak tylko czas i pogoda pozwoli. Teraz ma juz 2,5 roku i świetnie porusza się na rowerku biegowym. Mój mąż za to jest wielkim miłośnikiem rowerów i już nam zapoowiada, że może za rok może dwa wybierzemy się w taką naprawdę długą wakacyjną wyprawę rowerową, a więc nie możemy się doczekać :) A tak swoją drogą to cieszy mnie fakt, że teraz jest tak dużo miłośników rowerowych od najmłodszych po naprawdę starsze osoby i że moje dziecko póki… Czytaj więcej »

Sylwia
Gość
Sylwia

Rodzinne wycieczki rowerowe to jest to :D Aktywny wypoczynek połączony ze świętną zabawą.
Wyprawa rowerowa- brzmi super :) Dobrze zaplanowana trasa, zaopatrzenie i można śmiało ruszać przed siebie

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Mnie namówiła po kilku latach sąsiadka, wszystko fajnie, ale po 8 kilometrach myślałam że mi tyłek do siodełka przyrósł ;) ale jeśli będzie chciała kontynuowac rowerowe wypady, jestem za :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Tyłek musi się przyzwyczaić :D, też to przerabiałam na początku jazdy. Teraz wszystko ok, jakbyś nadal czuła dyskomfort (mimo regularnej jazdy) to zakup nakładkę żelową na siodełko.

Marta
Gość
Marta

Ja wsiadłam na rower kilka dni temu, po 8-letniej przerwie. Młoda zamontowana na rowerze taty pojechała z nami. Zrobiliśmy grubo ponad 20 km, poczułam wspaniały skok endorfin! Mąż też, i Dzieciorce też się spodobało ;)

Kulinaria 20 sierpnia 2014

Czekoladowa Betty

Nie wiem, jak Wy, ale ja lubię od czegoś słodkiego rozpocząć dzień. Polecam wyśmienity deser wszystkim, którzy kochają jabłka – Czekoladowa Betty*. Jest łatwy w przygotowaniu i godny polecenia ze względu na cudownie chrupiące, miękkie wnętrze. Czego chcieć więcej?!

Podane składniki odpowiadają czterem dużym porcjom czekoladowej Betty.
Gotowy posiłek można podawać z ubitą śmietaną, lub moim faworytem, czyli lodami.

Składniki:

1kg twardych jabłek, obranych i posiekanych w kawałki,
2 duże łyżki masła

Na masę przykrywającą jabłka:

4-5 kromek chleba,
niecałe 0,5 szklanki jasnego brązowego cukru (może być też zwykły),
tabliczka gorzkiej czekolady (100 g), posiekanej na drobne kawałki,
5 ½ dużej łyżki masła (roztopić),
3 duże łyżki syropu Golden (jeśli nie możecie znaleźć tego syropu to można dodać miód)

Przygotowanie:

  1. Obieram i kroje  jabłka na małe  kawałki.
  2. W międzyczasie roztapiam masło w dużym garnku i dolewam odrobinę wody.
  3. Jabłka wrzucam do garnka. Kiedy zmiękną, lecz jeszcze nie stracą swego kształtu przenoszę je do naczynia żaroodpornego – brytfanny lub małej blachy.
  4. W osobnej misce mieszam pokruszone kawałki chleba z cukrem i czekoladą. Później pokrywam tą mieszaniną jabłka. Roztopiam masło wraz z syropem golden bądź miodem w małym garnku.
  5. Roztopioną miksturą polewam mieszankę z chleba, czekolady i cukru. Upewniam się, że cała mieszanka jest polana syropem/ miodem.
  6. Całość pieczę w piekarniku (190 stopni / gaz nr 5) przez 35 minut, dotąd aż jabłka będą miękkie, a górna warstwa złota i chrupiąca. Danie podawam ciepłe wraz z lodami waniliowymi. Dekorację pozostawiam Tobie.

*wzorowany na przepisie Nigelli Lawson

czekoladowa bettsy 1

Zdjęcia: Paulina Garbień

4
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sylwia Chojnowska
Gość
Sylwia Chojnowska

Czy Golden syrop można zastapić także syropem klonowym?

Rachela
Gość
Rachela

Myślę, że tak. Całosc zyska troche inny smak. Ja uwielbiam syrop klonowy i chetnie też wypróbuję

Magda
Gość
Magda

Na aktualną sytuację z jabłkami ten przepis jest w sam raz :D

Magdalena Marczuk Romanowska
Gość
Magdalena Marczuk Romanowska

Sezon na jabłka czas rozpocząć. Mniam, mniam;)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close