Emocje 28 czerwca 2019

Jak zmienić dziecku imię? Masz na to pół roku

Jak zmienić dziecku imię, kiedy to, które mu nadaliśmy, przestało nam się podobać? Sprawa nie jest taka prosta. Wbrew pozorom, łatwiej zmienić dziecku nazwisko niż imię. Tu powody muszą być naprawdę ważne.

Jak zmienić dziecku imię w ciągu sześciu miesięcy od sporządzenia aktu urodzenia

O imionach nadanych przez pomyłkę albo pod wpływem alkoholu w niejednej rodzinie krążą legendy. Pół biedy, jeśli imię jest ładne. Gorzej, jeśli imię jest brzydkie, ośmieszające lub źle się kojarzy. Raczej trudno wyobrazić sobie, by rodzice dobrowolnie nazwali dziecko Adolf.

Taką pomyłkę można łatwo skorygować w ciągu sześciu miesięcy od sporządzenia aktu urodzenia dziecka. Ale uwaga – zmiana możliwa jest tylko raz. Rodzice nie mogą biegać co dwa tygodnie do urzędu, bo znowu zmienili zdanie.

Do zmiany imienia, imion lub ich kolejności, a także pisowni, potrzebne jest osobiste stawiennictwo obojga rodziców i ich zgodna wola wyrażona na piśmie. Jeśli o zmianę wnioskuje tylko jedno z rodziców, imię nie zostanie zmienione. To trochę krzywdzące dla kobiet, bo zazwyczaj to tatusiowie biegają do urzędu, gdy one leżą w połogu.

Jak zmienić dziecku imię, gdy minie więcej niż sześć miesięcy

O ile w pierwszym półroczu rodzice nie muszą się tłumaczyć z chęci zmiany dziecku imienia, o tyle później sprawa się komplikuje. Jeśli rodzice chcą zmienić imię starszemu dziecku, muszą przekonać Urząd Stanu Cywilnego, że ich zdaniem to jest ono ośmieszające lub nielicujące z godnością człowieka. Argument, że przestało się podobać, najprawdopodobniej zostanie odrzucony. Także zbyt duża zdaniem rodziców popularność imienia nie jest dla Urzędu Stanu Cywilnego przesłanką do jego zmiany.

Innymi powodami, które będą wzięte pod uwagę, jest np. fakt, że dziecko używa innego imienia niż ma wpisane w akcie urodzenia, imię dziecka zostało zmienione bezprawnie (ciężko mi to sobie wyobrazić, ale pewnie są i takie przypadki), imię dziecka jest niezgodne z przepisami kraju, którego obywatelstwem dziecko się legitymuje. To kolejny trudny do wyobrażenia sobie przypadek, ale ponoć np. na Islandii jest tak, że imię nie może zawierać liter, które nie występują w islandzkim alfabecie. Jeśli dziecko ma podwójne obywatelstwo niewykluczone, że i w Polsce trzeba zmienić imię.

Jak zmienić imię dziecka nadane przez Urząd Stanu Cywilnego

Jeśli rodzice nie dopełnią formalności związanych z urodzeniem dziecka i nie zgłoszą tego faktu w USC, nie oznacza to, że dziecko formalnie „nie będzie istniało”. Oznacza to tylko tyle, że imię zostanie nadane dziecku przez urzędnika, który może kierować się kalendarzem, własnym gustem, albo czymkolwiek. Dzieje się tak dlatego, że szpitale są obowiązane do przekazywania Urzędom Stanu Cywilnego informacji o narodzinach dziecka.

Ze zmianą imienia nadanego przez urząd jest dokładnie tak samo, jak w innych przypadkach. W ciągu sześciu miesięcy od sporządzenia aktu urodzenia można to zrobić bez problemu za niewielką opłatą, po upływie tego terminu trzeba przekonać urząd, że to konieczne.

 

Na koniec powiem Wam jeszcze ciekawostkę. Szukając materiałów do tego tekstu, natrafiłam na informację, że w Polsce łatwiej zmienić nazwisko niż imię, zwłaszcza w przypadku osoby dorosłej. Szczególnie chętnie korzystają z tego przestępcy, którzy próbują rozpocząć nowe życie.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Dania główne 27 czerwca 2019

Zupa z botwiny na gorąco. Prosty smak wczesnego lata

Zupa z botwiny na gorąco to pomysł na obiad, który podrzucam Wam w ostatniej chwili. Przełom wiosny i lata to idealny czas, by skorzystać z obfitości botwiny, czyli młodych buraczków z łodygami i liśćmi. A im botwina jest młodsza, tym jest delikatniejsza. Ten smak nieodłącznie kojarzy mi się z czasem dzieciństwa, i pysznymi zupami, które gotowała moja babcia i mama, więc z przyjemnością dzielę się moim przepisem.  

Zupa z botwiny na gorąco. Składniki

Składniki:

  • 40-50 dkg mięsa na wywar (ja uwielbiam żeberka)
  • 3 pęczki botwinki (buraczki, łodygi i liście razem) 
  • 2 marchewki,
  • 1 pietruszka (korzeń, ale nać również możecie wrzucić do wywaru i odłowić po ugotowaniu)
  • ok 500 dkg ziemniaków,
  • sok z ok. 1/2 cytryny,
  • pieprz, cukier i sól do smaku,
  • przyprawy (2-3 liście laurowe, kilka ziaren ziela angielskiego, lubczyk – jeśli lubicie),
  • śmietana do zabielenia zupy,
  • jajko (nieobowiązkowo, ale ja dodaję, bo uwielbiam),
  • koper lub szczypiorek do posypania.

Zupa z botwiny na gorąco. Przepis

  1. W dużym garnku gotuję wodę, mięso, przyprawy. Gotuję pod przykryciem około 30 minut.
  2. W międzyczasie botwinę myję, liście oddzielam od buraczków i dokładnie płuczę z ziemi. Zaniedbanie tej czynności poskutkuje tym, że będzie Wam piach strzelał w zębach podczas obiadu ;) Obieram buraczki ze skórki i kroję na plasterki, a łodyżki i liście szatkuję.
  3. Pozostałe warzywa obieram i kroję, wrzucam do wywaru (młodą marchew, pietruszkę najpierw, a po kilku minutach ziemniaki). Po ok 7-10 minutach dorzucam buraczki, ale bez łodyg i liści (im młodsze, tym szybciej się gotują). Gdy warzywa w garnku zaczną mięknąć, po kilku minutach dodaję łodygi i liście botwiny. Im wystarczy dłuższa chwila, by zmięknąć. Nigdy nie gotuję z zegarkiem w ręku, tylko na tzw. wyczucie – ono mnie nie zawodzi. Jeśli akurat dodałam nać pietruszki i lubczyk – odławiam je, a zupę doprawiam cytryną, solą, cukrem, pieprzem. 
  4. Śmietanę wlewam do szklanki i dodaję do niej odrobinę wrzącej zupy, mieszając intensywnie. Chodzi o to, by śmietanę zahartować – wlana bezpośrednio do wrzątku może się zważyć i będą pływały białe “męty”. 
  5. W osobnym garneczku gotuję jajka na twardo i studzę je. Koperek lub szczypiorek drobno kroję.
  6. Gorąca zupa trafia do talerzy, razem z jajkiem. Całość posypuję dla męża i dzieci koperkiem, a dla siebie szczypiorkiem. 

zupa z botwiny na gorąco

I tyle, zupa z botwiny gotowa! Smak cudowny, ja nie mogę się nią najeść, wracając do kuchni po dokładkę. Jeśli też lubicie takie “babcine” gotowanie, zupa z botwiny na gorąco z pewnością Wam posmakuje.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Gry planszowe i nie tylko 27 czerwca 2019

Motyla noga, Kurza stopa, Psia kość – gry na wakacje

Dokładnie pamiętam swój zachwyt, gdy wiele lat temu odkryłam grę Dobble. Każdego dnia grałam w nią z moim synem, który nieraz mnie ogrywał, udowadniając, że kilkulatek ma świetny refleks i potrafi być bardzo skoncentrowany. Dlaczego piszę o tej karciance, recenzując zupełnie inne gry? A no dlatego, że „Kurza stopa”, „Psia kość” i „Motyla noga” bardzo mi się z Dobble kojarzą, mimo że… zasady są zupełnie inne ;) Grając we wszystkie trzy gry podobnie, jak w Doble, rozwijamy przede wszystkim koncentrację, spostrzegawczość i refleks – wiem, że sporo z Was jest fanami tej gry.

Tymczasem „Kurza stopa”, „Psia kość” i „Motyla noga” to nasze ojczyste produkty, których twórcą jest Krzysztof Kasprzak. Andrzej Mleczko wykonał znakomite i zabawne ilustracje. Zasady każdej karcianki zostały opisane w krótkiej, czytelnej dwustronicowej instrukcji. Choć wszystkie opierają się na podobnych regułach, to jednak różnią się między sobą … W gry może grać od dwóch do ośmiu osób od 6 do 106 lat.

59 kwadratowych kart znajduje się w kompaktowym pudełku w kartonowej wyprasce, która graficznie nawiązuje do tematyki gry.

Przygotowanie do rozgrywki jest bardzo szybkie, nawet gdy gramy pierwszy raz i wcześniej musimy zapoznać się z instrukcją. Tasujemy karty, odpowiednią stroną kładziemy na stole, kolejno odkrywamy kartę leżącą na górze stosu i układamy ją zgodnie z odpowiednią dla danej gry zasadą. Wygrywa osoba, która nazbiera największą liczbę kart lub punktów (w przypadku Psiej kości, w której niektóre karty liczone są podwójnie). Przebieg gry jest bardzo dynamiczny.

Kurza stopa

I tak w “Kurzej stopie” na każdej karcie widnieją robaki w przeróżnych pozach – kto pierwszy zauważy takiego samego robaczka, jaki widnieje na karcie głównej z kurą na stosie – zabiera ją. Ale uwaga, może też na kolejno odkrytej karcie pojawić się zamiast robaka – łapka kury, wtedy należy po prostu jak najszybciej krzyknąć „Kurza stopa!”, żeby móc zgarnąć wyłożone karty. Genialne w swej prostocie!

Motyla noga

W „Motylej nodze” tak długo odkrywamy karty, aż pojawi się obrazek bez znacznika +1 i wtedy należy znaleźć przedmiot, na którym ostatecznie usiadł motyl, śledząc jego lot od pierwszej aż do ostatniej odkrytej karty, rozwiązując plątaniny narysowanych serpentyn. Podobnie jak w poprzedniej, może pojawić się też wyjątkowa karta, na której zamiast danego przedmiotu jest motyl i wtedy gracz, który pierwszy go zauważy – krzyczy „Motyla noga!”.

Psia kość 

Trzecia gra „Psia kość” wymaga umiejętności czytania. Reguła dotycząca kolejnego odkrywania kart ze stosu jest podobna, z tym że kładziemy karty z rysunkami psów po czterech stronach stosu. Po ułożeniu czwartej karty należy przeczytać imię psa, który dotrze do danego przedmiotu (znowu śledzimy plątaniny serpentyn lub labirynty). Jeśli karta przedstawia psa, który wabi się Budyń, zawodnicy nie muszą śledzić labiryntów, tylko krzyczą „Budyń” i zgarniają tę kartę – wartą aż dwa punkty.

To, co mnie urzekło, to kapitalne rysunki Andrzeja Mleczki i tytuły gier związane z typowo polskimi powiedzonkami. Uwielbiam grę słów i takie poczucie humoru.

Tak jak wspomniałam wcześniej – można zasiąść do rozgrywki w parze lub aż w osiem osób. Z jednej strony im większa liczba graczy, tym rywalizacja jest bardziej zacięta i dynamiczna. Z drugiej strony, zbyt dużo zawodników, sprawia, że zajmowane przy stole miejsce zaczyna odkrywać znaczenie (kto ma bliżej do kart, temu łatwiej – proste).

Gry polecam szczególnie u progu rozpoczynających się wakacji, gdyż zmieszczą się w każdym plecaku, walizce i na pewno nie wpłyną na ich ciężar. Tym bardziej, jeśli kartonowe pudełko zostawimy w domu, a do bagażu wsuniemy jedynie karty. Przemawia też za tym ich prosta forma – nie tylko jeśli chodzi o mechanikę, ale liczbę elementów. Można je sprawnie rozłożyć i szybko rozegrać np. w pociągu czy na lotnisku. Gwarantuję, że dobrze bawić będą się nie tylko dzieci, ale i Wy – Drodzy Rodzice – znajdziecie sporo przyjemności rozgrywając partyjkę. 

 

Dziękuję Wydawnictwu MDR za przekazanie gier do recenzji :)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close