Gry planszowe i nie tylko 30 grudnia 2022

Wyścig z misiem. Prosta gra dla maluchów – w sam raz na początek przygody z planszówkami

Wyścig z misiem to prosta gra planszowa dla najmłodszych, w której gracze wcielają się w role uroczych zwierząt: myszy, kozy i niedźwiadka, będących najlepszymi przyjaciółmi. Ich ulubioną zabawą jest gonitwa po polu, w trakcie której zbierają słodką kukurydzę, chrupiącą kapustę i smakowite jagody. Każdy z nich chce oczywiście dotrzeć do mety jako pierwszy, więc żeby nie było między nimi waśni, cała trójka stawia kroki w tym samym tempie, dobiegając do końca trasy jednocześnie.

Jak to możliwe? Cóż, można by rzec, że to wyścig drużynowy, w którym udział bierze od dwóch do pięciu zespołów składających się z myszy, kozy oraz niedźwiedzia. Gracze bowiem otrzymują po jednym pionku, na którym widnieją urocze pyszczki wszystkich przyjaciół, toteż poruszają się całą trójką. Niemniej każdy zaczyna wyścig jako mysz, tzn. z jej wizerunkiem na górze drewnianej figurki – koza i niedźwiedź są wówczas u dołu.

Pozycja figurki z dominującym zwierzakiem zmienia się w trakcie wyścigu, w zależności od tego, jaką kartę ruchu wylosujemy – to one warunkują, kto ma być na górze, a tym samym, kto się porusza. Kiedy już to ustalimy, rzucamy jedną z trzech drewnianych kości, by wskazać, o ile pól przesuwamy pionek. Dla myszy rzucamy białą kością, dla kozy szarą, zaś dla niedźwiadka brązową.

Może się też tak zdarzyć, że karta ruchu wskaże nam użycie dysku obrotowego (przypominającego mini koło fortuny), na którym widnieją różne symbole, sugerujące, co mamy w danym momencie zrobić – którą kością rzucić lub jaką inną akcję wykonać.

To tyle, jeśli chodzi o zasady. I właściwie śmiało można powiedzieć, że ograniczają się one do dwóch czynności: wylosowania karty ruchu, która określi, jakie zwierzę się porusza i rzutu kostką lub zakręcenia kołem, by wskazać, o ile pól możemy przesunąć swój pionek.

Reguły są zatem bardzo jasne, zrozumiałe nawet dla kilkulatków. I tu muszę zaznaczyć, że choć w instrukcji pojawia się informacja, iż została stworzona z myślą o dzieciach co najmniej pięcioletnich, to młodsze spokojnie dadzą radę. Mojemu czterolatkowi nie musiałam niczego specjalnie tłumaczyć, przeczytałam na głos całą instrukcję, podkreśliłam najważniejsze informacje i wszystko w mig załapał. Fakt faktem nie jest to nasza pierwsza planszówka,  graliśmy już w różne gry – trudniejsze, przeznaczone dla starszych dzieci, być może więc ta okazała się dla niego łatwa, ale, tak czy siak, uważam, że nawet jeśli Wasz maluch dopiero zaczyna przygodę z planszówkami, to nie będzie miał żadnych problemów z przyswojeniem zasad.

Jak nasze wrażenia z rozgrywki?

Gra jest cudnie zilustrowana, w związku z czym od razu, od pierwszego rzutu okiem na nią wzbudza sympatię – nie można nie polubić uroczych, szeroko uśmiechających się do nas zwierzaków, no nie da się. I tym nas autor na początek kupił 😉. Ale jeśli do tego dodamy drewniane elementy (figurki zwierząt i kości), dużą, tekturową, składaną jak puzzle planszę, dysk obrotowy, którym oczywiście moje dzieciaki uwielbiają kręcić, no i proste reguły to całość składa się na atrakcyjną planszówkę dla przedszkolaków.

Nie jest to gra  wymagająca specjalnych umiejętności, wiedzy czy choćby zdolności logicznego myślenia, nie zawiera też żadnego elementu edukacyjnego, ale maluchy dobrze się przy niej bawią. Rozgrywka jest szybka, trwa z piętnaście,  może dwadzieścia minut i na dobrą sprawę, jeśli macie w domu więcej dzieci, to po kilku rozegranych wspólnie partiach, spokojnie mogą zasiąść do rywalizacji same – kiedy już będą pamiętać, co oznaczają symbole narysowane na dysku obrotowym.

Reasumując, moim dzieciom w wieku czterech i sześciu lat Wyścig z misiem przypadł do gustu. 

 

 

Zdjęcia: Fizinka

Wpis powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Rebel

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Napoje 30 grudnia 2022

Proste przepisy na szybkie drinki bezalkoholowe

Przepisy na drinki bezalkoholowe jak znalazł przydadzą się przed Sylwestrem. Jesteś w ciąży, karmisz piersią, nie możesz pić, bo prowadzisz, albo po prostu nie przepadasz za alkoholem? Dobrze przyrządzony drink bezalkoholowy wprawi cię w szampański humor. Bąbelków też nie zabraknie ;)

Internet pełen jest przepisów na drinki bezalkoholowe. Sporo z nich wymaga gotowania i robienia różnych tajemnych sztuczek kulinarnych. Jako zwolenniczka prostych rozwiązań pozwoliłam sobie je pominąć. Zebrałam tylko te, które jak prawdziwe drinki, przyrządza się stosunkowo szybko.

 

Ogórkowy szampan

Potrzebne będą: średni ogórek, kilka gałązek kolendry, syrop cukrowy i sok z limonki w stosunku 2:3. Jeśli ktoś woli mniej słodką wersję, powinien zrezygnować z syropu cukrowego lub dać go mniej. Potrzebna będzie też zimna woda gazowana, więc trzeba ją zawczasu włożyć do lodówki. Jeśli ktoś zapomni, może się ratować ciepłą wodą i kostkami lodu.

Wszystkie składniki (oprócz wody) miksujemy lub blendujemy. Następnie przecedzamy, przez co kto ma (internet krzyczy, że musi to być sito barmańskie, ale umówmy się, nie trzeba go kupować na jeden raz). Im gęstsze sito, tym lepiej. Przelewamy do kieliszka lub szklanki i dopełniamy gazowaną wodą. Szampan jak prawdziwy!

 

Frog – żabkowy drink

Nazwa śmieszna, ale kolor faktycznie taki trochę żabi. Przygotowanie na szczęście proste.

Potrzebne będą: syrop blue curacao (nie mylić z alkoholowym likierem!), sok ananasowy i sok z grapefruita. Jak ktoś ma chęć pokusić się o elegancję, to przydadzą się też wiórki kokosowe i plasterek jakiegoś cytrusa.

Sok grapefruitowy, sok ananasowy i syrop wlewamy do shakera lub wysokiej szklanki w proporcji 4:3:2. Składniki dobrze jest wcześniej schłodzić. Mieszamy (jak ktoś nie ma shakera, to mikser lub blender powinien dać radę). W zasadzie gotowe, ale dla lepszego efektu moczymy brzeg kieliszka w wodzie, obsypujemy wiórkami kokosowymi. Dekorujemy plasterkiem cytrusa i wlewamy przygotowany drink. 

 

Błękitna laguna w wersji bezalkoholowej

Skoro już mamy syrop curacao, to go wykorzystajmy na różne sposoby:

Tym razem potrzebne będą: syrop blue curacao, woda gazowana o smaku cytrynowym, a jak ktoś woli bardziej słodkie, to sprite lub 7up. Przydadzą się też kostki lodu.

Do shakera wlewamy syrop, dopełniamy wodą i dodajemy kostki lodu. Proporcje trzeba sobie ustalić metodą prób i błędów. Na początek można dać około 30% syropu, dopełnić wodą (albo Spritem) i kostkami lodu. Wymieszać. Kieliszek ozdobić kołnierzykiem z cukru i plasterkiem cytrusa. Przelać drink.

 

Mojito bezalkoholowe

Nie ukrywam, mojito w wersji alkoholowej bardzo mi smakuje, ale bezalkoholową też nie pogardzę ;-)

Potrzebne będą: limonka, świeże liście mięty, woda gazowana, sprite lub 7up, kostki lodu.

Do niewysokiej szklanki (dobra, jak ktoś lubi dużo, może być wysoka) wrzucamy pokrojoną limonkę, kostki lodu i liście mięty. Lód powinien sięgać co najmniej do połowy szklanki. Uzupełniamy wodą gazowaną i Spritem w proporcjach dowolnych – teoretycznie sprite’a powinno być więcej, ale jak ktoś woli mniej słodkie albo mniej cytrynowe można dać pół na pół. Dla fanów bardzo słodkiego porada: mojito bezalkoholowe można posłodzić brązowym cukrem.

 

„Granatowy” szampan

Tym razem chodzi nie o kolor, ale o owoc.

Potrzebne będą: sok z granatu, świeży granat, woda gazowana (z lodówki). Do dekoracji można użyć gałązki efektownego zioła, np. rozmarynu, tymianku.

Wodę gazowaną mieszamy z sokiem z granatu. Drink powinien mieć kolor czerwonego szampana. Na dno kieliszka wrzucamy pestki z granatu, całość dekorujemy gałązką ziół. Jak ktoś nie chce, nie ma przymusu, ja bym nie chciała.

W tym drinku najbardziej podoba mi się to, że jest mega prosty, a i sok z granatów też lubię.

 

Drink egzotyczny bananowo-kokosowy

Potrzebne będą: Szklanka soku bananowego, ćwierć szklanki mleka kokosowego, 6 dużych łyżek soku pomarańczowego, woda gazowana.

Wszystkie składniki dobrze jest wcześniej schłodzić. Kolejny krok to wymieszanie ich w shakerze lub zblendowanie i przelanie do wysokiej szklanki. Ilość wody gazowanej jest opcjonalna – im mniej słodyczy lubimy, tym więcej wody trzeba dolać. Na dno szklanki dobrze jest wrzucić kilka kostek lodu.

 

Drink porzeczkowy

Na koniec słodki drink w swojskich smakach.

Potrzebne będą: Szklanka soku z czarnej porzeczki, pół szklanki tonicu, ćwierć szklanki soku malinowego.

Wszystkie składniki wlewamy do shakera i mieszamy lub blendujemy blenderem. Podajemy schłodzony (nie ma wody gazowanej, więc można przyrządzić wcześniej i wstawić do lodówki) lub wrzucamy kilka kostek lodu.

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Ciąża i dziecko 29 grudnia 2022

Czy z chorym dzieckiem można iść na dwór? Wyjaśniamy

Rodzice często zastanawiają się nad tym, czy z chorym dzieckiem można iść na dwór. Ta kwestia nadal budzi sporo kontrowersji, choć różni pediatrzy wypowiadali się na ten temat wielokrotnie. 

Dla wielu rodziców pojawienie się kataru czy kaszlu jest jednoznaczne z koniecznością zatrzymania dziecka w domu, by choroba się nie rozkręciła. Dla innych naturalne jest zabieranie go na zewnątrz po to, by się hartowało. Jak należy postępować z chorym dzieckiem i chęcią do wyjścia z domu?

Czy z chorym dzieckiem można iść na dwór? To zależy 

Specjaliści podkreślają, że decyzja zależy od indywidualnej sytuacji dziecka i towarzyszących mu objawów oraz pogody. Jeśli maluch cierpi z powodu zapalenia płuc czy wysokiej gorączki, jest osłabiony, nikt nie wyciąga go w takim stanie na spacer, to oczywiste. 

Jednak gdy dziecko po prostu kaszle lub kicha (czyli infekcja ogranicza się do górnych dróg oddechowych), ale cieszy się dobrym samopoczuciem, nie ma podwyższonej temperatury ciała lub innych, niepokojących objawów, nie trzeba go izolować. Dotychczas nie wykazano, by zatrzymywanie dziecka w domu przyspieszało zdrowienie ze zwykłego przeziębienia. Poza tym kaszel może utrzymywać się nawet kilka tygodni po ustąpieniu innych objawów. Nie wspominając już o tym, że młodsze dzieci z powodu nie do końca wykształconej odporności mogą się często przeziębiać. Gdyby za każdym razem zatrzymywać je w domu, rzadko miałyby sposobność pobyć na zewnątrz. 

Zalety wychodzenia na zewnątrz z przeziębionym dzieckiem

Nie można też zapominać o tym, że przebywanie na zewnątrz podczas bezwietrznego i słonecznego dnia ma zalety dla przeziębionego dziecka. Jesienią i zimą chłodniejsze i bardziej wilgotne powietrze na dworze nawilża i obkurcza śluzówkę dróg oddechowych, ułatwiając oddychanie. To z kolei może łagodzić katar i kaszel, dotleniać organizm i poprawiać samopoczucie. Poza tym w słoneczne dni zwiększa się synteza witaminy D w skórze, co wzmacnia odporność. 

Kiedy nie wolno wychodzić z chorym dzieckiem na dwór?

Przed podjęciem decyzji należy rozpatrzyć indywidualną sytuację dziecka. Lekarze odradzają spacery w przypadku, gdy maluch cierpi z powodu poważnej infekcji (np. zapalenie oskrzeli, płuc, ucha), rozpoczął antybiotykoterapię, ma wysoką gorączkę, pojawiły się u niego dreszcze, bóle mięśni, silny kaszel. W takiej sytuacji dziecko potrzebuje odpoczynku i właściwej opieki, gdyż infekcja może objąć nie tylko górne drogi oddechowe, ale rozszerzyć się i dać powikłania.

Podsumowując, gdy pogoda i samopoczucie dziecka sprzyja oraz objawy na to pozwalają, można odpowiednio do warunków ubrać dziecko i zabrać je na spacer bez specjalnych szaleństw.


Źródło: www.mp.pl 
Źródło zdjęcia: Kelly Sikkema/Unsplash
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close