Lifestyle 23 czerwca 2023

Ojcostwo okiem psychologa

Mężczyźni mogą czuć się zagubieni w niejednoznacznej współczesnej roli ojca. W drodze od tradycyjnego do zaangażowanego ojcostwa brak im naturalnego wzorca. To kobiety powinny jasno i bez niedopowiedzeń określić, czego potrzebują od mężczyzn – radzi psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Wyzwania współczesnego ojcostwa przeanalizował dr Konrad Piotrowski, psycholog z Uniwersytetu SWPS w Poznaniu. W artykule na stronie uczelni podsumowuje, że w XX wieku zmieniło się pojmowanie rodzicielstwa. Zmiana nastąpiła m.in. dzięki psychologom i psychiatrom, którzy zaczęli prowadzić badania i edukować rodziców, mówiąc, że dzieci mają różne potrzeby, np. związane z bliskością emocjonalną, a nie tylko fizyczną. Odkrywanie potrzeb dzieci i zwrócenie na nie uwagi zapoczątkowało pojawianie się nowych oczekiwań wobec rodziców.

JAK NAJDALEJ OD STEREOTYPOWEGO OJCOSTWA

Z badań wynika, że znacznie lepiej rozwijają się te dzieci, których ojcowie angażują się w ich wychowanie, również emocjonalne. Zdaniem psychologa mężczyźni powinni zrozumieć, czemu ważne jest to, żeby nie zachowywali się jak stereotypowi ojcowie. „Jeżeli ojcom zależy na dobru dzieci, a jestem przekonany, że tak, to powinni zaakceptować, że to wymaga od nich odejścia od tradycyjnej roli” – stwierdza dr Piotrowski.

Psycholog przyznaje, że na obraz ojca wciąż oddziałuje mocny przekaz kulturowy, zgodnie z którym mężczyzna powinien być odpowiedzialny za stereotypowo męskie rzeczy – zapewnienie rodzinie bytu i bezpieczeństwa. Z drugiej strony kobiety się wyemancypowały i wcale nie pragną być jedynymi opiekunkami dzieci, chcą, żeby mężczyźni im w tym towarzyszyli. Natomiast mężczyźni byli wychowywani przez ojców, którzy w większości nie angażowali się w opiekę, więc nie mają naturalnego wzorca.

DROGA OD OJCA DO DZIECKA WIEDZIE PRZEZ MATKĘ

Z obserwacji psychologa wynika, że chłopców nie uczy się o emocjach i nie przygotowuje do ról opiekunczych na równi z dziewczynkami. „Ci chłopcy stają się potem mężczyznami, wchodzą w rolę ojca i nie wiedzą, co mają zrobić. Z jednej strony, kobiety i psychologowie mówią im, że powinni być blisko swoich dzieci, poświęcać im czas, angażować się – tak jak matka, bo inaczej będzie „nieojcowski”. Z drugiej strony na mężczyznach nadal ciąży stereotyp przewodnika stada, który ma zadbać o bezpieczeństwo i spokój rodziny, bo inaczej będzie niemęski – mówi dr Piotrowski.

Z powodu niejednoznaczności współczesnej roli ojca mężczyźni mogą się czuć zagubieni. Dlatego potrzebują dodatkowego wsparcia, zwłaszcza od kobiet. W psychologii mówi się o zjawisku gate opening – które oznacza, że droga od ojca do dziecka wiedzie przez matkę.

„Badania wskazują, że mężczyzna tym więcej czasu spędza z dzieckiem, im bardziej matce na tym zależy. To pokazuje, że w roli ojca rola matki jest niezbędna. Tym bardziej, że nowe ojcostwo jest trochę takim byciem matką. Od mężczyzn wymagamy zachowań stereotypowo kobiecych, np. rozmawiania o emocjach. To jest super, dla dzieci to jest bardzo dobre. Tylko mężczyzna musi się w tym odnaleźć” – komentuje psycholog.

Dodaje, że kobiety powinny wspierać ich zaangażowanie ojców i bardzo jasno określić, czego potrzebują od mężczyzn, bez żadnych niedopowiedzeń. Rodzice muszą razem ustalić, jakie dokładnie są oczekiwania obu stron oraz jak podzielą się obowiązkami.

ZYSKUJĄ DZIECI…

Zdaniem psychologa przemiana stereotypowego ojca w ojca wrażliwego bardzo dobrze wpływa na dzieci. „Ludzie przychodzą na świat z mechanizmem przywiązania. Przywiązujemy się do naszych opiekunów, którzy zaspokoją nasze potrzeby i zapewniają nam przeżycie. Badania pokazują, że im więcej takich bezpiecznych relacji dziecko posiada, tym lepiej funkcjonuje – fizycznie jest zdrowsze, mniej choruje, psychicznie jego mózg rozwija się lepiej, jest bardziej kompetentne emocjonalnie” – przekonuje dr Piotrowski.

Wyjaśnie, że jeśli tylko matka jest źródłem bezpieczeństwa i bliskości, a ojciec jest gdzieś z boku, to dziecko ma tylko jedną taką osobę. Jeśli miałoby dwie takie osoby, to byłoby o wiele lepiej – dla jego samopoczucia, a nawet zminimalizowania ryzyka psychopatologii w przyszłości.

„Niestety badania wciąż pokazują, że w obszarze opieki nad dzieckiem nadal występuje duża nierównowaga. Obecnie trudniejsze w wychowaniu dzieci nie są wcale stałe obowiązki, jak zawiezienie do przedszkola czy zmiana pieluszki, tylko dbanie o ich komfort emocjonalny – zauważenie, że dzieci są smutne, samotne, mają niską samoocenę” – wylicza badacz.

Coraz więcej mężczyzn chce być zaangażowanych w wychowywanie dzieci, mają taką potrzebę i to robią, ale wciąż jeszcze są tacy, którzy tego nie potrafią, nie chcą, wstydzą się, np. idąc na spacer z dzieckiem, widzą, że wokół jest więcej kobiet z dziećmi – i to ich zawstydza. Rodzicielstwo jest bardzo stresujące i wymagające. Jeśli dwie osoby poświęcają temu uwagę, jest to na pewno duży zysk dla całej rodziny – a zwłaszcza dla kobiety, która jest mniej obciążona i zmęczona. W przeciwnym razie takie napięcie może prowadzić do konfliktów – tłumaczy dr Piotrowski.

…I MATKI, KTÓRE NIE „WYPALAJĄ SIĘ” W RODZICIELSTWIE

Psycholog przywołuje badania, które pokazują, że jeśli ojciec zaangażuje się w wychowanie dziecka, to jest mniejsza szansa, że jego partnerka będzie miała depresję, że wypali się jako rodzic. Wypalenie rodzicielskie to syndrom, który objawia się ekstremalnym wyczerpaniem rodzicielstwem, poczuciem braku siły na bycie rodzicem, poczuciem, że jest się gorszym rodzicem i izolowaniem się od dzieci.

„Wciąż nie wiemy czemu w Polsce matki tak często doświadczają wypalenia. Przypuszcza się, że może to być wynikiem tego, że w Polsce jest bardzo ograniczony dostęp do wczesnodziecięcej opieki, czyli do żłobków i przedszkoli. Wtedy obciążenie opieką nad dziećmi dotyka głównie matek. Być może chodzi też o niski dostęp do opieki psychologicznej i psychiatrycznej w naszym kraju” – stawia hipotezy dr Piotrowski. Dodaje, że stereotypy również działają przeciwko kobietom.

„To jest właśnie moment na bycie 'bohaterem w swoim domu’ – kobiety są ekstremalnie zmęczone, więc żeby być bohaterem, trzeba pomóc swojej partnerce, zadbać o dziecko, ugotować obiad. Dziś właśnie to jest męskie” – uważa psycholog i podsumowuje, że zaangażowanie ojca to po prostu naturalna forma dbania o rodzinę.

 

Źródło informacji: Nauka w Polsce
Obraz Martín Alfonso Sierra Ospino z Pixabay
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Zdrowie 23 czerwca 2023

Uważajcie na lizaki w sprayu

Lizaki w sprayu robią ostatnio furorę wśród maluchów, jednak stomatolodzy dziecięcy ostrzegają przed nimi. Zobacz dlaczego.

Lizaki w sprayu to nic innego jak słodki płyn zamknięty w niewielkich buteleczkach z atomizerem. Wystarczy spojrzeć na skład: cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, woda, barwniki, sorbinian potasu czy benzoesan sodu.

„Lizaki w sprayu, jak inne słodycze, wpływają negatywnie na zdrowie dzieci. Słodka substancja oblepia zęby na każdej powierzchni, co nie tylko sprzyja rozwojowi próchnicy, ale rozpylana po całej jamie ustnej może powodować podrażnienia błony śluzowej, a także prowadzić do grzybicy jamy ustnej. Cukier jest bowiem wspaniałą pożywką zarówno dla bakterii, jak i grzybów” – informuje lek. dent. Magdalena Słowik-Mazur, specjalista stomatologii dziecięcej z LUX MED Stomatologia.

Warto wiedzieć, że lizak powoduje obniżenie pH jamy ustnej. Tymczasem obniżone pH wpływa na strukturę szkliwa. Zęby stają się porowate i odwapnione. Przy częstym i długotrwałym spożywaniu słodyczy, pory i odwapnienia robią się coraz większe, aż do pojawienia się realnego ubytku w zębie.

„Niestety spotykam się z przekonaniem, że jeśli zęby nie wykonały „pracy” w postaci rozdrobnienia i żucia pokarmu, to nie trzeba ich myć. I np. lizak niegryziony – nie ma wpływu na rozwój próchnicy, a to nieprawda” – przypomina dentystka.

Nie zapominajmy także, że nadmiar węglowodanów prowadzi do nadwagi, otyłości i chorób metabolicznych.

„Znam kilkulatków, którzy potrafią zjeść nawet 12 lizaków dziennie. To bardzo niepokojące zjawisko –-cukier sprawia, że dzieci tyją, zapadają na choroby metaboliczne, autoimmunologiczne. Zawarte w słodyczach barwniki są często alergizujące. Spożywanie węglowodanów w nadmiarze obciąża nie tylko szkliwo, ale też inne organy, m.in. trzustkę” – tłumaczy specjalistka.

 

Źródło informacji: Serwis Zdrowie
Obraz Rudy and Peter Skitterians z Pixabay
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kultura 23 czerwca 2023

Co przynosi szczęście, czyli najpopularniejsze przesądy „na szczęście”

Jak przyciągnąć szczęście do siebie i domu? Istnieje wiele przesądów „na szczęście”, którymi można się posiłkować. Jak to z przesądami bywa – gwarancji nie ma, ale dobra zabawa murowana. Jednak zgodnie z zasadą, iż nawet jak nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi, zapraszam na przegląd najpopularniejszych sposobów na „upolowanie” szczęścia. 

 

Czterolistna koniczyna 

Jak powszechnie wiadomo, koniczyna ma trzy listki na jednej łodyżce, więc sam fakt, iż komuś uda się znaleźć czwarty czyni go szczęściarzem. Co prawda teoretycznie jedna na dziesięć tysięcy koniczynek ma cztery listki, jednak są tacy, którzy znajdują je częściej i tacy, którym się to nigdy nie udaje, więc coś w tym przyciąganiu szczęścia jest. Wiara w magiczną moc czterolistnej koniczyny wywodzi się z wierzeń celtyckich. Celtowie uważają, że trzy listki koniczyny symbolizują wiarę, nadzieję i miłość, a czwarty – szczęście

 

Podkowa 

Dziś podkowę najłatwiej wypatrzyć na pchlim targu, bo zwyczaj trzymania konia w każdym gospodarstwie całkowicie zanikł. Niegdyś zresztą też nie było lepiej, bo konie do tanich nie należały i pochwalić się nimi mogła jedynie szlachta, chłopi musieli się zadowalać wołami. Znalezienie przez nich podkowy było więc postrzegane jako wielkie szczęście po prostu dlatego, że szanse na to były bardzo małe. Znalezioną podkowę należało powiesić nad drzwiami, koniecznie otwartą stroną do góry. 

Dziś nie trzeba znajdować podkowy, można ją sobie kupić, ale by przyciągała szczęście, trzeba ją powiesić do góry, dokładnie tak samo, jak czynili to chłopi kilka wieków temu. Jeśli jednak powiesimy podkowę otwartą stroną w dół, nie oznacza to przyciągania pecha. Ten kierunek ma chronić przed urokami. 

 

Siódemka 

Siódemka to cyfra, której przypisuje się niezwykłe moce. Trzeba uczciwie przyznać, że nie ma drugiej takiej, wyróżnianej nie tylko przez religie, jak i przez uczonych, zwłaszcza tych starożytnych. 

To najwyższa pojedyncza liczba pierwsza, która niegdyś symbolizowała wszechświat (starożytni znali tylko siedem planet). Tydzień ma siedem dni, istnieje siedem cudów świata, siedem grzechów głównych, biblia zna siedmiu Archaniołów, a Sumerowie całą swoją religię oparli na siódemce. Przez wieki siódemce przypisywano pozytywne cechy, co nie znaczy, że faktycznie ma takowe. Jeśli jednak będziecie obstawiać totolotka, to skreślcie siódemkę, tak na wszelki wypadek 😉 

 

Kominiarz 

Zawód bardzo potrzebny, a jednak równie rzadki dziś, jak i wieki temu. Wizyta kominiarza oznaczała szczęście dla całej wioski (w miastach było o nich łatwiej) z bardzo praktycznego powodu – czyste kominy to mniej pożarów, a to na pewno było szczęściem, szczególnie w czasach krycia dachów strzechą, gdy ogień łatwo przenosił się na kolejne zabudowania. 

Jednak nie wystarczy spotkać kominiarza. Aby przyniósł szczęście, trzeba złapać się za guzik. Swój. Trochę to dziwne, bo niegdyś łapano właśnie za guzik kominiarzy, aby przyciągnąć ich do domu. Być może dziś nie trzeba tego robić, bo kominiarze mają mniej pracy i przychodzą dobrowolnie, więc guzik stał się tylko symbolem tradycji i dlatego wystarczy własny. Ponadto niegdyś szczęściem była wizyta kominiarza w domu, dziś wystarczy spotkać go na ulicy. 

 

Kukułka 

Ponoć kto usłyszy kukanie kukułki, do tego uśmiechnie się szczęście. Spotkać tego ptaka wcale nie jest łatwo, dużo łatwiej usłyszeć skrzeczenie wrony lub trele wróbli, stąd zapewne przekonanie, że kto usłyszy kukułkę, będzie miał w życiu dobrze. 

Niegdyś panny na wydaniu wsłuchiwały się w śpiew kukułki, wierząc, że każde pojedyncze „kuku” oznacza jeden rok w panieństwie. Oczywiście im mniej razy kukułka zakukała, tym lepiej. 

W miastach usiłowano przywołać szczęście, wieszając na ścianach zegary z kukułką. Można tego popróbować i dziś, ale większą pewność da usłyszenie kukułki w lesie. 

 

Kot 

Już samo posiadanie kota można uznać za szczęście, ale tym zwierzętom przypisuje się większe moce. Co ciekawe w USA szczęście przynoszą białe koty, natomiast w Wielkiej Brytanii czarne, których my unikamy jak przysłowiowego ognia. 

Kot przynoszący szczęście do domu znany jest także w Japonii. To figurka kota z uniesioną łapą, która ma przygarnąć dobrobyt do domu lub firmy. 

A skąd wiara w koty? Niegdyś były trzymane w domach jako antidotum na wszechobecne myszy. Niewątpliwie im mniej tych gryzoni, tym więcej można było zarobić na zbiorach i zaoszczędzić na wszelakich stratach, co na pewno było szczęściem. 

 

Tęcza 

Tęcza w ostatnich latach zmieniła znaczenie i dziś postrzegana jest jako symbol ruchu LGBT, jednak zanim do tego doszło, przez wieki była symbolem szczęścia i biblijnego pojednania. Sama w sobie ma siedem kolorów, co niejako usprawiedliwia ten przesąd. Ponadto wbrew pozorom wcale nie łatwo jest zobaczyć tęczę, co na pewno przekłada się na uwiarygodnienie wierzenia. 

Warto też pamiętać, że tęcza była ważnym symbolem nadziei w mitologii greckiej. 

 

 

 

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close