Przekąski 19 sierpnia 2019

Ogórki w słodko-kwaśnej zalewie oraz sałatka z ogórków i papryki na zimę do słoików. Dwa przepisy

Sezon ogórkowy powoli się kończy, ale zanim ostatnie ogórki zostaną pocięte na mizerię lub zostaną ukiszone, spróbujcie dwóch innych pomysłów na te warzywa. Proponuję więc przepis na ogórki w słodko-kwaśnej zalewie oraz sałatka z ogórków i papryki na zimę do słoików. 

Ogórki w słodko-kwaśnej zalewie

Pierwszy przepis pochodzi z zeszytu mojej teściowej. A są to pyszne kanapkowe ogórki w słodko-kwaśnej zalewie z kurkumą. Nie wyobrażam sobie bez nich kanapek z mięsiwem, są też smacznym dodatkiem do obiadu. 

sałatka z ogórków i papryki na zimę

Składniki:

  • 1,5 kg ogórków średniej wielkości
  • 500 ml wody
  • 1 ¾ szklanki octu
  • 1 ¾ szklanki cukru (można dać ciut mniej cukru i dodać łyżkę miodu – podkręca fajnie smak)
  • 1 łyżka gorczycy
  • 1 łyżka ziaren czarnego pieprzu
  • 10 kulek ziela angielskiego
  • 1 płaska łyżka kurkumy
  • 1 płaska łyżka soli

Przygotowanie:

  1. Ogórków nie obieram (wybieram mniejsze, które mają delikatną skórę), myję dokładnie i kroję na plasterki. Plastry nie powinny być bardzo cienkie – ciut grubsze będą bardziej chrupiące.
  2. Z podanych składników robię zalewę. Tradycyjnie nie przejmuję się kolejnością, tylko wszystko wrzucam/wlewam do garnka i mieszając od czasu do czasu czekam, aż się zagotuje. 

sałatka z ogórkami i papryką na zimę

  1. Ogórki wkładam do słoików i wlewam gorącą zalewę. Pasteryzuję je ok 10 minut. Odwracam do góry dnem, nakrywam ściereczką i wynoszę do piwnicy, gdy ostygną.

Sałatka z ogórków i papryki na zimę do słoików 

Drugi przepis to pomysł, który podrzuciła mi koleżanka. Oczywiście skorzystałam i tak mi posmakowało, że warzywa podjadałam, zanim jeszcze trafiły do słoików. Najlepiej smakują ogórki małe, bo są delikatne, ale ta sałatka z ogórków i papryki na zimę jest dobrym pomysłem na wykorzystanie ogórków przerośniętych, o dużych pestkach. Ja pestki usuwam i zostawiam jedynie twardy miąższ, który kroję na grubsze ćwiartki. Uważam, że ta sałatka jest warta zachodu :)

 

Składniki:

  • 2 kg ogórków – jak wspomniałam wyżej, możecie wykorzystać nawet przerośnięte ogóraski :)
  • 0,5 kg papryki – może być więcej, jeśli lubicie (wykorzystajcie kolory jakie chcecie)
  • 3 spore cebule

zalewa pierwsza:

  • litr zimnej wody
  • niespełna pół szklanki soli – żeby nie było zbyt słone

zalewa druga:

  • 3 i 1/2 szklanki wody
  • 1 szklanka octu 10 %
  • 2 szklanki cukru

Wykonanie:

  1. Warzywa tnę na grubsze kawałki (z papryki usuwam gniazdo nasienne) i wrzucam do miski.

  1. Przygotowuję zalewę z wody i soli, wlewam do miski z warzywami i zostawiam na kilka godzin, żeby ogórki, papryka i cebula puściły swój sok i przeszły słonawym smakiem.
  2. Odsączam po odstaniu warzywa i przekładam do słoików. W międzyczasie robię zalewę drugą, którą po zagotowaniu wlewam do warzyw tak, by je przykryła. Wekuję ok 10 minut, obracam do góry dnem i wynoszę po wystygnięciu do piwnicy.

To wszystko. 

Mam nadzieję, że posmakują Wam moje przepisy, które dostałam – czasem lata świetlne temu – od doświadczonych gospodyń. Lubię, gdy dobra energia i dobre smaki krążą sobie po świecie, więc jeśli macie swoje ulubione przepisy na warzywa czy owoce do słoików na zimę, zachęcam Was do dzielenia się nimi w komentarzach.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Gry planszowe i nie tylko 17 sierpnia 2019

Magic Maze – świetna gra kooperacyjna dla starszych

Na półce z top planszówkami wylądowała kolejna gra, tym razem Magic Maze od Wydawnictwa Lacerta. Dopiero niedawno udało się rozegrać ją w większym gronie i powiem jedno, ta kooperacyjna gra dosłownie wymiata. Podczas rozgrywki sprawdza się słynne powiedzenie “jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, bo to właśnie gracze stanowią jeden wspólny obóz.

Magic Maze to gra kooperacyjna przeznaczona dla dzieci w wieku od ośmiu lat wzwyż. Zastanawiam się, czy aby granica nie powinna być nieco wyższa, gdyż nasz ośmiolatek bardziej przywiązywał wagę do przesypującego się piasku w klepsydrze, niż do ruchów na planszy. W pierwszych rozgrywkach pomogło odstawienie klepsydry na bok i wprowadzenie jej w późniejszym czasie, gdy dziecko dobrze poznało zasady. 

W grę można grać samodzielnie lub maksymalnie w osiem osób. Po wielu testach doszliśmy do wniosku, że optymalną liczbą są cztery osoby. Jedna rozgrywka to około piętnaście minut, lecz na początku zarezerwujcie trochę więcej czasu. Polecam zgodnie z instrukcją, by jako pierwszy rozegrać scenariusz Penetrowanie, który pozwoli Wam zapoznać się z mechaniką gry. Autorzy przygotowali aż siedemnaście scenariuszy, które podkręcają i utrudniają ucieczkę z supermarketu.

Magic Maze – o czym jest ta gra?

W Magic Maze gracze wcielają się w postać krasnoluda, elfa, barbarzyńcy i maga. Ich zadaniem jest skok na supermarket, by odzyskać utracony oręż. Mają niestety niewiele czasu na odnalezienie ekwipunku i ucieczkę, której czas odmierza wspomniana wcześniej klepsydra. Dla ułatwienia każdy gracz może poruszyć dowolnym pionkiem, jednak w tylko jedną określoną stronę. W dodatku w grze zakazana jest komunikacja werbalna, można przekazywać sobie duży czerwony pionek (totem), dzięki któremu przypominamy innemu graczowi, że powinien zareagować i wykonać ruch na planszy. 

Magic Maze – co jest w pudełku

W pudełku znajdziecie dwadzieścia cztery kafelki, które przedstawiają fragmenty centrum handlowego. Na początku można dostać oczopląsu od symboli znajdujących się na nich, ale już po pierwszych rozgrywkach bez problemu je opanujecie. Kafelki są ponumerowane, dzięki czemu można je z łatwością przyporządkować do danego scenariusza. Ponadto w pudełku znajdziecie żetony akcji (w tym pięć dwustronnych), które odzwierciedlają kierunki ruchu dla danego gracza, cztery drewniane pionki, jedną klepsydrę, jeden duży czerwony drewniany pionek – totem, który symbolizuje komendę “Zrób coś” oraz dwanaście znaczników “nieczynne”. Warto zaznaczyć, że kafelki, znaczniki, żetony akcji wykonane są z grubej mocnej tektury, dzięki czemu są bardzo trwałe. Fajnym dodatkiem jest dwustronna tabelka, w której można zapisywać swoje najlepsze wyniki z rozgrywek. Mnie osobiście brakuje woreczków, w które mogłabym włożyć poszczególne elementy gry.

magic maze

Magic Maze – zasady gry

Jak wspomniałam wcześniej, na początku warto wybrać jeden z pierwszych scenariuszy. Zgodnie z zasadami dobieramy do niego odpowiednie kafle, które układamy w zakryty stos. Każdy gracz otrzymuje żeton akcji (płytkę ruchu, z białą strzałką). Na środku stołu czy dywanu kładziemy początkowy kafelek i losowo układamy drewniane pionki, które symbolizują naszego elfa, barbarzyńcę, maga i krasnoluda. 

Genialnym posunięciem w mechanice tej gry, jest to, że wszyscy gracze grają równocześnie, nie ma oczekiwania na swoją kolej. Gracz może ruszyć dowolny pionek o dowolną liczbę pól tylko w takim kierunku, na jaki pozwala mu żeton akcji.

magic maze

W pierwszej kolejności zadaniem graczy jest umieszczenie pionków na polach z lupką w ich kolorze. To pozwoli na odkrycie kafelka ze stosu i dołożenie go obecnej przestrzeni labiryntu. Co ciekawe kafelków nie trzeba dokładać równo z ich krawędziami lecz tak, by łączyły się “drogi” w supermarkecie. Po odkryciu wszystkich kafelków, gracze muszą skupić się na tym, aby pionki trafiły na swoje miejsca z ekwipunkiem. Pomocne w tej fazie gry jest wykorzystywanie teleportów, dzięki którym pionki mogą przenieść się w inną część supermarketu. Gdy gracze ulokują już bohaterów ucieczki na swoich polach, odwracają żeton ucieczki i zaczyna się wielka ucieczka. Każdy pionek musi dotrzeć do wyjścia w odpowiednim kolorze. Niestety teleporty już nie działają. 

Niby proste, prawda? Niestety na taką rozgrywkę gracze mają około trzech minut. Mogą w międzyczasie obracać klepsydrę by zyskać więcej czasu, lecz w tym celu, któryś z pionków musi dotrzeć do miejsca z symbolem klepsydry. Takie miejsce można wykorzystać tylko raz, a później oznacza się je żetonem “nieczynne” – znak iks. Ponadto jak już wspominałam, podczas rozgrywki nie wolno nic mówić, można tylko przekazać innemu graczowi totem, który symbolizuje słowa “Zrób coś” i uwierzcie mi na słowo, że czasem minie sporo czasu zanim gracz zorientuje się, o co chodzi. 

magic maze

Taka kombinacja zasad sprawia, że gra jest bardzo grywalna, niepowtarzalna. Podkreślić należy też to, że mamy do dyspozycji siedemnaście scenariuszy, w których są inne zasady, takie jak, pomarańczowa ściana, którą może przejść krasnolud, lub kiedy gracze muszą przekazać swój żeton ruchu osobie z lewej strony po każdym odwróceniu klepsydry. Wtedy zaczyna się prawdziwa jatka =D. 

Magic Maze moim zdaniem

Satysfakcja z wygranej jest ogromna. Nasze pierwsze rozgrywki to było pasmo porażek, był nawet moment gdy zwątpiliśmy w tę grę, czy w ogóle jest szansa z nią wygrać. Nie zdziwcie się, gdy na początku panuje jeden wielki chaos i nie macie zielonego pojęcia, o co chodzi drugiemu graczowi, gdy przekazuje Wam totem. Jest to gra dla osób o silnych nerwach, dobrej orientacji w terenie, umiejących podejmować szybkie decyzje. Pobudza do nieustannej uwagi, rozpala do białej gorączki, ale kiedy już wygracie w Magic Maze, satysfakcja gwarantowana, po której pozostaje pragnienie, by zagrać jeszcze raz i raz…

Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Lacerta 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Lifestyle 16 sierpnia 2019

Co robić nad morzem jak nie ma pogody? Pogoda to nie wszystko!

Co robić nad morzem jak nie ma pogody to problem, z którym zetknęłam się tylko raz i to dawno temu. Chyba byłam w liceum. Od tej pory wiem, kiedy pojechać na urlop, żeby pogoda mnie tak całkiem nie zawiodła. Ale na wszelki wypadek zawsze mam plan B. Nigdy nie wiadomo…

Pogoda nad morzem bywa nieobliczalna

Z pogodą nad polskim morzem jest tak, że nigdy nie można być jej pewnym. Co prawda te wszystkie nowoczesne aplikacje pogodowe są dosyć dokładne, ale przekonałam się nie raz, że i one potrafią kłamać. Powód? Pogoda nad morzem zmienia się tak szybko, że radary nie nadążają! Serio, serio, nie żartuję. Chociaż są pewne prawidłowości. Rano słońce, wieczorem deszcz to scenariusz raczej nizinny. Nad morzem bywa odwrotnie, poranny deszcz nie oznacza, że do końca dnia nie wyjdzie słońce. Raz się oszukałam i teraz już wiem, że na plażę chodzi się z kostiumem i ręcznikiem w torbie niezależnie od pogody. Niemniej jednak w tym roku pogoda nad morzem nie rozpieszcza. Ja nie mogę narzekać, ale internety donoszą, że turyści nad Bałtykiem są wściekli na pogodę. Donoszą też, że ci sami turyści chodzą na plażę bez względu na pogodę, rozkładają koc, parawan i siedzą na plaży, „bo nad morzem nie ma co robić”. Naprawdę?

Co robić nad morzem jak nie ma pogody

Powiem Wam, że mnie nawet deszcz nad morzem nie przeszkadza, byleby nie było fal i wstecznych prądów. Najlepsze w życiu pływanie zaliczyłam wiele lat temu, gdy ludzie po plaży spacerowali w kurtkach! Nie, nie było bardzo zimno i nawet nie było wiatru. Ale upału też nie było, a nad plażą wisiały gęste, ciemne chmury, czasem kropiło. Jednak mogę zrozumieć, że nie każdemu to pasuje, dlatego znalazłam kilka innych propozycji, które nie zrujnują rodzinnego budżetu:

  1. Spacer to naprawdę lepsza opcja niż siedzenie na kocu. Jak nie ma pogody oczywiście. Jak jest, to ten koc staje się po prostu bazą wypadową do morza. W chłodniejszy, pochmurny deszcz można przejść plażą całkiem spory kawałek, zabawić się w banalne zbieranie kamyków, piórek, muszelek. Czasem nawet uda się znaleźć bursztyn. Te pojawiają się wbrew obiegowym opiniom nie tylko nad Zatoką Gdańską. W tym roku zbierałam bursztyny we Władysławowie.
  2. Jak nie ma plaży (brzmi dziwnie, ale w Rozewiu praktycznie nie ma, w Gdyni też jest szczątkowa) można spacerować bulwarem, chociaż wierzę, że dla dzieci to dużo mniejsza atrakcja choćby dlatego, że maluchom kamieniste bulwary zwyczajnie zasłaniają widok.
  3. Bilety na latarnie morskie nie są drogie. W Rozewiu płaciliśmy jakieś grosze. W cenie biletu nie tylko wejście na latarnię, ale i zwiedzanie muzeum. Niedużego, ale zawsze. Całkiem ciekawe doświadczenie. A samo wejście na latarnię to gratka zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci.  Widoki z gatunku co kto lubi, ja tam mogłabym na latarni siedzieć godzinami. I powiem Wam, że brzydka pogoda to najlepsza opcja na wejście na latarnię. Bo na górze to jest tak: jak latarnia obudowana to w upał gorąco, jak nieobudowana to wieje. A jak nie ma pogody i latarnia jest obudowana, to można siedzieć i siedzieć i siedzieć… Siedziałam tak kiedyś w Darłowie na parapecie niedużego okna tuż poniżej tarasu widokowego. Mąż mnie ściągał praktycznie siłą :P
  4. Każde miasto czy miejscowość turystyczna nad morzem ma swoją reprezentacyjną ulicę, którą warto się przespacerować. Oczywiście nie brak tam sklepów z pamiątkami i dzieci na pewno przymarudzą, żeby im coś kupić, ale umówmy się – nie musimy sponsorować właścicieli wszystkich straganów, niemniej jednak jakąś pamiątkę z wakacji wypadałoby przywieźć. Najlepiej ustalić z dziećmi konkretną kwotę.
  5. Muzea, zwłaszcza te mniejsze, nie są drogie, a potrafią być naprawdę interesujące. Za rodzinny bilet do Muzeum Motyli we Władysławowie płaci się 35 złotych. W cenie wejście dla rodziców i dwójki dzieci. Tak naprawdę cztery gofry z bitą śmietaną i owocami kosztują więcej. Warto skorzystać z dobrodziejstwa internetu i sprawdzić, czy w okolicy nie ma takich tanich atrakcji. Można się naprawdę mile zaskoczyć.
  6. Nie trzeba być religijnym, żeby wejść do kościoła, są otwarte dla wszystkich. Wiele osób traktuje je jak dzieła sztuki i słusznie, bo kościoły, nawet te stosunkowo nowe, są swego rodzaju perełkami architektonicznymi. Te starsze potrafią skrywać naprawdę cenne zabytki. Wstęp do kościołów wszystkich wyznań jest darmowy. Warto tylko pamiętać o odpowiednim stroju i zachowaniu się, w końcu to obiekt sakralny.
  7. Molo znajduje się prawie w każdym większym kurorcie nad Bałtykiem. Co prawda spacerowanie nim przy brzydkiej pogodzie nie zawsze jest przyjemnością, no ale jak się nie ma, co się lubi, to umówmy się – byle nie wiało, będzie dobrze.
  8. Jeśli już naprawdę ktoś się upiera, żeby spędzić dzień na plaży, to przecież nie siedząc! Jak jest zimno i nie wieje, można pograć w piłkę nożną, siatkową czy ringo. A jak wieje? Latawce nie są drogie. 
  9. Czasem warto po prostu zostać pod dachem. To dobry moment na grę w planszówki, czytanie, wspólne rozmowy i inne rzeczy, na które zazwyczaj brakuje czasu.

 

Jak się ma mało kasy, to takie atrakcje muszą wystarczyć. Na bardziej zamożnych czekają różnorakie parki tematyczne, aquaparki, papugarnie, fokaria, droższe muzea (choćby zamek w Malborku, z Trójmiasta to godzina jazdy pociągiem), wycieczki tramwajami wodnymi i statkami. Można też zaszaleć i iść na obiad do prawdziwej, ekskluzywnej restauracji zamiast nadmorskiej smażalni. Co prawda cena wbije w krzesło, no ale w końcu to urlop.

Ja wiem, że nad morze jeździ się po słońce, opaleniznę, pływanie i skakanie na falach. Ale doprawdy siedzenie na zimnej plaży i narzekanie to chyba typowo polska rozrywka. Serio lepiej narzekać, niż podjąć choćby minimalny wysiłek?

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close