Kulinaria 18 czerwca 2019

Sałatka z buraków i rukoli

Sałatka z buraków i rukoli to ostatnio jedna z moich ulubionych. Świetnie się sprawdza latem, jest idealna na upały – chłodząca, orzeźwiająca i zdrowa. A przede wszystkim łatwa do przygotowania! Możecie ją podać jako dodatek, zjeść samodzielnie, czy zaserwować do potraw z grilla. Składników jest niewiele, za to każdy ma znaczenie i nadaje jej wyjątkowego smaku.

Składniki:

100 g sałaty rukoli

gotowane czerwone buraki – 500 g (kupuję gotowe w Lidlu)

ziarna słonecznika łuskanego i pestki dyni – ilość wg uznania, ja daję łącznie połowę szklanki

ser typu greckiego – ok. 150 g

sos:

4 łyżki oliwy

1 łyżka cytryny

łyżeczka musztardy

opcjonalnie możemy do sosu dodać 1 łyżkę miodu, który lekko załagodzi ostry smak rukoli

sól, pieprz do smaku

Przygotowanie sałatki z buraków i rukoli:

  • Wkładam do miski rukolę (osobiście nie lubię jej długich listków w całości, więc rwę na drobniejsze części).
  • Buraki kroję na połówki, a następnie w plastry (nie za cienkie).
  • Dodaję pokrojony w kostkę ser.
  • Posypuję słonecznikiem i pestkami dyni.

Proponuję wybrać jedną z dwóch opcji:

– Nasiona można uprażyć na suchej patelni.

-Można też – i ten sposób w przypadku tej sałatki preferuję – zamoczyć je wcześniej w szklance wody. Idealnie, gdy zalejemy je wodą i będziemy moczyć całą noc – napęcznieją, staną się łatwo strawne, a nasz organizm przyswoi dużo więcej składników odżywczych w nich zawartych.

  • Przygotowuję dressing – łączę wszystkie składniki i polewam gotowym sosem całość.
  • Doprawiam solą i pieprzem do smaku.
  • Wkładam sałatkę do lodówki na co najmniej godzinę przed podaniem.

Smacznego!

Zdjęcia: Basia

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Dom 17 czerwca 2019

Cytrusy w domu i na balkonie. Jak je uprawiać?

Cytrusy w domu to niewątpliwej urody żywa ozdoba. Drzewka cytrusowe zachwycają mnogością odmian, kształtem, zapachem liści (potrzyjcie je!) i kwiatów. Ten, kto odpowiednio zaopiekuje się taką rośliną, z pewnością doczeka się owoców, równie efektownych, choć nie tak słodkich, jak te rosnące w naturze. Cytrusy można trzymać nie tylko w domu, ale i na balkonie – w odpowiednich warunkach.

Cytrusy w domu – gdzie postawić doniczkę?

W doniczce można uprawiać nie tylko cytryny i mandarynki, ale i pomarańcze, grejpfruty, kalamondyny czy kumkwaty. Wcale nietrudno jest objąć odpowiednią opieką różnego rodzaju cytrusy, choć pewne wymagania mogą się różnić w zależności od poszczególnych gatunków. Cechą wspólną wszystkich cytrusów jest zamiłowanie do jasnych pomieszczeń i długotrwałego (minimum przez 8 godzin), naturalnego oświetlenia, najlepiej przy południowym lub zachodnim oknie. Szukając odpowiedniego miejsca na doniczkę wybierzmy takie, w którym roślina będzie miała odpowiednią przestrzeń do wzrostu. Unikajmy przeciągów i bliskości kaloryfera, szczególnie w sezonie grzewczym – te rośliny nie lubią mocno przesuszonego powietrza. I uwaga – nie przepadają także za zmianą miejsca, więc bez potrzeby nie przestawiajmy ich z kąta w kąt, a nawet powstrzymajmy się od ciągłego obracania doniczki.

Pielęgnacja cytrusów

Ziemia w donicy powinna być przepuszczalna oraz żyzna i lekko kwaśna. Podłoże mieszamy z piaskiem i torfem lub kupujemy specjalną ziemię do cytrusów. Drzewka lubią być regularnie nawożone, szczególnie w okresie wiosny i lata, gdy ich wzrost jest intensywny. Przebarwienia pojawiające się na liściach mogą świadczyć o niedoborze składników odżywczych. Najlepiej sprawdzi się preparat w płynie, dedykowany cytrusom, ponieważ zawiera składniki idealnie dobrane do ich potrzeb. Odnośnie częstotliwości nawożenia i ilości odżywki, należy dostosować się do zaleceń producenta.

Cytrusy lubią regularne, ale niezbyt obfite podlewanie – stałe przelewanie ich korzeni może skutkować chorobami grzybowymi i gniciem rośliny. Żeby zapobiec problemom, warto zadbać o odpowiednią warstwę keramzytu w donicy i otworach odpływowych w dnie. Wodę z podstawki należy zlewać, by korzenie jej nie dotykały. Na pewno urodzie drzewek przysłuży się regularne, delikatne spryskiwanie odstaną wodą.

Cytrusy w domu można przycinać wczesną wiosną, jeśli chcemy nadać konkretny kształt koronie drzewka. Zabieg ten należy przeprowadzać umiejętnie, skracając sekatorem nie więcej niż 1/3 pędów. To sprawi, że lepiej zakwitnie i będzie obficiej owocowało. Uwaga! Jeśli uprawiacie drzewko cytrusowe z pestki, na pierwsze kwiaty musicie poczekać co najmniej 7-10 lat. Niestety, bywa i tak, że poza bujnymi liśćmi roślina nie obdaruje nas niczym więcej. Jeśli chcecie mieć pewność, że pojawią się kwiaty, kupcie drzewko w kwiaciarni.

cytrusy w domu

Cytrusy na balkonie

Jeśli dysponujecie odpowiednio dużym balkonem czy tarasem, możecie pokusić się o wystawienie wiosną doniczki na zewnątrz. Ale najpierw zahartujcie roślinę, wystawiając każdego dnia na krótki czas na powietrze, by mogła ona przyzwyczaić się do temperatury i światła innego, niż w pomieszczeniu.

Od późnej wiosny do wczesnej jesieni drzewka będą się miały dobrze na świeżym powietrzu. W okolicy pierwszych jesiennych przymrozków należy je zabrać do domu. Cytrusy fatalnie znoszą niskie temperatury, a mróz zwyczajnie “zamorduje” roślinę.  Przezimować należy je w domu lub oranżerii, najlepiej w temperaturze 15-17 stopni, ograniczając stopniowo podlewanie i zaprzestając nawożenia. Zazwyczaj w marcu – kwietniu roślina jest gotowa, by na nowo ruszyć ze wzrostem. Wtedy też można ją przesadzić do o 2-3 cm większej, niż dotychczasowa, doniczki. I cały proces rozpocząć od nowa.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Lifestyle 14 czerwca 2019

Bilet na pendolino za 49 złotych. Wiem, jak go zdobyć

Bilet na pendolino za 49 złotych wbrew pozorom nie jest jak Yeti, o którym każdy słyszał, ale nikt nie widział. Ja sama kupowałam takie bilety często i wiem, jak to się robi. Nietrudno, bo bez przesady, ale i niełatwo, bo… bez przesady. Potrzeba odrobinę cierpliwości i samozaparcia, ale rzecz jest do zrobienia.

Bilet na pendolino za 49 złotych – czy jest o co walczyć?

Tak niska cena to oferta skierowana do osób, które nie lubią przepłacać, nie cierpią na nadmiar gotówki, za to lubią wszystko zaplanować z wyprzedzeniem i potrafią chodzić spać właściwie nad ranem. Przy tym nie lubią jeździć dusznymi TLK-ami, chcą mieć pewność, że nie będą jechać na stojąco (niby wszędzie są miejscówki, ale różnie to bywa, czasem kolej zapomni, że skład miał mieć jeszcze dwa wagony…), jadą z dziećmi i zależy im na czasie, albo po prostu nie chcą jechać długo. Pendolino jest na torach pojazdem priorytetowym, to znaczy, że inne pociągi muszą je przepuszczać. Na tyle lat ile jeżdżę pendolino, raz tylko zdarzyło się opóźnienie i było spowodowane bardzo ulewnymi deszczami. Dla porównania – TLK ma spóźnienie praktycznie zawsze, taka uroda.

Jeśli ktoś jedzie sam i chce mieć w podróży święty spokój, to może sobie zarezerwować bilet w strefie ciszy (Duśka twierdzi, że to zazwyczaj wagon nr 7). Byłyśmy tam kiedyś i faktycznie, cisza jak makiem zasiał. Tam się nie rozmawia, nie słucha głośno muzyki (odpada opcja „przepuszczających” słuchawek), telefony są wyciszone. Podróżni czytają książki, pracują, albo po prostu gapią się w okno, jest cicho. Nie widziałam tam dzieci, może nie wpuszczają, nie wiem. My weszłyśmy tylko na chwilę, żeby sobie popatrzeć przez to okienko na końcu pociągu ;-)

Ogólnie uważam, że tak, warto zawalczyć o bilet na pendolino za 49 złotych. Po pierwsze dlatego, że jest tanio, po drugie – nie ma na co czekać, tuż przed odjazdem i tych drogich biletów może zabraknąć. W dniu wyjazdu bilet kosztuje 150 złotych. Mowa oczywiście o cenach w drugiej klasie.

Bilet na pendolino za 49 złotych – kiedy kupować

Im wcześniej, tym lepiej. Całkiem jak w samolocie. Tak dokładnie, to bilet na pendolino za 49 złotych najlepiej kupić tuż po rozpoczęciu sprzedaży, czyli o godzinie 0.30 na trzydzieści dni przed wyjazdem. Trzeba to sobie policzyć, bo to nie zawsze to samo co miesiąc. Bilety na 11 lipca faktycznie kupowałam 11 czerwca, ale już na 11 sierpnia trzeba będzie kupować 12 lipca. Pierwszego dnia każdego miesiąca przerwa technologiczna trwa do 1.00 nad ranem i dopiero wtedy można ustawić się do wyścigu o bilet na pendolino za 49 złotych.

Godzina to nie wszystko, ważny jest też dzień tygodnia. My na przykład wyjeżdżamy z Warszawy w czwartek, bo to środek tygodnia i tanich biletów jest całkiem sporo. W weekend możecie o nich zapomnieć. Nawet jeśli teoretycznie są w sprzedaży, to konia z rzędem temu, komu uda się je kupić. Kiedyś próbowałam i wyszło mi, że są tylko na jeden pociąg, ten o piątej nad ranem z Warszawy.

Dobrą opcją jest też zaplanować podróż na poniedziałek. Na kolei panuje wtedy martwy sezon, bo kto może, to jedzie właśnie w weekend, a jak musi wracać, to też najpóźniej w niedzielę. Dlatego w poniedziałki nie ma problemu z kupieniem biletu na pendolino za 49 złotych, a jak ktoś się zagapi, to kolejne bilety z oferty są nie za 105 złotych, tylko za 70 z groszami, nie pamiętam dokładnie. Nie trwa to długo, ale jest szansa się na tę pośrednią promocję załapać.

Bilet na pendolino za 49 złotych – jak to się robi

No i tu dochodzimy do sedna sprawy. Nie lubię kupować biletów na pendolino, nawet za 49 złotych. To za każdym razem jest droga przez mękę, w czasie której klnę, płaczę, wyzywam w myślach tego, kto tworzył system i w ogóle obiecuję sobie, że to ostatni raz, więcej nie będę. Potem oczywiście i tak zmieniam zdanie, bo o ile kupować biletów nie cierpię, to jeździć pendolino uwielbiam i to nie tylko dlatego, że przynoszą mi do stolika darmową kawę.

Zanim jednak kupimy bilet na pendolino za 49 złotych, musimy wybrać dzień i godzinę wyjazdu, innymi słowy – konkretny pociąg. To się robi na dwa sposoby. Albo wchodzimy na stronę intercity.pl, albo rozkład-pkp.pl. Osobiście wolę tę drugą, bo jest jakoś lepiej zrobiona, bardziej intuicyjna i w ogóle frontem do klienta. Niestety – o godzinie 0.30, kiedy szare przyciski z napisem „Kup bilet” teoretycznie powinny stać się aktywne, wcale tak się nie dzieje. A czas odgrywa kluczową rolę w kupowaniu biletów za 49 złotych na pendolino. Ja to robię w ten sposób, że pociąg znajduję na stronie PKP, ale potem przenoszę się na stronę Intercity i tam wybieram, co potrzebuję. Wygląda to mniej więcej tak:

– w odpowiednich miejscach wpisuję stację początkową i docelową.

– wybieram datę i godzinę

– klikam „Szukaj”.

Teoretycznie. W praktyce musicie, ale to musicie pamiętać o jednej ważnej rzeczy. Kiedy wpisujecie stację początkową i końcową, pojawi się podpowiedź. I nawet jeśli umiecie pisać na komputerze bez podglądania, koniecznie musicie w tę podpowiedź kliknąć. Inaczej choćby przysłowiowe skały srały, nie pójdziecie dalej. Przerzuci Was na inną stronę wybierania połączeń. Jedyny plus jest taki, że można tam zaznaczyć opcje dodatkowe, ale przecież walka o bilet na pendolino za 49 złotych to walka z czasem i te sekundy są naprawdę cenne.

Bilet na pendolino za 49 złotych – trzy miejsca przy jednym stole

Idźmy dalej. Mamy wybrane połączenie i tanie bilety są dostępne. No i teraz powiedzmy, że potrzebujemy trzy, najlepiej przy stoliku. Wspólnym oczywiście. A figa z makiem z pasternakiem :P System pendolino oczywiście przydzieli te bilety, bo niby czemu nie, ale przy dwóch różnych stolikach. Bo on woli Wam sprzedać trzy bilety przodem do kierunku jazdy, jakby z góry zakładał, że wszyscy cierpicie na chorobę lokomocyjną. Trzech biletów na jeden raz przy jednym stole w normalny sposób kupić się nie da. A już na pewno nie wtedy, gdy klawiatura parzy, sekundy mijają, a walka o tanie bilety trwa, przecież łowców okazji nie brakuje. Przy czym powiem Wam, że mnie się to od ładnych paru lat po prostu nie udaje. To są skutki modernizacji systemu, bo dobrze pamiętam, że gdy pendolino pojawiło się na polskich torach, robiłam to bez problemu i bez nerwów. Ale tak było tylko w pierwszym sezonie.

Gdzie diabeł nie może tam babę pośle :P Jeszcze nam się nie zdarzyło jechać przy dwóch różnych stołach. Na to jest w sumie prosta, ale czasochłonna metoda. Trzeba kupować na raty i liczyć na to, że nikt w międzyczasie nie złapie miejsca, które akurat mamy na oku. Ja to robię tak, że najpierw kupuję bilet dla siebie i dla Duśki (zniżki szkolne normalnie obowiązują), potem kupuję bilet dla męża (każdorazowo muszę wpisać nazwisko najpierw swoje, potem jego. Jak się zapomniałam i dwa razy wpisałam swoje, to zaczynałam od nowa, bo oczywiście cofnąć się tego nie da), zaznaczając, że chcę bilet obok miejsca już zajętego, albo wskazuję konkretny numer. Zależy, jak się uda. Oczywiście cały czas posiłkuję się grafiką z rozkładem miejsc w pendolino, bo przy kupowaniu biletów nie ma informacji o tym, które miejsca zostały przydzielone i gdzie. To słodka tajemnica PKP Intercity.

 

    źródło zdjęcia: Wikipedia 

 

W tym roku miałam pecha i po kupieniu dwóch biletów nie udało mi się dokupić trzeciego, bo ktoś kupił drugie dwa przy tym samym stole. Zaczynałam od nowa z drżeniem serca, bo czas mijał. Na szczęście kupowałam bilety na czwartek i tych tanich, za 49 złotych, było naprawdę sporo. Zdążyłam, ale w sumie kupowanie biletów zajęło mi, o zgrozo, aż pół godziny!

Teoretycznie łatwiej jest kupić bilety, jak się jest zalogowanym. Teoretycznie, bo jeśli coś pójdzie nie tak i będziecie mieli potrzebę wycofania biletu przed opłaceniem, to po kilku takich próbach system Was zablokuje. To też przerabiałam, na szczęście przy zupełnie innej okazji. Także ostrożnie z tym logowaniem.

 

A teraz niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego biletów na pendolino za 49 złotych nie da się kupić tak, jak biletów do kina? Z tym nigdy nie mam problemu. Wybieram kino, datę, godzinę, klikam w wolne miejsca na planie i płacę. Nie można by tak z pendolino?

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close