Dom 24 kwietnia 2015

Korkiem malowane

Ledwo minęły święta wielkanocne a już zbliża się wiosenna majówka. W tym roku wyjątkowo krótka bo tylko trzydniowa. Jednak na wypadek gdyby pogoda spłatała takiego samego brzydkiego figla jak w niedzielę wielkanocną, podpowiem Wam jak się bawić.

Plany wielkanocne mieliśmy takie jak co roku. Przyjadą goście, podamy obiad (wiem, że powinno być śniadanie, ale zazwyczaj przyjeżdżają w porze obiadowej) i pójdziemy na spacer szukać wiosny w lesie. Nie było żadnego planu B bo i po co, przecież co roku tak robimy. No dobra, dwa lata temu lepiliśmy bałwana zamiast szukać wiosny, ale wtedy również dało się wyjść z domu.

Niestety w tym roku pogoda była wyjątkowo złośliwa. Żeby się chociaż jakoś ustabilizowała, ale nie – na zmianę słońce, gwałtowny wiatr, śnieg, deszcz, grad i tak w kółko. Nikomu nie uśmiechała się wędrówka przez las przy takiej aurze. Siedzieliśmy więc przy stole i było delikatnie rzecz ujmując niemrawo. Bo ile można gadać i gadać? W pewnym momencie podeszła do mnie Duśka i cichutko zapytała:

– Mamusiu, a jak mam zdjąć korek?

– Jaki korek kotku?

W odpowiedzi wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do kuchni. No tak, podaliśmy wino, na korkociągu został korek. Wykręciłam i podałam dziecku, nie pytając po co jej, przecież za chwilę zobaczę.

No i zobaczyłam! Stół był zajęty, więc moje dziecko rozłożyło się na podłodze, najpierw stare gazety, potem kartki z drukarki (nie wiem czemu woli te z drukarki zamiast tych z bloku) farby plakatowe i zaczęła malować… korkiem!

– Mamusiu mamy jeszcze inne korki?

Czasem nie wyrzucamy korków, lądują w szufladzie jako te szczególnie pamiątkowe, z rocznicy ślubu, imienin, Walentynek… Potem i tak nie pamiętamy, który z kiedy 😉 Znalazłam jeszcze kilka i dałam dziecku, nie przeczuwając, że właśnie rozpętałam szaleństwo.

Nie wiem kto pierwszy przyłączył się do Duśki, chyba jej siedemnastoletnia imienniczka. Zaraz potem do zabawy włączyli się dorośli. Korków jak łatwo zgadnąć szybko zabrakło, w ruch poszły palce. Wyobrażacie sobie zgraję dorosłych ludzi siedzących na podłodze i malujących palcami? Tak właśnie wyglądała moja Wielkanoc, śmiechom nie było końca! Szybko okazało się, że malowanie na papierze jest nudne, o wiele ciekawsze jest malowanie twarzy palcami i korkami! Ale może lepiej nie próbujcie tego w domu, zmycie plakatówki z twarzy jest dosyć bolesne.

Jeśli zabraknie Wam korków spróbujcie malować folią bąbelkową, też daje ciekawe efekty. Albo czymkolwiek, co uda Wam się znaleźć w domu, co na pierwszy rzut oka kompletnie nie nadaje się do malowania. Efekty będą niespodziewane, a zabawa przednia, gwarantuję!

Mimo wszystko mam nadzieję, że na majówkę ten pomysł Wam się nie przyda, no ale gdyby… to już wiecie co robić 😉

Subscribe
Powiadom o
guest

3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Magda
Magda
8 lat temu

Fajny pomysł, a te proste są najlepsze 🙂

Milena Kamińska
6 lat temu

U nas rozpoczyna się gotowanie i pieczenie 🙂 dom już posprzątany, jeszcze końcowe zakupy i odpoczynek

Emocje 22 kwietnia 2015

Z dziećmi wstęp wzbroniony

Ostatnio w Kanadzie jedna z restauracji wprowadziła zakaz wstępu dla małych dzieci, który wywołał falę krytyki i nawoływania do bojkotu oraz… liczne pozytywne reakcje na taką politykę lokalu. Liczba osób zadowolonych z decyzji wielokrotnie przekroczyła negatywne opinie.

“Strefy wolne od dzieci” za granicą tworzone są coraz częściej i nieśmiało pojawiają się w Polsce. W naszym kraju jest to zjawisko spotykane rzadko, częściej informacja o tym, że dzieci nie są mile widziane, jest sugerowana nie wprost – poprzez brak miejsc do przewijania czy krzesełek dla dzieci. Dyskusja nad obecnością dzieci w restauracji trwa od lat.

W moim odczuciu stref przyjaznych dzieciom jest od zatrzęsienia. Dlaczego więc nie tworzyć przestrzeni bez dzieci, robiąc ukłon w stronę tych, którym może po prostu przeszkadzać obecność naszych milusińskich? I niekoniecznie muszą to być osoby żyjące w pojedynkę, związki bezdzietne, ale i ci, którzy chcą od dzieci swoich i cudzych od czasu do czasu po prostu odpocząć.

Sama jestem mamą, która nie oczekuje z tego powodu specjalnych względów i całkowitego dostosowywania się otoczenia do mnie i mojego dziecka. Strefy bez dzieci nie tylko mi nie przeszkadzają, ale i jestem ich zwolenniczką. Dziwię się rodzicom, którzy krytykują takie miejsca, czy naprawdę nie mają potrzeby, by od swoich pociech po prostu odetchnąć?

Z moim mężem – odkąd jesteśmy rodzicami  – jeszcze szczególniej celebrujemy nasze chwile we dwoje. Lubimy wychodzić do kina, teatru, na koncerty – nigdzie w tych miejscach nie ma małych dzieci, bo to nie są miejsca dla nich.

Z restauracjami bywa już inaczej – co w zasadzie nie jest niczym dziwnym. Są knajpki, które są dla rodzin (np. nasza ulubiona naleśnikarnia i pizzeria) i te miejsca odwiedzamy także z naszym dzieckiem, ale omijamy szeroki łukiem, gdy jesteśmy sami. Wtedy w poszukiwaniu dobrego jedzenia, relaksującej atmosfery i spokoju wolimy wybrać ciche, klimatyczne lokale. Nie chciałabym żeby ten czas z moim mężem, został zakłócony przez robiące, co chcą dzieci i nie zwracających na nich uwagi rodziców. Poza tym dziecko wcale nie musi być niegrzeczne czy źle wychowane, może po prostu marudzić, bo jest zmęczone lub płakać ot tak, bo w końcu jest tylko małym dzieckiem.

Żeby uniknąć ryzyka tego rodzaju zakłócenia spokoju, wystarczyłoby dokonywanie dobrych wyborów między lokalami, w których znajdziemy przyjemną atmosferę dla rodzinnych kolacji, a restauracjami „bez dzieci”.

Żyjemy w czasach, gdy obok ogólnodostępnych restauracji są też takie, w których można palić czy wejść z psem. O ile takie zakazy czy przywileje nie wzbudzają kontrowersji, o tyle strefy wolne od dzieci już tak. I nie mam bladego pojęcia dlaczego.

Subscribe
Powiadom o
guest

14 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Marta Dela-Breitbeck

Zgadzam się, mnie to nie przeszkadza chociaż sama jestem mamą ale czas z mężem ma być niezakłócony. Z resztą, restauracja to nie jest miejsce dla 3-4 latka, który może i potrafi się zachować ale (jak w moim przypadku) gdy kelnerka idzie z zupą, lepiej dziecko przywiązać do krzesła bo talerz talerzem ale oparzenia nie są fajne… Jest też kwestia etyczna. Nie chciałabym po poronieniu/martwym porodzie/stracie dziecka (skreśl niepotrzebne) patrzeć na inne dzieci. To nie ludzie tylko ja odczuwam i chciałabym spokoju. Osobiście mnie nie przeszkadza obecność dziecka w restauracji lecz rodziców tego dziecka, którzy zamiast się nim zajmować, olewają a… Czytaj więcej »

Ewa Gołębiewska
8 lat temu

Mi się wcale pomysł stref bez dzieci nie podoba. Jak jadę autobusem i wsiądzie pani która wylała na siebie butelkę perfum i wywołuje u mnie odruch wymiotny to ja wsiadam a nie wypraszam jej z autobusu bo ma takie samo prawo korzystać z komunkacji miejskiej jak ja i to że ona mi przeszkadza nie znaczy że mam jej to prawo odebrać. Dzieci są ludźmi tak samo jak my i nie widzę powodu żeby nie mogły wejść do restauracji. Jeżeli wiem że moje dziecko nie potrafi zachować się w takim miejscu czy zwyczajnie jest zbyt niecierpliwe, ruchliwe, hałaśliwe to daruje sobie… Czytaj więcej »

Agnieszka Popławska

Bardzo ladnie napisane 😀 popieram 😀

Chodz sterfy wolne od dzieci istnieja- dyskoteki, kluby nocne, kasyna- jak ktos chche wyjsc bez dziecka to ma gdzie isc

Magda
Magda
8 lat temu

Nie chodzę w takie miejsca jak podałaś, a mimo wszystko chciałabym wyjść z koleżankami napić się w spokoju kawy. Wtenczas nie zabieram swojego dziecka i chciałabym mieć pewność, że cudze dzieci nie będą zakłócały mi tej chwili.

Marlena Jkb
8 lat temu

Gllupota ot caly komentarz

Agnieszka Giluń
Agnieszka Giluń
8 lat temu

Ja jestem za takimi strefami. Nie oszukujmy sie. Nie tylko bezdzietni, ale my, matki i ojcowie, tez mamy ochote odpoczac od swoich i nie swoich pociech. A mysle ze jak na piec restauracji jedna bedzie strefa wolna od dzieci to nikt na tym nie ucierpi a wrecz zyska.takie moje skromne zdanie

Paulina Jankowska
8 lat temu

Bo dziecko to zwierze? Że restauracja to miejsce nie dla dzieci, właśnie w takich miejscach dziecko uczy się kultury zachowania. A gdy komus przytrafiła sie tragedia straty dziecka, to tak jak by porownac wypadek samochodowy z utrata bliskich, to co wtedy samochody maja nie jezdzic po ulicy? Strefy wolne? Owszem puby, dyskoteki ale nie restauracje dla mnie to chory pomysł!!!

Milena Kamińska
8 lat temu

fajneee 😉 my chodzimy i jest ok

Magdalena Ratajczak
8 lat temu

Chodzimy! 🙂 nie jest tak najgorzej. 😉

Sherin
Sherin
8 lat temu

pisze:Jest w tym sens. Jednak co zrobić, jeśli to nie jest jedyna syauctja, kiedy ktoś po prostu gada opowiada o czymś co zrobi i patrząc na to, wydaje Ci się to w zasięgu możliwości tej osoby, tylko trzeba po prostu popracować , skupić się i po prostu sprf3bować być konsekwentnym w działaniu. No właśnie co z konsekwencją? Wolę wyznawać zasadę, więcej robić, mniej mf3wić. Pozostaje napisać: Każdy jest Inny. I w tym jego wyjątkowość. Pozdrawiam

Joanna Szopińska
8 lat temu

staramy się chodzić tam gdzie jest animator dla dzieci 🙂

Planet4Kids
8 lat temu

Jest w miare ok u nas w tej kwestii. Ale co się trzeba nagadać to nasze:)

Maria Ciahotna
8 lat temu

u nas podobnie jak na zdjęciu – tyle że dzieci jest troje 😉

Ciąża 20 kwietnia 2015

Bieganie w ciąży w czapce niewidce

W społeczeństwie pokutuje stereotyp łagodnej i zacnej Matki Polki, szczególnie nienarodzonego dziecka. Kobieta ciężarna powinna nosić się godnie, głaskać po brzuchu i tą częścią ciała sięgać sufitu podczas całodniowej sjesty. A co jeśli kobieta ma inny sposób na celebrowanie dziewięciu miesięcy i ma pomysł na bieganie w ciąży? Ja biegałam z brzuszkiem dobijając praktycznie do połowy ciąży. 

Moi „współplemieńcy” jeszcze przed ciążą wiedzieli że biegam, więc widok najpierw brzuszka, a później mnie raczej nikogo nie dziwił. Przynajmniej nikt głośno nie robił uwag, a co już prywatnie myśleli to pewnie inna bajka. Reakcje ludzi były różne. Ci, którzy spotykali mnie na „szlaku” raczej odbierali mnie pozytywnie, nie traktowali jako wyrodnej matki czyhającej na zdrowie nienarodzonego dziecka. I to było fajne, bo – tak mi się wydaje – jako ludzie świadomi i aktywni wiedzieli,  że ciąża to nie choroba (o ile rzeczywiście ciąża przebiega bez komplikacji) i ruszać się należy.

Ale spotkałam się również ze spojrzeniami „spod byka” nieznajomych mijanych „na mieście”. I nie były to spojrzenia pełne zachwytu, a raczej pytania „gorzej ci?!”. Miałam wtedy ochotę odpowiedzieć „spokojnie, w domu wszyscy zdrowi”. Chyba, że patrzyli z politowaniem, myśląc, że biegam żeby odpokutować tydzień mega obżarstwa u Pasibrzucha 😉 A żadna kobieta tego nie lubi!

Kilka razy zdarzyło mi się odpowiadać na pytanie, czy w ciąży można biegać? Ano można. Spokojnie bez szaleństw, raczej trucht na krótki dystans a nie intensywny maraton. To kwestia odpowiedzialności, bo moim celem nie była zadyszka na mecie, ale utrzymanie mojego ciała w dobrej kondycji aż do końca. A do kiedy biegać, tego nie wiem. To zależy co powie ginekolog po każdym badaniu, jakie będą wyniki i do którego momentu taki wysiłek będzie bezpieczny dla dziecka, oraz do kiedy będą siły aby go kontynuować. To wszystko otwarta kwestia i wypadkowa wielu czynników.

Dla własnego komfortu, nie biegałam po mieście marząc o czapce niewidce, ale przeniosłam się na leśną dróżkę, gdzie innych aktywnych spotykałam raz na jakiś czas i to mi bardzo odpowiadało. W tygodniu biegałam 2 – 3 razy w zależności od pogody i samopoczucia po 3 km i choć to brzmi raczej mało „ambitnie” ten dystans był wystarczający – przynajmniej dla „dwupaka” takiego jak ja.

Subscribe
Powiadom o
guest

6 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Milena Kamińska
8 lat temu

Nie!!! Myślenie ludzi jest nie zrozumiałe. Gdy dojeżdzałam do pracy pociągiem konduktor powiedział mi że powinnsm ze sobą zabierać lekarza lub położoną. 🙂

W roli mamy - wrolimamy.pl

No nie wierzę! 😉

Magda
Magda
8 lat temu

Popieram, też uważam, że ciąża to nie choroba. Ja bardzo lubiłam chodzić na basen i pływać i robiłam to tak długo dopóki nie było przeciwwskazań. Pamiętam, że ginekolog powiedział mi, że mam funkcjonować jak przed ciążą. Na samym basenie nie byłam jakimś specjalnym widowisiem bo zanim miałam widoczny brzuszek a było to bardzo późno to niestety już nie mogłam pływać. Natomiast wszyscy, tórzy wiedzieli o ciąży mieli swoje wielkie „HALO” o to. Pamiętam też, że z mężem często jeździliśmy na rowerach. Sport to zdrowie nawet w ciąży, oczywiście w ramach rozsądku i zaleceń lekarza 🙂

Andrzej Heppa
8 lat temu

Tez nie rozumiem.Kiedys kobiety rodziły kopiąc ziemniaki w polu albo wiążąc snopki i problemu nie było 😉

deuteri
deuteri
8 lat temu

Ja również biegam w ciąży ( teraz końcowka 6mce) i widok kobiety w ciąży co niektórych wprawia w osłupienie. A Pani to wolno tak się męczyć?…Nie będę w domu leżeć i pachnieć.
Gratuluję wszystkim biegajacym i cwiczacym przyszłym mamusia w 2paku 🙂 🙂

Himcia
Himcia
8 lat temu

Ja za to mam zamiar jeździć na rolkach, jestem w 6tc. Kobiety przestrzegają mnie żebym tego nie robiła bo się przewrócę i stracę upragnione maleństwo. Ale nie mam zamiaru jeździć jak szatan tylko powoli, rekreacyjnie, a przewrócić się mogę nawet spokojnie idąc do sklepu.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close