W przedszkolu 8 września 2014

Pierwszy tydzień przedszkolaka

Pierwszy tydzień przedszkola jest już za nami. To bardzo ważny i niekiedy trudny czas dla naszych dzieci i nas samych. Jest radość i uśmiech, ale bywają i łzy. Często to rodzice bardziej przeżywają rozstanie, a maluch okazuje się być dzielny i łakomy wiedzy oraz towarzystwa rówieśników. W kilku zdaniach opowiemy Wam jak ten tydzień minął naszym urwisom. A Wy koniecznie napiszcie, jak to wyglądało u Was.

Duśka

Duśka naprawdę musiała czekać na przedszkole, bo wstała bez większych problemów o siódmej rano, czyli pięć godzin wcześniej niż normalnie! W szatni rozbierała się w biegu, uciekła do dzieci, nawet się z rodzicami nie pożegnała!

Pierwszy dzień – niby bez obaw i ze spokojem ją puściliśmy, ale wiadomo – zastanawialiśmy się jak to będzie, czy jej się spodoba, czy będzie zadowolona…. Ponieważ jest niejadką pierwszej wody i było raczej pewne, że obiadu w przedszkolu nie zje, poszliśmy po nią tuż po obiedzie (pierwszy dzień, więc ja i mąż razem) Duśka nas zobaczyła, wyszła z sali i powiedziała:

– Ale po co wy po mnie przyszliście? Zobaczcie, przedszkole jeszcze się nie skończyło!

Uciekła na salę i tyle ją widzieliśmy :P

Mirella

Marcin

Po spotkaniach adaptacyjnych spodziewałam się wszystkiego, głównie płaczu, nie puszczania się mamy i ryku połączonego z wyciem. Otóż na tych spotkaniach Marcin za żadne skarby nie chciał uczestniczyć w zabawach, tak w ogóle to nie chciał iść do przedszkola. W poniedziałek rano, z niewielkim oporem ruszyliśmy do przedszkola. W szatni Marcin próbował popłakiwać, ale my ze stoickim pokojem pożegnaliśmy się z nim i zaprowadziłam go do sali. Nie było płaczu, uff. Przez cztery godziny w domu zastanawiałam się, co będzie, czy płacze itd. Kiedy odbierałam go po obiedzie – buzia była uśmiechnięta od ucha do ucha. W drodze do domu przyznał się, że dostał karę, bo był niegrzeczny. Kolejne dni nie stanowiły żadnego problemu. Marcin z chęcią i radością rusza do przedszkola. Jednego dnia nawet zażyczył sobie, że chce pozostać na leżakowaniu – niestety płakał, bo część dzieci poszła po obiadku do domu, w dodatku nie spał. Na pytanie pani wychowawczyni, czy jutro też będzie leżakować, stwierdził: nie, mama odbierze mnie po obiadku.

Rachela

Tola

Toli pierwszy tydzień w przedszkolu w głównej mierze odbył się… w domu. We wtorek wiedziałam, że coś się święci i już kolejne dni została ze mną. Nie było to łatwe, bo Tola jest bardzo stęskniona za koleżankami, paniami i całym przedszkolem, więc codziennie rano był wielki płacz, że czekają na nią jej przyjaciele. Na nic zdały się tłumaczenia, że chore dzieci nie mogą chodzić do przedszkola. Odliczamy dni do poniedziałku i drugiego podejścia do powrotu na przedszkolny dywan.

(nie)Magda(lena)

Kuba

Kuby pierwszy tydzień w przedszkolu minął bardzo szybko i spokojnie. Nie był to jego debiut przedszkolny, gdyż do przedszkola uczęszczał odkąd skończył 2,5 roku. Teraz, jako zaprawiony już w boju, pierwszego dnia pocieszał i przytulał płaczące koleżanki, mówiąc im by się “nie martwiły, bo mama zaraz po nie wróci”. Szczerze mnie tym rozczulił. W poniedziałek, gdy przyszłam go odebrać po 15.00 stwierdził, że za wcześnie przyszłam i on zostaje jeszcze się pobawć. Musiałam negocjować powrót do domu :) Od środy z rana kilka razy powiedział że nie chce do przedszkola i woli zostać w domku, ale tuż przed budynkiem przedszkola biegł by szybko się tam znaleźć, a później pędząc na salę nie raz zapominał o buziaku dla mnie. Widzę, że chętnie uczęszcza do przedszkola i sprawia mu radość przebywanie tam. Raz przyznał się, że siedział 5 minut na karze razem z koleżanką za to, że on ją zaczepiał a ona go pokąsała :P  Ot, taki odwet za końskie zaloty.

Sylwia

Aleks

Aleks, jako doświadczony przedszkolny wyga, nie mógł się doczekać powrotu do przedszkola. Nowością w tym roku jest posiadanie piórników, więc przed rozpoczęciem roku szkolnego wybraliśmy się na zakupy. Mógł wybrać sobie taki, jaki mu się podobał (jak myślicie, na jakiej postaci bajkowej stanęło?), oprócz tego – ołówek, gumkę i temperówkę. Miał frajdę z tych niecodziennych zakupów. Poza tym w przedszkolu niewiele się zmieniło – ta sama ukochana pani, ci sami przyjaciele i najlepsze na świecie (nawet mamie nie sposób dorównać) jedzenie.

Basia

Maja

Maja to dzielna dziewczynka:) Nie mogła się doczekać przedszkola. Wcześniej dużo o tym rozmawialiśmy, tłumaczyliśmy a nawet zaprowadziliśmy ją by zobaczyła jak to wygląda. Pierwszego dnia zupełnie nie zwracała na mnie uwagi, ledwie zdążyłam jej ubrać paputki a ona już była wśród dzieci. Nawet na buziaka się nie załapałam. Przed wyjściem zawsze sprawdza czy mamy wszystko, i upewnia się żebyśmy za wcześnie po nią nie przyjechali. I tak jest co dzień. Wiem, że jest tam grzeczna – sama często mówi, że tam będzie np. sprzątać, a w domu to nie. Jest pilną uczennicą, chętnie opowiada co robili, przestawia nowe zabawy i śpiewa piosenki. Zaledwie dwa dni wystarczyły jej na doskonałe opanowanie łaciny:) Niestety oprócz nowych słówek, po 5 dniach przyniosła do domu również katar, więc póki co mamy przedszkolaczkową pauzę.

Magdalena

Adrian

Adi ma za sobą już półtora tygodnia przedszkola, z tego dwa dni (piątek i poniedziałek) były ciężkie i dla mnie i dla niego. Bardzo tęsknił, a mnie się serce krajało jak widziałam jego łzy. Na szczęście już od wtorku wszystko jest świetnie. Adi chętnie idzie do przedszkola i mimo, że tęskni troszkę, to nie płacze, bo wie, że niedługo po niego przyjedziemy.

Mimo, że chodzi do przedszkola dopiero kilka dni, nauczył się już wielu nowych słów po angielsku, zaliczył lekcje tańca śpiewu i grania na instrumentach i zaczyna śpiewać piosenki również w języku angielskim. Zaliczył również jednodniowy katar, na szczęście nie rozwinęło się z tego nic konkretnego i nie stracił żadnego dnia w przedszkolu :-)

Paulina

Bartek

Z powodu dłuższej, bo aż trzymiesięcznej przerwy w uczęszczaniu do przedszkola, zastanawiałam się, jak szybko Bartek wejdzie w rytm pobudek, obcowania z dzieciakami i posłuszeństwem względem pań wychowawczyń. Ubiegły rok był niełatwy, ponieważ mały do najbardziej ugodowych dzieci nie należy, więc obstawiałam, że kłopoty przyjdą szybko. Szczęśliwie nie zdarzyło się nic takiego, co mogło mnie doprowadzić do stanu przedzawałowego ( nie licząc bójki z małym Ksawerym, oraz nadużywaniem słowa „dupa”… ) Bartek jest zadowolony po pierwszym tygodniu, chętnie i bez ociągania się wychodzi do przedszkola, i na razie jest zdrowy, choć obawiam się że w ciągu najbliższych dni, może to ulec zmianie. 

Żaklina

Jasiek

Pierwszy tydzień w przedszkolu? Hmm… u nas to chyba bardziej formalność była, ponieważ Jasiek z natury jest rezolutnym i towarzyskim dzieckiem. Nie boi się nowych miejsc i ludzi, właściwie – im więcej osób do zabawy, tym lepiej, bo weselej! Do tego nowe (inne niż w domu), zabawki, książki…. no żyć nie umierać!
Poza tym, kiedy Jasiek skończył 1.5 roku poszedł do żłobka, więc teraz, jako 3.5 letni przedszkolak, był już niejako zaprawiony w boju. Dla Niego, zmieniło się „jedynie” miejsce, koledzy – tego trochę Mu żal, bo brakuje Mu kontaktu ze „starymi” przyjaciółmi oraz pora wstawania.
Życzę wszystkim dzieciaczkom i ich rodzicom, by równie szybko, miło oraz bezboleśnie przechodzili przedszkolną adaptację!

Fizinka

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Izabela MalinowskaNina WiśniewskaEdyta LeśniowskaMałgorzata Krupa-KurzOla Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna
Gość
Anna

U nas pierwszy i drugi tydzień rozpoczął się płaczem i małą histerią. Malutka chciałaby zostać w domu ze mną. Nie wiem jak jej tłumaczyć, jak z nią rozmawiać. Macie może jakieś złote rady?

Ola
Gość
Ola

Wszystko zależy od dziecka, a jak wiemy każde jest inne – jednemu wystarczy obiecać, że się po nie wróci (np. po obiedzie), z innym trzeba po prostu te pierwsze chwile przeczekać….
Życzę cierpliwości i dużo sił!

Izabela Malinowska
Gość

U nas to samo, pierwszy tydzień w przedszkolu – katar i gorączka :/

Edyta Leśniowska
Gość

Dzisiejsza wizyta u lekarza… Angina i antybiotyk

Nina Wiśniewska
Gość

Ha! A my powitaliśmy trzydniówką! Na szczęście już po :)

Małgorzata Krupa-Kurz
Gość

U nas bez przygód,na szczęście chorobowe omijają nas szerokim łukiem. Zarówno przedszkole jak i szkoła są fajne :)

Podróże 5 września 2014

Wsiąść do pociągu byle jakiego…

Każdy chyba zna tę piosenkę w wykonaniu Maryli Rodowicz. Ale każdy kto ma dzieci wie, że nie da się od tak do niego wsiąść, nie dbając o bagaż czy bilet. No chyba że się chce dostać mandat od konduktora  za jazdę na gapę, opcjonalnie dzieci zagłodzić.

Będąc u siostry na wakacjach, pomyślałam sobie że dla Bartka podróż do domu koleją, będzie nie lada atrakcją, bo on pociągi bardzo lubi, ale z racji przemieszczania się wszędzie autem, zwyczajnie nie zna przyjemności takiej podróży. Celowo napisałam przyjemności, bo pociągi a faktycznie szynobusy relacji Szczecin – Kołobrzeg to wyższa szkoła jazdy. Powiem wręcz, że w stosunku do starych pociągów to wersja “de luxe” bo naprawdę szybka, cicha, klimatyzowana, bardzo wygodna, nowoczesna, etc… No i co bardzo ważne, możliwość skorzystania z czystej toalety, to przy czterolatku fantastyczne rozwiązanie. Właśnie z tych względów zdecydowałam, że kupię bilety na Inter Regio a nie na autobus. Co prawda mogliśmy poprosić o przyjazd Marcina, ale podróż 400 km w dwie strony, pochłonęłaby niemałą kwotę, wiadomo że auta na powietrze jeszcze nie jeżdżą.

Jeszcze u siostry zorientowałam się w internecie o której mamy odjazd i ile czasu będzie trwała podróż. W sumie 1,5 godziny z dwójką dzieci w wygodzie to sama przyjemność. Tak przynajmniej zakładałam. Na pół godziny przed planowanym odjazdem szynobusu kupiłam bilety dla nas, upewniłam się, że pod ręką mam pieluchy, jedzenie, picie i telefon. Siostra pomogła mi wypakować dzieci z auta i podała pomysł, żebym Wojtka wzięła w foteliku, a nie jak planowałam w chuście, i całe szczęście jej posłuchałam.

Dochodziłyśmy już do naszego stanowiska, gdy nagle usłyszałam głos z megafonu informujący o zmianie peronu i toru, z którego mieliśmy odjechać. Boże, co się wtedy działo! Ludzie jak ślepe bydło ruszyli przed siebie, akurat staliśmy na schodach gdy przelała się przez nas ta fala. A biegli jakby ktoś złoto za darmo rozdawał. Nie patrzyli pod nogi, jakaś kobieta potrąciła na schodach Bartka, a ten się przewrócił! Dobrze że młodego za rękę trzymała ciocia, bo zleciałby jak nic na dół. Oj, przejście przez morze ludzi po wysokich schodach graniczyło wręcz z cudem, ja miałam plecak, torbę przez ramię, reklamówkę w dłoni plus fotelik z Wojtkiem, a moja siostra Bartka za rękę i swojego dwulatka na ręku. I wszystko biegiem, biegiem

Szczęśliwie i z ulgą doszliśmy do pociągu a tam ludzi jak mrówek. Ledwie weszłam z dziećmi i od razu pomyślałam – to był mega błąd! A ja marzyłam sobie, że się rozsiądziemy, że odpalę Bartkowi bajkę na smartfonie a Wojtka przytulę i pojedziemy w siną dal. No tośmy pojechali, hałas, ścisk, przepychanki. Siostra krzyknęła jeszcze że pobiegnie sprawdzić z tyłu czy są wolne miejsca, ale ja już wiedziałam że nie ma szans. Cały czas staliśmy przy drzwiach co przy Bartku było bardzo niebezpieczne, postanowiłam więc skorzystać z prawa do miejsca dla matki z dzieckiem, a tam jak na złość już przez rodzinki zajęte. Od razu podziękowałam w duchu za fotelik bo mogłam odłożyć Woja na podłogę, nogą podtrzymać bagaże, na których miał usiąść Bartek. Nie zdążyłam, jakiś chłopak ustąpił miejsca młodemu, obok postawiłam fotelik Woja i podróżowanie zrobiło się przyjemne…

Jechaliśmy już w miarę wygodnie, a na milion pytań Bartka odpowiadali pasażerowie, bo mi w połowie drogi skończyły się pomysły w tematyce opowiadania o wodzie :) W międzyczasie herbatniki, woda mineralna, a tam gdzie był zasięg  to i była bajka z You Tube.

Nie nudziło się nam, pasażerowie uśmiechali się do dzieci i zagadywali cały czas, jakby przeczuwali, że gdy przestaną, może zacząć się marudzenie. Martwiłam się jeszcze tylko jak wysiąść, ale i tu pojawiły się pomocne dłonie, ktoś podał bagaże, ktoś wziął za rączkę Bartka i bezpiecznie zdjął z podestu. Na stacji czekał już Marcin więc cała reszta poszła jak z płatka. Taka to była nasza, na pewno nie ostatnia,  podróż koleją.

 

4
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna
Gość
Anna

Obym w najbliższy weekend trafiła na tak przyjaznych ludzi. Zamarzyła nam się wycieczka do warszawskiego ZOO. :)
A wcześniej przed nami godzinna podróż pociągiem.

Edyta Skrzydło
Gość

Głównie na Roztocze, mega przeżycia dla dzieci :-)

Maria Ciahotna
Gość

My najczęściej do (pra)dziadka – jakieś 8 przystanków, ale zawsze jest super :)

Michał Magdalena Hałasa
Gość

My jezdzimy do babci lub cioci maluchy uwielbiaja pociagi

Dom 2 września 2014

10 niezbędnych przedmiotów perfekcyjnej pani domu

Dzisiejszy wpis jest pierwszym z cyklu „TOP 10” – co jakiś czas będziemy wspólnie przygotowywać różne ciekawe zestawienia. Każda z nas dorzuci jedną (i tylko jedną) cegiełkę.

Zaczynamy od 10 niezbędnych przedmiotów, bez których nie wyobrażamy sobie sprzątania.

1. Zestaw UltraMax, czyli płaski mop z Viledy

Wygodny w użyciu (nie trzeba się schylać i moczyć rąk by wycisnąć szmatkę), bardzo dobrze zbiera do siebie, a nie na boki (co mnie drażniło w przypadku mopów okrągłych),  nie zostawia smug i jeśli się chce, można bardzo mocno odcisnąć z niego wodę. Teleskopowy kij pozwala umyć podłogę w trudno dostępnych miejscach np. pod meblami. Zatrzaski stabilnie trzymają szmatkę, którą można ściągać i prać.

Basia

2. Cif

To absolutny must have w moim domu. Wyprobowalam juz milion rożnych mleczek do czyszczenia – firmowych i mega tanich. I absolutnie nic nie zastąpi mleczka do czyszczenia marki CIF! Myję nim łazienkę od misek po toaletę, kuchnię – garnki, zlew, kuchenkę, lodówkę, ubadźgane blaty, stół itd. Nie raz uratował meble i ściany od tatuaży mazakami i swiecową kredką. Tłuszcz, osad czy zaschnięte wytwory dziecięcej wyobraźni nie sa mu straszne! Idealnie wybiela ramy okien, zewnętrze parapety czy doświadczone przez życie adidasy. No i to tylko jedna butelka do schowania!

Hanna

3. Ściereczki z mikrofibry

Niezawodne w ścieraniu kurzu na sucho i na mokro z mebli i sprzętu domowego, idealne do przecierania blatów w kuchni i każdej innej powierzchni. Ostatnio odkryłam ich super moc przy myciu okien! Jedna mokra do zmycia brudu a druga do przetarcia szyb na sucho – zero smug i ani kropli detergentu! Umycie jednego okna zajmuje mi  kilka minut.

(nie)Magda(lena)

4. Domestos

Bez tego nie ma opcji czystości ani w łazience ani w toalecie. Czyszczę nim zarówno wannę, sedes, podłogi (oczywiście rozcieńczonym), fugi, balkon, odplamiam białe tkaniny…

Żaklina

5. Rękawice gumowe

…obojętnie jakiej firmy – bez nich nie sprzątam!

Mirella

6. Czyściki S.O.S

Ratują moje garnki i patelnie przywracając im blask. Idealnie czyszczą także piekarnik, blachy, kratki rusztowe bez zbędnego wcześniejszego namaczania. Wystarczy zwilżyć powierzchnię, umyć czyścikiem, który nasączony jest już specjalna substancją czyszczącą (uaktywjącą się pod wpływem wody) i cieszyć się błyszczącymi czystymi nawierzchniami bez zapieczonych pozostałości po posiłkach.

Sylwia

7. Multi Płyn przeciw tłuszczowi W5 z Lidla

Mój stały towarzysz w codziennych porządkach. Czyszczę nim płytę pieca, zlew kuchenny, fronty meblowe oraz stół. Wystarczy prysnąć, przetrzeć wilgotną ścierką i mam kuchnię ogarniętą.

Magdalena

8. Soda oczyszczona w zestawie z octem

Czyszczę nimi wszystko, lodówkę w środku i na zewnątrz, wannę, toaletę, zlew, piekarnik, zatkane rury, piorę z sodą skarpetki i wszystko co białe. Bez sody musiałabym po dwóch użyciach wyrzucać wszystkie białe skarpetki.

Paulina

9. Ręczniki papierowe Foxy

Zawsze mam ich zapas, bo zużywam je metrami! Począwszy od wycierania tego co się akurat np. rozlało dziecku, przez mycie okien, luster, toalety, po czyszczenie komputera i telewizora oraz “polerowanie” lodówki, płyty indukcyjnej czy innych mebli na wysoki połysk.

Fizinka

10. Oliwka dla dzieci

Dziwicie się, więc wypróbujcie ją w dopieszczeniu oczyszczonych chromowanych części w Waszej kuchni. Świetnie się nada by nabłyszczyć lodówkę, mikrofale, uchwyty. Wystarczy, że oczyszczone fragmenty posmarujecie lekko skropionym oliwką ręcznikiem papierowym, a następnie drugim suchym zdejmiecie nadmiar oliwki. Kuchnia znów pięknie zabłyśnie.

Rachela

8
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agata Teresa Grzelak-Makowczyńska
Gość
Agata Teresa Grzelak-Makowczyńska

Taśma klejąca, najlepiej szeroka do ‚okłaczania’ obić kanap, dywanów i ubrań ;)

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Genialne, a zarazem proste rzeczy są najlepszym przyjacielem kobiety :)

Magda
Gość
Magda

Cytryna:
do czyszczenia drewnianych rzeczy w kuchni – deski, łyżki, szpatułki ;)
do wyczyszczenia dłoni z buraków ;)
do czyszczenia (i pozbycia się zapachów z piekarnika czy mikrofali i wyczyszczenia tłuszczu)

Anna
Gość
Anna

skórka od banana pięknie nabłyszcza liście roślin, np. fiskusa.

Martyna Hansson
Gość
Martyna Hansson

A ja polecam „kamien uniwersalny” do czyszczenia zlewow, plyt kuchenkowych i piekarnikow.Usuwa przypalone plamy. Ladnie konserwuje metale i zapobiega powstawaniu brzydkich plam po wodzie :) po zmyciu srodka woda albo sciereczka mozna przetrzec powierzchnie recznikiem papierowym i bedzie jak wypolerowane! Krany, kuchenka i wszytko co ma metalowe albo szklane czesci u mnie w domu wygladaja jak nowe :)

Monika Marczak
Gość

A ja nie wyobrażam sobie życia bez „psik psik’a” czyli „Clin’u” ☺

Marysia
Gość
Marysia

Soda – do całego prania, nie tylko do białych. Jest super zmiękczaczem – działa w połączeniu z płynami do prania. Kupuję ją na kilogramy – średnio 2-3kg miesięcznie zużywam :) choć zdarzają się miesiące, że mniej :) Niezastąpiona!!

Ania
Gość
Ania

Ekstra wpis! Dobrze wiedzieć takie rzeczy :).

https://zaira.pl/pl/c/Posciel-dla-dzieci/9

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close